
Nora Roberts

"Zorza Polarna"

Powieci Nory Roberts to fenomen wydawniczy. Na wiecie co pi minut kto kupuje jej ksik!
Barwna, zachwycajca powie o dwch samotnych sercach, ktre szukaj mioci i ukojenia.
Nate Burk, policjant, ktry nie moe si otrzsn po mierci swojego partnera, przyjmuje posad komendanta policji w maym miasteczku Lunacy na Alasce. Wydaje mu si, e czeka tu na niego tylko monotonia i rutyna, tymczasem niewyjaniona zbrodnia sprzed 16 lat zatrzymuje go na duej. Aby przeprowadzi ledztwo, musi pokona wrogo i niech mieszkacw Lunacy, ktrzy nie wierz, e wrd nich moe ukrywa si morderca. W dochodzeniu pomaga mu jedynie Meg Galloway, intrygujca, niezalena kobieta, ktra zna nieatwe ycie na Alasce. Odkrywajc tajemnic tragedii sprzed lat, Nate i Meg zbliaj si do siebie, a temperatura ich uczu niepokojco wzrasta.
Nora Roberts, amerykaska autorka kilkudziesiciu powieci dla kobiet, laureatka wielu nagrd literackich, mistrzyni w czeniu wtkw romansowych, sensacyjnych i przygodowych. Od 1999 roku kada jej powie trafia na list bestsellerw New York Timesa". Po polsku ukazay si m.in.: Wizy krwi, Gorcy ld, Noc na bagnach Luizjany, Bkitna zatoka.
JF

NORA ROBERTS
ZORZA
POLARNA
Z angielskiego przeoya Boena Krzyanowska
wiat Ksiki
Tytu oryginau NORTHERN LIGHTS
Projekt okadki Magorzata Karkowska
Zdjcie na okadce Flash Press Media
Redaktor prowadzcy Elbieta Kobusiska
Redakcja merytoryczna Elbieta uk
Redakcja techniczna Lidia Lamparska
Korekta
Marianna Filipkowska Radomiia Wjcik
wiat Ksiki
Warszawa 2005
Dla kochanego Logana, syna mojego syna.
ycie bdzie dla Ciebie skrzyni skarbw,
pen miechu, ciekawych przygd,
wspaniaych odkry i magicznych chwil.
A przez wszystkie te klejnoty bdzie przenika
spokojny blask mioci.



Ciemno
Skocz to, mia pani.
Dzie jasny min i dymy w mroki.
WILLIAM SZEKSPIR (prze. Maciej Somczyski)
O ciemno, ciemno, cho blask poudniowy. Nigdy nowego dnia ju nie zobacz,
Noc czarna, wieczna noc mnie otoczya
i nigdy ju si nie zmieni!
JOHN MILTON (prze. Wadysaw Bartkiewicz)

Prolog
Zapiski z wyprawy, 12 lutego 1988 r.
W samo poudnie wyldowalimy na Sun Glacier. Podczas lotu pozbyem si francowatego kaca, a roztaczajce si wok widoki przywoay mnie do rzeczywistoci. Niebo czyste, bkitne jak kryszta. Tego typu bkit wciskaj na widokwki, a chcc jeszcze bardziej skusi turystw, dodaj delikatn mgiek wok zimnego, biaego soca. Zakadam, e to dobry znak i rzeczywicie powinienem wybra si na wspinaczk. Wiatr wieje z prdkoci okoo dziesiciu wzw, balsamiczne powietrze moe mie okoo dwudziestu stopni poniej zera. Lodowiec jest szeroki jak dupa Kurwiastej Kate i zimny jak jej serce.
Musz przyzna, e Kate adnie nas wczoraj poegnaa. Nawet daa nam co, co mona by nazwa grupow znik.
Nie mam pojcia, co my tu, do diaba, robimy, chocia z drugiej strony kady czowiek musi gdzie by i co robi. Zimowa wspinaczka na No Name jest tak samo dobra jak wszystko inne, a moe nawet lepsza.
Mczyzna musi od czasu do czasu wybra si na tygodniow wypraw w poszukiwaniu przygd, jednak pod warunkiem, e owe przygody nie maj nic wsplnego z alkoholem i rozwizymi kobietami. Jake inaczej mona docenia alkohol i kobiety, jeli czasem si od nich nie ucieknie?
Fakt, e spotkaem dwch rwnie narwanych jak ja kumpli, nie tylko przynis mi szczcie w kartach, ale rwnie znacznie poprawi mi nastrj. Niewiele rzeczy dziaa na mnie tak odpychajco jak normalna robota za dniwk, czyli zwyczajny kierat typowych wow roboczych, ale musz przyzna, e pewna pani umie pocign za odpowiednie sznurki.
Nieoczekiwanie wpado mi w rce nieco gotwki, co powinno usatysfakcjonowa moje dziewczyny, uwaam wic, e teraz mam prawo urzdzi sobie kilkudniow wypraw z kumplami, zrobi co tylko dla siebie.
Musz sobie przypomnie, e wci jeszcze yj, a czy jest lepszy sposb na to ni zmaganie si z natur i bezsensowne ryzykowanie ycia albo koczyn w towarzystwie innych mczyzn? W dodatku robienie tego z czystej gupoty, nie za pienidze, nie z obowizku i nie dlatego, e jaka kobieta koniecznie chce sprawdzi, czy aby na pewno jestem facetem z jajami, wiadczy o tym, e jeszcze tli si we mnie jaka iskierka.
Na Alasce robi si coraz toczniej. Drogi biegn tam, gdzie niegdy w ogle ich nie byo, ludzie mieszkaj na bezludnych dotychczas terenach. Kiedy przyjechaem tu po raz pierwszy, zaludnienie byo znacznie mniejsze, a cholerni stanowi nie wtykali nosa w nie swoje sprawy.
Jakie zezwolenie na wspinaczk? Na wdrwk po grach? Chrzani zezwolenie i chrzani stanowych, ich przepisy i papierki! Gry stay tu wczeniej, nim pieprzeni biurokraci wymylili, w jaki sposb zbi na nich majtek. I bd stay nadal, gdy urzdnicy powdruj do pieka.
Tymczasem jestem tutaj, na ziemi, ktra nie naley do nikogo. wita ziemia nie moe do nikogo nalee.
Gdyby tylko by jaki sposb, eby mona byo zamieszka na tej grze, rozbibym na niej namiot i nigdy nie schodzi w dolin. Niestety, niezalenie od tego, czy kto uwaa t ziemi za wit, czy nie, jest w stanie zabi czowieka, co wicej, potrafi zrobi to bezlitonie i o wiele szybciej ni najbardziej dokuczliwa ona.

Postanowiem wic spdzi tu tydzie w towarzystwie mczyzn, ktrzy myl podobnie jak ja, wspinajc si na szczyt, ktry nie ma nazwy i wznosi si nad miasteczkiem, nad rzek i jeziorami, na granicy, ktr wymylili urzdnicy. Wyznaczyli j na ziemi, ktra drwi z ich mizernych prb ujarzmienia i zachowania w nienaruszonym stanie.
Alaska nie naley do nikogo, sama sobie jest pani, niezalenie od tego, ile pojawi si na niej drg, znakw i przepisw. To ostatnia z dzikich kobiet i Bg j za to kocha. Ja te.
Nim zdylimy zaoy baz, soce schowao si za majestatycznymi szczytami, a my zanurzylimy si w typowo zimowej ciemnoci. Stoczeni w namiocie, najedlimy si do syta, wypalilimy trawk i pogadalimy o jutrze.
Jutro czeka nas wspinaczka.
W drodze do Lunacy, 28 grudnia 2004 r.
1
Ignatious Burk lecia midzy onieonymi zboczami gr w stron miasteczka zwanego Lunacy. Tkwi uwiziony w trzscej si puszce na zup, beztrosko nazywanej przez niektrych samolotem, a za skut lodem szyb dmucha lodowaty wiatr. W takich oto warunkach dozna nagle olnienia.
Wcale nie by tak przygotowany na mier, jak mu si wydawao.
Bya to potworna myl, zwaszcza e jego los spoczywa w rkach obcego czowieka, ktry mia na sobie kanarkowot, watowan kurtk i niemal cakowicie ukrywa twarz w fadach pomarszczonej skry.
Na lotnisku w Anchorage sprawia wraenie dobrego pilota, ale pewnie tylko dlatego, e najpierw serdecznie ucisn do Nate'a, a dopiero potem wskaza kciukiem puszk na zup ze migami.
- Mw mi Palant - zaproponowa.
Wtedy Nate po raz pierwszy powanie si zaniepokoi.
Co za idiota wsiada do fruwajcej puszki, ktr pilotuje facet zwany Palantem?
Niestety, o tej porze roku jedynym pewnym sposobem dostania si do Lunacy by samolot. Tak przynajmniej twierdzia pani burmistrz Hopp, kiedy Nate omawia z ni szczegy podry.

Samolot ostro skrci w prawo. Czujc ucisk w odku, Nate zacz si zastanawia, jak pani burmistrz Hopp rozumie sowo pewny".
W kocu doszed do wniosku, e to i tak nie ma wikszego znaczenia. ycie lub mier - czyme to jest wobec wiecznoci? Kiedy w Baltimore-Washington wchodzi na pokad ogromnego odrzutowca, uzna, e tak czy inaczej jego ycie powoli dobiega kresu.
Policyjny psychoanalityk radzi Nate'owi, eby nie podejmowa wanych decyzji, pki nie pokona depresji, mimo to bez adnego konkretnego powodu zoy podanie o stanowisko komisarza policji w Lunacy. O wyborze zadecydowa fakt, e nazwa miejscowoci wydaa mu si jak najbardziej odpowiednia. W kocu lunacy" to szalestwo, obd.
Przyjmujc stanowisko, jedynie wzruszy ramionami w gecie, ktry mwi: A kto by si tym przejmowa".
Teraz jednak, walczc z mdociami i drc z powodu nagego olnienia, Nate zda sobie spraw, e nie tyle martwi go sama mier, co sposb, w jaki mgby zgin. Po prostu nie chcia rozstawa si z tym wiatem, pakujc si w pieprzonym mroku w zbocze gry.
Gdyby zosta w Baltimore, sucha rad psychoanalityka i zwierzchnikw, mgby przynajmniej wykonywa swoje obowizki. To nie byoby wcale takie straszne.
Prawda wygldaa tak, e w ktrym momencie po prostu go ponioso i odda legitymacj. By moe nie spali za sob mostw, ale z pewnoci je podpali, a teraz skoczy marnie jako krwawa plama gdzie w grach Alaski.
-  Tam zawsze troch telepie - wyjani Palant z typowo teksaskim akcentem.
Nate przekn kluch, ktra utkwia mu w gardle.
-  Ale tu jest lepiej.
Palant umiechn si i puci do Nate'a perskie oko.
-  To by piku. Powinien pan zobaczy, co si dzieje przy czoowym wietrze.
-  Dzikuj, nie skorzystam. Ile drogi nam jeszcze zostao?

-  Nieduo.
Samolocik podskakiwa i dra. Nate podda si i zamkn oczy. Modli si, eby przed niezbyt dostojn mierci wczeniej nie obrzyga sobie butw.
Nigdy wicej nie wsidzie do samolotu. Jeli przeyje, wyjedzie z Alaski... albo opuci j na piechot... lub wypeznie. Na pewno ju nigdy nie wzbije si w powietrze.
Samolot gwatownie zanurkowa. Nate mimo woli otworzy oczy. Przez przedni szyb ujrza efekt wspaniaego zwycistwa soca nad mrokiem, zdumiewajc jasno, ktra zabarwia niebo na perowo, a wiat w dole pokrya biaymi i bkitnymi smugami, gwatownymi wzniesieniami, lnicymi skupiskami pokrytych lodem jezior i dugimi rzdami obsypanych niegiem drzew.
Na wschodzie wida byo giganta, ktrego miejscowi nazywaj Denali albo po prostu Gra. Chocia Nate sprawdzi w przewodnikach tylko najwaniejsze rzeczy na temat Alaski, dowiedzia si, e jedynie przybysze z zewntrz nazywaj j McKinley.
Przygldajc si jej z samolotu, uzna, e jest zbyt ogromna, by moga by realna. Gdy promienie soca rozprzestrzeniy si po bkitnym niebie niczym boe palce, wszdzie pojawiy si cienie, niebieskie plamy na biaym tle.
Co drgno w sercu Nate'a. Na chwil zapomnia o podchodzcym do garda odku, cigym warkocie silnika, nawet o przenikliwym chodzie, ktry panowa we wntrzu samolotu.
-  Jest ogromna, no nie?
-  Taak. - Nate odetchn gboko. - Rzeczywicie jest ogromna.
Chocia skierowali si na zachd, ani na chwil nie stracili z oczu potnego szczytu. Teraz Nate zauway, e to, co wczeniej uzna za pokryt lodem drog, byo wijc si, zamarznit rzek. Nad jej brzegami stay domy i zabudowania, auta i ciarwki.
Mia wraenie, e wanie znalaz si w zamarznitej,

nienej krainie, ktr trzeba potrzsn, eby obudzi j do ycia, krainie, gdzie wszystko jest biae, nieruchome i pogrone w oczekiwaniu.                                                          . Nagle co stukno o podog.
-  Co to?
-  Podwozie. To Lunacy.
Samolot tak gwatownie obniy lot, e Nate kurczowo chwyci si siedzenia i zapar si nogami.
-  Co takiego? Ldujemy? Gdzie?
-  Na rzece. O tej porze roku jest cakowicie zamarznita. Nie ma si czym martwi.
-  Ale...                                                                       :
-  Ldujemy na pozach.                                                 ..
-  Takich wikszych nartach?
Nate nagle sobie przypomnia, e nienawidzi sportw zimowych.
-  Nie lepsze byyby ywy?
Palant wybuchn gromkim miechem. Samolot dotkn lodu.
-  To byoby straszne gwno. Samolot na ywach! Kretyski pomys.
Samolot podskoczy, przelizgn si kawaek, po czym z wdzikiem zatrzyma si na rodku rzeki. Palant wyczy silniki. W nagej ciszy Nate usysza bicie wasnego serca.
-  Niezalenie od tego, ile by panu zapacili, zawsze bdzie to za mao - wyduka Nate. - Nie ma szans, eby mogli zapaci panu tyle, ile powinni.
-  Do diaba, tam! - Palant poklepa Nate'a po ramieniu. -Nie chodzi o pienidze. Witamy w Lunacy, panie komendancie.
-  Ciesz si, e tu jestem.
Nate zrezygnowa z pocaowania ziemi. Obawia si, e nie tylko wygldaoby to miesznie, ale na dodatek mgby do niej przymarzn. Wystawi zdrtwiae nogi z samolotu i modli si, eby zechciay go donie do jakiego ciepego, spokojnego i w miar normalnego miejsca.


Na razie musia si skupi na pokonaniu sporego kawaka lodu bez poamania sobie ng lub skrcenia karku.
-  Niech si pan nie martwi, panie komendancie, o swj baga! - zawoa Palant. - Zaraz go przynios.
-  Dziki.
Nate z trudem utrzymywa rwnowag. W pewnej chwili zauway, e kto stoi na brzegu. Osoba ta miaa na sobie brzow kurtk z kapturem obszytym czarnym futerkiem. Niecierpliwie palia papierosa, wypuszczajc co chwila niewielkie oboczki dymu. Traktujc j jako drogowskaz, Nate wdrowa po lodzie, starajc si zachowa resztki godnoci.
-  Ignatious Burk?
Gos by zachrypnity, wyranie nalea do kobiety i unosi si w powietrzu wraz z obokami dymu. Nate po raz ostatni polizgn si, odzyska rwnowag i z bijcym sercem wyszed na brzeg.
-  Anastasia Hopp - przedstawia si.
Wycigna rk i nie zdejmujc rkawiczki, jakim cudem ucisna mu do.
-  Troch pan zzielenia. Palancie, czyby po drodze prbowa zabawia naszego nowego komendanta?
-  Nie, psze pani, ale troch wiao.
-  Zawsze wieje. Widz, e jest pan przystojny. Nawet gdy ma pan nudnoci. Prosz, to panu pomoe.
Wyja z kieszeni srebrn piersiwk i wcisna mu j do rki.
-  Eee...
-  Niech si pan nie wzbrania. Jeszcze nie jest pan na subie. Odrobina brandy na pewno nie zaszkodzi.
Nate w gbi duszy zgodzi si z pani burmistrz, odkrci wic zakrtk butelki i pocign z niej spory yk. Natychmiast poczu, jak pynny ogie spywa mu prosto do odka.
-  Dziki.
-  Poka panu pokj w Lodge, gdzie bdzie pan mg nieco odsapn.
Prowadzia Nate'a wydeptan ciek.

-  Pniej, gdy przestanie si panu krci w gowie, oprowadz pana po miasteczku. Kawa drogi z Baltimore.
-  Taak, spory kawa.
Wszystko wygldao jak na planie filmowym. Zielone i biae drzewa, rzeka, nieg, budynki z drewnianych bali, dym unoszcy si kbami z kominw i rur. Wszystko senne i rozmazane. W tym momencie Nate zda sobie spraw, e widzi wiat w ten sposb nie tylko z powodu mdoci, ale i wyczerpania. Podczas podry samolotem w ogle nie spa. Obliczy, e po raz ostatni znajdowa si w pozycji horyzontalnej niemal dwadziecia cztery godziny temu.
-  Pikny, jasny dzie - powiedziaa. - Gry w penej krasie... Takie obrazki przycigaj do nas turystw.
Rzeczywicie widok przypomina kartk pocztow, moe dlatego troch przytacza. Nate czu si tak, jakby nagle znalaz si na planie filmowym... albo w czyim nie.
-  Widz, e odpowiednio si pan ubra. - Mwic to, zmierzya go wzrokiem od stp do gw. - Wielu przybyszw z okolic pooonych poniej czterdziestego smego rwnolenika pojawia si tu w eleganckich paszczach i botkach. Potem odmraaj sobie tyki.
Wszystko, co mia na sobie, cznie z grub bielizn i zawartoci walizek, zamwi bezporednio u Eddiego Bauera zgodnie z sugestiami i list, ktre Hopp przekazaa mu poczt elektroniczn.
-  Bardzo dokadnie napisaa mi pani, czego mog si tu spodziewa.
Przytakna.
-  Bardzo dokadnie napisaam rwnie, czego my si spodziewamy. Nie zawied mnie, Ignatiousie.
-  Nate. Nie mam zamiaru, prosz pani.
-  Mw mi Hopp. Wszyscy tak mnie tu nazywaj. Wesza na dug drewnian werand.
-  To Lodge. Hotel, bar, restauracja, centrum ycia towarzyskiego. W ramach twojego wynagrodzenia wynajlimy ci tu pokj. Jeli bdziesz chcia zamieszka gdzie indziej, masz

woln rk. Wacicielk Lodge jest Charlene Hidel. Podaje dobre posiki i dba o czysto. Zajmie si tob. Sprbuje rwnie dorwa si do twoich portek.
-  Sucham?
-  Jeste przystojnym mczyzn, a Charlene ma sabo do mczyzn. Jest dla ciebie nieco za stara, chocia z pewnoci wcale tak nie uwaa. Sam zadecydujesz, czy jej ulec, czy nie. Wszystko w twoich rkach.
Kiedy si umiechna, Nate dostrzeg pod kapturem okrg jak jabko, rumian twarz. Hopp miaa byszczce, orzechowobrzowe oczy, wskie, due usta o ruchliwych kcikach.
-  Jak na caej Alasce, tak i tutaj mamy spor nadwyk mczyzn, ale to wcale nie oznacza, e wkrtce wok ciebie nie zacznie kry sporo kobiet. Jeste wieym kskiem i wiele z nich bdzie miao ochot sprawdzi, do czego si nadajesz. W wolnym czasie moesz robi, co zechcesz, Ignatiousie. Tylko nie uganiaj si za dziewczynami, gdy bdziesz na subie.
-  Zapisz to sobie.
Jej miech zabrzmia jak klakson. Byy to dwa krtkie wybuchy. Chcc je podkreli, poklepaa go po ramieniu.
-  Moe powiniene...
Jednym szarpniciem otworzya drzwi i wprowadzia Nate'a do cudownie ciepego pomieszczenia.
Poczu zapach dymu, kawy, smaonej cebuli i damskich perfum typu przele mnie".
Przestronne pomieszczenie tylko symbolicznie podzielone zostao na restauracj z picioma boksami oraz kilkoma stolikami i bar. Przy barze sta rzdek wysokich krzese z czerwonymi, wytartymi przez lata siedzeniami.
Z prawej strony, w sporej niszy, Nate zobaczy ogromny st bilardowy i poyskujce wiata szafy grajcej.
Na prawo od niej znajdowao si co, co przypominao lobby. Stao tam biurko, a w szafce z przegrdkami leay klucze i kilka kopert.
W kominku pony polana, a frontowe okna zostay 

zamontowane pod pewnym ktem, eby lepiej byo wida zachwycajc panoram gr.
Obsugujca goci kelnerka bya w ciy. Czarne, lnice wosy splota w dugi warkocz. Na widok jej zachwycajco piknej twarzy Nate zamruga powiekami. Mia przed sob alask wersj Madonny o agodnych, ciemnych oczach i zocistej skrze.
Nalewaa kaw dwm klientom, ktrzy okupowali jeden z boksw. Przy ssiednim stoliku siedzia mniej wicej czteroletni chopiec. Kolorowa rysunki w ksieczce. Miejsce przy barze zajmowa mczyzna w tweedowej marynarce. Pali papierosa i czyta zniszczony egzemplarz Ulissesa.
W gbi lokalu wida byo jakiego mczyzn z brzow brod, ktra opadaa mu na klatk piersiow i na wyblak flanelow koszul w kratk. Sprawia wraenie, jakby toczy pen zoci dysput z samym sob.
Wszystkie gowy odwrciy si w stron wchodzcych. Gono powitano Hopp, ktra zrzucia kaptur, odsaniajc gste, szpakowate wosy. Potem spojrzenia przeniosy si na Nate. Bya w nich ciekawo i spekulacja. Tylko waciciel brody nie kry wrogoci.
-  To Ignatious Burk, nasz nowy komendant policji -owiadczya Hopp, rozpinajc zamek byskawiczny kurtki. -Panowie w boksie to Dex Trilby i Hans Finkle, wacicielem ponurej miny jest Bing Karlovsky. Kelnerka nazywa si Ros Itu. Jak dzisiaj spisuje si malestwo, Ros?
-  Bardzo kopie. Witamy w Lunacy, panie Burk.
-  Dziki.
-  To jest Profesor.
Hopp podesza do baru i poklepaa po ramieniu Tweedow Marynark.
-  Czy w twojej ksice co si zmienio od czasu, kiedy po raz ostatni j czytae?
-  Zawsze warto sprawdzi - odpar Profesor, zsuwajc na czubek nosa okulary w metalowej oprawce, by lepiej przyjrze si Nate'owi. - Duga podr.

-  Tak - zgodzi si Nate.
-  Widz, e jeszcze si nie skoczya. Profesor podsun okulary i wrci do lektury.
-  A to urocze diabltko to Jesse, synek Ros.
Chopiec przez cay czas mia gow pochylon nad ksik. Kiedy unis wzrok, spod gstej, czarnej grzywki bysny due, ciemne oczy. Wycign rk i pocign Hopp za brzeg kurtki. Pochylia si, eby usysze szept chopca.
-  Nie martw si. Damy mu.
Drzwi za barem si otworzyy. Pojawi si w nich ogromny ciemnoskry mczyzna w biaym fartuchu.
-  To Wielki Mik - przedstawia Hopp. - Pracuje tu jako kucharz. Niegdy by marynarzem, pki gdzie na Kodiaku nie wpada mu w oko jedna z tutejszych dziewczt.
-  Zapaa mnie jak pstrga - wyzna Wielki Mik z promiennym umiechem na ustach. - Witamy w Lunacy.
-  Dziki.
-  Znajdzie si co smacznego i gorcego dla naszego nowego komisarza policji?
-  Dzisiaj mamy dobr zup rybn - powiedzia Wielki Mik. - Powinna panu dobrze zrobi. Chyba e woli pan, panie komendancie, kawa czerwonego micha.
Nate dopiero po chwili zda sobie spraw, e mwi do niego panie komendancie". W tym samym momencie poczu na sobie spojrzenia wszystkich obecnych.
-  Chtnie zjem zup rybn.
-  Zaraz j przynios.
Mik wrci do kuchni, a Nate usysza, jak dwicznym barytonem wypiewuje Baby, Its Cold Outside.
Tak jak w filmie lub na kartce pocztowej - pomyla Nate. Lub w teatrze. Tak czy inaczej w miejscu, ktrym czowiek si zachwyca, chocia sam Nate czu si jak zakurzony rekwizyt.
Hopp wskazaa Nate'owi miejsce, po czym pomaszerowaa do lobby, obesza biurko i wyja klucz z jednego ze schowkw.

W tym momencie w gbi za biurkiem otworzyy si drzwi. Pojawia si w nich seksbomba.
Bya blondynk. Nate zawsze uwaa, e ten kolor wosw najlepiej pasuje do seksbomb. Falujca kaskada opadaa a do wyjtkowo imponujcych piersi, ktre doskonale uwydatnia gboki dekolt obcisego, niebieskiego sweterka. Nate dopiero po minucie dotar spojrzeniem do twarzy. Stao si tak dlatego, e sweterek by wetknity w obcise dinsy, ktre z pewnoci miadyy wszystkie organy wewntrzne.
Nate jednak si nie skary.
Jasnoniebieskie oczy seksbomby byy tak niewinne, e pozostaway w jaskrawym kontracie z wydatnymi, czerwonymi ustami. Kobieta wyranie nie oszczdzaa na makijau. Przypominaa Nate'owi laleczk Barbie.
Barbie - pogromczyni mczyzn.
Na przekr ograniczeniom, jakie stwarza strj, wszystko, co mogo podrygiwa, podrygiwao, gdy obchodzia biurko i stukajc wysokimi obcasami, wdrowaa do jadalni. Tam stana przy barze i przybraa odpowiedni poz.
-  Cze, przystojniaczku!
Jej gos przypomina gardowy pomruk - musiaa go wiczy - i zdecydowanie by obliczony na to, e odcignie krew z gowy mczyzny i obniy jego IQ do poziomu zielonej rzepy.
-  Bd grzeczna, Charlene. - Hopp zadzwonia kluczykami. - Ten chopiec jest zmczony i prawie chory. Nie ma si, eby si w tej chwili przed tob broni. Komendant Burk, Charlene Hidel. To jej hotel. W ramach twojego wynagrodzenia, Nate, miasto opaca ci tu pokj i jedzenie, wic nie musisz si czu zobowizany do adnych dodatkowych usug.
-  Jeste taka wstrtna, Hopp.
Na przekr tym sowom Charlene umiechaa si jak gaskany kociak.
-  Moe zaprowadz pana, panie komendancie, na pitro, i poka paski pokj? A potem przynios co ciepego do zjedzenia?

-  Zaprowadz go.
Hopp z pen rozwag mocno zacisna kluczyk w doni, tak e spomidzy palcw zwisaa tylko dua czarna etykietka z numerem pokoju.
-  Palant zaraz przydwiga jego bagae. Nie zaszkodzioby, gdyby za chwil Ros przyniosa panu komendantowi zup rybn, ktr obieca mu Mik. Chod, Ignatiousie. Bdziesz zawiera blisze znajomoci, gdy nieco odzyskasz siy.
Oczywicie, mg sam si broni, ale nie widzia sensu. Powdrowa za Hopp schodami na pitro tak posusznie, jak szczeni wdruje za swoim panem.
Opuszczajc sal, usysza, e kto powiedzia: cheechako, jakby wypluwa niewiee miso. Domyli si, e to obelga, ale puci j mimo uszu.
-  Charlene w gruncie rzeczy jest nieszkodliwa - wyjania Hopp - ale lubi drani si z mczyzn, jeli tylko wyczuje, e ma u niego choby minimaln szans.
-  Poradz sobie, mamusiu.
Znw wybuchna dononym miechem, po czym wsuna klucz do zamka pokoju 203.
-  Jej facet odszed od niej mniej wicej pitnacie lat temu. Zostawi j z creczk, ktr musiaa samotnie wychowa. Do dobrze sobie poradzia, jeli chodzi o Meg, chocia teraz niemal bez przerwy dr ze sob koty. Charlene miaa wielu mczyzn, chocia z roku na rok wybiera coraz modszych. Powiedziaam ci wczeniej, e jest dla ciebie za stara. - Hopp obejrzaa si przez rami. - Prawd mwic, z jej punktu widzenia prawdopodobnie to ty jeste za stary dla niej. Masz trzydzieci dwa lata, prawda?
-  Tyle miaem, gdy wyjedaem z Baltimore. Ile lat mino od tego czasu?
Hopp potrzsna gow i otworzya drzwi.
-  Charlene jest starsza od ciebie przynajmniej o kilkanacie lat. Ma doros crk prawie w twoim wieku.
-  Mylaem, e wy, kobiety, drwicie sobie z tej, ktra upoluje mczyzn modszego od siebie.

-  Chyba bardzo mao wiesz o kobietach. Prawd mwic, jestemy wkurzone, e to nie my upolowaymy go jako pierwsze. Tak, tak to ju jest.
Wesza do obitego boazeri pokoju z elaznym kiem, szaf i lustrem po jednej stronie, maym stolikiem, dwoma krzesami i niewielkim biurkiem po drugiej.
Pokj by czysty, skromny, i niemal tak interesujcy jak torebka biaego ryu.
-  Tu jest maleka kuchnia.
Hopp odsuna czarno-niebiesk zason, za ktr staa maa lodwka, dwupalnikowy piecyk i zlew rozmiaru doni Nate'a.
-  Na twoim miejscu jadaabym posiki na parterze, chyba e bardzo lubisz gotowa. Dobrze daj je.
Omiota wzrokiem pomieszczenie.
-  To nie Ritz, chocia Charlene ma lepsze pokoje. Niestety, nasze fundusze s ograniczone. - Przesza na drug stron pokoju i otworzya drzwi. - Tu jest azienka.
-  O kurcz! Unis gow.
Zlew by wikszy od kuchennego, chocia niewiele. Nie byo wanny, uzna jednak, e kabina z prysznicem w zupenoci mu wystarczy.
-  Paskie bagae, panie komendancie.
Palant przydwiga dwie walizki i torb, jakby nic w nich nie byo. Rzuci je na ko. Materac ugi si pod ich ciarem.
-  Gdyby jeszcze mnie pan potrzebowa, bd na dole jad posiek. Przenocuj tutaj i jutro rano wrc do Talkeetny.
Dotkn palcem czoa, udajc, e salutuje, i wyszed.
-  Cholera, zaczekaj! - Nate zacz grzeba w kieszeni.
-  Dam mu napiwek - zapewnia Hopp. - Pki dla nas pracujesz, jeste gociem rady miejskiej Lunacy.
-  Doceniam to.
-  Mam zamiar dopilnowa, eby na to wszystko zapracowa, wic na razie zbytnio si nie ciesz.
-  Obsuga hotelowa!

Charlene ze piewem wniosa tac do pokoju. Podchodzc do stolika, koysaa biodrami, co przypominao chodzcy metronom.
-  Przyniosam panu dobr zup rybn, panie komendancie, i porzdn kanapk, odpowiedni dla mczyzny. Kawa jest gorca.
-  Wspaniale pachnie. Jestem pani wdziczny, pani Hidel.
-  Mw mi Charlene.
Zatrzepotaa rzsami. Nate by pewien, e to rwnie wiczya.
-  Wszyscy tutaj stanowimy jedn wielk szczliw rodzin.
-  Gdyby naprawd tak byo, nie potrzebowalibymy komendanta policji.
-  Och, nie strasz go, Hopp. Czy pokj ci odpowiada, Ignatiousie?
-  Nate. Tak, dzikuj. Jest adny.
-  Zjedz co i odpocznij - poradzia Hopp. - Jak nabierzesz nieco si, po prostu do mnie zadzwo. Poka ci miasto. Twoim pierwszym oficjalnym obowizkiem bdzie uczestnictwo w zebraniu mieszkacw jutro po poudniu. Mamy zamiar przedstawi ci na ratuszu wszystkim osobom, ktre zechc przyj. Jeli bdzie ci na tym zaleao, wczeniej moesz zobaczy posterunek, pozna dwch swoich zastpcw i Peach. Wtedy dostaniesz gwiazd.
-  Jak gwiazd?
-  Jesse chcia, eby koniecznie nosi gwiazd. Chod, Charlene. Dajmy mu teraz wity spokj.
-  Gdyby czegokolwiek potrzebowa, zadzwo na d. -Charlene przesaa mu zachcajcy umiech. - Bd czeka.
Stojca za jej plecami Hopp wbia wzrok w sufit. Pragnc postawi na swoim, pooya do na ramieniu Charlene i pocigna j w stron drzwi. Rozleg si stukot obcasw na drewnianej pododze, kobiecy pisk, potem trzaniecie drzwi.
Zza nich Nate usysza cichy, obraony gos Charlene:
-  Co si z tob dzieje, Hopp? Ja tylko staram si by mia.

- Kiedy wacicielka stara si by mia, hotel atwo zamienia si w burdel. Moe pewnego dnia to zrozumiesz.
Nate odczeka, a kobiety si oddal, dopiero potem podszed do drzwi i przekrci klucz w zamku. Nastpnie zdj kurtk i opuci j na podog, to samo zrobi z czapk. Rozwin szalik, rzuci go. Rozpi ocieplan kamizelk i dooy jna zrzucone ubrania.
Gdy zosta w koszuli, spodniach, ciepej bielinie i butach, podszed do stolika, wzi zup, yk i zabra posiek w stron ciemnego okna.
Zegarek obok ka pokazywa wp do czwartej, a byo ju ciemno jak o pnocy. Jedzc zup, przyglda si latarniom ulicznym, po chwili zacz rwnie dostrzega zarysy budynkw. Zauway witeczne dekoracje: kolorowe wiateka, wite Mikoaje, kartonowe renifery.
Tylko nigdzie nie widzia adnych ludzi - ani ladu ycia, ani ladu ruchu.
Jad automatycznie, zbyt zmczony i zbyt godny, eby zwraca uwag na smak.
Wszystko, co jest za tym oknem, stanowi jedynie dekoracj filmow - pomyla. Budynki to kartonowe fasady, a ludzie, ktrych spotka na parterze, s jedynie postaciami z iluzorycznego wiata.
Moe to wszystko jest jedn wielk iluzj, zrodzon z depresji, alu i zoci, podej mieszaniny uczu, ktre rzuciy go na wiatr i kazay wyldowa w tej zapadej dziurze?
Wkrtce obudzi si w swoim mieszkaniu w Baltimore i bdzie prbowa wykrzesa z siebie tyle energii, by przebrn przez nastpny dzie.
Zjad kanapk, stojc w oknie i spogldajc na pusty, czarno-biay wiat z dziwnymi witecznymi wiatekami.
Moe warto byoby wyj na zewntrz, do tego pustego wiata? Zosta jednym z bohaterw niecodziennej iluzji? Potem rozpyn si w ciemnoci, jak ostatnia scena niemego filmu. eby byo ju po wszystkim.
Kiedy doszed do wniosku, e waciwie chciaby, aby

byo ju po wszystkim, w jego polu widzenia pojawia si jaka posta. Miaa na sobie krzykliwe, jasnoczerwone ubranie, ktre wyranie odcinao si od pozbawionej barw scenerii i wnioso w ni element ruchu.
Ruchu, zdecydowania i energii. ycia z wyranym celem, podania w okrelonym kierunku. Posta sza szybkim, zdecydowanym krokiem i zostawiaa wyrane lady na niegu.
Jakby chciaa pokaza, e tu bya. e yje.
Nate nie wiedzia, czy to mczyzna, kobieta, czy dziecko, jednak co w barwnej plamie i w pewnoci krokw wyranie go zaciekawio.
Posta, jakby wyczua, e kto j obserwuje, zatrzymaa si i uniosa gow.
Nate znw odnis wraenie, e wiat zosta zdominowany przez czer i biel. Biaa twarz, czarne wosy. Rozmyte z powodu ciemnoci i odlegoci.
Przez dug chwil panowa bezruch i cisza. Potem posta znw ruszya przed siebie, w stron wejcia do Lodge, i znikna Nate'owi z pola widzenia.
Nate zasoni okno i odsun si od niego.
Po chwili zastanowienia zdj walizki z ka i rzuci je na podog. Rozebra si do naga i nie zwaajc na chd panujcy w pokoju, wpezn pod grub warstw kocw, tak jak niedwied wpeza do gawry.
Mia trzydzieci dwa lata i rozczochran mas gstych, kasztanowych wosw wok pocigej, drobnej twarzy, na ktrej wida byo ogromne wyczerpanie. Rozpacz przesonia oczy szar chmur. Pod jednodniowym zarostem skra bya blada ze zmczenia. Pomimo penego odka Nate wci by osabiony jak czowiek, ktry jeszcze nie do koca zdoa pokona gryp.
Wolaby, eby Barbie-Charlene zamiast kawy przyniosa mu butelk czego mocniejszego. Nie przepada za alkoholem, co z pewnoci uchronio go przed naogiem, mimo to po kilku gbszych atwiej uwolniby mzg od zbdnych myli i zapad w sen.

Usysza wycie wiatru. Poprzednio panowa bezruch powietrza, teraz mocne podmuchy przywodziy na myl jczce dusze. Oprcz tego Nate sysza skrzypienie cian budynku i wasny oddech.
Trzy samotne dwiki, samotne trio.
Nie suchaj ich - pomyla. Wycisz si.
Postanowi, e przepi si kilka godzin. Potem umyje si po podry i napompuje kaw.
Wtedy bdzie czas, eby zadecydowa, co, do diaba, dalej robi.
Gdy wyczy wiato, cay pokj zalaa nieprzenikniona ciemno. Po kilku sekundach wzia w objcia rwnie i jego.
Kiedy koszmar wytrci go ze snu, ze wszystkich stron otaczaa go ciemno, ktra wcigaa jak bagno. Z trudem zaczerpn powietrza i prbowa wydosta si na powierzchni. Gdy w kocu wyplta si z pocieli, by zlany zimnym potem.
Wyczu jakie dziwne zapachy: cedru, niewieej kawy, cytryny. Potem przypomnia sobie, e nie jest w swoim mieszkaniu w Baltimore.
Oszala i wyjecha na Alask.
Sdzc po tym, co wskazyway byszczce cyferki na zegarku przy ku, bya pita czterdzieci osiem.
To by oznaczao, e troch si zdrzemn, zanim ten sam od dawna koszmar wyrwa go ze snu.
W powracajcym koszmarze zawsze panowaa ciemno. Bya czarna noc, pada brudny deszcz. W powietrzu unosi si zapach prochu i krwi.
- Jezu, Nate, Jezu! Oberwaem!
Zimny deszcz spywa Nate'owi po twarzy, ciepa krew przeciekaa mu przez palce. Jego krew i krew Jacka.
Nie by w stanie jej zatamowa, tak samo jak nie mg 

powstrzyma potokw deszczu. I jedno, i drugie przytoczyo go w ciemnym zauku w Baltimore i wyprao z wszelkich uczu.
To powinienem by ja - myla. Nie Jack. On powinien by w domu z on, dzieciakami, a nie umiera w mierdzcej przecznicy, w strugach brudnego deszczu.
Nate zosta postrzelony w nog, druga kula trafia go nieco powyej pasa. Nie mg dalej biec, upad. Tylko dlatego Jack wpad w zauek pierwszy.
Wystarczyo kilka sekund, kilka drobnych zbiegw okolicznoci, by zgin taki dobry czowiek!
Nate musia z tym jako y. Przez jaki czas zastanawia si nad samobjstwem, ale byo to egoistyczne rozwizanie, ktre nie przyniosoby zaszczytu jego przyjacielowi, a jednoczenie partnerowi. ycie z t wiadomoci byo trudniejsze od mierci.
ycie stanowio wiksz kar.
Nate wsta i powdrowa do azienki. Ogromn rado sprawia mu cienka struka gorcej wody, ktra pyna z prysznicu. Zmycie warstwy brudu i potu wymagao dobrej chwili, ale Nate wcale si tym nie przejmowa. Mia do czasu.
Ubierze si, zejdzie na parter i napije si kawy. Potem zadzwoni do Hopp i pjdzie z ni na posterunek. Postara si by bardziej rozmowny i sprbuje wymaza pierwsze wraenie, jakie musia na niej zrobi: kretyna o przekrwionych oczach.
Kiedy wzi prysznic i ogoli si, poczu si znacznie lepiej. Wyj wiee ubranie i starannie woy na siebie warstwa na warstw.
Zdejmujc z wieszaka kurtk, przyjrza si swojemu odbiciu w lustrze.
- Komendant policji w Lunacy na Alasce, Ignatious Burk. - Potrzsn gow i niepewnie si umiechn. - No c, panie komendancie, dostaniesz gwiazd.
Schodzc na parter, by zaskoczony cakowit cisz. Z tego, co czyta, lokale takie jak Lodge s na Alasce miejscem spotka towarzyskich. Dugie i ciemne zimowe noce skazuj ludzi na samotno, w zwizku z tym spodziewa si, e

usyszy typowo barowe odgosy: stukot ku bilardowych, stare piosenki country z szafy grajcej.
Tymczasem, gdy zszed do restauracji, pikna Ros tak jak poprzednio nalewaa kaw. By moe laa j wci tym samym dwm mczyznom, chocia Nate nie by tego wcale pewien. Synek Ros siedzia przy stole i nadal pracowicie kolorowa ksieczk.
Nate zerkn na zegarek, ktry przestawi na miejscowy czas. Dziesi po sidmej.
Ros odwrcia si od stolika i z umiechem spojrzaa na Nate'a.
-  Witamy, panie komendancie.
-  Ale spokojny wieczr!                                                i Twarz modej kobiety rozpromienia si.                        
-  Nie wieczr, tylko ranek.
-  Sucham?
-  Jest sidma rano. Przypuszczam, e chtnie zje pan jakie niadanie.
-  To...
-  Na pewno musi upyn troch czasu, zanim si pan przyzwyczai. - Skinieniem gowy wskazaa na ciemne okna. -Za kilka godzin si rozjani, ale tylko na chwil. Moe pan usidzie? Na pocztek przynios panu filiank kawy.
Musia przespa ponad dwanacie godzin. Teraz nie wiedzia, czy powinien by zaenowany, czy zadowolony. Nie pamita, kiedy po raz ostatni spa duej ni cztery, pi godzin.
Rzuci kurtk na awk w boksie, potem postanowi zawrze pierwsze znajomoci. Podszed do stolika, przy ktrym siedzia Jesse, i poklepa oparcie krzesa.
-  Czy to miejsce jest wolne?                                          Chopiec przyjrza mu si spod grzywki, kiwn gow
i wrci do kolorowania rysunku. Robi to z takim zapaem, e a przygryza jzyk. Nate usiad.
-  Jaka adna fioletowa krowa! - skomentowa, bacznie przygldajc si pracy malca.

-  W rzeczywistoci krowy nigdy nie s fioletowe, chyba e sieje tak pokredkuje.
-  Co o tym syszaem. Chodzisz w szkole redniej na plastyk?
Oczy Jesse'ego zaokrgliy si ze zdumienia.
-  Nie chodz jeszcze do szkoy. Mam dopiero cztery lata.
-  artujesz. Cztery? Mylaem, e bliej ci do szesnastu. Nate rozpar si w krzele i puci perskie oko do Ros,
kiedy stawiaa przed nim duy, biay kubek i nalewaa do niego kawy.
-  Niedawno miaem urodziny. Byo ciasto i milion balonw. Prawda, mamusiu?
-  Prawda, Jesse.
Wsuna jadospis pod okie Nate'a.
-  A w ogle to wkrtce bdziemy mie dzidziusia. Mamy te dwa psy i...
-  Jesse, pozwl panu komendantowi zajrze do menu.
-  Prawd mwic, wanie miaem zamiar poprosi Jesse'ego, eby mi co poleci. Co warto zamwi na niadanie, Jesse?
-  Naleniki!
-  W takim razie prosz o naleniki. Nate odda menu Ros.
-  Chtnie sprbuj.
-  Gdyby zmieni pan zdanie, prosz zawoa. Pomimo to zarumienia si z zadowolenia.
-  Jakie psy? - spyta Nate.
Przez cae niadanie wysuchiwa opowiastek o ulubiecach chopca.
Talerz nalenikw i rozmowa z uroczym malcem to znacznie lepszy pocztek dnia ni rozmylanie o koszmarnym nie. Nastrj Nate'a wyranie si poprawi. Wanie mia zamiar zadzwoni do Hopp, kiedy pojawia si w drzwiach.
-  Syszaam, e ju wstae - powiedziaa, zrzucajc kapuz i strzsajc z kurtki patki niegu. - Dzisiaj wygldasz ju troch lepiej.

-  Przepraszam, ale wczoraj naprawd leciaem z ng.
-  Nie ma sprawy. Przespae si, zjade porzdne niadanie. Posiedziae w miym towarzystwie - dodaa, umiechajc si do malca. - Jeste gotw na zwiedzanie?
-  Jasne.
Wsta, eby si ubra.
-  Jeste chudszy, ni przypuszczaam.
Spojrza z gry na Hopp. Zdawa sobie spraw, e jest wymizerowany. Mia prawie metr osiemdziesit wzrostu i normalnie way siedemdziesit dwa kilogramy, ale ostatnio w krtkim czasie straci pi kilogramw, w zwizku z tym musia wyglda mizernie.
-  Wkrtce przybior na wadze. Bd codziennie rano jad naleniki.
-  Masz za to bardzo gste wosy. Zaoy czapk.
-  Po prostu dobrze rosn na mojej gowie.
-  Lubi, gdy mczyzna ma gste wosy. - Otworzya drzwi. - Zwaszcza gdy s rude.
-  Nie rude, tylko brzowe - poprawi niemal automatycznie i nacign czapk bardziej na uszy.
-  W porzdku. Daj na chwil odpocz nogom, Ros! -zawoaa Hopp przez rami, wychodzc na nieg i wiatr.
Zimno uderzyo go jak rozpdzony pocig.
-  Jezu Chryste! Czuj, e zaraz zamarzn mi oczy. Wskoczy do forda explorera, ktrego Hopp zaparkowaa
przy krawniku.
-  Masz jeszcze rzadk krew.
-  Nawet jeli bdzie gsta jak pasta, nie przestan uwaa, e jest tu francowacie zimno. Przepraszam.
-  Nie rumieni si przy kadym brzydszym sowie. Poza tym wiem, e jest francowacie zimno. W kocu mamy grudzie. - Wybuchna gromkim miechem i zapucia silnik. -W takim razie zaczniemy zwiedza miasteczko samochodem. Nie ma sensu potyka si w ciemnoci.                                 ;

-  Ile osb rocznie zamarza tu albo umiera z powodu hipotermii?
-  Zazwyczaj w grach ginie kilka osb, ale s to przewanie turyci albo szalecy. Trzy lata temu czowiek o nazwisku Teek pewnej nocy spi si jak gupiec i zamarz na mier w swojej ubikacji za domem, czytajc Playboya". Tyle e to by idiota. Ludzie, ktrzy tu mieszkaj, wiedz, jak radzi sobie z zimnem, a cheechakos, ktrzy prbuj przetrwa tu zim, ucz si tej sztuki... albo wyjedaj.
-  Cheechakosl
-  Przybysze z zewntrz. Nie mona lekceway natury, ale czowiek uczy si y z ni w zgodzie, a jeli jest wystarczajco bystry, potrafi nawet wykorzystywa j do wasnych potrzeb. Jedzi na nartach lub ywach, uywa rakiet nienych, owi ryby w przerblu. - Wzruszya ramionami. - Podejmuje odpowiednie rodki ostronoci i cieszy si z tego, co ma, poniewa wie, e niczego nie zmieni.
Z ogromn wpraw pokonywaa zasypan niegiem ulic.
-  To nasza przychodnia. Mamy wasnego lekarza i pielgniark.
Nate przyjrza si uwanie niewielkiemu budyneczkowi.
-  A jeli z czym nie mog sobie poradzi?
-  Wtedy zawozimy chorego do Anchorage. Na obrzeach miasta mieszka jeden z alaskich pilotw. Meg Galloway.
-  Kobieta?
-  Czyby by seksist, Ignatiousie?
-  Nie. - Moe... - pomyla. - Tylko pytam.
-  Meg jest crk Charlene. To troch postrzelona istota, ale moim zdaniem wietnie spisuje si jako pilot. Miaa ci zabra z Anchorage, ale twj przylot wypad o dzie pniej, ni mylelimy, a Meg bya ju zajta, dlatego zadzwonilimy do Palanta z Talkeetny. Prawdopodobnie poznasz Meg na popoudniowym spotkaniu z mieszkacami miasteczka.
To nie bdzie wcale takie mieszne - pomyla Nate.
-  W Sklepie na Rogu" jest wszystko, czego moesz 
potrzebowa, a jeli nie, znajd sposb, eby jak najszybciej to sprowadzi. To najstarszy budynek w Lunacy. Wybudowali go traperzy na pocztku dziewitnastego wieku. Harry i Db kupili go w osiemdziesitym trzecim roku i znacznie rozbudowali.
By dwa razy wikszy od przychodni i mia dwie kondygnacje. W oknach pony wiata.
-  Na razie poczta mieci si tu, nad rzek, ale w lecie mamy zamiar przenie j w inne miejsce. Ten maleki budyneczek obok to Italian Place. Mona tu zamwi dobr pizz, chocia dowo j tylko w granicach miasta.
-  Pizzeria na Alasce?
-  Nowojorski Woch, Johnny Trivani, trzy lata temu przyjecha tu na polowanie. Zakocha si w miecie i ju nie wyjecha. Pocztkowo nazwa swj lokal U Trivaniego", ale wszyscy mwili na niego: Italian Place, i tak ju zostao. Johnny myli o dobudowaniu piekarni. Mwi te, e chce zamwi sobie przez Internet rosyjsk narzeczon. Moe rzeczywicie to zrobi.
-  Czy to oznacza, e wtedy bd wiee bliny?
-  Kto wie? Lokalna gazeta ju pisaa o tym na tytuowej stronie - powiedziaa Hopp na zakoczenie. - Maestwo, ktre j redaguje, zabrao dzieciaki na przerw witeczn do San Diego, dlatego w tej chwili nie ma ich w Lunacy. A to "Klun" - lokalna radiostacja. Prowadzi je waciwie jednoosobowo Mitch Dauber. Przewanie jest do rozrywkowy.
-  Nastawi odbiornik.
Hopp zawrcia i ruszya z powrotem drog, ktr jechali.
-  Niecay kilometr na zachd od miasteczka znajduje si szkoa. Zapewniamy w niej nauk dzieciom od przedszkola do dwunastej klasy. Obecnie mamy siedemdziesiciu omiu uczniw. Tam rwnie prowadzimy wszelkie kursy doksztacajce dla dorosych. Gimnastyka, rysunek i malowanie, tego typu rzeczy. Od zamarznicia do rozmarznicia wypeniamy naszym mieszkacom dugie wieczory. Potem dzie coraz bardziej si wydua.

-  Zamarznicie? Rozmarznicie?
-  Kiedy zaczynaj puszcza pierwsze lody, jest to znak, e nadchodzi wiosna. Gdy rzeka zamarza, zaczynaj si dugie wieczory.
-  Kapuj.
-  W granicach miasta mamy piset sze dusz, nastpne sto dziesi, sto kilkanacie mieszka nieco dalej, ale wci w naszym dystrykcie. Teraz twoim dystrykcie.
Nate wci odnosi wraenie, e to wszystko jest nierealne i bardziej przypomina plan filmowy lub scenografi teatraln. Jak wic mia uzna t rzeczywisto za swoj?
-  Stra poarna skada si z samych ochotnikw i mieci si tutaj. Obok jest ratusz.
Zatrzymaa samochd przed budynkiem z grubych bali.
-  Trzydzieci lat temu mj m pomaga go budowa. By pierwszym burmistrzem Lunacy i peni t funkcj a do mierci. W lutym min cztery lata.
-  Jak zmar?
-  Na atak serca. Gra w hokeja na jeziorze. Strzeli gola, przewrci si i umar. Tak po prostu.
Nate chwil odczeka.
-  Kto wygra?
Hopp wybuchna miechem.
- Jego gol rozstrzygn o wyniku meczu. Nie dokoczyli go. Przejechaa jeszcze kawaek.
-  A to twj posterunek.
Nate usiowa przebi wzrokiem ciemno i padajcy nieg. Ujrza adny budyneczek z drewna, wyranie nowszy ni ssiednie domy. Przypomina nieco bungalow, mia niewielk werand i dwa okna, po jednym po kadej stronie drzwi. Wszystko byo zasonite zielonymi okiennicami.
Od ulicy do drzwi prowadzia cieka, z ktrej kto odgarn starannie nieg. Niewielki podjazd, wyranie rwnie niedawno odnieony, pokrywaa ju kilkunastocentymetrowa warstwa wieego puchu. Od stojcego tam niebieskiego wozu terenowego do drzwi biega wska cieynka.

W obu oknach pono wiato, a z ciemnego komina buchay kby dymu.
-  Tak wczenie zaczynamy prac?
-  Przyszli ze wzgldu na ciebie. Wiedz, e dzisiaj si pojawisz. - Zaparkowaa obok pikapu. - Jeste gotw na spotkanie ze swoimi podwadnymi?
-  Zawsze.
Gdy wysiad, tak samo jak poprzednio by zaszokowany przenikliwym zimnem. Oddychajc przez zby, powdrowa za Hopp wsk cieynk, ktra prowadzia do drzwi.
-  Za nimi znajduje si pomieszczenie, ktre nazywamy tu, na Alasce, arktycznym przedsionkiem.
Rzeczywicie byo to miejsce, do ktrego nie mia dostpu ani wiatr, ani niska temperatura.
-  Dziki takiemu rozwizaniu straty ciepa w gwnym budynku s o wiele mniejsze. Tu mona zostawi ciep odzie.
Zdja kurtk i powiesia j na haku obok innej. Nate poszed za jej przykadem. W kieszeniach zostawi rwnie rkawiczki, czapk i szalik. Zastanawia si, kiedy przywyknie do tego, e ilekro chce si tu gdzie wyj, trzeba si ubiera jak na podbj bieguna pnocnego.
Hopp pchna nastpne drzwi i wesza do pomieszczenia, w ktrym wyczu dym i zapach kawy.
ciany byy pomalowane na beowo, na pododze leao nakrapiane linoleum. W tylnym prawym rogu sta piec na drewno, a na nim olbrzymi elazny czajnik, z ktrego buchay kby pary.
Z prawej strony byy dwa metalowe biurka, rzdek plastikowych krzese i awa zarzucona gazetami. Wzdu tylnej ciany bieg blat, na ktrym staa krtkofalwka, komputer i porcelanowa choinka w kolorze zielonym, jakiego nie wymylia matka natura.
Nate zauway, e po obu stronach s drzwi, dostrzeg te tablic informacyjn z poprzyczepianymi karteluszkami i notatkami.



W pomieszczeniu znajdoway si trzy osoby, ktre udaway, e wcale mu si nie przygldaj.
Domyli si, e dwaj mczyni to jego zastpcy. Jeden z nich wyglda na tak modego, e chyba od bardzo niedawna mg gosowa, drugi by wystarczajco stary, by dawno, dawno temu odda swj gos na Kennedy'ego. Obaj mieli na sobie grube weniane spodnie, wysokie buty i flanelowe koszule z przyczepionymi odznakami.
Modszy wyranie pochodzi z Alaski, mia czarne, proste, dugie do ramion wosy, gboko osadzone, niemal czarne oczy w ksztacie migdaw, adne koci policzkowe i niewinny wyraz twarzy.
Starszy mia twarz osmagan wiatrem, na gowie jeyka, obwise policzki, wyblake niebieskie, lekko zezowate oczy i gbokie kurze apki. By potnie zbudowany w przeciwiestwie do szczupego partnera. Prawdopodobnie byy wojskowy - pomyla Nate.
Kobieta bya okrglutka, miaa pulchne, rowe policzki i obfity biust, ukryty pod rowym sweterkiem w biae patki niegu. Szpakowate wosy splota w warkocz i upia w kok na czubku gowy. Z koka stercza owek. W rkach trzymaa talerz ze sodkimi bueczkami.
-  No c, oto caa ekipa w komplecie. To pan komendant Burk, a to, panie komendancie, pascy ludzie. Zastpca Otto Gruber.
Jeyk wystpi z szeregu i wycign rk.
-  Witam pana, panie komendancie.
-  Witam pana, panie Gruber.
-  Zastpca Peter Notti.
-  Dzie dobry, panie komendancie.
Umiech na twarzy modzieca wywoa u Nate'a pewne skojarzenie.
-  Jest pan w jaki sposb spokrewniony z Ros?
-  Tak, sir. To moja siostra.
-  A to twoja prawa rka, sekretarka i specjalistka od bueczek cynamonowych, Marietta Peach.

-  Ciesz si, e pan do nas przyjecha, panie komendancie. Miaa typowo poudniowy akcent, ktry przywodzi na
myl mitwk sczon na werandzie.
-  Mam nadziej, e ju lepiej si pan czuje.
-  Tak, zdecydowanie. Dzikuj, pani Peach.
-  Oprowadz pana komendanta po posterunku, a potem was zostawi, ebycie si lepiej poznali. Moe, Ignatiousie, zechciaby obejrze swoje... pokoje gocinne?
Wyprowadzia go przez drzwi z prawej strony. Za nimi znajdoway si dwie cele z pryczami, troch przypominajcymi koje. ciany sprawiay wraenie wieo pomalowanych, podoga wyranie zostaa umyta. Nate wyczu zapach lizolu.
W celach nie byo adnych lokatorw.
-  Czy kto ich w ogle uywa? - spyta Nate.
-  Przede wszystkim pijacy i osoby, ktre zakcaj porzdek publiczny. Trzeba dobrze si schla i narozrabia, eby spdzi noc w areszcie na posterunku policji w Lunacy. Czasami zdarzaj si awantury, jaki akt wandalizmu, ale zazwyczaj sprawcami s znudzone dzieciaki. Powiem twoim ludziom, eby podali ci wszelkie szczegy na temat przestpczoci w Lunacy. Nie mamy adwokata, wic jeli komu bardzo na nim zaley, musi zadzwoni do Anchorage albo Fairbanks, chyba e zna kogo, kto mieszka gdzie indziej. Mamy natomiast emerytowanego sdziego, chocia czowiek ten wicej czasu spdza na owieniu ryb w przerblu ni rozwizywaniu problemw natury prawnej.
-  W porzdku.
-  O rany, masz zamiar zagada mnie na mier?
-  Nigdy nie umiaem trzyma buzi na kdk. Hopp z chichotem potrzsna gow.
-  Teraz pora, eby zobaczy swoje biuro.
Wrcili do pierwszego pomieszczenia, gdzie wszyscy udawali, e ciko pracuj. Po drugiej stronie tylnej ciany, tu przy drzwiach, staa szafka z broni paln. Nate doliczy si szeciu rutwek, piciu strzelb, omiu rewolwerw i czterech paskudnie wygldajcych noy.
38
Wsun rce do kieszeni i nad policzki.
-  A c to? adnych mieczy?                                        
-  Warto by przygotowanym na wszystko.
-  Taak, zwaszcza na majc wkrtce nastpi inwazj. Nie skomentowaa jego sw, jedynie z umiechem na
ustach otworzya drzwi obok szafki.
-  To twoje biuro.
Miao mniej wicej metr kwadratowy, jedno okno i szare metalowe biurko. Na biurku sta komputer, telefon i czarna lampka. Przy bocznej cianie kto ustawi dwie szafki na kartoteki, a nad nimi bieg krtki blat. Sta na nim ju peen ekspres do kawy, dwa brzowe kamionkowe kubki, koszyczek z torebkami cukru i opakowaniami mietanki. Nie zabrako rwnie na razie pustej tablicy z korka, dwch skadanych krzese dla ewentualnych petentw i kokw do wieszania ubrania.
Z powodu wiate, ktre odbijay si w czarnej szybie, pomieszczenie wydawao si bardziej bezosobowe i obce ni w rzeczywistoci.
-  Peach napenia szuflady twojego biurka, ale gdyby czego brakowao, zgo zapotrzebowanie na ratuszu. John wszystko zaatwi.                                                        
-  W porzdku.
-  Masz jakie pytania?
-  Mnstwo.
-  Moe zatem je zadasz?
-  Dobrze. Zaczn od pierwszego, ktre przychodzi mi na myl, zwaszcza e reszta zaley od odpowiedzi, jak uzyskam. Dlaczego mnie zatrudnia?
-  No tak. Mog? - spytaa, wskazujc rk na dzbanek z kaw.
-  Bardzo prosz.
Nalaa kaw do kubkw, wrczya mu jeden, potem usiada na jednym ze skadanych krzese.
-  Potrzebowalimy komendanta policji.
-  Moe tak, moe nie.

-  Jestemy ma miecin oddalon od caego wiata i cakiem niele sobie radzimy, ale potrzebny nam kto, kto wprowadziby tu ad i porzdek. Kto wyznaczyby granic midzy tym, co dobre i co ze, i kto potem pilnowaby teje granicy. Mj m pracowa nad tym przez wiele lat, zanim wpakowa swego ostatniego gola do bramki.
-  Teraz ty przeja paeczk.
-  Tak. Teraz ja przejam paeczk. Wasny oddzia policji wiadczy o tym, e sami troszczymy si o siebie i nie potrzebujemy tutaj adnych urzdnikw stanowych ani sub federalnych. O miasteczku takim jak Lunacy mona cakowicie zapomnie ze wzgldu na to, jakie jest i gdzie si znajduje. Wczeniej moglimy si ju poszczyci dobr szko, dobrym hotelem, tygodnikiem i rozgoni radiow. Teraz mamy na dodatek swoj policj i stra poarn. Gdy nadchodzi zima, ktra cakowicie odcina nas od boego wiata, umiemy by samowystarczalni, potrzebny nam jednak ad i porzdek, a ten budynek i ludzie, ktrzy w nim pracuj, symbolizuj tene ad i porzdek.
-  Jednym sowem zatrudnia symbol.
-  Do pewnego stopnia mona tak to powiedzie. - Wytrzymaa przez chwil jego wzrok. - Ludzie czuj si bezpieczniej, gdy da si im pewne symbole. Z drugiej strony mam jednak nadziej, e zrobisz to, co do ciebie naley, i e zrobisz to dobrze, jednym sowem, e utrzymasz w miasteczku porzdek i dotychczasowy stan rzeczy. Dlatego powiciam nieco czasu, eby pokaza ci najwaniejsze instytucje w miecie, poda nazwiska, powiedzie, co kto robi. Nie zaprezentowaam ci jednak wszystkich. Bing ma warsztat samochodowy, naprawia silniki i obsuguje ciki sprzt, midzy innymi pug nieny i kopark. Lunatic Air odpowiada za zaopatrzenie miasta i transport osb. Zawozi rwnie turystw w gry i na polowania.
-  Lunatic Air?
-  Czyli Meg - wyjania Hopp z pumiechem na ustach. - Znajdujemy si na kracu wiata. Sami przeobrazilimy

miasteczko zaoone przez osadnikw, awanturnikw, poszukiwaczy przygd i hipisw w spokojn miecin. Poznasz mieszkacw, dowiesz si, co ich czy, a co dzieli. Wtedy bdziesz wiedzia, jak sobie z nimi radzi.                  ;
-  W zwizku z tym wracam do pierwszego pytania. Czemu mnie zatrudnia? Dlaczego nie wzia kogo, kto ju to wszystko wie?
-  Uznaam, e kto, kto zna miasto od podszewki, mgby kierowa si w swojej pracy wasnymi przekonaniami i uprzedzeniami. Dawa wyraz swoim urazom, wykorzystywa powizania. Kto z zewntrz to czowiek wiey. Jeste mody, twj wiek przemawia na twoj korzy. Nie masz ony ani dzieci, ktre nie chciayby si tu przeprowadzi i namawiay ci, eby wrci na tereny pooone poniej czterdziestego smego rwnolenika. Pracowae na policji ponad dziesi lat. Masz kwalifikacje, na ktrych mi zaleao, i nie targowae si o pobory.
-  Rozumiem twj punkt widzenia, ale mona spojrze na to z innej strony. Co ja mam tu, do diaba, robi?
-  Hmm. - Dopia kaw. - Odnosz wraenie, e jeste modym, inteligentnym mczyzn. Na pewno znajdziesz sobie jakie zajcie. No dobrze. - Wstaa. - Pozwol ci zacz. Spotkanie na ratuszu odbdzie si o drugiej po poudniu. Licz na to, e powiesz kilka sw.
-  O rany!
-  Jeszcze jedno. - Woya rk do kieszeni i wyja pudeko. - Przyda ci si.
Wyja z pudeka srebrn gwiazd i przypia mu j do koszuli.
-  Do zobaczenia o drugiej, panie komendancie.
Sta na rodku pokoju, wpatrujc si w niedopit kaw. Przez chwil zza drzwi dochodziy przytumione gosy. Naprawd nie wiedzia, co robi, uzna wic, e pora zacz. Wyszed z pokoju.
Hopp powiedziaa prawd. Nie mia ony ani dzieci. Nikt nie bdzie go namawia, eby wrci na poudnie. Do normalnego

wiata. Jeeli chce tu zosta, musi si dobrze spisa. Jeli schrzani spraw, jeli nie wykorzysta niecodziennej szansy, jak dano mu w malekiej miecinie na kracu wiata, nie bdzie mia gdzie si podzia. Nie bdzie mia co ze sob pocz.
Wychodzc z kaw w rku do swoich wsppracownikw, czu niemiy ucisk w odku, taki sam jak podczas lotu.
-  Chciabym wam zaj kilka minut.
Nie by pewien, gdzie stan, potem zda sobie spraw, e na pewno nie powinien sta, w zwizku z tym podszed do plastikowych krzese. Przenis dwa z nich do biurka, na ktrym wczeniej postawi swoj kaw, i umiechn si do Peach.
-  Mog pani prosi, pani Peach? Prosz usi. Chocia czu, e odek nie zdy jeszcze przetrawi
sporej porcji nalenikw, powiedzia z umiechem:
-  Moe przyniosaby pani ze sob bueczki cynamonowe? Fantastycznie pachn.
Wyranie zadowolona postawia na biurku talerz i pooya serwetki.
-  Czstujcie si, chopcy - zaproponowaa.
-  Wydaje mi si, e sytuacja jest dla was wszystkich tak samo niezrczna jak dla mnie - zacz Nate, kadc bueczk na serwetce. - Nie znacie mnie. Nic nie wiecie o mnie jako o gliniarzu ani czowieku. Z kolei ja nie pochodz std i nic nie wiem o tej czci wiata. Tymczasem macie wykonywa moje rozkazy. Bdziecie wykonywa moje rozkazy - poprawi si.
Ugryz bueczk.
-  Nawet wity by si im nie opar - pochwali.
-  To dziki smalcowi.
-  Tak myl.
Wyobrazi sobie, jak jego ttnice gwatownie si zamykaj.
-  Trudno wykonywa rozkazy kogo, kogo si nie zna, komu si nie ufa. Nie macie powodu, by mi ufa. Co wicej, na pewno bd popenia bdy. Nie bd mia nic przeciwko temu, jeli uznacie za stosowne, by zwrci mi na nie uwag,



prosz tylko, ebycie robili to w cztery oczy. Bd rwnie liczy na to, e wszyscy... naprawd wszyscy bdziecie dostarcza mi niezbdnych informacji. Powiecie to, co powinienem wiedzie, przedstawicie ludzi, ktrych powinienem pozna. Na razie jednak chc was spyta, czy co u mnie wam si nie podoba. Powiedzmy to sobie od razu i prosto w oczy, moe dziki temu uda nam si zaradzi ewentualnym problemom. Otto upi kaw.
-  Na razie nie wiem, czy co mi si u pana nie podoba, czy nie. Najpierw musz pana pozna.
-  Rozumiem. Jeli co nie bdzie panu odpowiadao, prosz mi o tym powiedzie. Moe przyznam panu racj, moe powiem, eby poszed pan do diaba, ale przynajmniej bdziemy wiedzieli, na czym stoimy.
-  Panie komendancie? Nate spojrza na Petera.
-  Mwcie do mnie Nate. Mam nadziej, e mieszkacy miasteczka nie wezm przykadu z pani burmistrz i nie bd przez cay czas mwili do mnie Ignatiousie.
-  No c, przyszo mi na myl, e dobrze by byo, gdyby na pocztku kto jedzi z panem na wezwania i patrole, na przykad Otto lub ja. Pki nie pozna pan miasteczka.
-  To dobry pomys. Pani Peach i ja opracujemy tygodniowy harmonogram dyurw.
-  Moesz mwi do mnie Peach. Jeli chodzi o sprawy organizacyjne, licz na to, e na posterunku bdzie czysto i e obowizki, w tym rwnie sprztanie ubikacji, Otto, znajd si w harmonogramie razem z wszystkim innym. Mioty, wiadra i szczotki to nie tylko narzdzia dla kobiet.
-  W umowie przyznano mi funkcj zastpcy, a nie sprztaczki.
Peach miaa typow, agodn twarz matki. Moe dlatego, jak kada matka, bya w stanie jednym zdecydowanym spojrzeniem wywierci dziur w stali.
-  A ja jestem praw rk i sekretark, a nie babci klozetow. Tymczasem pewne rzeczy kto musi zrobi.

-  Proponuj, ebymy na razie wykonywali te obowizki na zmian - przerwa Nate, dostrzegajc wojownicze byski w oczach obydwojga. - Porozmawiam z pani burmistrz na temat naszego budetu. Moe uda nam si nieco zaoszczdzi i zatrudni kogo, kto raz w tygodniu nam posprzta. Kto ma kluczyki do szafki z broni?
-  S w mojej szufladzie - powiedziaa Peach.
-  Chciabym je dosta. Ciekaw jestem rwnie, jakie macie kwalifikacje do posugiwania si broni.
-  Gdybym chcia, mgbym strzela nawet z armaty - wybuchn Otto.
-  Moe to i prawda, ale nosimy odznaki.
Nate odchyli si na krzele i baczniej przyjrza si rewolwerowi w kaburze Ottona.
-  Masz zamiar traktowa trzydziestksemk jak rewolwer subowy?
-  To mj rewolwer i dobrze mi suy.
-  wietnie. Ja wezm z szafki siga dziewi milimetrw. Peterze, odpowiada ci dziewitka, ktr masz przy sobie?
-  Tak, sir.
-  Peach, umiesz si posugiwa broni?
-  Mam w swoim biurku kolta czterdziestkpitk. To jest bro mojego ojca, ktry nauczy mnie strzela, gdy miaam pi lat. Poza tym umiem si posugiwa wszystkim, co znajduje si w tej szafce, i robi to nie gorzej ni nasz wojak Joe.
-  Suyem w armii - wybuchn Otto z tak sam zoci. - W piechocie morskiej.
-  W porzdku. - Nate przekn lin. - Moecie mi powiedzie, ilu mieszkacw miasteczka ma bro?
Wszyscy troje przez dobr chwil przygldali mu si w milczeniu.
-  Prawie wszyscy - powiedzia w kocu Otto.
-  wietnie. Czy mamy list mieszkacw, ktrym odebrano licencj?
-  Mog j przygotowa - zaofiarowaa si Peach.

-  Byoby wspaniale. A znajd si gdzie kopie miejskich rozporzdze?
-  Zdobde je.
-  Jeszcze jedno - powiedzia Nate, gdy Peach wstawaa. -Gdybymy musieli kogo zaaresztowa, to kto ustala kaucj, decyduje o dugoci aresztu, wysokoci kary i tak dalej?
Po dugim milczeniu odezwa si Peter:
-  Chyba pan, panie komendancie. Nate cicho gwizdn.
-  To moe by nawet do zabawne!
Wrci do swojego biura, zabierajc po drodze robot papierkow, ktr daa mu Peach. Wiedzia, e nie zajmie mu to duo czasu, ale liczy na to, e bdzie mg przyczepi co do korkowej tablicy.
Porzdkowa kartki, gdy w drzwiach pojawia si jego sekretarka.
-  Przyniosam ci kluczyki, Nate. Te s od szafki z broni. Te od posterunku, od drzwi wejciowych i tylnych, od cel i twojego samochodu. Wszystkie s opisane.
-  Mojego samochodu? Mam samochd?
-  To grand cherokee. Stoi na ulicy. - Wrzucia mu kluczyk do rki. - Hopp powiedziaa, ebymy ci pokazali, jak zamontowa ogrzewacz do silnika.
Czyta gdzie o tym. Przy bardzo niskich temperaturach ogrzewacze umoliwiaj utrzymanie temperatury silnika.
-  Na wszystko przyjdzie czas.
-  Soce wschodzi.
-  Sucham?
Odwrci si i wyjrza przez okno.
Potem wsta i z opuszczonymi rkami patrzy, jak soce maluje na niebie pomaraczowe i rowe plamy. Imponujce gry nagle oyy, a po biaych zboczach zaczy si przesuwa zociste smugi.
Nate zaniemwi z wraenia.
-  Nie ma nic wspanialszego ni pierwszy zimowy wschd soca na Alasce.

- Chyba tak.
Jak zahipnotyzowany podszed do okna.
Spojrza na rzek, na miejsce, w ktrym poprzedniego dnia wyldowa. By tam dugi, zniszczony pomost, ktrego wczeniej nie zauway. Ld poyskiwa i odbija bkitne niebo. Z mroku wyoniy si zway niegu, domy, kpki drzew, a nawet ludzie. Tak, byli tam nawet ludzie, chocia dziki grubemu ubraniu przypominali kolorowe kule przelizgujce si po bieli.
Obok smuki wznoszcego si dymu... o Jezu!... czy to nie orze wzbija si w niebo? W tym momencie grupka dzieciakw biegiem ruszya w stron skutej lodem rzeki. Miay w rkach kijki hokejowe i ywy przerzucone przez rami.
W oddali wznosiy si majestatyczne gry. Milczcy bogowie.
Patrzc na nie, Nate zapomnia o przenikliwym chodzie, wietrze, izolacji i wasnym smutku.
Patrzc na nie, poczu, e yje.
Moe byo za zimno, moe ludzie starali si zachowywa jak najlepiej, a moe po prostu midzy Boym Narodzeniem a Nowym Rokiem zapanowa witeczny nastrj, tak czy inaczej pierwszy telefon zadzwoni dopiero w poudnie.
-  Nate? - Peach stana w drzwiach z drutami i kbkiem fioletowej weny. - Dzwoni Charlene. Wyglda na to, e w Lodge dwch facetw pobio si przy bilardzie. Troch rozrabiaj.
-  W porzdku.
Wsta z krzesa i wdrujc w stron drzwi, wyj z kieszeni wierdolarwk.
-  Co wybieracie? - spyta Ottona i Petera.
-  Orze - odpar Otto, przygldajc si, jak jego zwierzchnik wyrzuca monet w powietrze.

Nate zapa j na wierzch doni.
-  Reszka. W porzdku. W takim razie jedzie ze mn Peter. Drobna awantura w Lodge.
Przypi krtkofalwk do pasa, wszed do przedsionka i zacz si ubiera.
-  Jeeli awantura nie skoczy si przed naszym przyjazdem - powiedzia do Petera - chc, eby w duym skrcie przedstawi mi gwnych bohaterw i wytumaczy, o co chodzi. Czy sytuacja jest naprawd grona, czy wystarczy kilka ostrych sw.
Pchn drzwi. Ze wszystkich stron otoczyo go przeraliwie zimne powietrze.
-  To mj samochd? - spyta, wskazujc czarnego dipa.
-  Tak, sir.
-  A ten przewd podczony do supka trzeba wetkn do ogrzewacza do silnika, tak?
-  Przyda si panu, jeli samochd bdzie sta nieco duej. Na tylnym siedzeniu jest gruby koc. Mona nim przykry silnik, wtedy jest szansa, e utrzyma ciepo przez jakie dwadziecia cztery godziny. Tylko potem czasami czowiek zapomina go zdj, a wtedy silnik atwo si przegrzewa. Przewody rozruchowe te s z tyu - mwi, wycigajc wtyczk. - Tak samo jak race, apteczka i...
-  Na wszystko przyjdzie czas - przerwa mu Nate, zastanawiajc si, czy pokonanie drogi nazywanej Lunatic Street bdzie wymagao uycia rac i apteczki. - Sprawdmy, czy uda nam si dojecha do Lodge w jednym kawaku.
Usiad za kierownic i woy kluczyk do stacyjki.
-  Podgrzewane siedzenia - zauway. - Wida jednak Bg istnieje.
W wietle dziennym miasteczko bez wtpienia wygldao inaczej. Jest o wiele mniejsze - uzna Nate, manewrujc wrd zasp. Spaliny zostawiy przy krawnikach wyrane smugi na biaym niegu, wystawy sklepowe ju nie byy takie lnice, a witeczne dekoracje w wietle sonecznym nosiy wyrane lady zuycia.

To ju bya rzeczywisto, a nie kartka pocztowa, chyba e spojrzao si wyej, na gry... chocia i one straciy nieco swoj surowo.
Nie, nie surowo, raczej posgowo - pomyla. Teraz spoglda na ludzk osad wyrzebion z lodu, niegu i kamienia, usadowion na brzegach krtej rzeki, otoczon gstymi lasami, w ktrych z pewnoci grasoway watahy wilkw.
Nate zastanawia si, czy w lesie s niedwiedzie, uzna jednak, e do wiosny nie ma si czym martwi. Chyba e opowieci o nie zimowym to jedna wielka bzdura.
Droga z posterunku do hotelu zaja im niecae dwie minuty. Nate po drodze doliczy si dziesiciu przechodniw, min brzowego pikapa, potem suva, dostrzeg trzy zaparkowane skutery niene i jedn par nart wspartych o cian Italian Place.
Wygldao na to, e mieszkacy Lunacy nie poszli w lady niedwiedzi i nie zapadli w zimowy sen.
Nate wszed do rodka pierwszy, Peter za nim.
Awantura trwaa nadal. Sycha byo gone okrzyki zachty: Skop mu ten tusty tyek, Mackie!", odgosy uderze i burknicia. Nate doliczy si piciu gapiw. Jak na warunki Lunacy naleao to prawdopodobnie uzna za tum. Tworzyo go piciu mczyzn we flanelowych koszulach, chocia po bliszych ogldzinach okazao si, e jeden z nich jest kobiet.
W rodku krgu dwaj mczyni o skotunionych, brzowych wosach turlali si po pododze, prbujc jednoczenie okada si piciami. Jedyn broni widoczn w polu widzenia by zamany kij bilardowy.
-  To bracia Mackie - wyjani Peter.
-  Bracia?
-  Taak. Bliniacy. Od urodzenia nic nie robi, tylko si tuk. Rzadko zdarza si, by podnieli rk na kogo innego.
-  W porzdku.
Nate okciami utorowa sobie drog do rodka krgu. Na jego widok okrzyki nieco ucichy i zamieniy si w ciche 

pomruki, zwaszcza gdy chwyci za tyek bliniaka numer jeden, faceta, ktry znajdowa si na wierzchu.
-  No dobra, zabawa skoczona.
Bliniak numer dwa wyrwa si spod spodu i odskoczy do tyu. Przy okazji wymierzy potny cios w szczk brata.
-  Rzeka Czerwona, ola pao! - krzykn.
Nastpnie unis pici i rozpocz taniec zwycistwa. Jego brat bezwadnie opad w ramiona Nate'a.
-  Peterze, na lito bosk - warkn Nate, widzc, e jego zastpca stoi w bezruchu.
-  Och, przepraszam, panie komendancie. Jim, uspokj si. Jim Mackie nie przerywa swojego taca, zachcany okrzykami tumu.
Nate zauway, e pienidze przechodz z rki do rki, ale postanowi to zignorowa.
-  We go.
Przekaza nieprzytomnego mczyzn Peterowi, potem zastpi drog samozwaczemu zwycizcy.
-  Zastpca kaza ci si uspokoi.
-  Taak?
Jim umiechn si od ucha do ucha, ukazujc biae zby i icie po diabelsku byskajc brzowymi oczami.
-  No to co? Wcale nie musz sucha rozkazw tego dupka.
-  Musisz. Zaraz poka ci, dlaczego.
Nate gwatownym ruchem obrci mczyzn, pchn go na cian i w niecae dziesi sekund zaoy mu kajdanki.
-  Hej! - zaprotestowa zdetronizowany zwycizca.
-  Sprbuj podskoczy, a wyldujesz w celi za stawianie oporu i nie tylko. Peterze, gdy drugi ptaszek odzyska przytomno, przyprowad go na posterunek.
Nie okazujc ani cienia lojalnoci, tym razem tum miauczeniem i gwizdami popar Nate'a, ktry si prowadzi Jima Mackiego w stron drzwi.
Nate zatrzyma si na widok wychodzcej z kuchni Charlene.

-  Masz zamiar wnie oskarenie? - spyta.
Przez chwil patrzya na niego zaskoczona, potem zamrugaa oczami.
-  Hmmm... do diaba, nie. Nikt nigdy wczeniej mnie o to nie pyta. Jakie oskarenie?
-  Pewnie co ci zniszczyli, poamali...
-  Och, zawsze po fakcie pac za szkody, chocia, prawd mwic, wyposzyli kilku turystw, ktrzy mieli zamiar zamwi lunch.
-  To Bili zacz.
-  Daj spokj, Jim - ucia. - Zawsze obaj rwiecie si do walki. Mwiam wam, ebycie przestali wszczyna burdy, poniewa przepdzacie mi klientw. Nie chc wnosi oskarenia. Zaley mi tylko na tym, eby wasze gupie bijatyki ustay. I musicie zapaci za szkody.
-  Rozumiem. Chod, zaatwmy spraw, Jim.
-  Nie rozumiem, dlaczego...
Nate rozwia jego wtpliwoci, wypychajc go na zib.
-  Jezu Chryste, przydaoby mi si moje ubranie.
-  Zastpca Notti ci je przyniesie. Moesz wsi do samochodu albo zosta na zewntrz i odmrozi sobie tyek. Wybr naley do ciebie.
Otworzy drzwi i wepchn Jima do rodka.
Gdy Nate usiad za kierownic, Jim prbowa odzyska nieco godnoci, pomimo podbitego oka i struki krwi, ktra sczya si z rozcitej wargi.
-  Uwaam, e nie powinno si tak traktowa ludzi. To niesprawiedliwe.
-  A ja uwaam, e niesprawiedliwoci byo zdzielenie brata w chwili, gdy kto trzyma go za rce.
Jim, nie kryjc rozgoryczenia, wcisn brod w klatk piersiow.
-  Zostaem przyapany na gorcym uczynku. Ponioso mnie. Poza tym ten sukinsyn mnie wkurzy. Jeste tym nowym, ktry ma by naszym komendantem, tak?
-  Ale z ciebie bystrzacha, Jim!                                      

Jim boczy si przez ca drog na posterunek. Potem razem z Nate'em wszed do rodka.
-  Przybysz z terenw pooonych poniej czterdziestego smego rwnolenika - zadrwi, zwracajc si do Ottona i Peach. - Nie wie, jak wyglda ycie w Lunacy.
-  Moe mu to wyjanisz?
W oczach Ottona pojawi si bysk. Moe radoci?
-  Potrzebna mi bdzie apteczka. Zapraszam do siebie, do biura, Jim.
Nate wprowadzi Jima do rodka, pchn go na krzeso, a potem rozpi cz kajdankw i przyczepi j do oparcia.
-  Daruj sobie - zaproponowa Jim. - Jeli bd chcia wyj, mog po prostu zabra krzeso ze sob.
-  Jasne, a ja wtedy dodam do listy twoich wykrocze kradzie sprztu z posterunku policji.
Jim ponownie zacz si boczy. By kocistym mczyzn okoo trzydziestki. Mia potargane brzowe wosy, pocig twarz, zapadnite policzki i brzowe oczy. Lewe byo opuchnite po jednym z ciosw brata. Z rozcitej wargi kapaa krew.
-  Nie lubi ci - zdecydowa.
-  Wolno ci. To nie jest sprzeczne z prawem, w przeciwiestwie do zakcania spokoju, niszczenia cudzej wasnoci i bijatyki.
-  Tutaj, w Lunacy, jeli czowiek ma ochot stuc na kwane jabko swojego przygupiastego brata, to jest jego i tylko jego sprawa.
-  Ju nie. Tutaj, w Lunacy, od tej chwili czowiek ma szanowa cudz wasno i przestrzega porzdku publicznego. Ma rwnie okazywa szacunek strom prawa.
-  Peterowi? Temu gupkowi?
-  Teraz to zastpca Gupek.
Jim ciko westchn, tak ciko, e z jego rozcitej wargi prysny kropelki krwi.
-  Na lito bosk, znaem go, nim si jeszcze urodzi.
-  Kiedy ma przypit odznak i mwi ci, eby si 

uspokoi, masz si uspokoi, niezalenie od tego, czy znae go in vitro, czy nie.
Jim sprawia wraenie zaciekawionego, a jednoczenie zaskoczonego.                                                                     
-  Nie wiem, o czym, do diaba, mwisz.
-  Wanie widz.
Zerkn na wchodzc Peach.
-  Przyniosam apteczk i ld.
Podaa ld Jimowi, a apteczk ustawia na biurku przed Nate'em. Potem wzia si pod boki.
-  Jak to si dzieje, Jimie Mackie, e w ogle nie mdrzejesz?
-  To Bili zacz.
Zarumieni si i przycisn ld do krwawicej wargi.
-  To ty tak twierdzisz. A gdzie jest Bili?
-  Peter zaraz go przyprowadzi - wyjani Nate. - Kiedy numer dwa odzyska przytomno.
Peach prychna.
-  Przypuszczam, e matka podbije ci drugie oko, gdy bdzie musiaa zapaci za ciebie kaucj...
Wygosiwszy ponur przepowiedni, wysza, trzaskajc drzwiami.
-  Jezu! Chyba nie masz zamiaru zamyka mnie za to, e zdzieliem brata przez eb.
-  Kto wie? Moe jeszcze sam niele ci doo, zwaywszy, e to mj pierwszy dzie w pracy. - Nate opar si o krzeso. - O co poszo?
-  No dobrze, posuchaj.
W ramach przygotowania do wasnej obrony Jim klepn si po kolanach.
-  Ten pozbawiony mzgu osio twierdzi, e najlepszym westernem, jaki kiedykolwiek nakrcono, by Dylians, podczas gdy nawet dziecko wie, e Rzeka Czerwona bije ca reszt na gow.
Nate przez dug chwil milcza.
-  Naprawd?

-  Na lito bosk!
-  Po prostu chc mie pewno, czy rzeczywicie dobrze ci zrozumiaem. Ty i twj brat urzdzilicie sobie bijatyk, poniewa nie zgadzacie si co do zalet Dyliansu i Rzeki Czerwonej z ceuvre Johna Wayne'a.
-  Czego?
-  Bilicie si o to, ktry film Johna Wayne'a jest lepszy? Jim poruszy si na krzele.
-  Chyba tak. Wyrwnamy Charlene wszystkie straty. Czy mog ju i?
-  Zwrcicie Charlene za zniszczenia i kady z was zapaci sto dolarw grzywny za zakcanie porzdku publicznego.
-  Niech to diabli! Nie moesz...
-  Mog.
Nate wychyli si do przodu i obrzuci Jima zimnym, spokojnym spojrzeniem, pod wpywem ktrego bliniak numer jeden zacz niespokojnie wierci si na krzele.
-  Posuchaj, Jim, co ci powiem. Nie chc, ebycie obaj z Billem wszczynali burdy w Lodge. Ani w adnym innym miejscu, chocia na razie przede wszystkim chodzi mi o hotel. Pomylcie o maym chopcu, ktry spdza tam wikszo czasu.
-  E tam, do diaba, w razie bjki Ros zawsze zabiera Jesse'ego do kuchni. Bili i ja nie chcemy skrzywdzi tego malca. Jestemy po prostu... no wiesz... troch popdliwi.
-  W takim razie, bdc w miecie, musicie zapanowa nieco nad swoj popdliwoci.
-  Sto dolarw?
-  Do zapacenia u Peach w cigu najbliszych dwudziestu czterech godzin. Jeli tego nie zrobisz, z kadym dniem opnienia podwoj stawk. Jeli nie chcesz paci grzywny, moesz spdzi trzy najblisze dni tutaj, w bardzo dobrych warunkach.
-  Zapacimy - mrukn Jim, ciko wzdychajc. - Ale, na lito bosk, Dylians?
-  Osobicie lubi Rio Bravo.

Jim otworzy usta, eby co powiedzie, ale po chwili zrezygnowa z tego pomysu. Widocznie w kocu zda sobie spraw z ewentualnych konsekwencji.
-  To cholernie dobry film - przyzna - chocia daleko mu do Rzeki Czerwonej.
Nate doszed do wniosku, e jeli takie przestpstwa s w Lunacy norm, by moe podj suszn decyzj, przylatujc wanie tutaj. Prawdopodobnie najwikszym wyzwaniem, jakie przed nim stoi, bd bjki midzy brami.
Nie szuka wielkich wyzwa.
Bracia Mackie nie stanowili adnego problemu. Rozmowa z Billem przebiega niemal dokadnie tak samo jak z Jimem, chocia Bili z wikszym zapaem broni Dyliansu i uywa w tym celu mocniejszych sw. Prawdopodobnie mniejsz przykro sprawio mu to, e oberwa po twarzy, ni fakt, i nie przyznano mu racji, jeli chodzi o jego ulubiony film.
Peter wstawi gow w drzwi.
-  Panie komendancie? Dzwoni Charlene. Mwi, e powinien pan przyjecha do hotelu na lunch.
-  Doceniam jej trosk, ale musz przygotowa si na spotkanie.
Kiedy w Lodge cign Jima w stron drzwi, dostrzeg bysk w oku Charlene.
-  Chciabym, eby co dla mnie zrobi, Peterze. Podjed tam, przygotuj list zniszcze i postaraj si oszacowa, jakie koszty bdzie musiaa ponie Charlene. Dopilnuj, eby bracia Mackie dostali ten wykaz i w cigu dwudziestu czterech godzin zapacili za szkody.
-  Jasne. wietnie pan sobie poradzi, panie komendancie.
-  Nie byo z czym sobie radzi. Mam zamiar napisa raport. Bd chcia, eby go przejrza i w razie koniecznoci doda co od siebie.
Usyszawszy ryk, od ktrego a zadray szyby, Nate obejrza si za siebie.

-  Co to takiego? Trzsienie ziemi? Wybuch wulkanu? Wojna atomowa?
-  Bbr - wyjani Peter.
-  Niemoliwe, eby na Alasce byy tak olbrzymie i tak gone bobry.
Peter ze miechem wskaza na okno.
-  Mwi o samolocie Meg Galloway. Nazywa si Bbr". Przywioza zaopatrzenie.
Odwrciwszy si, Nate ujrza czerwony samolocik, jeden z tych, ktre bardziej kojarzyy mu si z zabawkami. Na wspomnienie niedawnej podry w stalowym ptaku o mniej wicej podobnych rozmiarach poczu ucisk w odku. Odwrci si od okna.
Nacisn guzik brzczcego interkomu.
-  O co chodzi, Peach?
-  Grupka dzieciakw obrzucia szko kulkami niegu. Wybiy okno i ucieky.
-  Wiemy, kto to zrobi?
-  Tak. Znamy nazwiska caej trjki. Zastanawia si przez chwil, co z tym zrobi.
-  Sprawd, czy Otto moe si tym zaj. Spojrza na Petera.
-  Jakie pytania?
-  Nie. Nie, sir. Po prostu ciesz si, e jest co do roboty -doda z umiechem.
-  Taak. Ja te nie lubi siedzie z zaoonymi rkami. Szuka sobie zaj, pki nie nadszed czas, eby wyj na
spotkanie. Zaatwia przede wszystkim sprawy organizacyjne, ale dziki nim czu si tak, jakby przygotowywa sobie miejsce pracy.
Niezalenie od tego, jak dugo mia tu zosta.
Co prawda podpisa umow na rok, ale zarwno on, jak i rada miejska w cigu dwch miesicy mogli si z niej wycofa.
Uspokajaa go wiadomo, e jeli bdzie chcia, moe

std wyjecha choby jutro... albo w przyszym tygodniu. Jeli przetrwa dwa miesice, na pewno bdzie wiedzia, czy zdoa wytrzyma do koca kontraktu.
Postanowi pj na ratusz na piechot. Gupot byoby pokonywanie samochodem tak niewielkiej odlegoci.
Niebo byo czyste i tak niebieskie, e biae gry odcinay si od niego, jakby kto wyrzebi je ostrym noem. Temperatura bya nieludzka, mimo to Nate zobaczy dzieci, ktre tak samo jak w kadym innym miecie wybiegy ze Sklepu na Rogu" z batonami w rkach. Pene zapau i oczekiwania.
Gdy tylko znalazy si na chodniku, w drzwiach sklepu pojawiy si jakie rce i odwrciy karteczk z napisem OTWARTE. Teraz kady mg przeczyta, e jest ZAMKNITE.
Tym razem na ulicy stao wicej terenwek i samochodw, nastpne mozolnie posuway si po zasypanej niegiem drodze.
Wygldao na to, e na spotkaniu w ratuszu bdzie mnstwo ludzi.
Nate poczu ucisk w odku. Tak samo byo przed wszelkimi publicznymi wystpieniami podczas studiw. Fatalna cecha u dziaacza.
Bardzo lubi prowadzi rozmowy. Chtnie przesuchiwa podejrzanych, wyciga zeznania od wiadkw, ale na sam myl o koniecznoci wystpienia przed publicznoci i wygoszenia kilku sensownych zda po karku spywaa mu struka potu.
Po prostu sprbuj jako przez to przebrn - rozkazywa sobie. Przeyj nastpn godzin, a potem ju nigdy nie bdziesz musia tego robi. Tak mia przynajmniej nadziej.
Wszed do rodka, do ciepego wntrza, ktre wypenia cichy pomruk ludzkich gosw. W hallu wisiaa ogromna ryba, jakiej Nate nigdy w yciu nie widzia. By tak zaskoczony, e przez dobr chwil nie odrywa od niej wzroku, zastanawiajc si, czy to jaki wieloryb mutant i jak, na lito bosk, kto zdoa go zapa, nie wspominajc ju o przyczepieniu do ciany.
Dziki temu nie myla o duej liczbie ludzi, ktrzy zerkali

w jego stron, i tumie siedzcym ju w czci przeznaczonej na zebranie. Wszyscy zajmowali skadane krzesa i byli zwrceni twarzami do podwyszenia i mwnicy.
-  To oso krlewski - wyjania Hopp, stajc za plecami Nate'a.
Nadal patrzy na ogromn srebrn ryb, ktra odsaniaa czarne dzisa w czym, co do pewnego stopnia przypominao szyderczy umiech.
-  To ma by oso? Jadaem ososia. Widywaem go w restauracjach. Jest taki duy. - Pokaza wielko rkami.
-  Nie jade ososia krlewskiego z Alaski. Chocia, prawd mwic, ten sukinsyn rzeczywicie jest wyjtkowo duy. Zapa go mj m. Ryba waya ponad czterdzieci dwa kilogramy. Troch mniej, ni wynosi rekord, ale to i tak wspaniay okaz.
-  Czego uy? Podnonika widowego?
Wybuchna gromkim miechem i po przyjacielsku poklepaa go po plecach.
-  owisz ryby?
-  Nie.
-  W ogle?
-  Nie mam nic przeciwko wdkowaniu, po prostu nigdy tego nie robiem.
Potem odwrci si i, zaskoczony, zmarszczy czoo. Hopp miaa na sobie elegancki kostium w drobn biao-czarn kratk. W uszy wpia niewielkie pereki i pomalowaa wargi na czerwono.
-  Pani wygld naprawd robi wraenie, pani burmistrz.
-  Wraenie moe robi dwustuletnia sekwoja.
-  No c, chciaem powiedzie, e wygldasz seksownie, ale uznaem, e to moe by nieodpowiednie okrelenie.
Umiechna si od ucha do ucha.
-  Jeste mdrym chopcem, Ignatiousie.
-  Chyba nie bardzo.
-  Jeli ja mog wyglda seksownie, czemu ty nie moesz by mdry? W kocu to tylko wygld. Moe zatem 

rozpoczniemy przedstawienie? Najpierw zaprezentuj ci czonkom rady miejskiej, a potem wygosimy nasze mowy.
Wzia go pod rami tak, jak robi to kobieta, ktra prowadzi mczyzn przez tum ludzi zebranych na przyjciu.
-  Syszaam, e poznae ju braci Mackie.
-  Och, to tylko drobne nieporozumienie z powodu westernw.
-  Jeli o mnie chodzi, lubi filmy z Clintem Eastwoodem. Wczesne. A to Ed Woolcott. Pozwl, Edzie, e przedstawi ci naszego nowego komendanta policji.
Woolcott, surowy z wygldu mczyzna koo pidziesitki, ucisn Nate'owi rk jak wytrawny polityk. Jego gste, siwe wosy odczesane byy do tyu. Twarz mia wyrazist. Nad lewym okiem widniaa niewielka, biaa szrama.
-  Prowadz tu bank - objani Nate'a, co usprawiedliwiao granatowy garnitur i krawat w drobne prki. - Spodziewam si, e wkrtce otworzy pan u nas konto.
-  Bd musia si nad tym zastanowi.
-  Nie jestemy tu po to, eby omawia interesy, Edzie. Chciaabym przedstawi Ignatiousa innym.
Pozna Db i Harry'ego Minerw, ktrzy prowadzili Sklep na Rogu", Alana B. Royce'a, emerytowanego sdziego, Waltera Nottiego, ojca Petera, hodowc psw husky. Wszyscy oni byli czonkami rady miejskiej.
-  Nasz lekarz, Ken Darby, przyjdzie, gdy tylko bdzie mg.
Pojawia si rwnie Bess Mackie: chuda jak tyczka kobieta z szokujco czerwonymi wosami. Stana przed Nate'em, skrzyowaa rce na chudej klatce piersiowej i prychna.
-  To ty upupie moich chopcw?
-  Taak, psze pani, mona tak powiedzie. Zaczerpna powietrza przez niewielkie nozdrza i dwukrotnie kiwna gow.
-  To   dobrze.   Nastpnym  razem  porozwalaj   im  by i oszczd mi kopotu.
Kiedy odesza, eby poszuka wolnego krzesa, Nate uzna,
58
e, zwaywszy na okolicznoci, byo to cakiem mie powitanie.
Hopp poprowadzia go w stron podwyszenia, na ktrym stay krzesa dla niej, Nate'a i wiceburmistrza Woolcotta.
-  Db rozpocznie zebranie od kilku biecych spraw, ogosze i tego typu rzeczy - wyjania Hopp. - Potem Ed wygosi mow, nastpnie ja powiem kilka sw i przedstawi ci mieszkacom miasteczka. Po twoim wystpieniu zamkniemy zebranie. Mog si pojawi jakie pytania.
Nate poczu skurcz odka.
-  W porzdku.
Wskazaa mu krzeso obok siebie i kiwniciem gowy daa znak Db Miner.
Db, krpa kobieta o adnej twarzy i jasnych wosach, wesza na podwyszenie i stana na mwnicy.
Mikrofon zaskrzypia i zapiszcza, gdy go ustawiaa. Kiedy odchrzkna, jej gos odbi si echem od cian.
-  Witam wszystkich zgromadzonych. Zanim przejdziemy do naszej najwaniejszej sprawy, chciaabym odczyta kilka ogosze. Uroczyste powitanie Nowego Roku w Lodge zacznie si mniej wicej o dziewitej. Opraw muzyczn zapewni zesp The Caribous. Bdziemy zbiera pienidze, wic nie skpcie datkw. W nastpny pitek w szkole urzdzamy kolacj we woskim stylu. Opaty za wstp zostan przeznaczone na zakup strojw dla druyny hokejowej. Mamy szans na wygranie regionalnych mistrzostw, wic powinnimy odpowiednio ubra czonkw naszej druyny. Uroczysto zaczyna si o pitej. Kolacja bdzie si skadaa z dania gwnego, saatki, rolady i zimnych napojw. Wstp dla dorosych: sze dolarw, dzieci od szeciu do dwunastu lat: cztery dolary. Poniej szeciu - wstp wolny.
Potem szczegowo omwia najbliszy wieczr filmowy, ktry mia si odby na ratuszu. Nate sucha jej jednym uchem, starajc si nie myle o swojej kolejce przy mikrofonie.
Nagle dostrzeg j w drzwiach.

Czerwona kurtka i co w sposobie poruszania si podpowiedziao mu, e patrzy na t sam kobiet, ktr poprzedniego wieczoru widzia przez okno. Zdja kaptur, na gowie zostawia jedynie czarn wenian czapeczk, spod ktrej wystaway gste, czarne, proste wosy.
Przy tych obu zdecydowanych kolorach jej twarz sprawiaa wraenie wyjtkowo jasnej, koci policzkowe wyranie odcinay si od ta. Chocia dzielia ich caa dugo sali, Nate zauway, e nieznajoma ma niebieskie oczy. Jasnoniebieskie jak ld.
Miaa na sobie mskie spodnie i zniszczone czarne, wysokie buty, przez rami przerzucia pcienn torb.
Lodowatobkitne oczy skieroway si prosto na Nate'a i wytrzymyway jego spojrzenie przez cay czas, kiedy sza midzy rzdami skadanych krzese, a potem usiada obok chudego mczyzny, ktry wyglda na rdzennego mieszkaca Alaski.
Nie odezwali si do siebie ani sowem, ale Nate wyczu, e s sobie bardzo bliscy, chocia nie w sensie fizycznym. Nieznajoma zdja kurtk. W tym czasie Db przesza od wieczoru filmowego do zapowiedzi najbliszych meczw hokejowych.
Pod kurtk wacicielka jasnoniebieskich oczu miaa oliwkowozielony sweter. Pod swetrem, zdaniem Nate'a, znajdowao si krpe, wysportowane, drobne ciao.
Prbowa si zdecydowa, czy nieznajoma jest adna. Daleko jej byo do kanonw pikna: miaa zbyt proste brwi, lekko garbaty nos i za obfite usta.
Jednak tworzc w mylach list jej niedoskonaoci, Nate czu, e co w nim drgno. Moe dlatego uzna, e jest interesujca. Od kilku miesicy trzyma si z dala od kobiet, co, biorc pod uwag stan jego umysu, wcale nie byo takie trudne. Niemniej na widok przypominajcej bryk lodu nieznajomej w jego yach szybciej zacza kry krew.
Otworzya pcienn torb i wyja z niej papierow torebk. Zanurzya w niej rk i, ku zdumieniu Nate'a, wyja

gar praonej kukurydzy. Woya do ust kilka ziarenek i zaproponowaa poczstunek swojemu ssiadowi. W tym czasie Db skoczya czyta ogoszenia.
Miejsce na mwnicy zaj Ed. Omwi prac rady miejskiej i czynione przez ni postpy. W tym czasie kobieta wyja z torby srebrny termos i nalaa do kubka co, co wygldao na czarn kaw.
Kto to, do diaba, moe by? Crka siedzcego obok tubylca? Dzielia ich odpowiednia rnica wieku, ale Nate nie dostrzeg ani cienia podobiestwa, ktre mogoby wiadczy o tym, e cz ich wizy krwi.
Chocia Nate bacznie jej si przyglda, ani si nie zarumienia, ani nie zamrugaa oczami, jedynie skubaa kukurydz, sczya kaw i patrzya mu prosto w oczy.
Kiedy Ed zapowiedzia Hopp, rozlegy si brawa. Z pewnym wysikiem Nate wrci do rzeczywistoci.
-  Nie mam zamiaru traci czasu na politykowanie. Postanowilimy zapewni miastu bezpieczestwo i zgodnie z tradycj naszego wspaniaego stanu zatroszczy si sami o siebie. Najpierw w gosowaniu opowiedzielimy si za wybudowaniem posterunku policji i zatrudnieniem strw prawa. Potem rozgorzaa duga dyskusja, podczas ktrej kady z nas mia co do powiedzenia, dziki czemu rozpatrzylimy wszelkie za i przeciw. W rezultacie podczas ponownego gosowania postanowilimy sprowadzi z zewntrz kogo z odpowiednim dowiadczeniem, czowieka, ktremu obce bd stosunki panujce w Lunacy. Liczylimy na to, e dziki temu bdzie sprawiedliwy, a jego mdro pozwoli mu wprowadzi w miecie przepisy prawa bez jakichkolwiek uprzedze. Dowid tego dzisiaj, zakadajc kajdanki Jimowi Mackiemu, ktry pobi si z bratem w Lodge.
Rozlegy si chichoty. Obaj bracia z posiniaczonymi twarzami umiechnli si ze swoich miejsc.
-  Oboy nas grzywn!-zawoa jeden z nich.
-  Dziki czemu budet miasta wzbogaci si o dwiecie dolarw. Biorc pod uwag wasze dotychczasowe postpowanie,

moemy mie nadziej, e sami pokryjecie koszty zakupu wozu dla stray poarnej. Ignatious Burk przyjecha do nas ' z Baltimore w stanie Mary land, gdzie przez jedenacie lat suy w tamtejszej policji. Moemy uzna si za szczciarzy, poniewa mamy teraz komendanta, ktry zatroszczy si o spokj i bezpieczestwo mieszkacw naszego miasteczka. Powitajmy naszego nowego komendanta policji.                 
Kiedy mieszkacy Lunacy zaczli bi brawo, Nate pomyla: O cholera! Kolej na mnie. Podszed do mwnicy, majc w gowie kompletn pustk. Wtedy kto z tumu zawoa:
 Cheechako!
Rozleg si pomruk, a przyciszone gosy podjy sprzeczk. Nate zapomnia o zdenerwowaniu, gr wzia zo.           To prawda. Jestem cheechako. Przybyszem z zewntrz. Przybyszem z terenw pooonych poniej  czterdziestego smego rwnolenika.
Rozmowy ucichy. Nate bacznie przyjrza si tumowi.
-  Niemal wszystko, czego dowiedziaem si na temat Alaski, wyczytaem w przewodniku, znalazem w Internecie albo zobaczyem w kinie. Niewiele wiem o Lunacy oprcz tego, e jest tu cholernie zimno, e bracia Mackie lubi si bi i e maci tu widok, ktry zapiera w piersiach dech. Wiem natomiast,! jak by gliniarzem, i dlatego tu jestem.
Kiedy wiedziaem - poprawi si w mylach. Kiedy wiedziaem, jak nim by. Poczu, e donie mu si poc.
Wiedzia, e lada chwila si zatnie. Czu to. Wwczas jego wzrok napotka spojrzenie lodowatych, bkitnych oczu kobiety w czerwieni. Na jej ustach pojawi si delikatny umiech. Nie odrywajc oczu od Nate'a, uniosa srebrny kubek i upia nastpny yk kawy.
Nate sysza wasne sowa. A moe to ona podpowiedziaa mu ten tekst?                                                                      ,
-  Przyjechaem tutaj, eby suy temu miastu i ochrania jego mieszkacw. Moe bdziecie li, e przybywam z zewntrz i mwi, co wam wolno, a czego nie, ale wszyscy musimy si do tego przyzwyczai. Ja ze swojej strony obiecuj

e doo wszelkich stara. Wy zadecydujecie, czy to wystarczy. Dzikuj.
Rozlegy si niemiae brawa, ktre po chwili przybray na sile. Nate znw zapa si na tym, e patrzy w oczy nieznajomej. Poczu ucisk w odku, kiedy jeden kcik jej ust unis si w delikatnym umiechu.
Usysza, e Hopp zamyka zebranie. Kilka osb chciao z nim porozmawia, dlatego straci nieznajom z oczu. Kiedy znw j dostrzeg, czerwona kurtka przesuwaa si w stron tylnych drzwi.
-  Kto to taki?
Tak dugo si cofa, a udao mu si dotkn ramienia Hopp.
-  Ta kobieta, ktra si spnia... Miaa czerwon kurtk, czarne wosy i niebieskie oczy.
-  Pewnie masz na myli Meg. Meg Galloway. Crk Charlene.
Chciaa dobrze mu si przyjrze. Poprzedniego dnia w oknie wyglda na pogronego w mylach i zgorzkniaego bohatera jakiej mrocznej powieci.
Uznaa, e jest wystarczajco przystojny do takiej roli, ale z bliska sprawia wraenie raczej smutnego, a nie zgorzkniaego.
Szkoda. Bardziej odpowiadaoby jej zgorzknienie.
Musiaa przyzna, e niele sobie poradzi. Pomimo obelgi - ten dupek, Bing! - powiedzia, co do niego naleao, i po chwili wahania dokoczy swoj mow.
Uznaa, e jeli po Lunacy maj si snu gliniarze, mogli gorzej trafi. Dla niej to nie miao znaczenia dopty, dopki nikt nie bdzie wtyka nosa w jej sprawy.
Skoro ju bya w miecie, postanowia zrobi zakupy.
Zobaczywszy w Sklepie na Rogu" wywieszk ZAMKNITE, ciko westchna. Potem wyja z torby pczek kluczy, znalaza oznaczony skrtem Snr", otworzya i wesza do rodka.
Zabraa dwa due puda i zacza wdrowa midzy 

regaami. Do jednego wrzucia patki niadaniowe, makaron, jajka, jedzenie w puszkach, papier toaletowy, mk i cukier. Pooya je na ladzie i zacza napenia drugie.
Wanie dwigaa ogromn torb karmy dla psw, gdy otworzyy si drzwi i do sklepu wszed Nate.
-  Zamknite.
Meg sapna i pooya torb na ladzie.
-  Widz.
-  Jeli widzi pan, e zamknite, to co pan tu robi?
-  mieszne. To ja powinienem o to zapyta.
-  Potrzebuj kilku rzeczy.
Wesza za lad, wzia stamtd kilka niewielkich pudeeczek i dorzucia je do duego puda.
-  Tego mogem si domyli, ale gdy ludzie bior to, czego potrzebuj, kiedy sklep jest zamknity, zazwyczaj uznaje si to za kradzie.
-  Co o tym syszaam.
Wyja spod lady ogromn ksig i przerzucia kilka kartek.
-  Id o zakad, e poniej czterdziestego smego rwnolenika aresztuje si ludzi za co takiego.
-  Tak. Oczywicie.
-  Ma pan zamiar wprowadzi ten zwyczaj tu, w Lunacy?
-  Tak. Oczywicie.
Rozemiaa si. Jej miech w jakim stopniu stanowi dopenienie miechu Hopp. Wyja skd dugopis i zacza pisa w ksidze.
-  No c, prosz pozwoli, e skocz, a potem bdzie mnie pan mg aresztowa. Trzy aresztowania w cigu dnia. Prawdziwy rekord.                                                            .;
Pochyliwszy si nad lad, zauway, e crka Charlene dokadnie wpisuje wszystko, co wrzucia do pude.
-  To byaby jedynie strata czasu.
-  Taak, ale w Lunacy nigdy go nie brakuje. Cholera, zapomniaam o mydle oliwkowym. Poda mi je pan? Jest tam.
-  Jasne.
Podszed, przejrza zawarto pki i wzi buteleczk.

-  Wczoraj widziaem pani przez okno. Dopisaa do listy mydo oliwkowe.
-  Ja te pana widziaam.
-  Jest pani alaskim pilotem.
-  Nie tylko. - Spojrzaa na Nate'a. - To zaledwie jedno z moich zaj.
-  Co robi pani oprcz tego?
-  Gliniarz z wielkiego miasta szybko powinien si zorientowa.
-  Troch ju wiem. Gotuje pani. Ma pani psa. Moe nawet dwa spore psy. Lubi pani swj dom. Jest pani uczciwa, przynajmniej wtedy, kiedy to pani odpowiada. Lubi pani czarn kaw i duo masa na praonej kukurydzy.
-  To tylko wierzchoek gry lodowej. - Stukna dugopisem o ksig. - Interesuje pana reszta, panie komendancie?
Jaka bezporednia - pomyla. Dawno temu przesta by bezporedni. Moe pora wrci do starych przyzwyczaje?
-  Nawet bardzo.
Umiechna si tak samo jak w ratuszu: najpierw uniosa prawy kcik ust, dopiero pniej lewy.
-  Charlene ju pana zaliczya?
-  Sucham?
-  Jestem ciekawa, czy Charlene zgotowaa panu poprzedniej nocy specjalne powitanie w Lunacy.
Nie wiedzia, co wkurzyo go bardziej: pytanie czy chd, z jakim mu si przygldaa.
-  Nie.
-  Nie jest w paskim typie?
-  Nie bardzo. Nie podoba mi si te sposb, w jaki mwi pani na temat matki.
-  Nagle sta si pan przewraliwiony, co? Niech si pan nie martwi. Wszyscy wiedz, e Charlene prbuje krci z kadym przystojnym facetem, ktry si tu pojawi. Problem w tym, e unikam okruchw z jej stou. Skoro jednak nie wywara na panu specjalnego wraenia, moe pozwol, eby dowiedzia si pan czego wicej na mj temat.

Zamkna ksik i odoya j na miejsce.
-  Zechce mi pan pomc w zapakowaniu moich rzeczy do samochodu?
-  Jasne. Wydawao mi si, e pani rodkiem lokomocji jest samolot.
-  By. Zamieniam si z przyjacielem rodkami transportu.
-  W porzdku.
Dwign torb z karm dla psw i zarzuci j na rami.
Na zewntrz sta czerwony pikap z brezentem, sprztem do biwakowania, rakietami nienymi i kilkoma butlami gazu. W kabinie wida byo rewolwer i strzelb.
-  Poluje pani? - spyta.
-  Zaley od zwierzyny.                                                  Zamkna pak auta i umiechna si do Nate'a.
-  Co pan tu, do diaba, robi, panie komendancie?
-  Jeli bdzie pani mwi do mnie Nate", odpowiem pani na to pytanie, gdy tylko sam rozwi t zagadk.
-  W porzdku. Moe w takim razie zobaczymy si podczas sylwestra? Sprawdzimy, czy do siebie pasujemy.
Wsiada do samochodu i przekrcia kluczyk w stacyjce. Kiedy wyjechaa na ulic, rozlegy si dwiki starego przeboju Aerosmith. Skrcia na zachd, tam gdzie soce powoli chowao si za szczytami, nadajc im ognistozocist barw. Wok zaczynao si zmierzcha.
Byo pitnacie po trzeciej po poudniu.
Zapiski z wyprawy, 14 lutego 1988 r.
Cholerny zib! Nie rozmawiamy na ten temat, bo chyba musielibymy zewirowa, na szczcie mog o tym napisa. Potem pewnego dnia cofn si w czasie - moe na przykad w lipcu, siedzc przy piwie, palc trawk i tukc komary wielkoci wrbli - i przypomn sobie t bia suk.

Przypomn sobie, e tu byem i pokonaem wszelkie przeciwnoci losu, a wtedy piwo z pewnoci bdzie miao znacznie lepszy smak.
Na razie, niestety, mamy luty, a do lipca zostay cae wieki. Kurewskie prawa natury.
Wieje wiatr, jest trzydzieci pi, moe czterdzieci stopni poniej zera. Przy takiej temperaturze kilka stopni w t lub tamt nie stanowi ju adnej rnicy. Z powodu zimna pka jedna z latarni i rozpad si zamek byskawiczny w mojej kurtce.
Poniewa noc trwa tutaj szesnacie godzin, rozkadamy i zwijamy obz po ciemku. Sikanie stanowi nie lada sztuk, jest czynnoci wyjtkowo wyczerpujc i aosn. Mimo to dobry nastrj nie mija, przynajmniej na razie.
Takich przey nie da si kupi za pienidze. Kiedy zimno niczym kawaki rozbitej szyby kaleczy gardo, przynajmniej czowiek wie, e yje naprawd tak, jak mona y tylko w grach. Kiedy ryzykuje si wyjcie z namiotu, eby chocia przez chwil pooglda zorz polarn, tak wspania, tak rzeczywist, e wydaje si, jakby wystarczyo wycign rk, chwyci poyskujc ziele i wsadzi j w gb swojego ciaa, czowiek zdaje sobie spraw, e nie chce y w adnym innym miejscu na wiecie.
Bardzo wolno posuwamy si do przodu, ale nie rezygnujemy z osignicia naszego gwnego celu, czyli szczytu. Wdrwk opniaj pozostaoci po lawinie. Jestem ciekaw, ilu ludzi tu obozowao, ilu z nich spoczywa teraz pod warstw lodu i kiedy gra znw poruszy si lub zadry, eby zasypa nien pieczar, ktr wyrylimy w niej z takim trudem.
Dugo i gono kcilimy si, w jaki sposb pokona pozostaoci po lawinie. Ja przejem prowadzenie. Spdzilimy chyba dwa ycia, przebijajc si przez nie i okrajc je, ale nie dao si pokona tego odcinka szybciej, niezalenie od tego, co na ten temat sdz inni. To niebezpieczny teren, zwany Przecz Lotnych Piaskw, poniewa pod czowiekiem porusza si lodowiec. Nie wida tego ani nie czu, mimo to

pokrywa lodowa osuwa si w d. Co wicej, w kadej chwili moe czowieka wcign, poniewa pod grub, bia warstw znajduj si szczeliny, ktre tylko czyhaj, aby zamieni si w wieczne mogiy.
Kierujemy si w stron Samotnego Grzbietu. Czekany z brzkiem uderzaj o ld, krysztaki lodu przymarzaj nam do rzs. Po obejciu Diabelskiego Komina zjedlimy lunch na dziewiczo biaym niegu.                                                    :
Soce wyglda jak kula zocistego lodu.
Zaryzykowaem i zrobiem kilka zdj, obawiam si jednak, e niska temperatura moga uszkodzi mj aparat fotograficzny.
Wspinaczce, ktr podjlimy po lunchu, moe brakowao nieco wdziku, ale z pewnoci nie pasji. Prawdopodobnie dziki temu, e troch si napalimy na deser, kopalimy i przeklinalimy gr, a take siebie nawzajem. Walczylimy ze niegiem godzinami, tak nam si przynajmniej wydawao, a w tym czasie zocista kula zacza opada, zabarwiajc nieg na pomaraczowo i czerwono. Potem zostawia nas w miertelnie niebezpiecznej ciemnoci.
Korzystajc z lampek nakadanych na czoo, wykulimy w lodzie miejsce pod namiot, rozoylimy obozowisko, a potem suchalimy przez ca noc potwornego wycia wiatru, jakbymy si znajdowali na rozszalaym morzu. Palc trawk, uczcilimy nasz sukces i pokonalimy zmczenie.
Nadalimy sobie nawzajem przezwiska zapoyczone od bohaterw Gwiezdnych wojen: Ha, Luk i Darth. Ja odgrywam rol Luke'a. Udajemy zatem, e znajdujemy si na lodowej planecie Hoth i mamy za zadanie zniszczy bastion imperium. Oczywicie, to oznacza, e Darth dziaa przeciwko nam, ale dziki temu mamy lepszy ubaw.
Dzisiaj pokonalimy spory szmat drogi, ale coraz czciej nerwy odmawiaj nam posuszestwa. Dobrze jest wbija czekan w brzuch No Name, torowa sobie drog do jej wntrza. Duo byo krzykw i obelg - pocztkowo dla zachty, potem bardziej ze zoci, zwaszcza gdy posypay si w d

bryki lodu. Jedna z nich skaleczya Dartha w twarz, dlatego przez nastpn godzin potwornie na mnie kl.
Przez chwil mylaem, e Darth si nie opanuje i w odwecie zmasakruje mi twarz. Nawet teraz prawdopodobnie o tym myli, poniewa od czasu do czasu spoglda w moj stron spode ba, tymczasem chrapanie Hana zaczyna zagusza wycie wiatru.
Wczeniej czy pniej Darth o tym zapomni. W kocu stanowimy zesp i kady z nas odpowiada za ycie pozostaych. Dlatego przejdzie mu, kiedy znw zaczniemy wspinaczk.
Moe powinnimy nieco zwolni, ale zazwyczaj kilka dziaek w cudowny sposb daje nam kopa i pomaga pokona chd i zmczenie.
Nie ma na wiecie drugiego tak wspaniaego przeycia. Olepiajcy blask niegu, dwik czekanw rozbijajcych ld, skrzypienie niegu, zgrzytanie rakw na skale, opadajca luno linka i obserwowanie, jak o zachodzie soca ld zamienia si w ywy pomie.
Siedz teraz opatulony w namiocie, pisz te sowa, a w brzuchu wszystko mi si przewraca po kolacji, na ktr skada si zamarznity gulasz. Ciao boli mnie od nadmiernego wysiku, strach przed zamarzniciem na mier gryzie mnie jak szczur, jednak na przekr temu wszystkiemu za nic w wiecie nie chciabym by gdzie indziej.
O sidmej wieczorem Nate doszed do wniosku, e to by dugi dzie. Zabra telefon. Gdyby kto po godzinach dzwoni na posterunek, rozmowa zostaaby przeczona na jego komrk.
Chtnie zjadby kolacj w swoim pokoju, w ciszy i z dala od innych ludzi, eby odpocz po wszystkich wraeniach, ktrych mu tego dnia nie brakowao. Poza tym lubi samotno.
Wiedzia jednak, e niczego nie wskra w tym miecie, izolujc si od jego mieszkacw, dlatego zaj miejsce w pustym boksie w Lodge.

Sysza stukanie ku bilardowych i piosenki country z szafy grajcej w pomieszczeniu obok. Kilku mczyzn siedziao na wysokich stokach barowych, popijao piwo i ogldao w telewizji mecz hokeja. W jadalni bya zajta ponad poowa miejsc, kelnerka podawaa gociom zamwione dania i sprztaa stoliki.
Mczyzna, ktrego Hopp nazwaa Profesorem, przeszed midzy stolikami i skierowa si do boksu Nate'a.
Nadal mia na sobie tweedow marynark, a z kieszeni wystawa mu niemiertelny Ulisses. Profesor trzyma w rce piwo.
-  Mog si dosi?
-  Bardzo prosz.
-  Nazywam si John Malmont. Mw mi John. Jeli masz ochot na drinka, szybciej go dostaniesz, gdy osobicie pofatygujesz si do baru. Jeeli przyszede co zje, Cissy bdzie tu lada chwila.
-  Przyszedem co zje, ale nigdzie mi si nie spieszy. Duo tu dzi ludzi. Czy tak jest zawsze?
-  Tylko w dwch miejscach w Lunacy mona dosta ciepe jedzenie, ktrego nie trzeba gotowa sobie samemu. Tylko w jednym z nich podaj mocne trunki.
-  No tak, to wszystko wyjania.
-  Mieszkacy Lunacy to do towarzyski narodek. Jeli uwzgldnisz fakt, e wanie mamy ferie, zrozumiesz, dlaczego lokal jest taki peny. Dzisiaj maj tu bardzo smacznego halibuta.
-  Taak? - Nate wzi do rki menu. - Od dawna tu mieszkasz?
-  Od szesnastu lat. Przyjechaem z Pittsburgha - wyjani, wyprzedzajc nastpne pytanie. - Niegdy uczyem w Carnegie Mellon.
-  Co wykadae?
-  Literatur angielsk. Moimi studentami byli modzi, ambitni ludzie, ktrzy z prawdziw przyjemnoci rozkadali na czynniki pierwsze utwory literackie i krytykowali zmarych pisarzy i poetw.

-  A teraz?
-  Teraz siedz w Lunacy i zaznajamiam z literatur i sztuk pisania wypracowa znudzonych nastolatkw, z ktrych wielu wolaoby si caowa ni zawiera blisz znajomo ze sowem pisanym.
-  Cze, Profesorze.
-  Witaj, Cissy. Komendant Burk, Cecilia Fisher.
-  Dzie dobry, Cissy.
Bya chuda jak kij od mioty, miaa krtkie, sterczce wosy w kilku odcieniach czerwieni i srebrny kolczyk w lewej brwi. Umiechna si promiennie.
-  Dzie dobry panu. Co pan zje?
-  Poprosz o halibuta. Syszaem, e jest dobry.
-  Jasne. - Zapisaa co w notesie. - Jak ma by przyrzdzony?
-  Mgby by z grilla?
-  Oczywicie. Jest do tego saatka i kilka sosw do wyboru. Najlepszy jest sos domowy. Wielki Mik osobicie go przyrzdza.
-  W takim razie poprosz.
-  Co do tego? Pieczone ziemniaki, puree, frytki, dziki ry?
-  Ry.
-  Co do picia?
-  Chtnie skorzystam z kawy.
-  Zaraz przynios.
-  Mia dziewczyna - skomentowa John, polerujc okulary nienobia chusteczk do nosa. - Dwa lata temu przyjechaa do miasta z grupk kumpli, eby troch pochodzi po grach. Chopak, z ktrym bya, zostawi j z samym chlebakiem. Nie miaa nawet pienidzy, eby wrci do domu. Zreszt mwi, e i tak by nie wrcia. Charlene daa jej pokj i prac.
Upi piwa.
-  Tydzie pniej chopak wrci po Cissy. Charlene wywalia go na zbity eb.
-  Charlene?

-  Trzyma w kuchni niez armat. Chopak przez minut przyglda si wylotowi lufy, po czym bezzwocznie postanowi opuci miasto. Oczywicie bez Cissy.
John odwrci gow i na moment rozbawienie w jego oczach zastpia dziwna tsknota.
Nate dostrzeg powd nagej zmiany. To Charlene suna przez sal z dzbankiem kawy.
-  Prosz, prosz. Dwaj najprzystojniejsi faceci w Lunacy przy jednym stoliku.
Charlene nalaa Nate'owi kawy, potem, poruszajc si jak kotka, przysiada si do niego.
-  O czym rozmawiacie?
-  Oczywicie, o piknej kobiecie. - John wzi do rki piwo. - Smacznego, panie komendancie.
-  To znaczy?... - Charlene wypia piersi i musna nimi rami Nate'a. - O ktrej?
-  John opowiada mi, jak to si stao, e Cissy zacza u ciebie pracowa.
-  Och? - Charlene oblizaa jzykiem wieo pomalowan doln warg. - Czyby moja kelnerka przypada ci do gustu, Nate?
-  Tylko dlatego, e wkrtce ma mi przynie kolacj. Wiedzia, e jeli si odsunie, wyjdzie na idiot i bdzie
si czu jak idiota. Nie mg si poruszy, nie dotykajc pewnych czci jej ciaa.
-  Czy bracia Mackie zapacili ci ju za szkody?
-  Byli mniej wicej godzin temu i wszystko zaatwili. Chc ci podzikowa, Nate, e si o mnie zatroszczye. Czuj si bezpieczniej, wiedzc, e zawsze mog po ciebie zatelefonowa.
-  Wydawaoby si, e ta armata w kuchni powinna w wystarczajcym stopniu zapewni ci poczucie bezpieczestwa.
-  No c. - Pochylia gow i umiechna si. - Ona jest tylko na pokaz.
Jeszcze bardziej wygia si do przodu. Z jej dekoltu unis si zapach perfum typu przele mnie".

-  Trudno by kobiet i samodzielnie prowadzi taki interes. Dugie zimowe noce. Chodne. Samotne. Dobrze wiedzie, e pod moim dachem sypia mczyzna taki jak ty. Moe troch pniej sprbujemy pozna si nieco bliej?
-  Charlene. Rozumiem, e to... propozycja. Przesuna rk po jego udzie. Chwyci do i przycisn
j do blatu stolika, mimo e by potwornie podniecony.
-  Lepiej posiedmy tu po prostu minutk.
-  Licz na wicej ni minutk.
-  Cha, cha.
Jeli nadal bdzie si o niego ocieraa, przypominajc mu, od jak dawna y w celibacie, moe nie wytrzyma nawet szedziesiciu sekund.
-  Charlene, bardzo ci lubi, zwaszcza e jeste naprawd pikn kobiet, ale na razie nie interesuje mnie... zawieranie bliszych znajomoci. Po prostu prbuj si oswoi z nowym otoczeniem.
-  Ja te. - Zawina kosmyk wosw wok palca. - Gdyby wieczorem nie mg zasn, zadzwo do mnie. Poka ci, co miaam na myli, mwic o penej gamie usug.
Wpatrujc si w niego niewinnymi, bkitnymi ocztami, wysuna si z boksu. Przy okazji zdoaa jeszcze raz sugestywnie przesun doni wzdu jego uda. Nate odczeka, a przesza przez sal swoim rozkoysanym krokiem, dopiero potem gboko odetchn.
Tej nocy nie spa najlepiej. Wci myla o niepokojcym duecie matka-crka. Nieprzejrzana ciemno cigna si bez koca - ponury mrok, ktry skania mczyzn do ukrycia si w ciepej jaskini... z ciep kobiet.
Do pna nie gasi wiata. Czyta rozporzdzenia miejskie. W kocu nad nimi zasn. Chwil pniej zadzwoni budzik.
Zacz dzie tak jak poprzednio, od niadania z maym Jesse'em.
Prbowa wypracowa sobie nowe przyzwyczajenia. Bardziej ni przyzwyczajenia potrzebne mu byy koleiny, ktrymi

mgby posuwa si do przodu bez koniecznoci zastanawiania si, koleiny, ktre z czasem stawayby si coraz gbsze i gbsze, tak gbokie, e nie byoby wida niczego poza nimi. Mgby wtedy mieszka w Lunacy, radzi sobie z drobnymi wykroczeniami, toczy mao wane rozmowy, spdza dzie po dniu w otoczeniu tych samych twarzy i tych samych gosw, wykonywa wci te same czynnoci.
Mgby by woem wprzgnitym w kierat. Liczy, e panujcy tu potworny chd uchroni go przed rozkadem. Dziki temu nikt nie bdzie wiedzia, e ma do czynienia z trupem.
Z przyjemnoci siedzia godzinami w swoim biurze, rozdzielajc nieliczne wezwania midzy Ottona, Petera i siebie. Kiedy na ktre z nich wyjeda osobicie, zabiera ze sob jednego z zastpcw, eby dowiedzie si od niego, o co chodzi, i odpowiednio zareagowa.
Coraz lepiej poznawa te swoich ludzi. Peter mia dwadziecia trzy lata, od urodzenia mieszka w Lunacy i najwyraniej zna tu wszystkich. Mona byo odnie rwnie wraenie, e wszyscy go lubi.
Otto - emerytowany sierant sztabowy armii Stanw Zjednoczonych - przez jaki czas przyjeda na Alask na polowania i ryby. Osiemnacie lat temu po pierwszym rozwodzie postanowi przeprowadzi si tu na stae. W kraju mia trjk dorosych dzieci i czworo wnuczt.
Oeni si po raz drugi, tym razem z blondynk, ktrej obwd biustu znacznie przekracza jej IQ - tak przynajmniej twierdzia Peach - i po dwch latach ponownie si rozwid.
Zarwno on, jak i Bing uwaali, e maj odpowiednie kwalifikacje, by obj stanowisko komendanta policji. Podczas gdy jednak Bing wkurza si, e rada miejska postanowia sprowadzi czowieka z zewntrz, Otto - by moe bardziej przyzwyczajony do wykonywania rozkazw - przyj prac zastpcy.
Peach, rdo wikszoci informacji Nate'a, mieszkaa na Alasce od ponad trzydziestu lat. Wtedy to ucieka z chopakiem z Macon, wzia z nim lub i wsplnie dotarli do Sitki.

Zmar, biedaczyna, uton na morzu wraz z kutrem rybackim sze miesicy po ucieczce.
Ponownie wysza za m za przystojnego faceta przypominajcego niedwiedzia grizzly. Zamieszkali na skrawku ziemi w cakowitej dziczy i tylko od czasu do czasu odwiedzali powstajce miasteczko Lunacy.
Kiedy niedwied grizzly zmar (przed powodzi przeszed na drug stron jeziora i zamarz, nim zdoa wrci do chaty), Peach spakowaa manatki i przeprowadzia si do Lunacy.
Jeszcze raz wysza za m, ale to by bd, wic wykopaa ndznego oszusta i pijaczyn z powrotem do Dakoty Pnocnej, skd pochodzi.
Gdyby pojawi si odpowiedni czowiek, nie miaaby nic przeciwko mowi numer cztery.
Peach przekazywaa Nate'owi wszelkie ploteczki na temat innych osb. Ed Woolcott chtnie zostaby burmistrzem, ale na razie musi zaczeka, a Hopp znudzi si ta zabawa. ona Eda, Arlene, lubi zadziera nosa, ale pochodzi z bogatej rodziny, wic nie ma si co dziwi.
Podobnie jak Peter, Bing mieszka tu od urodzenia, jest synem Rosjanina i Norweki. W tysic dziewiset siedemdziesitym czwartym roku jego matka ucieka z pianist. Bing mia wwczas zaledwie trzynacie lat. Jego ojciec (to niesamowite, ale ten czowiek potrafi wypi na jedno posiedzenie p litra wdki!) mniej wicej dwanacie lat temu wrci do Rosji, zabierajc ze sob modsz siostr Binga, Nadi.
Kryy plotki, e dziewczyna bya w ciy, a ojciec dziecka mia on.
M Ros, David, pracowa jako przewodnik i by w tym cholernie dobry. W wolnych chwilach peni funkcj zotej rczki.
Harry i Db mieli dwjk dzieci (chopak przysparza im sporo kopotw), a caym domem rzdzia Db.
Na tym nie koniec. Peach zawsze miaa co jeszcze do dodania. Nate doszed do wniosku, e w cigu tygodnia, moe

dwch dowie si wszystkiego, co chce wiedzie, o Lunacy i jej mieszkacach. Potem praca stanie si rutyn, powoli zamieni si w wygodne koleiny.
Ilekro jednak sta w oknie i obserwowa wschd soca nad grami, ilekro podziwia zocisty blask, czu, e wci tli si w nim jaka iskierka. Maleki ognik, ktry utwierdza go w przekonaniu, e jeszcze yje. Nie chcc, by w ognik zamieni si w poar, Nate odwrci si twarz do ciany.
Trzeciego dnia wydarzy si wypadek samochodowy, ktrego uczestnikami byli pikap, suv i o. Zwierz postanowio nacieszy si chwil, dlatego stao jakie czterdzieci metrw od kupy zomu, jakby ogldao wspaniae przedstawienie.
Poniewa Nate po raz pierwszy w yciu widzia prawdziwego osia - ktry, jak si okazao, by wikszy i brzydszy, ni mona by przypuszcza - bardziej interesowa si zwierzakiem ni dwoma mczyznami, ktrzy obrzucali si obelgami i nawzajem zwalali na siebie win.
Byo dwadziecia po smej rano. Na drodze, ktr miejscowi nazywali Lak Drive, panoway egipskie ciemnoci.
Zastpca burmistrza i przewodnik grski o imieniu Hawley skakali sobie do oczu, ford explorer lea w rowie, zagrzebany po osie w niegu, z mask powyginan w harmonijk, a chevrolet pikap lea na boku, jakby postanowi uci sobie drzemk.
Obaj panowie mieli zakrwawione twarze i nic do nich nie docierao.
-  Uspokjcie si!
Nate celowo zawieci latark w oczy najpierw jednemu, potem drugiemu. Zauway, e obydwu trzeba bdzie zakada szwy.
-  Powiedziaem, ebycie si uspokoili! Zaraz wszystko zaatwimy. Otto? Czy kto w miecie ma odpowiedni sprzt?
-  Bing. To on zazwyczaj zajmuje si takimi sprawami.
-  Dobrze. Zadzwo do niego. Ka mu odholowa oba 

samochody do miasta. Chc, eby natychmiast zostay usunite z drogi. Stanowi zagroenie. Teraz... Odwrci si do uczestnikw wypadku.
-  Ktry z was jest w stanie spokojnie i logicznie opowiedzie mi, co si stao?
Obaj zaczli mwi jednoczenie, poniewa jednak Nate wyczu w oddechu Hawleya opary whisky, wycign rk i udzieli gosu Edowi Woolcottowi.
-  Pan pierwszy.
-  Jechaem do pracy, oczywicie, z rozsdn prdkoci i tak, by nie zagraa bezpieczestwu innych uytkownikw drogi...
-  Gwno prawda! - wtrci Hawley.
-  Przyjdzie paska kolej. Panie Woolcott?
-  Zobaczyem przed sob przednie wiata. Zdecydowanie zbliay si do mnie ze zbyt du prdkoci.
Kiedy Hawley otworzy usta, Nate dgn go palcem.
-  Wtedy, nie wiadomo skd, wyoni si o. Zwolniem i skrciem w bok, pragnc unikn kolizji, a potem... potem ten dra staranowa mnie swoj kup zomu. Prbowaem zjecha z drogi, ale on we mnie celowa. Zepchn mnie do rowu i zmiady mj samochd. Kupiem go zaledwie sze miesicy temu! On nieostronie jedzi i do tego pije.
Ed energicznie skin gow, zaoy rk na rk i patrzy wilkiem.
-  W porzdku.
-  Bing jedzie-oznajmi Otto.                                        
-  Dobrze. Panie Woolcott, moe zejdzie pan na pobocze i podyktuje swoje zeznanie Ottonowi? Co masz do powiedzenia, Hawleyu?
Przewodnik unis gow i spokojnie podszed do pikapu. Potem sta tam przez chwil i patrzy osiowi prosto w oczy.
-  Pie?
Hawley mia ponad sto siedemdziesit centymetrw wzrostu i zocistobrzow brod. Struka krwi z rozcitej szczki zdya ju zamarzn.

-  Jasne, strzeliem kilka baniek.
-  To wstyd. Jest dopiero dziewita rano.
-  Cholera! Byem na rybach. Nie zwracaem, do diaba, uwagi, ktra jest godzina. Mam w lodwce w samochodzie kilka adnych okazw. Jechaem, eby zawie je do domu, zje co i przespa si. Pech chcia, e wielki bankier zobaczy na drodze cholernego osia. Wtedy zacz istny taniec na lodzie. Wywija na szosie kka, esy-floresy, a o sobie sta jak gdyby nigdy nic... Gdyby pan mnie pyta, osie to cholernie gupie zwierzta... A wracajc do sprawy, musiaem skrci. Wpadem w lekki polizg, wtedy pan Woolcott si na mnie wpakowa. Zderzylimy si i obaj wyldowalimy w rowie.
Duo czasu mino, odkd Nate pracowa w wydziale drogowym, poza tym nigdy nie odtwarza przebiegu wypadku w ciemnoci, na niegu, przy temperaturze okoo minus pitnastu stopni, ale kiedy owietli latark drog i przyjrza si ladom, doszed do wniosku, e wersja Hawleya jest blisza prawdy.
-  Faktem jest, e pie. Bdziemy musieli skorzysta z alkomatu. Jeste ubezpieczony?
-  Taak, ale...
-  Jako to zaatwimy - powiedzia Nate. - Na razie zmykajmy z tego zimna.
Nate wrci do miasta z Hawleyem i Edem. Obaj zajmowali tylne siedzenie i milczeli jak gazy. Zatrzyma si przed przychodni, zostawi z nimi Ottona, a sam pojecha na posterunek po alkomat.
W swoim biurze przejrza kartoteki obu panw i sprawdzi, jakie wykroczenia drogowe maj na sumieniu. Wracajc do przychodni, zastanawia si nad rozwizaniem.
W poczekalni byo dwch pacjentw. Jaka moda kobieta ze picym niemowlciem i obgryzajcy fajk staruszek w przybrudzonym brzowym ubraniu roboczym.
Za niskim biurkiem siedziaa rejestratorka. Czytaa ksik. Na okadce bya niemal naga para poczona w namitnym ucisku. Kiedy Nate wszed, kobieta uniosa wzrok.

-  Komendant Burk?
-  Tak.
-  Mam na imi Joanna. Doktor powiedzia, e jeli bdzie pan chcia, moe pan do niego wej. Jest w swoim gabinecie i zajmuje si Hawleyem. Nita w dwjce zszywa Eda.
-  A Otto?
-  Siedzi w biurze. Dzwoni do Binga, eby sprawdzi, jak przebiega holowanie samochodw.
-  Pjd do Hawleya. Ktre to drzwi?
-  Poka panu.
Wsuna w ksik kawaek byszczcej folii, potem podprowadzia Nate'a do drzwi po prawej stronie.
-  To tutaj - wskazaa i zapukaa. - Panie doktorze? Przyszed komendant.
-  Prosz wej.
By to typowy gabinet lekarski - st, maa umywalka, obrotowe krzeso. Doktor mia rozpit flanelow koszul, spod ktrej wida byo ciep bielizn. Unis wzrok znad rozcicia nad okiem Hawleya.
By modym, szczupym i wysportowanym, mniej wicej trzydziestopicioletnim mczyzn. Mia brod w kolorze piaskowym i identyczn kdzierzaw czupryn. Zielone oczy spoglday zza niewielkich okularw w drucianych oprawkach.
-  Ken Darby - przedstawi si. - Przywitabym si z panem, ale mam zajte rce.
-  Mio mi pana pozna. Jak pacjent?
-  Kilka skalecze i siniakw. Szczciarz z ciebie, Hawleyu.
-  Cholera, ciekawe, czy to powtrzysz, gdy zobaczysz mojego pikapa. Cholerny Ed! Jedzi jak osiemdziesicioletnia damulka, ktra zgubia bifocale.
-  Chc, eby w to dmuchn.
Hawley z powtpiewaniem zerkn na alkomat.
-  Nie jestem pijany.
-  W takim razie nie bdzie adnego problemu, prawda?

Hawley burkn niezadowolony, ale wykona polecenie. W tym czasie Ken owija bandaem jego rany.
-  No c, jeste na granicy normy. W zwizku z tym to ode mnie zaley, czy oskar ci o jazd pod wpywem alkoholu, czy nie.
-  Och, co za gwno...
-  Poniewa jednak twj wynik mieci si w granicach normy, a ty nie wykazujesz adnych oznak upojenia alkoholowego, mam zamiar udzieli ci tylko ostrzeenia. Gdy nastpnym razem pojedziesz owi ryby w przerblu i strzelisz sobie kilka gbszych, po prostu nie siadaj za kko.
-  Nie bd mia, do jasnej cholery, za co siada.
-  Poniewa nie mog wysa osiowi wezwania do sdu, twoja firma ubezpieczeniowa bdzie musiaa stoczy walk z firm ubezpieczeniow Eda. Sprawdziem, Hawleyu, e masz na sumieniu kilka mandatw za przekroczenie prdkoci.
-  Cholerne radary. Dranie z Anchorage.
-  Moe. Kiedy znw bdziesz mia czym jedzi, nie przekraczaj dozwolonej prdkoci, a gdy si napijesz, we na zastpstwo jakiego kierowc. Wtedy bdziemy y w zgodzie. Trzeba ci bdzie podwie do domu?
Hawley podrapa si po szyi. Ken opatrywa zadrapanie na jego czole.
-  Chyba tak. Musz si przyjrze swojemu pikapowi i pogada z Bingiem.
-  Kiedy pan doktor ju ci opatrzy, zgo si na posterunek. Ktry z nas odwiezie ci do domu.
-  Myl, e to sprawiedliwe rozwizanie.
Decyzja Nate'a wcale nie spodobaa si Edowi. Siedzia na kozetce, a jego twarz szpeciy lady pozostawione przez poduszk powietrzn.
-  Ten dra jedzi po pijanemu.
-  Nie przekroczy dozwolonej normy. Faktem jest, e najbardziej zawini o, ale nie mog wystawia mandatw tutejszej dzikiej zwierzynie. Naley uzna, e to by po prostu

pech. Dwa samochody spotkay na drodze osia. Obaj jestecie ubezpieczeni, czego, jak przypuszczam, nie mona powiedzie o zwierzaku. aden z was nie odnis powaniejszych obrae. Biorc to wszystko pod uwag, obaj mielicie duo szczcia.
-  Nowy samochd w rowie i twarz okaleczona przez poduszk powietrzn to adne szczcie, panie komendancie.
Ed zszed z kozetki i wysun do przodu brod.
-  Czy tak wanie ma pan zamiar stosowa prawo w Lunacy?
 Przewanie.
-  Wydaje mi si, e pacimy panu za co wicej ni grzanie stoka w paskim biurze.
-  eby dotrze na miejsce wypadku i obejrze oba wraki, musiaem dodatkowo wygrza siedzenie w swoim samochodzie.
-  Nie podoba mi si paskie podejcie do sprawy. Moe pan by pewien, e porozmawiam z pani burmistrz na temat wypadku i paskiego zachowania.
-  W porzdku. Moe podwie pana do domu albo banku?
-  Potrafi sam dotrze tam, gdzie chc.
-  W takim razie nie jestem panu potrzebny.
Przed gabinetem Nate spotka Ottona. Jedyn oznak, e Otto sysza zakoczon wanie rozmow, byo lekkie uniesienie brwi. Jednak gdy wyszli na zewntrz, odchrzkn.
-  Nie zyskae w nim przyjaciela.
-  A mnie si wydawao, e byem dla niego taki miy. -Nate wzruszy ramionami. - Trudno oczekiwa, by czowiek by radosny jak skowronek, gdy ma rozbity samochd i kilka szww na twarzy.
-  Chyba masz racj. Ed jest nieco arogancki i lubi narzuca swoje zdanie. Ma wicej pienidzy ni ktokolwiek inny w tym okrgu i nie lubi, eby o tym zapominano.
-  Dobrze wiedzie.
-  Hawley jest w porzdku. To dobry czowiek i wietnie spisuje si w terenie. Co wicej, zna si na wspinaczce. Jest

wystarczajco barwn postaci, by zadowoli turystw, ktrzy chc si wdrapa na jaki szczyt, i raczej do porzdnie si zachowuje. Pije, ale nigdy si nie upija. Chcesz zna moje zdanie? Dobrze to rozwizae.
-  Dzikuj najmocniej. Jestem wdziczny za t uwag. Wiesz, Otto, chyba pojad i dopilnuj holowania wrakw.
Sprawdzenie miejsca wypadku byo wymwk, ale nikt oprcz Nate'a nie musia o tym wiedzie.
Bing i jaki ylasty mczyzna wygrzebywali suva z rowu. Obowizek nakazywa zatrzyma si, wysi, podej i spyta, czy nie potrzebuj pomocy.
-  Znamy si na tej robocie.
Bing zrzuci nieg z szufli prosto na buty Nate'a.
-  W takim razie pozwol wam robi swoje.
-  Dupek - mrukn pod nosem Bing, gdy Nate ruszy z powrotem w stron auta.
Nate odwrci si i przez chwil si zastanawia.
-  Czy dupek to krok do przodu, czy krok do tyu w porwnaniu z cheechakol
Niski mczyzna parskn miechem, potem zanurzy szufl w niegu i opar si o ni. Bing zmierzy Nate'a wzrokiem.
-  To samo.
-  Tylko pytaem.
Nate wrci do samochodu i zostawi prychajcego Binga.
Pojecha za miasto, drog, ktra prowadzia wzdu linii brzegowej jeziora.
Wiedzia, e Meg mieszka gdzie w tych okolicach, a poniewa widzia samolot stojcy na zamarznitej powierzchni jeziora, przypuszcza, e poda w odpowiednim kierunku.
Skrci w co, co wygldao na drog wyrban wrd drzew, i dojecha do jakiego domu.
Nie wiedzia, czego si spodziewa, ale z pewnoci nie tego. Ustronie nie stanowio zaskoczenia, tak samo jak widok na wszystkie strony, zapierajcy w piersiach dech. To byo normalne w tej okolicy.

Niemniej domek by adny, do pewnego stopnia przypomina elegancki bungalow. Drewno i szko, zabudowanie werandy, jasnoczerwone okiennice.
cieka od podjazdu do drzwi bya starannie odnieona. Tak samo jak drki, ktre prowadziy do zabudowa gospodarczych. Jedno z nich, w poowie drogi midzy domem a lasem, stao na palach.
Na werandzie lea starannie uoony stos drewna na podpak.
Soce triumfalnie wznosio si na niebie, zalewajc scen niesamowitym blaskiem. Dym bucha z trzech kamiennych kominw i wznosi si w coraz janiejsze niebo.
Nate, zafascynowany, wyczy silnik.
Wtedy usysza muzyk.
Wypeniaa cay wiat. Mocny, sodki kobiecy gos przeplata si ze smyczkami i fletami, wznosi si ku socu nad bezbrzen biel.
Otoczy Nate'a ze wszystkich stron. Wydawa si pyn z powietrza, a moe z nieba?
Nagle j zobaczy - posta w czerwonej kurtce przesuwaa si na biaym tle nieco w bok od zamarznitego jeziora. Sza z dwoma psami.
Nie zawoa jej. Nie wiedzia, czy powinien. By zachwycony obrazkiem. Jego umys przesta funkcjonowa. Ciemnowosa kobieta w czerwieni spacerujca po nieskazitelnej bieli z dwoma piknymi psami u boku na tle cudownych gr o poranku.
Psy zobaczyy lub wyczuy Nate'a. Przez muzyk przebio si szczekanie. Ruszyy w jego stron jak dwie rozmazane szare kule.
Zastanawia si, czy nie wskoczy z powrotem do auta. By ciekaw, czy takie zachowanie przypiecztowaoby jego status dupka cheechako.
Liczy na to, e gruby ubir w razie koniecznoci uchroni go przed psimi kami.
Trwa w bezruchu i powtarza jak mantr:                        ;

-  Dobre pieseczki, mie pieseczki.
Podwiadomie przygotowywa si jednak na skok, majc nadziej, e psy nie rzuc mu si do garda. Oba wzbiy nieg w powietrze i zatrzymay si o trzydzieci centymetrw przed Nate'em, drc i obnaajc ky. Czujne i gotowe.
Oba miay krystalicznie bkitne oczy. Jak ich pani.
Nate odetchn gboko, wok jego gowy zawirowa oboczek pary.
-  O Boe!-mrukn.-Jestecie naprawd pikne.
-  Rock! Buli! - krzykna Meg. - To przyjaciel.
Psy natychmiast si uspokoiy i podeszy do Nate'a, by go ob wcha.
-  Czy mnie ugryz, jeli je pogaskam?! - zawoa.
-  Teraz ju nie.
Biorc sowa Meg za dobr monet, pogaska oba psiaki po gowach. Poniewa odnis wraenie, e im si to spodobao, przykucn i zacz je drapa. Jak na sygna mocno si do niego przytuliy.
-  Masz jaja, Burk.
-  Liczyem na to, e nie skocz mi do garda. Czy to psy zaprzgowe?
-  Nie.
Miaa zarowione od chodu policzki.
-  Nie wpinam ich do zaprzgu, ale oba to husky z dobrym rodowodem. Po prostu prowadz luksusowe ycie u mego boku.
-  Maj twoje oczy.
-  Moe w poprzednim wcieleniu byam psem husky? Co tu robisz?
-  Po prostu... Co to za muzyka?
-  Loreena McKennit. Podoba ci si?
-  Jest wspaniaa. Jak... Bg. Meg wybuchna miechem.
-  Jeste pierwszym znanym mi mczyzn, ktry przyznaje, e Bg to kobieta. Wybrae si na witeczn przejadk?


Wyprostowa plecy.
-  witeczn?
-  Dzi mamy sylwestra.
-  Och, nie. Na Lak Drive bya drobna stuczka. Szukam wiadka. Moe go widziaa? Ogromny go, ma cztery nogi i zabawny kapelusz.
Zrobi z palcw rogi.
Spryciarzu - pomylaa - dlaczego twoje oczy s takie smutne, nawet gdy si umiechasz?
-  Tak si skada, e widziaam w najbliszej okolicy kilka okazw, ktre odpowiadaj twojemu opisowi.
-  W takim razie musz wej i spisa twoje zeznanie.
-  Z przyjemnoci pozwoliabym ci na spisanie moich zezna, ale na razie bd musiay zaczeka. Musz lecie. Wanie szam do domu, eby zamkn psy i wyczy muzyk.
-  Dokd si wybierasz?
-  Zabieram zaopatrzenie do osady w grach. Musz si spieszy, jeli chc tam dotrze i wrci na przyjcie. -Uniosa gow. - Polecisz ze mn?
Nate zerkn w stron samolotu: Mam lecie w czym takim? Za nic w wiecie, nawet gdybym dziki temu mg powcha twoj szyj".
-  Jestem na subie. Moe nastpnym razem.
-  Jasne. Rock, Buli, do domu! Zaraz wracam - powiedziaa do Nate'a.
Psy pobiegy przed siebie. Wtedy Nate zda sobie spraw, e budynki gospodarcze to troch wiksza psia buda, ozdobiona postaciami, ktre kto pomalowa w prymitywnym ludowym stylu na ksztat totemw.
Luksusowe ycie? No tak.
Meg znikna w gbi domu. Chwil pniej muzyka zamilka.
Po kilku minutach wysza ze spor torb na ramieniu.
-  Do zobaczenia, panie komendancie. Moe kiedy si spotkamy, eby mg spisa moje zeznania.

- Nie mog si doczeka. Miego lotu!
Odgarna do tyu czarne wosy i powdrowaa w stron samolotu.
Sta i obserwowa j.
Wrzucia pakunek do rodka i wdrapaa si do kabiny.
Nate sysza, jak zapucia silnik. Zdumiewajcy ryk przerwa cisz. migo zawirowao, samolot zacz si lizga po lodzie, zrobi najpierw jedno kko, potem drugie, a w kocu wzbi si w powietrze dziobem do gry.
Widzia przez szyb czerwon kurtk Meg i jej czarne wosy, potem wszystko rozmyo si w niewyran plam.
Nate odchyli gow do tyu. Meg zatoczya koo w powietrzu i pochylia najpierw jedno skrzydo, potem drugie. Domyli si, e to rodzaj pozdrowienia.
Po chwili znikna w bieli i bkicie.
Nate sysza, e uroczysto ju si zacza. Klatk schodow i przez podog jego pokoju pyna gona, rytmiczna muzyka. Ciche pomruki przeciskay si przez ciany i deski podogowe. Od czasu do czasu wybucha miech, rozlega si oskot - by moe tupot taczcych.
Siedzia sam w ciemnoci.
Znw ogarna go depresja, jak zwykle, bez ostrzeenia, bez adnej przyczyny. Siedzia przy swoim biurku i przerzuca kartoteki, by ju w nastpnej chwili walczy z potwornym, przytaczajcym ciarem. Co takiego zdarzao si ju wczeniej i wcale nie byo poprzedzone uczuciem niepewnoci, niepokojem czy smutkiem. Po prostu nagle zalewaa go potna fala czarnych myli, ktre przetaczay si nad jego gow i wcigay w odmty. Wszystko odbywao si rwnie gwatownie jak wyczenie wiata w pomieszczeniu.
Trudno to byo uzna za stan spowodowany cakowitym

brakiem nadziei, gdy najpierw trzeba j mie, eby mc mwi o jej utracie. Nie byy to rwnie al, rozpacz ani zo. Z tymi uczuciami Nate umia sobie poradzi.
Bya to pustka. Bezmierna, czarna pustka.
Umia w niej funkcjonowa, jakim cudem udao mu si opanowa t sztuk. Jeli czowiek w ogle nie funkcjonuje, ludzie nie daj mu spokoju, a ich troski i obawy tylko jeszcze gbiej wcigaj w czarn przepa.
Nate mg chodzi, rozmawia, egzystowa. Tylko nie mg y. Uwiziony w jedwabistym ucisku depresji, tak wanie to odczuwa. Mia wraenie, e jest chodzcym trupem.
Tak si czu, lec w szpitalu po mierci Jacka, kiedy bl przebija si przez prochy, gdy wiadomo tego, co si stao, si wdzieraa si do krainy zapomnienia.
Na szczcie udawao mu si jako funkcjonowa.
Dotrwa do koca dnia, zamkn biuro, wrci do Lodge i powdrowa do swojego pokoju. Rozmawia z ludmi. Nie pamita, z kim i o czym, wiedzia jednak, e jego usta otwieray si i zamykay, e wypyway z nich jakie sowa.
Powdrowa do swojego pokoju i zamkn drzwi. Usiad w zimowej ciemnoci.
Co on tu, do diaba, robi? Jakie wiatry przywiay go do tej niewielkiej mieciny? Do zimnego, ciemnego, pustego pokoju? Czyby wybra dziur, w ktrej panuje ciga zima, poniewa idealnie odzwierciedla ona stan jego duszy?
Czego waciwie chcia dowie, przyjedajc tutaj, przypinajc odznak i udajc, e ta praca ma dla niego jakie znaczenie? Ukrywajc si przed tym, kim naprawd jest, co niegdy mia i co straci? Nie mona si ukry przed czym, co przez cay czas w nas tkwi i tylko czeka, eby wyskoczy i z czowieka zadrwi.
Oczywicie, mia lekarstwa. Zabra je ze sob. Tabletki na depresj, tabletki na oglny niepokj. Tabletki na sen, gboki sen bez adnych koszmarw.
Przesta je bra, poniewa zaywajc je, nie by sob, a wrcz przeciwnie - w coraz wikszym stopniu stawa si

czowiekiem pogronym w depresji, niepokoju, drczonym przez bezsenno.
Nie mg zawrci, nie mg i do przodu, wic dlaczego nie miaby zaton wanie tutaj? Zanurzy si gbiej, jeszcze gbiej, a w kocu nie bdzie ju w stanie wydosta si z przepaci? Gdzie na dnie duszy tlia si wiadomo, e jest mu dobrze w tej ciemnoci i pustce, gdzie moe bez koca uala si nad swoim nieszczciem.
Do diaba, mg si tu nawet zadomowi, y jak szaleniec w pustym pudle po lodwce pod mostem. ycie w pudle po lodwce jest proste, nikt nie oczekuje, e bdzie si co robi.
Przypomnia sobie stare powiedzenie o tym, e drzewo w lesie nie moe upa, i szybko dostosowa je do swojej sytuacji. Czy jeli straci rozum w Lunacy, bdzie mona powiedzie, e w ogle co straci?
Nienawidzi tych zakamarkw mzgu, ktre kazay mu tak myle, tej czci siebie, ktra chciaa, eby tu zamieszka...
Doszed do wniosku, e jeli nie zejdzie na parter, kto na pewno po niego przyjdzie. To byoby gorsze, znacznie gorsze. Z przeklestwem na ustach zmusi si do wstania. Czyby drobne odruchy ycia, jego iskierki i pomyki, byy tylko czczym szyderstwem? Sposobem, w jaki los prbuje mu pokaza, jak to jest, kiedy czowiek yje, by chwil pniej wepchn go z powrotem w ciemn otcha?
No c, jest w nim na razie wystarczajca ilo zoci, by jeszcze ten jeden, jedyny raz wyrwa si z czarnej dziury. Przebrnie przez t noc, ostatni noc roku, a nawet jeli pniej ju nic si nie zdarzy, by pewien, e i tak nie bdzie gorzej, ni jest.
Dzi w nocy by jednak na subie. Zacisn palce na odznace, ktrej jeszcze nie odpi. Wiedzia, e to mieszne, ale liczy na to, e ten kawaek metalu go nieco uspokoi. Przyj to za pewnik i zacz dziaa.
Wczywszy wiato, gwatownie przymruy oczy. Musia zrobi krok do tyu, eby nie ulec pokusie i szybko go nie wyczy. Ponownie pogry si w ciemnoci.



Wszed do azienki i puci zimn wod. Potem spryska ni twarz, udajc, e w ten sposb pozbywa si zmczenia, ktre zazwyczaj towarzyszyo depresji.
Dugo i uwanie przyglda si swojemu odbiciu w lustrze, szukajc jakich oznak. Ujrza cakiem przecitnego faceta, nie mia zatem powodw do obaw. Wok oczu wida byo niewielkie oznaki zmczenia, mia rwnie nieco zapadnite policzki, ale na tym koniec.
Dopki inni widz to samo, co on, nie bdzie adnych problemw.
Kiedy otworzy drzwi, otoczyy go gone dwiki. Podobnie jak w przypadku wiata zmusi si do zrobienia kilku krokw do przodu, eby nie cofn si do swojej jaskini.
Obu zastpcom da na ten wieczr wolne. Mog je, pi i dobrze si bawi. Obaj maj przyjaci i rodziny, ludzi, ktrzy pomog im pozby si wszelkich smutkw. Poniewa Nate od miesicy prbowa sam pozby si wszelkich smutkw, nie widzia powodu, eby tego wieczoru postpowa inaczej.
Schodzc po schodach, czu si tak, jakby dwiga ow.
Muzyka bya wesoa i lepsza, ni si spodziewa. Sala pkaa w szwach. Stoy poprzestawiano w taki sposb, eby byo gdzie taczy, a mieszkacy miasteczka ochoczo wykorzystywali woln przestrze. Z sufitu zwisay serpentyny i balony, ludzie mieli na sobie witeczne stroje.
Zobaczy kilku starszych panw w czym, co Peach nazywaa alaskim smokingiem. Byy to zwyczajne stroje robocze, specjalnie wyczyszczone na t okazj. Niektrzy mieli pod szyj ozdobne zapinki na sznureczku, a nawet papierowe kapelusze.
Wiele kobiet wyjo z szaf eleganckie, byszczce suknie lub spdnice, adnie uczesao wosy, woyo buty na wysokich obcasach. Hopp w fioletowej sukni wieczorowej taczya - czy to by fokstrot, czy polka, tego Nate nie wiedzia -z wypomadowanym Harrym Minerem. Ros siedziaa za barem na krzele z wysokim oparciem. Towarzyszy jej czowiek,


ktry, jak domyli si Nate, by jej mem. David sta za ni i delikatnie masowa jej krzye.
Rozemiaa si z czego, co powiedziaa pielgniarka. Nate zauway, e Ros uniosa gow i spojrzaa mowi prosto w oczy. Wida byo, e czy ich mio i ciepo. Poczu dziwny chd i samotno.
Nigdy w yciu adna kobieta tak na niego nie spogldaa. Nawet gdy by onaty, Rachel nigdy nie patrzya na niego z tak jawn, bezwarunkow mioci.
Odwrci wzrok.
Jak przystao na gliniarza, dokadnie zlustrowa tum, bacznie przygldajc si kademu uczestnikowi sylwestrowej zabawy. Wiedzia, e robic to, pozostaje czowiekiem z boku, ale nie mg si powstrzyma.
Zobaczy Eda i podobno zarozumia Arlene. Mitch z radia KLUN spi swoje jasne wosy w koski ogon. Trzyma w ramionach dziewczyn, ktra nie dorwnywaa mu urod. Ken na t okazj woy typowo hawajsk koszul i ywo dyskutowa z Profesorem, ktry jak zwykle mia na sobie tweedow marynark.
Przyjaciele, kumple, znajomi - pomyla Nate. Niektrzy z nich byli ju niele pijani, nie przestawali jednak by przyjacimi, kumplami i znajomymi. On by przybyszem z zewntrz.
Poczu zapach perfum Charlene. Podesza tak szybko, e nie zdy przygotowa si na jej spotkanie albo przed ni uciec. Przycisna do niego swoje bardzo kobiece, ciepe ciao. Delikatnie go pocaowaa, przy okazji ukradkiem wsuwajc mu jzyk do ust. Pogaskaa go i uszczypna w tyek, delikatnie ugryza w doln warg.
Potem odsuna si z kusicielskim umiechem na ustach.
- Szczliwego Nowego Roku, Nate! To tylko na wszelki wypadek, gdybym o pnocy nie zdoaa si do Ciebie dopcha.
Nie by w stanie sformuowa sw, nie chcia si zarumieni. Zastanawia si, czy jej manifestacyjne narzucanie si

moe doprowadzi do takiego zaenowania, ktre zdoa pokona ciemnoci.
-  Gdzie si. ukrywae? - Zarzucia mu rce na szyj. -Bal zacz si ponad godzin temu, a ty jeszcze ze mn nie taczye.
-  Miaem... pewne sprawy do zaatwienia.
-  Praca, praca i jeszcze raz praca. Moe si ze mn zabawisz?
-  Musz porozmawia z pani burmistrz. Boe, prosz, pom mi.
-  To nie czas na omawianie spraw urzdowych. Jestemy na balu sylwestrowym. Chod, zatacz ze mn. Potem wypijemy szampana.
-  Naprawd musz co zaatwi.
Pooy rce na jej biodrach, jednoczenie delikatnie odsuwajc j na bardziej bezpieczn odlego, i zacz szuka w tumie Hopp... swojej wybawczyni. Natrafi wzrokiem na spojrzenie Meg.
Umiechna si do niego w zwyky sobie sposb, a potem uniosa kieliszek w szyderczym toacie.
Po chwili jaka taczca para zasonia mu Meg.
-  Na razie prosz o bilet otwarty. Na potem... Dostrzeg znajom twarz i chwyci si jej jak toncy
brzytwy.
-  Otto, Charlene chce zataczy.
Nim ktrekolwiek z nich zdoao zaprotestowa, Nate uciek. Przeszed w przeciwny rg pomieszczenia i dopiero wtedy odway si zaczerpn powietrza w puca.
-  To zabawne, nie wygldasz na tchrza.
Obok niego pojawia si Meg. Tym razem trzymaa w rce dwa kieliszki.
-  To znaczy, e mj wygld wprowadza w bd. Ona mnie miertelnie przeraa.
-  Nie mog powiedzie, e Charlene jest kobiet zupenie nieszkodliw, poniewa byoby to kamstwo, jeli jednak nie chcesz, eby wsadzaa ci jzyk do garda, bdziesz musia

jej to powiedzie. Gono i wyranie, najlepiej w prostych, ostrych, krtkich sowach. A teraz, prosz, napij si.
-  Jestem na subie. Prychna.
-  Nie sdz, eby kieliszek taniego szampana mg ci zaszkodzi. Do diaba, panie Burk. S tu prawie wszyscy mieszkacy Lunacy.
-  Rozumiem.
Wzi kieliszek, ale nawet nie zanurzy w nim warg. Jakim cudem zdoa si jednak skupi na Meg. Miaa na sobie sukienk. Uzna, e okrelenie sukienka" to jedyny odpowiedni termin dla niewielkiego, obcisego skrawka czerwonej skry. Kreacja wspaniale eksponowaa krzepkie, wysportowane ciao. Na jego widok Nate'a zaczy drczy wizje, ktre w kilku stanach uznano by za niezgodne z prawem. Meg rozpucia wosy, czarna kaskada opadaa na biae jak mleko ramiona. Sandaki, na nieprawdopodobnie wysokich obcasach i w tym samym kolorze co sukienka, podkrelay zgrabne nogi.
Pachniaa jak chodny, tajemniczy cie.
-  Piknie wygldasz.
-  Troch si oporzdzam, gdy wymaga tego okazja. Z kolei ty sprawiasz wraenie zmczonego.
I zranionego - pomylaa. To wanie przyszo jej na myl, gdy zobaczya, jak Nate schodzi po schodach. Wyglda jak mczyzna, ktry wie, e gdzie w jego ciele jest gboka, powana rana, ale nie ma a tyle siy, eby jej poszuka.
-  Jeszcze nie przestawiem si ze spaniem.
Upi szampana. Mia smak perfumowanej wody sodowej.
-  Czy zszede tutaj, eby si rozluni i zabawi, czy masz zamiar sta jak koek?
-  Raczej to drugie. Meg potrzsna gow.
-  Sprbuj najpierw pierwszego. Sprawd, co si bdzie dziao.
Uniosa rce i odpia mu odznak.

-  Hej!
-  Jeli bdziesz potrzebowa tarczy, zawsze moesz j wycign - zapewnia, wsuwajc mu odznak do kieszeni koszuli. - A teraz zataczmy.
-  Nie umiem taczy tego, co tu graj.
-  Nie ma sprawy. Poprowadz.
Rzeczywicie to zrobia, przy okazji wywoujc u niego salwy miechu. miech rani mu gardo, ale jakim cudem pomg pozby si czci ciaru.
-  Czy to miejscowy zesp?
-  Wszyscy mieszkaj w Lunacy. Przy fortepianie siedzi Mindy, ktra uczy w szkole podstawowej. Na gitarze gra pracownik banku - Pargo.  Skrzypce trzyma w rce Chuck. Chuck to stranik leny z Denali. Federalny, ale jest tak do nas przyjanie nastawiony, e wszyscy udajemy, i robi dobr robot. Bbny obsuguje Wielki Mik, kucharz z Lodge. Zapamitae?
-  Sucham?
-  Widz, e wszystkie imiona i twarze pakujesz do kartoteki w swojej gowie.
-  Warto pamita takie rzeczy.
-  Czasami warto zapomnie. - Obrcia gow w prawo. -Kto do mnie macha. No tak, Max i Carrie Hawbakerowie. Redaguj nasz miejscowy tygodnik, The Lunatic". Niemal przez cay tydzie byli poza miastem. Teraz chc przeprowadzi wywiad z naszym nowym komendantem policji.
-  Wydawao mi si, e to bal sylwestrowy.
-  I tak ci upoluj, gdy tylko przestanie gra orkiestra.
-  Nie uda im si to, jeli wymkniesz si ze mn i bdziemy kontynuowali nasze przyjcie gdzie indziej.
Odsuna si i spojrzaa mu prosto w oczy.
-  Czy to bya powana propozycja?
-  Dlaczego nie miaaby by powana?
-  Tylko pytam. Czasami lubi to robi.
Nie dajc mu wyboru, odwrcia si i pomachaa rk. Potem pocigna go za sob na skraj prowizorycznego parkietu.

Po krtkiej prezentacji Meg znikna, zostawiajc Nate'a na asce losu.
-  Bardzo si cieszymy, e w kocu udao nam si pana pozna. - Max entuzjastycznie ucisn rk Nate'a. - CarriejK i ja wanie wrcilimy z podry, dlatego nie mielimy okazji wczeniej pana powita. Chciabym prosi o kilkuminutowy wywiad dla "The Lacy".                     ;|
-  Zastanowi si.                                                            Moemy od razu usi w hallu i...
-  Nie teraz, Max. - Carrie obdarzya ma promiennym, umiechem. - Dzi wieczorem nie pracujemy. Natomiast nim wrcimy do zabawy, chciaabym zapyta,

 panie komendancie, czy miaby pan co przeciwko temu, ebymy w naszej gazecie zaczli umieszcza kronik policyjn. Myl, e
w ten sposb pokazalibymy mieszkacom, co pan robi i jak pan sobie radzi.

Poniewa obecnie mamy w Lunacy wasn komend policji, chcemy eby,


 nasza gazeta ukazywaa rwnie prac strw prawa.
-  Prosz zgosi si po wszelkie informacje do Peach.
Meg przedara si przez tum do baru i wzia nastpny kieliszek

 szampana. Usiada na stoku i sczc alkohol, obserwowaa taczcych.
Po chwili obok niej pojawia si Charlene.
-  Ja wypatrzyam go pierwsza.
Meg nie odrywaa wzroku od tancerzy.                           
-  Waniejsze, na kogo on patrzy, nie sdzisz?                  
-  Prbujesz go zapa w sida tylko dlatego, e ja go pragn.
-  Charlene, pragniesz kadego, kto nosi spodnie i ma w nich co innego ni ty. - Meg jednym haustem wypia szampana. - Poza tym wcale nie prbuj zapa go w sida. -Umiechna si, nie odrywajc wzroku od kieliszka. - No id, kontynuuj t gr. To nie moja sprawa.
-  Pierwszy inteligentny mczyzna, ktry pojawi si tu od miesicy. - Charlene nagle nabraa ochoty na pogawdk,

dlatego wychylia si. do przodu. - Wiesz, e on co rano je niadanie z maym Jesse'em? Czy to nie sodkie? Poza tym szkoda, e nie widziaa, jak upora si z brami Mackie. Co wicej, jest taki tajemniczy. - Westchna. - Uwielbiam tajemniczych facetw.
-  Uwielbiasz kadego faceta, ktry wci jeszcze moe. Charlene wykrzywia usta z obrzydzeniem.
-  Czy musisz by taka ordynarna?
-  Siedzisz tutaj i mwisz mi, e chciaaby przelecie komendanta policji. Nawet jeli adnie to opakujesz i przewiesz wsteczk, Charlene, to nadal bdzie ordynarne. Ja po prostu nie zawracam sobie gowy wsteczkami.
-  Jeste taka jak twj ojciec.
-  Zawsze to powtarzasz - mrukna Meg, gdy Charlene zsuna si ze stoka.
Jej miejsce zaja Hopp.
-  Potraficie si kci o to, ile deszczu spado podczas ostatniej ulewy.
-  Lubimy czasem troch pofilozofowa. Co pijesz?
-  Chyba wezm nastpny kieliszek tego kiepskiego szampana,                                                                               
-  Obsu ci.                                                               Meg obesza bar, napenia kieliszek pani burmistrz i uzupenia swj.

-  Mama ostrzy sobie pazurki na Burk'a.
Hopp zerkna na Nate'a. Zauwaya, e udao mu si wywin Hawbakerom, niestety chwil pniej wpad w rce Joego i Lary Wise'w.                                                       :
-  To ich sprawa.
-  Taak, to ich sprawa - zgodzia si Meg, stukajc si z Hopp.
-  Natomiast fakt, e Nate chyba bardziej ostrzy sobie pazurki na ciebie ni na Charlene, nie poprawi twoich stosunkw z matk.
-  Nie poprawi. - Meg przez chwil zastanawiaa si nad sowami Hopp, niespiesznie sczc szampana. - Za to powinno,

jak sdz, wnie w nasze ycie odrobin dodatkowej podniety.
Hopp wywrcia oczami i wybuchna miechem.
-  Nic na to nie poradz - dodaa Meg. - Lubi kopoty.
-  On chyba te. - Hopp odwrcia si na stoku i patrzya jak Charlene wyciga Nate'a na parkiet. - Nie wierz w opowiastki o cichej wodzie, bla, bla. Czasami najtrudniej sobie poradzi z ponurymi typkami. To chyba najsmutniejszy mczyzna, jakiego w yciu widziaam. Smutniejszy ni tuacz, ktry pojawi si tu kilka lat temu. Jak on si nazywa? Mc|| Kinnon. Strzeli sobie w gow w komrce Hawleya.
-  Czy to ci nie przeraa Ignatious moe by wystarczajco smutny, eby wsadzi sobie czterdziestkpitk do ust, chocia z pewnoci jest zbyt rozsdnym czowiekiem eby pocign za spust. Poza tym jest zbyt uprzejmy.
-  Na to wanie liczysz?
-  Taak. Na to wanie licz. No c, do diaba. Chyba speni ostatni dobry uczynek w starym roku i wybawi go od Charlene.
Smutni, uprzejmi mczyni wcale nie s w moim typie -pomylaa Meg. Wolaa beztroskich, wesoych facetw. Facetw, ktrzy nie licz na nic wicej ni jedn noc. Z takim kim mona wypi kilka drinkw, przy dobrym nastroju pomi nieco pociel, a potem i dalej.
adnych wpadek, adnych ran.
Jak podej do kogo w rodzaju Ignatiousa Burk'a? Blisza znajomo moe oznacza spor wpadk, zostawi kilka ran. Moe mimo to warto sprbowa?
Tak czy inaczej lubia z nim rozmawia, a naleaa do osb, ktre bardzo sobie ceni dobr rozmow. Bez problemw potrafia dniami, tygodniami obej si bez adnej wymiany zda, dlatego wykorzystywaa kad moliwo, zwaszcza jeli zapowiadaa si interesujco. Lubia te obserwowa smutek, ktry to pojawia si w jego oczach, to znw znika. Widziaa to kilka razy. Gdy sta przed jej domem tego ranka

i sucha Loreeny McKennit, i zaledwie kilka minut temu, gdy
taczyli.
Siedzc przy barze, przy muzyce, w cieple stoczonych cia, nagle zdaa sobie spraw, e chciaaby znw zobaczy, jak smutek znika z oczu Nate'a. Miaa dobry pomys, jak do tego doprowadzi.
Wesza za bar, znalaza otwart butelk i dwa kieliszki. Trzymajc je tu przy udzie, wysza na zewntrz.
Hopp poklepaa Charlene po ramieniu.
-  Przepraszam, Charlene, chc porozmawia z panem komendantem. To wana sprawa urzdowa.
Charlene jedynie mocniej przytulia si do Nate'a. Zastanawia si, czy za chwil jej piersi nie wyskocz mu na plecach.                                                                                .?
-  Ratusz jest zamknity, Hopp.
-  Ratusz nigdy nie jest zamknity. Daj spokj, pu go.    
-  No dobrze. Licz na to, e pniej dokoczymy nasz taniec, przystojniaczku.
-  Chodmy do jakiego cichego kta, Ignatiousie.            i Hopp odsuna na bok ludzi i przecisna si przez tum.
Usiada przy stoliku, ktry kto ustawi przy stole bilardowym.                                                                                ,
-  Napijesz si czego?                                                  
-  Nie, dziki. Chyba raczej powinienem poszuka tylnych drzwi.
-  Moesz uciec, ale w tak maej miecinie nie zdoasz si ukry. Wczeniej czy pniej bdziesz musia stawi czoo Charlene.
-  W takim razie wol pniej.
Marzy o tym, eby pj na pitro i wrci w ciemno. Pulsowao mu w gowie, czu ucisk w odku z powodu stresu i wysiku, jakiego wymagao zwyczajne bycie.
-  Nie odcignam ci na bok tylko po to, eby mg si uwolni z obj matki Meg. Wkurzye mojego zastpc.

-  Wiem. Podszedem do caej sprawy z du rozwag i rozwizaem problem zgodnie z prawem.
-  Nie kwestionuj sposobu, w jaki wykonujesz swoj robot, Ignatiousie. - Lekcewaco machna rk. - Tylko podaj ci fakty. Ed jest pompatycznym, zadufanym w sobie wrzodem na dupie. Niemniej to dobry czowiek, ktry robi dla miasta wiele dobrego.
-  I dlatego moe jedzi, jak mu si podoba?                  ; Umiechna si.
-  Zawsze by beznadziejnym kierowc. Niemniej jest to czowiek wpywowy, bogaty i dugo ywi uraz. Nie zapomni ci, e w tej sprawie postpie wbrew jego oczekiwaniom. Pewnie w porwnaniu ze sprawami, z ktrymi dotychczas miewae do czynienia, to nieistotny drobiazg, ale w Lunacy takie rzeczy si licz.
-  Niemoliwe, ebym by pierwszym czowiekiem, ktry postpi wbrew jego oczekiwaniom.
-  Nie jeste pierwszym. Ed i ja bez przerwy si cieramy, ale patrzc na to z jego punktu widzenia, on i ja jestemy sobie rwni. By moe nawet ja do pewnego stopnia nad nim gruj. Ty jeste przybyszem z zewntrz, dlatego Ed liczy na to, e bdzie mg wodzi ci za nos. Z drugiej strony, gdyby pozwoli mu si wodzi za nos, byabym bardzo zawiedziona, tak wic jeste midzy motem a kowadem.
-  Nie pierwszy raz, nie ostatni. Zreszt, jeli ktokolwiek bdzie chcia wodzi mnie za nos, zawsze moe si nieco pobrudzi.
Przez chwil patrzya na niego zaskoczona, potem wybuchna gromkim miechem.
-  W taki oto uprzejmy i podstpny sposb dae mi do zrozumienia, e nie powinnam si wtrca. Zanim zastosuj si do twojej rady, pozwl, e powiem ci jeszcze jedno. Poniewa jakim cudem znalaze si midzy Charlene i Meg, to ani na chwil nie zapominaj, e w tym konkretnym przypadku zarwno mot, jak i kowado s bardzo twarde, bardzo gorce i, prawd mwic, z pieka rodem.

-  W takim razie lepiej, ebym midzy nimi nie utkn.
-  Dobrze mwisz.
Zmarszczya czoo, gdy usyszaa sygna telefonu.
-  Jeli kto dzwoni na posterunek, rozmowa jest przeczana na moj komrk - wyjani, wyjmujc aparat z kieszeni. - Burk przy telefonie.
-  We kurtk - powiedziaa Meg - i za pi minut spotkaj si ze mn przed wejciem. Co ci poka.
-  Jasne. W porzdku. - Schowa telefon z powrotem do kieszeni, nie zwaajc na to, e Hopp bacznie mu si przyglda. - Nic wanego. Chyba std zwiej.
-  Hmm... Proponuj, eby skorzysta z tylnych drzwi i wyszed przez kuchni.
-  Dziki. Szczliwego Nowego Roku!
-  Wzajemnie.
Gdy si oddali, Hopp potrzsna gow.                        
-  Oj, bd kopoty.
Potrzebowa nieco wicej ni pi minut, eby dotrze do swojego pokoju, zabra kurtk, wymkn si i obej cay hotel. Dopiero w poowie drogi zda sobie spraw, e tym razem nawet go nie kusio, eby po prostu zamkn za sob drzwi i zagrzeba si w ciemnoci.                                                ;
Moe to ju jaki postp? A moe podanie jest silniejsze od depresji?
Meg czekaa, siedzc na jednym z dwch skadanych krzese, ktre ustawia na rodku ulicy.
Obok z zaspy sterczaa wetknita tam butelka. Meg sczya alkohol, a gruby koc okrywa jej kolana.
-  Nie moesz siedzie tu w sukience, nawet jeli zarzucia na ni kurtk i koc...
-  Przebraam si. Zawsze wo w samochodzie ubranie na zmian.
-  Szkoda. Miaem nadziej, e znw zobacz ci w tej kiecce.
-  Kiedy indziej, w innym miejscu. Siadaj.                     

-  W porzdku. Dlaczego dziesi minut przed pnoc... siedzimy na rodku ulicy?
-  Nie przepadam za tumem. A ty?
-  Te nie bardzo.
-  Ludzie s zabawni, ale tylko przez chwil i przy specjalnych okazjach. Po kilku godzinach mam tego dosy. Poza tym... - wrczya mu kieliszek - to jest lepsze.
Nie mg si nadziwi, e szampan nie zamarz.
-  Czy nie lepiej by nam byo w rodku, gdzie nie gro odmroenia?
-  Wcale nie jest tu tak zimno. Nie ma wiatru. Moe by okoo minus pitnastu stopni. No i gdyby pozosta w rodku, nie zobaczyby tego.
-  Czego?
-  Spjrz do gry, przybyszu z terenw pooonych poniej czterdziestego smego rwnolenika.
Spojrza tam, gdzie wskazaa... i zaparo mu dech w piersiach.
-  Boe jedyny!
-  Taak, zawsze uwaaam, e jest w tym co witego. Naturalne zjawisko nieodcznie zwizane z szerokoci geograficzn, plamami na socu i tak dalej. Na szczcie naukowe wyjanienie nie odbiera mu uroku ani magii.
Na niebie pony zielone wiata ze zocistym poblaskiem i plamkami czerwieni. Drugie, niesamowite smugi pulsoway i oddychay, oywiajc ciemno.
-  Zorza polarna najpikniejsza jest zim, tyle e wtedy zazwyczaj jest zbyt niska temperatura, eby j podziwia. Moim zdaniem noc sylwestrowa nadaje si do tego, aby zrobi wyjtek.
-  Syszaem co o zorzy. Widziaem j nawet na zdjciach, ale rzeczywisto przekracza wszelkie oczekiwania.
-  Tak jest w przypadku wszystkich najwspanialszych rzeczy. Lepiej wida zorz poza miastem. Jeszcze lepiej oglda si j z obozowiska na ktrym z lodowcw. Pewnej nocy, gdy miaam jakie siedem lat, ojciec i ja powdrowalimy

w gry i rozbilimy tam obz, eby obserwowa zorz polarn. Godzinami leelimy na plecach, przemarznici do szpiku koci, i po prostu patrzylimy w niebo.
Nieziemska, zielona kurtyna przesuwaa si, byszczaa, rozprzestrzeniaa si i pulsowaa. Przypominaa deszcz kolorowych klejnotw.
-  Co si z nim stao?
-  Mwic w duym skrcie, pewnego dnia wybra si na nastpn wypraw i postanowi ju z niej nie wrci. Masz rodzin?
-  Co w tym rodzaju.                                                    :
-  No c, nie bdziemy psu chwili opowiadaniem sobie smutnych historii. Po prostu podziwiajmy przedstawienie.
Siedzieli w milczeniu na rodku ulicy, rozkadane krzesa koysay si na zwaach niegu, a tymczasem niebo pono.
Zorza poruszya co w gbi duszy Nate'a, pokonaa napicie i bl gowy, sprawia, e gr wzi zachwyt. Jakim cudem zacz nawet swobodnie oddycha.
Gdy haasy dobiegajce z Lodge przybray na sile, Meg zerkna w tamt stron. Zaczo si odliczanie ostatnich sekund starego roku.
-  Wyglda na to, e jestemy tu tylko my, ty i ja.
-  To lepszy koniec roku, ni si spodziewaem. Czy chcesz, ebym uda, i ci cauj, poniewa tak kae tradycja?
-  Pieprzy tradycj.
Chwycia go za wosy i gwatownym ruchem przycigna do siebie.
Miaa zimne wargi, mimo to poczu dziwny, potny dreszcz pod wpywem ciepa tego dotyku. Pocaunek Meg niczym potny cios poruszy go do gbi, wywoa burczenie w brzuchu, przyspieszy ttno.
Kiedy zegar wybi pnoc, usysza ryk, chocia by on przytumiony, odlegy i saby. Odezway si dzwony, zatrbiy klaksony, rozlegy si wiwaty. Przez wszystkie te dwiki Nate sysza wyranie bicie swojego serca.
Odstawi kieliszek, odsun koc, eby mc po ni sign.

Burkn sfrustrowany, kiedy natkn si na grube ubranie. Pragn jej krpego, penego wypukoci ciaa, chcia pozna ksztaty i zapachy.
Nagle do rzeczywistoci przywrciy go odgosy wystrzaw.
-  Ludzie strzelaj na powitanie Nowego Roku - wyjania.
Z jej ust unosiy si kby pary, kiedy prbowaa przycign go z powrotem do siebie. Nowy komendant policji naprawd umia caowa, dlatego chciaa wyduy dziaanie tego dziwnego uczucia, ktre do pewnego stopnia przypominao upojenie alkoholowe albo potny cios. Co takiego powodoway u niej jego wargi, jego jzyk i jego zby.
Po co komu tani szampan?
-  Moliwe, ale... musz sprawdzi.
Rozemiaa si niepewnie, potem signa po kieliszki.
-  Taak, rzeczywicie musisz.
-  Meg...
-  Niech pan idzie, panie komendancie.
Po przyjacielsku poklepaa go po kolanie i umiechna si do fascynujcych, smutnych, szarych oczu.
-  Praca to praca.
-  To nie potrwa dugo.
Bya tego pewna. Kilka strzaw w powietrze to cakiem normalna rzecz przy okazji Nowego Roku, wesela, urodzin... nawet pogrzebu, w zalenoci od tego, jak kto podchodzi do mierci.
Po chwili uznaa, e dalsze czekanie nie ma sensu. Zaniosa wic na werand skadane krzesa, butelk i kieliszki. Koc wrzucia do samochodu.
Potem pojechaa do domu, nie zwracajc uwagi na migotliwe, zielone niebo. Wiedziaa, e Hopp miaa racj. Nate Burk sprawi sporo kopotw.

TheLunatic" Kronika policyjna
Poniedziaek, 5 stycznia, 8.03. Z werandy domu Hansa Finklego znikny rakiety niene. Spraw zaj si zastpca komendanta Peter Notti. Nie udao mu si potwierdzi oskarenia Finklego, e ten... (opuszczamy kilka barwnych okrele) Trilby znw wrci do swoich starych numerw". Nieco pniej rakiety niene odnalazy si w samochodzie Finklego.
9.22. Wypadek samochodowy na Rancor Road. Na miejsce pojecha komendant policji, Burk, i jego zastpca Otto Gruber. Jak si okazao, uczestnikami wypadku byli Brett Trooper i Virginia Mann. Nikt nie odnis adnych obrae, z wyjtkiem stuczonego palca u nogi Troopera, ktry kopa ze zoci znieksztacony zderzak swojego samochodu. Nie wniesiono adnych oskare.
11.56. Konfrontacja midzy Dexterem Trilbym i Hansem Finklem w Lodge. Ktnia, podczas ktrej pady nastpne barwne okrelenia, wyranie zostaa sprowokowana przez wczeniejszy wypadek z rakietami nienymi. Spraw zaj si komendant Burk. Po dugich rozwaaniach zaproponowa, aby zainteresowani rozstrzygnli nieporozumienie przy stoliku warcabowym. Po okrelonym czasie wynik meczu wynosi 10:2 dla Trilby'ego. Nie wniesiono adnych oskare.
13.45. Sygna, e w Caribou kto zbyt szybko jedzi i puszcza gon muzyk. Na miejsce zdarzenia pojechali komendant Burk i zastpca Peter Notti. Okazao si, e James i William Mackie urzdzili sobie wycigi skuterami nienymi przy gonym akompaniamencie Born to Be Wild. Po krtkim i zdaniem wiadkw zabawnym pocigu, a potem gonej konfrontacji z wyej wymienionymi oficerami, doszo do

skonfiskowania odtwarzacza kompaktowego, a James Mackie stwierdzi: W Lunacy, do jasnej cholery, przestaje by zabawnie!". Obaj bracia Mackie musieli zapaci mandaty za przekroczenie dozwolonej prdkoci.                                  -,|
15.12. Sygna, e w pobliu Rancor Wood, trzy i p kilometra od granicy miasta, sycha jakie krzyki. Spraw zaj si Notti. Jak si okazao, bya to ktnia midzy szesnastoletni kobiet a szesnastoletnim mczyzn o rzekome flirtowanie przez ni z innym, rwnie szesnastoletnim mczyzn. Nieporozumienie zaegnano. Nie wniesiono adnych oskare.
17.15. Szesnastoletni mczyzna otrzyma mandat za nie ostron jazd po Moose i cige trbienie.
19.12. W zwizku z licznymi probami komendant Burk usun Michaela Sullivana z krawnika na rogu Lunacy i Moose, gdzie gono i podobno bardzo nieczysto wypiewywa Whiskey in the Jar. Sullivan ze wzgldu na wasne bezpieczestwo spdzi ca noc w areszcie. Nie wniesiono adnych oskare.
i Nate przeczyta w The Lunatic" relacj z jednego dnia,
a potem z pozostaej czci drugiego tygodnia swojej pracy. Kiedy w gazecie po raz pierwszy pojawia si kronika policyjna, obawia si skarg. Niepotrzebnie. Ludzie najwyraniej nie mieli nic przeciwko temu, eby w tygodniku zamieszczano ich nazwiska, nawet jeli doniesienia miay w sobie co z niedyskrecji.
Woy gazet do szuflady biurka. Przepracowaem w Lunacy dwa tygodnie - pomyla.
I wci tu jestem.
Sarrie Parkes opara si o lad w Sklepie na Rogu". Zostawia przy drzwiach kurtk i futerkowe botki, po czym wyja z gablotki paczuszk gumy do ucia.

Przysza na plotki, nie na zakupy, a guma do ucia stanowia najmniej kosztowny pretekst. Poklepaa po gowie spaniela Db, Cecila, ktry, jak zwykle, wylegiwa si w swoim wycieanym koszu na ladzie.
-  Rzadko widuj komendanta Burke'a w Lodge.
Db ukadaa na pkach papierosy i tyto do ucia. Jej sklep by wylgarni wszelkich miejscowych plotek. Jeli
o  czym nie wiedziaa, to znaczy, e jeszcze si nie wydarzyo.
-  Tutaj te rzadko przychodzi. Trzyma si na dystans.
-  Codziennie rano je niadanie z synkiem Ros i przewanie rwnie w Lodge jada kolacj. Moim zdaniem nie ma zbyt wielkiego apetytu - zdradzia Sarrie.
Poniewa trzymaa w rce paczuszk gumy do ucia, otworzya j.
-  Co rano sprztam jego pokj, ale waciwie robi to cakiem niepotrzebnie. Ten czowiek ma jedynie ubranie
i przybory do golenia. adnego zdjcia, adnej ksiki.
Sarrie od lat sprztaa w Lodge, dlatego uwaaa si za eksperta w dziedzinie ludzkich zachowa.
-  Moe dopiero co przyjdzie poczt?
-  Nie myl, e nie pytaam.
Sarrie pomachaa gum, dopiero potem woya j do ust.
-  Bardzo si staraam. Powiedziaam tak: No wic, panie komendancie, kiedy przybdzie reszta paskich rzeczy?". A on odpar: Wszystko przywiozem ze sob". Nigdzie nie dzwoni, przynajmniej ze swojego pokoju. I waciwie nic tam nie robi. Chyba tylko sypia.
Chocia w tym momencie w sklepie nie byo nikogo innego, Sarrie nachylia si nad lad i obniya gos.
-  Co wicej, sypia sam, chocia Charlene nieustannie rzuca mu si w ramiona. - Dla podkrelenia prawdziwoci swoich sw gwatownie kiwna gow. - Kobieta, ktra zmienia przecierada mczyzny, wie, co w trawie piszczy.
-  Moe zabawiaj si pod prysznicem albo na pododze? Twarz Sarrie bardzo przypominaa pyszczek wiewirki

ziemnej. Db z prawdziw przyjemnoci obserwowaa zabawne oblicze swojej rozmwczyni, ktra nie krya doznanego szoku.
-  Przecie nigdzie nie jest napisane, e pieprzy mona si tylko w ku.
Sanie bya profesjonaln plotkark, dlatego szybko odzyskaa rezon.
-  Gdyby Charlene zdoaa go dopa, nie uganiaaby si za nim jak pies myliwski za krlikiem, nie sdzisz?
Db przez chwil drapaa Cecila za jedwabistymi uszami. W kocu musiaa przyzna Sanie racj.
-  Pewnie tak.
-  Jeli jaki mczyzna przyjeda do Lunacy, ma waciwie tylko to, co na grzbiecie, godzinami przesiaduje w swoim pokoju, obchodzi szerokim ukiem kobiet, ktra wyranie na niego leci, i prawie si nie odzywa, chyba e kto ostro przyprze go do muru... no c, sama przyznasz, e to troch dziwne. Przynajmniej ja tak uwaam.
-  Widocznie nie jest typem czowieka, ktry lubi by obiektem zainteresowania wszystkich.
-  Moe, ale w kocu to komendant policji.
Sanie wci bya na niego troch za za dwudziestopicio-dolarowy mandat, ktry wlepi jej tydzie temu. Jakby banknoty rosy na drzewach.
-  Myl, e ten czowiek co ukrywa - dokoczya.
-  Na lito bosk, Sarrie. Czy znasz tu kogo, kto by czego nie ukrywa?
-  Nie obchodzi mnie, co kto ukrywa, chyba e jest to czowiek, ktry ma wadz i moe wpakowa do paki mnie i moich bliskich.
Db ze zniecierpliwieniem woya kluczyk do kasy.
-  Nie grozi ci to, chyba e masz zamiar wyj std, nie pacc za gum.
Obiekt owych plotek wci siedzia przy swoim biurku. Tym razem zosta przyparty do muru. Przez dwa tygodnie

udawao mu si zbywa albo obchodzi szerokim ukiem Maxa Hawbakera. W ten sposb Nate unika wywiadu. W jego przekonaniu prasa to prasa, niezalenie od tego, czy jest to tygodnik wydawany w malekiej miecinie, czy Baltimore Sun".
Moe mieszkacy Lunacy nie mieli nic przeciwko temu, eby w gazecie pojawiay si ich nazwiska, ale on wci jeszcze odczuwa niesmak, ktry spowodoway kontakty z pras po strzelaninie.
Gdy Hopp wesza do jego biura z Maxem u boku, Nate wiedzia, e dalsze uniki s ju niemoliwe.
-  Max chce przeprowadzi z tob wywiad. Mieszkacy miasteczka maj prawo dowiedzie si czego o czowieku, ktry stoi na stray prawa i porzdku. Zaley na tym nie tylko redaktorom The Lunatic", ale i mnie. Wic... po prostu udziel mu wywiadu, i ju.
Wysza energicznym krokiem, zdecydowanie zamykajc za sob drzwi.
Max umiechn si odwanie.
-  Wpadem na pani burmistrz, gdy szedem na posterunek, eby sprawdzi, czy znajdzie pan dla mnie woln chwil.
-  Uhm.
Poniewa Nate jeszcze przed chwil zastanawia si, czy pogra w komputerowego pasjansa, czy przyj propozycj Petera i wzi nastpn lekcj poruszania si na rakietach nienych, nie mg powiedzie, e nie ma czasu.
Od razu przyczepi Maxowi etykietk gorliwego tpaka, czowieka, ktry niemal cay pobyt w szkole redniej powici na wkuwanie. Redaktor The Lunatic" mia okrg, sympatyczn twarz, przerzedzone jasnobrzowe wosy, sto siedemdziesit pi centymetrw wzrostu i niez nadwag, czyli spory brzuszek.
-  Kawy?
-  Jeli nie ma pan nic przeciwko temu. Nate wsta i napeni dwa kubki.
-  Co panu do niej doda?
107
-  Dwie mietanki, dwie torebki cukru. Co pan sdzi o naszej nowej rubryce? Mam na myli kronik policyjn.
-  To dla mnie nowo. Skrupulatnie podajecie wszystkie fakty.
-  Carrie naprawd stara si zawrze tam wszystko. Czy mog nagrywa nasz rozmow? Bd robi notatki, ale lubi te mie nagranie.
-  wietnie.
Nate zamiesza kaw Maxa i poda mu j.
-  Co chce pan wiedzie?
Max usadowi si wygodnie na krzele i wyj z pciennej torby may magnetofon. Postawi go na biurku, odnotowa czas i wczy. Potem wyj z kieszeni notes i owek.
-  Myl, e nasi czytelnicy chtnie dowiedzieliby si czego wicej o mczynie, ktry nosi odznak.
-  Mczyzna, ktry nosi odznak". To zabrzmiao jak tytu filmu. Przepraszam - powiedzia, gdy Max zmarszczy czoo. - Nie mam waciwie nic do opowiadania.
-  Zacznijmy w takim razie od podstawowych danych. Moe mi pan poda swj wiek?
-  Mam trzydzieci dwa lata.
-  Pracowa pan w komendzie policji w Baltimore?
-  Tak.
-  onaty?
-  Rozwiedziony.
-  Zdarza si nawet najlepszym. Ma pan dzieci?
-  Nie.
-  Czy pochodzi pan z Baltimore?
-  Tak. Tam spdziem cae ycie, jeli nie liczy ostatnich dwch tygodni.
-  W takim razie jak to si stao, e gliniarz z Baltimore nagle zosta komendantem policji w Lunacy na Alasce?
-  Tutaj dostaem prac.
Twarz Maxa nadal bya przyjazna, ton rwnie.
-  Musia pan jej szuka?
-  Potrzebowaem odmiany.

Szansy na rozpoczcie nowego ycia.
-  Niektrzy mogliby uzna, e to do drastyczna odmiana.
-  Jeli naprawd chce si co zmieni, czemu nie poszuka czego cakiem odmiennego? Podoba mi si moja nowa praca i Lunacy. Z drugiej strony mog robi to, na czym si znam, tyle e w innym otoczeniu i w innym tempie.
-  Rozmawialimy o kronice policyjnej. Chyba przypadki, z ktrymi ma pan tu do czynienia, znacznie si rni od tych z Baltimore. Nie boi si pan, e to moe pana znudzi? W kocu przyjecha pan z wielkiego miasta, w ktrym tyle si dzieje, do mieciny liczcej mniej ni siedmiuset mieszkacw?
Uwaga! - pomyla Nate. Jeszcze przed chwil siedziaem za biurkiem i serdecznie si nudziem. A moe cierpiaem na depresj? Trudno odrni jedno od drugiego. Bywao, e nie potrafi jednoznacznie okreli, co go drczy w danej chwili, poniewa i po jednym, i po drugim pozostawa jaki dziwny ciar na sercu i poczucie bezuytecznoci.
-  Baltimore to waciwie dua miecina, ale, wykonujc swoj prac, czowiek pozostaje anonimowy. Jeden gliniarz nie rni si niczym od drugiego, kada nastpna sprawa goni poprzedni.
Co wicej, nigdy nie wystarcza czasu, eby zamkn je wszystkie - pomyla Nate. Niezalenie od tego, ile godzin si temu powici, jest to fizycznie niemoliwe, dlatego koniec kocw zaczynaj czowieka przeladowa sprawy otwarte i w toku.
-  Jeli kto dzwoni w Lunacy na komend - cign -wie, e albo ja, albo ktry z moich zastpcw przyjedzie, porozmawia, pomoe rozwiza problem. Z kolei ja za jaki czas sam bd doskonale wiedzia, kto moe naprawd potrzebowa mojej pomocy. Nie bd mia do czynienia z kolejn martw kartotek, nic niemwicym mi nazwiskiem, ale z osob, ktr znam. Uwaam, e to w przyszoci da mi duo satysfakcji z pracy, ktr obecnie wykonuj.
Ku wasnemu zaskoczeniu nagle zda sobie spraw, e niewiadomie powiedzia szczer prawd.

-  Poluje pan?
-  Nie.                                                                          .:
-  owi pan ryby?
-  Na razie nie.                                                              i Max wyd usta.                                                             ;
-  Hokej? Jazda na nartach? Wspinaczka wysokogrska?
-  Nie. Peter uczy mnie uywa rakiet nienych. Twierdzi, e moe mi si to przyda.                                             
-  Ma racj. Paskie hobby, zainteresowania? Co pan robi w wolnym czasie?
Dotychczas praca pochaniaa go bez reszty. Och - poprawi si - pozwoliem, eby praca pochona mnie bez reszty. Czy nie dlatego Rachel zacza spoglda w inn stron?
-  Wydaje mi si, e tutaj mam przed sob wiele moliwoci. Zaczn od rakiet nienych i zobacz, co bdzie potem. ( A jak pan si tu znalaz?                                                     ,
-  Ja?                                                                           
-  Chciabym wiedzie co o czowieku, ktry zadaje mi pytania.                                                                              
-  Ma pan prawo - przyzna Max po chwili. - W latach! szedziesitych studiowaem w Berkeley. Seks, narkotyki;| i rock and roli. Spotkaem tam pewn dziewczyn - w kocu to normalne, e na studiach czowiek spotyka jak dziewczyn - i razem przyjechalimy na pnoc. Troch czasu spdzalimy w Seattle, gdzie zaprzyjaniem si z facetem, ktry| uwielbia wspinaczk. Zarazi mnie swoim bakcylem, wic moja pani i ja czsto odwiedzalimy tamte okolice. Para obrocw rodowiska, wegetarian, intelektualistw.
Otyy, ysiejcy mczyzna w rednim wieku umiechn si, jakby nie mg uwierzy w to, kim by niegdy i kim jest obecnie.
-  Ona miaa zamiar zosta malark, ja chciaem pisa powieci, w ktrych ukazywabym prawdziwe oblicze czowieka. Po lubie czar prysn. Ona zostaa w Seattle, ja przyjechaem tutaj.
-  I zamiast zaj si pisaniem ksiek wydaje pan gazet.

-  Och, wci nad nimi pracuj.
Przesta si umiecha, sprawia wraenie nieco zakopotanego.
-  Co jaki czas co w nich poprawiam. To gupio zabrzmi, ale wci nad nimi pracuj. Nadal nie jem misa i nale do zielonych" - no, wie pan, walcz o ochron rodowiska - co irytuje wielu ludzi. Mniej wicej pitnacie lat temu spotkaem Carrie. Wzilimy lub. - Wrci umiech. - Wyglda na to, e tym razem to dziaa.
-  Dzieci?
-  Mamy dziewczynk i chopca. Dwanacie i dziesi lat. Teraz wrmy do pana. Przez jedenacie lat pracowa pan na policji w Baltimore. Gdy rozmawiaem z porucznikiem Fosterem...
-  Rozmawia pan z moim porucznikiem?
-  Paskim byym porucznikiem. Dowiedziaem si od niego paru rzeczy. Powiedzia mi, e by pan sumiennym, upartym i miym gliniarzem. Wiem, e doprowadza pan sprawy do koca i doskonale spisywa si w najtrudniejszych sytuacjach. Trudno, aby kto z nas mg mie co przeciwko temu, e nasz komendant policji jest czowiekiem o sporej iloci zalet, ale midzy nami mwic, wydaje mi si, e ma pan zbyt wysokie kwalifikacje do tej pracy.
-  To mj problem - powiedzia Nate spokojnie. - Myl, e powiciem panu tyle czasu, ile mogem.
-  Jeszcze chwileczk. Nie tak dawno by pan przez dwa miesice na zwolnieniu lekarskim. Dziao si to po wypadku, ktry wydarzy si w kwietniu ubiegego roku. Podczas ulicznej strzelaniny zgin przestpca i paski partner, Jack Behan, a pan zosta ranny. Wrci pan do pracy na cztery miesice, a potem zrezygnowa. Przypuszczam, e to wydarzenie miao ogromny wpyw na pask decyzj o przyjciu pracy w naszym miecie. Czy mam racj?
-  Powiedziaem panu, dlaczego przyjem t prac. mier mojego partnera nie ma z tym nic wsplnego.
Na twarzy Maxa pojawi si upr. W tym momencie Nate

zda sobie spraw, e nie doceni swojego rozmwcy. Dziennikarz to dziennikarz, niezalenie od miejsca, a ten wyranie wyczu pismo nosem.
-  Ma duo wsplnego z panem, panie komendancie. Wie si z paskimi dowiadczeniami i motywacj, z pask przeszoci zawodow.
-  Przeszo" to bardzo wieloznaczne sowo.
-  The Lunatic" rzeczywicie ma jedynie lokalny zasig, ale jako jej wydawca musz zrobi co do mnie naley, to znaczy zaprezentowa czytelnikom wszystkie fakty. Wiem, e po tamtej strzelaninie przeprowadzono dochodzenie. Udowodniono, e uycie przez pana broni byo uzasadnione, jednak zabi pan wwczas czowieka. To musiao by dla pana cikie przeycie.
-  Myli pan, e policjanci nosz odznaki i pistolety dla zabawy? Myli pan, e i jedno, i drugie jest tylko na pokaz? Gliniarz, ilekro bierze bro do rki, wie, e by moe wanie tego dnia bdzie musia jej uy. Tak, to jest cikie przeycie.
Pod wpywem zoci jego gos sta si chodny jak styczniowy wiatr, ktry uderza o szyby.
-  Kademu z nas bardzo ciy... bro i to, e by moe trzeba bdzie jej uy. Czy auj, e strzelaem? Nie. auj, e nie byem szybszy. Gdybym by szybszy, nie zginby naprawd dobry czowiek. Pewna kobieta nie byaby wdow, a dwjka dzieci nadal miaaby ojca.
Max poprawi si na krzele i kilkakrotnie obliza wargi, mimo to zdecydowanie par do przodu.
-  Bierze pan ca win na siebie?
-  Jestem jedynym czowiekiem, ktry wyszed z tego zauka z yciem. - Miejsce zoci w jego oczach zaja pustka i zmczenie. - Kogo innego mgbym wini? Prosz wyczy magnetofon. Koniec rozmowy.
Max wychyli si do przodu i wyczy urzdzenie.
-  Przepraszam, e dotknem otwartej rany. Nie mamy zbyt wielu czytelnikw, ale i tak maj prawo wiedzie.

-  Zawsze tak mwicie. Chciabym wrci do pracy. Max schowa magnetofon i wsta.
-  Och, do tego artykuu bdzie mi potrzebne paskie zdjcie.
Nate spojrza bez sowa, Max tylko odchrzkn.
-  Moe Carrie zrobi je nieco pniej? Ona jest naszym fotografem. Dzikuj, e powici mi pan czas. I... ycz powodzenia w chodzeniu na rakietach nienych.
Gdy Nate zosta sam, przez dobr chwil siedzia w cakowitym bezruchu. Czeka na zo. Tym razem nie wrcia. Z prawdziw radoci powitaby wciek, lep furi, tymczasem by cakiem spokojny.
Wiedzia, co si stanie, jeli jak najszybciej nie zmusi si do dziaania. Powoli si podnis, bacznie kontrolujc kady ruch. Wychodzc, zabra krtkofalwk.
-  Przez jaki czas mnie nie bdzie - powiedzia do Peach. - Gdyby co si dziao, ap mnie przez krtkofalwk albo komrk.
-  Pogoda si psuje - ostrzega. - Moe by le. Nie odchod za daleko, bo chciaabym zdy na kolacj.
-  Wrc.
Wyszed do przedsionka i ubra si. Nie mylc o niczym, wsiad do samochodu. Podjecha pod dom Hopp, podszed do jej drzwi i zapuka.
-  Cze, Ignatiousie. Prosz, wejd.
-  Nie, dziki. Nigdy wicej nie wcigaj mnie w tak zasadzk.
Poprawia okulary i bacznie przyjrzaa si jego twarzy.
-  Wejd. Porozmawiamy.
-  To wszystko, co miaem do powiedzenia. Odwrci si i zostawi j w drzwiach.
Wyjecha z miasta, kierujc si tam, gdzie nie byo zabudowa. Na jeziorze kilka osb jedzio na ywach. Przypuszczalnie pojawili si, gdy tylko zrobio si jasno. Nieco dalej staa na lodzie czyja mocno zniszczona chatka do owienia ryb.

Nigdzie nie byo samolotu Meg. Nie widzia jej od chwili, kiedy razem podziwiali zorz polarn.
Powinien wrci i robi to, za co mu tu pac. Nawet jeli nie pacili mu zbyt duo. Mimo to jecha dalej.
	Dotarszy do domu Meg, zauway, e psy pilnuj obejcia. Wysiad i zaczeka, jak zareaguj na nieoczekiwane towarzystwo.
Niemal jednoczenie uniosy gowy, a potem z przyjacielskim ujadaniem wyrway si do przodu. Po kilku podskokach i kkach jeden z nich pobieg do budy, wdrapa si po stopniach i wszed do rodka. Po chwili wrci z ogromn koci w pysku.
-  Czyja to ko? Mastodonta?
Bya ju bardzo pogryziona, mimo to, domylajc si, e pies chce si bawi, Nate wzi j do rki i rzuci najdalej, jak potrafi.
Pobiegy po ni oba, wpadajc na siebie i odpychajc si jak dwaj zawodnicy, ktrzy walcz na boisku o pik. Zanurkoway w niegu. Po chwili byy nim okryte od stp do gw. Ko tkwia w obu pyskach jednoczenie. Po krtkiej szarpaninie przyniosy j razem, jakby byy sczepione w jednym zaprzgu.
-  Praca zespoowa, co?
Ponownie wzi ko do rki, rzuci j i przyglda si powtrce poprzedniej akcji.
Gdy rzuci ko po raz czwarty, psy nagle zostawiy go i pobiegy zygzakami w stron jeziora. Kilka sekund pniej Nate usysza to samo, co one. Gdy warkot silnika sta si wyraniejszy, Nate powdrowa za psami nad jezioro.
Zobaczy czerwon plam i odbicie zachodzcego soca od szyby. Mia wraenie, e Meg leci zbyt szybko i zbyt nisko. Ba si, e w najlepszym przypadku zahaczy pozami
o czubki drzew, w najgorszym - zaryje dziobem w lodzie.
Haas zaguszy wszystkie inne dwiki. Nate ze zdenerwowaniem obserwowa, jak Meg zatacza kka, obnia lot
i  siada na lodzie. Potem zapada tak kompletna cisza, e

sysza, jak poruszone przez ni powietrze wraca na swoje miejsce.
Stojce obok niego psy zadray, podskoczyy, a potem wpady na ld. lizgay si, upaday i radonie szczekay. Meg wyskoczya z kabiny i stukna butami o ld. Przymruya oczy, pozwolia si poliza, jednoczenie energicznie przeczesujc rk futro psiakw. Potem wyprostowaa si i wyja z samolotu pakunek. Dopiero wtedy spojrzaa na Nate'a.
-  Kto znw zdeformowa sobie botniki?! - zawoaa.
-  Nic mi o tym nie wiadomo.
Nie zwaajc na skaczce wok niej psy, pokonaa niewielk przestrze lodu i wdrapaa si na onieony brzeg.
-  Od dawna tu jeste?
-  Od kilku minut.
-  Wci masz za rzadk krew, eby tak dugo przebywa na chodzie. Wejdmy do rodka.
-  Gdzie bya?
-  Tu i tam. Kilka dni temu zabraam niewielk grupk. Polowali na karibu... ale tylko z obiektywami. Dzisiaj zawiozam ich z powrotem do Anchorage. W sam por - dodaa, zerkajc w stron nieba. - Zblia si burza niena. Z gry wida ciekawe rzeczy.
-  Czyby si przestraszya?
-  Nie, po prostu od czasu do czasu ciekawo bierze gr. W przedsionku zdja kurtk.
-  Zdarzya ci si kiedy jaka kraksa?
-  Mona powiedzie, e pewnego razu miaam przymusowe ldowanie.
Zdja botki, potem wyja z puda rcznik, przykucna i wytara psom apy.
-  Wejd do rodka. To chwil potrwa, a tu jest za ciasno dla nas wszystkich.
Wszed do jej domu i tak jak go uczono, zamkn za sob wewntrzne drzwi, eby utrzyma ciepo.
W oknach odbijay si ostatnie promienie soca. Koczy si krtki dzie, a w pokoju peno byo wiate i cieni. Nate

wyczu zapach kwiatw - nie r, czego prostszego, bardziej przyziemnego. Towarzyszya mu wo psw i poncych bierwion. Byo to dziwne i urocze poczenie.
Wczeniej przypuszcza, e Meg urzdzia swj dom w stylu rustykalnym. Okazao si, e mia racj.
Jasnote ciany w przestronnym salonie przypuszczalnie miay naladowa soce i rozproszy ciemno. Kominek by zbudowany z polerowanych kamieni o zocistej barwie, dziki czemu ponce drewno migotao w piknej oprawie. Na gzymsie stay te i ciemnoniebieskie wiece. Na drugiej sofie w rnych odcieniach bkitu leay typowo kobiece, rowe poduszki. Cao przykrywaa gruba narzuta w ulubionych kolorach Meg.
Byy te lampy o malowanych abaurach, byszczce stoy, dywan we wzorek i dwa ogromne fotele.
Na cianach wisiay akwarele, obrazy olejne i pastele. Wszystkie przedstawiay Alask.
Po lewej stronie znajdoway si schody, ktre prowadziy na pitro. Nate umiechn si, widzc supek wyrzebiony na ksztat totemu.
Nagle drzwi si otworzyy. Psy wpady do rodka, kady podbieg do jednego fotela i usadowi si w nim.
-  Nie tego si spodziewaem - wyzna Nate.
-  Zbyt wyrane oczekiwania prowadz do nudy. Przesza przez pokj, otworzya du, rzebion skrzyni
i wyja z niej kawaki porbanego drewna.
-  Pozwl, e si tym zajm.
-  Ju zrobione.
Pochylia si, woya bierwiona, potem odwrcia si do Nate'a i stana plecami do kominka.
-  Zjesz co?
-  Nie, dziki.
-  Masz ochot na drinka.
-  Raczej nie, dzikuj. Podesza i zapalia jedn z lamp.
-  Pozosta w takim razie seks.

-  Ja...
-  Moe rozbierzesz si pierwszy. Drugie drzwi na lewo na pitrze. Chciaabym jeszcze da psom jedzenie i wod.
Wysza, zostawiajc go z psami, ktre spoglday na niego krysztaowymi oczami. Mgby przysic, e na ich pyskach dostrzega zarozumiae umieszki.
Kiedy Meg wrcia, Nate sta dokadnie w tym samym miejscu.
-  Nie moesz znale schodw? Jaki z ciebie gliniarz?
-  Posuchaj, Meg... Tylko wyjechaem z miasta, eby... Przeczesa palcami wosy, zdajc sobie spraw, e nie
wie, dlaczego waciwie wyjecha z miasta. Prawd mwic, uciek, poniewa czu, e rozwiera si pod nim dobrze znana czarna dziura, potem jednak w trakcie zabawy z psami dziura si zamkna.
-  Nie masz ochoty na seks?
-  Nie zadawaj podchwytliwych pyta.
-  W takim razie dobrze. Moe w czasie, kiedy ty bdziesz si zastanawia nad odpowiedzi, pjd na pitro i rozbior si do naga. - Potrzsna wosami. - Mog ci zapewni, e bardzo dobrze wygldam bez ubrania.
-  Ju do tego doszedem.
-  Jeste troch za chudy, ale nie mam nic przeciwko temu. Podesza do schodw i przekrzywia gow. Z umiechem
na ustach kiwna na niego palcem.
-  Chod, spryciarzu.
-  Tak po prostu?
-  Czemu nie? Przecie prawo tego nie zabrania. Seks jest prosty, Nate. Caa otoczka jest skomplikowana. Wic na razie poprzestamy na tym, co proste.
Ruszya schodami na pitro. Nate zerkn na psy i gboko odetchn.
-  Ciekawe, czy jeszcze pamitam, jak wyglda prostota. Wszed na pitro i zatrzyma si przy pierwszych drzwiach.
ciany pomieszczenia pomalowane byy na jaskrawoczerwony kolor, wyjtek stanowia tylko ta, na ktrej wisiao lustro.

Naprzeciwko lustra staa pka z telewizorem, DVD i wie stereo. Reszt pomieszczenia zajmowa sprzt treningowy.
Nate wyobrazi sobie, e w niewielkiej lodwce s buteleczki z wod, a moe nawet jakimi napojami dla sportowcw.                                                                            
Teraz wiedzia ju, e wygld ciaa, ktre zaraz zobaczy nagie, to wynik cikiej pracy.
Zostawia drzwi sypialni otwarte, a sama kucna przed nastpnym kominkiem, rozpalajc w nim ogie. Due ko wykonane byo z ciemnego drewna. Znajdoway si tu te nastpne dziea sztuki i nastpne lampki z abaurami w kolorach zieleni oraz koci soniowej.
-  Widziaem twj sprzt. Umiechna si do niego przez rami.
-  Jeszcze nie.
-  Miaem na myli twoj prywatn siowni w pokoju obok.
-  wiczy pan, panie komendancie?
-  Kiedy wiczyem. - Przed Jackiem". - Ostatnio troch si zaniedbaem.
-  Lubi wyciska z siebie sidme poty i pobudza do ycia endorfiny.
-  Ja te.
-  No c, w takim razie bdziesz musia do tego wrci.
-  Taak. adny masz domek.
-  Urzdzaam go przez cztery lata. Potrzebuj duo wolnej przestrzeni, bo inaczej dostaj szau. Wyczy wiato czyje zostawi?
Kiedy nie odpowiedzia, wyprostowaa si i ponownie spojrzaa przez rami.
-  Niech si pan rozluni, panie komendancie. Nie wyrzdz ci krzywdy... chyba e o to poprosisz.
Podesza do szafki nocnej i wysuna szuflad.
-  Najpierw bezpieczestwo - owiadczya, rzucajc mu prezerwatyw. - Zbyt duo mylisz - zawyrokowaa, gdy nadal sta zdezorientowany na rodku pokoju.

Uznaa, e jest cudowny z t rozczochran kasztanow czupryn i oczami zranionego bohatera.
-  Id o zakad, e sobie poradzimy. Moe potrzebujesz odpowiedniej atmosfery? Nie mam nic przeciwko temu.
Zapalia wiec, po czym obesza pokj i zawiecia pozostae.
-  Odrobina muzyki?
Otworzya szafk, wczya odtwarzacz kompaktowy i wyciszya go. Tym razem pucia Alanis Morissette, ktra dziwnie piknym gosem piewaa o strachu przed rozkosz.
-  A moe najpierw powinnam ci nieco spi, no, ale teraz jest ju na to za pno.
-  Ale z ciebie orygina! - mrukn Nate.
-  Jasne.
Zdja sweter i rzucia go na krzeso.
-  Z powodu ciepej bielizny striptiz jest moe mniej podniecajcy, ale w ostatecznym rozrachunku i tak powinno si opaci.
Ju by niesamowicie podniecony.
-  Masz zamiar zosta w pewnych czciach garderoby czy chcesz, ebym si nimi zaja?
-  Jestem zdenerwowany, a przyznajc si do tego, czuj si jak idiota.
O tak - pomylaa. To naprawd godne podziwu. Szczero u mczyzny zawsze zasuguje na podziw.
-  Jeste zdenerwowany tylko dlatego, e mylisz. Zsuna na ziemi spodnie. Usiada na ku i zdja skarpetki.
-  Gdyby nie twoje obowizki, ju w sylwestra wyldowalibymy w ku.
-  Nie byo ci, gdy wrciem.
-  Poniewa zaczam myle. A to jest naprawd miertelnie niebezpieczne.
Odsuna wenian narzut i kodr. Pooy koszul na jej swetrze. Wyj z kieszeni telefon komrkowy i ze wzruszeniem ramion odoy go na bok.

-  Jestem na subie.
-  No c, w takim razie pozostaje nam mie nadziej, e ludzie przez jaki czas bd grzeczni.
Zdja ocieplany podkoszulek. Kady misie jej ciaa piknie porusza si pod skr.
Bya jak z porcelany - miaa delikatn, bia skr i wspaniae ksztaty, ale ani cienia kruchoci, jedynie dramatyzm i pewno siebie, czarno-biae zdjcie ze zocistym blaskiem.
Kiedy odwrcia si, eby wyczy wiato i zostawi tylko wiece, ku wasnemu zaskoczeniu i ogromnemu podnieceniu zauway, e ma na krzyu maleki tatua - czerwone skrzyda.
-  Poowa myli ju wyparowaa z mojej gowy. Wybuchna gromkim miechem.
-  W takim razie musz si zaj drug poow. Niech pan rozepnie spodnie, panie Burk.
-  Tak jest, psze pani.
Rozpi sprzczk pasa, potem zdrtwiaymi palcami zdj ocieplan bielizn. Poczu, e mu zascho w ustach.
-  Miaa racj. Naprawd dobrze wygldasz bez ubrania.
-  Chtnie powiem to samo, gdy si rozbierzesz. Wycigna si w ku.
-  Chod do mnie, spryciarzu.                                        Kiedy si rozbiera, musna palcem swoj pier.
-  Hmm, niele. Grna cz ciaa jest cakiem, cakiem, jak na kogo, kto od jakiego czasu nie wiczy. A...
Gdy zdj slipy, z umiechem na twarzy uniosa si na okciach.
-  No, no, widz, e ju cakiem przestae myle. Oso tego onierza i wyruszajmy na wojn.
Wykona polecenie, gdy jednak usiad na ku, jedynie musn jej rami koniuszkami palcw.
-  Daj mi minutk, ebym najpierw przygotowa strategi przed czekajc mnie bitw. Nigdy nie widziaem takiej skry jak twoja. Takiej czystej.
-  Nie mona ocenia ksiki na podstawie jej okadki.

Uniosa si, chwycia go za wosy i pocigna w d, do siebie.
- Daj mi te usta. Poprzednio nie mogam si nimi nasyci.
Zalaa go potna fala, wszystkie pragnienia, desperacja, gorczkowy popiech poczyy si ze lep dz. Smak Meg i jej peen podania ar rozpaliy w nim krew. Wpi si ustami w jej wargi, syci si nimi, pki nie ody gd, o istnieniu ktrego Nate dawno ju zapomnia.
Nie mg si nacieszy jej ustami, jej szyj, jej piersiami. Jej posapywaniami, jkami i krzykami, ktre dziaay na niego jak pejcze, zmuszajc go, by bra coraz wicej i wicej.
Wsun do midzy jej uda, zakrcio mu si w gowie, gdy poczu, e jest wilgotna, ciepa. Tak szybko, tak gwatownie doprowadzi j na szczyt, e oboje zadreli.
Wszystko przypominao wspinaczk na spokojne, zielone wzgrze, ktre okazao si wulkanem. Meg zdaa sobie spraw, e Nate jest takim wanie wulkanem. Pragna go, jego smutnych oczu i spokojnego sposobu bycia. Nie wiedziaa jednak, co kryje si pod t mask i co od niego dostanie.
Przywara do niego, czujc, e ar przenika jej ciao. Potem krzykna z czystej rozkoszy. Wczepia si paznokciami w plecy Nate'a, skubaa go zbami, wdrowaa rkami po lekko spoconej skrze.
Przy kadym oddechu palio j w pucach.
Chcia j pore, rozerwa na kawaki, zdominowa. Wsunwszy si w ni, ukry twarz w jej wosach. Uniosa jego gow i przygldaa mu si bacznie dzikimi, bkitnymi oczami, kiedy si w niej porusza, kiedy si w niej zatraci. Obserwowaa go, pki nie osign szczytu.
Czu si jak nadmuchany balon, jego skra bya jedynie cienk powok wypenion powietrzem. Nie pamita ju, jak to jest, kiedy rozkosz pozbawia czowieka zdolnoci mylenia i tak pobudza ciao, e rankiem samo wyfruwa z ka, jakby miao skrzyda.
By lepy, guchy i syty. Gdyby mu pozwolia przefrun

reszt drogi do niewiadomoci, nie wydaby pomruku niezadowolenia.
-  Nie zasypiaj na mnie.
-  Hm? Co takiego?
-  Napnij jeszcze raz minie, spryciarzu.
Potem odzyska wzrok. Widzia wiato, cie i ksztat. Nic nie miao sensu, ale i tak wszystko widzia. Nie sysza zbyt wyranie, poniewa jaki gos - jej gos - przedziera si przez potny szum w uszach.
Czu, jak mikkie, wysportowane, zgrabne ciao, wilgotne od potu, na ktry tak ciko zapracowali, pachnce mydem, seksem i kobiecoci, ustpuje pod jego naporem.
-  Lepiej mnie zepchnij z siebie - zaproponowa po chwili. - Chyba mnie sparaliowao.
-  Nie czuj, eby by sparaliowany.
Mimo to pooya rk na jego ramieniu i mocno go odepchna. Potem gboko odetchna i jkna:
-  O mj Boe!
-  Rzeczywicie, przez sekund wydawao mi si, e widz Jego niewyrany zarys. Umiecha si.
-  Och!
Brakowao jej si, eby si wyprostowa, wic tylko ziewna.
-  Kto tu by bardzo wygodzony. Hmm. Szczciara ze mnie.
Obwody w jego mzgu powoli i stopniowo podejmoway swoj prac. Niemal sysza ich iskrzenie, gdy si podczay.
-  Troch czasu mino od ostatniego razu. Zaciekawiona obrcia si na bok. Zobaczya lady po
swoich paznokciach. A take blizny po kuli na boku i udzie.
-  Troch czasu", to znaczy?
Nie otwierajc oczu, wykrzywi usta.
-  Dwa? Jezu, wicej? Trzy?
-  Chyba bliej roku.
-  Cholera jasna! Nic dziwnego, e widziaam wszystkie gwiazdy.

-  Zrobiem ci krzywd?
-  Nie bd palantem.
-  Moe nie jestem, ale, do jasnej cholery, na pewno ci. wykorzystaem.
Rozmylnie musna palcem blizn na jego boku. Nie skrzywi si, poczua jednak, e mocno napi minie, uznaa wic, e na razie chyba lepiej nie porusza powanych tematw.
-  Powiedziaabym, e wykorzystalimy si nawzajem, i to tak dobrze, tak dokadnie, e kady w promieniu stu pidziesiciu kilometrw od mojego ka ley teraz na plecach i pali papierosy.
-  Nie przeszkadza ci to?
-  Masz pan krtk pami, panie Burk? Przecigna si, a potem szturchna go okciem w plecy.
-  Czyj to by pomys? Przez chwil milcza.
-  Przez pi lat byem onaty. Ani razu jej nie zdradziem. Ostatnie dwa lata maestwa przypominay istne pieko, a ostatni rok by kompletn porak. Seks sta si problemem numer jeden. Polem bitwy. Broni. Wszystkim, z wyjtkiem czystej przyjemnoci. Nieco zardzewiaem, dlatego nie bardzo wiem, czego potrzebuj kobiety.
To znaczy, e jednak nie obejdzie si bez poruszenia nieco powaniejszych tematw - pomylaa.
-  Nie jestem kobiet. Jestem sob. Przykro mi, e twoja bya ona prbowaa urwa ci jaja, ale z tego, co mog stwierdzi, twoje przyrodzenie cakiem niele dziaa i moe w takim razie pora z tym skoczy.
-  To ju przeszo.
Poruszy si i wsun pod ni rk. Poczu, e troch zesztywniaa, zawahaa si, dopiero po chwili rozlunia minie i pozwolia, by pooy jej gow na swoim ramieniu.
-  Nie chc, eby to by koniec. Midzy nami.
-  Zobaczymy, co strzeli nam do gowy po nastpnym razie.

-  Chciabym zosta, ale musz wraca. Przepraszam.
-  Wcale ci nie prosiam, eby zosta.
Odwrci gow, eby ujrze jej twarz. Wci miaa zarumienione policzki i senne oczy, ale by zbyt dobrym gliniarzem, eby nie dostrzec znuenia, ukrytego pod beztrosk.
-  Chciabym usysze z twoich ust prob, ebym zosta, ale poniewa i tak musiabym ci odmwi, jest to tylko ponne marzenie. Zapewniam jednak, e chtnie wrc.
-  Nie moesz tego zrobi dzi wieczorem. Nadchodzi burza niena. Gdyby si zacza, nie mgby std wyjecha. Zawierucha moe potrwa kilka dni. Nie byabym zbyt szczliwa.
-  Skoro ma by a tak le, jed ze mn do miasta.
-  Nie. Tam te nie byoby mi dobrze.
Znw si rozlunia, musna go koniuszkami palcw po klatce piersiowej, pogaskaa po szczce, wsuna palce w jego wosy.
-  Poradz sobie tutaj. Mam zapasy, drewno, psy. Lubi porzdne burze i zwizan z nimi samotno.
-  A gdy zamie minie?
Meg wzruszya ramionami i si odwrcia. Potem wstaa i nago podesza do szafy. Blask z kominka taczy na jej biaej skrze i wytatuowanych byszczcych, rozpostartych skrzydach, pki nie wyja grubego flanelowego szlafroka.
-  Moesz zadzwoni, a jeli bd, przywieziesz mi pizz. Zarzucia szlafrok i z umiechem na ustach zawizaa
pasek.
-  Dam ci naprawd dobry napiwek.

Gdy wraca do miasta, w powietrzu zaczynay wirowa pierwsze patki niegu. Byy due i mikkie, dziki czemu nie wyglday zbyt gronie. Prawd mwic, Nate uzna, e s

malownicze. Przypominay mu dziecistwo i nieg, ktry pada przez ca noc i rano wci jeszcze prszy, w zwizku z tym, gdy po przebudzeniu wyjrzao si z okien sypialni, ogarniao czowieka podniecenie.
Nie bdzie szkoy!
Przypomniawszy sobie, e niegdy nieg by w stanie wywoa u niego rado, a nie obawy przed ewentualnymi uciliwociami czy zagroeniami, Nate lekko si umiechn. Moe warto byoby przynajmniej do pewnego stopnia przypomnie sobie tamten dziecicy zachwyt?
Gdy rozejrza si dookoa, zobaczy oceany i rzeki bieli. Zacz rozwaa ewentualne moliwoci. Uczy si porusza na rakietach nienych, wic rwnie dobrze moe nauczy si jedzi na nartach. Pokonywanie na biegwkach duych przestrzeni mogoby by interesujce. Co wicej, w cigu ostatnich miesicy straci zbyt duo na wadze. Taki rodzaj wicze w poczeniu z regularnymi posikami, ktre przed nim stawiano, mg pomc w odzyskaniu formy i sylwetki.
Moe kupi sobie skuter nieny i troch na nim poszaleje? Na lito bosk, z pewnoci nie zaszkodzi mu troch zabawy! A przy okazji zobaczy okolic z innej perspektywy ni zza szyby terenwki.
Zatrzyma si i obserwowa niewielkie stadko reniferw, ktre wdrowao wrd drzew na lewo od drogi. Ich sier na tle niegu sprawiaa wraenie ciemnej i poprzecieranej, wosie zwisao im do kolan. O ile zwierzyna powa ma co takiego jak kolana.
Doszed do wniosku, e dla takiego mieszczucha jak on to zupenie nowy wiat, zwaszcza i jego bezporedni kontakt z przyrod dotychczas ogranicza si jedynie do letnich wycieczek pod namiot do zachodniej czci Marylandu.
Zaparkowa przed posterunkiem, podczy ogrzewacz swojego silnika, a potem przez chwil patrzy, jak Otto i Peter zawizuj na chodniku grub lin, mocujc j mniej wicej na wysokoci pasa. Woy grube rkawiczki i podszed do nich.

-  Co robicie?
-  Przygotowujemy lin przewodniczk - wyjani Otto, obwizujc j wok supka lampy.
-  Po co?
-  Podczas zawieruchy czowiek moe si zgubi trzydzieci centymetrw od drzwi.
-  Nie wyglda tak le.
Nate zerkn na ulic. Nie zauway, e Otto i Peter wymienili spojrzenia.
-  Co zapowiadaj?
-  Okoo stu dwudziestu centymetrw niegu. Nate gwatownie si odwrci.
-  Podpuszczasz mnie.                                                   
-  Nadchodzi wiatr, wic przyniesie spore opady - wyjani Otto z prawdziwym zadowoleniem w gosie, nie przerywajc wizania liny. - To nie bdzie zadymka, jaka czasami zdarza si poniej czterdziestego smego rwnolenika.         
Nate przypomnia sobie, e w Baltimore dziesi centymetrw biaego puchu potrafio niemal cakowicie sparaliowa miasto.
-  W takim razie dopilnujcie, eby usunito z ulicy wszystkie zaparkowane samochody i sprawdzono sprzt do odnieania.                                                                               
-  Ludzie przewanie zostawiaj auta gdzie popadnie -wyjani Peter. - Potem je odkopuj.
Nate zastanawia si, czy nie dostosowa si do zasady Kiedy wejdziesz midzy wrony...", potem jednak potrzsn gow. Pac mu za wprowadzanie porzdku, wic, na Boga|| wprowadzi go, przynajmniej czciowo.                               
-  Ka im zabra samochody z ulicy. Jeli za godzin co tu jeszcze bdzie stao, zostanie odholowane. Niezalenie od tego, czy to Alaska, czy tereny pooone poniej czterdziestego smego rwnolenika, sto dwadziecia centymetrw niegu to zawsze sto dwadziecia centymetrw niegu. Do koca burzy nienej obowizuje instrukcja numer dwadziecia cztery amane przez siedem. Nikt z nas nie ma prawa opuci

posterunku bez krtkofalwki. Co robimy w takiej sytuacji z ludmi spoza miasta?
Otto podrapa si po brodzie.
-  Nic.
-  Niech Peach przejrzy ich list i do kadego z nich zadzwoni. Zorganizujemy schronienie dla wszystkich, ktrzy bd chcieli przyjecha do miasta.
Tym razem dostrzeg wymian spojrze. Peter umiechn si agodnie.
-  Nikt nie przyjedzie.
-  Moe nie, ale przynajmniej bd mieli jaki wybr.
Pomyla o Meg, praktycznie odcitej od wiata w drewnianym domku dziewi kilometrw za miastem. Na pewno nie ruszy si z miejsca, tyle ju o niej wiedzia.
-  Ile liny bdziemy potrzebowa?
-  Duo. Ludzie przed domami przewanie wi swoje.
-  Dopilnujemy, eby tak si stao.
Wszed na posterunek i zleci Peach dodatkowe zajcie.
Potrzebowa godziny, by wszystko zorganizowa, nastpne dziesi minut zajo mu uporanie si z Carrie Hawbaker, ktra wpada na posterunek z cyfrowym aparatem fotograficznym. W przeciwiestwie do ma sprawiaa wraenie bystrej i szybkiej. Jedynie machna mu rk, eby sobie nie przerywa, a ona po prostu zrobi mu zdjcia przy pracy.
Pozwoli jej popstryka i wypyta Peach o plany na nadchodzc burz. Na razie nie mia czasu martwi si ani zastanawia nad tym, jak wypad jego wywiad z Maxem.
-  Skontaktowaa si ze wszystkimi ludmi spoza miasta? - spyta Peach.
-  Zostao mi jeszcze dwanacie osb.
-  Kto przyjeda?
-  Na razie nikt. - Postukaa w list. - Ludzie mieszkaj poza miastem, Nate, bo to im odpowiada.
Przytakn.
-  Mimo to skontaktuj si z nimi. A potem id do domu i zadzwo do mnie, gdy dotrzesz na miejsce.

Jej okrge policzki zadray pod wpywem miechu.
-  Zachowujesz si jak kwoka.
-  Bezpieczestwo publiczne to moje ycie.
-  W dodatku, jak widz, jeste weselszy ni poprzednio. -Wyja owek z koka i pomachaa nim Nate'owi przed nosem. - Mio to widzie.
-  Sdz, e burza pobudzia mnie do dziaania.
Zerkn w stron drzwi, zaskoczony, e znw si otworzyy. Czy podczas burzy nienej mieszkacy Lunacy nie powinni siedzie w domach?
Hopp poprawia wosy.
-  Niele sypie - oznajmia. - Syszaam, e oczyci pan ulic z samochodw, panie komendancie.
-  Wkrtce pug nieny zacznie odgarnia pierwsz warstw.
-  Bdzie ich sporo.
-  Sdz, e tak. Przytakna.
-  Masz chwil czasu?
-  Niewielk. - Gestem rki wskaza drzwi swojego biura. - Powinna pani by w domu, pani burmistrz. Jeli rzeczywicie spadnie sto dwadziecia centymetrw niegu, bdzie ci siga po pachy.
-  Jestem niska, ale zdrowa, a jeli podczas burzy nienej nie wyjd chocia na chwil z domu, dostan ataku klaustrofobii. Mamy stycze, Ignatiousie. W styczniu zawsze nas zasypuje.
-  Mimo to jest po pitej, wok panuj egipskie ciemnoci, wkrtce bdziemy mieli trzydzieci centymetrw niegu, a wiatr w porywach wieje z cakiem niez prdkoci.
-  Widz, e trzymasz rk na pulsie.
-  Dziki lokalnej rozgoni. - Wskaza na przenony odbiornik radiowy. - Obiecuj, e podczas nieycy bd podawa prognoz pogody przez dwadziecia cztery godziny na dob.
-  Zawsze to robi. A propos mediw...

 Udzieliem wywiadu. Carrie zrobia zdjcia.
 Ale wci jeste zy. - Uniosa gow, eby mu si przyjrze. - Miasto po raz pierwszy ma wasn policj i sprowadza z zewntrz komendanta. To nowo, Ignatiousie.
-  Nie bd si na ten temat kci.
-  Unikae Maxa.
-  Wicej ni unikaem. Uciekaem przed nim.
-  Niewane, tak czy inaczej przerwaam wam zabaw w kotka i myszk. Tym samym pewnie nadepnam ci na odcisk. Przepraszam.
-  Przyjmuj przeprosiny.
Kiedy wycigna rk, zaskoczy j przyjacielskim uciskiem.
-  Id do domu, Hopp.
-  Ty te.
-  Nie mog. Wczeniej chc speni swoje dziecice marzenie. Pojedzi sprztem do odnieania.
Kady oddech przypomina wciganie w puca odamkw szka. Te same odamki przenikay przez gogle i wdzieray si do oczu. Kady kawaek ciaa by dwu-, a nawet trzykrotnie owinity ciepym materiaem, mimo to Nate'owi wci byo potwornie zimno.
Wszystko wydawao si nierzeczywiste. Potworny wiatr, dudnicy silnik maszyny, biaa ciana, ktrej nie byy w stanie przebi przednie wiata. Od czasu do czasu Nate dostrzega bysk lampy za szyb, ale przewanie wiat ogranicza si do kilkunastu centymetrw przed kanarkowot maszyn.
Nate nawet nie prbowa rozmawia. Zreszt Bing z pewnoci te nie mia zbyt wielkiej ochoty na prowadzenie konwersacji, ale haas i tak wyklucza jakkolwiek wymian zda.
Trzeba przyzna, e Bing kierowa cikim sprztem z precyzj i delikatnoci chirurga. Nie byo to zwyczajne odwalanie niegu, jakiego spodziewa si Nate. Bing oczyszcza drogi i zatoczki, odgrzebywa krawniki, odniea podjazdy, a wszystko wykonywa niemal na pami i z tak prdkoci,

e Nate co chwila musia si powstrzymywa przed gonym protestem.
Bez wtpienia Bing z przyjemnoci usyszaby, jak komendant policji popiskuje jak dziewczyna, ale Nate zaciska zby, by nie wyda jakiego dziwnego dwiku.
Po zrzuceniu nastpnego adunku niegu Bing wyj spod siedzenia brzow butelk, odkrci korek i pocign spory yk. Mocny zapach sprawi, e Nate'owi zy napyny do oczu.
Poniewa stali nad rosnc had niegu, Nate zaryzykowa komentarz:
-  Syszaem,  e  alkohol obnia temperatur ciaa!  -krzykn.
-  Pieprzona propaganda.
By to udowodni, Bing pocign nastpny spory yk.
Siedzieli we dwch w cakowitej ciemnoci. Bing by ciszy od Nate'a o jakie trzydzieci, trzydzieci par kilogramw i prawdopodobnie z prawdziw przyjemnoci zakopaby komendanta policji pod zwaami niegu, dziki czemu zimne, sztywne ciao zostaoby znalezione dopiero podczas wiosennych roztopw. Biorc to wszystko pod uwag, Nate postanowi si nie sprzecza. Nie wspomnia rwnie, e prawo zabrania przewoenia w samochodzie otwartych pojemnikw z alkoholem, nie wymieni niebezpiecznych konsekwencji, jakie moe za sob pociga picie podczas prowadzenia cikiego sprztu.
Bing si odwrci. Nate widzia tylko jego oczy, ktre bysny midzy czapk a szalikiem.
-  Niech pan sam sprawdzi. Wcisn butelk Nate'owi do rki.
To nie by odpowiedni moment, by przypomina, e on waciwie nie pije. Uzna, e postpi uprzejmiej i bardziej po przyjacielsku, jeli pocignie z butelki. Gdy to zrobi, mia wraenie, e w gowie eksplodowa mu granat, a gardo i odek spony na popi.
-  Matko miosierna!

Zakrztusi si. Kiedy w kocu udao mu si nabra powietrza w puca, tym razem dostay si tam pomienie, a nie okruchy lodu. Dzwonienie w uszach zaguszy miech. A moe wycie jakiego gigantycznego, szalonego wilka.
-  Co to jest, do jasnej cholery?
Z trudem oddycha, zy strumieniami pyny mu z oczu i zamarzay na twarzy.
-  Elektrolit? Pluton? Pynny ogie z pieka rodem?          ; Bing odebra Nate'owi butelk, upi yk i zakrci j.
-  Whisky z koskiego ajna.
-  wietnie.
-  Mczyzna, ktry nie potrafi jej wypi, to aden mczyzna.
-  Jeli to ma by kryterium, wol by kobiet.
-  Odwioz ci, Mary, do domu. Zrobiem wszystko, co byo do zrobienia.
-  Niech Bogu bd dziki.
Wok oczu Binga pojawiy si zmarszczki, ktre mogy oznacza umiech. Odwrci si.
-  Postawiem dwadziecia dolcw na to, e przed kocem miesica spakuje pan manatki.
Nate siedzia nieruchomo. Palio go w gardle, szczypay go oczy, a stopy, pomimo dwch par ciepych skarpetek i ciepych butw, przypominay dwie gry lodowe.
-  Kto przyjmuje zakady?
-  Chudy Jim. Barman z Lodge. Nate jedynie przytakn.
Nie wiedzia, skd Bing ma tak wspania orientacj w terenie, uzna jednak, e ten czowiek mgby prowadzi Magellana. Pomimo gstej kurtyny zacinajcego niegu podjecha prosto do krawnika przy Lodge.
Kiedy Nate wyskoczy na chodnik, poczu potworny bl w kolanach i kostkach. nieg na trotuarze siga do zmarznitych kolan, bezlitosny wiatr dmucha prosto w oczy. Nate chwyci rkami za lin i podcign si w stron drzwi.
W rodku panowa niemal bolesny upa. Z szafy grajcej

dochodzi Clint Black. No c, lepsze to ni potworny warkot silnika. Kilkunastu ludzi siedziao przy barze albo przy stolikach. Pili, jedli, rozmawiali, podczas gdy za oknami Bg zasypywa wiat biaym puchem.
Szalecy z szalonego miasta - pomyla. Wszyscy, co do jednego.
Mia ochot na kaw - tak gorc, eby a parzya -i czerwone miso. Z radoci zjadby je surowe.
Kilkoma kiwniciami gowy odpowiedzia na pozdrowienia ludzi, potem zacz walczy z guzikami i zamkami. Charlene spiesznie ruszya w jego stron.
-  Moje biedactwo! Musiae zamarzn na mier. Pozwl, e pomog ci zdj kurtk.
-  Poradz sobie. Tylko...
-  Masz sztywne palce.
Ogarno go niesamowite, surrealistyczne uczucie, kiedy matka kobiety, z ktr niedawno si przespa, rozpinaa mu pokryt niegiem kurtk.
-  Poradz z tym sobie, Charlene. Natomiast bardzo chtnie napibym si mocnej kawy. Bybym ci za ni niezmiernie wdziczny.
-  Zaraz ci j przynios. - Poklepaa go po zimnym policzku. - Siadaj.
Gdy w kocu udao mu si rozebra, podszed do baru. Wyj portfel i machn na mczyzn zwanego Chudym Jimem.
-  Masz tu stw - powiedzia gono, eby wszyscy go syszeli. - Docz j do oglnej puli. Stawiam na to, e zostan.
Schowa portfel do kieszeni, potem usiad obok Johna.
-  Witam, Profesorze.
-  Witam, panie komendancie.
Nate przekrzywi gow i odczyta tytu nowej ksiki.
-  Cannery Rw. Dobra. Dziki, Charlene.
-  Nie ma za co. - Postawia przed nim kaw. - Dzisiaj mamy bardzo dobry gulasz. Rozgrzeje ci. Chyba e chcesz, abym osobicie si tym zaja.

-  Wol gulasz. Masz pokoje na wypadek, gdyby twoi klienci musieli zosta tu na noc?
-  W Lodge zawsze s pokoje. Przynios ci gulasz.
Nate obrci si na stoku i sczc kaw, przyglda si sali. Kto tym razem puci w szafie grajcej jaki kawaek Springsteena. Boss" piewa o wspaniaych dniach, a kule bilardowe stukay w uzach. Nate rozpoznawa ju wszystkie twarze - byli to stali bywalcy, ludzie, ktrych widywa niemal kadego wieczoru. Ze swojego miejsca nie widzia graczy przy stole bilardowym, ale rozpoznawa gosy, ktre naleay do braci Mackie.
-  Czy istnieje moliwo, e kto z tych ludzi najpierw si spije, a potem nietrzewy bdzie prbowa wrci do domu? -spyta Johna.
-  Chyba tylko bracia Mackie, ale Charlene wybije im to z gowy. Wikszo wyjdzie std za jak godzin, twardziele zostan do rana.
-  Do ktrego obozu naleysz?
-  Wszystko zaley od ciebie - John unis piwo.
-  To znaczy?
-  Jeli skorzystasz z propozycji Charlene, powdruj do swojego pokoju. Jeli nie, spdz noc u niej.
-  Wybraem gulasz.
-  W takim razie dzisiejsz noc spdz u niej.
-  Johnie, czy taka sytuacja ci nie martwi? John wbi wzrok w swoje piwo.
-  Nawet jeli bd si martwi, niczego w ten sposb nie jestem w stanie zmieni. Charlene ju taka jest. Romantycy czsto mwi, e mio nie daje nam wyboru. Nie zgadzam si z t tez. Kady z nas dokonuje jakiego wyboru. Ja te to zrobiem.
Charlene przyniosa gulasz, koszyczek z kromkami wieego chleba i duy kawa szarlotki.
-  Czowiek, ktry przy takiej pogodzie ciko si napracuje, musi dobrze zje. Poka, na co ci sta, Nate.
-  Poka. Miaa jakie wieci od Meg?

Charlene zamrugaa oczami, jakby tumaczya sobie sowa Nate' a z innego jzyka.                                                                  {
-  Nie, a dlaczego miaabym mie?
-  Po prostu mylaem, e kontaktujecie si ze sob. - Czekajc, a gulasz nieco przestygnie, zacz od chleba. - e, na przykad, czasami sprawdzasz, jak twoja crka radzi sobie w swojej samotni.
-  Nikt nie umie radzi sobie lepiej ni Meg. Ona nikogo nie potrzebuje. Ani adnego mczyzny, ani matki.
Oddalia si i gono trzasna drzwiami kuchennymi.
-  Draliwy temat - skomentowa Nate.
-  Czue miejsce. Tym boleniejsze, e w jej przekonaniu bardziej interesujesz si crk ni ni.
-  Przykro mi, ale tak wanie jest.
Skosztowa gulaszu. Znalaz w nim ziemniaki, marchewk, fasolk i cebul. Byo te twardawe miso, raczej jaka dziczyzna ni woowina.
Gdy gulasz dotar do odka, Nate zapomnia o chodzie.,
-  Co to za miso?                                                                     |
-  Z osia.
Nate nabra wicej gulaszu na yk i dobrze mu si przyjrza.
-  W porzdku - powiedzia i zjad.                                       
nieg pada przez ca noc, a Nate ca t noc przespa kamiennym snem. Gdy si obudzi, jego okno przypominao ekran telewizyjny. Sysza wycie wiatru, czu, jak masy powietrza napieraj na szyb.
Nie byo prdu, w zwizku z tym zapali wiece, co wywoao wspomnienia o Meg.
Ubra si i spojrza na telefon. Prawdopodobnie te nie dziaa. Poza tym nikt nie dzwoni do kobiety o wp do sidmej rano tylko dlatego, e si z ni przespa. Nie musia si o ni martwi. Meg mieszka tu od urodzenia. Na pewno zagrzebaa si w swoim domu z dwoma psami i duym zapasem drewna na opa.
134
Po raz pierwszy Nate zobaczy, e hotel jest pusty. Stoliki byy uprztnite, bar starty. W powietrzu nie unosi si zapach parzonej kawy ani smaonego boczku. Nikt nie stuka talerzami, nikt nie rozmawia. Przy stoliku nie byo maego chopca, ktry zazwyczaj promiennie umiecha si na widok Nate'a.
Nate wszed do kuchni i po dugich poszukiwaniach znalaz muffina. Wsadzi go do kieszeni, ubra si i otworzy drzwi.
Wiatr by tak silny, e niemal go przewrci. nieg pakowa si do oczu, do ust, do nosa. Nate z trudem wyszed za drzwi.
Latarka okazaa si prawie bezuyteczna, mimo to wczy j i ruszy za jej nikym wiatem wzdu liny. Po chwili wsun latark do kieszeni, chwyci sznur obiema rkami i zacz powoli posuwa si do przodu.
Na chodniku nieg siga do ud. Przyszo mu na myl, e czowiek mgby si utopi w biaym puchu, zanim zdyby zamarzn.
Zdoa wyj na ulic, gdzie dziki pugowi Binga i whisky z koskiego ajna nieg siga jedynie do kostek, oczywicie pod warunkiem, e czowiek nie wpakowa si w zasp.
Nate musia po omacku i bez liny przej na drug stron ulicy, jeli chcia dotrze na posterunek. Zamkn oczy, wyobrazi sobie ulic i przypomnia sobie rozmieszczenie poszczeglnych budynkw, potem pochyli gow, eby uchroni si przed ostrymi porywami wiatru, puci lin, ponownie wzi do rki latark i zacz przechodzi przez jezdni.
Czu si tak, jakby znajdowa si w dziczy, a nie w miecie, w ktrym s asfaltowe drogi i chodniki, a za kamiennymi i ceglanymi cianami pi ludzie. Wiatr hucza mu w uszach jak rozszalae, sztormowe morze i prbowa odepchn go do tyu, jednak Nate powoli torowa sobie drog na drug stron ulicy.
Zdawa sobie spraw, e ludzie czsto gin, przechodzc na drug stron ulicy. W yciu nie brakuje niebezpiecznych puapek, przykrych niespodzianek. Dwch facetw moe


wyj z baru, a chwil pniej jeden z nich moe zgin w zauku.
Jaki idiota moe wyj z domu podczas burzy nienej, prbowa przej przez ulic, a potem godzinami wdrowa bez celu, pki nie zamarznie metr od schronienia.
Zakl, gdy stukn butami o co twardego. Doszed do wniosku, e to krawnik, dlatego na olep wysun przed siebie rce i macha nimi tak dugo, pki nie natrafi na lin.
-  Nastpny zdumiewajcy wyczyn - mrukn, wcigajc si na zasypany niegiem chodnik.
Szed wzdu liny, a trafi na nastpn, zawizan pod ktem prostym do poprzedniej, wwczas zmieni kierunek i jak pug zacz si przesuwa w stron posterunku.
Zastanawiajc si, po kiego czorta zamyka drzwi, wyj z kieszeni klucze i za pomoc latarki odszuka zamek. W przedsionku otrzsn si ze niegu, ale si nie rozbiera. Tak jak przypuszcza, na posterunku panowa potworny chd. Byo tak zimno, e szyb od wewntrz pokrywaa warstewka lodu.
Kto bardziej przewidujcy ni on uoy drewno w piecu. Nate podpali, a potem sta z rkami wycignitymi nad ogniem. Kiedy przesta ciko dysze, zamkn drzwiczki pieca.
Zapali wieczki, potem lampk na bateri i uzna, e moe zacz pracowa.
Znalaz odbiornik radiowy, take na bateri, i ustawi go na lokaln radiostacj. Zgodnie z obietnic KLUN nie przerwa nadawania programu. Wanie teraz kto z do dziwnym poczuciem humoru puszcza jaki kawaek zespou Beach Boys.
Nate siedzia przy biurku, sucha KLUN-u i innych rozgoni. aujc, e nie ma kawy, zjad muffina.
O wp do dziewitej wci by sam. Uzna, e to ju rozsdna pora, usadowi si wic przy krtkofalwce. Wczeniej wzi kilka podstawowych lekcji od Peach i teraz postanowi sprawdzi, czego si nauczy.
-  KLPD wzywa KUNA. Odezwij si, KUNA. Meg, jeste
136
tam? Podnie suchawk, odezwij si, czy co tam trzeba zrobi. - Usysza trzaski, szum i kilka piskw. - Tu KLPD, wzywam KUNA. Odezwij si, Galloway.
-  Tu KUNA. Ma pan licencj na obsug krtkofalwki, panie Burk? Odbir.
Wiedzia, e to mieszne, ale syszc jej gos, poczu ogromn ulg. I przyjemno.
-  Mam. Dali mi j razem z odznak.
-  Powiedz odbir".
-  W porzdku. Odbir. Nie, czy u ciebie wszystko w porzdku? Odbir.
-  Tak. Jest nam mio i przytulnie. Zaszyci w domu suchamy podmuchw taku. A co u ciebie? Odbir.
-  Przeyem przepraw na drug stron ulicy. Co to jest takul Grupa rockowa? Odbir.
-  Cholerny, zoliwy wiatr, panie Burk. Ten, od ktrego w tej chwili a dr szyby. Co ty, do diaba, robisz na posterunku? Odbir.
-  Peni sub.
Rozejrza si po pomieszczeniu. Zauway, e z jego ust unosi si oboczek pary.
-  Masz energi? Odczekaa chwil.
-  Waciwie powinnam powiedzie, e dla ciebie zawsze, ale przy takiej nieycy rzeczywicie zawsze brakuje prdu. Uruchomiam generator. Radzimy sobie, panie komendancie. Nie musisz si o nas martwi. Odbir.
-  Odezwij si co jaki czas, wtedy nie bd musia ci zadrcza. Hej, wiesz, jakiego wyczynu wczoraj dokonaem? Odbir.
-  Oprcz przespania si ze mn? Odbir.
-  Ha!
Boe, jakie to cudowne uczucie! Nawet mu nie przeszkadzao, e jest zimno jak diabli.
-  Taak, oprcz. Piem whisky z koskiego ajna i jadem gulasz z osia. Odbir.


miaa si dugo i gono.
-  Moe jeszcze bd z ciebie ludzie, Burk. Musz nakarmi psy i dooy do kominka. Bez odbioru.
-  Bez odbioru - mrukn.
Zrobio si wystarczajco ciepo, eby zdj kurtk, chocia zosta w czapce i ciepej kamizelce. Przeglda kartoteki, szukajc sobie zajcia, kiedy w drzwiach pojawia si Peach.
-  Zastanawiaam si, czy ktokolwiek jest tak szalony, eby dzisiaj przyj - powiedziaa.
-  Jak wida, jestem szalony. Jak tu, do diaba, dosza?
-  Och, Bing podrzuci mnie swoj piekieln maszyn. Otrzepaa doni bkitne kosmyki wenianego swetra.
-  Pug do odnieania w roli takswki. Hej, daj mi to. -Podbieg i wyj jej z rk ogromn torb. - Nie musiaa przychodzi.
-  Praca to praca.
-  Taak, ale... Kawa? Czy tu jest kawa? - dopytywa si, wyjmujc z torby termos.
-  Nie byam pewna, czy zdye wczy generator.
-  Nie tylko nie zdyem, ale nawet nie wiem, czy zdoabym go znale, a poniewa obsuga urzdze mechanicznych nie jest moj mocn stron, nawet gdybym go znalaz, nie wiem, czy umiabym go wczy. Hurra! To naprawd kawa! Bd tak dobra i zosta matk moich dzieci.
Chichoczc jak nastolatka, poklepaa go po ramieniu.
-  Uwaaj z rzucaniem takich propozycji. Co prawda trzykrotnie byam matk, ale nie mam nic przeciwko czwartemu podejciu. Pjd przygotowa kaw i bueczki cynamonowe.
-  Moe moglibymy y na koci ap?
Postawi torb na blacie i natychmiast nala sobie kawy. Przez chwil rozkoszowa si cudownym zapachem.
-  Dugo i szczliwie.
-  Umiechaj si do mnie czciej w taki sposb, a by moe wezm ci za sowo... Patrzcie tylko, kogo przywia nam toku - dodaa, gdy do rodka chwiejnym krokiem wpad Peter.
138
-  Jasna cholera! Ale nieyca! Rozmawiaem z Ottonem. jest w drodze.
-  Czy ciebie te przywiz tu Bing?
-  Nie. Jako udao nam si tu przery razem z ojcem.       : Przery si.". Nastpne warte zapamitania sowo. Co za
wiat! - pomyla Nate. Niemniej Peach miaa racj, praca to praca.
-  W takim razie w porzdku, Peterze. Sprbujmy uruchomi generator. Peach, skontaktuj si ze stra poarn. Niech zbior ludzi i odnie chodniki, oczywicie, gdy zrobi si jasno. Dziki temu w razie potrzeby ludzie bd mogli si porusza. Najwaniejsze jest najblisze otoczenie przychodni i posterunku. Gdy Otto tu dotrze, powiedz mu, e bracia Mackie padli pod st bilardowy w Lodge. Niech dopilnuje, by dotarli do domu w jednym kawaku.
Zaoy kurtk, w mylach przegldajc list spraw do zaatwienia.
-  Moe uda nam si dowiedzie, kiedy znw bdzie prd. Ludzi z pewnoci bardzo to interesuje. I kiedy uruchomi telefony. Gdy wrc, napiszemy komunikat i poprosimy radiostacj, eby go nadaa. Poinformujemy o tym, co wiemy i kiedy ewentualnie bdziemy wiedzie co wicej. Chc, eby mieszkacy miasteczka mieli wiadomo, i jestemy do ich dyspozycji, gdyby potrzebowali pomocy.
Nate odkry, e temu, co mwi, towarzyszy przyjemne uczucie.
-  Peterze?                                                                   
-  Ju id.                                                                     :
Zapiski z wyprawy, 18 lutego 1988 r.
Dzisiaj niewiele brakowao, a Ha wpadby w szczelin. Wszystko stao si tak szybko. Wspinalimy si jak zwykle, na haju. Do szczytu zostao nam zaledwie kilka godzin drogi. Bylimy zmarznici, godni i li, ale za to niele nabuzowani.


Tylko prawdziwy alpinista zrozumie smaczek takiego poczenia. Darth na czele. To obecnie jedyny sposb, eby go powstrzyma przed nastpnymi awanturami. Za nim Ha. Ja zamykaem szyki.
Nie pamitam, co byo wczoraj. Dni zaczynaj si rozmazywa, jedne zimne, biae drzwi otwieraj si na nastpne zimne, biae drzwi.
Cakowicie zatraciem si w rytmie, ktry bez przerwy dudni w mojej gowie, w odgosach wspinaczki, w biaej cianie. Klnc na czym wiat stoi, drapalimy si w gr, na skalisty szczyt, posuwalimy si w niezym tempie, uparcie zmierzajc do nieba.
Nagle usyszaem, e Darth krzykn: Kamie!". Wtedy z dugiego komina wypad ogromny gaz i z gwizdem przelecia tu obok gowy Hana. W uamku sekundy pomylaem: Nie, nie chc zgin w taki sposb, zmiadony przez pi niewidzialnego Boga, jak palant, ktry odpad od ciany". Gaz przelecia obok mnie rwnie blisko jak koo Hana, to znaczy zaledwie o kilka centymetrw. Min nas, pocigajc za sob deszcz drobnych kamyczkw.
Skllimy Dartha, chocia teraz ju przeklinamy si nawzajem dosownie o wszystko. Wikszo naszych obelg rzucamy w dobrym, przyjacielskim nastroju. To wzmaga produkcj adrenaliny na ogromnych wysokociach, tam gdzie powietrze jest ju tak rzadkie, e oddychanie sprawia bl.
Wiedziaem, e Ha nieco osab, mimo to pchalimy si dalej. Wspinalimy si popdzani wasn obsesj i obelgami Dartha.
Jego oczy wygldaj na szalone. Szalone i obkane. Kiedy myl o tej grze jak o suce, kiedy wbijam czekan w jej brzuch i wczepiam si w ni zmarznitymi palcami, jest to suka, ktr kocham. Przypuszczam, e dla Dartha gra jest demonem, ktrego postanowi za wszelk cen pokona.
Ostatniej nocy, ukadajc si do snu, musielimy przywiza si do hakw. Czarna czelu bya pod nami, czarne niebo nad nami.

Obserwowaem wiata, rozmazane klejnoty na czarnym
lustrze.
Dzi Darth znw obj prowadzenie. To chyba stao si jego nastpn obsesj i wszelkie ktnie s jedynie strat czasu. Tak czy inaczej powanie niepokoiem si o Hana, dlatego bez szemrania wdrowaem na szarym kocu, gdy dziki temu najsabszy z nas znajdowa si w rodku.
Uparte prowadzenie Bartna i fakt, e to wanie ja zamykaem szyki, uratoway ycie jednemu z naszej trjki.
Znw w dobrym tempie posuwalimy si do przodu, wykorzystujc krtki dzie, a nasze gone przeklestwa zaguszay wycie wiatru.
Nagle zauwayem, e Ha si potkn i zacz zjeda w d. Tak jakby grunt osun mu si pod nogami.
Chwila nieuwagi, odrobina nawianego niegu i oto zblia si w moj stron. Sowo daj, nie wiem, czy go zapaem, czy moe rozwin skrzyda i przefrun kawaek w powietrzu, tak czy inaczej nasze rce sczepiy si, a ja wbiem czekan w ld, modlc si, eby wytrzyma, modlc si, eby ta cholerna suka nie zrzucia nas obu w przepa. Przez ca wieczno leaem na brzuchu i trzymaem za rce Hana, ktry wisia nad przepaci. Obaj krzyczelimy jak optani. Prbowaem wbi stopy w ld, mimo to si osuwalimy. Jeszcze kilka sekund, a musiabym go puci albo obaj polecielibymy w otcha.
Wtedy tu obok mnie - dwa centymetry od mojego ramienia - wbi si czekan Dartha. Szybki omot mojego serca zamieni si w dudnienie. Darth wykorzysta czekan jako punkt oparcia i chwyci Hana za rami. Ciar, ktry podtrzymyway moje napite do granic moliwoci minie, nieco zela, dziki czemu zdoaem wbi stopy w nieg i przesun si na brzuchu kilka centymetrw do tyu. Obaj powoli odsuwalimy si od przepaci, cignc Hana, nie zwaajc na to, e krew kipi nam w uszach, a serca chc wyskoczy z piersi.
Potem leelimy na niegu, trzsc si pod zimnym,

tym socem. Dygotalimy tak chyba godzinami, o trzydzieci centymetrw od mierci i nieszczcia.
Nie potrafilimy si z tego mia. Nawet ju po fakcie aden z nas nie mia do siy, eby obrci krtki koszmar w art. Bylimy zbyt roztrzsieni, by wspina si dalej, a z kostk Hana naprawd jest kiepsko. Nie dojdzie do szczytu -wszyscy dobrze o tym wiemy.
Nie majc wyboru, musielimy wyrba w lodzie kawaek rwnej powierzchni i rozoy obozowisko. Obaj z Darthem wrzucilimy na zb nastpn cz naszych topniejcych zapasw, Ha pokn gar tabletek przeciwblowych. Jest saby, mimo to wywraca oczami ze strachu, ilekro wiatr morderczymi piciami uderza w cienkie cianki namiotu.
Powinnimy wraca.
Naprawd powinnimy wraca, ale kiedy wysunem tak propozycj, Darth zacz przeklina Hana piskliwym, niemal kobiecym gosem. Sprawia wraenie szaleca, wrcz obkaca, gdy miota si w ciemnoci jak olbrzym z krysztakami lodu przymarznitymi do brody i dziwnym blaskiem w oczach.                                                                         .
- Przez wypadek Hana stracilimy dzie - powiedzia + ale niech mnie diabli wezm, jeli pozwol, eby to przeszkodzio mi w zdobyciu szczytu.
Nie mog zaprzeczy, e do pewnego stopnia mia nawet racj. Jestemy tak blisko celu. Moe po nocnym odpoczynku Ha si nieco wzmocni?
Postanowilimy, e wyruszymy jutro, a jeli Ha nadal bdzie taki saby, zostawimy go, sami zdobdziemy gr, i zabierzemy go w drodze powrotnej.
Oczywicie, to czyste szalestwo, zwaszcza e Ha nawet pomimo narkotykw sprawia wraenie wyczerpanego i przeraonego. Niestety, daem si w to wszystko wcign. Znalazem si w punkcie, z ktrego nie ma odwrotu.
Wiatr wyje jak sto diabw. Ju samo to moe doprowadzi czowieka do szalestwa.                                            


Przez trzydzieci godzin sypa gsty nieg i hula porywisty wiatr. Natura zamienia si w zimn, bia besti, ktra z odsonitymi kami i wysunitymi pazurami siaa spustoszenie dzie i noc, gotowa zagry i rozdrapa kadego, kto byby tak odwany lub gupi, eby wyj na zewntrz i prbowa stawi jej czoo.
Generatory pomrukiway i warkotay, a czno ze wiatem zapewniay jedynie odbiorniki radiowe. Jakakolwiek podr bya niemoliwa, jako e bestia wdrowaa przez cay kontynent i poudniowo-wschodni Alask. Samochody i ciarwki tkwiy w zaspach, samoloty nie mogy wzbi si w powietrze. Nawet psy zaprzgowe czekay, a nieyca minie.
Niewielkie Lunacy zostao cakowicie odcite od wiata, stanowio zamarznit wysepk na oszalaym biaym morzu.
Nate, zbyt zajty, by si nad czymkolwiek zastanawia, i zbyt zdziwiony, by kl, stara si nie ludziom pomoc w nagych wypadkach: zawiz do szpitala dziecko, ktre przewrcio si w domu i wymagao zaoenia kilku szww, mczyzn, ktry dosta ataku serca, prbujc odkopa swoj ciarwk. Zaegna rwnie poar komina i rodzinn awantur.
W otwartej celi Pijany Mik - nazywany tak w przeciwiestwie do kucharza, Wielkiego Mike'a - odsypia tg popijaw, a w zamknitej celi Manny Ozenburger zastanawia si, czy warto byo wjeda samochodem w nieny skuter ssiada.
Nate sprawdzi, czy odpowiednie suby usuwaj nieg z gwnych ulic, po czym wyruszy wykopanym w niegu wwozem w stron Sklepu na Rogu".
Harry i Db siedzieli przy stoliku karcianym, ktry ustawili pod regaem z jedzeniem w puszkach. Grali w remika, tymczasem Cecil wylegiwa si w swoim koszyku.
-  Piekielna zawierucha! - zawoa Harry.
-  To ju nie piekielna zawierucha, ale prawdziwe pieko. Nate zsun z gowy kaptur i podrapa Cecila za uszami.
143
Nie mg zapa tchu. Gdzie w gbi duszy dziwi si, e wci yje.
-  Musz uzupeni zapasy, jeli chc przetrwa na posterunku, dopki to nie minie.
Oczy Db bysny.
-  Och? Czy co zego stao si w Lodge?
-  Nie.
Nate zdj rkawiczki i sign na pki po podstawowe artykuy dla ciaa i ducha.
-  Kto musi obsugiwa radiostacj... poza tym mamy dwch goci.
-  Syszaem, e jedn z cel zajmuje Pijany Mik. Wygraem.
-  Wygrae? Niech ci diabli, Harry!
-  Rzeczywicie go zapuszkowaem - przyzna Nate, rzucajc na lad chleb, konserw misn i chipsy. - Chodzi po celi chwiejnym krokiem i wypiewuje piosenki Boba Segera. Ekipa odnieajca znalaza go w zaspie nienej na samym rodku ulicy i przyprowadzia do mnie.
Nate dorzuci do zakupw szeciopak coli.
-  Gdyby go nie zauwayli i nie odholowali na posterunek, by moe znalelibymy go w kwietniu martwego jak Elvis.
-  Podlicz to wszystko, panie komendancie. - Harry wyj swoj ksig i wpisa do niej warto zakupw. - Prawd mwic, nie jestem do koca przekonany co do tego, e Elvis zmar. Czy to wszystko?
-  Chtnie wzibym wicej, ale nie mog. Doniesienie tego z powrotem na posterunek bdzie stanowio powane wyzwanie.
-  Moe usidzie pan na chwil i napije si kawy? - Db ju wstawaa. - Zrobi panu kanapk.
Nate przez chwil patrzy na ni szczerze zdziwiony. Ludzie rzadko traktuj gliniarzy w taki sposb.
-  Dziki, ale musz wraca. Gdybycie czego potrzebowali... niech to diabli, odpalcie rac.
Woy rkawiczki, wcign kaptur, a potem dwign torb z zakupami.

Za drzwiami byo tak samo wstrtnie jak przed picioma minutami. Czu na ciele ky i pazury bestii, kiedy korzystajc z liny i kierujc si instynktem, torowa sobie drog w stron posterunku.
Zostawi zapalone wszystkie wiata, liczc, e dziki temu bdzie mia przynajmniej jaki znak nawigacyjny.
Sysza przytumiony pomruk pugu Binga. Mia nadziej - sodki Boe! - e Bing nie kieruje si w jego stron i nie przejedzie go przez przypadek... albo rozmylnie. Bestia, jak nazywa burz, dokadaa wszelkich stara, eby zadrwi z wysikw ekipy odnieajcej, mimo to cakiem niele si spisywali.
Dziki temu, zamiast pyn przez nieg, Nate teraz w nim tylko brodzi.
Usysza trzy krtkie wystrzay. Zatrzyma si i wyprostowa, pragnc okreli kierunek, potem potrzsn gow i powdrowa przed siebie. Mia ogromn nadziej, e nikt nie ley w niegu z ranami postrzaowymi, poniewa, do jasnej cholery, nie mgby mu w aden sposb pomc.
By mniej wicej trzy metry od posterunku, koncentrowa si na rozmazanej plamie wiata i pociesza myl o cieple, gdy nagle tu obok niego wyonia si maszyna Binga.
Serce zamaro Nate'owi w piersi. Naprawd sysza, e przestao pracowa, i czu, jak krew odpywa mu z mzgu. Gigantyczny pug posuwa si w jego stron.
Zatrzyma si mniej wicej o trzydzieci centymetrw od czubkw butw Nate'a.
Bing wychyli si z kabiny. Dziki zanieonej brodzie przypomina witego Mikoaja.
-  Spacerek?
-  Taak. To teraz taka przyjemno, e nie mog si ni nacieszy. Syszae strzay?
-  Taak. I co?
-  Nic. Moe zrobiby sobie przerw. Na posterunku jest ciepo. Mamy nawet kanapki.
-  Dlaczego zamkn pan Manny'ego? Tim Bower, jeli

tylko ma szans, prowadzi swj pieprzony skuter nieny jak zwariowany nastolatek. Zakca porzdek publiczny.
Nate by przemarznity do szpiku koci, dlatego pomin milczeniem spraw niszczenia prywatnej wasnoci i bezmylnej jazdy.
-  Problem polega na tym, e Manny wjecha w ten cholerny skuter w czasie, kiedy siedzia na nim Tim Bower.
-  Nie mg da dyla?
Na przekr wszystkiemu na twarzy Nate'a pojawi si umiech.
-  Wpad gow w zasp. Chudy Jim wszystko widzia. Mwi, e wygldao to jak skok z trampoliny.
Bing jedynie burkn co pod nosem, cofn gow do kabiny i odjecha.
Na posterunku Nate zrobi kanapki, zanis jedn z nich rozgoryczonemu Manny'emu, po czym sprawdzi, jak si miewa Pijany Mik.
Sam postanowi si posili przy krtkofalwce. Lubi sucha gosu Meg i czu t dziwn, podniecajc wi. Sporo czasu mino od chwili, kiedy mg opowiedzie komu o swoim dniu, prawd mwic, od chwili, kiedy w ogle chcia z kim pogada. Rozmowa dodaa nieco smaku posikowi i sprawia, e nie czu si taki samotny.
-  Tim rozwala swj skuter nieny wicej razy, ni jestem w stanie zliczy - zdradzia, gdy Nate powiedzia jej o powanych zniszczeniach. - Manny jedynie wywiadczy wszystkim ogromn przysug. Odbir.
-  Prawdopodobnie tak. Moe uda mi si namwi Tima, eby wycofa oskarenie, ale oczywicie pod warunkiem, e Manny zapaci za szkody. Planujesz przyjazd do miasta, gdy burza ucichnie? Odbir.
-  Nie jestem mocna w ukadaniu planw. Odbir.
-  Zblia si wieczr filmowy. Miaem nadziej, e uda mi si skosztowa twojej praonej kukurydzy. Odbir.
-  Nie wykluczam takiej moliwoci. Gdy burza minie

i bd moga lata, czeka mnie troch pracy, ale lubi filmy. Odbir.
Upi yk coki i wyobrazi sobie Meg przy krtkofalwce z psami u stp i poncym kominkiem za plecami.
-  Moe uznalibymy t wypraw za randk? Odbir.
-  Nie chodz na randki. Odbir.
-  Nigdy? Odbir.
-  Zazwyczaj zakadam, e po prostu bdzie, co ma by. Poniewa oboje lubimy seks, jest szansa, e bdzie, co ma by.
Poniewa nie powiedziaa: Odbir", zaoy, e Meg jeszcze si nad czym zastanawia. On wanie to robi.
-  Co panu powiem, panie Burk. Gdy nastpnym razem bdzie, co ma by, opowiesz mi swoj dug, smutn histori. Odbir.
Wyobrazi sobie czerwony tatua na jej krzyu.
-  Dlaczego uwaasz, e mam co do opowiadania? Odbir.
-  Spryciarzu, jeste najsmutniejszym facetem, jakiego w yciu widziaam. Opowiesz mi wszystko o sobie, a wtedy zobaczymy, co bdzie. Odbir.
-  Jeli... Cholera jasna!
-  Co to za haas? Odbir.
-  Wyglda na to, e Pijany Mik wanie si obudzi i haftuje" w swojej celi. Manny zgasza uzasadnione obiekcje -doda, syszc odgosy wymiotw i oburzenia. - Musz i. Odbir.
-  Widz, e ycie gliniarza jest naprawd pene niebezpieczestw. Bez odbioru.

Nate pozwoli swoim winiom na powrt do domu. Dopilnowa, eby Bing zawiz ich pod drzwi, a potem, stawiajc czoo ywioom, wyszed na zewntrz, by dola paliwa do generatora.
Wrciwszy, po krtkim zastanowieniu wyj jedno ze skadanych ek i ustawi je w pobliu krtkofalwki. Potem przeszuka szuflad Peach i wyj jeden z jej romansw, przy

okazji starajc si jak najdokadniej zapamita jego pooenie, eby po przeczytaniu odoy romans dokadnie tam, gdzie by.
Usadowi si z ksik i col w towarzystwie odgosw burzy.
Lektura bya lepsza, ni si spodziewa, i zawioda go na bujne, zielone pola redniowiecznej Irlandii. Byo tam duo magii i niecodziennych wydarze. Nate z pewnym zainteresowaniem zapoznawa si z losami czarownicy Moiry i ksicia Liama.
Pierwsza scena miosna zaskoczya go, zwaszcza gdy wyobrazi sobie, jak zaawansowana wiekiem Peach w przerwach midzy odbieraniem telefonw i rozdawaniem sodkich bueczek czyta o seksie. Niemniej ksika go wcigna.
Zasn przy zapalonym wietle z otwart ksik uoon na klatce piersiowej.
Czarownica miaa twarz Meg. Jej czarne jak atrament wosy fruway w powietrzu jak skrzyda. Staa na biaym wzniesieniu w jasnych promieniach soca, ktre przenikay przez jej cienk, czerwon sukienk.
Uniosa rce, a wtedy sukienka sama zsuna jej si z ramion. Naga podesza do Nate'a. Jej oczy przypominay bkitny ld. Otworzya ramiona i go obja.
Poczu jej gorce, nienasycone wargi na swoich ustach. Nagle znalaz si pod ni, otaczaa go ze wszystkich stron. Kiedy si unosia, mocny podmuch wiatru rozwiewa jej wosy. Przy kadym opuszczeniu czu, jak parzy go ar jej ciaa.
-  Dlaczego jeste taki smutny? - spytaa.
Nagle przez rozkosz przebi si bl - niespodziewany, przeszywajcy bl. Nate sykn, zamar w bezruchu. Poczu palenie ku w ciele.
Mimo to czarownica tylko si umiechna.
-  yjesz, prawda? - Uniosa rk zaplamion jego krwi. -Skoro krwawisz, to znaczy, e yjesz.
-  Zostaem postrzelony. Jezu, ten sukinsyn mnie trafi!

-  Ale yjesz - przypomniaa, patrzc, jak jego krew kapie z jej rki na twarz Nate'a.
Teraz znajdowa si w ciemnym zauku, czu zapach krwi i prochu. Czu zapach mieci i mierci. Wilgotnego powietrza tu po deszczu. Byo zimno, bardzo zimno jak na kwiecie. Zimno, mokro i ciemno. Wszystko rozmazao si w niewyran plam: strzay, krzyki i bl, kiedy kula trafia go w nog.
Upad. Tylko dlatego Jack go wyprzedzi.
Nie powinno ich tam by. Po jakiego diaba wpakowali si w ten ciemny zauek?
Nastpne strzay, byski wiata w ciemnoci. omot. Czy to stal uderzajca o ciao? Pod wpywem zaskakujcego, przeszywajcego blu Nate ponownie upad. Dlatego musia si czoga, peza w wilgotnym bocie, eby dotrze do miejsca, w ktrym lea i umiera jego partner, jego przyjaciel.
Tym razem jednak Jack odwrci gow, a jego oczy byy czerwone od krwi, ktra pyna z jego piersi.
-  Zabie mnie. Ty gupi sukinsynu. To ty powiniene zgin, nie ja. Teraz zobaczymy, czy potrafisz y z t wiadomoci.
Obudzi si, zlany zimnym potem. Gos partnera wci dudni mu w uszach. Nate usiad na brzegu skadanego ka i schowa twarz w doniach.
Na razie kiepsko mi idzie ycie z t wiadomoci - pomyla.
Zmusi si do tego, eby wsta i odnie ko do celi. Przypomnia sobie o tabletkach, ktre trzyma w szufladzie, ale omin swoje biuro i powdrowa, by dola reszt paliwa do generatora.
Dopiero gdy wraca, zda sobie spraw, e przestao pada.
Na zewntrz byo spokojnie i cicho. Blask ksiyca odbija si od had i stert niegu, nadajc bieli delikatny, niebieskawy odcie. Nate sta nieruchomo, a jego oddech tworzy biae kby. Czu si jak mucha, tyle e uwiziona w kawaku krysztau, a nie bursztynu.

Burza niena mina, a on wci y.
Zobaczymy, czy potrafisz y z t wiadomoci. No c zobaczy. Wci sprawdza, czy potrafi.
Po powrocie na posterunek zaparzy kaw i wczy radio; Zaspany mczyzna - ktry przedstawi si jako Mitch Dauber, gos Lunacy - podawa lokalne wiadomoci, komunikaty i prognoz pogody.
Ludzie zaczli wychodzi z domw, niedwiedzie wypezay z gawr. Mieszkacy miasteczka usuwali nieg szufladami i pugami. Zatrzymywali si, by ze sob porozmawia, jedli, spacerowali i spali.
yli.                                                                            
The Lunatic"                                
Kronika policyjna                               
roda, 15 stycznia                                                        *
9.12. Zgoszono poar komina w posiadoci Berta Mayer-sa. Zajli si tym: czonek ochotniczej stray poarnej Manny Ozenburger i komendant policji, Ignatious Burk. Ogie powsta z powodu zbyt duej iloci kreozotu. Mayers lekko poparzy sobie rk, gdy usiowa wyj z kominka ponce polana. Ozenburger okreli t akcj jako gupi i niepotrzebn".
12.15. Picioletni Jay Finkle zosta ranny, gdy spad w swojej sypialni z trjkoowego rowerka. Komendant Burk pomg Paulowi Finklemu, ojcu Jaya, odtransportowa rannego chopca do przychodni. Jay wzbogaci si o cztery szwy i lizaka. Dziecicy pojazd nie uleg zniszczeniu, a Jay obiecuje, e w przyszoci bdzie jedzi nieco ostroniej.
14.00. Skarga wniesiona przez Timothy'ego Bowera przeciwko Manny'emu Ozenburgerowi. wiadkowie potwierdzaj, e Ozenburger wjecha swoim samochodem w skuter

nieny Bowera w czasie, kiedy Bower kierowa rzeczonym pojazdem. Nieformalne badanie opinii publicznej wykazuje, e w przekonaniu 52 procent mieszkacw miasta Bower musia widzie nadjedajcy samochd, mimo to Ozenburger trafi do celi. Bower wnis przeciw niemu oskarenie. Czonkowie ochotniczej stray poarnej organizuj bufet w celu zgromadzenia funduszy na wpacenie kaucji za Manny'ego.
14.55. Kate D. Ingleberry zawiadomia policj, e zostaa napadnita przez swojego partnera, Davida Buncha, w ich rezydencji przy Rancor Road. Jednoczenie Bunch twierdzi, e by napastowany przez Ingleberry. Na miejsce zgoszenia pojecha komendant Burk wraz ze swoim zastpc Ottonem Gruberem. Obie strony przedstawiy dowody w postaci siniakw na twarzy i ciele, a w przypadku Buncha - lad po ugryzieniu na lewym poladku. Nie wniesiono adnych oskare.
15.40. James i William Mackie dostali mandat za nieostron jazd i przekroczenie prdkoci na skuterach nienych. William Mackie twierdzi, e skutery niene to, do cholery, nie pojazdy" i jako sprzt rekreacyjny nie powinny podlega adnym ograniczeniom. Will ma zamiar poruszy t spraw podczas najbliszego zebrania na ratuszu.
17.29. Grupa usuwajca nieg zauwaya mczyzn, ktry z pewn dezorientacj spacerowa rodkiem ulicy w pobliu poudniowej czci Rancor Woods. Syszano, jak piewa A Nation Once Again. Zosta zidentyfikowany jako Michael Sullivan. Ekipa odtransportowaa go na posterunek policji i przekazaa komendantowi, Ignatiousowi Burk'owi.
Nate przejrza dalszy cig kroniki policyjnej. Byy tam doniesienia o pijatykach, zakcaniu porzdku publicznego, zaginiciu i odnalezieniu psa, wezwaniu od mczyzny, ktry zamknity z powodu nieycy w domu nieco zbzikowa i twierdzi, e wilki graj w pokera na jego werandzie.

Przy kadej sprawie podawano nazwiska, i to niezalenie od tego, jak bardzo mogo to zawstydzi samych zainteresowanych. Nate zastanawia si, co by to byo, gdyby na przykad w Baltimore Sun" rwnie skrupulatnie i bezwzgldnie podawano wszystkie zgoszenia, nazwiska i akcje podjte przez miejscowych policjantw.
Musia przyzna, e byo to wyjtkowo zabawne.
Max i Carrie musieli zakoczy skadanie tekstu i wydrukowa gazet, zanim burza niena dobiega koca. Zdjcia zamieci i jej skutkw byy naprawd bardzo dobre, a oto wie Maxa o komendancie policji - niemal poetycka.           
Nate'owi, wbrew wczeniejszym oczekiwaniom, spodoba si artyku na jego temat. Prawd mwic, mia zamiar zatrzyma ten egzemplarz wraz z dwoma pierwszymi numerami! The Lunatic".                                                                  |
Gdy tylko bdzie mg wybra si do Meg, zawiezie jej najwiesze wydanie gazety.
Tydzie po nieycy drogi byy ju wystarczajco przetarte. Uzna, i jeli wstpi do niej, eby podrzuci The Lunatic", nie bdzie moga powiedzie, e to randka.
Jeli zadzwoni, eby sprawdzi, czy Meg jest, czy gdzie nie poleciaa, wcale nie bdzie to oznaczao, e ukada jakie plany.
Tak nakazywa zwyky rozsdek.
Spodziewajc si, e lada chwila pojawi si pozostali pracownicy komendy, Nate schowa gazet do szuflady biurka i wsta, eby dooy drewna do kominka.                           
Nagle w drzwiach pojawia si Hopp.                              
-  Mamy problem - powiedziaa bez adnych wstpw.    
-  Wikszy ni ptora metra niegu?                              i Zdja kaptur. Jej twarz bya blada jak ciana.
-  Zagino trzech chopcw.
-  Podaj mi szczegy. To znaczy: kto, kiedy i gdzie by po raz ostatni widziany - ucili.                                             
-  Steve Wise, syn Joego i Lary, jego kuzyn Scott z Tal-keetny i ich kolega ze studiw. Joe i Lara byli przekonani,

e Steven i Scott spdzaj przerw zimow w Prince William. Rodzice Scotta myleli tak samo. Wczoraj wieczorem Lara i matka Scotta poczyy si za pomoc krtkofalwki, eby przekaza sobie najnowsze wiadomoci. Wtedy dostrzegy pewne sprzecznoci w ostatnich informacjach od obu chopcw. Byy nieco zaniepokojone, w zwizku z tym Lara zadzwonia do Stevena na uczelni. Nie wrci. Ani on, ani Scott.
-  Gdzie studiuj, Hopp?
-  W Anchorage. Przetara rk twarz.
-  W takim razie powinny zawiadomi o ich zaginiciu komend policji w Anchorage.
-  Nie, nie. Lara skontaktowaa si z dziewczyn Stevena. Ci kretyni wybrali si na zimow wspinaczk po poudniowej cianie No Name.
-  Co to jest No Name?
-  Francowata gra, Ignatiousie. - W jej oczach pojawi si strach. - Cholernie dua. Nie ma ich od szeciu dni. Lara odchodzi od zmysw.
Nate wszed do swojego biura i wyj map.
-  Poka mi t gr.
-  Jest tutaj - wskazaa palcem. - To ulubione miejsce mieszkacw Alaski. Wspina si na ni rwnie wielu alpinistw z gbi kraju, czy to dla rozrywki, czy te w formie przygotowa przed wypraw na Denali. Niestety, zdobywanie No Name w styczniu to czysty idiotyzm, zwaszcza w przypadku trzech niedowiadczonych chopcw. Musimy wezwa ratownikw wysokogrskich i gdy tylko wzejdzie soce - wysa w gry samoloty.
-  W takim razie zostay nam jeszcze trzy godziny. Skontaktuj si za pomoc krtkofalwki z ratownikami, cign Ottona, Petera i Peach. Chc rwnie wiedzie, kto tu lata oprcz Meg.
Przejrza numery telefonw, starannie wypisane przez Peach.

-  Jakie s szans, e oni jeszcze yj? Hopp ciko opada na krzeso.
-  To musiaby by cud.
Pi minut po otrzymaniu informacji Meg bya ju ubrana i pakowaa sprzt. Korcio j, eby nie odpowiada na wezwanie krtkofalwki z komendy policji w Lunacy, dosza jednak do wniosku, e moe usyszy najwiesze wiadomoci na temat zaginionych alpinistw.
-  Tu KUNA. Odbir.
-  Lec z tob. Czekam przy rzece. Odbir.
Wsadzajc do torby dodatkowe rodki opatrunkowe i lekarstwa, poczua zo.
-  Nie potrzebuj drugiego pilota, panie Burk. Poza tym nie bd miaa czasu na pokazywanie ci widokw. Skontaktuj si z tob, gdy ich znajd. Odbir.
-  Lec z tob. Ci chopcy zasuguj na dodatkow par oczu, a ja mam naprawd dobry wzrok. Czekam. Bez odbioru.
-  Cholera jasna! Jak ja nienawidz bohaterw! Dwigna torb i wysza na zewntrz w towarzystwie
psw. Zabraa reszt sprztu i korzystajc z latarki, powdrowaa na rakietach nienych w stron jeziora.
Zdya zrobi dwie rundy, nim zaczo si rozjania i moga pomyle o starcie. Dzikowaa Bogu, e nie musiaa przez godzin odkopywa samolotu spod niegu. Za nic w wiecie nie chciaa myle o chopcach, o tym, czy yj, czy s martwi gdzie na stoku gry. Po prostu robia po kolei wszystko, co trzeba byo zrobi.
Zdja osony ze skrzyde i starannie je zoya. Bya to cika praca, ale i tak lejsza ni zeskrobywanie grubej warstwy szronu. Oprniwszy pojemniki na wod pod zbiornikami na skrzydach, wdrapaa si, by sprawdzi poziom benzyny. Napenia baki do pena.
Obesza samolot, sprawdzia klapy, usterzenie poziome, kad ruchom cz samolotu, by upewni si, e wszystko dobrze dziaa.

Czasami ludzie gin - pomylaa - z powodu poluzowanych sworzni.
Mylaa tylko o bezpieczestwie lotu, dlatego kilkakrotnie poruszya migem, eby usun nadmiar oleju.
Woya sprzt do samolotu i dokadnie wszystko przymocowaa. Zapucia silnik. migo obrcio si nierwno, potem silnik kaszln, jakby mu si czym odbio. Rozgrzewajc go, Meg sprawdzia przyrzdy pomiarowe.
Tutaj to ona decydowaa o wszystkim, jeli ktokolwiek, gdziekolwiek, o czymkolwiek moe decydowa.
Kiedy poluzowaa hamulce, na niebie pojawiy si pierwsze jasne smugi.
Odpowiednio wszystko poustawiaa, postukaa w kontrolki, sprawdzia, czy lotki si poruszaj i czy dziaaj dwignie. Zadowolona, wyprostowaa si.
Pocaowaa palce, dotkna nimi przyczepionego magnesami do tablicy rozdzielczej zdjcia Buddy'ego Holly'ego i powoli ruszya do przodu.
Jeszcze nie zadecydowaa, czy po drodze wstpi do Lunacy, czy nie. Gdy zataczaa krgi po powierzchni jeziora, eby nabra prdkoci i mc wznie si w przestworza, odoya decyzj na pniej.
Moe to zrobi, moe nie.
Wzbia si, gdy na wschodzie zaczo wita. Po chwili wzruszya ramionami i wzia kierunek na Lunacy.
Nate by tam, gdzie powiedzia. Sta na brzegu rzeki, a za jego plecami wznosiy si wysokie hady niegu. Mia przerzucon przez rami torb. Meg liczya na to, e kto powiedzia temu cheechako, co trzeba zabra ze sob na tego typu akcj ratunkow. Zobaczywszy, e obok Nate'a stoi Hopp, Meg poczua ucisk w odku, tym bardziej e dostrzega z nimi Joego i Lar.
Ten obrazek w kocu zmusi j do zastanowienia, jak moe wyglda fina akcji. Przypomniaa sobie martwych alpinistw, ktrych ju niegdy zwozia z gr. I tych, ktrych moe zwie dzisiaj.

Wyldowaa na rzece i zaczekaa, a Nate dojdzie do samolotu po lodzie.                                                                    ;
Podmuch od miga uderzy go w twarz, zmierzwi wosy. Nate wsiad i przywiza swj pakunek.
-  Mam nadziej, e wiesz, co ci czeka - powiedziaa.
-  Nie mam pojcia.                                                      :
-  Moe to i lepiej.
Pocaowaa palce i dotkna zdjcia Buddy'ego. Nie patrzc na przeraone twarze po swojej prawej stronie, wzbia si w powietrze.
Skontaktowaa si z kontrol lotw w Talkeetnie i podaa im swoje namiary. Byli w przestworzach, nad drzewami i samochodami, a na pnocny wschd od nich wschodzio blade soce.
-  Stanowi pan dodatkow par oczu, ale i balast, panie Burk. Gdyby nie to, e Jacob pojecha do Nome w odwiedziny do syna, nie zabraabym ci ze sob.
-  Kapuj. Kim jest Jacob?
-  Jacob Itu. Najlepszy pilot, jakiego znam. To on uczy mnie lata.
-  Czy to czowiek, z ktrym jada praon kukurydz na zebraniu w ratuszu?
-  Tak.
Zaczo nimi rzuca. Meg zauwaya, e podczas gwatownych podskokw Nate zaciska pici.
-  Wolaabym, eby nie dosta choroby morskiej.
-  Nie dostan. Po prostu nie cierpi lata.                        
-  Dlaczego?
-  Z powodu grawitacji.
Umiechna si, chocia nadal nimi rzucao.
-  Skoro tak bardzo przeszkadzaj ci turbulencje, czeka ci naprawd zy dzie. Jest jeszcze czas, eby zawrci.
-  Powiedz to trjce dzieciakw, ktrych szukamy. Umiech znikn z jej twarzy. Spojrzaa na ostre zarysy
gr. Poniej pyny oboki, a szczegy rozmazyway si w jednolit plam.

-  Dlatego zostae gliniarzem? Czy twoj misj jest ratowanie ludzi?
-  Nie. - Przez chwil milcza, poniewa znw wpadli w turbulencje. - Dlaczego pilot taki jak ty trzyma w kabinie zdjcie Buddy'ego Holly'ego?
-  Poniewa dziki temu pamitam, e wszystko moe si zdarzy.
Gdy soce wyonio si zza horyzontu, wyja z kieszeni okulary przeciwsoneczne i woya je na nos. W dole widziaa wijce si lady psich zaprzgw, oboczki dymw z kominw, kpy drzew, wzniesienia. Korzystaa nie tylko z przyrzdw, lecz rwnie z punktw orientacyjnych.
-  W schowku jest lornetka - powiedziaa. Zmienia nieco pozycj samolotu i wyrwnaa lot.
-  Zabraem swoj.
Rozpi kurtk i wyj na wierzch lornetk, ktra wisiaa mu na szyi.
-  Powiedz mi, gdzie mam patrze.
-  Jeli prbowali zdobywa szczyt od strony poudniowej, z pewnoci zostali wyrzuceni na Sun Glacier.
-  Wyrzuceni? Przez kogo?
-  To dopiero tajemnica, prawda? - Zacisna zby. - Przez jakiego matoa zbyt zainteresowanego pienidzmi, eby odda ich cz fiskusowi. Wielu ludzi ma samoloty i wielu nimi lata. To nie znaczy, e s pilotami. Niezalenie od tego, kto to by, nie zgosi ich wyprawy, gdy zacza si burza niena, a ju z ca pewnoci nie zabra ich z powrotem.
-  To czyste szalestwo.
-  Mona by szalecem, ale nie mona by gupcem, a to, niestety, mona uzna tylko za gupot. Gdy wpadniemy midzy gry, bdzie jeszcze bardziej koysao.
-  Nie uywaj sw wpadniemy" i gry" w tym samym zdaniu.
Spojrzawszy w d, ujrza kpki drzew, morze niegu, zamarznit powierzchni jeziora i kilka chatek. Wszystko pojawiao si i znikao w chmurach. Surowy, pusty krajobraz by

zdumiewajco pikny. Niebo ju nabierao ciemnej niebieskiej barwy, a na jego tle wida byo wyrzebione gry.
Pomyla o trzech chopcach uwizionych od szeciu dni w tej okrutnej puapce.
Meg gwatownie przechylia samolot i skrcia w prawo. Nate z najwiksz determinacj, na jak byo go sta, stara si nie zamkn oczu. Nagle cay widok przesoniy biao-bkitne monstrualne gry. Meg wleciaa midzy strome grzbiety, a wwczas po obu stronach wida byo tylko skay, ld i mier.
Poprzez wycie silnikw usysza co, co przypominao grzmot. Potem zobaczy potn fal niegu, tryskajc z gr.
-  Co to...
-  Lawina.
Gos Meg by niesychanie spokojny, chocia samolot zacz si koysa i podrygiwa.
-  Lepiej bdzie, jeli si czego przytrzymasz.
Ze wszystkich stron ogarn ich potny podmuch, biae pieko, wybuch lodowego wulkanu. W powietrzu huczao, jakby mijali tysic rozpdzonych pocigw. Samolot podskakiwa jak pingpong w prawo, w lewo, w gr, w d.
Nate'owi wydawao si, e Meg zakla, gdy w samolot uderzyo co, co przypominao pian do gaszenia poaru. Burza niena z wntrza gr zarzucia przedni szyb skalnymi odamkami, ale to nie strach go ogarn, lecz podziw.
Metal brzcza i skrzypia, gdy samolot znalaz si pod ostrzaem kul z lodu i kamienia. Wiatr miota nim, podrzuca i koysa. Chwilami wydawao si, e lada moment uderz o zbocze albo po prostu rozpadn si na kawaki jak szrapnel.
Potem przelecieli midzy lodowymi cianami, nad wsk, zamarznit dolin i dotarli do bkitu.
-  Pocauj mnie w dup! - Meg zawiwatowaa, odrzucia gow do tyu i wybuchna miechem. - Ale przejadka!
-  Niesamowita - zgodzi si Nate.
Poprawi si na siedzeniu, tak by si odwrci i jeszcze przez chwil obserwowa przedstawienie.

-  Nigdy w yciu nie widziaem czego takiego.
-  Gry s wyjtkowo kapryne. Nigdy nie wiadomo, co nas moe spotka. - Zerkna w jego stron. - Jest pan bardzo opanowany w trudnej sytuacji, panie komendancie.
-  Ty te. - Ponownie rozsiad si w fotelu i w gbi duszy zastanawia si, czy omocce serce nie poamao mu eber. -Czsto tu przylatujesz?
-  Kiedy tylko mog. Moe zacznij robi uytek z lornetki. Mamy do sprawdzenia duy obszar, poza tym nie bdziemy tu jedyni. Wypatruj przez cay czas. - Poprawia suchawki. - Ja bd utrzymywa kontakt z kontrol lotw.
-  Gdzie mam szuka?
-  Tam - wskazaa brod. - Na pierwszej.
W porwnaniu z Denali gra wygldaa na niemal cakiem niegron, nie zachwycaa rwnie surowym piknem, tak typowym dla pozostaych wierzchokw. Midzy No Name a Denali wida byo inne, mniejsze i wiksze szczyty, ktre sterczay na tle nieba jak poszarpana, ostra ciana.
-  Ile ma wysokoci?
-  Ponad trzy i p tysica metrw. W maju i kwietniu stanowi nieze wyzwanie dla alpinistw, zim jest trudniejsza, ale moliwa do zdobycia. Chyba e grupka dzieciakw wybiera si na ni dla kawau. Wtedy to samobjstwo. Dowiemy si, kto zabra w styczniu niepenoletnich chopcw i wyrzuci ich na lodowiec. Wtedy bdzie musia za to zapaci.
Zna ten ton - spokojny, bez emocji.
-  Mylisz, e nie yj.
-  Raczej tak.
-  Nie odmwia jednak udziau w akcji.
-  Nie po raz pierwszy szukam zwok... albo je znajduj.
Pomylaa o zapasach w samolocie, o sprzcie ratowniczym, lekarstwach, ciepych kocach. I modlia si, eby mona ich byo uy.
-  Szukaj mieci. Namiotw, sprztu... cia. Nie brak tu rozpadlin. Podlec tak blisko, jak to moliwe.
Nate chcia, eby chopcy yli. Mia do mierci, do

strat. Nie przylecia szuka zwok, ale chopcw. Przeraonych, zagubionych, moe nawet rannych, ale ywych.
Sprawdza teren przez lornetk. Widzia gwatowne uskoki, malekie pki skalne, pionowe ciany czystego lodu. Nawet nie prbowa si zastanawia, dlaczego kto ryzykuje utrat ycia lub koczyn, zmaga si z koszmarnymi warunkami, goduje i cierpi, byle tylko dotrze na szczyt. Ludzie dla zabawy robi bardziej szalone rzeczy.
Wyczu potne podmuchy wiatru, dostrzeg, jak niebezpiecznie maa odlego dzieli niewielki samolocik od bezlitosnych cian. Odsun od siebie strach.
Wpatrywa si w biel, a zaczy go szczypa oczy, potem opuci lornetk i zamruga.
-  Na razie nic nie widz.
-  To dua gra.                                                            Meg krya, Nate szuka. Kiedy Meg omawiaa szczegy
z kontrol lotw, Nate zauway, e nieco na zachd od nich unosi si w powietrzu drugi samolot, ktry przypomina maego tego ptaka, a za nim na tle bieli odcina si krpa sylwetka helikoptera. W porwnaniu z gr wszystko miao rozmiary kara. Teraz nie wydawaa si ju taka maa.
Widzia elementy nadajce jej ksztat: paty lodowca, poacie niegu, czarn ska, wystajc kawaek od zbocza i pokryt kolejn porcj lodu niczym byszczcym lukrem.
Widzia miejsca, gdzie, jak przypuszcza, nigdy nie docierao soce, i ogromne uskoki. W jednej z przepaci dostrzeg jaki bysk, jakby promienie soca odbijay si od lustra.
-  Co jest tam w dole! - zawoa. - Metal albo szko. Co co odbija wiato. W tej szczelinie.
-  Zawrc.
Opuci lornetk i przetar oczy, aujc, e nie zabra swoich okularw przeciwsonecznych. Odblask by morderczy.
Meg wzniosa samolot, a potem zawrcia. Wtedy Nats dostrzeg barwn plam na niegu.
-  Zaczekaj! Tam! Co to takiego? Mniej wicej na czwartej. Jezu, Meg, na czwartej.

-  Sukinsyn! Jeden z nich yje!
Teraz ju go widzia. Bkitn plam, ruch, co, co miao ksztat czowieka i jak szalone machao rkami, eby da im znak. Meg zatoczya kilka krgw i obniya lot.
-  Tu Bbr Niner-Zulu-Niner-Alfa-Tango. Mam jednego -powiedziaa do suchawek. - yje, jest tu nad Sun Glacier, Lec po niego.
-  Chcesz ldowa? - spyta Burk, kiedy powtrzya meldunek. - Na czym takim?
-  Masz lepszy pomys? - spytaa. - To ty tam zejdziesz. Ja nie mog zostawi samolotu. Wieje zbyt mocny wiatr, a nie ma czasu ani miejsca, eby si do czego przywiza.
Spojrzawszy w d, zobaczy, e posta potkna si, upada, zelizgna si po lodzie, po czym zamara w bezruchu. Teraz prawie w ogle nie byo jej wida w biaym puchu.
-  Lepiej udziel mi lekcji, i to szybko.
-  Wylduj, ty wyskoczysz, dotrzesz do chopaka, zabierzesz go i przyprowadzisz do samolotu. Potem bdziemy mogli wrci do domu i strzeli sobie naprawd due piwo.         i
-  Krtka lekcja.
-  Nie ma czasu na dusz. Sprbuj go zmusi, eby pokona ten kawaek na wasnych nogach. Jeli nie bdzie mg i, cignij go. We okulary. Przydadz ci si. To nie bdzie zabawne. Czeka ci co w rodzaju przejcia przez zamarznity staw i drobna wspinaczka.
-  A wszystko to na wysokoci kilku tysicy metrw nad poziomem morza. adna sprawa.
Pokazaa zby w umiechu, przez cay czas starajc si utrzyma samolot na jednym poziomie.
-  To si nazywa hart ducha.
Wiatr miota nimi, kiedy obniaa lot. Podesza do ldowania, wysuna pozy i przydawia przepustnic.
Nate postanowi, e tym razem nie bdzie wstrzymywa oddechu, poniewa wkrtce i tak bdzie mu brakowao powietrza. Meg osadzia samolot na lodowcu, midzy przepaci a pionow cian.

-  Ruszaj! - rozkazaa, ale Nate ju odpina pas bezpieczestwa.
-  Tam w dole jest prawdopodobnie okoo trzydziestu stopni poniej zera, wic pospiesz si. Nie prbuj udziela mu pomocy lekarskiej, pki nie dotransportujesz go do samolotu, chyba e bd musiaa odlecie. Po prostu przycignij go tutaj i wrzu do samolotu.
-  Kapuj.
-  Jeszcze jedno! - krzykna, gdy otwiera drzwi, wpuszczajc do rodka mocny podmuch wiatru. - Gdybym musiaa odlecie, nie panikuj. Wrc po was.
Wyskoczy na nieg. Nie mia czasu na zadawanie pyta ani zastanawianie si. Zimno cio jak noe, a powietrze byo tak rzadkie, e ranio krta. Mia przed sob cignce si bez koca pagrki, pomarszczone morze, poacie cienia, ocean bieli.
Wdrowa przez lodowiec, z ogromnym trudem posuwa si do przodu, chocia wczeniej liczy, e uda mu si przebiec dystans, ktry dzieli go od chopca.
Kiedy dotar do skay, zda si na instynkt. Podcign si w gr, beczc jak koza, a potem opad na kolana, gdy krtka ciana zacza mu si wydua w oczach.                           
Sysza wycie silnikw, wiatru i wasny ciki oddech.
Opad na nieg tu obok chopca i pomimo zalece Meg sprawdzi puls. Na szarej twarzy modzieca, na policzkach i brodzie dostrzeg szorstkie paty czego, co wygldao jak wysuszona skra.                                                               ,
Chopiec otworzy oczy.
-  Udao si - wychrypia. - Udao si.
-  Taak. Do diaba, spadajmy std.
-  S tam, wysoko, w pieczarze. Nie mog stamtd zej. Scott jest chory, a Brad... ma chyba zaman nog. Wybraem si po pomoc. Przeszedem...
-  cigne j. Kiedy bdziemy w samolocie, pokaesz nam, gdzie jest reszta. Moesz i?
-  Nie wiem. Sprbuj.

Nate z trudem postawi chopca na nogi, biorc na siebie jego ciar.
-  Chod, Stevenie. Stawiaj jedn nog przed drug. Tak daleko ju zaszede.
-  Nie czuj stp.
-  Po prostu uno po kolei nogi. Stopy pod za reszt. Musimy zej kawaek w d.
Nate czu, e zib przenika przez rkawiczki. aowa, e nie woy dwch par.
-  Nie dam rady ci nie. Trzymaj si mnie, sprbuj ci podtrzymywa. Musimy zej w d, eby pomc twoim przyjacioom.
-  Musiaem ich zostawi, sprowadzi pomoc. Musiaem ich zostawi z trupem.
-  Ju wszystko w porzdku. Wrcimy do nich. Teraz schodzimy. Jeste gotowy?
-  Poradz sobie.
Nate szed pierwszy, na wypadek gdyby chopak upad, zemdla albo polizgn si. Krzycza na niego, gdy schodzili po lodowcu. Podnosi gos, eby Steven si nie zatrzymywa, eby nie zemdla. Zadawa pytania, chcc, by chopiec ani na chwil nie przestawa myle.
-  Jak dawno zostawie przyjaci?
-  Nie wiem. Dwa dni temu? Moe trzy? Hartborne nie wrci. A moe... wydawao mi si, e go widziaem, ale potem... sam nie wiem.
-  W porzdku. Ju jestemy prawie na miejscu. Za kilka minut pokaesz nam, gdzie s twoi przyjaciele.
-  W lodowej grocie, z nieboszczykiem.
-  Co to za nieboszczyk? - Nate zszed z lodowca. - Kto to taki?
-  Nie wiem - powiedzia sennie Steven, osuwajc si w rozoone ramiona Nate'a. - Znalelimy go w grocie. To Czowiek Lodu. Patrzy. Po prostu siedzi i patrzy. Ma czekan wbity w klatk piersiow. Jest przeraajcy.
-  Domylam si.

Nate w poowie docign, w poowie donis Stevena do dygoccego samolotu.                                                        ;
-  On wie, gdzie jest reszta.
Wsiad do samolotu, potem wcign Stevena.                   Moe nam pokaza.
-  Po go z tyu i okryj kocami. Apteczka jest w torbie. Gorca kawa w termosie. Nie pozwl mu za duo pi.
-  Czyja wci yj?
Teraz chopak trzs si z zimna.
-  Taak, yjesz.
Nate pooy go na pododze midzy fotelami i przykry grub warstw kocw. Meg wystartowaa.
Syszc wycie silnikw i wiatru, zastanawia si, czy teraz, gdy jest ju po wszystkim, nie rozpadn si na kawaki.
-  Musisz nam powiedzie, gdzie s twoi przyjaciele.
-  Poka wam.
Dzwonic zbami, chopak usiowa wypi kaw, ktr nala mu Nate.
-  Pomog ci. Pij.
Kiedy Steven sczy gorcy napj, zy zaczy mu pyn po policzkach.
-  Mylaem, e mi si nie uda. e umr tam tylko dlatego, i ja nie zdoam zej do samolotu.
-  Udao ci si.
-  Ale samolotu nie byo. Po prostu go nie byo.
-  Za to my bylimy. Bylimy tam.
Starajc si dostosowa do przechyw samolotu, Nate ostronie nala nastpny kubek kawy.
-  Prawie dotarlimy na szczyt, ale Scott si rozchorowa, a Brad upad i zrani si w nog. Wtedy znalelimy jaskini. Zdylimy si w niej ukry, nim nadesza burza niena. To w niej spdzilimy cay ten czas. Jest tam jaki nieboszczyk.
-  Ju o tym mwie.
-  Naprawd nie zmylam. Nate przytakn.
-  Pokaesz nam.

Nate nienawidzi szpitali. By to jeden z czynnikw, ktre spychay go w ciemno. Nie tak dawno temu zbyt wiele czasu spdzi w szpitalu. Wystarczajco duo czasu, by bl, al i poczucie winy przeobraziy si w bezdenn przepa depresji.
Nie mg przed ni uciec. Marzy o spokojnym nie, ale sen przynosi koszmary, a owe koszmary byy gorsze od ciemnoci.
Gdzie w gbi duszy mia nadziej, e umrze. Po prostu odejdzie w ciszy i milczeniu. Nie myla jednak o samobjstwie. To wymagaoby zbyt duo wysiku, podjcia zbyt wyczerpujcych dziaa.
Nikt nie wini go o mier Jacka. Nate chcia, eby to robili, tymczasem koledzy i znajomi przychodzili z kwiatami i serdecznie mu wspczuli, wrcz go podziwiali. To mu ciyo jak ow.
Nic nie pomagao: ani terapia, ani rozmowy z psychoterapeut, ani leki antydepresyjne. Zacz wic udawa, choby dlatego, eby po prostu mie z gowy lekarzy i zmartwionych przyjaci.
Od wielu miesicy nie przestawa udawa.
Teraz, kiedy by zmuszony wej do szpitala, czu na sobie delikatne, lepkie palce beznadziei. atwiej, znacznie atwiej byoby si podda i po prostu pogry w ciemnoci.
-  Komendant Burk?
Nate nie odrywa wzroku od kawy. Czarnej kawy. Nie chcia jej, co wicej, nie bardzo mg sobie przypomnie, jakim cudem trafia do jego rk. By zbyt zmczony, eby pi kaw. Zbyt zmczony, eby wsta i j wyla.
-  Komendant Burk?
Unis wzrok i skupi go na twarzy. Szukaa go mniej wicej pidziesiciopicioletnia kobieta o brzowych oczach, ktre zerkay zza szkie w czarnych oprawkach. Nate nie bardzo mg sobie przypomnie, kto to taki.
-  Taak? Przepraszam.


-  Steven chce si z panem zobaczy. Jest przytomny. Wszystko stanowio niewyran plam, podobnie jak rozwaania nad kubkiem kawy. Trzej chopcy, gra.
-  Jak on si czuje?                                                       -  To mody, zdrowy mczyzna. Jest troch odwodniony i by moe przypaci ca przygod kilkoma palcami u ng, ale rwnie dobrze moe si okaza, e zdoa zachowa wszystkie. Tak czy inaczej mona uzna, e dopisao mu szczcie. Pozostali dwaj s w drodze do szpitala. Mam nadziej, e i im te nic si nie stao.
-  Zabieraj ich. Z gr                                                  
-  To wanie powiedziaam. Moe pan porozmawia kilka | minut ze Stevenem.                                                           
-  Dziki.
Idc za ni, czu szpitalne zapachy, sysza szpitalne dwiki. Gosy, brzki, niespokojny pacz niemowlt.
Wszed na sal i zobaczy chopca w ku. Skra na jego policzkach bya lekko zarowiona. Mia zmierzwione jasne wosy i pochmurne, zmartwione oczy.
-  To pan mnie przywiz.
-  Nazywam si Nate Burk. Jestem nowym komendantem; i policji w Lunacy.
Poniewa Steven wycign rk, Nate j uj, chocia zrobi to bardzo ostronie, eby nie poruszy igy wbitej w zagici okcia.
-  Twoi przyjaciele s ju w drodze do szpitala.
-  Syszaem, ale nikt mi nie powiedzia, w jakim s stanie.
-  Dowiemy si, gdy tu dotr. Nie znaleziono by ich, gdyby nie powiedzia nam, gdzie si znajduj, Stevenie. Mona uzna, e to prawie rwnoway gupot, ktra kazaa wam si tam wybra.                                                                       -
-  Wydawao nam si, e to dobry pomys. - Bezskutecznie prbowa si umiechn. - Wszystko poszo na opak. Poza tym przypuszczam, e co zego przytrafio si Hartborne'owi. Dalimy mu tylko poow pienidzy, chcc mie pewno, e po nas wrci.                                                         

-  Sprawdzimy to. Moe podasz mi jego pene imi, nazwisko i reszt informacji.
-  Brad go zna. Prawd mwic, Brad zna faceta, ktry zna Hartborne'a.
-  W porzdku. Porozmawiamy z Bradem.
-  Rodzice mnie zabij.
Och! Mie dwadziecia lat - pomyla Nate - i ba si gniewu rodzicw, pomimo faktu, e wanie ledwo uszo si z yciem!
-  Moesz na to liczy. Powiedz mi wicej o martwym czowieku z jaskini, Stevenie.
-  Nie zmyliem sobie tego.
-  Wcale tak nie twierdz.
-  Widzielimy go wszyscy. Nie moglimy opuci pieczary z powodu nogi Brada. W kocu postanowilimy, e ja zejd na d, aby spotka si z Hartborne'em i sprowadzi pomoc. Oni musieli zosta z Czowiekiem Lodu, ktry po prostu siedzia tam i patrzy. Z czekanem w piersi. Nawet go sfotografowaem.
Oczy zrobiy mu si okrge, kiedy stara si nieco unie na okciach.
-  Sfotografowaem go - powtrzy. - Mj aparat fotograficzny... Wydaje mi si, e jest... w kieszeni mojej ocieplanej kamizelki. Powinien tam by. Moe pan sprawdzi.
-  Zaczekaj chwil.
Nate podszed do sterty ubrania, przeszuka j i znalaz kamizelk. W wewntrznej kieszeni zamykanej na zamek byskawiczny znalaz maleki aparat cyfrowy, niewiele wikszy od karty kredytowej.
-  Nie umiem tego obsugiwa.
-  Poka panu, jak to si robi. Musi pan tu wczy, a potem... Widzi pan?... Tu jest ekran. Moe pan wywoa zdjcia z pamici. Ostatnie zdjcia, jakie robiem, to wanie fotki tego nieboszczyka. Pstryknem go trzy razy, poniewa... To on!
Nate bacznie przyjrza si zblieniu twarzy. Mczyzna

mg by brunetem albo ciemnym szatynem, trudno powiedzie, poniewa jego sigajce niemal do ramion wosy byy srebrne od szronu i lodu. Okrywaa je nacignita na czoo weniana czapka. Mia pocig twarz i oblodzone brwi. Nate wystarczajco czsto widywa mier, by dostrzec j w bkitnych, szeroko otwartych oczach.
Zerkn na nastpne zdjcie.
Byy na nim zwoki czowieka, ktry mg mie od dwudziestu do czterdziestu lat. Siedzia z wyprostowanymi nogami, oparty plecami o lodow cian. Mia na sobie czarno-t kurtk, grube spodnie, buty do wspinaczki i grube rkawice.
W jego piersi tkwi may czekan.
-  Dotykae tego ciaa?
-  Nie. To znaczy... troch je szturchnem. Jest zamarzniete na kamie.                                                                     
-  W porzdku, Stevenie. Zabior twj aparat. Potem ci go oddam.
-  Jasne. Nie ma sprawy. Wie pan co? Ten czowiek mg tam by od lat, dziesicioleci czy co w tym stylu. Na t myl dostawialimy gsiej skrki, sowo daj, ale dziki temu nie mylelimy o gwnie, w ktre sami wdepnlimy. Jak pan sdzi, wiedz ju co na temat Brada i Scotta?
-  Dowiem si. Pjd do lekarza. Myl, e pniej jeszcze pogadamy.
-  O kadej porze. Powanie. Dziki za uratowanie mi ycia.                                                                               
-  Sprbuj bardziej o nie dba.
Wdrujc w stron drzwi, Nate wsun aparat fotograficzny do kieszeni. Doszed do wniosku, e bdzie musia skontaktowa si z policj stanow. Morderstwo w grach podlegao ich jurysdykcji. To jednak wcale nie oznaczao, e nie moe wczeniej zrobi kilku odbitek dla wasnych potrzeb.
Kim by ten czowiek? Jak tam si znalaz? Jak dugo przebywa w pieczarze? Dlaczego zgin? Zadajc sobie te pytania, Nate pokona ca dugo korytarza i dotar do dyurki

pielgniarek. Znalaz si tam w chwili, kiedy ekipa ratownicza przywioza dwch pozostaych chopcw.
Uzna, e najlepiej zrobi, schodzc ratownikom z drogi. Kiedy dostrzeg za ich plecami Meg, podszed do niej.
-  To ich szczliwy dzie - powiedziaa.
Nate przez uamek sekundy widzia twarz jednego z chopcw. Potrzsn gow.
-  Nie bybym taki pewien.
-  Kady dzie, w ktrym gry mogy czowieka zabi, a tego nie zrobiy, naley uzna za szczliwy.
Zwaszcza e udao si zwie na d ywych ludzi, a nie zwoki, tak jak przypuszczaa.
-  Prawdopodobnie strac kilka palcw, a tego dzieciaka, ktry ma zaman nog, czeka nieco blu i dugie leczenie, ale yje. Soce zaszo, to znaczy, e jest za pno na powrt do domu. Dzi ju nigdzie nie polecimy. Mam zamiar wynaj dla nas pokj w The Wayfarer. Opaty s rozsdne, jedzenie dobre. Masz co przeciwko temu?
-  Nie, ale wczeniej chciabym jeszcze zaatwi kilka spraw.
-  Jeli to potrwa duej ni dwadziecia minut, znajdziesz mnie w barze. Potrzebny mi alkohol, jedzenie i seks. -Umiechna si do niego wymownie. - Mniej wicej w takiej kolejnoci.
-  To cakiem rozsdne. Przyjd. Zapia kurtk.
-  Och, pamitasz odblask, ktry w pewnym momencie zauwaye? To wrak samolotu. Prawdopodobnie faceta, ktry zawiz naszych milusiskich na lodowiec. Gry mimo wszystko zdoay kogo dopa.
Nie byo go ptorej godziny. Meg, zgodnie z umow, czekaa w barze.
Gsty dym unosi si w lokalu wyoonym drewnian boazeri i ozdobionym gowami zwierzt. Meg siedziaa przy stoliku, na ktrym stao piwo, kieliszek jakiego mocniejszego

alkoholu i talerz czego, co wygldao na nachos. Trzymaa nogi na drugim krzele. Zsuna je w chwili, gdy Nate podszed do stolika.
-  Widz, e ju wszystko zaatwie. Hej, Stu! To samo dla przyjaciela.
-  Samo piwo - poprawi Nate. - Czy to da si je? - spyta, niepewnie zerkajc na nacho.
-  Jedynie zaspokaja pierwszy apetyt. Kiedy naleycie zaszumi ci w gowie, zamwimy stek. Czy nie byo ci tak dugo, poniewa chciae dopilnowa tych chopcw?
-  Tak, ale miaem jeszcze do zaatwienia kilka innych spraw. - Zdj czapk i przeczesa palcami wosy. - Czy ratownicy wchodzili do jaskini?
-  Nie, chopcy sami wyczogali si na zewntrz, gdy usyszeli, e z powietrza nadchodzi pomoc. - Nabraa na frytk nieco sera, misa i ostrego sosu.  Najwaniejsze byo to, eby jak najszybciej zwie ich na d i udzieli im pomocy medycznej. Koniec kocw kto tam wrci po sprzt, ktry zostawili.
-  I nieboszczyka. Zmarszczya czoo.
-  Kupie t opowiastk?
-  Taak. Zwaszcza e Steven zrobi mu zdjcia.
Wyda wargi, potem wzia do ust nastpn obadowan frytk.
-  Nie bujasz?
-  Piwo! - zawoa kto od strony baru.
-  Zaczekaj - powiedziaa do Nate'a. - Przynios ci je.
-  Chcesz nastpn kolejk, Meg? - spyta Stu.
-  Na razie zaczekam, a mj kompan nadrobi zalegoci. Zabraa brzow butelk i przyniosa j do stolika.
-  Zrobi zdjcia?
Nate przytakn i upi yk piwa.
-  Aparatem cyfrowym, ktry mia w kieszeni. Poprosiem kogo, eby mi je wydrukowa. - Poklepa doni brzow kopert, ktr rzuci na st. - Potem musiaem przekaza aparat

chopcom z policji stanowej. Moe bd chcieli wczy mnie do dochodzenia, moe nie. - Wzruszy ramionami.
-  Chciaby wzi w nim udzia?
-  Sam nie wiem. - Ponownie wzruszy ramionami i poklepa doni kopert. - Nie wiem.
Naprawd, bardzo ci na tym zaley - pomylaa. Niemal widziaa, jak Nate w mylach dokonuje przegldu sytuacji. Jak kady gliniarz. Chciaa, eby stanowi pozwolili mu wzi udzia w tej grze, poniewa liczya, e dziki temu w jego smutnych, szarych oczach pojawi si bysk.
-  Prawdopodobnie nie by tam dugo. Uniosa szklank.
-  Dlaczego tak uwaasz? - spytaa.
-  Kto by go znalaz. Potrzsna gow i upia yk whisky.
-  Niekoniecznie. Tak jaskini moe zasypa burza niena albo schodzca lawina, wtedy aden alpinista jej nie wypatrzy. Potem obok przechodzi nastpna lawina i odsania wlot do pieczary. Zaley rwnie, jak gboko siedzia w tej grocie. Mg w niej spdzi jeden sezon albo pidziesit lat.
-  I tak z pewnoci przeprowadz sekcj. Prawdopodobnie okrel dat mierci i zidentyfikuj czowieka.
-  Widz, e ju pracujesz nad rozwizaniem sprawy. -Rozbawiona machna rk w stron koperty. - Poka mi go. Moe bdziemy jak Nick i Nora Charles.
-  To nie film, Meg, poza tym mier nigdy nie jest adna.
-  Tak samo jak patroszenie osia. - Pochona nastpn porcj nacho, potem przycigna do siebie kopert i otworzya j. - Jeli to tutejszy, jest szansa, e kto go rozpozna. Chocia rokrocznie na No Name wspina si wielu przybyszw z zewntrz. Sdzc po ubraniu, jakie ma na sobie...
Zobaczy, e krew odpyna jej z twarzy, a do oczu napyny zy. Zakl na siebie, ale kiedy zacz jej odbiera zdjcia, wyszarpna mu kopert i woln rk odepchna jego wycignit do.
-  Nie musisz ich oglda. Odmy t spraw na bok.

Musiaa je obejrze... Powietrze uwizo jej w pucach, odek ciy jak kamie, mimo to musiaa patrze. Z penym rozmysem przejrzaa pozostae zdjcia, a potem uoya je na stole. Nastpnie wzia whisky i jednym haustem oprnia kieliszek.
-  Wiem, kto to jest.
-  Rozpoznajesz go?
Nate bez zastanowienia przycign bliej krzeso, dziki czemu teraz oboje mogli patrze na zdjcia.
-  Jeste pewna?
-  O tak, jestem pewna. To mj ojciec.
Odsuna si od stolika. Bya blada jak ciana, chocia nie draa.
-  Niech pan zapaci za drinki, panie komendancie, dobrze? Stek bdzie musia zaczeka.
Szybkimi ruchami schowa zdjcia z powrotem do koperty i pooy pienidze na stoliku, ale udao mu si dogoni Meg dopiero na grnym podecie schodw.
-  Meg!
-  Zostaw mnie na chwil.
-  Chc z tob porozmawia.
-  Przyjd do pokoju za godzin. Numer dwiecie trzydzieci dwa. Prosz, Ignatiousie.
Sza po schodach, nie dopuszczajc do siebie adnych myli, adnych uczu. Myli i uczucia musz zaczeka, a znajdzie si za zamknitymi drzwiami. Meg pewnymi rzeczami nie lubia si z nikim dzieli.
Nate nie ruszy za ni. Podwiadomie odnotowaa ten fakt i przyznaa mu duy plus za powcigliwo i by moe wraliwo. Wesza do pokoju, do ktrego wczeniej zdya ju przenie sprzt, zamkna drzwi i dla pewnoci zasuna acuch.
Potem skierowaa si prosto do azienki i dugo wymiotowaa.
Kiedy byo po wszystkim, usiada na lodowatej pododze i opara czoo na kolanach. Nie pakaa. Miaa nadziej, e si

rozpacze, miaa nadziej, e w ktrym momencie jej si to uda, ale nie teraz. Na razie bya zaszokowana, roztrzsiona i -dziki Bogu - za.
Kto zabi jej ojca i zostawi go w grach. Na tyle lat! Tymczasem ona przez cay ten czas ya bez niego. Co wicej, bya przekonana, e po prostu bez zastanowienia od niej odszed. Wmawiaa sobie, e nie bya dla niego wystarczajco dobra, wystarczajco wana. Wystarczajco inteligentna, wystarczajco adna. W zalenoci od tego, co jej w danej chwili pasowao, kiedy za nim tsknia i odczuwaa potworn pustk.
Tymczasem okazuje si, e ojciec wcale jej nie opuci. Poszed w gry, rzecz dla niego tak naturalna jak oddychanie. I tam zgin. Chocia to nie gra go zabia. Gdyby to gra bya odpowiedzialna za mier ojca, Meg mogaby si z tym pogodzi, uznajc, e widocznie takie byo jego przeznaczenie. Tymczasem zabi go czowiek. Z tym za nic w wiecie nie przyjmie tego spokojnie. Nie moe tego wybaczy ani pozostawi bez kary.
Wstaa, rozebraa si, pucia zimn wod i wesza pod prysznic. Strugi spyway po jej ciele tak dugo, a oprzytomniaa. Potem ubraa si, nie zapalajc wiata, wesza do ka i wrcia mylami do dnia, kiedy po raz ostatni widziaa ojca.
Przyszed do jej pokoju, kiedy przygotowywaa si do testu z historii. Przynajmniej teoretycznie. Dopki udawaa, e si uczy, rodzice zwalniali jaz wykonywania obowizkw domowych, ktrych miaa po dziurki w nosie.
Jeszcze dzi pamitaa przyspieszone bicie serca, gdy zorientowaa si, e to ojciec przyszed j odwiedzi, nie matka. On nigdy nie zmusza jej do nauki ani wykonywania obowizkw.
Uwaaa, e tata jest najprzystojniejszym facetem na wiecie. Zawsze podziwiaa jego ciemne wosy i szczery umiech. Zapozna j z wszystkim, co naprawd si liczyo. Przekaza jej wiedz o gwiazdach i wspinaczce, nauczy, jak przetrwa w nieprzyjaznym terenie. Pokaza, jak rozpali ognisko, jak owi ryby -jak potem czyci i przyrzdza zdobycz.

Zabiera Meg na wyprawy z Jacobem, ktry w tajemnicy uczy j lata.
Kiedy wtedy do niej przyszed, spojrza na otwart ksik, z ktr leaa na ku, i wywrci oczami.
-  Nudy.
-  Nienawidz, historii. Jutro mam test.
-  Poradzisz sobie. Zawsze sobie radzisz. - Usiad na ku i poaskota j. - Musz odmeldowa si na jaki czas, dziecinko.
-  Dlaczego?
Unis do i potar kciukiem o palec wskazujcy.
-  Dlaczego potrzebujemy pienidzy wanie teraz?
-  Bo tak twierdzi twoja mama. Ona wie najlepiej.
-  Syszaam dzi rano wasz ktni.
-  Drobiazg. Lubimy si kci. Zarobi kilka dolarw, zasil troch kas. Wszyscy bd szczliwi. Dwa tygodnie, Meg. Moe trzy.
-  Jak ci nie ma, potwornie si nudz.
-  Znajdziesz sobie jakie zajcie.
Chocia miaa zaledwie trzynacie lat, wiedziaa, e ojciec jest ju mylami gdzie indziej. Poklepa j po gowie, ale zrobi to bezmylnie, jak dobry wujaszek.
-  Jak wrc, wybierzemy si na pow ryb w przerblu.
-  Jasne.
Nadsaa si, gotowa go odtrci, nim on odtrci j.
-  Do zobaczenia, skarbie.
Musiaa si powstrzymywa, eby nie poderwa si z ka, nie pobiec za nim, nie przytuli si ostatni raz.
Od tego popoudnia czsto aowaa, e wtedy tego nie zrobia, e nie podarowaa ojcu i sobie jeszcze jednej chwili, jeszcze jednego ucisku.
aowaa tego i teraz, gdy w ciemnoci wracaa do tamtych chwil.
Leaa, pki nie usyszaa pukania do drzwi. Zrezygnowana wstaa, wczya wiato i przeczesaa palcami wosy, ktre jeszcze nie do koca wyschy po prysznicu.

Kiedy otworzya drzwi, Nate wnis do pokoju tac. Druga czekaa na pododze przy drzwiach.
-  Musimy co zje.
Nienawidzi, gdy ludzie zmuszali go do jedzenia albo czegokolwiek innego, co ich zdaniem w najtrudniejszych chwilach powinno doda mu otuchy, ale wiedzia, e to dziaa.
-  wietnie.
Gestem rki wskazaa na ko, jedyn wystarczajco du powierzchni, ktra moga zastpi st dla dwojga. Potem zabraa drug tac.
-  Jeli po zjedzeniu nadal bdziesz chciaa zosta sama, mog wzi drugi pokj.
-  Nie ma takiej potrzeby.
Usiada na ku ze skrzyowanymi nogami i ignorujc saatk, wbia widelec w stek.
-  To mj. - Zamieni tace. - W restauracji powiedziano mi, e lubisz krwisty. Ja nie.
-  O wszystkim pomylae, prawda? Szkoda tylko, e wzie kaw zamiast whisky.
-  Jak bdziesz chciaa butelk, przynios ci j. Z westchnieniem ukroia kawaek misa.
-  Id o zakad, e naprawd jeste gotw to zrobi. Jak to si stao, e jestem w tej chwili w Anchorage i jem stek w towarzystwie miego faceta?
-  Nie jestem wcale taki miy. Daem ci godzin, eby moga si pozbiera. Przyniosem ci jedzenie, eby miaa siy i moga opowiedzie mi wszystko o swoim ojcu. Serdecznie ci wspczuj, Meg, to dla ciebie ciki cios. Kiedy pogadamy, bdziemy musieli powiedzie o wszystkim inspektorowi, ktry dostanie t spraw.
Odkroia nastpny kawaek i wbia w niego widelec.
-  Powiedz mi co. Czy tam, skd przyjechae, bye dobrym gliniarzem?
-  To chyba jedyna rzecz, w ktrej byem dobry.
-  Zajmowae si morderstwami?
-  Taak.

-  Porozmawiam z czowiekiem, ktry dostanie t spraw, niezalenie od tego, kto to taki, chciaabym jednak, eby ty si ni zaj.
-  Niewiele mog zrobi.
-  Zawsze jest co. Zapac ci. Jad pogrony w zadumie.
-  Taaak, przeya ciki cios - powtrzy. - Tylko dlatego nie doo ci za obelg.
-  Nie znam zbyt wielu ludzi, ktrzy traktuj pienidze jak obelg. Niewane. Chc, eby kto, kogo znam, poszuka sukinsyna, ktry zabi mojego ojca.
-  Prawie mnie nie znasz.                                              
-  Wiem, e jeste dobry w ku. - Delikatnie si umiechna. - Owszem, facet moe by strasznym dupkiem, a jednoczenie cakiem niezym ogierem, ale wiem rwnie, e nie tracisz gowy w trudnej sytuacji i jeste wystarczajco gupi albo oddany sprawie, eby wdrapa si na lodowiec i ratowa dzieciaka, ktrego nigdy wczeniej nie widziae na oczy. Co wicej, mylisz z takim wyprzedzeniem, e nawet spytae w hotelowej restauracji, jakie steki lubi Meg. Moje psy ci lubi. Niech mi pan pomoe, panie komendancie.
Dotkn jej wosw, delikatnie pogaska wilgotne pasemko.                                                                            ..?.
-  Kiedy widziaa go po raz ostatni?                               
-  W lutym tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku. Szstego lutego.
-  Wiesz, dokd si wybiera?
-  Powiedzia, e ma zamiar poszuka jakiej pracy. Przypuszczam, e tu, w Anchorage albo w Fairbanks. Tego dnia on i moja mama pokcili si o pienidze i nie tylko. Normalka. Powiedzia, e znika na dwa tygodnie albo co koo tego. Nigdy nie wrci.
-  Czy twoja mama zgosia na policji jego zaginicie?     
-  Nie. - Meg zmarszczya czoo. - Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Zakadaymy... to znaczy wszyscy zakadali, e po prostu odszed. Pokcili si - cigna - moe

bardziej ni zazwyczaj. By niespokojny. Nawet ja to widziaam. Mj tata nie by chodzcym ideaem, Nate. Nie nalea niestety do ludzi odpowiedzialnych, chocia zawsze by dla mnie dobry i nigdy nie brakowao nam niczego naprawd wanego. To jednak nie wystarczao Charlene, dlatego si cigle kcili.
Uspokoia si, jedzc to, co podsunito jej pod nos.
-  Pi, pali trawk, gra, kiedy mia na to ochot, pracowa, kiedy mia na to ochot, i pieprzy si, kiedy mia na to ochot. Kochaam go... moe wanie dlatego. Tego popoudnia, kiedy znikn, mia trzydzieci trzy lata, a ja teraz, po fakcie, jako dorosa kobieta domylam si, e przeywa kryzys zwizany z wiekiem. By ojcem nastoletniej crki i od wielu lat przebywa u boku tej samej kobiety. Moe w pewnym sensie znajdowa si wtedy na rozstaju drg? Moe postanowi potraktowa zimow wspinaczk jako swego rodzaju ostatni wybryk modoci? Moe i tak nigdy by nie wrci? Jednak kto inny podj decyzj za niego.
-  Mia wrogw?                                                           
-  Trudno to wykluczy, ale nie umiaabym wskaza, kto mgby go skrzywdzi. Owszem, wkurza ludzi, ale nie byo to nic wielkiego.
-  Co powiesz o swoim ojczymie? Wbia widelec w saatk.
-  Co chcesz o nim wiedzie?
-  Ile czasu mino od zniknicia twojego ojca do lubu Charlene? Jak zdobya rozwd?
-  Przede wszystkim nie musiaa si rozwodzi. Ona i mj ojciec nie mieli lubu. Tata nie wierzy w instytucj maestwa, bla, bla, bla. Mniej wicej rok pniej wysza za m za Starego Hidela. Jeli mylisz, e Karl Hidel wdrapa si na No Name i wbi czekan w pier mojego ojca, to moesz o tym zapomnie. Mia szedziesit osiem lat i dwadziecia kilka kilogramw nadwagi, gdy Charlene zapaa go na haczyk.
Po chwili zastanowienia wzia do rki miseczk z saatk i zacza j je.

-  Pali jak komin. Z trudem wchodzi po schodach, wic co tu mwi o grze!
-  Kto mg wybra si na tak wypraw z twoim ojcem?
-  Jezu, Nate! Kady. Kady, kto lubi mocne przeycia. Przypomnij sobie dzisiejszych chopcw. Za jaki czas bd opowiada o tym, co si stao, jakby to byo najbardziej podniecajce wydarzenie w ich yciu. Alpinici s bardziej szaleni ni alascy piloci.
Kiedy Nate nic nie powiedzia, ciko westchna i zjada jeszcze troch saatki.
-  By wietnym alpinist, cieszy si dobr opini. Moe zatrudni si w charakterze przewodnika i poprowadzi jak grup na zimow wspinaczk. Albo dobra sobie dwch kumpli, takich jak on lekkoduchw, i postanowi pierdn mierci w twarz.
-  Czy kiedykolwiek uywa czego mocniejszego od marihuany?
-  Moe. Prawdopodobnie. Charlene powinna wiedzie. -Przetara oczy. - Cholera! Musz jej powiedzie.
-  Meg, czy ktre z nich miao kogo innego w czasie, kiedy byli razem?
-  Jeeli w taki oto delikatny sposb pytasz, czy pieprzyli si z kim popadnie, nie wiem. Zapytaj j.
Widzia, e Meg si od niego odsuwa. Za minut lub dwie jej zo i zniecierpliwienie uniemoliwi dalsze przepytywanie.
-  Wspomniaa, e gra. Powanie?
-  Nie. Nie wiem. Przynajmniej o tym nie syszaam. By moe nie spaci jakiego czeku. Albo uzbiera stosik skryptw dunych, poniewa nie wygrywa zbyt czsto. Nie byo jednak tego duo. Przynajmniej na miejscu. Nigdy nie syszaam, eby popeni jakie powaniejsze przestpstwo ni podpalanie trawki dla rozrywki. Gdyby si w co wplta, wielu ludzi z prawdziw przyjemnoci by mi o tym powiedziao. Nie dlatego, e go nie lubili. Lubili go. Tylko po prostu ludzie chtnie mwi innym takie rzeczy.

-  W porzdku. - Pogaska j po udzie. - Sprbuj troch popyta i bd bardzo miy dla gliniarza, ktry dostanie t spraw. Moe dziki temu zechce informowa mnie na bieco.
-  No c. Chodmy std.
Przeturlaa si przez ko, zostawiajc niedokoczon kolacj, i zacza wystukiwa domi rytm na udach.
-  Znam pewien lokal z dobr muzyk. Moe uda nam si wypi kilka drinkw, a potem wrcimy i pouprawiamy ostry seks pod yrandolem.
Zamiast komentowa jej zmian nastroju jedynie spojrza na star, brudn lamp na suficie.
-  To ma by yrandol?! Poza tym moe nie wytrzyma naszych ekscesw.
Wybuchna miechem.
-  Kocham ryzyko!

Kiedy si obudzi, sen znikn, zostawiajc jedynie gorzkosony smak w gardle. Jakby poyka zy. Sysza obok siebie delikatny i rwnomierny oddech Meg. Gdzie w gbi duszy, w chwili kiedy walczy z rozpacz, chcia si do niej odwrci. Poszuka u niej pociechy, znale zapomnienie w seksie.
Byaby ciepa, oyaby pod jego rkami.
Zamiast tego odwrci si. Wiedzia, doskonale wiedzia, e oszukuje sam siebie, e z wasnej woli rezygnuje z przyjemnoci, mimo to wsta w ciemnoci z ka, znalaz swoj odzie, ubra si i zostawi pic Meg.
We nie wspina si na szczyt gry. Z trudem torowa sobie drog wrd lodu i ska, tysice metrw nad poziomem morza. W pozbawionym powietrza niebie, gdzie kady oddech sprawia potworny bl, musia pi si w gr, musia posuwa

si przed siebie o nastpny centymetr, dwa, kolejny metr, podczas gdy poniej bya tylko pustka i rozkoysane biae morze. Gdyby odpad od ciany, utonby w nim, nie wydajc przy okazji adnego dwiku.
Pi si zatem z wysikiem do gry, pki palce nie zaczy mu krwawi, a na lodzie i skaach nie zauway czerwonych smug.
Wyczerpany, podniecony, podcign si na wystp skalny. Wtedy ujrza wejcie do jaskini. Pulsowao w niej wiato, ktre rozbudzio w nim nadziej.
Wczogawszy si do rodka, znalaz si w duej, wysokiej pieczarze, ktra przypominaa baniowy paac z lodu. Ze sklepienia zwisay ogromne sople, inne wznosiy si z podoa, tworzc biae i niebieskie kolumny oraz uki. Kawaki lodu lniy jak tysice brylantw. Delikatne i gadkie ciany byszczay jak lustra, wielokrotnie odbijajc jego posta.
Wsta, obszed wspaniae pomieszczenie, oszoomiony blaskiem, przestrzeni i poyskiem.
Mgby tu y. Sam. W swojej fortecy i samotnoci. Tu, w ciszy, piknie i samotnoci, odnalazby spokj ducha.
Potem nagle zorientowa si, e wcale nie jest sam.
Czyje zwoki opieray si o byszczc cian, przymarznite do niej pod wpywem wieloletniego zimna. Z klatki piersiowej mczyzny stercza trzonek czekanu, a na czarnej kurtce wida byo zamarznit czerwon, bardzo, bardzo czerwon krew.
Serce zamaro Nate'owi w piersiach, kiedy zrozumia, e nie przyszed tu w poszukiwaniu spokoju ducha, ale z obowizku.
Jak zniesie zwoki na d? Jak wytrzyma dug, szalecz drog powrotn do normalnego wiata? Nie zna drogi ani sposobu. Brakowao mu odpowiednich umiejtnoci, nie mia narzdzi ani siy.
Kiedy szed w stron ciaa, ciany i kolumny odbijay jego posta. Byo stu Nate'w i stu zamarznitych mczyzn. Wszdzie, gdzie spojrza, otaczaa go mier.


Ld zacz skrzypie. ciany zadray. Rozleg si grzmot. Nate przyklkn o trzydzieci centymetrw od zamarznitego mczyzny. Martwa twarz Gallowaya odwrcia si w jego stron i odsonia zby w krwawym grymasie.
Bya to twarz Jacka, ktra przemwia gosem Jacka, a zadray lodowe kolumny, a wraz z nimi podoga pieczary.
- aden z nas nie wyjdzie std ywy.
Nate obudzi si w chwili, gdy jaskinia pochona go ywcem.
Meg wcale nie bya zaskoczona, e Nate znikn. Kiedy si obudzia, byo po smej, uznaa wic, e mu si nudzio albo zgodnia, dlatego nie czeka na jej przebudzenie.
Bya mu wdziczna za to, e dotrzyma jej towarzystwa i potrafi tak szczerze okaza swoje wspczucie. Pozwoli jej na wyraenie szoku, alu i wszelkich innych uczu w taki sposb, jaki jej odpowiada. Uwaaa to za cenn cech u przyjaciela i kochanka.
Bya pewna, e Nate jest jednym i drugim.
Wiedziaa, e w najbliszym czasie bdzie musiaa stan oko w oko... z sam sob, matk i mieszkacami miasteczka. A take gliniarzami.
Na razie nie miaa zamiaru si nad tym zastanawia. Wystarczy, e pomyli o tym po powrocie do Lunacy.
Dosza do wniosku, e nim nadejdzie pora powrotu, albo ona znajdzie Nate'a, albo Nate znajdzie j. Tymczasem miaa ochot na kaw.
W jadalni nakrywano stoliki na niadanie dla sporej liczby osb. Tanie pokoje, dobre jedzenie zwabiay tu wielu pilotw i przewodnikw, ktrzy traktowali Anchorage jako baz wypadow. Ujrzaa sporo znajomych twarzy.
Midzy innymi Nate'a.
Siedzia sam w boksie z tyu lokalu. Poniewa byo to cenne miejsce, musia je zajmowa ju od duszego czasu. Mia kubek kawy i gazet, ale nie pi ani nie czyta. By zatopiony we wasnych mylach. Pospnych, smutnych rozwaaniach.

Spogldajc na niego przez ca dugo gwarnej sali, Meg dosza do wniosku, e nigdy nie widziaa nikogo a tak samotnego.
Przyszo jej na myl, e niezalenie od tego, ile przey, musi to by duga, smutna i mordercza historia.
Kiedy sza w jego stron, kto nagle zawoa j po imieniu. Machajc w odpowiedzi rk, zauwaya, e Nate ockn si z odrtwienia. Widziaa, jak jej kochanek przez chwil zbiera myli, nastpnie z pen rozwag wzi do rki kaw i poprawi si na stoku, a dopiero potem rozejrza si wok siebie. Umiechn si do niej.
By to sympatyczny, bezporedni umiech.
-  Dobrze spaa?
-  Do dobrze. - Usiada naprzeciwko niego. - Jade?
-  Jeszcze nie. Wiedziaa, e ludzie przyjedaj tu a z Montany, eby pracowa w fabrykach konserw?
Spojrzaa w d, na gazet i artyku.
-  Wiedziaam. Dobrze na tym zarabiaj.
-  Taak, poza tym nie musz codziennie przedziera si przez zatoczone ulice w godzinach szczytu. Wydawao mi si jednak, e jeli kto mieszka w Montanie, to hoduje konie albo bydo. Albo zakada obz paramilitarny. Wiem, e to ogromne uoglnienie, ale jednak.
-  Jeste prawdziwym chopcem ze wschodniego wybrzea. Cze, Wando.
-  Witaj, Meg.
Pena ycia kelnerka, ktra moga mie jakie dwadziecia lat, postawia na stoliku kubek z kaw i wyja notes.
-  Co mog poda?
-  Dwa jajka na lekko podrumienionym kanadyjskim bekonie, kluseczki, pszenny tost. Co u Jacka?
-  Rzuciam go.
-  Mwiam ci, e to ofiara losu. Co pan chce, panie Burk?
-  Hm...
Zastanawia si, na co ma ochot, potem doszed do wniosku, e moe wygld i zapach pomog mu si zdecydowa.

-  Omlet z szynk i serem i pszenny tost.
-  Zapisaam. Teraz spotykam si z facetem o imieniu Byron - powiedziaa do Meg. - Pisze wiersze.
-  Teraz moe by ju tylko lepiej.
Gdy Wanda odesza, Meg odwrcia si do Nate'a.
-  Gdy Wanda bya dzieckiem, jej rodzice przyjedali tu jako pracownicy sezonowi. W lecie pracowali w fabrykach konserw. Spodobay jej si te okolice, dlatego w ubiegym roku przeprowadzia si tu na stae. Z przyzwyczajenia wybiera sobie chopcw spord najwikszych dupkw, ale oprcz tego jest w porzdku. O czym mylae, zanim przyszam?
-  O niczym. Przegldaem gazet.
-  Nieprawda, ale poniewa wczoraj wieczorem wywiadczye mi przysug, nie bd naciska.
Nie zaprzeczy. Ona si nie upieraa, jedynie pod wpywem nagego impulsu pogaskaa go po policzku. Kiedy bya pogrona w mylach, wcale nie potrzebowaa pocieszenia, wic daa mu to samo, czego oczekiwaa dla siebie.
-  Czy co jeszcze mamy tu do zrobienia, nim wyruszymy w drog powrotn? Gdybymy mieli zosta na duej, musiaabym dopilnowa, eby kto zaj si moimi psami.
-  Dzwoniem do policji stanowej. Spraw prowadzi sierant Coben, przynajmniej na razie. Prawdopodobnie bdzie chcia porozmawia z tob, a pniej rwnie z twoj matk. Przypuszczalnie sprawa nie posunie si do przodu, pki nie wyl ludzi w gry i nie zwioz twojego ojca na d. Dzwoniem do szpitala. Wszyscy trzej chopcy s w zadowalajcym stanie.
-  Widz, e nie prnowae. Niech mi pan powie, panie komendancie, czy zawsze troszczy si pan o wszystkich.
-  Nie, jedynie zajmuj si szczegami.
Syszaa w yciu wiksze bzdury, ale z drugiej strony mieszkaa w Lunacy.
-  Wycia ci niezy numer, co? Mam na myli twoj by on.
Poruszy si niespokojnie.

-  Moe.
-  Chcesz to wyrzuci z siebie? Przeu razem ze niadaniem?                                                                              
-  Niespecjalnie.
Meg odczekaa, a Wanda poda jedzenie i rozleje kaw, a potem nacia tko i dopilnowaa, eby wypyno tam, gdzie chciaa.
-  Po raz pierwszy przespaam si z facetem podczas studiw - zacza. - By niesamowicie przystojny. Troch gupi, za to potwornie uparty. Po jakim czasie zacz mnie ustawia. Twierdzi, e powinnam mocniej si malowa, lepiej si ubiera, rzadziej kci si z ludmi. Bla, bla, bla. Co prawda - zaznaczya, machajc widelcem - uwaa, e jestem wspaniaa, seksowna i bystra, ale gdybym si jeszcze bardziej postaraa, bya atwiejsza we wspyciu...
-  Wcale nie jeste wspaniaa.                                              Wybuchna miechem, potem ugryza kawaek tostu.
-  Zamknij si. Teraz ja opowiadam o sobie.
-  Wspaniaa to mao. To, e czowiek jest wspaniay, zawdzicza dobremu DNA. Przepenia ci pasja ycia - zadecydowa. - Nie do odparcia. To cechy, ktre pochodz z wntrza, a wic bij na gow wspaniao. Oczywicie, jeli interesuje ci moja opinia.
-  O kurcz!
Jego sowa tak j zaskoczyy, e cakowicie zapomniaa o niadaniu.
-  Gdybym bya kim innym, po takim komentarzu zabrakoby mi sw. A tak, po prostu zgubiam wtek. O czym to ja, do diaba, mwiam?
Tym razem jego umiech dotar do oczu i rozgrza szaro.
-  O dupku, z ktrym sypiaa podczas studiw.
-  Tak. Oczywicie. - Wbia widelec w klusk. - Miaam dwadziecia lat. Pasywno-agresywne obelgi tego palanta w kocu zaszy mi gboko za skr, zwaszcza gdy odkryam, e pieprzy si z pozbawion mzgu laluni z fur pienidzy i implantami zamiast piersi.

Zamilka i skoncentrowaa si na niadaniu.
-  Co zrobia?                                                             
-  Co zrobiam? - Upia troch kawy. - Gdy nastpnym razem poszlimy do ka, cakowicie wydrenowaam mu mzg, a potem daam mu kilka tabletek nasennych.
-  Naszpikowaa go prochami?
-  Taak, a co?                                                               
-  Nic. Nic.
-  Zapaciam dwm chopcom, eby znieli go do jednej z sal wykadowych. Ubraam go w seksown damsk bielizn: stanik, podwizki, czarne poczochy. To dopiero byo wyzwanie! Zrobiam mu makija, zakrciam wosy. Pstryknam kilka zdj, eby umieci je w Internecie. Gdy o smej studenci zaczli si schodzi na pierwszy wykad, on jeszcze spa. -Zjada kawaek jajka. - To byo fantastyczne przedstawienie, zwaszcza kiedy po przebudzeniu zorientowa si w sytuacji i zacz piszcze jak dziewczyna.
Nate by peen podziwu dla zdecydowania i pomysowoci Meg. Zadowolony, e sprawa tak si zakoczya, unis kubek z kaw jak w toacie.
-  Moesz by pewna, e nie bd zgasza zastrzee do twojego stroju.
-  Wracajc do mojej opowieci. Wierz w zemst. Za drobiazgi i za due rzeczy. Za wszystko, co mieci si midzy jednym i drugim. Nie mona ludziom pozwala, eby nas krzywdzili. To oznacza jedynie lenistwo i brak wyobrani.
-  Nie kochaa go.
-  Do diaba, nie! Gdybym go kochaa, nie omieszaabym go. Po prostu dooyabym wszelkich stara, eby nieco pocierpia.
Nate bawi si resztk swojego omletu.
-  Pozwl, e ci o co spytam. Czy jestemy wyjtkowi?
-  Uwaam si za wyjtkow niemal pod kadym wzgldem.
-  A to, co razem robimy - pyta cierpliwie. - Czy jest to wyjtkowy zwizek?
-  Czy tego wanie szukae?

-  Niczego nie szukaem. Mimo to pojawia si na mojej drodze.
-  Oho! - gboko westchna. - Punkt dla ciebie. Wyglda na to, e zarobie ju u mnie sporo punktw. Nie mam zamiaru ogranicza si tylko do ostrego seksu pod star lamp w funkcji yrandola, przynajmniej dopty, dopki obojgu nam bdzie to sprawia przyjemno.
-  Susznie.
-  Czy ona oszukaa pana, panie Burk?
-  Taak. Taak, oszukaa. Meg przytakna i jada dalej.
-  Ja nie oszukuj. No, moe czasem w kartach, ale do diaba z tym! I czasami kami, ale tylko wtedy, kiedy jest to wskazane albo gdy kamstwo jest bardziej zabawne ni prawda. Potrafi te by zoliwa, jeli mam na to ochot, co czsto mi si zdarza.
Urwaa, dotkna jego rki, eby lepiej si w niego wczu.
-  Nigdy natomiast nie kopi lecego mczyzny, chyba e to ja go przewrciam. Nie wywracam go, chyba e na to zasuguje. Nie ami sowa, jeli je komu dam. Wic daj ci sowo: nie oszukam ci.
-  Chyba e w kartach.
-  To moliwe. Wkrtce zrobi si jasno. Powinnimy wraca.
Meg nie wiedziaa, jak powiedzie o wszystkim Charlene. Niezalenie od tego, z ktrej strony na to patrzya, wiedziaa, e wynik bdzie taki sam: histeria, oskarenia, wcieko, zy. Zawsze trudno rozmawiao si z Charlene.
By moe Nate czyta w jej mylach, bo zatrzyma Meg w przedsionku Lodge.
-  Moe ja jej o tym powiem? Zdarzao mi si wczeniej przekazywa takie wiadomoci czonkom rodziny.                 ,
-  Mwie ju jakiej kobiecie, e jej kochanek przez pitnacie lat tkwi martwy w lodowej pieczarze?
-  Okolicznoci nie maj a tak ogromnego wpywu na oglny sens samej informacji.

Jego agodny gos wyranie kontrastowa z szorstkimi sowami Meg. To j uspokoio. Nie tylko uspokoio. Sprawio, e chciaa skorzysta z zaoferowanej pomocy.
-  Bardzo chtnie zostawiabym ci t przyjemno, ale lepiej bdzie, jeli osobicie poinformuj j o wszystkim. Natomiast licz na to, e gdy skocz, pomoesz jej si jako pozbiera.
Weszli do rodka. Kilka osb siedziao przy kawie albo jado wczesny lunch. Meg rozpia kurtk i machna do Ros.
-  Gdzie jest Charlene?
-  W biurze. Syszaam, e Stevenowi i jego kolegom nic nie bdzie. Drogi wci s nieprzejezdne, ale Palant dzi rano przylecia po Joego i Lar. Nala ci kawy?
Nate patrzy, jak Meg kieruje si w stron biura Charlene. :
-  Jasne.
Pokonaa cae foyer, obesza lad i bez pukania wesza do biura.
Charlene siedziaa przy biurku i rozmawiaa przez telefon. Ze zniecierpliwieniem machna rk, wypraszajc Meg. 
-  Posuchaj, Billy, jeli masz zamiar sprawi mi taki zawd, to oczekuj, e najpierw zabierzesz mnie do jakiego lokalu na kolacj.
Meg odwrcia gow. Jeli matka targuje si o cen zamwionych towarw, trzeba jej na to pozwoli. Biuro wcale nie wygldao na biuro, bardziej przypominao Charlene - byo kobiece, krzykliwe i gupie. Duo cukierkowego ru, masa gupich bibelotw, na ktrych jedynie osiada kurz. Na cianach obrazy z kwiatami w zotych ramach, na aksamitnej sofie jedwabne poduszki.
W pomieszczeniu pachniao ranym odwieaczem powietrza, ktry Charlene rozpryskiwaa, ilekro wchodzia do swojego biura. Biurko byo replik antyku. Charlene zamwia je z katalogu i cakiem niele przepacia. Miao wygite nki i duo rzebie.

Lea na nim rowy zestaw biurkowy, rowe papeterie i notesy. Wszystkie miay nagwek Charlene", napisany ozdobnym, niemal nieczytelnym pismem.
Obok sofy staa lampa. Miaa zot nk i rowy abaur z koralikami. W przekonaniu Meg bardziej pasowaa do burdelu ni do biura.
Meg czsto zastanawiaa si, jak to moliwe, e jej matk jest osoba, ktra ma tak odmienny gust, sposb mylenia i sposb postpowania. Chocia, z drugiej strony, moliwe, e jej ycie to jedynie nieustanny bunt przeciwko rodzicielce.
Meg odwrcia si, usyszawszy, e Charlene egna si ze swoim rozmwc.
-  Prbowa mnie nacign.
Charlene ze miechem wzia z biurka karafk i nalaa sobie do szklanki wody.
Nie wyglda na dobr wacicielk hotelu - pomylaa Meg - ale wygld czsto myli. Jeli chodzi o interesy, Charlene potrafia o kadej porze dnia i nocy co do centa obliczy swoje zyski i straty.
-  Syszaam, e zostaa bohaterk. - Charlene bacznie przyjrzaa si crce, sczc wod. - Razem z tym seksownym komendantem policji. Zostalicie w Anchorage, eby to uczci?
-  Zrobio si ciemno.
-  Jasne. Pozwl, e co ci doradz. Mczyzna taki jak Nate dwiga ze sob baga, i to ciki. Ty jeste przyzwyczajona do szybkiego i atwego przemieszczania si z miejsca na miejsce. Nie pasujecie do siebie.
-  Zapamitam to sobie. Musz z tob porozmawia.
-  Czekaj mnie jeszcze telefony i praca papierkowa. Wiesz, e to wanie ta pora.
-  Chodzi o mojego ojca.
Charlene odstawia szklank z wod. Meg obserwowaa, jak twarz matki zamara w bezruchu. Najpierw zblada, potem na jej policzki gwatownie wystpiy rumiece. Cukierkowo-rowe, takie jak cae pomieszczenie.

-  Dostaa od niego list? Spotkaa go w Anchorage? A to sukinsyn! Lepiej niech nie liczy na to, e moe wrci. Nic u mnie nie wskra, a i ty, jeli masz cho odrobin, oleju w gowie, te powinna odprawi go z kwitkiem.
Odsuna si od biurka i wstaa, a jej policzki z rowych stay si psowe.
-  Nikt, naprawd nikt nie ma prawa tak po prostu ode mnie odej, a potem wrci. Nigdy w yciu. Pat Galloway moe si pocaowa w dup.
-  On nie yje.
-  Prawdopodobnie opowiedzia ci jak zaw historyjk. Zawsze by w tym dobry... Co miaa na myli, mwic, e nie yje? - Wygldaa bardziej na z ni zaszokowan. Odrzucia do tyu skrcone wosy. - To mieszne. Kto ci przekaza tak gupie kamstwo?
-  Nie yje. Co wicej, prawdopodobnie zmar dawno temu. Moe nawet kilka dni po wyjedzie z Lunacy.
-  Dlaczego mwisz takie rzeczy?! Dlaczego mwisz mi takie rzeczy?!
Czerwone rumiece znikny, twarz Charlene staa si biaa, potwornie biaa i nagle dziwnie stara.
-  To niemoliwe, eby a tak bardzo mnie nienawidzia.
-  Nie nienawidz ci. Jeli o to chodzi, zawsze bya w bdzie. Przewanie mam wobec ciebie ambiwalentne uczucia, ale nie jest to nienawi. Chopcy, ktrzy zaginli w grach, natknli si na lodow pieczar i schronili si w niej podczas burzy nienej. On tam by. To znaczy wci tam jest.
-  To czyste szalestwo. Chc, eby std wysza. - Gos Charlene zamieni si w zachrypnity pisk. - Do diaba, wyno si std!
-  Zrobili zdjcia - cigna Meg, chocia jej matka chwycia jeden z przyciskw do papieru i rzucia nim o cian. -Widziaam je. Rozpoznaam go.
-  Wcale go nie rozpoznaa! - Charlene odwrcia si, zgarna z pki jakie wiecideko i rozbia je. - Zmylasz, eby si na mnie odegra.

-  Za co?
Meg zignorowaa rzeby i szko, ktre rozbijay si o cian i upaday na podog, chocia jaki odamek trafi j w policzek. Charlene zazwyczaj w taki wanie sposb wyadowywaa zo.
Niszczya, rozbijaa. Potem sprztaa. I kupowaa nowe drobiazgi.
-  Za to, e bya beznadziejn matk, czy za to, e bya bohaterk? e sypiaa z tymi samymi facetami co ja, byle tylko dowie, i nie jeste zbyt stara, eby mi ich ukra? A moe za to, e niemal przez cae ycie powtarzaa mi, jak bardzo ci zawiodam jako crka? Ktr z obelg mam tym razem wyj z kapelusza?
-  Wychowaam ci sama, samiuteka. Musiaam si powica, eby miaa wszystko, czego zapragniesz.
-  Szkoda, e nie dawaa mi lekcji skrzypiec. Teraz by mi si przyday. Tylko wiesz co, Charlene? Nie chodzi o ciebie ani o mnie. Chodzi o niego. On nie yje.
-  Nie wierz ci.
-  Kto go zabi. Zamordowa. Kto wbi mu czekan w pier i zostawi go w grach.
-  Nie! Nie, nie i nie!
Teraz twarz Charlene zamara w bezruchu, bya tak nieruchoma i zimna jak niebo za jej plecami. Potem matka Meg jak szmaciana lalka osuna si na podog, midzy kawaki rozbitego szka i porcelany.
-  O mj Boe, nie! Pat! Pat!
-  Na lito bosk, wsta! Pokaleczysz si.
Meg, wci za, obesza biurko, uja matk pod pachy i podniosa j.
-  Meg. Megan.
Charlene z trudem oddychaa, wdech, wydech, wdech, wydech. Jej ogromne, bkitne oczy byy pene ez.
-  On naprawd nie yje?
-  Naprawd.
Z oczu Charlene popyny zy, potoczyy si po policzkach.

kajc, opucia gow na rami Meg i przywara kurczowo do crki.
Meg pokonaa pierwszy odruch, ktry kaza jej odepchn matk. Pozwolia jej paka, trzyma si kurczowo, szlocha. Potem zdaa sobie spraw, e jest to pierwszy szczery ucisk od wielu, bardzo wielu lat.
Kiedy matka nieco si uspokoia, Meg zaprowadzia Charlene na pitro, do jej pokoju. Zdejmujc z matki ubranie, dosza do wniosku, e to zajcie przypomina rozbieranie lalki. Opatrzya drobne rany i ubraa Charlene w nocn koszul.
-  Wcale mnie nie opuci.
-  Nie.
Meg powdrowaa do azienki i przejrzaa apteczk matki. Zawsze byo w niej mnstwo piguek. Znalazszy kilka xanaksw, nalaa wod do szklanki.
-  Nienawidziam go za to, e mnie opuci.
-  Wiem.
-  A ty nienawidzia za to mnie.
-  Moe. We to.
-  Zosta zamordowany?
-  Tak.
-  Dlaczego?
-  Nie wiem.
Kiedy Charlene ykna tabletk, Meg odstawia szklank.
-  Po si.
-  Kochaam go.
-  Moe.
-  Naprawd go kochaam - zapewnia Charlene, gdy Meg przykrywaa j kodr. - Nienawidziam go za to, e zostawi mnie sam. Nie znosz samotnoci.
-  Przepij si troch.
-  Zostaniesz?
-  Nie.
Meg zacigna kotary i przemwia, stojc w ich cieniu:
-  Ja nie mam nic przeciwko samotnoci. Potrzebuj jej.

Zreszt, jak si obudzisz, i tak nie bdziesz chciaa mnie widzie.
Zaczekaa jednak, a Charlene zanie.
Potem, wdrujc schodami na parter, zatrzymaa Sanie Parker.
-  Pozwl matce spa. W jej biurze jest potworny baagan.
-  Syszaam. - Sanie zmarszczya czoo. - Musiaa jej powiedzie co, co potwornie j wkurzyo.
-  Po prostu sprbuj tam posprzta, nim Charlene wrci. Nie zatrzymujc si, zabraa swoj kurtk i zajrzaa do 
restauracji.                                                                           
-  Id - powiedziaa do Nate'a. Wsta od baru i dogoni j w drzwiach.
-  Dokd?
-  Do domu. Musz jecha do domu.
Z przyjemnoci powitaa zimny, lekki podmuch powietrza.
-  Jak ona si czuje?
-  Daam jej rodek uspokajajcy. Kiedy si obudzi, zaatakuje ciebie. Przykro mi. - Wcigna rkawiczki, potem przetara rk oczy. - Boe. Boe. Byo dokadnie tak, jak si spodziewaam. Histeria, wcieko, gadki typu: Dlaczego mnie nienawidzisz". Jak zwykle.
-  Masz poranion twarz.
-  To tylko zadrapania. Odpryski z porcelanowego szrapnela. Mama rzuca czym popadnie.
Ostronie oddychajc, sza w stron rzeki. Patrzya, jak oboczek z jej ust unosi si w powietrzu i znika.
-  Kiedy w kocu do niej dotaro, gdy zrozumiaa, e si z ni nie drani, zaamaa si. Nie spodziewaam si tego, co zobaczyam. Nie spodziewaam si, e kiedykolwiek ujrz co takiego na jej twarzy. Kochaa go. Nigdy nie braam tego pod uwag. Nigdy nie przypuszczaam.
-  Moim zdaniem to nieodpowiednia chwila, by ktrakolwiek z was bya sama.
-  Ona nie bdzie. Ja musz. Daj mi kilka dni. Zreszt i tak

bdziesz mia rce pene roboty. Kilka dni powinno mi wystarczy. Potem wpadnij do mnie. Przyrzdz ci posiek, wezm ci do ka.
-  Telefony ju dziaaj. Moesz do mnie zadzwoni, gdyby czego potrzebowaa.
-  Taak, mog. Nie zadzwoni. Niech si pan o mnie nie troszczy, panie komendancie. - Woya okulary przeciwsoneczne. - Niech si pan po prostu zajmie szczegami.
Odwrcia si, przycigna jego gow do swojej i namitnie go pocaowaa. Potem odsuna si i nie zdejmujc rkawiczek, poklepaa go po policzku.
-  Tylko kilka dni - powtrzya, potem ruszya w stron samolotu.
Nie obejrzaa si za siebie, wiedziaa jednak, e Nate stoi na brzegu rzeki, czua, e obserwuje jej odlot. Wymazaa go z pamici, jego i wszystko inne, po czym wzbia si nad wierzchoki drzew, w kierunku nieba.
Dopiero gdy dostrzega dym, ktry unosi si z komina jej domu, i psy mknce przez nieg jak dwie srebrne strzay w kierunku jeziora, poczua potworny ucisk w gardle.
Dopiero gdy dostrzega posta, ktra wysza z jej domu i ruszya w lad za psami, poczua, e w oczach zbieraj jej si zy.
Rce zaczy jej si trz tak bardzo, e na si musiaa je uspokoi, by wyldowa. Czeka na ni mczyzna, ktry przej rol jej ojca, gdy prawdziwy j opuci.
Wyskoczya z samolotu i dooya wszelkich stara, eby jej gos by spokojny.
-  Wydawao mi si, e masz wrci dopiero za jaki dzie lub dwa.
-  Co mi kazao wrci wczeniej.                                 : Bacznie przyjrza si jej twarzy.
-  Co si stao?
-  Tak - przytakna i pochylia si, by przywita zadowolone psy. - Co si stao.                                                    )
-  Wejd do domu i opowiedz mi.

Dopiero gdy znalaza si w ciepym wntrzu, kiedy on zaparzy jej kaw i napoi psy, kiedy bez sowa komentarza wysucha caej opowieci, zaamaa si i zacza paka.
11
Zapiski z wyprawy, 18 lutego 1988 r.
Staem nad chmurami. To dla mnie najwaniejsza chwila wspinaczki. Cae zmczenie, bl, nieszczcia spowodowane przez zimno znikaj, kiedy czowiek staje na szczycie. Rodzi si na nowo z niewinnoci, ktra nie zna strachu przed yciem ani mierci. Nie istnieje zo, smutek, nie ma adnej przeszoci ani przyszoci. Liczy si tylko chwila obecna.
Dokonae tego. yjesz.
Taczylimy na dziewiczym niegu, niemal cztery tysice metrw nad poziomem morza, soce wiecio nam prosto w oczy, a wiatr piewa razem z nami. Nasze krzyki odbijay si od nieba, a ocean obokw potgowa zawroty gowy.
Kiedy Darth powiedzia, e powinnimy skoczy w d, niewiele brakowao, a bybym to zrobi. Co tam, do diaba! Tutaj jestemy bogami.
Okazao si jednak, e on naprawd chcia to zrobi. Gdy zdaem sobie spraw, e powiedzia to cakiem powanie, byem bardziej zaskoczony ni przestraszony. Skoczmy! Pofrumy! Mj kumpel chyba za bardzo si naszprycowa. Wzi za duo prochw na pokonanie ostatniego odcinka.
Prawd mwic, dla zachty chwyci mnie nawet za rami. Musiaem odcign i siebie, i jego od krawdzi. Skl mnie z tego powodu, ale potem wybuchn miechem. Obaj mialimy si do rozpuku. Jak para wariatw.
Powiedzia co troch dziwnego, ale mona by uzna, e to cakiem odpowiednie miejsce na takie gadki. Z histerycznym miechemprzeklina mnie i moje szczcie. e uczepiem

si najseksowniejszej babki w Lunacy i e tylko siedz, sikam i nic nie robi caymi dniami, podczas gdy ona pracuje. Robi, co chc, jestem wolny i w kadej chwili mog nie tylko przelecie jak kurewk, nie tylko wykrci numerek czy dwa w pokoju na tyach, ale jeszcze na dodatek stoj na szczycie wiata tylko dlatego, e miaem tak pieprzon ochot.
Tylko nie chc skoczy.
Wszystko si zmieni - powiedzia. Wszystko. Teraz to on bdzie mia kobiet, ktrej pragn inni mczyni, on bdzie wielki. On bdzie wid wspaniae ycie.
Pozwoliem mu sta na szczycie i gada, co mu lina na jzyk przyniesie. To bya zbyt wspaniaa chwila na maostkowo.
Potem miejsce szalonej radoci zaj cakowity i kompletny spokj. Wiem, e nie jestemy bogami, jedynie mczyznami, ktrzy z trudem pokonali drog na kolejny szczyt. Wiem, e tysice rzeczy, ktre zrobiem dotychczas, moe nie mie znaczenia. Tylko nie to. To w jaki sposb mnie naznacza. .,
Nie zdobylimy gry, poczylimy si z ni.
Myl, e dziki temu, czego dokonaem, teraz bd lepszym czowiekiem. Lepszym partnerem, lepszym ojcem. Wiem, e w sowach Dartha jest troch prawdy. Nie zasuyem na to wszystko, co mam, nie zasuyem sobie na to tak, jak zasuyem na t chwil. Gdy staem w smagajcym wietrze ponad wiatem penym blu i pikna, przesonitym przez chmury, ktre kusiy mnie, by w nich zanurkowa, ogarna mnie ch, by by kim lepszym, by szybko wrci do tego blu i pikna.
To dziwne, e gdy staem w miejscu, w ktrym tak rozpaczliwie chciaem stan, zatskniem za tym, co zostawiem na dole.
Nate bacznie przyglda si zdjciom z lodowej pieczary. Nie dostrzeg nic nowego, zwaszcza e od trzech dni oglda je w kadej wolnej chwili i wszystkie szczegy zdyy si ju wyry w jego mzgu.

Otrzyma kilka krtkich wiadomoci od policji stanowej. Jeli tylko pozwoli na to pogoda, w cigu czterdziestu omiu godzin wyl w gry koronera i grup ratownikw. Nate wiedzia, e dokadnie przepytali chopcw, ale wikszo pyta i odpowiedzi dotara do niego poczt pantoflow, a nie oficjalnymi kanaami.
Chcia opracowa plan dziaania, ale to nie bya jego sprawa.
Nie pozwol mu przyjrze si z bliska jaskini, nie pozwol uczestniczy w sekcji zwok, gdy ciao zostanie ju sprowadzone z gr, a to, czy przeka mu na ten temat mniej, czy wicej informacji, bdzie zaleao od dyskrecji grupy dochodzeniowej.
Moe gdy zidentyfikuj zwoki i potwierdz, e jest to Patrick Galloway, Nate bdzie mia troch wicej moliwoci, by jednak pewien, e nie dopuszcz go do sprawy.
Nie mg uwierzy, e tak bardzo zaley mu, by wzi udzia w tym dochodzeniu, e tak bardzo chce pracowa nad tym morderstwem. Moe czciowo dlatego, i wizao si ono z Meg, ale przede wszystkim z powodu zdj. Z powodu mczyzny, ktrego na nich zobaczy.
Mczyzny, ktry zamarz szesnacie lat temu. Jego ciao zachowao si w idealnym stanie, a wraz z nim w idealnym, stanie zachoway si wszystkie szczegy jego mierci. mierci, ktra zawiera odpowiedzi, trzeba byo tylko wiedzie gdzie ich szuka.
Czy walczy? Czy zosta zaskoczony? Czy zna swojego zabjc? A moe zabjcw?                                               '
Dlaczego zgin?
Usyszawszy pukanie do drzwi, Nate wsun do szuflady kartotek, ktr wanie zaoy.
W drzwiach pojawia si Peach.
-  Db przyapaa w sklepie dwjk dzieciakw, ktre co krady. Peter jest wolny. Chcesz, eby si tym zaj?              ;'
-  Tak. Powiadom rodzicw i cignij ich tutaj. Co zabrali?
-  Prbowali zwdzi kilka komiksw, batonw i szeciopak

millera. Powinni wiedzie, e im si to nie uda. Db ma sokoli wzrok. Przyszed Jacob Itu. Jeli masz czas, chciaby z tob porozmawia.
-  Jasne. Przylij go.
Nate wsta i podszed do ekspresu. Obliczy, e chocia dzie jest ponury i wilgotny, zostaa jeszcze godzina do zachodu soca. Zerkn w okno, na No Name, i sczc kaw, bacznie jej si przyglda.
Odwrci si, gdy usysza kroki Jacoba. Jacob by klasycznym przedstawicielem rdzennej ludnoci Alaski. Mia kocist twarz i ciemne, wyraziste oczy. Szpakowate wosy splt w pojedynczy warkocz. Mia na sobie mocne buty, zniszczone ubranie i dug, brzow kamizelk, zarzucon na flanel i wen.
Wedug oceny Nate'a Jacob mg si zblia do szedziesitki, ale wyglda na zdrowego, wysportowanego i silnego.
-  Witam, panie Itu. - Nate wskaza krzeso. - Co mog dla pana zrobi?
-  Patrick Galioway by moim przyjacielem. Nate kiwn gow.
-  Napije si pan kawy?
-  Nie, dzikuj.
-  Ciao nie zostao jeszcze sprowadzone z gr, zbadane ani ostatecznie zidentyfikowane.
Nate usiad za biurkiem. To samo powtarza kademu, kto w cigu minionych dni przyszed na posterunek albo zapa go na ulicy czy w Lodge.
-  Dochodzenie bdzie prowadzia policja stanowa. Po zidentyfikowaniu zwok oficjalnie zawiadomi czonkw najbliszej rodziny.
-  Meg nie pomyliaby swojego ojca.
-  Zgadzam si.
-  Nie moe pan czeka, a spraw zajm si inni.
Niegdy tak brzmiao kredo Nate'a. Kredo, z powodu ktrego on i jego partner wpakowali si w Baltimore w pewien ciemny zauek.

-  To nie ja prowadz t spraw. Nie podlega ona mojej jurysdykcji, to nie mj teren.
-  Patrick by jednym z nas, a jego crka wci tu mieszka. Kiedy pan tu przyjecha, obieca pan mieszkacom miasteczka, e wypeni pan wobec nich swj obowizek.
-  Obiecaem. Wypeni. Nie spuszcz z oka rwnie tej sprawy, chocia niewiele mam w niej do powiedzenia.           
Jacob podszed bliej. By to jedyny ruch, jaki wykona od wejcia do pomieszczenia.
-  Kiedy by pan w Baltimore, zajmowa si pan morderstwami,                                                                            
-  Tak, ale ju nie jestem w Baltimore. Widzia si pan z Meg?                                                                             
-  Tak. Jest silna. Pokona swj smutek. Nie pozwoli, eby smutek pokona j.
Tak jak ja na to pozwalam - pomyla Nate. Mia nadziej, e ten czowiek o przenikliwym spojrzeniu i mocno trzymanym w ryzach gniewie nie wie, co dzieje si w duszy komendanta policji.
-  Prosz mi powiedzie, co pan wie o Gallowayu. Z kim mg si wybra w gry?
-  Z ludmi, ktrych zna.
-  Ludmi?
-  Aby wybra si na zimow wspinaczk na No Name, potrzeba przynajmniej trzech osb. Pat by lekkomylny i impulsywny, ale na pewno nie wyruszyby na tak eskapad w grupie mniejszej ni trzy osoby. Nie wspinaby si z ludmi obcymi. Albo tylko obcymi. - Jacob delikatnie si umiechn. -Chocia, z drugiej strony, atwo zawiera przyjanie.
-  Czy rwnie atwo robi sobie wrogw?
-  Mczyzna, ktry ma to, czego podaj inni, musi mie wrogw.
-  A co takiego mia?
-  Pikn kobiet. Inteligentn crk. Bezporedni sposb bycia i ani krztyny ambicji, dziki czemu przez wikszo czasu mg robi to, na co mia ochot.                              ,

Kobieta, ktra naley do innego mczyzny, czsto staje si przyczyn morderstwa.
-  Czy Charlene miaa kogo innego?
-  Myl, e nie.
-  A on?
-  Przypuszczam, e tak jak niektrzy mczyni od czasu do czasu zabawia si z jak inn kobiet, zwaszcza gdy przebywa z dala od domu. Jeli mia w Lunacy jak kochank, nic mi o tym nie powiedzia.
-  Ale nawet gdyby panu o tym nie powiedzia - doda Nate - wiedziaby pan.
-  Tak.
-  Tak samo jak i inni. W miasteczku takim jak Lunacy ludzie mog mie swoje tajemnice, ale nigdy nie da si ich dugo zachowa. - Przez chwil si nad czym zastanawia. -A co pan powie o narkotykach?
-  Czasami pali marihuan, ale jej nie rozprowadza. Nate unis brew.
-  Poprzestawa na trawce?
Widzc na twarzy Jacoba wyrane wahanie, Nate opar si wygodnie w krzele.
-  Teraz ju nikt go o to nie oskary.
-  Przede wszystkim pali trawk, ale nie nalea do ludzi, ktrzy odpychaj co, co samo wpada im w rce.
-  Czy korzysta z usug jakiego dealera? Powiedzmy: w Anchorage?
-  Nie sdz. Rzadko mia pienidze na tego typu zachcianki. To Charlene trzymaa kas, i trzymaa j mocn rk. Pat lubi si wspina, owi ryby i podrowa. Lubi te lata, chocia nie interesowaa go nauka pilotau. Pracowa, gdy potrzebowa pienidzy. Nie uznawa adnych ogranicze, zakazw ani nakazw. Jak wielu mieszkacw Alaski. On by pana nie zrozumia.
Nate uzna, e waniejsze jest, by to on zrozumia Patricka Gallowaya.

Zada jeszcze sporo pyta, a potem, po wyjciu Jacoba, sporzdzi z rozmowy dokadn notatk.
Nastpnie zaj si bardziej przyziemn spraw, to znaczy dwoma nastoletnimi zodziejaszkami sklepowymi.
Po jej zaatwieniu postanowi wzi sobie wolny wieczr i zostawi na posterunku Petera i Ottona. Dziki temu do rana mia czas tylko dla siebie, chyba e doszoby do masowego mordu.
Da Meg kilka dni. Mia nadziej, e ju na niego czeka.
Wstpi do Lodge, eby zabra ubranie na zmian, na wypadek gdyby chcia zatrzyma si na noc u Meg. Zbyt pno zda sobie spraw, e popeni powany bd.
Charlene zapaa Nate'a w jego pokoju.
-  Chc z tob porozmawia.
Obesza go i usiada na ku. Od stp do gw bya ubrana na czarno - miaa na sobie obcisy sweter i jeszcze bardziej obcise spodnie, do tego niesamowicie wysokie obcasy, ktrymi tak lubia stuka po caym hotelu.
-  Jasne. Moe w takim razie zejdziemy na d i napijemy si kawy?
-  To prywatna sprawa. Mgby zamkn drzwi?
-  W porzdku.                                                             Mimo to sta przy nich, ot tak, na wszelki wypadek.
-  Chc, eby co zrobi. Chc, eby pojecha do Anchorage i powiedzia tym ludziom, aby oddali mi ciao Pata.
-  Charlene, oni jeszcze nie zwieli jego zwok z gr.
-  Wiem o tym. Jak mylisz, po co dzie po dniu wisz na telefonie i rozmawiam z biurokratami i niewraliwymi gburami? Wiem, e na razie zostawili go tam w grach.                
Kiedy jej oczy napeniy si zami, Nate poczu ucisk w odku.                                                                              
-  Charlene.                                                                 i Rozejrza si dookoa, rozpaczliwie szukajc jakich chusteczek, rcznika czy starego podkoszulka. W kocu poszed do azienki. Wrci z rolk papieru toaletowego i wcisn j Charlene do rki.                                                               

-  To wcale nie jest takie proste - wysa ludzi w gry, eby zwieli Pata.
Nie chcia dodawa, e kilka dni w t lub tamt stron waciwie nie stanowi ju adnej rnicy.
-  Wysoko w grach s burze niene i mocno wieje wiatr, ale rozmawiaem dzisiaj osobicie z sierantem Cobenem. Jeli pogoda dopisze, maj nadziej, e jutro rano uda im si wysa ekip.
-  Mwi mi, e nie jestem jego najblisz krewn, bo nie mielimy lubu.
Urwaa kilka kawakw papieru i ukrya w nich twarz.
-  Och!
Wyd policzki, a potem westchn.
-  Meg...
-  Nie jest legalnym dzieckiem. - Gos Charlene si zaama. Pomachaa wilgotnym papierem. - Dlaczego mieliby go jej oddawa? Odel go do jego rodzicw, na wschd. Tyle e to byoby niesprawiedliwe! I gupie! Ich kiedy opuci, prawda? Mnie nie. Przynajmniej nie zrobi tego celowo, ale oni mnie nienawidz i nigdy mi go nie oddadz.
Widywa wczeniej ludzi, ktrzy toczyli ostr walk nad zwokami. Nigdy nie by to miy widok.
-  Rozmawiaa z nimi?
-  Nie - warkna, a jej oczy byskawicznie wyschy i stay si zimne. - Nigdy mnie nie uznali. Och, kilkakrotnie kontaktowali si z Meg, a gdy ukoczya dwadziecia jeden lat, dali jej nawet troch pienidzy. Odrobin, chocia sami maj ich fur. Nie przejmowali si Patem, gdy y, ale id o zakad, e teraz, po jego mierci, bd chcieli go zabra. Chc go odzyska. Chc go odzyska.
-  W porzdku, moe zaczniemy zaatwia wszystko po kolei.
Usiad obok niej i otoczy ramieniem, eby moga si wypaka.
-  Bd w kontakcie z Cobenem. Zapewniam ci, e przez jaki czas ciao bdzie u nich. To moe troch potrwa. Poza

tym wydaje mi si, e Meg jako crka ma takie samo prawo jak jego rodzice.
-  Ona nie bdzie o niego walczy. Meg nie przejmuje si takimi drobiazgami.
-  Porozmawiam z ni.
-  Dlaczego kto zabi Pata? On nigdy nikogo nie skrzywdzi. Oprcz mnie. - Wybuchna smutnym, penym alu miechem. - Chocia wcale nie mia takiego zamiaru. Nigdy nie prbowa rozmylnie doprowadzi kogo do ez czy do szalestwa.
-  Wielu ludzi doprowadza do szalestwa?
-  Gwnie mnie. - Westchna. - Kochaam go jak wariatka.
-  Gdybym poprosi ci, eby cofna si pamici do tamtych czasw, eby dokadnie przypomniaa sobie kilka tygodni przed jego wyjazdem i kilka tygodni po, byaby w stanie to zrobi? Przypomnie sobie szczegy, nawet te drobne?
-  Chyba mogabym sprbowa. Chocia to byo tak dawno temu, e czasami wydaje si ju nierealne.
-  Chc, eby sprbowaa, eby powicia temu kilka dni i postaraa si przypomnie sobie tamten okres, a potem spisaa wszystko, co pamitasz. Co powiedzia, co zrobi, z jakimi ludmi przebywa, wszystko, co wydawao ci si niecodzienne. Porozmawiamy o tym.
-  By tam przez tyle czasu - szepna. - Sam w takim chodzie. Tyle razy w cigu minionych lat spogldaam na t gr. Teraz, ilekro to robi, widz Pata. atwiej mi byo, gdy go nienawidziam, wiesz?
-  Taak. Przypuszczam. Pocigna nosem i wyprostowaa si.
-  Chc, eby przywieziono jego zwoki do Lunacy. Chc go tu pochowa. On te tego by chcia.
-  Zrobimy wszystko, co moliwe, aby tak si stao. Poniewa tona we zach i ani nie mylaa o atakowaniu,
Nate uzna, e moe jest to odpowiednia chwila, by wycisn z niej jakie informacje.

-  Charlene, opowiedz mi co o Jacobie Itu. Zamrugaa rzsami.
-  Co ci interesuje?
-  Wszystko, co wiesz. Jak zaprzyjani si z Patem? To mi pomoe lepiej zorientowa si w sytuacji.
-  eby doj do tego, co przytrafio si Patowi?
-  Mniej wicej. On i Jacob byli przyjacimi, prawda?
-  Taak. - Znw pocigna nosem, chocia troch delikatniej. - Jacob jest troch... tajemniczy. Przynajmniej ja nigdy go nie rozumiaam.
Sdzc po nadsanej minie Charlene, naleao przypuszcza, e nigdy nie udao jej si zacign Jacoba do ka. Ciekawe - uzna Nate.
-  Sprawia na mnie wraenie samotnika.
-  Bo chyba nim jest. - Wzruszya ramionami. - On i Pat bardzo przypadli sobie do gustu... Myl, e... sama nie wiem... Pat czsto mieszy Jacoba. Obaj lubili polowania, wyprawy na ryby, wczg. Pat by dobry we wszelkich zajciach na wieym powietrzu. On i Jacob wspinali si po grach, a ja musiaam zajmowa si dzieckiem, urabia sobie rce po okcie i...
-  To znaczy, e istniaa midzy nimi bliska wi - przerwa jej Nate.
-  No c, obaj nienawidzili jakiejkolwiek wadzy, ale to samo mona powiedzie o kadym mieszkacu tych okolic. On i Pat lubili przebywa na onie natury, ale obu gwnie chodzio o Meg.
-  Co ona miaa z tym wsplnego?
-  No c...
Charlene, zdaniem Nate'a, wpada w plotkarski nastrj. Nie rusza si. Siedzia na ku w intymnej bliskoci z Charlene, nie chcc niczego zmienia, pki nie dowie si wszystkiego, co chce wiedzie.
-  Jacob by niegdy onaty.
-  Tak?
-  Cae wieki temu. Miliony lat. Kiedy mia osiemnacie,

moe dziewitnacie lat i mieszka w maej osadzie nieopodal Nome.
Charlene wyranie si oywia, odczesywaa kosmyki, ktre opaday jej na twarz.
-  Wiem to od Pata... ale potem usyszaam te tu i wdzie kilka rzeczy. Jacob nigdy nie mia mi zbyt duo do powiedzenia.
Znw zacza si dsa, trzeba j byo szturchn.
-  To znaczy, e mia on - podpowiedzia Nate.
-  Jak modziutk dziewczyn ze swojego plemienia. Dorastali razem i w ogle... no wiesz, jedna z tych historyjek o bratnich duszach. Zmara przy porodzie. Ona i dziecko... dziewczynka. Pord zacz si dwa miesice przed czasem, nastpiy pewne komplikacje. Nie pamitam dokadnie, co si stao, ale nie mogli dowie jej do szpitala, a przynajmniej nie zdyli zrobi tego na czas. To smutne - dodaa po chwili, a jej oczy, twarz i gos zagodniay pod wpywem wspczucia. - Naprawd smutne.
-  Tak.
-  Pat wyjani mi, e dlatego wanie Jacob zosta pilotem. eby pewnego dnia komu pomc... Przeprowadzi si tutaj. Twierdzi, e tam nie mg zosta, poniewa jego ycie ju dobiego koca, czy co w tym stylu. Tak czy inaczej, gdy si tu pojawi i zobaczy Meg, powiedzia, e jej duch przemawia do jego ducha. Nawet nie by napany - zastrzega, wywracajc oczami. - Jacob nie uywa narkotykw, chocia czasami mwi dziwne rzeczy. Ku mojemu zdziwieniu powiedzia Patowi, e Meg jest jego duchowym dzieckiem, a Pat nie mia nic przeciwko temu, wrcz by zachwycony. Uwaa, e dziki temu on i Jacob s niemal brami.
-  Czy on i Pat kiedykolwiek o cokolwiek si kcili? Na przykad o Meg?
-  Nigdy nie syszaam. Jacob w ogle si nie kci. Po prostu przewierca czowieka tym dugim... jak by to powiedzie... nieprzeniknionym - zadecydowaa - tak, nieprzeniknionym spojrzeniem. Sdz, e po odejciu Pata przej w stosunku

do Meg rol ojca. Tyle e Pat wcale nie odszed. -W jej oczach znw pojawiy si zy. - Zgin.
-  Przykro mi. Dzikuj za informacje. W takich sytuacjach zawsze warto wszystko wiedzie.
-  Moesz porozmawia z Meg. - Charlene wstaa. - Powiedz jej, eby wytumaczya tym gupim bostoczykom, i miejsce Pata jest tutaj. Ciebie posucha. Mnie nie bdzie chciaa. Nigdy nie chciaa i nigdy nie bdzie. Licz na ciebie, Nate.
-  Zrobi, co bd mg.
Wyranie zadowolona, zostawia Nate'a na skraju ka. W kocu zda sobie spraw, e wpakowa si midzy dwie trudne kobiety.
Nie zadzwoni do Meg. Ba si, e mu odmwi albo po prostu nie odbierze telefonu. Zobaczywszy go w drzwiach, bdzie moga najwyej odesa go z powrotem do Lunacy, ale nim to nastpi, on zdy przekona si na wasne oczy, czy u niej wszystko w porzdku.
Jecha tunelem wrd wysokich zwaw niegu. Tak jak przewidywa, niebo troch si przejanio, a nawet od czasu do czasu mona byo zobaczy saby blask ksiyca i gwiazd. Nike wiato poyskiwao na rzece i odbijao si od gr, ktre wypeniay pole widzenia Nate'a.
Zanim skrci do domu Meg, usysza muzyk. Wypeniaa ciemno, przebijaa si przez ni, pochaniaa j. Tak samo jak wiata pokonywaa mrok. Meg zapalia wszystkie lampy, dziki czemu dom, otaczajcy go teren i drzewa janiay, jakby stay w ogniu. A wszystko to tono w muzyce.
Nate doszed do wniosku, e to chyba jaka opera, chocia powana muzyka nie bya jego mocn stron. Jaki rozpaczliwie smutny kawaek, z tych, ktre ami serce, cho jednoczenie w jaki sposb podnosz na duchu.
Odnieona cieka, ktra prowadzia do domu, miaa prawie metr szerokoci. Nate wyobraa sobie, ile to musiao kosztowa Meg czasu i wysiku. Weranda rwnie bya
205
oczyszczona ze niegu, a skrzynie z drewnem przy drzwiach -pene.
Zapuka, potem uzna, e przy tak gonej muzyce nikt go nie usyszy, w zwizku z tym nacisn klamk. Drzwi byy otwarte.
Psy, ktre na przekr muzyce smacznie spay, poderway si z dywanu. Kilka razy ostrzegawczo zaszczekay, a potem zaczy macha ogonami. Ku uldze Nate'a wyranie go pamitay i podbiegy si przywita.
-  Dobrze, wietnie. Gdzie wasza pani?
Kilka razy krzykn, potem przeszuka cay parter. W obu salonach i kuchni ogie radonie buzowa w kominkach, a na piecu gotowao si co, co pachniao jak kolacja.
Nate mia zamiar zajrze pod pokrywk - moe nawet skosztowa - kiedy dostrzeg za oknem jaki ruch.
Podszed bliej. Dziki ogromnej iloci wiate widzia Meg cakiem wyranie. Bya okutana od stp do gw i chodzia po niegu na rakietach nienych, ktre na Alasce nazywaj niedwiedzimi pazurami. Nagle zatrzymaa si i spojrzaa w niebo. Przez dobr chwil staa z uniesion gow, otoczona dwikami muzyki. Potem wyrzucia rce na boki i upada na plecy.
Nate w uamku sekundy znalaz si przy drzwiach. Szarpn je, wypad na zewntrz, zbieg po schodach i polizgn si na oblodzonej ciece, ktr Meg tak starannie oczycia.
Poderwaa si, gdy zawoa jej imi.
-  Co si dzieje? Cze, skd przybywasz?
-  Co si stao? Jeste ranna?
-  Nie, po prostu chciaam przez minut polee na niegu. Niebo si rozjania. Skoro ju tu jeste, daj mi rk.
Kiedy zacz j podciga, psy wypady z domu i rzuciy si na oboje.
-  Zostawie drzwi otwarte - wydusia z siebie Meg, gdy oba husky turlay si z ni w niegu.
-  Przepraszam. Nawet nie przyszo mi do gowy, eby je

zamyka. Mylaem, e dostaa jakiego ataku. - Podcign j. - Co ty tu robisz?
-  Byam w szopie, dubaam przy starym skuterze nienym, ktry kupiam kilka miesicy temu. Co jaki czas prbuj zrobi przy nim to i owo.
-  Umiesz naprawi skuter nieny?
-  Mam bardzo duo rnorodnych talentw.
-  Chyba tak.
Patrzc na ni, zapomnia o cikim dniu.
-  Zastanawiaem si nad kupnem skutera nienego.
-  Naprawd? Jak uruchomi ten, moe ci go odsprzedam. Chodmy do domu. Chtnie wypij drinka. - Gdy ruszyli w stron domu, zerkna na niego ukradkiem. - Bye w ssiedztwie?
-  Nie.
-  Chcesz mnie przesucha?
-  Taak. A przy okazji licz na darmowy posiek.
-  To wszystko, na co liczysz? , - Nie.
-  wietnie, poniewa na to te mam ochot. - Wzia do rki miot, ktra staa przy drzwiach. - Otrzep mnie troch, dobrze?
Kiedy zrobi, co mg, zdja rakiety.
-  Rozbierz si i zosta na chwil - zaprosia i sama rwnie zacza si rozbiera.
-  Hej, co si stao z twoimi wosami?
Przeczesaa je palcami, potem powiesia kurtk i czapk.
-  Co si miao z nimi sta?
-  Jest ich o wiele mniej.
Teraz sigay nieco poniej szczki, byy proste, gste i troch rozczochrane od jej rk.
-  Chciaam co zmieni. Wic zmieniam.
Powdrowaa do spiarni i przyniosa z niej butelk. Stawiajc kieliszki, obejrzaa si i zobaczya na jego ustach umiech.

-  O co chodzi?
-  Podobaj mi si. Wygldasz... sam nie wiem... modo i liczniutko.
Przekrzywia gow.
-  Tak modo i liczniutko, e chciaby, abym nosia bez-rkawnik i mwia do ciebie: tatusiu?
-  Nie wiem, co to jest bezrkawnik, chocia jeli bardzo chcesz, moesz go nosi, pozwl natomiast, e kwesti tatusia pomin milczeniem.
-  Bezrkawnik zastpuje sukienk. - Wzruszywszy ramionami, zacza rozlewa ciemnoczerwone wino do kieliszkw. - Ciesz si, e pana widz, panie Burk.
Podszed, wzi kieliszki z rk Meg i postawi na ladzie. Potem odsun od jej twarzy gste wosy, powoli pochyli si, nie zamykajc oczu, i pocaowa j. Delikatnie i spokojnie, pki ciepo nie zamienio si w ar. Widzia, e podczas pocaunku Meg cay czas go obserwuje, zauway, e jej bkitne oczy mrugny tylko raz.
Kiedy odsun j od siebie, ponownie wzi do rki kieliszki i poda jej jeden z nich.
-  Lubi ci caowa.
Rozmasowaa wargi, zaskoczona, e nie zaiskrzyy.
-  C mog na to powiedzie?
-  Martwiem si o ciebie. Wiem, e nie chcesz tego sysze i od razu sztywniejesz, ale tak jest. Jeli ci to nie odpowiada, nie musimy na ten temat rozmawia.
Upia yk, potem drugi. Uznaa, e Nate ma duo cierpliwoci. A kuzynk cierpliwoci jest nieustpliwo.
-  Rwnie dobrze mog przyj to do wiadomoci. Umiesz robi saatk?
-  Hm... Otwiera si jedno z opakowa saatki, ktr mona kupi w kadym sklepie, i wyrzuca cao na misk?
-  Nie lubisz zaj w kuchni, co?
-  Nie lubi.
-  Mimo to, skoro si do mnie palisz, bdziesz musia si nauczy bez skargi kroi warzywa. Nawet skroba marchewk.

Czy kiedykolwiek w yciu skrobae marchewk? - spytaa, podchodzc do lodwki.                                               
-  Tak, tak. Skrobaem.
-  W takim razie, prosz, zacznij od tego.
Uoya produkty na blacie, wrczya mu marchewk i skrobaczk.
-  Obierz j.
Kiedy zaj si marchewk, Meg zacza my saat.
-  W niektrych kulturach kobiety obcinaj wosy na znak aoby. Ja jednak nie dlatego to zrobiam. Ojciec odszed dawno temu i... na swj sposb zdyam si z tym pogodzi. Chocia teraz sprawa wyglda nieco inaczej.
-  Morderstwo wszystko zmienia.
-  Bardziej ni zwyka mier - zgodzia si. - mier jest czym naturalnym. Moe czowieka wkurza, bo, do diaba, kto chce umiera, ale jest to pewien naturalny proces i nikt nie robi z tego powodu adnych afer.
Osuszya saat, potem szybko i energicznie porozrywaa j dugimi palcami o krtkich paznokciach.
-  Mogam pogodzi si z jego mierci. Nie mam zamiaru pogodzi si z morderstwem. Dlatego bd naciska gliniarzy stanowych, bd naciska ciebie, pki nie osign tego, na czym mi zaley. To moe nieco ostudzi twoje podanie w stosunku do mnie, ale tak wyglda prawda.
-  Nie sdz, by ostudzio. Przez dobr chwil nie cigno mnie do adnej kobiety, wic teraz musz nadrobi zalegoci.
-  Dlaczego nie?
Wrczy jej marchewk do sprawdzenia.
-  Nie rozumiem.
-  Dlaczego nie cigno ci do adnej kobiety?
-  Hm...
-  Miae jakie problemy w ku? Zamruga, zdoa opanowa miech.
-  Jezu! Te pytanie. Chocia to zbyt dziwna rozmowa, eby odbywa j przy saacie.

-  W takim razie wrmy do morderstwa - zaproponowaa.
-  Kto ich zawiz? - spyta.
-  Co takiego?
-  Musieli mie jakiego pilota, prawda? Czowieka, ktry podrzuci ich do bazy, czy jak to si tam nazywa.
-  Och!
Zamara w bezruchu i postukaa noem w deseczk.          :
-  To ty jeste gliniarzem, prawda? Nie wiem, a po tylu latach sprawdzenie tego moe okaza si bardzo trudne. Chocia jeli Jacob mi pomoe, powinno nam si uda.               
-  Niezalenie od tego, kto to taki, przywiz z gr przynajmniej o jedn osob mniej, mimo to niczego nie zgosi. Dlaczego?
-  Tego te musimy si dowiedzie. Dobrze. To ju jaki lad.
-  Detektywi, ktrzy bd zajmowa si t spraw, z pewnoci skieruj ledztwo wanie w t stron. Ty moe zechcesz powici czas na bardziej osobiste sprawy.
-  Masz na myli wojn o zwoki i pogrzeb, ktry planuje Charlene. - Zacza wycina z gwki czerwonej kapusty cienkie wsteczki. - Bol mnie ju od tego uszy, dlatego wczoraj przestaam odbiera telefony. Walka o zwoki to dla mnie gupota. Zwaszcza e Charlene nie wie, czy rodzina ojca bdzie miaa co przeciwko pochowaniu go tutaj.
-  Znasz ich?                                                               !' Wyja garnek i zacza nalewa do niego wod na makaron.
-  Taak. Kilkakrotnie rozmawiaam z jego matk. Potem powiedziaa, e jeli chc pozna rodzin, moe opaci mi samolot. Byam wystarczajco zaintrygowana, eby skorzysta z jej propozycji. Miaam wtedy osiemnacie lat. Charlene cholernie si wkurzya, wic tym bardziej zaleao mi na wyprawie do Bostonu.
Kiedy garnek sta ju na palniku, wymieszaa sos, potem wrcia do przygotowywania saatki.                                   

-  S w porzdku, chocia nieco przemdrzali i zarozumiali. Osobicie nie przepadam za towarzystwem takich ludzi, sdz rwnie, e i oni nie chcieliby zbyt dugo mie mnie przy sobie, ale byli dla mnie dobrzy. Dali mi pienidze, czym zyskali u mnie kilka punktw.
Signa po butelk, uzupenia swj kieliszek i spojrzaa pytajco na Nate'a.
-  Dzikuj, jeszcze mam.
-  Za ich pienidze kupiam sobie samolot i ten dom, wic sporo im zawdziczam.                                                      
Przez chwil w zadumie sczya wino.
-  Nie sdz, eby chcieli walczy z Charlene i na si ciga zwoki ojca na wschd. Charlene kurczowo trzyma si tej myli, poniewa ich nienawidzi. Oni z kolei j lekcewa. Dziki temu mog udawa, e mj ojciec by kim waniejszym ni w rzeczywistoci.
Wyja talerze i podaa je Nate'owi, eby nakry do stou.
-  Czy milczenie jest jedn z technik przesuchiwania?     -:
-  Czasami. Mona j rwnie nazwa suchaniem.
-  Znam tylko jednego czowieka... z ktrym chtnie spdzam czas... i ktry sucha tak jak ty. Jest nim Jacob. To wspaniaa cecha. Mj ojciec te czasami mnie sucha. Niekiedy jednak dosownie widziaam, jak jego myli odfruwaj, zwaszcza jeli moja wypowied trwaa zbyt dugo jak na jego oczekiwania. Potrafi siedzie i niczego nie sysze. Jacob zawsze mnie sucha.
Ciko westchna.
-  Wrmy zatem do sprawy - kontynuowaa po krtkiej przerwie. - Do Patricka Gallowaya. By draniem, ktry nie liczy si z innymi. Kochaam go, moe dlatego jakim cudem ze mn zawsze si liczy, ale ju, na przykad, nie liczy si z rodzicami, ktrzy, niezalenie od swoich wad, nie zasugiwali na to, eby ich syn bez sowa znikn z domu przed ukoczeniem osiemnastego roku ycia. Nie liczy si te z Charlene, pozwala, eby to ona gwnie zarabiaa na ycie i zajmowaa si wszystkimi trudnymi sprawami. Chyba go 

kochaa, i ta mio bya... a moe wci jest... jej krzyem. Nie wiem natomiast, czy on kocha j.
Wyja z szafki szklany pojemnik z rotini, wrzucia odrobin do wrzcej wody, wyregulowaa gaz i mieszajc, cigna swj wywd.
-  Nie sdz rwnie, by z nami zosta. Przypuszczam, e gdyby kto go nie zabi, wczeniej czy pniej ojciec i tak by odszed, ale nie wiem tego na pewno, a on nigdy nie mia szansy, by dokona wyboru. To jest dla mnie wane. Wane jest te, e kto go wykoczy. Dlatego skupiam si wanie na tym, a nie na miejscu jego ostatecznego spoczynku.
-  To do rozsdne.
-  Nie jestem wcale rozsdn kobiet, panie Burk. Raczej egoistk. Wkrtce sam si o tym przekonasz.
Wyja z lodwki plastikowy pojemniczek, potem wlaa jego zawarto do saatki.
-  Tam, w tamtej szufladzie, jest pieczywo. wiee, z dzisiejszego ranka.
Otworzy szuflad i znalaz chleb.
-  Nie wiedziaem, e bya w miecie.
-  Nie byam. Zaszyam si tu na kilka dni. - Po rozpakowaniu chleba ucia kilka kromek. - Kiedy zaszywam si w swoim domu, jedn z rzeczy, ktre naprawd chtnie robi, jest pieczenie. Dziki temu nie mam czasu na pogranie si w smutku.
-  Pieczesz chleb. - Powcha go. - Nigdy nie znaem nikogo, kto by piek chleb. Albo pilotowa samolot. Czy naprawia silnik skutera nienego.
-  Jak powiedziaam, mam wiele dziwnych i rnorodnych talentw. Po kolacji zaprezentuj ci jeden z nich. W ku. Dolej wina, dobrze? Ju prawie skoczyam.
Moe powodem bya mia atmosfera albo ta niezwyka kobieta, w kadym razie Nate nie pamita, by kiedykolwiek jad rwnie spokojnie posiek.
Powiedziaa, e nie jest rozsdna, mimo to dostrzega duo

zdrowego rozsdku w jej sposobie ycia i prowadzenia domu, a take radzenia sobie z szokiem i alem, nawet zoci.
Jacob powiedzia, e jest silna. Nate zaczyna wierzy, e Meg jest silniejsza ni ktokolwiek, kogo dotychczas zna.
Co wicej, najbardziej pogodzona z sam sob.
Spytaa, jak mu min dzie. Troch czasu potrzebowa, by si rozkrci. W trakcie maestwa przyzwyczai si do zostawiania pracy za progiem domu.
Tymczasem Meg chciaa sucha, komentowa, plotkowa, mia si.
Mimo to pod swobod, jak w jej obecnoci odczuwa, kry si dreszczyk podniecenia, oczekiwania i seksualnego podminowania, ktre rozpalao mu krew, ilekro znajdowa si blisko niej.
Chcia wsun rce w jej wosy, skubn zbami niewielk odsonit cz karku. Mylc o tym, wyobraajc sobie, e to robi, czu, jak maleje ucisk w brzuchu, a z barkw zsuwa si ciar dnia.
W pewnym momencie przecigna si, opara stopy na jego udach, odchylia si do tyu i upia nastpny yk wina. Zascho mu w gardle, zakrcio si w gowie.
-  Niegdy sama lubiam wynie ze sklepu to i owo.
Rzucia po kawaku chleba kademu z psw. Nate pomyla w tej chwili, jak bardzo zachowanie Meg nie spodobaoby si jego matce.
Tymczasem on z przyjemnoci obserwowa psy bawice si chlebem, niczym para zawodnikw na boisku.
-  To znaczy... e krada?
-  W moim przekonaniu zabieranie pewnych rzeczy z pek wcale nie byo jednoznaczne z kradzie.
-  Zabieranie rzeczy i niepacenie za nie - ucili.
-  Dobrze, ju dobrze. - Wywrcia oczami. - Traktowaam to raczej jak rytua zwizany z modzieczym przeomem. Poza tym byam zbyt sprytna, eby wpa jak te dzieciaki, ktre dzisiaj upolowae. Nigdy nie zabieraam niczego, co mogoby mi si przyda. Co wicej, zawsze mylaam:

Hmm, ciekawe, czy mi si upiecze?". Potem ukrywaam up-w swoim pokoju, wyjmowaam go nocami i rozkoszowaam si zdobycz. Po kilku dniach odnosiam wszystko do sklepu, co byo niemal tak samo niebezpieczne i podniecajce. Myl, e gdybym mieszkaa gdzie indziej, byabym dobrym przestpc, poniewa rozumiem, e nie tyle liczy si to, co czowiek potem z tym zrobi, ile fakt, e co w ogle wynis.
-  Ale teraz...
-  Skoczyam z tym, chocia czasami dochodz do wniosku, e chtnie sprawdziabym, czy wci mam t zdolno. Poza tym, gdyby mnie przyapano, miaabym do czynienia z komendantem policji.                                                      
Opucia stopy i poklepaa go po udach, rozbawiona bacznym spojrzeniem powanych, szarych oczu Nate'a.
-  Nie przejmuj si. Wszyscy w miecie widz, e jestem szalona, i na pewno darowaliby mi drobny wyskok.
Wstaa.                                                                        
-  Umyj naczynia. Moe w tym czasie wypuciby psy na zewntrz? Lubi o tej porze dobrze si nabiega.
Kiedy kuchnia bya ju uprztnita, a psy usadowiy si na pododze z duymi komi, Meg powdrowaa do salonu i przejrzaa pyty kompaktowe.
-  Nie sdz, by Puccini stanowi odpowiedni opraw dla pozostaej czci wieczoru.                                                ,
-  Czy to jego wanie puszczaa, gdy przyjechaem? Bo chyba bya to jaka opera.
-  No c, w taki oto sposb poznaam twoj opini na temat powanej muzyki.
-  Po prostu nic o niej nie wiem. Podobao mi si to, co syszaem na zewntrz. Dziwna muzyka, ktra amie serce.
-  To znaczy, e jest jeszcze dla ciebie jaka nadzieja. Hmm, moe by Barry White, ale to chyba zbyt oczywiste. Co sdzisz o Billie Holiday?
-  Och, o tej nieyjcej piosenkarce bluesowej? Meg odwrcia si do niego.
-  W porzdku. Co w ogle wiesz na temat muzyki?

-  Co tam wiem. Znam to, co puszczaj w radiu albo, no wiesz, na teledyskach. - Widzc jej rozbawione spojrzenie, wcisn rce do kieszeni. - Lubi Norah Jones.
-  W takim razie moe by Norah Jones. Znalaza pyt i woya j do odtwarzacza.
-  I Black Crowes - cign defensywnie. - Prawd mwic, nowe kawaki Jewel te s cakiem nieze. Springsteen wci jest Bossem. Poza tym...
-  Nie musisz si ju tak wysila. - Rozemiaa si i chwycia go za rk. - Moe by Jones. - Zacza go cign w stron schodw. - Jeli dobrze si postarasz, bd syszaa tylko swoj wasn muzyk.
-  Nie prbuj mnie naciska.
-  Id o zakad, e sobie poradzisz. - Na grnym podecie schodw odwrcia si i pchna go w kierunku drzwi. - Niech si pan mn zajmie, panie komendancie. Bardzo tego chc.
-  Myl o tym przez cay czas. W najbardziej nieodpowiednich chwilach.
Obja go w pasie. Potrzebowaa go, pragna. To dziwne, bo nigdy wczeniej nie potrzebowaa i nie pragna nikogo konkretnego.
-  Na przykad?
-  Na przykad wyobraaem sobie ciebie nag, opracowujc z Peach tygodniowy harmonogram dyurw. To mnie troch rozpraszao.
-  Ciesz si, e wyobraasz sobie mnie nag, zwaszcza w nieodpowiednich chwilach. - Skubna zbami jego szczk. - Moe by mnie rozebra?
-  Lubi ci rwnie ubran. To tak dla twojej wiadomoci - powiedzia, zdejmujc jej sweter.
Lubi czu pod rkami jej ciao. Odpowiadao mu rwnie, e trzeba zdejmowa ubranie warstwa po warstwie, nim dotrze si do goej skry. Cieszyo go, e jej skra jest taka ciepa i gadka. Pomimo weny i baweny, na przekr wszystkiemu, pod spodem ukrywa si tajemniczy, seksowny zapach Meg.

Dotkna go bez skrpowania i z zapaem zacza go rozbiera warstwa po warstwie, tak jak on j. Zapalia w nim co wicej ni podanie. Co, co od zbyt dawna tkwio w stanie hibernacji.
Mg si w niej zatraci, nawet nie zdajc sobie z tego sprawy, nawet nie martwic si, czy potem znajdzie drog powrotn. Kiedy przywar ustami do jej warg, poczu zarwno ulego, jak i podanie, czyli wszystko, czego potrzebowa.
Opadli na ko. Usyszawszy westchnienie Meg, zastanawia si, czy ona odczuwa tak sam ulg i podanie jak on. Pocigna go za sob w d, wygia plecy w uk i przywara do niego caym ciaem, tymczasem jego usta wdroway po jej szyi, a zby toroway sobie drog w stron ucha. Czu, jak tu przy jego sercu lekko i zdecydowanie bije jej serce, z radoci powita rce Meg na swoich plecach.
Meg chciaa, eby Nate wzi to, czego pragnie. Bya zdziwiona, poniewa dotychczas przewanie wolaa najpierw zaspokoi wasne potrzeby. Mimo to chciaa da mu wszystko, wyzwoli go od smutku, ktry widziaa w jego udrczonych oczach. Jakim cudem zyskaa pewno, e spokojnie moe mu to da, bo on nie zostawi jej spragnionej i niezaspokojonej.
W arze jego ust, w zapale jego rk byo co wicej ni samo denie do satysfakcji. Jeeli gdzie w gbi duszy j to martwio, odsuna spraw na bok. Wiedziaa, e pniej bdzie duo czasu na zmartwienia i ale.
Uniosa si w jego stron, odnalaza ustami jego twarz i pozwolia, eby czuo zawrcia jej w gowie.
Porusza si wraz z ni, powodujc delikatne dreszcze, podpalajc niewielkie ogniska. W kocu powstrzyma jej rce, nie chcc, by podniecia go za bardzo, za wczenie.
Chcia jej skosztowa. Jej ramion, jej piersi, cudownych smukych ksztatw. Gdy wdrowa wargami po jej ciele, zadraa, jkna i wbia palce w jego plecy.
Musn j jzykiem, wsun go delikatnie i doprowadzi do szalestwa.
Galopowaa, jej ciao byo rozpalone i wilgotne, czua, e

ogarnia j rozkosz. Pragna ulgi, potem rozpaczliwie woaa
o wicej.
Dawa jej wicej, coraz wicej, a zacza go drapa
i  gry, eby go mie, a jej ciao zmiko jak wosk pod wpywem narkotyku, ktry wpompowa w jej krew.
- Meg.
Przycisn usta do jej brzucha, tu pod sercem.
Chwycia go za biodra.
W kocu wsun si w ni. Teraz byli poczeni. Wspar swoje czoo o czoo Meg, z trudem apa oddech i czeka, a przestanie mu si krci w gowie, eby mg zapamita kad sekund, kad chwil, kady dreszcz.
Trzymaa go, trzymaa go blisko siebie, gdy ciaa zleway si w jedno, a umysy przestaway pracowa. W ostatniej chwili jeszcze raz powtrzy jej imi.
Cie
Jeli podysz za cieniem, wci bdzie ci si wymyka; Udawaj, e przed nim uciekasz, wtedy zacznie ci ciga...
BEN JONSON
Nadchodzce wydarzenia wczeniej rzucaj swoje cienie.
THOMAS CAMPBELL
I

Z przyjemnoci leaa w ciemnoci. Prawd mwic, podobao jej si to, zwaszcza e jej ciao byo cudownie rozlunione po seksie.
Syszaa, jak psy wchodz do pokoju i usadawiaj si w swojej pltaninie kocw na pododze w nogach ka.
Stojcy w jej biurze, kilka pokoi dalej, stary zegar babci wybi dziewit.
Za wczenie, eby i spa - pomylaa. Bya jednak zbyt rozluniona, by si poruszy.
Uznaa, e to idealna pora, aby zaspokoi swoj ciekawo i dowiedzie si czego wicej o mczynie, ktry ley obok niej.
-  Dlaczego ci oszukaa?
-  Sucham?
-  Twoja ona. Dlaczego ci zdradzia?
Poczua, e Nate drgn i delikatnie si od niej odsun. Przypuszczaa, e psychoanalityk bez trudu wyjaniby takie zachowanie.
-  Prawdopodobnie nie dawaem jej tego, czego szukaa.
-  Jeste dobry w ku. Wicej ni dobry. Zaczekaj chwileczk.
Odwrcia si, a poniewa bardzo zaleao jej na zdobyciu pewnych informacji, signa po szlafrok.
-  Zaraz wracam - powiedziaa.

Powdrowaa na parter po wino i czyste kieliszki. Nim wrcia, Nate zdy wsta, woy spodnie i dorzuci wiee szczapy do kominka w sypialni.
-  Moe powinienem...
-  Jeli nastpnym sowem jest pj", zapomnij o tym. Jeszcze z tob nie skoczyam.
Usiada na ku i napenia kieliszki.
-  Pora na pask dug, smutn histori, panie Burk. Moesz zacz od ony, poniewa prawdopodobnie to ona jest gwnym powodem wszelkich nieszcz.
-  Sam nie wiem.
-  Bye onaty - podpowiedziaa Meg. - ona ci zdradzia.
-  Waciwie to wszystko.                                                    Meg jedynie uniosa gow i wycigna kieliszek. Nate
zawaha si, ale podszed do ka. Przyj wino i usiad obok Meg.                                                                                          
-  Nie daem jej szczcia, ot co. Nie jest atwo by on gliniarza.
-  Dlaczego?
-  Poniewa... - Pozwl, e ci wylicz, pomyla. - Ta praca pochania mnstwo czasu. Nie liczy si godzin. Jeli co zaplanujesz, szybko musisz to odwoywa. Wracasz do domu pno, a twoje myli wci kr wok sprawy. Kiedy pracujesz nad morderstwem, cigniesz za sob mier nawet wtedy, kiedy nie chcesz.
-  Przypuszczam, e to prawda. - Upia wina. - W takim razie powiedz mi, czy bye ju gliniarzem, kiedy za ciebie wychodzia.                                                                                
-  Taak, ale...                                                                         :
-  Nie, nie, to ja zadaj tu pytania. Jak dugo znalicie si przed podjciem ostatecznej decyzji?
-  Nie wiem. Rok. - Sczc wino, patrzy w ogie. - Moe dwa.
-  Czy bya ociaa umysowo? Gupia?                           
-  Nie. Jezu, Meg!

-  Po prostu prbuj ci zwrci uwag na fakt, e chodzc z gliniarzem przez rok czy dwa, nie da si nie zauway pewnych rzeczy.
-  Taak, moliwe. Co wcale nie oznacza, e musz ci si podoba.
-  Jasne, w kocu ludzie maj prawo zmienia zdanie. To nie jest sprzeczne z prawem. Mwi tylko, e wychodzc za m, wiedziaa, co j czeka. Dlatego takie uzasadnianie zdrady albo obwinianie ci, e to przez ciebie maestwo le funkcjonuje, byo bezsensowne.
-  Wysza za m za sukinsyna, z ktrym mnie zdradzia, myl wic, e to nie ma znaczenia.
-  W porzdku, zakochaa si w kim innym. Rne rzeczy si zdarzaj. Tyle e to jej wina, nie twoja. Zwalanie na ciebie winy za to, co zrobia, jest po prostu drastwem i tanim chwytem.
Nate spojrza na Meg.
-  Skd wiedziaa, e to zrobia?
-  Poniewa patrz na ciebie, spryciarzu. Czybym si mylia?
Upi yk wina.
-  Nie.                                                            .             
-  A ty jej na to pozwolie.
-  Kochaem j.
Mgieka wspczucia przesonia cudowne oczy Meg. Pogaskaa Nate'a po policzku i przeczesaa zmierzwione wosy.
-  Biedny Nate. Zamaa ci serce i kopna w jaja. Co si stao?
-  Czuem, e dzieje si co zego. Ignorowaem to, braem win na siebie. Mylaem, e jako uda mi si zaagodzi sytuacj. Powinienem bardziej nad tym popracowa.
-  Moge, powiniene, bla, bla, bla. Rozemia si niewesoo.
-  Jeste twarda. Pocaowaa go w policzek.
-  Rozumiem, nie zwrcie naleytej uwagi na to, e ld


trzeszczy, chocia we wasnym mniemaniu powiniene to zrobi. Co dalej?
-  Ld zacz trzeszcze jeszcze bardziej. Mylaem, e jeli wezm duszy urlop, uda nam si wyjecha z miasta i odkry si na nowo. Obojtne, jak to okrelisz. Nie bya zainteresowana. Chciaem mie dzieci. Rozmawialimy na ten temat przed lubem, ale za nic w wiecie nie chciaa si na to zgodzi. Zreszt sprzeczalimy si o wiele rzeczy. To nie bya tylko jej wina, Meg.
-  W takiej sytuacji nigdy wina nie ley tylko po jednej stronie.
-  Pewnego dnia przyszedem do domu po bardzo cikim dniu. Przydzielono mi now spraw: strzay z przejedajcego samochodu. Zgina kobieta i dwoje dzieci. ona ju na mnie czekaa. Powiedziaa, e chce si rozwie i e robi jej si niedobrze od czekania, kiedy w kocu postanowi wrci do domu. Nie ma zamiaru duej godzi si na to, e jej potrzeby, pragnienia i plany spychane s na drugie miejsce i zawsze musz ustpi moim, i tak dalej, i tak dalej. Wybuchnem, ona te. Wtedy wyszo na jaw, e kocha kogo innego... faceta, ktry, jak si okazao, by pieprzonym prawnikiem. Spotykaa si z nim od miesicy. Wyoya mi kaw na aw. e j zaniedbywaem emocjonalnie, e nigdy nie braem pod uwag jej potrzeb ani pragnie, e oczekuj, i w uamku sekundy zmieni swoje plany. I tak nigdy mnie nie ma, gdy jestem potrzebny, w zwizku z tym chce, ebym si wynis. Wczeniej spakowaa moje rzeczy.
-  Co zrobie?
-  Wyszedem. Wanie wrciem do domu po zmaganiu si z bezsensown mierci dwudziestoszecioletniej kobiety i jej dziesicio- i omioletniego dziecka. Po godzinnej gonej ktni z Rachel nie zostao mi ju nic innego. Zapakowaem rzeczy do samochodu, przez chwil jedziem po miecie, a potem wyldowaem u swojego partnera. Przez kilka nocy spaem na jego kanapie.
To Rachel powinna spa na kanapie przyjaciki, a wczeniej

Nate powinien jej skopa tyek i wywali j za drzwi -pomylaa Meg. Pomina to jednak milczeniem.
-  Co dalej?
-  Zasypaa mnie papierami, wic poszedem z ni porozmawia. Bya ju zdecydowana. Daa mi to wyranie do zrozumienia. Nie chce duej by moj on. Podzielmy majtek i niech kade idzie w swoj stron. Zreszt i tak wziem lub z prac, wic nie potrzebuj ony. Tak przynajmniej powiedziaa. Koniec historii.
-  Nie sdz. Facetowi takiemu jak ty mona zama serce, wtedy przez jaki czas bdzie chodzi z nosem na kwint, ale potem si wkurzy. Dlaczego ty si nie wkurzye?
-  A kto ci powiedzia, e si nie wkurzyem?
Wsta, odstawi na bok wino i podszed do kominka. Potem do okna.
-  Posuchaj. To by zy rok. Dugi, zy rok. Moe nawet dwa. Kiedy moja matka usyszaa, e si rozwodz, potwornie na mnie napada.
-  Dlaczego?
-  Lubia Rachel, ale przede wszystkim nigdy nie chciaa, ebym zosta gliniarzem. Mj ojciec zgin na subie, gdy miaem siedemnacie lat, matka nigdy si po jego mierci nie otrzsna. Cakiem dobrze sobie radzia jako ona gliniarza, ale nie jako wdowa po gliniarzu. I nigdy nie wybaczya mi, e chciaem by tym, kim ojciec. Gdzie w gbi duszy liczya, e Rachel i maestwo z ni zmieni moje zdanie. Nie zmieniy, dlatego w przekonaniu matki to ja byem odpowiedzialny za rozpad maestwa. To mnie wkurzyo, przynajmniej na chwil, dlatego zagrzebaem si po uszy w pracy.
-  A potem?
Odszed od okna i z powrotem usiad na ku.
-  Rachel wysza za m. Nie wiem, dlaczego tak zareagowaem, ale odebraem to jak potworny policzek i chyba byo to po mnie wida. Pewnego dnia mj partner, Jack, zaproponowa, ebymy si gdzie wybrali na drinka. Jack bardzo kocha swoj rodzin. Powinien i do domu, do ony i dzieci,


ale poniewa widzia, e jestem przygnbiony, usiad ze mn przy paru piwach i pozwoli mi si wyali. Powinien by w domu, a nie wychodzi ze mn z knajpy w rodku nocy. Powinien by w ku z on. Nie by. Po wyjciu zauwaylimy, e kilkadziesit metrw od nas co si dzieje. Sprzedawca narkotykw rzuci si do ucieczki. Jaki facet zacz krzycze, wic pobieglimy za nim. Wpadlimy w zauek. Go, ktrego gonilimy, zacz strzela. Oberwaem. To wszystko wyjania - pomylaa.
-  To te rany na nodze i w prawym boku.
-  Upadem, poniewa dostaem w nog, ale powiedziaem Jackowi, e nic mi nie bdzie. Wezwaem przez telefon komrkowy pomoc. Wstaem, wtedy ten dra zacz strzela do Jacka. Trafi go w klatk piersiow, w brzuch. Jezu! Nie mogem go dopa. Nie mogem. Tymczasem facet, ktry strzela, zawrci. Idiota, kompletnie skretynia. Zamiast ucieka zawrci. Znw mnie trafi, ale waciwie byo to tylko municie. Tu pod ebrami. Wtedy oprniem cay magazynek, strzelajc w jego stron. Nie pamitam tego, ale tak mi powiedziano. Przypominam sobie tylko, e doczogaem si do Jacka. Widziaem, jak mj kumpel umiera. Pamitam, jak na mnie patrzy. Ucisn moj do i wymwi moje imi i... co tam, do diaba! Kiedy ju wiedzia, e umrze, wymwi imi ony. Ta scena wraca do mnie co noc.
-  I o wszystko winisz siebie.
-  Gdyby nie ja, nie byoby go tam.
-  Ja widz to inaczej.
Chciaa go obj, ukoysa jak dziecko. Wiedziaa, e w ten sposb speniaby swoj zachciank, ale bardzo zrania Nate'a. Dlatego siedziaa obok niego i jedynie pooya do na jego udzie.
-  Kady z nas w kadej sytuacji dokonuje pewnych wyborw, a kady wybr do czego prowadzi. Gdyby twoja ona czekaa na ciebie w domu, ciebie te by tam nie byo, wic rwnie dobrze moesz wini j i prawnika, z ktrym si spotykaa. Moesz rwnie wini faceta, ktry do was strzela,

poniewa wiesz, gdzie w gbi duszy dobrze wiesz, e to przede wszystkim jego wina.
-  Taaak, wiem. Syszaem to ju wczeniej, jednak zupenie co innego czuj o trzeciej nad ranem albo o trzeciej po poudniu. O kadej porze, kiedy to do mnie wraca.
Skoro zabrn ju tak daleko, rwnie dobrze moe opowiedzie jej wszystko do koca.
-  Wpadem w dziur, Meg, ogromn, czarn, paskudn dziur. Prbuj z niej wyj i czasami niemal udaje mi si wdrapa na krawd. Potem co z powrotem ciga mnie w czarn otcha.
-  Miae psychoterapeut?
-  Tak, zaatwili mi go.
-  Brae jakie lekarstwa? Ponownie si poruszy.
-  Nie lubi ich.
-  Czasem lepiej wpakowa w siebie nieco chemii - powiedziaa bez umiechu.
-  Pod wpywem prochw byem wcieky, zdenerwowany, albo w ogle czuem si tak, jakbym by kim innym. Bdc na prochach, nie mogem wykonywa adnej pracy, a skoro nie mogem wykonywa adnej pracy, caa zabawa nie miaa sensu. Nie mogem te zosta w Baltimore. Nie umiaem stawia czoa nadchodzcym dniom.  Nastpnym zwokom, kolejnym sprawom. Prbowaem zamkn te, ktrymi zajmowalimy si razem z Jackiem, ale kto inny siedzia za jego biurkiem. Wiedziaem, e zostawi on i dzieciaki, ktre go kochay, i e nikt nie zostaby sam, gdybym to ja zgin zamiast niego.
-  Dlatego przyjechae tutaj.
-  eby tu si zagrzeba, ale, jak sama powiedziaa, rne rzeczy si zdarzaj. Zobaczyem gry. Zobaczyem zorz. Dostrzegem wiateko w tunelu.
Spojrza na ni, a widzc jej delikatny umiech, zda sobie spraw, e go zrozumiaa. Nie musia mwi nic wicej, ale mg to zrobi.

-  I zobaczyem ciebie. Zareagowaem chyba tak jak wszyscy. Co w gbi duszy obudzio si do ycia. Nie wiem, co bdzie dalej ani czy jestem dla ciebie dobry. Nie potrafi tego powiedzie.
-  Lubi szans na przyszo. Zobaczymy, co si stanie.
-  Musz ju i.
-  Czy ci nie mwiam, e jeszcze z tob nie skoczyam? Powiem ci, co teraz zrobimy. Wyjdziemy na zewntrz i wemiemy gorc kpiel, a potem wrcimy do ka i jeszcze troch si zabawimy.
-  Mamy wyj na zewntrz? Wzi gorc kpiel na zewntrz, przy temperaturze okoo minus dwudziestu piciu stopni?
-  W wodzie nie bdzie minus dwadziecia pi stopni. Chod. To bdzie naprawd podniecajce.
-  Nie moemy zosta tutaj, w ku? To dopiero byoby podniecajce!
Meg ju wstaa.
-  Spodoba ci si to - obiecaa i poderwaa go z ka.
Miaa racj. Rzeczywicie mu si to spodobao. Szalestwo, jakim byo bieganie po mrozie, bolesne zanurzenie si w gorcej wodzie, absurdalnie podniecajce uczucie bycia nagim pod niebem, na ktrym lnio mnstwo gwiazd i ttnia yciem magiczna zorza.
Nad powierzchni wody unosiy si oboki pary, a psy znw biegay jak szalone. Jedynym minusem, jaki Nate dostrzega, bya konieczno wyjcia i przebiegnicia w lodowatym powietrzu do domu, a take moliwo ataku serca.
-  Czsto to robisz?
-  Kilka razy tygodniowo. Porusza krew.
-  Pewnie.
Zanurzy si nieco gbiej i unis gow. Jego pole widzenia wypenia zorza polarna.
-  O kurcz! Czy mona nasyci si tym widokiem? Albo si do niego przyzwyczai?

Przyja identyczn pozycj, cieszc si z chodu, ktry czua na twarzy, i aru, ktry ogarnia jej ciao.
-  Do pewnego stopnia, dziki czemu czowiek czuje si troch jak waciciel... Jakby zorza do mnie naleaa i jakbym tylko dzielia si ni z innymi szczliwcami. Czsto w nocy wychodz na zewntrz. Nikogo wok nie ma, panuje cisza. Tak, wtedy zorza naley do mnie.
Tym razem pojawiy si smugi koloru lawendowego, wiry ciemnego bkitu, plamki czerwieni. Michelle Branch piewaa namitnie o wietle w ciemnoci.
Nate poruszy si, odnalaz w gorcej wodzie do Meg i splt z ni palce.
-  Mam wraenie, jakbym nagle znalaz si w idealnym wiecie - mrukn.
-  Bo to jest idealny wiat.
Zanurzy si w zorzy i muzyce, w cieple i muzyce.
-  Czy bardzo bdziesz si zocia, jeli si w tobie zakocham?
Przez chwil milczaa.
-  Nie wiem. Moe.
-  Jestem w stanie si w tobie zakocha, chocia trudno mi w to uwierzy. W to, e zostao we mnie jeszcze co, co popycha mnie w tym kierunku.
-  Powiedziaabym, e duo w tobie zostao. Z drugiej strony nie wiem, poniewa by moe sama te pjd t drog.
Spojrza na ni z umiechem na ustach.
-  Myl, e z czasem wszystkiego si dowiemy.
-  Moe powiniene po prostu skupi si na chwili obecnej, cieszy si tym, co masz, y chwil.
-  Czy to wanie robisz? yjesz chwil?
Czerwie pociemniaa, przytaczajc agodniejszy, sodszy kolor lawendowy.
-  Jasne.
-  Nie wierz. Nie mona prowadzi interesu, nie patrzc przed siebie, nie snujc planw na przyszo.

Ruch jej ramion zmarszczy powierzchni wody.
-  Biznes to biznes. ycie to ycie.
-  Uhm. Nie dla ludzi takich jak ty i ja. Praca jest yciem. To nasz problem, a moe jedna z cnt? Zaley od punktu widzenia.
Ze zmarszczonym czoem przyjrzaa si jego twarzy.
-  No c, to myl filozoficzna, ktra moe powsta tylko podczas gorcej kpieli.
Pobieg za jej wzrokiem, tam gdzie psy zaciekle szczekay wrd drzew.
-  Zawsze tak si zachowuj?
-  Nie. Moe wyczuy lisa albo osia. - Mimo to jej czoo wygadzio si dopiero wtedy, gdy psy ucichy. - Zbyt wczenie na niedwiedzia. Poza tym Rock i Buli potrafi sobie poradzi ze wszystkim. Zaraz je zawoam.
Przynis kilka kawakw wieego misa. Psy go znay, wic nie mia si czego obawia, ale zawsze lepiej by przygotowanym na wszystko. Obserwowa dom spomidzy drzew, poniewa wierzy, e zawsze warto by przygotowanym na wszystko.                                                                         
Nie wiedzia, czy to dobrze, czy le, e gliniarz i crka jego starego przyjaciela zabawiali si w gorcej kpieli. Moe dobrze. Romans powinien na chwil odwrci ich uwag od innych rzeczy.
Na wszelki wypadek nie myla zbyt duo o gliniarzu. Traktowa go jak marionetk, kogo, kto pilnuje bezpieczestwa pijakw i przerywa bijatyki. Nie mia si o co martwi.
Chocia, z drugiej strony, dawno ju przesta si niepokoi, e kto znajdzie ciao. Od wielu lat nie wraca mylami w gry i niemal cakiem zapomnia o owej paskudnej sprawie. Jakby to wszystko zdarzyo si komu innemu. Jakby w ogle nigdy si nie zdarzyo.
Problem waciwie nie istnia.                                       , 
A do teraz.
Poradzi sobie z nim.

Obecnie jest starszy, rozwaniejszy. Ostroniejszy.
Istniej stare sprawy, ktrym trzeba ukrci eb. Jeli jedn z nich okae si Meg Galloway, bdzie mu przykro, ale przede wszystkim musi chroni siebie.
Uzna, e najlepiej zrobi, jeli zajmie si tym od razu.
Zarzuci strzelb na rami i pozwoli psom pore ostatni kawaek misa.
Wszystko przygotowa. Stojc w ciemnym biurze, niczego nie widzia, wiedzia jednak, e niczego nie przeoczy. Oczywicie, musieli porozmawia. To byo jedyne suszne i sprawiedliwe rozwizanie. Przecie by sprawiedliwym czowiekiem.
Mimo to ryzykowa, przychodzc tu tak pno w nocy. Gdyby kto go zobaczy, musiaby poda powd, wytumaczy si. Zaprezentowa jakie logiczne uzasadnienie - pomyla i niemal si umiechn.
Od tak dawna nie naraa si na adne ryzyko. Tyle czasu mino, odkd by czowiekiem, ktry wspina si po grach i wid beztroskie ycie. Na to wspomnienie ogarno go stare podniecenie.
To dlatego niegdy mwili na niego Darth. Z powodu jego bezwzgldnoci i zamiowania do zych uczynkw. Mia wwczas skonno do robienia rzeczy lekkomylnych i wzniosych. Zabi nawet przyjaciela.
Tyle e tamto wszystko zrobi inny czowiek - przypomnia sobie. Potem sta si kim innym. Tego, co w tej chwili przedsiwzi, nie robi dla przyjemnoci ani z ciekawoci. Robi to, by chroni niewinnego czowieka, ktrym si sta.
Mia do tego prawo.
Dlatego, gdy stary przyjaciel wszed tylnymi drzwiami, czeka cicho, spokojny jak sopel lodu.
Max Hawbaker drgn, gdy dostrzeg mczyzn, ktry siedzia za biurkiem.
-  Jak tu wszede?
-  Zapomniae, e niemal zawsze zostawiasz otwarte tylne drzwi?

Wsta, rozluniony i spokojny.
-  Nie mogem czeka na ciebie na zewntrz. Kto mgby mnie zobaczy.
-  Dobrze, ju dobrze.
Max zdj kurtk i rzuci j na bok.
-  To czyste szalestwo - spotyka si tutaj, w redakcji, w rodku nocy. Moge przyj do domu.
-  Carrie mogaby nas usysze. Mam nadziej, e jej o niczym nie powiedziae. Przyrzeke.
-  O niczym jej nie powiedziaem. - Max przetar doni twarz. - Matko Boska, zapewniae mnie wtedy, e spad w przepa. Zaklinae si, e zwariowa i odci lin. e zgin w jakiej rozpadlinie.
-  Pamitam, co ci wtedy powiedziaem. Nie mogem wyzna prawdy. Bya wystarczajco potworna, nie sdzisz? Kiedy wrciem, bye ranny i majaczye. Uratowaem ci ycie, Max. Sprowadziem ci na d.
-  Tak, ale...
-  Uratowaem ci ycie.                                                W porzdku, uratowae.                                            
-  Wszystko ci wyjani. Wyjmij butelk, ktr trzymasz; w szufladzie. Przyda nam si yk czego mocniejszego.           
-  Tyle lat. Tyle lat by tam, w grach. Najzwyczajniej podf socem siedzia sobie w pieczarze - mrukn Max.                
Tak, rzeczywicie, potrzebowa czego mocniejszego, dlatego wzi dwa kubki na kaw i wyj z szuflady butelk whisky.                                                                             
-  Co mam o tym sdzi? Co powinienem zrobi?            ;
-  Prbowa mnie zabi. Wci nie mog w to uwierzy. Logiczne uzasadnienie - pomyla ponownie.
-  Pat? Prbowa ci...
-  Luk, pamitasz? Skywalker, rycerz Jedi. Im wicej! prochw bra, tym bardziej wirowa. W kocu przestao to| by dla niego zabaw. Gdy dotarlimy na wierzchoek, chcia! skoczy i cholernie niewiele brakowao, by cign nas obu w d.

-  Mj Boe! Mj Boe!
-  Potem powiedzia, e to by art, ja jednak wiedziaem, e naprawd mia taki zamiar. Kiedy schodzilimy w d, odepchn si od ciany i wyj n. Chryste, z icie diabelskim miechem zacz nacina moj lin. Ledwo dotarem do pki skalnej, kiedy j odci.
-  Nie wierz.                                                               Max upi spory yk whisky i nala nastpn porcj.
-  Nie mog w to uwierzy.
-  Ja te nie wierzyem, gdy to si dziao. Postrada rozum. Prochy, wysoko, do diaba, sam nie wiem co jeszcze. Dotarem do lodowej jaskini. Byem przeraony. Byem wcieky. Przyszed za mn.
-  Dlaczego nie powiedziae mi tego wczeniej?
-  Przypuszczaem, e mi nie uwierzysz. Wybraem prostsze rozwizanie. Zrobiby to samo.
-  Nie wiem. - Max przeczesa palcami przerzedzone wosy.
-  Te by tak zrobi. Trzymae buzi na kdk, bo mylae, e wpad w przepa. Zgodzie si nikomu o niczym nie mwi. Patrick Galloway odszed, nikt nie wie, co si z nim stao. Koniec, kropka.                                                 JL
-  Nie wiem, dlaczego si zgodziem.                               :
-  Przyday ci si trzy tysice na twoj gazet, prawda? Max zarumieni si i wbi wzrok w kubek.
-  Moe le zrobiem, e je przyjem. Myl, e tak. Po prostu chciaem wtedy o wszystkim zapomnie. Prbowaem od czego tu zacz. Nie znaem go zbyt dobrze. Odszed, nim zdyem go pozna. Nie moglimy tego zmieni, wic waciwie nie byo sprawy. Na dodatek powiedziae, i jeli przyznamy si komu, e bylimy w grach i e on tam umar, bdzie dochodzenie.
-  Bo byoby. Wyszoby wtedy na jaw, e bralimy prochy. Dobrze o tym wiesz, Max. Nie moge sobie pozwoli na nastpn wpadk. Nie moge sobie pozwoli na to, by gliniarze zastanawiali si, czy ty... albo ktry z nas... nie jest 

odpowiedzialny za mier Pata. On nie y, i to nadal jest prawd, nie sdzisz?
-  Tak, ale teraz...
-  Musiaem si broni. Wszed za mn z noem. Wszed za mn do jaskini. Powiedzia, e gra da ofiary. Prbowaem uciec, nie mogem. Chwyciem czekan i... - Obj palcami kubek i uda, e pije. - O Boe!
-  Dziaae w obronie wasnej. Potwierdz twoje zeznania.
-  Jak? Przecie ci tam nie byo.
Max wypi whisky do dna, a na jego skroni pojawiy si kropelki potu.
-  Odkryj, e bylimy w grach. Wszczli dochodzenie. Teraz zajmuj si tym gliniarze, ktrzy wczeniej czy pniej odkryj prawd. Sprawdz kady szczeg. Moe odnajd pilota, ktry nas tam zawiz.
-  Nie sdz.
-  Wszystko wskazuje na morderstwo, dlatego bd grzeba. Tak dugo bd grzeba, a nas zidentyfikuj. Ludzie widzieli nas razem z nim w Anchorage. Mog sobie przypomnie. Lepiej bdzie, jeli sami si przyznamy, opowiemy ca histori, wyjanimy, co si stao. Zanim oskar jednego albo obu z nas o morderstwo. Cieszymy si dobr reputacj, mamy odpowiedni pozycj spoeczn, prac. Jezu, musz myle o Carrie i dzieciach. Musz powiedzie Carrie, wyjani jej wszystko, nim pjdziemy na policj.
-  Jak sdzisz, co si stanie z nasz reputacj i nasz pozycj, gdy ta sprawa wyjdzie na jaw?
-  Moemy to przetrwa, jeli sami zgosimy si na policj i wszystko im opowiemy.
-  Tak chcesz to rozegra?
-  Tak musimy to rozegra - powiedzia Max z naciskiem. - Myl o tym, odkd go znaleli. Wszystko ju sobie uoyem. Musimy i na policj, nim zaczn nas szuka.
-  Moe masz racj. Moe.
Odstawi kubek i wsta, jakby chcia przej si tam i z

powrotem za plecami Maxa. Przy okazji wyj z kieszeni rkawiczk, po czym wsun j na praw rk.
-  Potrzebuj jeszcze troch czasu. eby pomyle. eby wszystko sobie poukada, na wypadek...
-  Zaczekajmy jeszcze dzie. - Max ponownie sign po butelk. - Nie musimy si a tak bardzo spieszy. Najpierw pjdziemy do komendanta Burke'a, eby mie go po swojej stronie.
-  Mylisz, e to pomoe?                                              Teraz w jego agodnym gosie sycha byo lekkie rozbawienie.
-  Tak. Naprawd.                                                         -  Ja wol inne rozwizanie.
Stojc za plecami Maxa, chwyci jego praw rk, woy w ni rewolwer i zacisn na niej palce. Obejmujc lew rk szyj przyjaciela, przystawi mu luf do skroni. Max, zaszokowany, gwatownie odsun si do tyu i usiowa nabra powietrza w puca. Wtedy on pocign za spust.
Strza odbi si echem w malekim pomieszczeniu. Poczu drenie rki, mimo to dociska nadal mdlejce palce Maxa do spustu. Odciski palcw - pomyla. Jego myli byy przejrzyste jak szko, pomimo faktu, e dra. Poczu w ustach smak prochu. Rozluni ucisk, wtedy gowa Maxa opada na biurko, a rewolwer stukn o podog obok krzesa.
Ostronie, nie zdejmujc rkawiczki, wczy komputer i otworzy dokument, ktry napisa, czekajc na przyjaciela.
Nie mog duej y z t wiadomoci. Jego duch wci mnie przeladuje i co noc wraca w snach. auj tego, co zrobiem. Przepraszam wszystkich, ktrych przy okazji skrzywdziem.
Wybaczcie mi.
Zabiem Patricka Gallowaya, pora, ebym poszed za nim dopieka.
Maxwell Hawbaker

Proste i jasne. Wprowadzi ostatnie poprawki i zostawi wczony komputer. wiato z ekranu i blask lampki biurkowej odbijay si. od krwi i mzgu.
Schowa zabrudzon rkawiczk do plastikowej torebki, wsun j do kieszeni kurtki i ubra si. Woy czyste rkawiczki, czapk, szalik, potem zabra kubek do kawy - jedyn rzecz w tym pomieszczeniu, ktrej dotyka bez rkawiczek.
Wszed do azienki, wyla whisky do umywalki i spuka kubek wod. Potem wytar go do sucha, odnis z powrotem do biura i postawi na miejsce.
Na widok Maxa klucha uwiza mu w gardle, ale przekn j i jeszcze przez chwil sta spokojnie, sprawdzajc wszystkie szczegy. Zadowolony, e niczego nie przeoczy, oddali si drog, ktr si tu dosta.
Wdrowa bocznymi uliczkami, ukrywajc twarz za szalikiem, opuci te nisko czapk, na wypadek gdyby kto wyjrza przez okno.                                                                 
Na niebie mienia si zorza polarna.
Wmawia sobie, e zrobi to, co musia. Teraz sprawa bya zakoczona.
Kiedy dotar do domu, zmy z siebie zapach prochu i krwi, po czym wypi ma whisky, obserwujc, jak w kominku ponie stara rkawiczka.
Zlikwidowa ostatni lad, mg wic zapomnie o caej sprawie.
Spa snem niewinitka.                                                 

Carrie po drodze do redakcji wstpia do Lodge i kupia dwie buki z bekonem i jajkami. Po przebudzeniu si, ku wasnemu zaskoczeniu i pewnemu zdenerwowaniu, zauwaya, e Max ju wyszed. Co prawda czsto zdarzao si, e wieczorem wraca do redakcji i tam spdza noc albo wychodzi

wczesnym rankiem, zanim ona i dzieci zdyli si pobudzi.
Zawsze jednak w takich wypadkach zostawia na poduszce jaki sodki albo gupawy licik.
Tego ranka nic jej nie napisa, a kiedy dzwonia do redakcji, nie podnosi suchawki.
To do niego niepodobne. Chocia, z drugiej strony, od kilku dni by jaki nieswj. To te zaczynao j drani.
Od chwili, kiedy znaleziono zwoki Patricka Gallowaya, szykowaa si wielka afera. Rzekome zwoki Patricka Gallowaya - przypomniaa sobie. Ona i Max musieli podj decyzj, w jaki sposb to wszystko opisa, ile miejsca powici najnowszym wydarzeniom... i czy aby przez przypadek nie powinni ruszy tykw i pojecha do Anchorage, gdy tylko ciao Pata zostanie zwiezione z gr.
Carrie przejrzaa ju stare zdjcia i odoya kilka, na ktrych by Pat. Bd potrzebne do artykuu.
Miaa rwnie gotowe fotografie trzech chopcw, ktrzy odnaleli zwoki. Trzeba bdzie przeprowadzi z nimi wywiad, a przynajmniej porozmawia ze Stevenem Wise'em, ktry pochodzi przecie z Lunacy. Wolaaby, eby zrobi to Max, poniewa lepiej prowadzi wywiady ni ona.
Max nie chcia w ogle dyskutowa z ni na ten temat. Nawet warkn, gdy prbowaa co powiedzie.
Pora, eby poszed do szpitala i przeprowadzi badania. Ostatnio mia jakie kopoty z odkiem, kiepsko jad i sypia. Niegdy nie mia takich problemw. Jeli dobrze sobie przypominaa, wszystko zaczo si, gdy do miasteczka dotara wiadomo o Gallowayu.
Moe dlatego, e obaj panowie byli w tym samym wieku -rozwaaa, zatrzymujc si przy krawniku obok redakcji The Lunatic". I e troch si znali. Prawd mwic, zdyli si zaprzyjani, chocia Max przyjecha do Lunacy zaledwie kilka miesicy wczeniej, nim Pat... odszed. Lepiej odoy t spraw na pniej, pki nie bd znali wszystkich faktw.
Nie rozumiaa tylko, dlaczego Max miaby si na niej 


odgrywa za to, e wanie wszed w smug cienia, czy jak to si tam nazywa.
Prawd mwic, Carrie znaa Pata duej ni Max i wcale nie wpada z tego powodu w panik. Oczywicie, byo jej przykro z powodu Charlene i Meg (z nimi te trzeba bdzie przeprowadzi wywiad). Miaa zamiar osobicie zoy obu paniom kondolencje, gdy tylko bdzie ku temu okazja.
Trzeba jednak przyzna, e historia Pata to prawdziwa sensacja. Sensacja, ktr ona i Max powinni starannie rozpracowa i dokadnie opisa w gazecie. Na lito bosk, maj przecie ogromny atut - Pat by mieszkacem ich miasteczka. Jeli si dobrze spisz, ich artykuy zostan podchwycone przez inne rodki masowego przekazu.
No c, sama umwi Maxa na wizyt kontroln u lekarza, a potem dopilnuje, eby m na ni poszed. Czeka ich mnstwo pracy, zwaszcza e oprcz historii Gallowaya wkrtce czeka ich Iditarod. Boe, ju luty, zblia si pierwszy marca. Musz zacz si przygotowywa, jeli chc przekazywa naprawd ciekawe relacje z dorocznego alaskiego wycigu psich zaprzgw.
Do tego czasu Max musi by w idealnej formie, a jeli bdzie to konieczne, gotowa przypomina mu o tym, nie szczdzc garda ani puc.                                                            
Wysiada z samochodu. Z torby unosiy si wspaniae zapachy, a na papierze zaczy si ju pojawia tuste plamy. Potrzsna gow, widzc nik smug wiata w gbi pomieszcze redakcyjnych. Moga si zaoy, e Max znwf zasn przy biurku.                                                             Cze, Carrie!                                                                 
-  Cze, Jim!
Zatrzymaa si na chodniku, eby porozmawia z barmanem.
-  Tak wczenie, a ty ju na nogach?                                 ?'
-  Musiaem zrobi zakupy. - Kiwniciem gowy wskaza Sklep na Rogu". - Zapowiadaj dobr pogod, wic chciabym wybra si na ryby. - Zerkn na okna redakcji i 

dochodzce stamtd wiato. - Wyglda na to, e kto wsta jeszcze wczeniej ni ja.
-  Znasz Maxa.
-  Poluje na sensacj - powiedzia, porozumiewawczo mrugajc okiem. - Cze, Profesorze. Tak wczenie do szkoy?
John podszed do nich.
-  Wcale nie tak wczenie, poza tym przyszo mi na myl, e przejd si troch, pki jeszcze mona. Zapowiadaj na dzisiaj poniej minus trzydziestu piciu stopni.
-  Wiosna si zblia - oznajmia Carrie. - Wystygnie nam niadanie. Chyba lepiej pjd obudzi Maxa.
-  Macie co ciekawego na temat Gallowaya? - spyta John.
Wyja klucze.
-  Jeli dowiemy si czego interesujcego, zamiecimy w nastpnym numerze. Powinien by dobry.
Wesza do rodka i wczya wiato.
-  Max! Wstawaj!
Chcc uwolni rce, chwycia torb z jedzeniem w zby.. Zdja kurtk i powiesia j na koku, po czym rkawiczki wsuna do jednej kieszeni, a czapk do drugiej.
Z przyzwyczajenia poprawia wosy.
-  Max! - zawoaa ponownie, zatrzymujc si przy swoim biurku, eby wczy komputer. - Mam niadanie. Sama nie wiem, czemu jestem dla ciebie taka dobra, zwaszcza e ostatnio zachowujesz si jak wkurzony niedwied, ktrego boli brzuch.
Odstawia torb, podesza do ekspresu, wyja dzbanek i powdrowaa z nim do azienki, eby napeni go wod.
-  Mam kanapki z bekonem i jajkami. Wanie spotkaam na ulicy Chudego Jima i Profesora. Prawd mwic, wczeniej spotkaam Profesora w Lodge, gdzie zajada patki owsiane. Sprawia wraenie znacznie weselszego. Ciekawe, czy liczy na to, e teraz Charlene rzuci mu si w ramiona, bo nie moe ju liczy na powrt swojego dawnego ukochanego? Biedny John.

Wczya ekspres, potem wyja serwetki i papierowe talerze na kanapki. Po cichu nucia Tiny Dancer Eltona Johna, piosenk, ktr syszaa w radiu w samochodzie.
-  Maxwellu Hawbakerze, nie wiem czemu wci ci toleruj. Jeli dalej bdziesz taki niemiy i naburmuszony, poszukam sobie szczliwszego, modszego faceta. Zobaczysz, e to zrobi.
Trzymajc w kadej rce talerzyk z kanapk, ruszya w stron biura Maxa na tyach redakcji.
-  Ale zanim ci porzuc i wdam si w szalony, namitny romans z jakim dwudziestopicioletnim ogierem, mam zamiar zawlec twj gupi tyek do przychodni na...
Zatrzymaa si w drzwiach, bezwadne rce opady, a kanapki zsuny si z talerzykw na ziemi. Poprzez potworny huk w uszach usyszaa wasny krzyk.
Nate pi drug filiank kawy i zastanawia si z Jesse'em, jakich klockw lego uy do dalszej budowy zamku, ktry tego ranka wsplnie wznosili. Pierwsz kaw wypi u Meg i mylami wci by przy niej.
Miaa lecie dzisiaj na pomoc, zawie jaki towar, potem zatrzyma si w Fairbanks i zrobi zakupy dla mieszkacw miasteczka. Pacili jej pi procent od wartoci zakupw, dziki czemu mogli sobie oszczdzi wyprawy do ktrego z duych miast - co zim nie zawsze byo moliwe - i mieli zapewniony dowz towaru pod drzwi.
Meg wyjania, e pienidze te stanowi niewielki, ale regularny dochd w jej interesie.
Tego ranka zajrza do jej biura. Byo rwnie stylowe jak jej dom, wygodne i funkcjonalne.
Mocne, podobne do paki biurko, masywny, czarny komputer z duym, paskim ekranem. Skra, wygodne krzeso i starowiecki zegar z wahadem, a na cianie duo owkowych szkicw w czarnych ramkach.
Staa tam te ogromna rolina, ktrej licie przypominay dugie, zielone jzyki. Lnica, czerwona doniczka kontrastowaa

ze nienobiaymi szafkami na dokumenty, a w oknie wisiaa krysztaowa ozdbka w ksztacie gwiazdy.
Nate uzna, e biuro Meg jest kobiece, a jednoczenie bardzo praktyczne.
Nie robili adnych planw na pniej. Meg nie chciaa niczego planowa, a Nate niczego nie forsowa. Zreszt sam potrzebowa nieco czasu, by wszystko przemyle. Zastanowi si, w jakim kierunku zmierzaj albo mog zmierza.
Jego wiedza na temat kobiet bya aonie maa. Moe teraz mia szans nieco j poszerzy. Moe wanie nadesza odpowiednia pora. Czu, e co budzi si w nim z dugiego, ponurego snu. Skd mia wiedzie, czy to co jest realne? A jeli nawet tak, jak dugo zdoa to wszystko utrzyma w takim stanie?
Czy chce utrzyma to w takim stanie?
Lepiej na razie wypi kaw, zje niadanie i zbudowa zamek z klockw z dzieckiem, ktre po prostu cieszy si, e ma towarzystwo.
-  Kady zamek powinien mie most - oznajmi Jesse. -Taki most, ktry si podnosi i opuszcza.
-  Zwodzony? - Nate wrci mylami do budowy zamku. - Moe uda nam si go zrobi. Potrzebny byby tylko kawaek yki.
Chopiec spojrza na Nate'a i umiechn si od ucha do ucha.
-  W porzdku! Si robi, szefie.
Obok pojawia si Ros i postawia na stole talerz. Nate zauway, e przy okazji lekko si skrzywia.
-  Dobrze si czujesz?
-  Troch pobolewaj mnie krzye. Tak samo byo przy nim. - Rozczochraa czupryn syna.
-  Moe powinna i do lekarza?
-  Mam dzisiaj wizyt kontroln. Jesse, pozwl panu komendantowi zje niadanie, pki jest jeszcze ciepe.
-  Potrzebna nam yka na most zwodzony. Jeszcze przez chwil trzymaa do na gowie malca.

-  Znajdzie si.
Uniosa gow, poniewa nagle w drzwiach pojawi si Chudy Jim.
-  Co si stao, Jim?
-  Panie komendancie! Panie komendancie! Prosz ze mn. Szybko! Do redakcji. Max. O mj Boe!
-  Co si stao?
W tym samym momencie wycign rk. Dostrzeg kredowobia twarz Jima i jego oszalae z przeraenia, byszczce oczy. Musiao si sta co naprawd zego - pomyla Nate. Tymczasem u jego boku siedzia rozkoszny malec z rozchylonymi rowymi usteczkami w ksztacie litery o".
-  Zaczekaj!
Byskawicznie wsta i porwa z wieszaka kurtk.
-  Chodmy na zewntrz.
Chwyci rozdygotanego Jima i wycign go za drzwi.
-  O co chodzi?
-  On nie yje. Sodki Jezu! Max nie yje! Zastrzelony. Nie ma... nie ma sporej czci gowy.
Nate podtrzyma Jima, pod ktrym ugiy si nogi.
-  Max Hawbaker? To ty go znalaze?
-  Tak. Nie. To znaczy tak, Max. Nie ja, Carrie. Carrie go znalaza. Usyszelimy jej krzyk. Wesza do rodka, a Profesor i ja stalimy jeszcze przez chwil na chodniku. Nagle zacza krzycze, jakby kto j mordowa. Wbieglimy i... i...
Nate cign go ulic.
-  Dotykae czegokolwiek?
-  Sucham? Chyba nie. Nie. Profesor kaza mi i do Lodge i jak najszybciej pana przyprowadzi. Tak te zrobiem. -Szybko i czsto przeyka lin. - Chyba zaraz zwymiotuj.
-  Nie, nic z tego. Pjdziesz na posterunek i sprowadzisz Ottona. Powiesz mu dokadnie to samo, co mnie. Kaesz mu zabra aparat fotograficzny, kilka torebek na dowody, plastikowe rkawiczki i t tam. Po prostu powiedz mu, e potrzebne jest cae wyposaenie, jakiego normalnie uywa si na miejscu wypadku. Zapamitasz?

-  Ja... tak. Tak, tak. Ju biegn.
-  Potem zosta na posterunku. Nie ruszaj si stamtd, pki nie przyjd, eby spisa twoje zeznania. Nie rozmawiaj z nikim innym. Id ju.
Nate skrci w stron redakcji i przyspieszy kroku. Dziaa jak automat, zdajc sobie spraw, e w tym momencie najwaniejsze jest to, by zabezpieczy miejsce caego wydarzenia. Z tego, co wiedzia, w obecnej chwili w redakcji znajdoway si dwie osoby, co oznaczao, e kto mg ju co ruszy, czego dotkn.
Jednym szarpniciem otworzy drzwi. John klcza na pododze obok szlochajcej Carrie. Profesor wci mia na sobie kurtk, zdy jedynie zdj rkawiczki, i wanie przyciska do ust Carrie szklank z wod. Unis gow. Na widok Nate przez jego twarz przemkn cie ulgi.
-  Dziki Bogu - westchn. - Max. Jest tam, na tyach.
-  Zostacie tutaj. Przypilnuj, eby Carrie nigdzie si std nie ruszaa.
Wdrujc w stron biura na tyach, Nate czu zapach mierci. Zawsze go wyczuwa. Nie - poprawi si - to nieprawda. W lodowej grocie Gallowaya nie bdzie adnego zapachu. Wszystkim zaja si tam matka natura.
Jednak w przypadku mierci Maxa Hawbakera Nate najpierw wyczu jej zapach, nim cokolwiek zobaczy. W powietrzu unosia si rwnie wo smaonego jajka i bekonu. Tu przy progu leay na pododze dwie buki.
Nate stan w drzwiach i uwanie zlustrowa cay pokj, nastpnie uoenie ciaa, rewolweru i wygld rany. Wszystko wskazywao na samobjstwo. Wiedzia jednak, e pierwszy podszept na miejscu wypadku czsto nie ma nic wsplnego z prawd.
Wszed do rodka i przesuwa si ostronie wzdu cian. Stara si dokadnie zapamita wygld plam krwi na krzele, ekranie komputera i klawiaturze. Kau z rany w gowie, krew, ktra wypyna na biurko, a z niego na podog, nim mier ostatecznie wstrzymaa prac serca.

Zauway lady po prochu. Bro kalibru dwadziecia dwa prawdopodobnie zostaa przystawiona bezporednio do skroni. Kula nie wyleciaa drug stron. I w przeciwiestwie do tego, co powiedzia Jim, gowa wcale nie zostaa tak bardzo uszkodzona. Wlot by stosunkowo niewielki, a potem pocisk wyranie przeszy mzg i przez jaki czas obija si po czaszce jak bila, nim wpadnie do uzy.
Prawdopodobnie Max nie y ju w chwili, kiedy jego gowa opada na biurko.
Zauwaywszy na ekranie kolorowy wzr wygaszacza, Nate wyj z kieszeni dugopis, podszed bliej i szturchn myszk.
Na ekranie pojawi si dokument.
Czytajc go, Nate przymruy oczy, potem spojrza z gry na czowieka, ktry twierdzi, e zabi Patricka Gallowaya.
Kiedy Otto pojawi si w drzwiach redakcji, Nate kaza mu zaczeka, potem podszed do Carrie i przykucn przy niej podobnie jak John.
-  Carrie.
-  Max! Max! - Uniosa czerwone, pene przeraenia oczy. - Max nie yje. Kto...
-  Wiem. Bardzo mi przykro. - Zacisn do na jej palcach. - Musz si nim zaj. Id na posterunek i zaczekaj tam na mnie.
-  Ale Max! Nie mog zostawi Maxa.
-  Zostanie ze mn. Zajm si nim. John pomoe ci woy kurtk, a potem on i Otto zaprowadz ci na posterunek. Ja przyjd tam tak szybko, jak bd mg. Id i zaczekaj na mnie.
Patrzya na niego tpo. W jej oczach wci byo wida szok.
-  Mam na ciebie zaczeka.
-  Tak.
Carrie na razie wykonaa polecenie Nate'a. Pod wpywem szoku i przeraenia bya posuszna. Przynajmniej przez chwil.
-  Otto?

Nate wsta i wrci na tyy.
-  Dobry Boe! - szepn Otto.
-  Chc, eby zabra Carrie i Johna na posterunek. Jim ju tam jest, prawda?
-  Taak. - Otto gono przekn lin. - Jezu, panie komendancie.
-  Nie wypuszczaj ich z posterunku, ale trzymaj ich osobno. Niech Peach zajmie si Carrie. Zadzwo do Petera i ka mu przyj prosto tutaj.
-  Po co? Przecie ja ju tu jestem, a Peter moe odprowadzi cae stadko na posterunek...
-  Chc, eby zacz spisywa ich zeznania. Ty poradzisz sobie z tym lepiej ni Peter. Zacznij od Jima. Jeszcze jedno, przylij mi tu doktora. Skontaktuj si z Kenem i ka mu przyj prosto tutaj. Jest mi potrzebny. Nie chc adnych pomyek, no i zaley mi na tym, eby utrzyma ca spraw w tajemnicy, dopki miejsce wypadku nie zostanie odpowiednio zabezpieczone, a zeznania nie znajd si w teczce. Wykorzystaj w tym celu magnetofon. Podaj dat i czas, notatki rb tylko pomocniczo. Trzymaj ca trjk na posterunku, byle osobno. Niech zaczekaj, a wrc. Zrozumiae?
-  Taak. - Przetar rk usta. - Dlaczego, do diaba, Max popeni samobjstwo? Bo to wanie zrobi, prawda? Paln sobie w eb.
-  Najpierw musimy sprawdzi wszystko na miejscu wypadku i zebra zeznania wiadkw, Otto. Rbmy wszystko po kolei.
Kiedy zosta sam, wzi do rki aparat, ktry przynis Otto, i zacz fotografowa gabinet Maxa. Kiedy skoczy mu si film, wymieni go i pstryka dalej.
Potem wyj notes i zapisa wszystkie szczegy, a wic e tylne drzwi byy otwarte, kaliber rewolweru, tekst na ekranie. Z grubsza wykona szkic pokoju, zaznaczy pozycj, w jakiej znajdowao si ciao, miejsce, gdzie lea rewolwer, staa lampka, butelka whisky i kubek na kaw.
Wanie wcha butelk oraz kubek, gdy pojawi si Peter.

-  We tam, Peterze. Chc, eby oklei ni drzwi wejciowe i tylne.
-  Przyszedem tak szybko, jak mogem. Otto powiedzia... Urwa i jak wryty stan w drzwiach.
Gdy jego twarz zrobia si zielona, Nate warkn na niego.
-  Tylko nie prbuj mi tu wymiotowa. Jeli musisz, zrb to na zewntrz i zabierz tam ze sob.
Peter odchyli si do tyu, wbi wzrok w cian i przez chwil gono oddycha.
-  Otto powiedzia mi, e Max popeni samobjstwo, ale nie przypuszczaem...
-  Jeszcze nie okrelilimy rodzaju mierci. Na razie wiemy tylko, e Max nie yje. Musimy zabezpieczy miejsce caego zdarzenia. Nikt nie moe tu wej oprcz lekarza. Jasne?
-  Tak jest, sir.
Peter wyj t tam z torby, do ktrej Otto wrzuci mu wszystkie potrzebne rzeczy, i chwiejnym krokiem wyszed na zewntrz.
-  Na pewno bdzie si chciaa tob zaj policja stanowa, Max - mrukn Nate. - Wszystko wyglda tak, jakby przygotowa dla nich prezent z pieprzon kokardk na wierzchu. Moe to wanie zrobie, ale ja nie bardzo wierz w kokardki.
Wyszed i nadal nie zdejmujc rkawiczek, zadzwoni do Anchorage, do sieranta Cobena.
-  Nikomu nie oddam zwok, pki nie przyleci pan z Anchorage - powiedzia po zrelacjonowaniu Cobenowi caego wydarzenia. - Do tego czasu moe si pan zda na mnie. Wie pan dobrze, e mam odpowiednie kwalifikacje. Zabezpieczyem miejsce zdarzenia i wezwaem lekarza. Zbieram dowody i wkrtce ka odtransportowa zwoki do przychodni. Wszystko bdzie do waszej dyspozycji, gdy tylko tu przybdziecie.
Kiedy Ken pojawi si w drzwiach, Nate machn rk, eby wszed.
-  W zamian za to oczekuj, e potraktuje mnie pan dokadnie tak samo, jeli chodzi o dochodzenie w sprawie 

Gallowaya. To moje miasto, panie sierancie. Obaj chcemy rozwiza t trudn zagadk., ale eby nam si. to udao, musimy dzieli si informacjami. Bd na pana czeka. Odoy suchawk.
-  Chc, eby rzuci okiem na ciao. Czy potrafisz chocia w przyblieniu okreli czas mierci?
-  A wic to prawda. Max nie yje. - Ken podsun okulary na nosie. - Nigdy wczeniej nie robiem niczego takiego, ale powinno mi si uda okreli orientacyjny czas.
-  To mi wystarczy. Za je - powiedzia, podajc lekarzowi rkawiczki. - To nie wyglda adnie - uprzedzi.
Ken przekroczy prg, potem przez chwil sta w bezruchu i prbowa nad sob zapanowa.
-  Miaem wczeniej do czynienia z ranami postrzaowymi, ale nie z takimi i nie u osoby, ktr znaem. Dlaczego, do diaba, on to zrobi? Wiem, e ludzie z trudem znosz tutejsze zimy, ale Max przey ich ju tyle. Gorsze ni ta. Nie cierpia na depresj. Carrie na pewno by mi co powiedziaa albo sam bym to zauway.
Zerkn na Nate'a.
-  Nigdy nie mylaem o samobjstwie. Zbyt duy wysiek. Jeli zmieni zdanie, powiem ci.
-  Lepiej si czujesz?
-  Od kilku dni. Gotowy? Ken wyprostowa plecy.
-  Tak, dziki. - Wszed gbiej. - Mog go dotkn? Poruszy?
Nate mia zdjcia, a z braku kredy obrysowa ciao tam, dlatego przytakn.
Ken pochyli si i unis jedn z rk Maxa. Szczypn skr.
-  Powiedziabym wicej, gdybym mg zabra go do przychodni, a tam rozebra i wykona dokadniejsze badanie.
-  Bdziesz mg to zrobi. Na razie podaj mi przybliony czas.
-  No c, biorc pod uwag to, czego nauczyem si na studiach, uwzgldniajc temperatur w pomieszczeniu i 

stopie zesztywnienia ciaa, jakie osiem do dwunastu godzin. To naprawd brzydko wyglda, Nate.
-  Czyli gdzie midzy dziewit wieczorem a pierwsz w nocy. To mi wystarczy. Moe zeznania Carrie ucil nieco czas. Wyl Petera po worek na zwoki. Chc, eby umieci je w jakim bezpiecznym i... zimnym miejscu.
-  Mam pomieszczenie, ktrego uywamy jako prowizorycznej kostnicy, gdy kto umrze.
-  To dobrze. Chc, eby z nikim na ten temat nie rozmawia. Trzymaj go pod kluczem, pki tam nie przyjd.
Dopilnowa transportu zwok, skopiowa notatk na komputerze i dopiero potem go wyczy. Zamknwszy drzwi redakcji, skierowa kroki prosto na posterunek.
Po drodze wpada na niego Hopp.
-  Chc wiedzie, co si tu, do diaba, dzieje!
-  Wci nad tym pracuj. Mog ci tylko powiedzie, e Max Hawbaker nie yje. Znaleziono go dzi rano w jego biurze w redakcji. Powodem mierci by strza w gow. Moliwe, e zrobi to sam.
-  O Boe! Cholera jasna! Moliwe?
Niemal biega, eby dotrzyma mu kroku. Kiedy Nate za bardzo zacz j wyprzedza, pocigaa go za rkaw.
-  Co to znaczy moliwe"? Podejrzewasz, e zosta zamordowany?
-  Nie powiedziaem tego. Na razie badam spraw, Hopp. Zawiadomiem policj stanow. Przyjad za kilka godzin. Kiedy bd wiedzia, co si stao, powiem ci. Pozwl mi robi to, co do mnie naley.
Otworzy drzwi posterunku i zamkn je przed nosem pani burmistrz.
W arktycznym przedsionku przez dobr chwil si rozbiera, prbujc uporzdkowa myli. Soce ju wstao. Zgodnie z przewidywaniami meteorologw zacz si soneczny dzie.
Dzisiaj zwioz z gr Gallowaya - pomyla. I by moe przylec po zwoki jego mordercy.
Otworzy wewntrzne drzwi. John siedzia na jednym

z krzese i czyta kieszonkowe wydanie Watership Down. Na widok Nate'a poderwa si. na rwne nogi i wsun ksik do tylnej kieszeni, nawet nie zaznaczajc miejsca, w ktrym przerwa czytanie.
-  Peach zabraa Carrie do twojego biura. Otto siedzi w celi z Jimem. Nie, nie zamykali si - doda szybko. Potem westchn. - Mam problemy z myleniem.
-  Otto spisa ju twoje zeznanie?
-  Tak. Nie miaem mu zbyt duo do powiedzenia. Po wyjciu z Lodge na piechot szedem do szkoy. Zobaczyem Jima i Carrie, wic zatrzymaem si na chwil, eby z nimi porozmawia. Carrie miaa w torbie niadanie. W biurze Maxa wiecio si wiato. Przez okno wida byo lekki odblask. Kiedy wesza do rodka, obaj z Jimem jeszcze przez chwil rozmawialimy na chodniku. Mwi, e ma zamiar kupi przynt i wybra si na ryby. Lubi si ze mn przekomarza, poniewa ani nie poluj, ani nie owi.
Zacz pociera lewy policzek, jakby go bola.
-  Nagle usyszelimy krzyk Carrie. Wbieglimy do rodka. Wtedy go zobaczylimy. To znaczy zobaczylimy Maxa.
Zamkn oczy, wzi kilka wdechw.
-  Przepraszam. Nigdy wczeniej nie widziaem nieboszczyka... to znaczy widziaem, ale zawsze by ju wczeniej... odpowiednio przygotowany.
-  Nie musisz si spieszy.
-  Odcignem Carrie do tyu. Nie wiedziaem, co jeszcze mog zrobi. Potem powiedziaem: Jim, komendant jest w Lodge. Id po niego". Carrie wpada w histeri. Posadziem j i pocztkowo mocno trzymaem, poniewa wyrywaa si i chciaa wrci do Maxa. Potem przyniosem jej troch wody i siedziaem przy niej, pki nie przyszede. To wszystko.
-  Czy kto z was wchodzi do biura Maxa?
-  Nie. To znaczy Carrie przez chwil tam bya. Staa... sam nie wiem... krok, moe dwa od drzwi. W kadej rce trzymaa papierowy talerz. Buki upady na podog, a ona staa, krzyczc, z talerzem w kadej rce.


-  Ile czasu zajo wam dotarcie do Carrie?
-  Moe trzydzieci sekund, Nate. Krzyczaa, jakby kto kroi j noem na kawaki. Obaj zareagowalimy natychmiast. Jednoczenie wpadlimy w drzwi. Myl, e nie trwao to nawet trzydziestu sekund.
-  W porzdku. Moliwe, e jeszcze bd chcia z tob porozmawia, moe rwnie bd chcieli ci przesucha gliniarze z policji stanowej. Bd pod rk. Chciabym na razie zachowa to w tajemnicy. Chyba nie ma na to adnych szans, ale chciabym.
-  Id do szkoy. - Bezwiednie zerkn na zegarek. - Ju jestem spniony, ale moe uda mi si chocia na chwil zapomnie o wszystkim. Bd tam przez wikszo dnia.
-  Jestem ci wdziczny za pomoc.
-  Zawsze sprawia wraenie nieszkodliwego - powiedzia John, sigajc po kurtk. - Dobrodusznego, jeli rozumiesz, co mam na myli. Lubi sensacje. Plotki, dziwactwa. Interesowao go, kto si urodzi. Kto umar. Powiedziabym, e by szczliwym czowiekiem, pochonitym redagowaniem gazety i wychowywaniem dzieci.                                           
-  Czasami trudno dostrzec, co kryje si pod powierzchni.
-  Bez wtpienia.
Jim potwierdzi opowie Johna. Kiedy Nate odesa barmana z Lodge, usiad na pryczy obok Ottona.
-  Wysaem Petera do szpitala. Zaley mi na tym, eby zosta tam przez jaki czas. Jest troch roztrzsiony. To byo dla niego cikie przeycie. Chc, eby zacz rozpytywa si wrd mieszkacw. Zacznij od budynku redakcji, porozmawiaj z ludmi, ktrzy mieszkaj w pobliu. Spytaj, czy kto sysza w nocy strza. Na razie przyjmujemy, e mier nastpia midzy dziewit wieczorem a pierwsz w nocy. Chc wiedzie, czy kto widzia Maxa w pobliu budynku albo moe kogo innego. Kto? Gdzie? Kiedy? Czy syszeli samochd albo jakie gosy, czy w ogle co syszeli albo widzieli. Chc to wiedzie.
-  Przyjad stanowi?                                                     

-  Taak.                                                                       i Twarz Ottona nagle upodobnia si do pyska buldoga.
-  Myl, e to le.
-  le czy dobrze, nic na to nie poradzimy. Tego wymaga procedura. Pozwl Peterowi godzin odetchn, potem wcignij go do swojej pracy. Ken na pewno bdzie trzyma ciao pod kluczem. Rozmawiae z Carrie?
-  Prbowaem. Niewiele z niej wycignem.
-  W porzdku. Porozmawiam z ni. - Wsta. - Otto, czy Max zna Patricka Gallowaya?
-  Nie wiem. - Zmarszczy czoo. - Taak, jasne. Trudno sobie przypomnie to, co dziao si tak dawno temu, ale wydaje mi si, e Max przyjecha do Lunacy w tym samym roku, w ktrym znikn Pat. W ktrym zosta zamordowany -poprawi si. - Max pracowa w jakiej gazecie w Anchorage. Potem doszed do wniosku, e chce w jakim maym miasteczku wydawa wasne pismo. Tak czy inaczej to ju historia.
-  W porzdku. Zacznij pyta ludzi.
Podchodzc do drzwi swojego biura, Nate usysza piew. Raczej gruchanie - poprawi si - odgosy, jakie wydaje si nad niemowlciem. Kiedy wszed, zobaczy, e Carrie ley na kocu na pododze z gow na kolanach Peach. Peach gaskaa on Maxa po wosach i cicho pomrukiwaa.                                 
Gdy Nate wszed, uniosa gow.
-  Robiam, co mogam - mrukna. - Biedaczka jest troch zaamana. Teraz pi. Och, przez przypadek znalazam w twojej szufladzie xanax. Daam jej powk.
Ukry zaenowanie.
-  Musz z ni porozmawia.
-  Wolaabym jej nie budzi, ale powinna by nieco spokojniejsza ni podczas rozmowy z Ottonem. Mam zosta?
-  Nie, ale bd w pobliu.
Kiedy usiad na pododze, Peach zacisna palce na jego nadgarstku.
-  Chyba nie musz ci przypomina, eby by delikatny.
251
Masz to w sobie. Mimo to... - Urwaa i pogaskaa Carrie po policzku. - Carrie? Kochanie? Obud si.
Carrie otworzya oczy, ale byy otpiae i rozbiegane.
-  O co chodzi?
-  Nate chce z tob porozmawia, dziecinko. Moesz usi?
-  Nie rozumiem. - Przetara oczy jak dziecko. - Miaam sen... - Kiedy spojrzaa na Nate'a, jej oczy zasnuy si zami. - To nie by sen. Max. Mj Max.
Gos jej si zaama. Nate wzi j za rk.                       Przykro mi, Carrie. Wiem, e to trudne, i naprawd serdecznie ci wspczuj. Napijesz si wody? Chcesz czego?
-  Nie. Nie. Niczego mi nie potrzeba. - Usiada i ukrya twarz w doniach. - Niczego.
Nate wsta i pomg Peach si podnie.
-  Gdyby mnie potrzebowa, bd tu obok - powiedziaa i wysza, cicho zamykajc za sob drzwi.
-  Da ci krzeso czy wolisz siedzie na pododze?
-  Czuj si, jakbym wci nia. Wszystko wydaje si takie nierealne.
Uzna, e na pododze bdzie bliej niej, wic usiad obok Carrie.
-  Carrie, musz ci zada kilka pyta. Spjrz na mnie. O ktrej wczoraj wieczorem Max wyszed z domu?
-  Nie wiem. Nawet nie wiedziaam, e wyszed. Zorientowaam si dopiero dzisiaj rano. Byam nawet na niego za. Zawsze, gdy wieczorem albo wczesnym rankiem wychodzi do pracy, zostawia mi na poduszce jaki licik.
-  Kiedy widziaa go po raz ostatni?
-  Dzi... dzi rano... dzi...
-  Nie.
Ponownie wzi j za rk, prbujc odsun od niej t wizj.
-  Wczeniej. By w domu na kolacji?
-  Tak. Jedlimy chili. Max je przyrzdzi. Robi bardzo dobre chili. Wszyscy razem zjedlimy kolacj.

-  Co robilicie potem?
-  Ogldalimy telewizj. To znaczy ja j ogldaam. Dzieciaki przez jaki czas siedziay ze mn, potem Stella posza zadzwoni do jednej ze swoich przyjaciek, a Alex usiad do komputera. Max by niespokojny. Powiedzia, e ma zamiar poczyta ksik,, ale nawet jej nie otworzy. Spytaam, o co chodzi, wtedy si na mnie zdenerwowa.
zy popyny jej po policzku.
-  Powiedzia, e nad czym pracuje i e mogabym, do jasnej cholery, da mu wity spokj. Pokcilimy si. Pniej, gdy dzieci poszy do ek, Max mnie przeprosi. Mia jaki problem, ale ja wci byam na niego za, wic nie potraktowaam go najmilej. Poszlimy do ka, prawie si do siebie nie odzywajc.
-  Ktra bya godzina?
-  Chyba koo wp do jedenastej. Nie, le mwi. To ja poszam do ka. Max mrukn, e chce jeszcze pooglda CNN czy co w tym stylu. Nie zwracaam na to uwagi, bo byam na niego wcieka. Pooyam si wczeniej i zostawiam go samego. Teraz go nie ma. Odszed.
-  Czyli o wp do jedenastej wci by w domu. Nie syszaa, kiedy wyszed?
-  Od razu zasnam. Gdy wstaam dzi rano, zauwayam, e nawet si nie kad. Zawsze jakim cudem wyciga przecierado spod materaca. To doprowadza mnie do szalestwa. Mylaam, e si obrazi i spa na kanapie, ale nie byo go tam. Odprowadziam dzieci do Ginny. Dzisiaj to ona miaa podrzuci wszystkie nasze pociechy do szkoy. O mj Boe! O mj Boe, dzieci!
-  Nie martw si o nie. Kto si nimi zajmie. Jak skocz, odwioz was wszystkich do domu. Wic przyjechaa do miasta.
-  Postanowiam mu wybaczy. Nie mona dugo gniewa si na Maxa. Przyszo mi tylko na myl, e zaatwi mu wizyt kontroln. Od kilku dni kiepsko jad. Zatrzymaam si, kupiam kanapki i pojechaam do redakcji. Przez chwil

rozmawiaam z Jimem i Johnem, potem weszam do rodka i wtedy go znalazam. Znalazam go. Jak kto mg tak skrzywdzi Maxa?
-  Carrie, czy Max kiedykolwiek zostawia tylne drzwi budynku redakcji otwarte?
-  Zawsze. Po prostu zapomina ich zamkn. Po co si przejmowa - mawia. - Jeli kto naprawd. bdzie chcia wej, po prostu wyway drzwi".
-  Czy mia rewolwer?
-  Jasne. Nawet kilka. Wszyscy tu maj bro.
-  Czy mia dwudziestkdwjk? Browninga dwudziestkdwjk?
-  Tak. Tak. Musz odebra dzieci.
-  Jeszcze chwileczk. Gdzie go trzyma?
-  W skrytce w samochodzie. Lubi strzela z niego do celu. Czasem w drodze z pracy do domu zatrzymywa si i strzela do puszek. Mwi, e w ten sposb pracuje nad nastpnym artykuem.
-  Czy kiedykolwiek mwi co o Patricku Gallowayu?
-  Oczywicie. Od kilku dni wszyscy mwi o Patricku Gallowayu.
-  Nie o to mi chodzi. Czy mwi o sobie i o Gallowayu.
-  Dlaczego miaby co mwi? Znali si tylko przez jaki czas, nim Pat znikn.
Nate przez chwil si zastanawia. Bya najblisz krewn Maxa. I tak kiedy trzeba bdzie jej to powiedzie, a skoro tak, nie ma na co czeka.
-  Zostawi na ekranie komputera list.
-  Jaki list?
Nate wsta i otworzy teczk, ktr pooy na swoim biurku.
-  Dam ci go przeczyta, ale to nie bdzie atwe, Carrie.
-  Chc go zobaczy.
Nate wrczy jej kartk i czeka. Zauway, e twarz Carrie ponownie zblada, tym razem jednak jej oczy nie byy ju otpiae od szoku, ale pon w nich ogie.

-  To bzdura! Czyste szalestwo! Kamstwo!
Chcc to udowodni, poderwaa si na rwne nogi i podara wydruk na kawaki.
-  To wierutne kamstwo. Powiniene si wstydzi. Max nigdy w yciu nikogo nie skrzywdzi. Jak miesz! Jak miesz twierdzi, e Max kogo zabi, a potem popeni samobjstwo?
-  Pokazuj ci tylko to, co znalazem w jego komputerze w redakcji.
-  A ja ci mwi, e to kamstwo. Kto zabi mojego ma, a ty powiniene jak najszybciej zacz szuka mordercy, ktry napisa te bzdury. Jeli w nie wierzysz, niech ci pieko pochonie!
Wybiega z pokoju. Kilka sekund pniej Nate usysza jej pacz.
Kiedy wychyli si ze swojego gabinetu, zobaczy Carrie w ramionach Peach.
-  Dopilnuj, eby ona i dzieci dotarli do domu - powiedzia cicho, potem cofn si w gb swojego biura.
Przez jaki czas sta i bacznie przyglda si podartym kawakom papieru na pododze.

Hopp miaa swoje biuro na ratuszu. Byo niewiele wiksze od szafy na mioty i urzdzone rwnie niedbale, ale poniewa Nate chcia, eby ich spotkanie miao charakter formalny, umwi si z ni wanie tam.
Widzc makija i ciemny kostium pani burmistrz, Nate uzna, e oboje podchodz do sprawy rwnie powanie.
- Witam pana, panie komendancie.
Jej sowa przypominay warknicia. Szorstkim gestem rki wskazaa mu krzeso.
Czu zapach kawy unoszcy si z kubka, ktry sta na jej

biurku, i niemal penego dzbanka na ladzie, jednak Hopp nie zaproponowaa mu poczstunku.
-  Chc przeprosi, e dzi rano byem wobec ciebie taki szorstki - zacz - ale w nieodpowiednim momencie wesza mi w drog.
-  Przypominam ci, e pracujesz dla mnie.
-  Pracuj dla mieszkacw tego miasta, a jeden z nich ley sztywny w pomieszczeniu, ktre od czasu do czasu peni funkcj kostnicy. Dlatego obecnie to on jest dla mnie najwaniejszy, pani burmistrz. Nie pani.
Zacisna wymalowane na czerwono usta. Sysza, jak z sykiem wcigna powietrze w puca.
-  Tak si skada, e to ja jestem burmistrzem tego miasta i dobro jego mieszkacw ley na sercu rwnie i mnie. Nie chodzio mi o plotki, dlatego czuj si uraona, e zostaam nieodpowiednio potraktowana.
-  Kiedy zarzucia mnie swoimi pytaniami, miaem do wykonania o wiele waniejsz robot. Midzy innymi ciko pracowaem nad tym, eby bezporednio po zakoczeniu wstpnego dochodzenia przedstawi ci raport. Teraz mog go ju zaprezentowa.
-  Nie lubi, gdy jeste taki szorstki.
-  Wzajemnie.
Otworzya usta i zamrugaa powiekami.
-  Widocznie twoja matka nie nauczya ci szacunku dla starszych.
-  Chyba nie chciaem si tego nauczy. Z drugiej strony ona te mnie nie lubi.
Hopp zastukaa palcami o biurko. Miaa krtko obcite, niepomalowane paznokcie, ktre nie pasoway do czerwonych ust i eleganckiego kostiumu.
-  Wiesz, co w tej chwili wkurza mnie najbardziej?
-  Na pewno mi powiesz.
-  Fakt, e ju wcale nie jestem na ciebie za. Lubi dugo si na kogo wcieka. Niestety, przed chwil zdobye punkt, mwic, e najwaniejsi s dla ciebie mieszkacy tego miasta.

Szanuj to, poniewa dobrze wiem, o czym mwisz. Max by moim przyjacielem, Ignatiousie. Dobrym przyjacielem. Jestem zrozpaczona jego mierci.
-  Wiem. Przykro mi z tego powodu, i jeszcze raz przepraszam, e nie byem bardziej...
-  Wraliwy, uprzejmy, rozmowny?
-  Wybierz to, co wolisz.
-  W porzdku. W takim razie moemy ustali, co robi dalej. - Wyja chusteczk i gono wytara nos. - Nalej sobie kawy i powiedz mi, co jest grane.
-  Dziki, ale od rana nie robi nic innego, tylko pij kaw. Z tego, co udao mi si ustali, Max wyszed wczoraj z domu po wp do jedenastej wieczorem. Posprzecza si z on. Nic powanego, ale Carrie twierdzi, e Max od kilku dni by nieswj. Podobno od czasu, kiedy w miasteczku rozesza si wie o znalezieniu zwok Patricka Gallowaya.
Hopp uniosa brwi, zmarszczki wok jej ust pogbiy si.
-  Ciekawe, dlaczego. Z tego, co pamitam, nie znali si wtedy a tak dobrze. Owszem, wydaje mi si, e przypadli sobie do gustu, ale Max pojawi si w Lunacy zaledwie kilka miesicy przed znikniciem Pata.
-  Nie mam adnych dowodw, przynajmniej na razie, e Max w drodze do redakcji gdzie si zatrzymywa. Przed pierwsz w nocy - jeli szacunki Kena s precyzyjne - Max wpakowa sobie kulk w eb. Moga to rwnie zrobi jaka nieznana osoba albo kilka osb. Niezalenie od tego, kto by sprawc, najnormalniej pod socem przyoy luf bezporednio do skroni.
-  Dlaczego kto miaby... - Urwaa gwatownie i machna rk. - Przepraszam, kontynuuj.
-  Zmary siedzia przy biurku. Tylne drzwi byy otwarte, ale dowiedziaem si, e nigdy ich nie zamyka. Komputer by wczony, lampka si wiecia. Na biurku staa czciowo oprniona butelka whisky i niemal peen kubek z tyme alkoholem. Whisky zostanie oddana do analizy, ale nie wyczuem w niej adnych innych substancji.

-  Boe! Widziaam si z nim wczoraj rano.
-  Czy sprawia na tobie wraenie podenerwowanego?
-  Nie wiem. Prawd mwic, nie zwracaam uwagi. cisna palcami nasad nosa, trzymaa j przez chwil,
potem pucia.
-  Patrzc na to z perspektywy czasu, wydaje mi si, e by troch zdekoncentrowany. Nie rozumiem jednak, dlaczego miaby popeni samobjstwo. On i Carrie byli dobrym maestwem. Dzieci nie sprawiaj im wicej kopotu ni ich rwienicy. Kocha swoj gazet. Moe by chory? Moe dowiedzia si, e ma raka czy co w tym rodzaju, i nie mg si z tym pogodzi?
-  Ken sze miesicy temu robi mu badania kontrolne. Wszystko byo w porzdku. Bro znaleziona na miejscu wydarzenia naleaa do niego i bya zarejestrowana. Zdaniem jego ony przewanie trzyma j w schowku w samochodzie. Strzela do celu. adnych ladw walki.
-  Biedny Max.
Hopp wzia nastpn chusteczk, ale nie skorzystaa z niej, tylko zmia j w kulk.
-  Co mogo doprowadzi do tego, e postanowi rozsta si z yciem, dlaczego zrobi co takiego nie tylko sobie, ale i rodzinie?
-  Na ekranie komputera zostawi list. Twierdzi w nim, e zabi Patricka Gallowaya.
-  Co takiego?
Hopp tak energicznie odstawia kubek, e kawa prysna na boki.
-  Ignatiousie, to szalestwo. Max?! Nie, to czyste szalestwo.
-  Niegdy uprawia wspinaczk wysokogrsk, prawda? Pitnacie, szesnacie lat temu.
-  Tak. Tak, ale poowa mieszkacw tego miasteczka niegdy to robia albo obecnie robi. - Pooya do pasko na biurku. - Nie wierz, e Max kogokolwiek zabi.
-  Ale bya gotowa uwierzy, e popeni samobjstwo.

-  Poniewa on nie yje. Poniewa, z tego co syszaam, wszystko na to wskazuje. Ale morderstwo? To nonsens.
-  Przy pomocy odpowiednich testw sprawdzimy, czy rzeczywicie uyta zostaa dwudziestkadwjka. Zbadane zostan odciski palcw, resztki prochu. Midzy nami mwic, jestem przekonany, e badania potwierdz samobjstwo, dlatego istnieje ogromne prawdopodobiestwo, e taki wanie bdzie ostateczny wynik dochodzenia. Pozwoli to stanowym zamkn spraw Maxa... i Gallowaya.
-  Nie mog w to uwierzy.
-  Chc ci rwnie powiedzie, e ta wersja mnie nie przekonuje.
-  Ignatiousie. - Przycisna rk do skroni. - Sama nie wiem, co myle.
-  To takie adne, nieprawda? List pozostawiony na ekranie komputera. Kady mg nacisn kilka klawiszy. Po tylu latach poczucie winy nagle miaoby go zabi? No c, dotychczas cakiem niele sobie z nim radzi. Carrie powiedziaa, e ilekro pnym wieczorem albo wczesnym rankiem wychodzi do pracy, zostawia jej na poduszce licik. Czy czowiek, ktry zawsze tak robi, nie zostawiby dla niej prywatnego listu, gdyby postanowi popeni samobjstwo?
-  Twierdzisz...
-  atwo wyj rewolwer ze schowka w samochodzie, jeli si wie, e on tam jest. adnego problemu nie stanowi rwnie upozorowanie samobjstwa, pod warunkiem, e wczeniej wszystko dokadnie si przemyli, a potem zachowa zimn krew.
-  Mylisz... Boe, mylisz, e Max zosta zamordowany?
-  Tego rwnie nie powiedziaem. Powiedziaem, e nie ufam pozorom. Wic jeli mier Maxa zostanie uznana za samobjstwo i sprawa Gallowaya zamknita, a wynik dochodzenia nie zdoa mnie przekona, bd stara si rozwia swoje wtpliwoci. Ty mi pacisz, wic powinna wiedzie, e by moe w godzinach pracy zaczn szuka dziury w caym.

Przez chwil patrzya na niego w milczeniu, potem jeszcze raz gono nabraa powietrza w puca.
-  W jaki sposb mog ci pomc?
Na pierwszy rzut oka Nate uzna, e sierant Roland Coben to dobry gliniarz o mniej wicej dwudziestoletnim stau, czowiek, ktry niejedno ju widzia. Mia sto osiemdziesit centymetrw wzrostu, na gowie jasnego jeyka, niewielki brzuszek, a wok oczu pierwsze oznaki zmczenia. u winiow gum.
Przywiz ze sob dwuosobow grup dochodzeniow. Obaj jego oficerowie starannie przeczesali biuro Maxa, a w tym czasie Coben uwanie oglda zdjcia, ktre zrobi Nate.
-  Kto wchodzi do tego pomieszczenia od chwili znalezienia zwok?
-  Ja, tutejszy lekarz i jeden z moich zastpcw. Zanim ich tu wpuciem, zrobiem zdjcia, obrysowaem ciao i woyem dowody rzeczowe do plastikowych woreczkw. Wszystko robiem w rkawiczkach. Miejsce wypadku zostao dobrze zabezpieczone, panie sierancie.
Coben spojrza na tuste plamy, ktre byo wida na dywanie tu za progiem biura. Nate do woreczkw woy rwnie kanapki.
-  Rozumiem, e ona dotara do tego miejsca?
-  Wedug niej i dwch wiadkw - tak. Nikt poza mn nie dotyka niczego oprcz ciaa.
Coben mrukn niewyranie i przeczyta list z komputera.
-  Zabierzemy komputer ze sob, a take inne dowody, ktre pan zebra. Chciabym zobaczy ciao.
Nate wyprowadzi go na zewntrz.
-  Pracowa pan w wydziale zabjstw, prawda?
-  Tak.
Coben bez trudu wsiad do terenwki Nate'a.
-  Teraz to si panu przydaje. Syszaem, e straci pan partnera.

-  Owszem.
 I sam dosta kilka kulek.
-  Wci yj.
Coben grzecznie zapi pas bezpieczestwa.
-  Dugie zwolnienie lekarskie, powrt do pracy, a potem znw sporo przerw. Tak wyglda paski ostatni rok w Baltimore.
Nate spojrza na niego spokojnie.
-  W tej chwili nie jestem na zwolnieniu lekarskim.
-  Paski porucznik powiedzia mi, e jest pan dobrym gliniarzem, cho by moe po mierci partnera straci pan nieco spokoju ducha i pewnoci siebie. Jesieni odda pan odznak i przesta korzysta z pomocy policyjnego psychoanalityka.
Nate zatrzyma si przed przychodni.
-  Czy kiedykolwiek straci pan partnera?
-  Nie. - Coben odczeka chwil. - Ale kilku moich przyjaci zgino na subie. Jedynie staram si pana zrozumie, panie komendancie. Gliniarz z wielkiego miasta z gbi kraju, na dodatek z paskim dowiadczeniem, moe niechtnie przekazywa tak spraw policjantowi stanowemu.
-  Moe. Z kolei policjant stanowy moe znacznie mniej wiedzie o Lunacy i o tym, co si tutaj dzieje, ni tutejszy komendant policji.
-  Jest pan tu komendantem od niedawna. - Wysiad z auta. - Chocia moe rzeczywicie obaj mamy racj. Mj wydzia ma na karku pras, ktra zainteresowaa si Czowiekiem Lodu. Koniecznie chc zna jego nazwisko.
-  Zawsze s natrtni.
-  No c, na razie udaje nam si unika rozgosu, ale bdzie to niemoliwe, gdy grupa ratownikw zwiezie go z gr. Szykuje si wielka sensacja, panie komendancie. Takie sensacje chtnie przechwytuj oglnokrajowe rodki masowego przekazu. Tymczasem pan ma ciao czowieka, ktry twierdzi, e zabi tamtego, co stanowi nastpny smakowity ksek. Im szybciej i adniej zaatwimy t spraw, tym lepiej dla wszystkich.
Nate sta po przeciwnej stronie samochodu.
-  Obawia si pan, e pjd do dziennikarzy i sprbuj zrobi reklam sobie i miastu?
-  Skomentowaem tylko sytuacj, to wszystko. Duo byo w prasie szumu wok tamtej strzelaniny w Baltimore. Oczywicie, pan znajdowa si w centrum zainteresowania.
Nate czu, e ogarnia go zo.
-  Dlatego doszed pan do wniosku, e bardzo lubi, gdy moje nazwisko pojawia si w gazetach, a twarz w telewizji. Paskim zdaniem dwch denatw daje mi teraz szans na to, eby o sobie przypomnie.
-  Mgby pan zyska kilka punktw, tak przynajmniej mi si wydaje, gdyby na przykad planowa pan powrt do Baltimore.
-  I miaem cholerne szczcie, e wanie tu i teraz wydarzyo si co takiego.
-  Nigdy nie zaszkodzi, jeli czowiek znajdzie si w odpowiednim czasie we waciwym miejscu.
-  Prbuje mnie pan sprowokowa czy po prostu jest pan potwornym dupkiem?                                                               
Coben lekko si umiechn.                                                |
-  Moe i jedno, i drugie. Przede wszystkim prbuj oceni sytuacj.
-  Wyjanijmy sobie zatem wszystko, eby nie byo dalszych nieporozumie. Zgodnie z procedur to paskie dochodzenie. Niemniej wci jest to moje miasto, moi ludzie. Tak wygldaj fakty. I niezalenie od tego, czy mi pan ufa, czy nie, czy mnie pan lubi, czy chtnie zabraby mnie pan na kolacj lub do kina, mam zamiar robi, co do mnie naley.
-  W takim razie lepiej bdzie, jeli przyjrzymy si ciau. Coben wszed do rodka, a Nate, tumic zo, ruszy jego
ladem.
W poczekalni bya tylko jedna osoba. Bing wyglda na zaenowanego, a potem poirytowanego faktem, e kto zobaczy go siedzcego na jednym z plastikowych krzese.
-  Cze, Bing - powiedzia Nate, kiwajc mu gow.

Bing tylko niewyranie burkn, po czym ukry twarz w starym numerze Alaski".
-  Doktor w tej chwili przyjmuje pacjentk - wyjania Joanna, bacznie przygldajc si Cobenowi. - Sal Cushaw zacia si pi do metalu. Rana wymaga kilku szww. Potrzebny jest rwnie zastrzyk przeciwtcowy.
-  Chciabym dosta klucze do kostnicy - powiedzia Nate. Joanna przeniosa spojrzenie na Cobena.
-  Ma je pan doktor. Powiedzia, e nikomu nie wolno tam wchodzi oprcz pana.
-  To sierant Coben z policji stanowej. Wemiesz klucze od Kena?
-  Oczywicie. W porzdku. Kiedy znikna, Bing zacz burcze.
-  W Lunacy nie potrzebujemy gliniarzy z wielkiego miasta. Umiemy sami zatroszczy si o siebie.
Coben obejrza si przez rami.
-  Niech si pan nim nie przejmuje - mrukn Nate, kiwajc gow. - Co ci dolega, Bing? - Nate opar si o lad. -Czy tylko przyszede tu dla zabicia czasu?
-  To moja sprawa. A jeli kto ma ochot paln sobie w eb, to te jego sprawa. Tylko gliny, nie wiedzie po co, musz we wszystko wtyka nos.
-  Masz racj. Gliniarze to potworne wrzody na dupie, tyle e nosz odznaki. Kiedy po raz ostatni rozmawiae z Maxem?
-  Nigdy nie miaem mu zbyt duo do powiedzenia.
-  Syszaem, e strasznie na ciebie kl, gdy odnieye mu podjazd. Podobno zebrany tam nieg wywalie na dach jego samochodu.
Bing umiechn si od ucha do ucha.
-  Moe. Chocia nie sdz, by strzeli sobie w eb z tego wanie powodu.
-  Zoliwy z ciebie dra, Bing.
-  Cholerna racja.
-  Panie komendancie? - Joanna wrcia z kluczykami. -

Ten z tym znaczkiem. Doktor powiedzia, e przyjdzie, gdy tylko skoczy z Sal.
-  Hej, ja jestem nastpny w kolejce. - Bing waln gazet w krzeso. - Jeli Hawbaker zaczeka chwil duej, na pewno nie oyje.
Joanna zacisna usta.
-  Nie masz ani odrobiny szacunku, Bing.
-  Za to mam hemoroidy.
-  Powiedz panu doktorowi, eby przyj wszystkich pacjentw - powiedzia Nate. - Gdzie to jest?
-  Och, przepraszam. Prosto, potem pierwsze drzwi na lewo.
Szli w milczeniu korytarzem. Nate otworzy kluczem drzwi. Weszli do pomieszczenia, w ktrym wzdu cian stay metalowe pki, a na rodku dwa metalowe stoy. Nate wczy wiato nad gow. Wtedy zauway, e oba stoy przypominaj stoy uywane podczas autopsji albo przygotowa do pogrzebu.
-  Doktor powiedzia mi, e od czasu do czasu wykorzystuj to pomieszczenie jako kostnic. W miecie nie ma firmy pogrzebowej. W razie potrzeby sprowadzaj przedsibiorc pogrzebowego z zewntrz, a on tutaj wanie przygotowuje ciao do pochwku.
Podszed do stou, na ktrym lea Max. Zgodnie z poleceniem Nate'a Ken nie przykrywa zwok, eby zachowa wszelkie ewentualne lady. Donie byy dodatkowo zabezpieczone plastikowymi torebkami.
-  Paznokcie prawej rki s dokadnie obgryzione - wskaza Nate. - Na dolnej wardze wida drobne zacicie. Jakby si ugryz.
-  adnych ladw, ktre wiadczyyby o tym, e si broni. Pozostaoci prochu wok rany. Czy moemy potwierdzi, e by praworczny?
-  Moemy. By.
Donie zabezpieczono torebkami, eby mona byo poszuka na nich ewentualnych resztek materiaw czy substancji

chemicznych. Byy te zdjcia zwok, zdjcia z miejsca caego wydarzenia, nawet drzwi zewntrzne zostay sfotografowane pod kadym moliwym ktem. Spisano zeznania wiadkw i potwierdzono je, gdy przesuchiwani nieco odpoczli. Budynek by zamknity na gucho, drzwi zapiecztowane i oklejone tam.
Burk dobrze zabezpieczy miejsce - pomyla Coben -i oszczdzi mi sporo roboty.
-  Zbadamy go dokadnie w poszukiwaniu ewentualnych dowodw. Sprawdza pan jego kieszenie?
-  Tak. By tam portfel, otwarta paczka gumy do ucia, pudeko zapaek, notes, owek. W portfelu mia prawo jazdy, karty kredytowe, okoo trzydziestu dolarw w gotwce i zdjcia czonkw rodziny. W kieszeniach kurtki w biurze znalazem telefon komrkowy, nastpne zapaki i par wenianych rkawiczek.
Nate wsun rce do kieszeni i nadal bacznie przyglda si ciau.
-  Przeszukaem rwnie samochd zaparkowany przed budynkiem redakcji. W schowku znalazem dowd rejestracyjny na nazwisko ofiary i jego ony. Mapy, narzdzia, otwarte opakowanie amunicji do dwudziestkidwjki, mitow gum do ucia, kilka dugopisw i owkw, nastpny notes. W notesach mnstwo karteczek z odrcznymi notatkami, pomysami artykuw do gazety, spostrzeeniami, numerami telefonw. W tylnej czci kabiny znajdowaa si apteczka i zestaw pierwszej pomocy. Samochd by otwarty, kluczyki w stacyjce.
-  Kluczyki w stacyjce?
-  Taak. Wedug zezna znajomych mia niedobry zwyczaj zostawiania kluczykw w stacyjce i niezmiernie rzadko zamyka samochd. Znalezione przedmioty s opisane i wszystkie pogrupowane w torebkach, osobno sporzdziem te list dowodw. Wszystko znajduje si pod kluczem na komisariacie.
-  Zabierzemy zwoki i wszystkie dowody. Zaczekamy, co

ustali ekspert medycyny sdowej, ale raczej wyglda to na samobjstwo. Chciabym porozmawia z on denata, dwoma wiadkami i wszystkimi osobami, ktre mog co powiedzie na temat jego znajomoci z Patrickiem Gallowayem.
-  Nie napisa listu do ony.
-  Sucham?
-  Nie zostawi jej adnej osobistej notatki. W komputerze rwnie.
W oczach Cobena pojawia si irytacja.
-  Niech pan posucha, panie Burk, obaj wiemy, e samobjcy wcale nie pisz tak czsto listw, jak sugeruj to ludzie z Hollywoodu. Ekspert medycyny sdowej wyrazi swoj opini, ale dla mnie wyglda to na samobjstwo. List wie denata z Gallowayem. Podymy tym ladem, zobaczymy, czy uda nam si to potwierdzi. Nie mam zamiaru i na skrty ani w tej sprawie, ani w sprawie Gallowaya, ale nie bd paka, jeli obie uda si szybko zamkn.
-  Ja si z tego wcale nie bd cieszy.
-  To ju paskie zmartwienie.
-  Czy miaby pan co przeciwko temu, ebym zaj si spraw? Nieoficjalnie - doda z naciskiem. - Przyjrza si jej pod innym ktem?
-  To tylko strata czasu. Moe pan to robi, ale pod warunkiem, e nie bdzie mi pan wchodzi w drog.
-  Jeszcze pamitam, na czym polega ta zabawa, panie Coben.
Trudno byo zapuka do drzwi Carrie. Wtargnicie do domu kobiety pogronej w aobie wydawao si czym potwornie bezdusznym. Nate a za dobrze pamita, jak Bem si zaamaa, gdy po raz pierwszy spotka si z ni po mierci Jacka.
By wwczas cakiem bezradny, najpierw przykuty do ka szpitalnego, potem otumaniony po operacji, pogrony w smutku, wyrzutach sumienia i wciekoci.
Teraz nie odczuwa smutku, jedynie niewielkie wyrzuty


sumienia z powodu tego, jak poprzednio potraktowa Carrie. Obca mu rwnie bya wcieko. Tym razem by po prostu gliniarzem.
-  Jest na mnie za - uprzedzi Cobena. - Jeli pan to wykorzysta, moe uda si panu wycign z niej co wicej.
Zapuka do drzwi dwukondygnacyjnego drewnianego domu. Kiedy pojawia si w nich rudowosa kobieta, musia szybko przejrze w mylach swoj kartotek.
-  Ginny Mann - przedstawia si szybko. - Jestem przyjacik rodziny. Ssiadk. Carrie odpoczywa na pitrze.
-  Sierant Coben, prosz pani. - Coben wyj legitymacj. - Bardzo chciabym porozmawia z pani Hawbaker.
-  Tylko prosz nie mczy jej zbyt dugo.
Artystka - przypomnia sobie Nate. Maluje krajobrazy i wykonuje szkice dzikich zwierzt. Jej prace sprzedawane s w miejscowych galeriach, a take w gbi kraju, poniej czterdziestego smego rwnolenika. Przez trzy dni w tygodniu uczy w szkole plastyki.
-  Arlene Woolcott i ja siedzimy z dziemi w kuchni. Prbujemy czym je zaj. Moe pjd na pitro i sprawdz, czy Carrie jest na nogach?
-  Bylibymy bardzo wdziczni. - Coben wszed do rodka. - Zaczekamy tutaj.
Nate zauway wygodn sof, dwa due fotele i sporo kolorystycznych akcentw. Obraz, ktry przedstawia wiosenn k, a z tyu biae gry i bkitne niebo. Przypuszczalnie dzieo rudowosej artystki. Zdjcia dzieci, rodzinne fotografie; wszystko, co mona zobaczy w kadym przecitnym domu.
-  Wydaje mi si, e pobrali si mniej wicej pitnacie lat temu. On pracowa niegdy w jakiej gazecie w Anchorage, ale przeprowadzi si do Lunacy i tu zaoy lokalny tygodnik. Ona pracowaa z nim. Bya to waciwie dwuosobowa firma, ktra tylko dorywczo korzystaa z... jak si to nazywa?... nadesanych materiaw. Publikowali artykuy napisane przez mieszkacw Lunacy, rne zdjcia, przedrukowywali 

artykuy z prasy oglnokrajowej. Ich starsza pociecha to dziewczynka. Ma okoo dwunastu lat i gra na pikolo. Modszy, dziesicioletni chopiec ma bzika na punkcie hokeja.
-  Duo pan wie jak na czowieka, ktry mieszka tu zaledwie od kilku tygodni.
-  Sporo dowiedziaem si dzisiejszego ranka. To jej pierwsze, a jego drugie maestwo. Ona mieszka tu o kilka lat duej ni on. Przyjechaa w ramach jednego z programw edukacyjnych. Kiedy on zaoy gazet, zrezygnowaa z pracy w szkole i zacza mu pomaga, wci jednak w razie potrzeby zastpuje swoje koleanki.
-  Dlaczego si tu przeprowadzi?
-  Prbuj si tego dowiedzie.
Nate zamilk, gdy Ginny zacza sprowadza po schodach Carrie.
-  Witam pani, pani Hawbaker - powiedzia ponurym gosem Coben, robic krok do przodu. - Sierant Coben z policji stanowej. Serdecznie pani wspczuj.
-  Czego pan chce? - Przesuna pene zoci i ognia spojrzenie na Nate'a. - Jestemy pogreni w aobie.
-  Wiem, e w tej chwili jest pani bardzo ciko, ale musz zada kilka pyta. - Coben zerkn na Ginny. - Chce pani podczas tej rozmowy mie przy sobie przyjacik?
Carrie potrzsna przeczco gow.
-  Ginny, mogaby przypilnowa dzieci? Trzymaj je tam, z dala od wszystkiego.
-  Oczywicie. Zawoaj, gdyby mnie potrzebowaa. Carrie wesza do salonu i opada na jeden z foteli.
-  Prosz powiedzie, co pana interesuje, a potem wyj std. Nie mam ochoty tu pana widzie.
-  Przede wszystkim chc pani poinformowa, e zabieramy zwoki pani ma do Anchorage na autopsj. Oddamy go pani tak szybko, jak to moliwe.
-  To dobrze. Na pewno przekonacie si, e wcale nie popeni samobjstwa. Niezalenie od tego, co on mwi - dodaa, z rozgoryczeniem zerkajc na Nate'a - dobrze znam mojego

ma. Nigdy nie zrobiby czego takiego ani mnie, ani swoim dzieciom.
-  Mog usi? Wzruszya ramionami.
Coben zaj miejsce na sofie, odwrci si twarz do Carrie i delikatnie wychyli si w jej stron. Dobrze - pomyla Nate. Stary wyga stara si okaza wspczucie i ograniczy krg do nich dwojga. Zacz od standardowych pyta. Po kilku pierwszych odpowiedziach Carrie si cofna.
-  Ju mu to mwiam. Dlaczego pyta pan o to samo? Odpowiedzi nie bd inne. Zamiast zawraca mi gow lepiej by pan zrobi, prbujc odnale czowieka, ktry zamordowa Maxa.
-  Czy wie pani, kto mgby wyrzdzi krzywd pani mowi?
-  Tak. - Na jej twarzy pojawia si jaka niesamowita rado. - Ten, kto zabi Patricka Gallowaya. Powiem panu dokadnie, co si stao. Max musia co odkry. Fakt, e wydawa maomiasteczkowy tygodnik, wcale nie oznacza, e nie by dobrym reporterem. Wpad na jaki trop, ale zanim zadecydowa, co z tym zrobi, kto go zabi.
-  Czy rozmawia z pani na ten temat?
-  Nie, ale by podenerwowany. Zmartwiony. Nie by sob. To jednak wcale nie oznacza, e popeni samobjstwo albo e zabi kogokolwiek innego. By dobrym czowiekiem. -Po jej policzkach zaczy pyn zy. - Sypiaam u jego boku przez prawie szesnacie lat. Pracowaam z nim dzie po dniu. Miaam z nim dwjk dzieci. Nie sdzi pan, e mog jednoznacznie stwierdzi, czy by zdolny do czego takiego, czy nie?
Coben zmieni taktyk.
-  Czy jest pani pewna, e wczoraj wieczorem wyszed o tej godzinie, ktr pani podaa?
Westchna. Otara zy.
-  Wiem, e widziaam go jeszcze o wp do jedenastej. Wiem, e rano go nie byo. Czego jeszcze pan chce?

-  Powiedziaa pani, e trzyma rewolwer w schowku w samochodzie. Kto jeszcze o tym wiedzia?
-  Wszyscy.
-  Czy schowek by zamknity? Czy zamkn auto?
-  Max bardzo czsto zapomina nawet o zamkniciu drzwi azienki, wic o czym my tu mwimy? To ja trzymam bro w domu pod kluczem i to ja mam klucz, poniewa Max by zbyt roztrzepany, eby pamita o takich drobiazgach. Kady mg wzi ten rewolwer. I kto to naprawd zrobi.
-  Czy wie pani, kiedy ostatni raz pani m uywa tej broni?
-  Nie. Przynajmniej nie mam pewnoci.
-  Pani Hawbaker, czy pani m prowadzi pamitnik albo jakie inne zapiski?
-  Nie. Po prostu to, co mu przyszo na myl, zapisywa na kartce, ktr mia pod rk. Teraz wolaabym, ebycie panowie ju sobie poszli. Jestem zmczona i chc poby z dziemi.
Po wyjciu od Carrie Coben zatrzyma si przy samochodzie.
-  Zostao jeszcze kilka szczegw, ktre naleaoby sprawdzi. Dobrze by byo przeszuka jego rzeczy, papiery, upewni si, czy nie ma tam czego, co dotyczyoby Gallowaya.
-  Jakiego motywu?
-  Tak - potwierdzi. - Czy mgby si pan tym zaj?
-  Oczywicie.
-  Chc zabra zwoki do Anchorage i odda je ekspertom. Wolabym rwnie by na miejscu, gdy przywioz ciao Gallowaya.
-  Bybym wdziczny za telefon, kiedy znajdzie si w waszych rkach. Jego crka na pewno bdzie chciaa go zobaczy. Z kolei jej matce bardzo zaley, eby ciao oddano jej.
-  Taak, ju do mnie dzwonia. Kiedy cign go z gr i ostatecznie zidentyfikuj, zaproponujemy, eby rodzina uzgodnia to midzy sob. Crka moe przylecie i potwierdzi jego tosamo, ale mamy w kartotece jego odciski. 

Galloway kilkakrotnie by karany za uywanie narkotykw. Gdy tylko bdziemy mieli jego ciao, dowiemy si, czy to on.
-  Dotr z crk do pana, a tu, na miejscu, sprawdz, czy kto nie ma jakich ukrytych motyww, i sprbuj poprowadzi mediacje midzy czonkami rodziny zmarego. W zamian za to chc otrzymywa kopie kadej notatki w obu sprawach. cznie z oficjalnymi dokumentami.
Coben spojrza na adny domek przykryty grub warstw niegu.
-  Powanie pan myli, e kto upozorowa to samobjstwo, aby ukry przestpstwo sprzed szesnastu lat?
-  Chc mie kopie.
-  wietnie. - Coben otworzy drzwi od strony pasaera. -Paski porucznik powiedzia, e ma pan dobrego nosa.
Nate usiad za kkiem.
-  Tylko?
-  Dobry nos nie zawsze oznacza, e ma si suszno.
15
Musia pracowa z takim zespoem, jaki mia do dyspozycji, to znaczy z dwoma zastpcami i sekretark. Zaprosi ich do swojego biura i kaza im przynie ze sob dodatkowe krzesa.
Na jego biurku sta talerz z ciasteczkami z masem orzechowym i dzbanek wieej kawy. Oczywicie, zawdzicza to Peach. Pomyla: Dlaczego tego nie wykorzysta?".
Wzi ciasteczko, gestem rki zachci swoich zastpcw, a potem ugryz swoje.
-  Na pocztek chc usysze, czego udao si wam dowiedzie.
-  Pierre'owi Letreckowi wydaje si, e sysza jaki dwik podobny do strzau z broni palnej. - Otto wyj swj notes i teatralnym gestem zacz przerzuca jego strony. - Oglda


na kablwce film. Pocztkowo twierdzi, e by to Angielski pacjent, ale mu powiedziaem: Pierre, nie wciskaj mi kitu. Nigdy nie ogldasz takich rzeczy". A on spyta: Skd, do diaba, wiesz, co ogldam u siebie w domu, Otto?". Na co odpowiedziaem...
-  Powiedz nam, Otto, czego si dowiedziae.
Otto spojrza wilkiem, oderwa wzrok od notesu i swojego starannego pisma.
-  Tylko staram si by dokadny. Po dugim przesuchaniu w kocu przyzna si, e oglda jakie porno. Wydawao mu si, e sysza strza mniej wicej koo pnocy, kiedy znajdowa si w azience i si... oprnia pcherz - poprawi si, syszc gone chrzknicie Peach. - Poniewa jest z natury bardzo wcibskim czowiekiem, wyjrza przez okno azienki. Nikogo nie zauway, odnotowa jednak, e samochd Maxa... denata sta przed budynkiem redakcji. Potem dokoczy to, co mia do zrobienia, i poszed spa.
-  Twierdzi, e dziao si to mniej wicej koo pnocy?
-  Mog co powiedzie, panie komendancie? - spyta Peter, unoszc rk. - Sprawdziem program. Ten konkretny film skoczy si pitnacie minut po pnocy. Pan Letreck twierdzi, e poszed prosto do azienki i niemal natychmiast usysza strza.                                                                         ,
-  Czy zauway co jeszcze? Jaki inny pojazd?
-  Nie, sir. Otto przepytywa go kilkakrotnie, ale Pierre trzyma si swego.
-  Czy kto jeszcze co sysza albo widzia?
-  Jennifer Welch wydaje si, e syszaa co dziwnego. -Otto przerzuci kilka kartek. - Ona i Lany, jej m, spali, ale j obudzi jaki haas. Maj omiomiesiczn creczk, ktra podobno bardzo kiepsko sypia. W chwili, kiedy Jennifer si obudzia, jej creczka zacza paka, wic nie jest pewna, czy obudzio j dziecko, czy jaki haas z zewntrz, ale podaje czas podobny do tego, o ktrym mwi Pierre. Wstajc do maej, spojrzaa na zegarek. Byo mniej wicej dwadziecia po dwunastej.

-  Jakie jest pooenie obu domw w stosunku do biura na tyach redakcji The Lunatic"? - Nate wskaza tablic, ktr kupi w Sklepie na Rogu" i zawiesi na cianie. - Narysuj mi, Otto.
-  Ja to zrobi. - Peach z trudem dwigna si z krzesa. -aden z nich nie ma pojcia o rysowaniu.
-  Dziki, Peach. - Nate spojrza na swoich zastpcw. -Czy tylko oni dwoje co syszeli?
-  Tak - potwierdzi Otto. - To znaczy jest jeszcze Hans Finkle, ktry twierdzi, e w nocy jego pies zacz szczeka, ale rzuci w niego butem i nie popatrzy na zegarek. Faktem jest, e w tych okolicach wikszo ludzi nie zwraca uwagi na strzay.
-  Czy ktokolwiek wspomnia, e Max ostatnio z kim si pokci?
Po negatywnych odpowiedziach Nate spojrza na tablic. Jak zauway, Peach potraktowaa jego sowa dosownie. Zamiast naszkicowa prosty schemat z zaciciem rysowaa budynki i drzewa. W tle wida byo nawet zarys gr.
-  Nate? - Otto poruszy si na stoku. - Nie uznaj moich sw za krytyk czy co w tym stylu, ale po co tyle zamieszania, skoro wszystko wskazuje wyranie, e byo to samobjstwo, a na dodatek stanowi zabrali ciao i z pewnoci zrobi wszystko, eby jak najszybciej zamkn spraw?
-  Moe masz racj. - Nate otworzy teczk. - To, co zostanie powiedziane w tym pomieszczeniu, nie ma prawa wydosta si na zewntrz, chyba e zmieni rozkazy. Zrozumiano?! Oto co znalazem na ekranie komputera Maxa.
Kiedy odczyta list, w pomieszczeniu zapada pena zaskoczenia cisza.
-  Jakie komentarze?
-  To nielogiczne - powiedziaa Peach cicho, wci trzymajc w palcach kred. - Wiem, e jestem tu tylko wychwalan pod niebiosa sekretark, ale to jest nielogiczne.
-  Dlaczego?
-  Nie sdz, eby Max mg kogo skrzywdzi. To jest

w ogle nie do pomylenia. Poza tym, z tego co pamitam, podziwia Pata, traktowa go troch jak swego rodzaju bohatera.
-  Naprawd? Ludzie, z ktrymi rozmawiaem, twierdz, e prawie si nie znali.
-  To prawda. Wcale nie twierdz, e byli najlepszymi przyjacimi, ale Pat w jaki sposb zdoa sobie zjedna Maxa. Ojciec Meg by przystojny i jeli tylko chcia, umia by czarujcy, a czsto chcia. Gra na gitarze, jedzi motocyklem, wspina si po grach, a gdy dopadaa go chandra, znika na wiele dni w lesie. ko ogrzewaa mu najseksowniejsza kobieta w miecie. Mia te ma creczk, ktra go uwielbiaa.,|
Odoya kred i strzepna py z doni.
-  Niestety, nie przywizywa do tego wszystkiego adnej wagi. Mia te talent: potrafi dobrze pisa. Z tego, co wiem, Max chcia zatrudni Pata w swojej gazecie. Mia redagowa cz powicon podry i przygodzie. Wiem to od Carrie. Ona i Max wanie zaczynali na powanie ze sob chodzi. Carrie troch si martwia, poniewa Pat by nieujarzmiony.
Kiedy Nate machniciem rki zachci j, eby mwia dalej, podesza do jego biurka i nalaa sobie kawy.
-  Ja w tym czasie toczyam ostatni rund walki z moim trzecim mem. Carrie serdecznie mi wspczua i staa po mojej stronie. Duo wtedy rozmawiaymy. Martwia si, e Pat moe namwi Maxa na jakie szalestwo. Dla niego Pat by kwintesencj Alaski. y z duym rozmachem, robi to, co chcia, i buntowa si, jeli kto prbowa narzuci mu jakie ograniczenia.
-  Niekiedy podziw zamienia si w zazdro, a zazdro czasami zabija.
-  Moe. - Peach bezmylnie wzia do rki ciastko i ugryza je. - Ale ja nie wierz, by tak byo. Powiedziae, e wszystko ma zosta w tych cianach, ale Carrie bdzie teraz potrzebowaa przyjaci. Musz do niej i.
-  Zgoda, tylko nie mw, o czym tu rozmawialimy. Wsta i podszed do tablicy.

Peach narysowaa drog, ktra przebiegaa na tyach redakcji, umiecia nawet znak drogowy i napisaa na nim Moose Lane. Dom Letrecka bardziej przypomina warsztat. Pierre pocztkowo naprawia tam samochody, dopiero pniej dobudowa cz mieszkaln. Znajdowaa si ona po przeciwnej stronie ni redakcja, o dwa domy na wschd.
Drewniany domek Welchw sta dokadnie na wprost redakcji. Dwukondygnacyjny dom Hansa Finklego pooony by tu za warsztatem Letrecka.
Peach naszkicowaa inne domy, sklepy i warsztaty, na budynkach wpisaa swoim starannym pismem odpowiednie nazwiska.
-  Dobra robota, Peach. Na tym koczymy narad. Zabra swoj teczk i podszed do korkowej tablicy, ktr
wypoyczy z ratusza.
-  Wszystko, co dotyczy Gallowaya albo Hawbakera, bdziemy kopiowa i przyczepia do tej tablicy. Stanowi przeszukali ju redakcj, ale chciabym, Otto, ebymy we dwch przejrzeli tam wszystko jeszcze raz, na wypadek gdyby co przeoczyli. Peach, chciabym dosta si do domu Hawbakerw i przeszuka rzeczy Maxa. Carrie najprawdopodobniej nie bdzie si chciaa zgodzi na to, przynajmniej na razie. Moe zdoaaby uzyska od niej dla mnie tak zgod?
-  W porzdku. Najwyraniej nie wierzysz w to, co zostao napisane w ostatnim licie Maxa. A skoro tak...
-  Lepiej nie wierzy w nic, pki nie zna si wszystkich szczegw - przerwa jej. - Peterze, chc, eby zadzwoni do Anchorage i skontaktowa si z gazet, w ktrej pracowa niegdy Max. Dowiedz si, co on tam robi, dla kogo i z kim pracowa, a przede wszystkim dlaczego opuci tamtejsz redakcj. Potem napisz raport. W dwch kopiach. Jedn chc mie na biurku jeszcze dzi, nim wyjdziesz z pracy.
-  Tak jest, sir.
-  Wszyscy troje dostaniecie rwnie prac domow. Bylicie tu w czasie, kiedy znikn Pat. Sprbujcie powici nieco czasu, by przypomnie sobie, co si dziao na kilka 

tygodni przed jego znikniciem i w kilka tygodni po. Zapiszcie wszystko, co sobie przypomnicie, nawet jeli moe si wam wydawa, e nie ma to nic wsplnego z ca spraw. Co syszelicie, co widzielicie, co mylelicie. Peterze, zdaj sobie spraw, e bye wtedy maym dzieckiem, ale czasami ludzie nie dostrzegaj dzieci, dlatego mwi przy nich i robi pewne rzeczy, nie zwracajc uwagi, e kto syszy czy widzi.
Skoczy przyczepia zdjcia do tablicy. Po jednej stronie umieci Gallowaya, po drugiej - Hawbakera.
-  Bardzo zaley mi na zdobyciu jednej, wanej informacji. Gdzie by Max Hawbaker, gdy Pat opuci miasto?
-  To nie bdzie takie proste. Trudno odtworzy pewne wydarzenia po tak dugim czasie - powiedzia Otto. - Poza tym Galloway mg zosta zabity wiele tygodni po opuszczeniu miasta. Albo miesicy. Nawet po p roku.
-  Wszystko po kolei.
-  Trudno sobie przypomnie, kiedy pio si z kim piwo albo owio z nim ryby w przerblu, a skoro Max przyzna si do morderstwa, a potem popeni samobjstwo, to co waciwie prbujemy udowodni? - pyta z naciskiem Otto.
-  To s tylko podejrzenia, Otto, nie fakty. Fakty wygldaj tak: mamy dwch denatw, ktrych mier dzieli mniej wicej szesnacie lat. Zacznijmy od tego.
Nate nawet nie wstpowa do swojego pokoju. Po prostu wyjecha z miasta. W Lodge czekao na niego zbyt wiele pyta, na ktre nie mg albo nie chcia odpowiedzie. Lepiej przed nimi uciec, pki nie wypracuje si oficjalnej wersji.
Tak czy inaczej marzy o otwartej przestrzeni, mronej ciemnoci i lodowatym blasku gwiazd. Doszed do wniosku, e ciemno zaczyna mu odpowiada. Nie mg sobie przypomnie, jak to jest, kiedy zaczyna si lub koczy prac przy wietle dziennym.
Nie chcia soca. Chcia Meg.
Chcia by pierwsz osob, ktra jej o wszystkim powie, ktra po raz drugi wstrznie jej wiatem w posadach. Jeli

tak jak poprzednim razem bdzie prbowaa zamkn przed nim drzwi, postoi na zewntrz.
Przy odrobinie wysiku udao mu si na wiele miesicy odci od ludzi. Nie by cakiem pewien, czy spokj, jaki odnalaz, ukrywajc si w samotnoci, by wynikiem tego, e nie sysza ludzi, ktrzy prbowali rozbi otaczajce go ciany, czy po prostu nie by dla nich a tak wany, eby prbowali to robi.
Tak czy inaczej wiedzia, jak bolesny jest powrt. Doskonale pamita, z jakim trudem skarlae uczucia i wypalone, wypaczone emocje prbuj wrci do ycia. Meg bya dla niego wystarczajco wana, eby prbowa j przed tym wszystkim uchroni.
Byo co jeszcze. Mg si do tego przyzna, siedzc samotnie we wntrzu swojego samochodu, gdy cisz przerywa tylko cichy pomruk wczonego ogrzewania. Potrzebowa jej wiedzy, jej wspomnie o ojcu, eby wypeni luki w obrazie, ktry tworzy.
Wszystko dlatego, e marzy o cikiej, wyczerpujcej, frustrujcej pracy policjanta. Bardzo jej potrzebowa. Obawia si, e bez niej znw po cichutku popadnie w odrtwienie.
W domu Meg wiata byy pozapalane, ale nie widzia jej samolotu. Zaparkowany przed domem samochd nalea do Jacoba. Wysiadajc z auta, Nate zacz si martwi.
Drzwi domu zasta otwarte. Dostrzeg Jacoba w jasnej smudze wiata moment wczeniej, nim wypady psy. Zaguszajc ich haaliwe powitanie, zawoa:
-  Gdzie jest Meg?!
-  Pracuje. Dzi nocuje w lesie z grup myliwych, ktrych tam zawioza.
-  Czsto tak robi? - spyta Nate, gdy dotar do werandy.
-  Tak. Przyszedem nakarmi psy i sprawdzi ogrzewacz w jej samochodzie. To te norma.
-  Dzwonia do pana?
-  Skontaktowaa si ze mn przez krtkofalwk. Jeli jest pan godny, mam gulasz.

-  Chtnie zjem.
Jacob wszed do kuchni, pozostawiajc Nate'owi zamknicie drzwi. Radio byo wczone na KLUN. Spiker zapowiada nastpny przebj. Nate zdj kurtk i przerzuci j przez oparcie krzesa.
-  Mia pan dugi dzie - skomentowa Jacob, nakadajc gulasz.
-  To znaczy, e pan ju sysza.
-  Nic nie rozchodzi si szybciej ni ze wiadomoci. Trzeba by potwornym egoist, eby tak brutalnie odebra sobie ycie i pozwoli, aby ona znalaza zwoki. Gulasz jest gorcy, chleb dobry.
-  Dziki - powiedzia Nate. - To znaczy, e Max by egoist?
-  Wszyscy jestemy egoistami, zwaszcza w chwilach rozpaczy.
-  Rozpacz to bardzo osobista sprawa i niekoniecznie jednoznaczna z egoizmem. Pamita pan moe, kiedy Max przyjecha tutaj, eby rozrusza gazet?
-  By mody i zapalony. Uparty - doda Jacob, rozlewajc kaw.                                                                               
-  Przyjecha tu sam.
-  Jak wielu innych.                                                      
-  Ale znalaz przyjaci.
-  Niektrzy ich znajduj - powiedzia Jacob z umiechem. - Nie naleaem do nich, chocia nie bylimy te wrogami. Carrie azia za nim krok w krok. Wpad jej w oko, wic zagia na niego parol. Nie by wcale przystojny, bogaty ani szczeglnie byskotliwy, ale dostrzega w nim co, na czym jej zaleao. Kobiety czsto widz to, czego nikt nie dostrzega.,
-  Mia kumpli?
Jacob ze zmarszczonym czoem powoli sczy kaw.
-  Wygldao na to, e dobrze si czu w obecnoci wielu osb.
-  Syszaem, e niegdy si wspina. Zabiera go pan kiedy w gry?                                                                            

-  Tak. Na letnie wspinaczki na Denali i Deborah, o ile dobrze pamitam, niedugo po jego przyjedzie. By dobrym alpinist. Raz lub dwa zawiozem jego i innych na polowanie, chocia on sam nie polowa. Pisa ksik i robi zdjcia. Czsto lata rwnie w poszukiwaniu tematw do artykuw, niekiedy po to, eby zrobi zdjcia. Tu przed obydwoma porodami Carrie zawoziem ich do Anchorage. Dlaczego pan pyta?
-  Z ciekawoci. Czy kiedykolwiek wspina si z Gallo-wayem?
-  Nigdy nie zawoziem ich razem. - Jacob przyjrza si Nate'owi z nateniem. - Czy to ma jakie znaczenie?
-  Po prostu jestem ciekaw. A poniewa jestem ciekaw, czy powiedziaby pan, e Patrick Galloway by egoist?
-  Tak.
-  Tylko tak"? - spyta Nate po chwili. - Bez adnego komentarza?
Jacob nie przerywa picia kawy.
-  Nie prosi pan o komentarz.
-  Jak by go pan oceni jako ma i ojca?
-  W najlepszym przypadku by kiepskim mem. - Jacob dokoczy swj  kaw i odwrci si do zlewu, by wymy kubek. - Chocia, z drugiej strony, niektrzy mogliby powiedzie, e mia trudn on.
-  Pan te?
-  Ja powiedziabym raczej, e czya ich mocna wi, ale oboje cignli i wykrcali czc ich lin w przeciwnych kierunkach, dc do wasnych celw.
-  Czy t lin bya Meg?                                                 Jacob ostronie odoy myjk na lad, a kubek na suszark.
-  Kade dziecko to swego rodzaju lina czca rodzicw. Nie dorastali jej do pit.
-  To znaczy?
-  Bya bystrzejsza, silniejsza, lepiej si przystosowywaa, bya te hojniejsza w porwnaniu z ktrymkolwiek z nich.

-  Bardziej podobna do pana?
Jacob odwrci si, ale w jego oczach niczego nie mona byo wyczyta.
-  Meg jest podobna do samej siebie. Zostawi, pana.
-  Czy Meg ju wie, co si stao z Maxem?
-  Nic mi na ten temat nie mwia. Ja te o niczym nie wspomniaem.
-  Powiedziaa, kiedy wraca?
-  Jeli pogoda pozwoli, pojutrze ma odwie myliwych tam, skd przylecieli.
-  Czy ma pan co przeciwko temu, ebym zosta tu dzisiaj na noc?
-  A Meg by miaa?
-  Myl, e nie.
-  W takim razie dlaczego ja miabym zgasza jakie obiekcje?
Pobawi si z psami i skorzysta z jej sprztu do wicze. Dobrze si czu, lepiej, ni przypuszcza, mogc znw podnie sztangi.
Nie mia zamiaru przeszukiwa jej rzeczy, ale gdy zosta sam, mimo woli zacz snu si po domu, grzeba w szafach i zaglda do szuflad.
Wiedzia, czego szuka - zdj, listw, pamitek po ojcu. Wmwi sobie, e gdyby Meg tu bya, sama by mu je daa.
Na najwyszej pce w szafie w jej sypialni znalaz albumy ze zdjciami. Byy za bielizn, wrd fascynujcej mieszaniny flaneli i jedwabiu. Oprcz albumw byo te pudo po butach, a w nim lune zdjcia, ktrych Meg jeszcze nie poukadaa.
Nate natychmiast rozpozna Patricka Gallowaya. By modszy ni na zdjciach cyfrowych. Dugowosy, zaronity, w dinsach, podkoszulku i z przepask we wosach, tak typow dla koca lat szedziesitych i pocztku siedemdziesitych.
Bacznie przyglda si fotografii, na ktrej Pat opiera si

o motocykl. W tle mia ocean, po prawej stronie palm, a palce uniesionej rki ukaday si w znak pokoju.
Nim przyjecha na Alask - pomyla Nate. Moe gdzie w Kalifornii.
Na kilku innych zdjciach te by sam, na jednym z nich z rozmarzon twarz siedzia przy ognisku, a w rce trzyma gitar. Na nastpnych fotkach pojawia si moda Charlene. Miaa dugie, jasne, krcone wosy, a jej oczy miay si zza zabarwionych na niebiesko okularw przeciwsonecznych.
Bya pikna, naprawd pikna. Miaa wspaniae ksztaty, gadkie policzki, pene, zmysowe usta. Wedug oceny Nate'a nie ukoczya jeszcze osiemnastu lat.
Nate znalaz take inne zdjcia: z podry, z obozowiska. Zazwyczaj byo na nich ktre z nich albo inni modzi ludzie. Znalaz kilka fotografii z wielkiego miasta, prawdopodobnie z Seattle. Niektre - Galloway nie mia na nich brody - zostay wykonane w jakim mieszkaniu albo maym domku.
Potem Nate natkn si na fotografi samotnego Gallo-waya. Wyranie z powrotem zapuci brod. Sta oparty o znak drogowy z napisem: Witamy na Alasce".
Na podstawie zdj Nate mg przeledzi tras, jak pokonali Pat i Charlene. W poudniowo-wschodniej czci stanu prawdopodobnie pracowali w fabryce konserw.
Po raz pierwszy dostrzeg Meg - przynajmniej tak mona powiedzie - na zdjciu, ktre przedstawiao Charlene pod koniec ciy.
Miaa na sobie skpy podkoszulek na ramiczkach i dinsy obcite pod ogromnym, nagim brzuchem. W ochronnym gecie trzymaa donie na brzuchu. Miaa najsodszy wyraz twarzy, bolenie modej twarzy - pomyla Nate - ktra promieniaa nadziej i szczciem.
Na nastpnym zdjciu Patrick malowa pokj, chyba pokoik dziecinny, na innym robi co, co wygldao na koysk.
Potem z ogromnym zaskoczeniem Nate patrzy na seri zdj, ktre drobiazgowo przedstawiay poszczeglne fazy porodu.

Pracowa w wydziale zabjstw i wydawao mu si, e widzia ju dosownie wszystko, ale na widok niektrych przyblie gulasz niebezpiecznie poruszy mu si w odku.
Pomin je.
odek uspokoi si na widok malekiej Meg. Nate umiechn si. Przyszo mu na myl, e moe traci czas, a moe nie, przegldajc zdjcia, na ktrych jedno ze wieo upieczonych rodzicw albo oboje bawili si z malestwem. ciskali si.
Widzia kolejne pory roku, a take mijajce lata. Potem przeszed do nastpnego albumu. Zobaczy, jak moda, pikna twarz Charlene stwardniaa, zeszczuplaa, a z jej oczu znikn blask.
Z biegiem lat byo coraz mniej zdj. Przewanie zostay wykonane z racji wit, urodzin i specjalnych okazji. Maa Meg z radosnym umiechem na ustach przytula szczeniaczka z czerwon wsteczk na szyi. Ona i jej ojciec pod niedbale ozdobion choink, Meg nad rzek, z ryb niemal tak du jak ona.
Jedno zdjcie przedstawiao Patricka i Jacoba. Obejmowali si jak kumple. Zdjcie byo niewyrane i le wykadrowane, w zwizku z tym Nate doszed do wniosku, e prawdopodobnie robia je Meg.
Gdy skoczy przeglda album, wyrzuci zawarto puda i zaj si lunymi fotkami. Znalaz kilka zdj grupowych, ktre z pewnoci zostay wykonane tego samego dnia.
Lato - pomyla - poniewa zamiast niegu wok jest ziele. Czy w ogle bywa tu taka ziele? - zastanawia si. Takie ciepo i tyle wiata? W oddali rysoway si gry, szczyty bielay w promieniach soca, a poniej nich wida byo srebro i bkit upstrzone ctkami zieleni.
Jakie przyjcie na wolnym powietrzu - pomyla Nate. Albo piknik. Widzia stoy, awki, skadane krzesa i kilka grillw. Talerze z jedzeniem, beczuki piwa.
Znalaz Gallowaya. Znw nie mia brody i nosi nieco krtsze wosy, chocia nadal niemal sigay mu ramion. Wyglda

na silnego, wysportowanego i przystojnego. Mia oczy, koci policzkowe i usta dokadnie takie same jak Meg.
Bya tam te Charlene, w obcisej bluzeczce, ktra niemal cakowicie obnaaa jej piersi, i w krtkich spodenkach, ukazujcych dugie nogi. Nawet na zdjciu wida byo, e Charlene ma na twarzy grub warstw makijau. Znikna gdzie wiea, pena ycia dziewczyna, ktra miaa si zza zabarwionych szkie. Tutaj bya ju kobiet - pikn, szorstk kobiet, wiadom swojej urody.
Tylko czy szczliw? Na kadej fotce miaa si albo umiechaa, najwyraniej pozowaa. Na jednej z nich usadowia si prowokacyjnie na kolanach staruszka, ktry sprawia wraenie zaskoczonego i zachwyconego sodkim ciarem.
Nate znalaz te i Hopp. Siedziaa obok chudego, siwowosego mczyzny. Oboje pili piwo i trzymali si za rce.
Ed Woolcott, bankier i zastpca burmistrza, by szczuplejszy, mia elegancki wsik i krtk brdk. Wychyla si w stron obiektywu razem z siwowosym mczyzn, ktrego Nate uzna za zmarego ma Hopp.
Po kolei odszukiwa ludzi, ktrych zna. Bing wyglda tak samo kwano i ponuro jak obecnie, ale way o pi, moe sze kilogramw mniej. Ros - musiaa to by pikna Ros, wiea i moda jak kwiat, od ktrego nadano jej imi - trzymaa za rk maego Petera.
Max, z wiksz iloci wosw na gowie i mniejszym brzuchem, siedzia obok Gallowaya. Obaj wanie mieli zamiar wbi zby w ogromny kawa arbuza.
Db, Harry i - Jezu! - o dwadziecia kilogramw lejsza Peach, wszyscy objci, umiechajcy si do obiektywu.
Ponownie przegldajc zdjcia, Nate skoncentrowa si na Gallowayu. By prawie na kadej fotografii. Jad, pi, rozmawia, mia si, gra na gitarze, lea na trawie z dziemi.
Nate podzieli zdjcia mczyzn. Niektrych nie zna, inni ju wwczas wygldali za staro, eby mc si wybra na mudn zimow wspinaczk. Cz z nich bya za moda.
Przenoszc wzrok z twarzy na twarz, Nate zastanawia si,

czy to moe by jeden z nich. Czy moliwe, aby jeden z mczyzn, ktrzy witowali w pewien letni soneczny dzie, ktrzy jedli i miali si z Patrickiem Gallowayem i Maxem Hawbakerem, zabi ich obu?
Pozostae zdjcia przedstawiay pojedyncze osoby, grupy, wita. Nastpne Boe Narodzenie i kolejne zdjcie Maxa z Gallowayem. Obaj z Jacobem albo Edem, albo te Bingiem, lub z Harrym czy pani Hopp.
Ed Woolcott, wci z wsikiem i brdk, otwiera butelk szampana. Harry mia na sobie hawajsk koszul. Max sznur korali. Po nastpnej godzinie ogldania zdj Nate odoy je na swoje miejsce, dokadnie tak, jak je znalaz.
Bdzie musia wymyli, w jaki sposb przyzna si Meg, e myszkowa w jej rzeczach. Albo namwi j, eby pokazaa mu te zdjcia, nie przyznajc si, e ju je widzia.
Zdecyduje pniej.
Teraz postanowi wyprowadzi niespokojne psy na ostatni spacer, a poniewa sam te by lekko podenerwowany, zdecydowa, e potrenuje chodzenie na rakietach nienych.
Wyszed z psami na zewntrz. Zamiast pobiec trzymay si jego boku, kiedy wdrowa do samochodu po swoje rakiety.
Peter pokaza mu podstawy. Jak si okazao, by cierpliwym nauczycielem. Nate wci od czasu do czasu upada na twarz albo do tyu, niekiedy pltay mu si nogi, ale powoli robi postpy.
Przypi rakiety i zrobi kilka prbnych krokw.
- Wci czuj si jak idiota - wyzna psom. - Wic nie mwcie nikomu o mojej dzisiejszej lekcji.
Jakby na sygna, psy wbiegy do lasu. To bdzie wspaniaa wyprawa - pomyla Nate, wsuwajc latark do kieszeni. wiczenie pomogo mu pokona depresj, a teraz, jeli dopisze mu szczcie, tak si zmczy, e przepi spokojnie ca noc bez adnych koszmarnych snw.
Przy blasku gwiazd i wietle, ktre docierao z domu, doszed na skraj lasu. Posuwa si do przodu bardzo powoli,

jego ruchom zdecydowanie brakowao gracji, ale dotar do celu i by zadowolony, e mia tylko lekk zadyszk.
-  Powoli wracam do formy, chocia wci ze sob rozmawiam, ale to jeszcze o niczym nie wiadczy.
Unis gow, eby spojrze na zorz polarn, na wspania, magiczn kurtyn: Prosz, oto on, Ignatious Burk z Baltimore, chodzi na rakietach nienych na Alasce, a nad jego gow pona zorza polarna".
Co wicej, by z tego bardzo zadowolony.
Sysza psy, ktre biegay dookoa i od czasu do czasu szczekay.
-  Ju id, chopcy. Wyj latark.
Zbyt wczenie na niedwiedzie" - przypomnia sobie sowa Meg. Chyba e w okolicy krci si jaki mi, ktry cierpi na bezsenno.
To go uspokoio. Poklepa si po bokach i poczu pod kurtk subow bro.
Ruszy przed siebie, prbujc wypracowa spokojny rytm, zamiast: krok - zapadnicie si - krok, co mu si czsto zdarzao, zwaszcza gdy przestawa si pilnowa. Psy wrciy i zaczy biega wok niego. Nate by niemal pewien, e si z niego miej.
-  Jak bdziecie stroi sobie ze mnie arty, nie dostaniecie pysznych herbatnikw dla psw. Idcie sobie i rbcie to, co psy powinny robi. Ja musz si skupi.
Wdrujc tak, by po lewej stronie przez cay czas mie midzy drzewami owietlony dom, poszed za psami. Czu zapach drzew - wierku kanadyjskiego, ktry nauczy si ju rozpoznawa - i niegu.
Jak mu powiedziano, nieco dalej na pnoc i na zachd nie ma ju tylu drzew. Jest tylko bezkresne morze niegu i lodu. Niektrych terenw tego biaego morza nie przecinaj nawet adne drogi.
Tutaj, czujc zapach lasu, Nate nie mg sobie tego wyobrazi. Z trudem przyjmowa do wiadomoci, e Meg, ktra

miaa w szafie seksown, czerwon sukienk, a zaszywajc si w domu, pieka chleb, bya gdzie tam, wanie na tym biaym morzu.
Zastanawia si, czy Meg spoglda na zorz polarn tak samo jak on. I czy o nim myli.
Z opuszczon gow w wietle latarki wdrowa rwnomiernym krokiem, rozmylajc o zdjciach, ktre upamitniay pewien soneczny letni dzie.
Ile miesicy po owym pikniku Patrick Galloway zmar wrd wiecznych lodw? Sze? Siedem?
Czy zdjcia przy choince ukazyway jego ostatnie wita?
Czy jeden z mczyzn, ktrzy umiechali si do obiektywu albo robili gupie miny, ju wtedy mia na twarzy mask?
Czyby potem dziaa pod wpywem impulsu, w przypywie szalestwa, zoci, i tylko dlatego wbi czekan w pier przyjaciela?
Niemniej nic, naprawd nic nie tumaczyo faktu, e morderca pozostawi zwoki w pieczarze na tyle lat, wietnie zachowane w lodzie i zmarzlinie.
Do tego potrzebne jest wyrachowanie. I jaja.
Tak samo jak wyrachowania i jaj wymaga staranne upozorowanie samobjstwa.
Moliwe te, e to tylko czcze domysy - przyzna Nate -a pozostawiony list zawiera najwitsz prawd.
Max mg ukrywa pewne sprawy przed on i przyjacimi. Mg je wrcz ukrywa przed samym sob. Przynajmniej do czasu, kiedy rozpacz, wyrzuty sumienia i strach nie zacisny mu ptli wok szyi i go nie udusiy.
Czy on sam z identycznego powodu nie ledzi dokadnie tej sprawy i w ciemnoci nie azi po lesie z ponadwymiarowymi rakietami tenisowymi na nogach? Poniewa znw chce by normalny. Chce si dowiedzie, kim by, nim zawali mu si wiat. Musi rozerwa swj lodowy kokon i zacz znw y.
Wszystkie fakty wskazyway na samobjstwo. Przeciw niemu przemawiaa tylko intuicja Nate'a. Tylko jak temu ufa, skoro od tak dawna z niej nie korzysta?

Prawie od roku nie pracowa nad adnym morderstwem, przez ostatni miesic w komendzie policji w Baltimore waciwie tylko siedzia za biurkiem. Moe teraz widzi morderstwo w samobjstwie tylko dlatego, e chce si czu potrzebny?
Ogromny ciar przygnit mu klatk piersiow, kiedy przypomnia sobie, jak prbowa narzuci swoj opini Cobenowi, jak wydawa rozkazy, pomimo wtpliwoci w oczach zastpcw. Przeszuka rzeczy Meg, nie majc ku temu adnego konkretnego powodu.
By w stanie radzi sobie jedynie z drobnymi wykroczeniami, takimi jak nadmierna prdko czy niszczenie znakw drogowych. Tymczasem nagle zakwestionowa niemal podrcznikowe samobjstwo i prbowa wcieli si w posta wielkiego, zego gliny, chcc rozwiza zagadk morderstwa, do ktrego doszo szesnacie lat temu.
Taak, jasne, wytropi bezimiennego, pozbawionego twarzy morderc, wydusi z niego przyznanie si do winy i przekae go Cobenowi, wszystko piknie zapakowane i przewizane row wsteczk.
-  Co za gwno! Obecnie ledwo mona ci uzna za gliniarza, dlaczego wic sdzisz...
Urwa, wpatrujc si tpo w nieg, ktry poyskiwa w wietle latarki, a raczej w lady na jego powierzchni.
-  Zabawne. Widocznie jakim cudem musiaem zatoczy koo.
Prawd mwic, nie mia nic przeciwko temu. Mg bez celu kry dookoa przez ca noc, tak jak bez celu krci si w kko przez wikszo dni.
-  Nie!
Zamkn oczy i nawet lekko si spoci, usiujc wydosta si z przepaci.
-  Nie wrc tam! To straszne gwno. Nie wrc do czarnej dziury!
Jeli bdzie musia, zacznie zaywa antydepresanty. Bdzie wiczy jog. Podnosi ciary. Zrobi wszystko, co 

bdzie konieczne, ale ju tam nie wrci. Jeli teraz do niej wpadnie, ju nigdy stamtd nie wyjdzie.
Zacz gboko oddycha, a potem otworzy oczy i obserwowa, jak z jego ust wydobywaj si oboczki pary.
-  Wci tu s- mrukn, ponownie spogldajc na nieg.
Mia przed sob lady rakiet nienych. Z ciekawoci cofn si i porwna swoje lady z tymi, na ktre si natkn. Wyglday tak samo, ale w wietle latarki trudno dostrzec niewielkie rnice, poza tym naleao wzi pod uwag, e Nate nigdy wczeniej nie interesowa si tropieniem ladw.
By jednak pewien, e nie zatoczy w lesie penego koa i e to nie s jego lady, zwaszcza i prowadz w przeciwnym kierunku.
-  Moga je zostawi Meg - mrukn. - Moga w ktrym momencie przechodzi tdy tak jak ja.
Psy wrciy, pokrciy si przy ladach i ruszyy w stron domu. Chcc zaspokoi wasn ciekawo, Nate zmieni kierunek. Niewiele brakowao, a przypaciby ten manewr pacniciem w nieg, na szczcie udao mu si odzyska rwnowag i ruszy po ladach.
Wcale nie prowadziy przez las. Poczu ucisk w odku, gdy znalaz miejsce, gdzie ten kto si zatrzyma i wyranie przez jaki czas obserwowa tyy domu... oraz miejsce, gdzie Nate i Meg poprzedniego wieczoru brali gorc kpiel.
Przypomnia sobie, e w ktrym momencie psy szczekay w lesie.
Cofn si i poszed ich ladem. Dostrzeg jakie inne tropy. osia albo sarny? Skd miaby to wiedzie? Jednak obieca sobie, e si tego, do jasnej cholery, dowie.
Dostrzegszy zagbienie w niegu, wyobrazi sobie, e psy w tym miejscu przewracay si na plecy, a lady, po ktrych szed, wskazyway, e intruz sta tu z szeroko rozstawionymi nogami, jakby obserwowa oba husky.
Krc po lesie, Nate szybko si domyli, dokd prowadz owe lady. Do drogi, kawaek za domem Meg.
Kiedy tam dotar, brakowao mu tchu, ale bez trudu

zinterpretowa to, co zobaczy. Kto wdrowa albo jecha drog. W miejscu, ktrego nie byo wida z domu, wszed w las i zdaniem Nate'a z rozmysem ruszy prosto w stron domu Meg.
Trudno uzna, e to ktry z ssiadw postanowi zoy jej wizyt albo e kto szuka pomocy, poniewa na drodze zdarzy si jaki wypadek. Nie, intruz po prostu obserwowa dom.
Nate prbowa sobie przypomnie, o ktrej godzinie poprzedniego wieczoru urzdzili sobie kpiel. Nie pniej ni o dziesitej.
Sta na poboczu drogi, a psy obwchiway teren wok jego stp.
Zastanawia si, ile czasu zajmuje powrt do drogi. On sam potrzebowa na pokonanie tego odcinka ponad dwudziestu minut, by jednak wicie przekonany, e gdyby wiedzia, dokd zmierza, trwaoby to o poow krcej. Nastpne dziesi minut, nie wicej, wystarczyo, eby dotrze do domu Maxa i zabra ze schowka rewolwer. Pi - by dojecha do miasta.
Zostawao jeszcze wystarczajco duo czasu, eby wej przez niezamknite drzwi i napisa list na komputerze.
Wystarczajco duo czasu, eby popeni morderstwo.

Nate nie by zaskoczony, gdy odkry, e Bing Karlovsky by notowany w kartotece policyjnej. Nie zaszokowao go rwnie, kiedy znalaz pod jego nazwiskiem oskarenia o napad, napad z pobiciem, areszt za opieranie si wadzy, pijastwo i zakcanie porzdku publicznego.
Sprawdzanie nazwisk, niezalenie od tego, czy si oficjalnie prowadzi jak spraw, czy nie, stanowio podstawow procedur. Co prawda Patrick Galloway zgin, gdy Nate uczy si prowadzi swj pierwszy samochd, ale Max zmar teraz.

W zwizku z tym Nate sprawdzi Binga. Odszuka rwnie Patricka Gallowaya, ktry kilkakrotnie wpad z powodu narkotykw, wczgostwa i wtargnicia na teren prywatny.
Po kolei przegldajc swoj list ewentualnych podejrzanych, Nate dowiedzia si, e Harry Miner zakca porzdek publiczny i niszczy cudz wasno. Ed Woolcott w modoci siedzia w areszcie za prowadzenie pojazdu pod wpywem alkoholu. Max mia na sumieniu kilka wtargni na teren prywatny, zakcanie porzdku publicznego i dwukrotnie zosta przyapany z narkotykami.
John Malmont popeni dwa drobne wykroczenia, Jacob Itu ani razu nie wszed w kolizj z prawem, Mackie Senior wielokrotnie wpada na drobnych wykroczeniach, mniej lub bardziej gronych napadach i przywaszczaniu sobie prywatnej wasnoci.
Nate nie pomin rwnie swoich zastpcw. Otto w modoci popeni kilka grzeszkw, takich jak zakcanie porzdku publicznego i napa z pobiciem, ale oskarenia wycofano. Peter, tak jak Nate przypuszcza, by czysty jak wiey nieg.
Nate sporzdzi listy, porobi notatki i wszystko woy do swojej teczki.
Stara si w miar moliwoci postpowa tak, jak zalecano w podrcznikach. Ale w jego sytuacji problem polega jednak na tym, e nigdy nie mia w rkach podrcznika, ktry zostaby napisany z myl o komendancie policji z maego miasteczka, prowadzcym na wasn rk dochodzenie za plecami policji stanowej.
Uwaa, e mdro albo przynajmniej uprzejmo nakazuje, eby przekaza wyniki swojego dochodzenia Cobenowi. Niewane - pomyla, wsuchujc si w gos telefonu, ktrego nikt nie odbiera. Przynajmniej na razie.
Anchorage to due miasto, dochodzenie musiao zatem wyglda tak jak w kadym duym miecie. Wyniki autopsji -jeszcze nieznane. Wyniki bada laboratoryjnych - na razie nie przyszy.
Fakt, e komendant policji z Lunacy czuje w kociach, i

Max Hawbaker zosta zamordowany, nie ma dla nich zbyt wielkiego znaczenia.
Nate mg pj na atwizn, i zostawi spraw swojemu biegowi, uzna jednak, e zbyt dugo szed na atwizn. Lepiej zrobi, jeli w tym przypadku wykorzysta cich zgod na prowadzenie wasnego dochodzenia.
Siedzc przy biurku i nie zwaajc na rwnomiernie padajcy za oknem nieg, nie bardzo wiedzia, jak obra drog.
Mia ograniczony dostp do informacji, ograniczon autonomi, wsppracownikw zielonych jak szczypiorek na wiosn i konkretny lad, ktry wyranie wskazywa na samobjstwo.
Co wcale nie oznaczao, e jest kompletnie bezradny -przypomnia sobie, wstajc i zaczynajc niespokojnie kry tam i z powrotem po swoim gabinecie. Bacznie przyjrza si tablicy. I krysztaowym oczom Patricka Gallowaya.
-  Ty dobrze wiesz, kto to zrobi - mrukn Nate. -Sprawdmy zatem, co zdoasz mi powiedzie.
Zdecydowa si na rwnolege dochodzenia. Tak, tak wanie postpi. Jakby on i Coben prowadzili dwie niezalene sprawy, ktre biegn tymi samymi torami.
Zamiast wystawia gow przez drzwi wrci do biurka i skorzysta z interkomu.
-  Peach, zadzwo do Lodge i powiedz Charlene, e chtnie bym z ni porozmawia.
-  Chcesz, eby tu przysza?
-  Tak, chc, eby tu przysza.
-  Nate, jest pora niadania, a Charlene odesaa dzisiaj Ros do domu. Ken twierdzi, e dziecko moe si urodzi wczeniej, ni przewidywa.
-  Powiedz jej, e chc si z ni zobaczy tak szybko, jak to moliwe, i e nie zajm jej duo czasu.
-  Jasne, Nate, ale moe prociej by byo, gdyby poszed tam osobicie i...
-  Peach, chc, eby przysza tutaj, i to jeszcze przed lunchem. Zrozumiaa?

-  Dobrze, ju dobrze. Nie musisz na mnie warcze.
-  Daj mi zna, gdy Peter wrci z patrolu. Chc zamieni z nim kilka sw.
-  Jeste dzisiaj wyjtkowo rozmowny.
Wyczya si., nim zdy skomentowa jej sowa.
aowa, e nie ma lepszych zdj ladw rakiet nienych. Nim przyjecha do miasta, wzi aparat i wrci do domu Meg, zacz pada nieg. Nate nie wiedzia, co lady rakiet nienych mogy mu powiedzie, dlatego waha si, czy przypi ich zdjcia do tablicy.
Chocia w kocu to jego tablica, nawet jeli jest niewiele warta.                                                                               
Bdzi w ciemnoci, tak samo jak poprzedniego wieczoru po ciemku kry po lesie, uwaa jednak, e pki czowiek si rusza, ma szans koniec kocw gdzie dotrze. Chwyci zatem kilka pinezek i przypi zdjcia do tablicy.
-  Panie komendancie. - Peach wyranie bya na niego wkurzona, poniewa jej gos zabrzmia w interkomie bardzo oficjalnie. - Przyszed sdzia Royce. Jeli nie jest pan zbyt zajty, chciaby z panem porozmawia.                                    :
-  Jasne.
Chwyci gruby koc, ktrego uywa w charakterze tymczasowej zasony.                                                                   :
-  Przylij go tutaj - powiedzia, przykrywajc tablic czerwono-czarn kratk.                                                           i
Sdzia Royce by prawie ysy, jedynie dugi, biay kosmyk wosw otacza jego czaszk. Na dugim, haczykowatym nosie mia szka grube jak butelka z coli. Bardziej uprzejmi powiedzieliby, i budowa jego ciaa wiadczy o tym, e dobrze mu si powodzi. Mwic wprost: mia szerok klatk piersiow i duy brzuch. Pomimo siedemdziesiciu dziewiciu lat jego gos brzmia z tak sam si i skutkiem jak kilkadziesit lat temu na sali sdowej.
Jego grube, ciemne sztruksowe spodnie zaszeleciy, gdy wszed do biura Nate'a. Sdzia mia na sobie dopasowan kolorem do spodni, rwnie sztruksow, kamizelk i ciemn

koszul. W prawym uchu nosi niepasujce do niczego zote kko.
-  Witam, panie sdzio. Napije si pan kawy?
-  Nigdy nie odmawiam. - Starszy pan z gonym sapniciem opad na krzeso. - Ma pan niezy orzech do zgryzienia.
-  Powiedziabym raczej, e to wadze stanowe maj sobie na czym ama zby.
-  Niech pan nie prbuje oszukiwa starego oszusta. Prosz doda do kawy dwie torebki cukru. Bez mietanki. Wczoraj wieczorem bya u mnie Carrie Hawbaker.
-  Przeywa bardzo trudny okres.
-  Gdy czyj m koczy z kul w gowie, trudno nie przeywa cikich chwil. Jest na pana wkurzona.
Nate poda mu kaw.
-  To nie ja wpakowaem mu kul w eb.
-  Raczej nie, ale kobieta w takim stanie jak Carrie nie ma nic przeciwko zastrzeleniu posaca, ktry przynosi z wiadomo. Chce, ebym, wykorzystujc swoje wpywy, doprowadzi do usunicia pana z zajmowanego stanowiska i, jak ma nadziej, wydalenia pana z miasta.
Nate w milczeniu przyglda si swojej kawie.
-  Ma pan a takie wpywy?
-  Moe. Gdybym bardzo naciska. Mieszkam tu od dwudziestu szeciu lat. Mog powiedzie, e byem wrd pierwszych szalecw, ktrzy zaoyli Lunacy. - Dmuchn na parujc powierzchni kawy i upi yk. - Nigdy w yciu nie piem porzdnej policyjnej kawy.
-  Ja te. Prbuje mnie pan namwi, ebym sam zrezygnowa!
-  Jestem starym zrzd. Kady, kto koczy osiemdziesit lat, musi umie porzdnie zrzdzi, wic po prostu wicz. Niemniej nie jestem gupi. To nie paska wina, e Max nie yje. Biedny fujara. I nie pan zawini, e zostawi w komputerze list, w ktrym twierdzi, e zabi Patricka Gallowaya.
Jego oczy za grubymi szkami bacznie przyglday si Nate'owi.

-  Taak, wanie mi to powiedziaa i sama sobie prbuje wmwi, e pan to wszystko spreparowa, aby szybko i atwo zamkn spraw. Kiedy zmdrzeje. To rozsdna kobieta.
-  A pan mwi mi o tym, poniewa...?
-  Troch czasu minie, nim Carrie przypomni sobie, e jest rozsdna. Tymczasem moe przysporzy panu troch kopotw. To jej pomoe pokona smutek. Mam ochot na cygaro. - Wyj je z kieszeni koszuli. - Jeli pan chce, moe mi pan wypisa mandat.
Nate otworzy szuflad i wyrzuci na biurko zawarto puszki z pinezkami, po czym poda j sdziemu jako popielniczk.
-  Zna pan Gallowaya?
-  Jasne.
Sdzia zapali cygaro. Powietrze wypeni subtelny zapach.
-  Nawet go lubiem. Wikszo ludzi go lubia. Jak si okazuje, nie wszyscy. - Zerkn w stron koca na tablicy. -Jest pod nim paska tablica?
Kiedy Nate nie odpowiedzia, sdzia na zmian wypuszcza dym i pi kaw.
-  Przed wielu, wielu laty prowadziem sprawy na Kapitolu. Zasiadaem w awie w sdziowskich szatach, wic moe mnie pan skreli z listy podejrzanych, chyba e zakada pan, i dobrze po szedziesitce wspiem si na No Name i wykoczyem tam faceta o poow modszego ode mnie.
Nate rozsiad si w krzele.
-  Mia pan kilka spraw o napad. Royce wyd wargi.
-  Widz, e odrobi pan zadanie domowe. Czowiek, ktry yje tak dugo jak ja, mieszka tutaj tak dugo jak ja i nie da si w nic wplta, nie jest zbyt ciekaw postaci.
-  Moliwe, ale te czowiek, ktry mieszka tutaj tak dugo jak pan, mgby prawdopodobnie poradzi sobie ze wspinaczk, gdyby tylko mu na tym zaleao. Co wicej, czekan wobec czowieka cakowicie pozbawionego jakiejkolwiek broni niweluje ewentualn rnic wieku. Przynajmniej teoretycznie.

Royce umiechn si, nie wyjmujc cygara z ust.
-  Punkt dla pana. Lubi polowa i raz czy dwa spdziem troch czasu z Patem w lesie, ale nie chodz po grach. Moe pan to sprawdzi, jeli popyta pan ludzi.
Wystarczyo wybra si w nie tylko raz - pomyla Nate, ale zachowa to stwierdzenie dla siebie.
-  Kto to robi? Kto si z nim wspina?
-  Max, z tego, co pamitam, podczas pierwszego sezonu, ktry tu spdzi. Prawdopodobnie Ed, a take raz lub dwa Hopp - on i ona - ale bya to atwa letnia wspinaczka. Harry i Db. Oboje chtnie uprawiaj alpinizm. Bing te kilka razy tam by. Jacob i Pat czsto razem si wspinali, duo si wczyli i razem biwakowali... albo pracowali jako zesp przewodnikw i prowadzili w gry klientw. Ludzi, ktrzy przyjedali tu i wyjedali. Z tego, co syszaem, Pat by dobrym alpinist. Zarabia czciowo na ycie, zabierajc ludzi w gry.
-  A zimowa wspinaczka? Kto z tutejszych mieszkacw by w stanie wej zim na szczyt?
-  Moe nie tyle by w stanie, ile chcia stawi czoo ywioom. - Sdzia znw wypuci dym i upi yk kawy. - Pokae mi pan tablic?
Nate nie widzia powodu, dla ktrego nie miaby tego zrobi, dlatego wsta i zdj koc. Sdzia przez chwil siedzia nieruchomo z zacinitymi ustami. Potem podnis swoje cielsko z krzesa i podszed bliej.
-  mier przewanie okrada z modoci. Nie mona oczekiwa, e j zachowa. Pat mia naprawd ogromne moliwoci. Wikszo z nich przegapi, ale nadal mg zosta kim. Mia adn, ambitn kobiet, bystr, czarujc creczk. By mdry, mia talent. Problem polega na tym, e lubi odgrywa buntownika, wic sporo pary szo w gwizdek. Trzeba podej bardzo blisko, eby w taki sposb wpakowa czekan w czyj pier, prawda?
-  Tak mi si wydaje.
-  Pat nie by czowiekiem wojowniczym. Pokj, mio

i rock and roli. Jest pan zbyt mody, eby pamita tamten okres, ale Pat wicie wierzy w cae to gwno. Mio, pokj, kwiaty we wosach i trawka w kieszeni. - Sdzia prychn. -Nie wyobraam sobie jednak, eby sta w pieczarze i cytowa Dylana czy kogokolwiek innego, gdy kto podchodzi do niego z czekanem.
-  Mg, jeli zna tego czowieka, ufa mu i nie traktowa go zbyt powanie. Istnieje sporo moliwoci.
-  Max by jedn z nich. - Sdzia potrzsn gow i przenis wzrok na zdjcie Maxa Hawbakera. - Nie pomylabym. W moim wieku waciwie nic ju nie powinno czowieka zaskakiwa, ale nie pomylabym, e Max moe zrobi co takiego. Pat mia nad nim tak przewag fizyczn, e mg pacn go jak much. Much, od ktrej si czowiek opdza -doda sdzia po chwili.
-  Trudniej pacn much, ktra ma mierteln bro.
-  Punkt dla pana. Max by dobrym alpinist, ale nie wiem, czy wystarczajco dobrym, eby zej w lutym w d bez pomocy kogo o umiejtnociach Pata. Zastanawiam si, jak mu si to udao i jak potem z tym y. Jak mg polubi Carrie i wychowa dzieci, wiedzc, e Pat jest tam, wysoko... a on odpowiada za jego mier.
-  Wyglda na to, e nie mg z tym y.
-  To z pewnoci jest wygodne wyjanienie, prawda? Najpierw przez przypadek znaleziono w grach ciao Pata, a kilka dni pniej Max sam si przyznaje, e go zabi. Co wicej, niczego nie wyjania. Tylko ,ja to zrobiem". Przykro mi. Bang.
-  Tak, to jest bardzo wygodne - zgodzi si Nate.
-  Tyle e pan tego nie kupuje.
-  Na razie si powstrzymuj.
Kiedy sdzia wyszed, Nate spisa notatk. Musia porozmawia z kilkoma dodatkowymi ludmi, cznie z pani burmistrz, zastpc burmistrza i niektrymi waniejszymi mieszkacami miasteczka.

Na pierwszej kartce swojego notesu napisa sowo PILOT i otoczy je kkiem.
Podobno Galloway wyjecha do Anchorage, by podj jak zimow prac. Czy j znalaz?
Jeli Pat powiedzia Charlene prawd, jeli rzeczywicie mia zamiar wrci po dwch, trzech tygodniach, to musia zosta zamordowany jeszcze w lutym.
Potwierdzenie tego jest wane, ale pracujc nad t teori, koniecznie trzeba byo sprawdzi - co oznaczao spor ilo pracy i wiele wyjazdw - czy mniej wicej w tym samym czasie Max rwnie wyjeda z Lunacy.
Jeli tak, to w jakim celu?
Jeli tak, to czy wyjecha sam? Jak dugo go nie byo? Czy wrci sam, czy w jakim towarzystwie?
Nate mia zamiar pogrzeba w pamici Carrie i poszuka tam odpowiedzi. Na razie nie bdzie dla niego zbyt mia. Moe zgodziaby si porozmawia z Cobenem, ale jeli ekspert medycyny sdowej uzna mier Maxa za samobjstwo, czy Coben zechce bada dalej t spraw?
Rozlego si pukanie do drzwi. Gdy Nate wsta, eby ponownie okry tablic, do jego gabinetu wszed Peter.
-  Chcia si pan ze mn widzie.
-  Taak. Zamknij drzwi. Mam pytanie.
-  Tak jest, sir.
-  Czy umiaby mi wyjani, dlaczego kto po ciemku spacerowa na rakietach nienych po lesie w pobliu domu Meg?
-  Sucham?
-  To tylko przypuszczenie, ale nie sdz, by wielu ludzi dla przyjemnoci spacerowao po ciemku na rakietach nienych po lesie.
-  No c, pan mgby to zrobi, gdyby mia pan zamiar zoy Meg wizyt czy co w tym stylu albo nie mg spa. Nie rozumiem, o co panu chodzi.
Nate wskaza na tablic.
-  Wczoraj wieczorem, kiedy wyszedem troch powiczy

i zabra psy na spacer, znalazem w lesie dziwne lady. Prowadziy od drogi, jakie pidziesit metrw od domu Meg, na skraj lasu na tyach jej domu.
-  Jest pan pewien, e to nie byy paskie lady?
-  Jestem pewien.
-  Skd pan wie, e zostay zrobione poprzedniego wieczoru? Kto mg tamtdy przechodzi o kadej porze, nawet kilka dni temu. Wybra si na polowanie albo spacer nad jeziorem.
Suszne argumenty, przyzna Nate.
-  Meg i ja bylimy na zewntrz tego wieczoru, kiedy zmar Max. Bralimy gorc kpiel.
Peter uprzejmie wbi wzrok w cian i odchrzkn.
-  I co?
-  Kiedy kpalimy si, nagle psy dostay szau. Pobiegy w las. Szczekay, jakby co wyczuy, i trwao to tak dugo, e Meg chciaa je zawoa z powrotem, ale w kocu si uspokoiy. Jeszcze jedno. Zanim powiesz, e mogy wyczu wiewirk albo pobiec za osiem, musz ci powiedzie, e znalazem miejsce, gdzie bawiy si w niegu, a lady rakiet nienych wskazuj na to, e kto tam wanie si zatrzyma i przez chwil sta. Nie jestem Danielem Boone'em, Peterze, ale potrafi poczy kropki.
Postuka palcem w zdjcia.
-  Kto wszed do lasu, wystarczajco daleko od domu Meg, eby nie byo go wida. Potem stosunkowo prost drog - jak kto, kto zna pooenie i ma okrelony cel - powdrowa na tyy jej domu. Zachowanie psw wskazuje na to, e go rozpoznay i uznay za przyjaciela. Ten kto zatrzyma si na skraju lasu i sta pod oson drzew.
-  Gdybym... hmmm... spacerowa i przez przypadek zobaczy pana i Meg... biorcych gorc kpiel, prawdopodobnie... no wie pan... zawahabym si, czy zdradzi swoj obecno. Przypuszczalnie wycofabym si, majc szczer nadziej, e adne z was mnie nie zauwayo. Inaczej czubym si zaenowany.

-  Moim zdaniem mniej enujce byoby, gdyby ten kto nie krci si wok domu.
-  Byoby. - Peter przyjrza si zdjciom, skubic doln warg. - Moe kto zastawia albo sprawdza sida. Teren wok domu Meg stanowi jej wasno, ale moe kto tam kusowa. Na pewno nie byaby z tego zadowolona ze wzgldu na psy. Id o zakad, e pucia muzyk.
-  Tak.
-  W takim razie kto mg spokojnie podej bliej domu, zwaszcza jeli sprawdza sida.
-  W porzdku. - To byo rozsdne wyjanienie. - Moe ty i Otto sprawdzilibycie, czy uda wam si znale jakie wnyki? Jeli tak, chc wiedzie, kto je zastawi. Nie dopuszcz do tego, eby ktremu z psw co si stao.
-  Zaraz tam pojedziemy.
Peter zerkn ponownie na tablic. Mg by zielony, ale nie by gupi.
-  Myli pan, e kto j ledzi? Kto zwizany z ca t spraw?
-  Myl, e warto sprawdzi.
-  Rock i Buli nie pozwoliyby jej skrzywdzi. Nawet gdyby uwaay... t osob za przyjaciela, wystarczyoby, eby wykonaa jaki niebezpieczny ruch, zaatakowayby.
-  Dobrze wiedzie. Tak szybko, jak to moliwe, daj mi zna, co z tymi sidami.
-  Jeszcze jedno, panie komendancie. Chyba powinien pan wiedzie, e Carrie Hawbaker bez przerwy wydzwania do rnych ludzi i opowiada im dziwne rzeczy. Jej zdaniem prbuje pan oczerni Maxa, eby zdoby dla siebie dodatkowe punkty. Wikszo mieszkacw miasteczka wie, e Carrie jest w tej chwili bardzo zdenerwowana i troch wiruje, ale... no c... niektrzy z nich, zwaszcza tacy, ktrym nie podoba si pomys sprowadzenia tu czowieka z zewntrz, bardzo si gorczkuj.
-  Poradz sobie, ale jestem wdziczny, e mnie uprzedzie.

W ciemnych oczach Petera pojawio si zmartwienie, a na twarzy lekka zo.
-  Gdyby ludzie wiedzieli, e pan tak ciko pracuje, aby pozna ca prawd, na pewno by si uspokoili.
-  Rbmy, co do nas naley, Peterze. Jeszcze aden gliniarz nie wygra konkursu popularnoci.
Nate wiedzia, e nie wygra go rwnie u Charlene, ktra godzin pniej wpada jak burza do jego biura.
-  Jestem po okcie urobiona w Lodge - zacza. - Ros nie moe obsugiwa klientw przy stolikach, prawd mwic, w ogle do niczego si nie nadaje. Nie jestem wic ci wdziczna, e wezwae mnie tutaj, jakbym bya zwykym przestpc. Do jasnej cholery, jestem w aobie! Mgby okaza mi odrobin szacunku.
-  Okazuj ci tylko szacunek, Charlene. Jeli to jako pomoe, moesz nie sprzta mojego pokoju, pki to wszystko si nie uspokoi. Posprztam sobie sam.
-  To adna rnica, gdy wszyscy mieszkacy miasteczka przychodz poplotkowa, dowiedzie si czego o moim Pacie, porozmawia o biednej Carrie. Mylisz, e ona jest bardziej pogrona w smutku ni ja, poniewa Max popeni samobjstwo?
-  Nie sdz, eby to by konkurs.
Odrzucia gow do tyu i wysuna do przodu brod. Nate myla, e Charlene zaraz tupnie nog, ale ona tylko zaoya rk na rk.
-  Jeli bdziesz rozmawia ze mn w taki sposb, nic ci nie powiem. Nie myl, i masz prawo tak mnie traktowa tylko dlatego, e sypiasz z Meg.
-  Moe zechciaaby usi i askawie zamkn buzi? Otworzya usta i oblaa si psem.
-  Co ty sobie, do diaba, wyobraasz?!
-  e jestem komendantem policji. Jeli nie przestaniesz by wrzodem na dupie i nie zaczniesz ze mn wsppracowa, zamkn ci w celi i zaczekam, a zmikniesz.


Przez chwil jak ryba otwieraa i zamykaa usta pomalowane krzykliw czerwon pomadk.
-  Nie zrobiby tego.
Moe nie - pomyla Nate, ale groba wyranie poskutkowaa.
-  Chcesz siedzie, dsa si i udawa uraon? Znam t piewk. Jest stara i nudna dla kadego, kto musi jej sucha. Moe lepiej bdzie, jeli sprbujesz co zrobi? Na przykad pomc mi zapa czowieka, ktry zabi twojego ukochanego, jak twierdzisz, Pata?
-  Naprawd go kochaam! Chocia by gupim draniem i egoist.
Opada na krzeso i zalaa si zami.
Przez pi sekund zastanawia si, jak do niej podej. Wyszed i nie zwaajc na zaokrglone oczy Peach, zabra z jej biurka pudeko chusteczek higienicznych. Po powrocie rzuci je na kolana Charlene.
-  Dobrze, popacz. Potem wytrzyj nos, pozbieraj si i odpowiedz na moje pytania.
-  Nie wiem, dlaczego jeste wobec mnie taki zoliwy. Jeli tak samo potraktowae Carrie, nic dziwnego, e opowiada o tobie okropne rzeczy. auj, e przyjechae do Lunacy.
-  Nie bdziesz jedyna, zwaszcza gdy znajd czowieka, ktry zabi Patricka Gallowaya.
Syszc to, uniosa zapakane oczy.
-  Przecie to nie twoja sprawa. Zajmuje si ni kto inny.
-  Ale to jest moje biuro. I moje miasto.
Podobaa mu si kipica w nim zo. Zo gliniarza. Dawno jej nie czu.
-  A ty w tej chwili znajdujesz si w moim biurze. Czy Pat Galloway wyjecha z miasta sam?
-  Jeste gupim osikiem. Jeste...
-  Do jasnej cholery, odpowiedz na moje pytanie!
-  Tak! Spakowa torb, zarzuci j na plecy i znikn. Nigdy wicej go nie widziaam. Samotnie wychowaam nasz crk, ktra nigdy nie okazaa mi wdzicznoci za...

-  Czy mia si z kim spotka?                                 
-  Nie wiem. Nie powiedzia. Mwi tylko, e chce poszuka jakiej pracy. Brakowao nam pienidzy. Byam zmczona yciem z dnia na dzie. Jego rodzina miaa kup szmalu, ale Pat nawet nie bra pod uwag...
-  Charlene. Na jak dugo si wybiera?
Z westchnieniem zacza mi wilgotn chusteczk. Uspokaja si - pomyla Nate.
-  Dwa tygodnie, moe miesic.
-  Nigdy wicej nie zadzwoni, nie skontaktowa si z tob?
-  Nie. Byam wcieka rwnie i o to. Mg zadzwoni po tygodniu lub dwch i powiedzie, co jest grane.
-  Prbowaa si z nim skontaktowa?
-  Jak? - spytaa, ale zy ju wyranie wyschy. - Wierciam dziur w brzuchu Jacobowi. Pat zawsze mwi mu wicej ni mnie, ale Jacob twierdzi, e nie wie, gdzie jest Pat. Rwnie dobrze mg go kry.
-  Czy Jacob w tamtych czasach regularnie lata?
-  To znaczy?
-  Czy wykonywa loty tak, jak teraz robi to Meg? Charlene jedynie wzruszya ramionami, wic Nate dopytywa si dalej.
-  Czy w lutym tamtego roku on albo ktokolwiek inny, kto przychodzi ci na myl, wyjeda z miasta na... powiedzmy... tydzie albo dziesi dni?
-  Skd ja mam to, do diaba, wiedzie?! Nie prowadz zapiskw na temat ludzi, nie pamitam, co si dziao szesnacie lat temu. W tym miesicu minie dokadnie szesnacie lat -dodaa.
Obserwujc jej twarz, Nate zorientowa si, e Charlene dokadnie w tym momencie zdaa sobie spraw, i to swego rodzaju rocznica.
-  Patrick Galloway znikn szesnacie lat temu. Id o zakad, e jeli tylko si postarasz, przypomnisz sobie wiele szczegw z tamtego okresu.
-  Jak zawsze szamotaam si, eby zapaci czynsz. 

Musiaam poprosi Karla, eby da mi wicej godzin w Lodge. Bardziej mylaam o sobie ni o innych ludziach.
Na przekr tym sowom opara si o krzeso i zamkna oczy.
-  Nie wiem. Prawie w tym samym czasie wyjecha gdzie Jacob. Pamitam, poniewa wpad, eby zobaczy si z Patem,' dokadnie tego samego dnia, kiedy Pat wyjecha. Jacob powiedzia nawet, e gdyby o tym wiedzia, zabraby Pata samolotem do Anchorage. O ile dobrze pamitam, z Jacobem by wtedy Max i jeszcze jakie dwie osoby. Harry. Harry wyjeda w tym czasie do Anchorage, eby poszuka nowego dostawcy czy co podobnego. Cho moe to byo rok pniej albo wczeniej. Nie jestem pewna, wydaje mi si, e to byo wtedy.
-  Dobrze. - Nate odnotowa wszystko na tych kartkach. - Kto jeszcze?
-  To bya duga zima. Ostra i duga. Dlatego Pat wybra si w poszukiwaniu jakiej pracy. Miasteczko byo wymare. Nie moglimy cign turystw. Lodge wiecio pustkami, Karl da mi dodatkow prac tylko dlatego, ebym u niego zostaa i eby mi pomc. By sodkim czowiekiem. Mia do mnie sabo. Niektrzy ludzie polowali, inni zakopali si w swoich domach i czekali na wiosn. Max prbowa rozkrci gazet i szuka reklamodawcw, mczy ludzi o opowieci. W tamtym okresie chyba nikt nie traktowa go powanie.
-  Czy by w miecie przez cay miesic?
-  Nie wiem. Spytaj Carrie. Lataa za nim jak pies myliwski za krlikiem. Czemu pytasz?
-  Poniewa to moje biuro, moje miasto.
-  Nawet nie znae Pata. Moe rzeczywicie jest tak, jak mwi niektrzy. Po prostu chcesz wywoa wielkie zamieszanie, trafi do gazet, a potem wrci tam, skd przyjechae.
-  Teraz jestem std.
Odebra kilka wezwa, midzy innymi do kolejnego poaru w kominie i skarg, e bracia Mackie blokuj drog przewrconym dipem.

-  Nie zrobilimy tego celowo.
Jim Mackie sta w gsto padajcym niegu, drapa si po brodzie i ponuro spoglda na dipa, ktry lea na boku jak drzemicy stary mczyzna.
-  Kupilimy go tanio i postanowilimy odholowa do domu. Mielimy zamiar wyremontowa silnik, pomalowa cao i komu odsprzeda.
-  Chyba e doszlibymy do wniosku, i warto go zatrzyma - wtrci brat - doczepi do niego pug i zrobi Bingowi konkurencj.
Nate sta w niegu, w potwornym zimnie, i przyglda si baaganowi.
-  Nie macie standardowego sprztu do holowania. Mylelicie, e przetransportujecie t kup zomu na odlego trzydziestu kilku kilometrw za pomoc zardzewiaych acuchw przyczepionych do waszej ciarwki... Co to waciwie jest?... Linka od spadochronu?
-  To cakiem niele dziaao. - Bili zmarszczy czoo. -Pki nie wpadlimy w kolein. Wtedy nasz dip przewrci si jak lalka udajca trupa. Wczeniej to naprawd dziaao.
-  Wanie zastanawiamy si, jak go wycign. Nie rozumiem, czemu wszyscy wpadli z tego powodu w tak zo.
Z ponurego mroku dotaro niesamowite wycie jakiego zwierzcia, prawdopodobnie wilka. To przypomniao Nate'owi, e stoi z dwoma pgwkami na zanieonej wiejskiej drodze na Alasce.
-  Blokujecie ruch. Pug nie moe odniey drogi, eby mogli korzysta z niej ludzie, ktrzy maj wystarczajc ilo oleju w gowie, eby nie utrudnia innym ruchu. Gdyby co takiego zdarzyo si siedem kilometrw dalej, zablokowalibycie stra poarn, ktra wanie pojechaa do poaru. Bing wycignie dipa z zaspy i odholuje go do waszego domu. Pacicie standardowy mandat...
-  Sukinsyn!
-  I kar za holowanie pojazdu bez odpowiedniego wyposaenia oraz oznakowania.

Bili zrobi tak zbola min, e Nate wcale by si nie zdziwi, gdyby zobaczy w jego oczach zy.
-  Skd my mamy, do diaba, wytrzasn tyle pienidzy, skoro sypie nam pan mandat za mandatem i jeszcze kae paci za holowanie temu sknerze, Bingowi?!
-  To rzeczywicie zagadka.
-  Do diaba! - Jim kopn ys tyln opon dipa. - Wtedy to wygldao na dobry pomys. - Potem doda z umiechem na ustach: - Wyszykujemy go na cacy. Moe kupi go pan dla komendy policji? Przyczepi do niego jaki tani pug? Przyda si do czego?
-  Pogadajcie na ten temat z pani burmistrz, a na razie trzeba usun go z drogi.
Okazao si, e aby to zrobi, potrzebny by Bing, jego pomocnik Pargo, obaj bracia i Nate. Kiedy byo po wszystkim, a Bing zabra dipa, Nate prbowa rozsupa liny.
-  Ile dalicie za niego?
-  Dwa tysice - powiedzia Bili z byskiem w oku. -W gotwce.
Nate obliczy z grubsza, ile bdzie kosztowao doprowadzenie dipa do uytku i jakiej opaty zada od nich Bing.
-  Teraz poprzestan na ostrzeeniu, ale jeli jeszcze kiedy, chopcy, zwietrzycie dobry interes, zabierzcie ze sob drek holowniczy.
-  Klawy z pana facet, panie komendancie.
Obaj bracia Mackie poklepali go po plecach. Niewiele brakowao, a zaryby twarz w niegu.
-  Wkurza nas, e mamy teraz w miecie gliny, ale pan jest w porzdku.
-  Dzikuj.
Wrci do miasta. Gdy podjeda do krawnika, zauway, e przed przychodni David pomaga Ros wysi z ich pikapu.
-  Wszystko w porzdku?! - zawoa.
-  Pord si zaczyna! - odkrzykn David.
Nate wyskoczy i chwyci Ros pod pachy. Wykonywaa

wolne, rwnomierne oddechy, ale gdy spojrzaa na Nate'a, w jej oczach w kolorze topionej czekolady pojawi si umiech.
-  Wszystko w porzdku. Bdzie dobrze.
Wspara si na mu, w tym czasie Nate otworzy drzwi.
-  Nie chciaam jecha do szpitala w Anchorage. Zaleao mi, eby pord odebra doktor Ken. Wszystko bdzie dobrze.
-  Moja mama zabraa Jesse'ego - wyjani David Nate'owi.
Jest troch blady - pomyla Nate. Sam te czu si tak, jakby krew odpyna mu z twarzy.
-  Chcecie, ebym zosta? Pomg w czym? - Prosz, powiedzcie nie". - Zadzwoni do kogo?
-  Moja mama ju tu idzie. - Ros pozwolia, eby David pomg jej zdj kurtk. - Pan doktor podczas ostatniej wizyty kontrolnej uprzedzi mnie, e pord moe si zacz w kadej chwili. Wyglda na to, e mia racj. Skurcze mam co cztery minuty - powiedziaa Joannie, ktra wybiega do niej z przychodni. - S rwnomierne i silne. Wody odeszy jakie dwadziecia minut temu.
Nate uzna, e usysza ju wszystko, co powinien usysze mczyzna, nawet jeli nosi odznak.
-  W takim razie zostawi was. - Odebra od Davida kurtk Ros i zawiesi j. - Dzwocie... gdybycie czego potrzebowali. Peter co wanie dla mnie sprawdza, ale jeli chcecie, mog po niego zadzwoni.
-  Dzikujemy.
Weszli do przychodni, eby zrobi co, o czym Nate nawet nie chcia myle. Wyj telefon z kieszeni. Komrka zadzwonia mu w rce.
-  Burk.
-  Panie komendancie, mwi Peter. Nie znalelimy adnych side ani ladw po nich. Jeli pan chce, moemy przeszuka dalszy teren.
-  Nie, to mi wystarczy. Wracajcie. Twoja siostra wanie postanowia po raz drugi zrobi z ciebie wujka.

-  Ros? Rodzi? Dobrze si czuje? Czy...
-  Moim zdaniem wygldaa cakiem niele. Jest teraz w przychodni. Z Davidem. Jesse zosta u jego mamy, a wasza mama jest ju w drodze.
-  Ja te.                                                                     i Nate wetkn telefon z powrotem do kieszeni. Prawdopodobnie powinien by w pogotowiu, przynajmniej pki nie pojawi si reszta rodziny. Poczekalnia przychodni tak samo jak kade inne miejsce nadaje si do siedzenia i zastanawiania si, co mogy oznacza lady na niegu.
I co powinien powiedzie Meg po jej powrocie do Lunacy.

Na wiat przysza dziewczynka. Waya trzy kilogramy, miaa wszystkie paluszki i gst, czarn czupryn. Na imi dano jej Willow Louise i bya naprawd pikna. Wszystkie tei informacje pochodziy od Petera, ktry cztery godziny spdzi w przychodni, a potem wpad na posterunek.
Nate po drodze do pracy wstpi do Sklepu na Rogu" i kupi cygara. Przy okazji wybra dla siebie rwnie duy segregator i chocia by on ciemnozielony, a nie czarny, Nate wzi go na rachunek komendy policji w Lunacy.
Mia zamiar wpi do niego swoje notatki oraz kopie wszystkich raportw i zdj. Jednym sowem, trzyma w nim ca dokumentacj zwizan z morderstwem.
Z wielkim namaszczeniem przekaza cygara obu zastpcom i zaskoczonej Peach. Ten gest ociepli nieco nadwerone stosunki midzy nim a jego sekretark, na ktr nie tak dawno warkn.
Po kilku klepniciach po plecach i wypenieniu powietrza agodnym zapachem cygar zwolni Petera na reszt dnia.
Nate z powrotem usiad w swoim biurze i korzystajc z pomocy dziurkacza i kopiarki, uporzdkowa dokumenty

zwizane z morderstwem. Cieszy si, e ma segregator i tablic, typowe akcesoria zwizane z prac policjanta.
Z jego prac.
Mia zamiar pozosta cz swojej zmiany powici na wydzwanianie do Anchorage, gdy wesza Peach. Zamkna za sob drzwi, usiada i zoya rce na kolanach.
-  O co chodzi?
-  Uwaasz, e lady w pobliu domu Meg to powd do zmartwienia?
-  No c...
-  Otto mi o nich powiedzia.
-  To...
-  Jeli bdziesz mi mwi, co si tutaj dzieje, nie bd si wkurzaa.
-  Tak jest, prosz pani.
Na te sowa kciki jej ust lekko drgny.
-  I nie myl, e ci nie znam, Ignatiousie. Zaczynasz mwi grzecznym tonem, gdy chcesz zmieni temat albo sprawi,! by kto mia wraenie, e si z nim zgadzasz, chocia mylisz wrcz przeciwnie.                                                              ?
-  Trafiony, zatopiony. Uznaem, e warto je sprawdzi, to wszystko.
-  I nie wspomniae o niczym swojej sekretarce, bo uwaasz j za idiotk, ktra nie wie, e mnstwo czasu powicasz na przytulanki z Meg Galloway.
-  Nieprawda. - Nie odrywajc wzroku od Peach, stukn palcem w jeden rg segregatora, potem w drugi. - Raczej nie chciaem rozmawia na temat tyche przytulanek z kobiet, ktra przynosi mi sodkie bueczki, poniewa mogaby doj do bdnych wnioskw.
-  A Peter i Otto do nich nie dojd?
-  To faceci. A faceci na og wycigaj tylko jeden wniosek, jeli chodzi o... przytulanki, wic nie ma to znaczenia. Przykro mi, e byem dla ciebie szorstki. Przepraszam rwnie, e nie informowaem na bieco swojej cennej i godnej szacunku sekretarki.

-  Potrafisz by miy - powiedziaa po chwili. - Martwisz si o Meg?
-  Zastanawiam si, w jakim celu kto wszy wok jej domu, to wszystko.
-  Meg pierwsza by ci powiedziaa, e sobie poradzi, i rzeczywicie, zawsze sobie radzia. Ja jednak uwaam, e nigdy nie zaszkodzi, jeli dobry mczyzna troszczy si o kobiet. Tutejsi ludzie nie wyrzdzaj sobie nawzajem krzywdy. Och, czasem jeden drugiego zdzieli pici albo podbije mu oko, co sam widziae. Niemniej jest to miejsce, w ktrym czowiek czuje si bezpiecznie i wie, e jeli wpakuje si w tarapaty, zawsze kto wycignie do niego pomocn do.
Wyja owek z koka i przesuna go midzy palcami.
-  Teraz, po najwieszych wydarzeniach, zaczynam si zastanawia, czy nasze poczucie bezpieczestwa nie jest tylko zwyk iluzj. Mieszkacy Lunacy s zdenerwowani. Przestraszeni, wrcz przeraeni.
-  A sporo z nich ma bro, cz nawet suya niegdy w wojsku.
-  Co wicej, s nieco szaleni - dodaa, kiwajc gow. -Musisz by ostrony.
-  Powiedz mi, Peach, komu Max mg wystarczajco ufa, eby pozwoli mu podej tak blisko siebie. Tak blisko, e ten kto bez trudu przystawi mu luf do skroni.
Peach przez chwil bawia si owkiem, potem zdecydowanie wetkna go z powrotem w kok.
-  Nie chcesz, eby mier Maxa uznano za samobjstwo.
-  Nie chc, eby mier Maxa uznano za to, czym nie jest. Dwukrotnie westchna.
-  Nie umiem znale nikogo, komu by nie zaufa. To samo dotyczy chyba wszystkich mieszkacw Lunacy. Jestemy przecie niewielk spoecznoci. Moemy si kci i nie zgadza midzy sob, od czasu do czasu skopa nawet komu tyek, ale nadal jestemy niewielk spoecznoci. Co wicej, niemal wszyscy mieszkacy miasteczka s bliszymi lub dalszymi ssiadami.

-  Postawmy spraw tak. Z kim Max mg zej z gr, kiedy Galloway znikn, i komu a do mierci ufa?
-  Boe wszechmogcy! - Spojrzaa na niego zaokrglonymi oczami i przycisna pi do serca. - Troch mnie przeraasz. Stawiajc spraw w taki sposb, zmuszasz mnie do zastanowienia si, ktry z moich ssiadw, moich przyjaci byby w stanie popeni morderstwo i zachowa przy tym zimn krew.
-  Wcale nie jestem pewien, czy rzeczywicie umia j zachowa.
Za to ty to potrafisz - pomylaa nagle. Jeli o to chodzi, jeste mistrzem.
-  Bing, Jacob, Harry albo Db. Dobry Boe! Ach, Hopp albo Ed, chocia Hopp nigdy nie przepadaa zbytnio za wspinaczk wysokogrsk. Mackie Senior, Pijany Mik, ale pod warunkiem, e by trzewy. Nawet Profesor by kilka razy w grach. Chocia z tego, co wiem, wola krtkie letnie wyprawy.
-  Czy John zawsze mia sabo do Charlene?
-  Niech ci diabli, Nate!
-  Tylko prbuj zorientowa si w sytuacji, Peach.
-  Rozumiem. Z tego, co pamitam, od dawna. Chocia ona nigdy na niego nie spojrzaa... No c, prawd mwic, gdy bya z Patem, w ogle nie zwracaa uwagi na innych mczyzn. Potem, jakie sze miesicy po znikniciu Pata, wysza za m za Karla Hidela. Wszyscy, cznie ze starym Hidelem, wiedzieli, e wysza za niego dla pienidzy i Lodge, ale bya dla niego dobra.
-  W porzdku.
Peach zerkna na tablic, potem odwrcia wzrok.
-  Jak mam teraz patrze ludziom prosto w oczy?
-  Na tym polega problem kadego gliniarza.                     Sprawiaa wraenie lekko oszoomionej, moe nieco rozgoryczonej faktem, e zostaa uznana za gliniarza".                Pewnie tak.                                                               

Podniosa si z krzesa i przez chwil staa, skubic swj czerwony sweter w walentynkowe serduszka.
-  Zanim skocz, chc ci powiedzie, e lubi Meg. Darz j ogromnym uczuciem i szacunkiem, ale ogromnym uczuciem i szacunkiem darz rwnie ciebie, dlatego po cichutku licz na to, e Meg nie zamie ci serca.
-  Zapamitam to sobie.
Kiedy wysza, odwrci si na krzele i spojrza na nieg. Kilka tygodni temu nawet by nie pomyla, e zostao mu jeszcze tyle serca, by kto mg je zama. Teraz nie wiedzia, czy si cieszy, czy zoci z najnowszego odkrycia.
Czyby to oznaczao powrt do zdrowia? - zastanawia si. Albo gupot? A moe jedno i drugie jednoczenie?
Odwrci si i podnis suchawk telefonu.
Meg nie wrcia na noc. Nate spdzi ten czas w jej domu, z jej psami. Wypoci w siowni nieco frustracji i rosnc zo. Rankiem, kiedy z nieba pada ju tylko drobny, biay puch, pojecha do pracy.
Nie skontaktowaa si z nim, co wicej, zrobia to celowo. To czysty egoizm - przyznaa, wsiadajc do takswki na lotnisku w Anchorage. Prawdopodobnie troch si o ni martwi. Przypuszczaa, e Nate ma zakodowane w genach zamartwianie si o kobiety. Bdzie nieszczliwy i wcieky, ale to te zrobia z pen rozwag.
Ten czowiek j przeraa.                                                
Wsiadajc do samolotu, dostrzega spojrzenie Nate'a. Jeszcze bardziej wkurzao j uczucie, ktre to spojrzenie wywoao w gbi jej duszy.
Nie szukaa takiej mocnej wizi, uczucia i bliskoci. Dlaczego ludzie, do diaba, nie potrafi cieszy si dobrym, zwyczajnym seksem, bez angaowania w to... obojtne czego? Nie bya Charlene, nie wskakiwaa do ka z kadym mczyzn, ktry pojawi si na horyzoncie. Lojalno to jedno,

i Meg jej przestrzegaa... przynajmniej tak dugo, jak dugo w jej yach krya gorca krew. Nie miaa jednak zamiaru dzieli z nikim domu i domowego ogniska, zwaszcza gdyby ich romans mia trwa nieco duej.
Tymczasem doskonale wiedziaa, e Nate si nad tym zastanawia. Domylia si, co ukrywa si za jego smutnymi, nieszczliwymi oczami, gdy po raz pierwszy w nie spojrzaa. Nie miaa zamiaru sypia z facetem, ktry liczy na co wicej ni seks.
Jej ycie w tej chwili byo wystarczajco skomplikowane, nawet jeli nie braa pod uwag koniecznoci dostosowywania si do kogokolwiek innego. Zwaszcza do mczyzny, na lito bosk!
Bya wystarczajco mdra, eby znale sobie dodatkow prac, i bardzo si z tego cieszya. Ta sama mdro kazaa jej przez nastpne dwa dni trzyma si z daleka od Nate'a i Lunacy. Wykorzysta ten czas na uspokojenie si.                     i
Bg wiadkiem, musiaa si uspokoi, poniewa czekao j cikie przeycie.                                                               
Nie zadzwonia do Nate'a, natomiast skontaktowaa si z Cobenem.
Ciao zwieziono z gr i umieszczono w kostnicy w Anchorage.                                                                                
Teraz miaa zidentyfikowa zwoki ojca.                          
Sama. Nastpne rozmylne posunicie. Odkd sigaa pamici, ya po swojemu, sama radzia sobie ze swoimi problemami i sama zaatwiaa swoje sprawy.
Nie miaa zamiaru tego teraz zmienia.
Jeli czowiek w kostnicy to jej ojciec - a czua w kociach, e tak - bya to jej sprawa, jej smutek i w jaki dziwny sposb ulga.                                                                      I
Nie miaa zamiaru tego dzieli nawet z Jacobem. Jedyn osob, ktr naprawd kochaa.                                           
To, co wanie miaa zamiar zrobi, traktowaa bardziej jak formalno, przysug. Coben postawi spraw jasno - spokojnym, uprzejmym gosem powiedzia jej to, o czym wiedziaa.

Patrick Galloway by notowany, w zwizku z tym w policyjnej kartotece znajdoway si jego odciski. Oficjalnie ju go zidentyfikowano.
Poniewa Meg bya jego najblisz krewn, pozwolono jej go zobaczy, potwierdzi jego tosamo, podpisa papiery, zoy zeznanie. Zaatwi konieczne formalnoci.
Przyjechawszy na miejsce, zapacia takswkarzowi. Przygotowaa si na cikie przeycie.
Coben ju na ni czeka.
-  Panna Galloway?                                                        
-  Witam, panie sierancie.                                               Wycigna rk. Jego do bya zimna i sucha.
-  Wiem, e to trudne, dlatego dzikuj, e zechciaa pani przyby.
-  Co mam zrobi?
-  Podpisa kilka dokumentw. Dopilnujemy, eby wszelkie formalnoci zostay zaatwione tak szybko, jak to moliwe.
Poprowadzi j korytarzem. Westchna, gdy poczua tak potrzeb; nie protestowaa, gdy przyczepiono jej plakietk odwiedzajcego.
Kiedy Coben prowadzi j szerokim, biaym korytarzem staraa si o niczym nie myle ani nie czu niewyranego, ale uporczywego odoru, ktry unosi si w powietrzu.
Coben wprowadzi j do maego pokoiku, w ktrym stay dwa krzesa i telewizor. Byo te okno zasonite od zewntrz biaymi okiennicami. Meg przygotowaa si i wesza do rodka.
-  Panno Galloway - dotkn lekko jej ramienia - gdyby zechciaa pani spojrze na monitor.
-  Monitor? - Zdezorientowana odwrcia si i wbia wzrok w gadki, szary ekran. - Telewizor? Chce mi pan pokaza ojca na ekranie telewizora? Chryste, nie sdzi pan, e to bardziej makabryczne ni...
-  Tego wymaga procedura. Tak jest lepiej. Prosz powiedzie, kiedy bdzie pani gotowa.

Meg zascho w ustach, czua si tak, jakby miaa w nich cuchncy piasek. Baa si, e jeli przeknie lin, zacznie wymiotowa.
-  Jestem gotowa.
Coben zdj ze ciany suchawk telefonu i co cicho powiedzia. Potem wzi do rki pilota, wycelowa w ekran i nacisn guzik.
Widziaa ojca tylko od szczytw ramion w gr. Nie zamknli mu powiek - pomylaa w przypywie paniki. Czy nie powinni zamkn mu powiek? Spoglday na ni lodowo-bkitne oczy, ktre tak dobrze pamitaa. Wosy, wsik i kilkudniowy zarost ojca byy tak samo czarne jak we wspomnieniach Meg.
Nie byo na nich lodu ani szronu, ktry posrebrzyby je i doda blasku twarzy Pata. Czy wci by zamarznity? - zastanawiaa si tpo. Czy mia zamarznite wntrznoci? Ile czasu trzeba, eby serce, wtroba i nerki odmarzy, gdy wacy szedziesit kilka kilogramw mczyzna zamarznie na kamie?
Czy to ma jakie znaczenie?
Poczua niepokj w odku, zdrtwiay jej koniuszki palcw u rk i ng.
-  Czy moe pani zidentyfikowa zmarego, panno Galloway?
-  Tak. - W pokoju nie byo adnego pogosu. Usyszaa swoje ciche sowa: - To Patrick Galloway. Mj ojciec.
Coben wyczy ekran.
-  Serdecznie pani wspczuj.
-  Jeszcze nie skoczyam. Prosz to wczy.
-  Panno Galloway...
-  Prosz to wczy!
Po chwili wahania Coben speni jej prob.
-  Chciabym pani ostrzec, panno Galloway, media...
-  Nie przejmuj si mediami. Niezalenie od tego, czy bd si nimi przejmowa, czy nie, i tak wszdzie opublikuj jego nazwisko. Poza tym ojcu pewnie by si to podobao.

Chciaa dotkn ojca, nastawia si na to, e go dotknie. Nie potrafia powiedzie, dlaczego tak bardzo zaleao jej na fizycznym kontakcie - zwykym dotyku skry. Chocia z drugiej strony moga z tym zaczeka, a zrobi wszystko, co konieczne. Potem dotknie ojca po raz ostatni, zrobi to, czego nie zrobia przed laty w przypywie uraonej dziecicej dumy.
-  W porzdku. Moe pan wyczy.
-  Zostawi pani na chwile.? Przynie pani wody?          !
-  Nie. Chc uzyska informacje. Zaley mi na informacjach.
Niestety, w tym momencie nogi odmwiy jej posuszestwa, ugiy si pod ni kolana, i opada na skadane krzeso.
-  Chc wiedzie, na jakim etapie jest paskie dochodzenie i w jaki sposb ma pan zamiar znale czowieka, ktry go zabi.
-  Moe lepiej by byo, gdybymy porozmawiali na ten temat w moim biurze. Gdyby zechciaa pani...
Urwa, poniewa do pokoju wszed Nate.
-  Witam pana, panie komendancie.                                
-  Dzie dobry, panie sierancie. Chod ze mn, Meg. Jacob czeka na pitrze.
-  Jacob?                                                                     
-  Tak. To on mnie tu przywiz.
Nie czekajc na zgod, Nate uj Meg za rami. Podcign j na nogi i wyprowadzi z pokoju.
-  Przyprowadz pann Galloway na posterunek, panie sierancie.
Wszystko rozmazao si wok niej, chocia nagle zdaa sobie spraw, e nie pod wpywem szoku ani ez. Raczej dlatego, e zobaczya zmarego ojca na ekranie, w telewizji, jakby jego ycie i mier byy swego rodzaju odcinkiem serialu, i
Dreszczowca - pomylaa niemal ze miechem. Cholernego dreszczowca.
Pozwolia si prowadzi. Nie odezwaa si ani sowem do Nate'a, nie odezwaa si ani sowem do Jacoba, milczaa jak gaz, pki nie znaleli si na ulicy.

-  Potrzebuj wieego powietrza. Potrzebuj odrobiny czasu.
Uwolnia rami i oddalia si od obu panw. Docieray do niej odgosy ruchu ulicznego, warkot autobusw, typowe dwiki wielkiego miasta. Dostrzegaa rozmazane barwne plamy - ludzi, ktrzy przechodzili chodnikiem obok niej.
Czua na policzkach chd i sabe promienie soca, ktre przesczay si przez grub warstw chmur i pieciy jej skr.
Zdja rkawiczki, zaoya okulary przeciwsoneczne i zawrcia.
-  Coben si z tob skontaktowa? - spytaa Nate'a.
-  Tak. Poniewa przez cay czas bya poza zasigiem, musz powiedzie ci o pewnych rzeczach, zanim udasz si na dalsz rozmow z Cobenem.
-  O jakich rzeczach?
-  Takich, o ktrych, do jasnej cholery, nie chc mwi na chodniku. Wsid do samochodu.
-  Samochodu? - spytaa Jacoba, gdy Nate si oddali.
-  Wypoyczy na lotnisku auto. Nie chcia, eby korzystaa z takswki. Prbowa zapewni ci odrobin prywatnoci.
-  Taki miy i tak troszczy si o innych. Czego nie mona powiedzie o mnie. Nie musisz tego mwi - cigna, chocia Jacob sta bez sowa. - Widz wyrzut w twoich oczach.
-  Kiedy ci nie byo, zajmowa si twoimi psami.
-  Wcale go o to nie prosiam. - Usyszawszy w swoim gosie zoliwo, zakla. - Cholera jasna! Niech to wszyscy diabli wezm, Jacobie! Chyba zaczn mie wyrzuty sumienia z powodu swojego dotychczasowego stylu ycia.
-  Wcale ci o to nie prosiem.
Umiechn si niewyranie i delikatnie poklepa j po ramieniu, co niemal zburzyo wysok zapor, ktr zbudowaa, chcc powstrzyma zy.
-  Pokazali mi go na ekranie telewizora. Nawet nie mogam tak naprawd mu si przyjrze.
Gdy Nate podjecha chevroletem blazerem, podesza do krawnika, wsiada do samochodu i wyprostowaa plecy.

-  Co powinnam wiedzie?
Nate spokojnym gosem opowiedzia jej wszystko o Maksie. Uywa prostych sw, jakby informowa cywila, o co chodzi w danej sprawie. Jecha, nie odrywajc wzroku od drogi, nawet gdy Meg odwrcia gow w jego stron.
-  Max nie yje? To on zabi mojego ojca?
-  Max nie yje. Tak wyglda fakt. Ekspert medycyny sdowej uzna, e to byo samobjstwo. W licie pozostawionym na ekranie komputera Max przyzna si do zabicia Patricka Gallowaya.
-  Nie wierz w to.
Zbyt wiele uczu kotowao si w jej wntrzu, zbyt wiele myli uderzao o mur obronny.
-  Twierdzisz, e Max Hawbaker nagle ni z tego, ni z owego popeni morderstwo, wbijajc czekan w pier mojego ojca? Chrzanienie. Gupie chrzanienie gliniarza, ktry chce zamkn spraw i szybko o niej zapomnie.
-  Mwi tylko, e Max Hawbaker nie yje, e ekspert medycyny sdowej uzna jego mier za samobjstwo i e to samo potwierdza dowd w postaci listu na ekranie komputera, ozdobionego krwi i mzgiem Maxa. Gdyby w cigu ostatnich dni zadaa sobie cho odrobin trudu i skontaktowaa si z kimkolwiek, wiedziaaby o wszystkim.
Meg zauwaya, e gos Nate'a jest spokojny, jego oczy rwnie. Nic, kompletnie nic nie byo w nich wida. To znaczy, e nie tylko ona umiaa budowa mury.
-  Bardzo pan uwaa, panie komendancie, eby nie wyrazi wasnej opinii.
-  To sprawa Cobena.
Bez dalszych komentarzy podjecha na parking pod komend policji.
-  Uznano, e Hawbaker popeni samobjstwo - stwierdzi Coben.
Zebrali si w niewielkiej sali konferencyjnej. Coben przez cay czas trzyma rce zoone na teczce.

-  Bro naleaa do niego, co wicej, znaleziono na niej jego i tylko jego odciski palcw. Na prawej rce mia resztki prochu. Nie znaleziono ladw wamania ani walki. Na jego biurku staa butelka z whisky i kubek z resztk alkoholu. Wyniki sekcji dowodz, e tu przed mierci wypi okoo stu pidziesiciu mililitrw. Na klawiaturze komputera rwnie znaleziono tylko jego odciski. Rana, ukad ciaa, pooenie broni - wszystko wskazuje na samobjstwo.
Przerwa.
-  Czy Hawbaker dobrze zna pani ojca, panno Galloway?
-  Tak.
-  I wie pani, e od czasu do czasu chodzili razem w gry.
-  Tak.
-  Czy syszaa pani o jakiej ktni midzy nimi?
-  Nie.
-  Moe nie syszaa pani rwnie, e Hawbaker zosta wylany z redakcji w Anchorage za uywanie narkotykw. Z mojego dochodzenia jasno wynika, e Patrick Galloway czsto uywa narkotykw dla rozrywki. Nie znalazem natomiast adnego dowodu, e pani ojciec szuka albo mia jak prac zarobkow w Anchorage czy gdziekolwiek indziej, chocia podobno wyjecha z Lunacy po to, eby zarobi kilka dolarw.
Zerkna na niego.
-  Nie wszyscy zgaszaj, e podejmuj prac.
-  To prawda. Prawdopodobnie Hawbaker, ktrego miejsce pobytu w pierwszym i drugim tygodniu lutego na razie nie jest znane, spotka Patricka Gallowaya i razem postanowili wdrapa si od strony poudniowej na szczyt No Name. Istniej podejrzenia, e podczas wspinaczki, dziaajc pod wpywem narkotykw i wyczerpania fizycznego, zamordowa swojego wsptowarzysza i zostawi jego ciao w lodowej grocie.
-  Istniej rwnie podejrzenia, e rowe winki mog fruwa - wypalia Meg. - Mj ojciec rozwaliby Maxa na kawaki i nawet by si przy tym nie spoci.
-  Przewaga fizyczna nie ma adnego znaczenia, gdy w gr

wchodzi czekan, zwaszcza jeli atak nastpuje z zaskoczenia. W grocie nic nie wskazywao na walk. Oczywicie, bdziemy kontynuowa dochodzenie i bada wszystkie dowody, ale czasami, panno Galloway, to, co oczywiste, jest oczywiste dlatego, e to prawda.
-  Chrzanienie. - Wstaa. - Ludzie zawsze mwi, e samobjstwo to ucieczka tchrza. Moe, ale wydaje mi si, e trzeba mie duo odwagi, by przystawi sobie do skroni luf rewolweru i nacisn spust. Tak czy inaczej Max nie pasuje do tego obrazka, poniewa kady ze sposobw jest ekstremalny, a Max po prostu taki nie by. Max by zwyczajnym, szarym czowiekiem, panie sierancie.
-  Zwyczajni, szarzy ludzie kadego dnia robi okropne rzeczy. Bardzo mi przykro z powodu pani ojca, panno Galloway, i daj sowo, e bd kontynuowa dochodzenie, pki nie znajd rozwizania. Niestety, to wszystko, co mog pani na razie na ten temat powiedzie.
-  Jeszcze minutk, panie sierancie. - Nate zwrci si do Meg i Jacoba: - Zaczekajcie na mnie na zewntrz. - Zamkn za nimi drzwi. - Co jeszcze pan ma? Czego pan jej nie mwi?
-  Czy czy pana co osobistego z Meg Galloway?
-  Sam nie wiem, zreszt to nie ma adnego znaczenia dla sprawy. Zawrzyjmy kompromis, panie sierancie. Mog panu powiedzie, e w Lunacy wci yje okoo szeciu osb, ktre mogy tamtej zimy wybra si w gry z Gallowayem, ludzi, ktrych Max uwaa za przyjaci i ssiadw. Kady z nich mg siedzie z nim w jego biurze tej nocy, kiedy zmar. Ocena eksperta medycyny sdowej zostaa oparta na faktach, ale on nie zna tego miasteczka ani jego mieszkacw. Nie zna Maxa Hawbakera.
-  Pan te prawie ich nie zna. - Coben unis rk do gry. - Mam jednak dowd, e w okresie, w ktrym zgin Galloway, prawdopodobnie na No Name wspinao si trzech mczyzn. Dowd na to, e w pieczarze byo ich tylko dwch. Dowd, ktry w moim przekonaniu zosta dostarczony przez samego Gallowaya.

Pchn teczk w stron Nate'a.
-  To jego zapiski z wyprawy w gry. Byo ich trzech, panie Burk, i jestem przekonany, e Hawbaker by jednym z nich. Nie jestem natomiast pewien, czy by drugim mczyzn w pieczarze. W tej teczce jest kopia zapiskw. Poprosz eksperta, eby na podstawie innej prbki sprawdzi, czy to na pewno pismo Gallowaya, ale na oko to jego rka. Od pana zaley, czy zechce si pan podzieli t wiadomoci z jego crk.
-  Pan by tego nie zrobi.
-  Rwnie niechtnie dziel si ni z panem. Musz jednak przyzna, e ma pan wiksze dowiadczenie, jeli chodzi o rozwizywanie morderstw, ni ja, i lepiej potrafi pan sobie radzi z mieszkacami miasteczka. Musimy skupi si na Lunacy, panie Burk, poniewa powiedziabym, e pod paskim nosem yje przynajmniej jeden prawdziwy szaleniec.
Nate wrci samolotem z Meg, trzymajc teczk pod kurtk. Gdy przeczyta, zadecyduje, czy jej o wszystkim powiedzie. Zadecyduje, czy powiedzie komukolwiek.
Poniewa znajdowa si w powietrzu, zrobi wszystko, co moliwe, eby cieszy si widokiem.
nieg. Duo niegu. Zamarznita woda. Lodowa pikno. Z niebezpiecznymi zakamarkami. Zupenie jak jego obecny pilot.
-  Czy Coben jest dupkiem?-spytaa nagle.
-  Nie powiedziabym.
-  Czy dlatego, e wy, gliniarze, trzymacie si razem, czy jest to obiektywna opinia?
-  Moe wszystkiego po trochu. Gdyby by dupkiem, nie zawracaby sobie gowy sprawdzaniem dowodw.
-  Jest nim, jeli naprawd wierzy, e Max zaatakowa mojego ojca czekanem. To samo dotyczy ciebie. Mylaam, e jeste mdrzejszy.
-  I do czego ci to doprowadzio?
Obniya gwatownie lot, tak gwatownie, e odek 

Nate'a poszybowa w stron garda. Nim zdy zaprotestowa, ostro skrcia w prawo.
-  Jeli chcesz, ebym zary gal ci kabin, rb tak dalej.
-  Gliniarz powinien mie silniejszy odek.
Zacza pikowa w d z tak prdkoci, e Nate widzia tylko, jak wiat pdzi w ich stron. Jego ciao wio si jak w pomieniach, a jego gwatowne, ostre przeklestwo wywoao jedynie miech Meg. Poderwaa samolot do gry.
-  Masz jakie ostatnie yczenie? - rzuci.
-  Nie. A ty?
-  Miaem, ale mi si odechciao. Zrb to jeszcze raz, Galloway, a kiedy wyldujemy, skopi twj szalony tyek.
-  Nie skopiesz. Faceci tacy jak ty nie bij kobiet.
-  Chcesz sprawdzi?
Kusio j, bya tak wcieka, e j kusio.
-  Czy kiedykolwiek dooye Rachel za to, e ci zdradzia?
Spojrza na ni. W jej oczach dostrzeg co dzikiego, a na twarzy szalone emocje.
-  Nigdy nawet si nad tym nie zastanawiaem, ale z dnia na dzie robi ogromne postpy.
-  Jeste na mnie wcieky. Biedny i zrozpaczony, poniewa nie kontaktowaam si z tob co godzin, eby ci przesa causy.
-  Lepiej pilnuj sterw. Mj samochd stoi przy twoim domu. To stamtd zabra mnie Jacob.
-  Nie zapraszaam ci tam. Nie prosiam, eby przychodzi i trzyma mnie za rk.
-  Jeli dobrze pamitam, nie proponowaem ci, e bd ci trzyma za rk. - Odczeka chwil. - Ros i David maj creczk. Way trzy kilo. Dali jej na imi Willo w.
-  Tak? - Z jej twarzy znikno nieco zoci. - Ros urodzia dziewczynk? Dobrze si czuj?
-  wietnie. Peach mwi, e maa jest liczna, ale kiedy poszedem zobaczy, wygldaa jak wkurzony gupik z czarnymi woskami.


-  Dlaczego jeste taki rozmowny, skoro najchtniej zdzieliby mnie midzy oczy?
-  Staram si, eby wszystko byo neutralne jak Szwajcaria, pki nie posadzisz tego cholernego samolotu na ziemi.
-  W porzdku.
Gdy to zrobia, chwycia sprzt i wyskoczya. Zarzuciwszy na rami wszystko, co tylko zdoaa, pochylia si, by powita rozradowane psy.
-  Cze, pieseczki! Tskniycie za mn? - Obejrzaa si na Nate'a. - Masz zamiar od razu rozoy mnie na deski?
-  Gdybym to zrobi, twoje psy rozerwayby mi gardo.
-  To prawda. Widz, e jeste rozsdnym czowiekiem.
-  Nie zawsze - mrukn pod nosem, idc za ni w stron domu.
W rodku rzucia swj sprzt, po czym podesza prosto do kominka, eby w nim zapali. Musiaa zaj si samolotem. Spuci paliwo i zanie je do szopy, eby byo ciepe. Przykry skrzyda.
-  Dzikuj, e zajmowae si Rockiem i Bullem, gdy mnie nie byo.
-  Nie ma za co. - Odwrci si plecami, starannie ukadajc teczk pod kurtk. - Bya zajta?
-  Korzystaam z okazji. Kiedy jaka robota sama wpada mi w rce, bior j. Dziki temu teraz mam do zrealizowania w banku kilka cakiem niezych czekw.
-  To dobrze.
Opada na fotel i opara nog o oparcie, przyjmujc bezczeln poz.                                                                      ,
-  Wrciam. Ciesz si, e ci widz. Jeli masz czas, moemy i na pitro i pokocha si na powitanie. - Z umiechem na ustach zacza rozpina koszul. - Id o zakad, e zdoam ci na to namwi.
-  Kiepsko imitujesz Charlene, Meg.                                Umiech znikn z jej twarzy.
-  Nie chcesz si pieprzy, nie ma sprawy, ale przy okazji nie musisz mnie obraa.

-  Wyczuwam, e masz ochot wyrzdzi mi krzywd, doprowadzi mnie do szalestwa. O co chodzi?
-  To twj problem.
Wstaa i zacza ociera si o Nate'a, ale on chwyci j za rk i odsun od siebie.
-  Nie mj - powiedzia, ignorujc ostrzegawcze warknicie psw. - Wyglda raczej na twj. Chc wiedzie, o co chodzi.
-  Nie wiem! - Rozpacz w jej gosie zamienia warknicia w szczekanie. - Rock, Buli, spokj! Spokj - powiedziaa nieco ciszej. - To przyjaciel.
Przyklka, obja kadego psa jedn rk i zacza si do nich asi.
-  Cholera jasna! Dlaczego si na mnie nie wydzierasz, nie wyzywasz, nie mwisz, e jestem zimn, pozbawion serca suk? Dlaczego ze mn nie zerwiesz?
-  Dlaczego si ze mn nie skontaktowaa? Dlaczego, odkd mnie zobaczya, tracisz czas na walk?
-  Zaczekaj chwileczk.
Wstaa i pstrykna palcami na psy, eby poszy za ni do kuchni. Wygrzebaa koci i rzucia kademu po jednej. Potem opara si o blat i spojrzaa na Nate'a.
Ju nie jest taki wymizerowany - pomylaa. W cigu ostatniego miesica przyby troch na wadze, ale nie za duo, dziki czemu dobrze wyglda, sprawia wraenie wysportowanego. Jego wosy byy lekko zmierzwione i seksowne, chocia troch za dugie. Co wicej, spokojnie jej si przyglda tymi swoimi potwornie smutnymi i pocigajcymi oczami.
-  Nie lubi si z nikim liczy. Nie jestem do tego przyzwyczajona. Sama zbudowaam ten dom, sama rozkrciam interes. W pewien okrelony sposb uoyam sobie ycie, poniewa to mi odpowiada.
-  Boisz si, e bdziesz musiaa si ze mn liczy? e dla mnie bdziesz musiaa zmieni swj sposb ycia?
-  A ty?
-  Nie wiem. Moe po prostu dostrzegam rnic midzy

liczeniem si z kim a trosk? Martwiem si o ciebie. I nie tylko twoje psy za tob tskniy. A skoro mowa o sposobie ycia, wci jeszcze pracuj na swoje utrzymanie.
-  Powiedz mi co. Tylko nie bujaj. Zaczynasz si we mnie zakochiwa?
-  Wyglda na to, e tak.
-  Jakie to uczucie?
-  Jakby co wracao we mnie do ycia. Ogrzewao si i prbowao odnale swj rytm. To przeraajce - powiedzia, podchodzc do niej. -i mie. Tak, mie i przeraajce.
-  Nie jestem pewna, czy tego chc. Nie wiem, czy to w sobie mam.
-  Ja te, ale jestem zmczony wasnym zmczeniem i pustk, dlatego mam zamiar udawa, e chc si od nich uwolni. Gdy jestem z tob, Meg, zaczynam co odczuwa, chocia cz z tych odczu jest dosy bolesna. Na razie si nie zraam.
Uj jej twarz w donie.
-  Moe ty te powinna sprbowa? Nie zraa si? Uja go za nadgarstki.
-  Moe.

Zapiski z wyprawy, 19 lutego 1988 r.
Darth naprawd zwariowa. Popieprzyo go. Postrada zmysy. Za duo prochw i Bg jeden raczy wiedzie, czego jeszcze. Zbyt dua wysoko. Mam nadziej, e udao mi si go uspokoi. W drodze powrotnej zaskoczya nas burza niena, wic schronilimy si w lodowej grocie. Cholerna dziura. Co w rodzaju miniaturowego zamku z lodowymi kolumnami, ukami i gwatownymi uskokami. auj, e nie ma tu z nami Hana. Przydaaby mi si pomoc w sprowadzeniu starego Dartha na ziemi.

Ubzdura sobie, e prbowaem go zabi. Pokcilimy si., a wtedy zacz krzycze, e czyham na jego ycie. Napad na mnie jak szaleniec, musiaem go odepchn. Kiedy si uspokoi, przeprosi mnie i mia si z caego wydarzenia.
Zrobilimy sobie przerw, eby zapa oddech i nabra troch si. Przy okazji bawilimy si w: Od czego zaczn zaraz po powrocie do normalnego wiata". Okazao si, e Darth marzy o steku, a ja o kobiecie. Potem obaj zgodzilimy si, e chcemy i jednego, i drugiego.
Widz, e wci jest roztrzsiony, ale, do diaba, ta gra potrafi niele zamiesza czowiekowi w gowie. Musimy dotrze do Hana i sprowadzi go na d. Wrci do Lunacy.
Niebo si przejania, ale czuj w powietrzu co dziwnego. Co si zblia. Pora si std wynosi.
Nate siedzia w swoim biurze za zamknitymi drzwiami i czyta ostatnie zapiski z wyprawy Patricka Gallowaya.
Potrzebowae nastpnych szesnastu lat, eby zej z gr-pomyla Nate. Miae racj, czujc, e co si zblia.
Trzech mczyzn powdrowao na szczyt, zeszo z niego tylko dwch. Co wicej, obydwaj milczeli przez szesnacie lat.
Niemniej w tej pieczarze byo ich tylko dwch: Galloway i jego morderca. Nate by przekonany, e to nie Max zamordowa Gallowaya.
Dlaczego zatem morderca pozwoli Maxowi tak dugo y?
Jeli to wanie Max nosi przydomek Ha, to znaczy, e by ranny. Co prawda niezbyt powanie, jednak czekay go kopoty z zejciem z gr. By najmniej dowiadczony i odporny z caej trjki, jeli oczywicie Nate wycign z zapiskw Gallowaya suszne wnioski.
Mimo to morderca sprowadzi go na d i pozwoli mu y przez nastpne szesnacie lat.
Co wicej, Max dochowa tajemnicy.
Dlaczego?

Co byo powodem? Ambicja, szanta, lojalno? A moe strach?
Nate przypomnia sobie o pilocie. Musi znale pilota i wysucha, co ten czowiek ma do powiedzenia.                        
Zamkn kopi zapiskw w szufladzie biurka razem z ca dokumentacj morderstwa i wsun klucze do kieszeni.         
Kiedy wyszed, natkn si na Ottona, ktry wanie wraca z patrolu.
-  Ed Woolcott twierdzi, e kto wama si do jego chaty na lodzie, zabra stamtd dwie wdki, wider elektryczny i butelk whisky, a ciany wymalowa farb.
Otto podszed do ekspresu. Mia twarz zarowion od chodu.
-  Prawdopodobnie jakie dzieciaki. Powiedziaem mu, e tylko on jeden zamyka swoj chat na lodzie, zachcajc tym samym maolatw do wamania.
-  Ile wynosz straty? Plus minus.
-  Ed twierdzi, e osiemset dolarw. wider elektryczny StrikeMaster kosztuje koo czterech stwek. - Na twarzy Ottona pojawio si obrzydzenie i drwina. - Cay Ed. Ju za czterdzieci dolarw mona dosta zwyczajny, rczny wider, ale ten bufon musi mie wszystko, co najlepsze.
-  Mamy opis jego wasnoci?
-  Taak, taak. Kady dzieciak wystarczajco gupi, eby pokaza si z wdk, ktra ma mosin plakietk z nazwiskiem Eda, zasuguje na to, eby go zamkn. Whisky? Prawdopodobnie si po niej pochoruj. Przypuszczalnie wywierc gdzie widrem otwr w lodzie, bd owi ryby i oprni butelk. Potem wszystko gdzie podrzuc albo sprbuj odnie z powrotem do jego chaty.
-  Co nie zmienia faktu, e mamy do czynienia z wamaniem, wtargniciem na cudzy teren i kradzie, wic musimy si tym zaj.
-  Mog da gow, e wszystkie skradzione rzeczy s ubezpieczone, i to na wicej, ni Ed za nie zapaci. Syszae ju, e rozmawia z adwokatem, czy nie wnie przeciwko

Hawleyowi oskarenia o spowodowanie wypadku przed pierwszym stycznia? Zawraca gow adwokatowi. Jezu Chryste!
-  Pogadam z nim.  ycz szczcia.
Otto zabra kaw, usiad przy swoim biurku i ponuro spojrza na ekran komputera.
-  Teraz musz jeszcze o tym wszystkim napisa.
-  Wychodz. Chc co sprawdzi... - Nate urwa. - Czy czsto si wspinasz?
-  Po jasn choler miabym drapa si po francowatej grze? Cakiem niele widz j z okna.
-  Ale kiedy to robie.
-  Kiedy rwnie szedem w tango z rozwizymi kobietami.
-  Taak? - Nate rozbawiony usiad na rogu biurka Ottona. - Przypominasz gboki staw, Otto. Czy te kobiety nosiy obcise sukienki i buty na wysokich obcasach?
Rozbawienie wzio gr nad niezadowoleniem.
-  Owszem.
-  I miay seksowne rozcicia po bokach, tak e przy kadym ruchu wida byo ich obdnie dugie nogi?
Zy nastrj prysn, a na twarzy Ottona pojawi si umiech.
-  To byy czasy - westchn z rozmarzeniem.
-  Z pewnoci. Nigdy nie umiaem taczy tanga ani wspina si po grach. Moe powinienem sprbowa?
-  Niech pan lepiej poprzestanie na tangu, panie komendancie. atwiej to przey.
-  Niektrzy ludzie mwi o wspinaczce jak o swego rodzaju obrzdzie religijnym. Czemu zrezygnowae?
-  Zmczyo mnie flirtowanie z odmroeniami i poamanymi koczynami. - Jego oczy spochmurniay, wbi wzrok w kaw. - Po raz ostatni byem w grach podczas akcji ratunkowej. Lawina porwaa szecioosobow grup. Znalelimy dwjk. Ciaa. Nigdy nie widziae czowieka, ktrego porwaa lawina?
-  Nie.

-  Nie masz czego aowa. W przyszym miesicu minie od tego wydarzenia dziewi lat. Nigdy wicej nie poszedem w gry. Nigdy nie pjd.
-  Czy kiedykolwiek wspinae si z Gallowayem?
-  Par razy. By dobrym alpinist. Cholernie dobrym, jak na takiego dupka.
-  Nie lubie go?
Otto zacz si bawi jak gr komputerow.
-  Gdybym nie lubi kadego dupka, ktrego znam, nie zostaoby zbyt wielu. Facet po prostu wci tkwi w latach szedziesitych. Pokj, mio, narkotyki. atwy sposb ucieczki, przynajmniej moim zdaniem.
W latach szedziesitych - pomyla Nate - Otto poci si w dungli w Wietnamie. Tarcie midzy onierzem a hipisem mogo doprowadzi do wybuchu przy mniejszym stresie ni zimowa wspinaczka.
-  Bez przerwy powtarza, e powinnimy y w zgodzie z natur i ratowa gince wieloryby - cign Otto, naciskajc klawisze. - Tymczasem by na utrzymaniu rzdu, na ktry niemal bez ustanku kl. Nie okazywa ani odrobiny szacunku czy wdzicznoci.
-  Chyba nie mielicie ze sob zbyt wiele wsplnego, zwaszcza e bye niegdy w wojsku.
-  Nie bylimy kumplami od kieliszka. - Przesta stuka w klawisze i spojrza na Nate'a. - O co ci chodzi?
-  Po prostu prbuj sobie stworzy peny obraz czowieka. - Wstajc, zapyta od niechcenia: - Kto by waszym pilotem, kiedy wybieralicie si razem w gry?
-  Najczciej Jacob. Mielimy go pod rk.
-  Mylaem, e Jacob te si wspina. Czy kiedykolwiek bye z nim?
-  Jasne. Wtedy zawozi nas Hank Fielding z Talkeetny, Two-Toes z Anchorage albo Stokey Loukes, pod warunkiem, e by trzewy. - Wzruszy ramionami. - Nie brakuje tu pilotw gotowych zawie grupk alpinistw, ktrzy maj pienidze. Jeeli naprawd chcesz wybra si w gry, ka si

zawie Meg i we sobie zawodowego przewodnika, nie jakiego kretyna, ktry tylko leci na fors.
-  Zrobi to, chocia powanie si zastanawiam, czy nie poprzesta na widoku z okna.
-  To mdrzejsze.
Przesuchiwanie wasnego zastpcy nie sprawio Nate'owi przyjemnoci, mimo to sporzdzi notatk z odbytej rozmowy. Nie wyobraa sobie, eby Otto wpad w sza i zaatakowa kogo czekanem. Chocia, z drugiej strony, nie umia sobie rwnie wyobrazi, jak jego zastpca idzie w tango z kobietami w obcisych sukienkach.
W cigu pitnastu lat ludzie mog bardzo si zmieni.
Poszed do Lodge, gdzie Charlene i Cissy podaway tumom klientw wczesn kolacj. Chudy Jim pracowa przy barze, a Profesor siedzia na swoim stoku, pieci whisky i tym razem czyta Trollope'a.
-  Zaczynam przyjmowa zakady na Iditarod - poinformowa Jim. - Wchodzisz?
Nate usiad przy barze.
-  Na kogo stawiasz?
-  Coraz bardziej przechylam si na stron modego Triplehorna. Z Aleutw.
-  Jest niesamowicie przystojny - westchna Cissy, pojawiajc si obok z pustymi naczyniami.
-  Nie ma znaczenia, jak on wyglda, Cissy.
-  Dla mnie ma. Poprosz gow osia i podwjn wdk z lodem.
-  Wikszo z sentymentu stawia na Kanadyjczyka, Tony'ego Keetona.
-  Czybymy darzyli Kanadyjczykw jakim sentymentem? - dziwi si Nate, gdy Jim nalewa wdk.
-  Nie. Raczej psy. Pochodz z hodowli Walta Nottiego.
-  W takim razie stawiam dwudziestk na Kanadyjczyka.
-  Piwo?
-  Poprosz kaw.
Jim i Cissy przyrzdzali drinki, jednoczenie kcc si

o swoich ulubionych poganiaczy zaprzgw. Nate odwrci si do Profesora.
-  Jak ci si wiedzie, Johnie?
-  Nie sypiam zbyt dobrze. Przynajmniej na razie. - John zaznaczy stron i odoy ksik. - Wci mam przed oczami tamt scen.
-  To cikie przeycie. Znae do dobrze Maxa, prawda? Napisae do jego gazety kilka artykuw.
-  Pisywaem comiesiczne recenzje ksiek, a od czasu do czasu jaki duszy artyku. Nie bardzo si opacao, ale lubiem to robi. Nie wiem, czy Carrie bdzie dalej redagowaa gazet. Mam nadziej, e tak.
-  Kto powiedzia mi, e zaraz na samym pocztku Galloway napisa kilka artykuw do The Lunatic".
-  Mia bardzo lekkie piro. Pisaby jeszcze lepiej, gdyby si do tego bardziej przyoy.
-  Sdz, e tak samo byo w wielu innych sprawach.
-  Rzeczywicie mia talent w paru dziedzinach. - John obejrza si przez rami i zerkn w stron Charlene. - Ale nigdy do niczego si nie przykada. Marnowa moliwoci, ot co.
-  cznie ze swoj kobiet?
-  Wolabym pomin ten temat milczeniem. Moim zdaniem nie przywizywa zbyt wielkiej wagi do swojego zwizku ani niczego, co robi. Mia kilka zacztych powieci, dziesitki napisanych do poowy tekstw piosenek, nieco rozpocztych rzeb. By bardzo utalentowany, nie tyle brakowao mu inwencji twrczej, ile dyscypliny i ambicji.
Nate przez chwil zastanawia si nad dziwnym ukadem. Trzech mczyzn czyo to samo miejsce zamieszkania, zajcie, czyli pisanie, i zamiowanie do wspinaczki. Co wicej, dwch z nich kochao si w tej samej kobiecie.
-  Moe z czasem by si zmieni?
John kiwniciem gowy poprosi Jima o uzupenienie kieliszka.
-  Moe.

-  Czytae jego rzeczy?
-  Tak. Czasami siadalimy przy piwie, dla rozrywki wypalalimy jak trawk - doda John z pumiechem. -Rozmawialimy o filozofii, polityce, pisarstwie i przywarach ludzkoci. Jak na modych intelektualistw przystao. - John unis kieliszek w toacie. - Intelektualistw, ktrzy absolutnie donikd nie zmierzaj.
-  Wspinae si z nim?
-  Och, traktowaem to jak przygod. Modzi intelektualici nie przyjedaj na Alask, jeli nie pociga ich przygoda. To byy wspaniae dni i nie wymienibym ich nawet na Pulitzera.
Umiechajc si jak mczyzna, ktry wspomina dni dawnej chway, sczy wie whisky.
-  Bylicie przyjacimi?
-  Tak. Bylimy przyjacimi, przynajmniej na poziomie intelektualnym. Zazdrociem mu Charlene, co dla nikogo nie byo tajemnic. Przypuszczam, e taki ukad serdecznie Pata bawi. Dziki temu czu si nieco lepszy ode mnie. Ja byem wyksztacony, on nie zrobi studiw, ale w czym mia nade mn przewag.
John zamyli si nad swoim drinkiem.
-  Prawdopodobnie byby rozbawiony, wiedzc, e nadal zazdroszcz mu Charlene.
Nate przez chwil sczy kaw.
-  Czy bylicie w grach we dwch, czy z grup?
-  Sucham?
John zamruga, jak czowiek wyrwany ze snu. Moe wspomnienia do pewnego stopnia przypominaj sny - pomyla Nate. Albo koszmary senne.
-  Z grup. W przypadku takiego szalestwa potrzebne jest wiksze towarzystwo. Najmilej wspominam letni wypraw na Denali. Grupki i pojedyncze osoby snuy si po lodowatym monstrum jak mrwki na gigantycznym placku. Nasza baza troch przypominaa mae miasteczko. Bylimy samowystarczalni i stanowilimy nieco zwariowan grup.

-  Ty, Pat i kto?
-  Hmm... Jacob, Otto, Db i Hany, Ed, Bing, Max, Hop-powie, Sam Beaver, ktry zmar dwa lata temu na zator pucny. Kto jeszcze? Z tego, co pamitam, by te Mackie Senior. On i Bing zaczli si o co bi, a Hopp - nieyjcy Hopp - przerwa im awantur. By tam rwnie Hawley, ale po pijanemu uderzy si w gow, wic nie pozwolilimy mu na wspinaczk. Towarzyszya nam te Missy Jacobson, foto-graficzka, z ktr miaem krtki, burzliwy romans, nim przeprowadzia si z powrotem do Portlandu i wysza za m za hydraulika.
Umiechn si na to wspomnienie.
-  O tak, Missy o duych, brzowych oczach i sprytnych rkach. Uczestnicy z Lunacy traktowali t wypraw jak wakacje. Mielimy nawet ma flag, ktr chcielimy zatkn na szczycie i zrobi zdjcia do gazety. Tyle e nikt z nas nie dotar na wierzchoek.                                                           
-  Naprawd nikt?
-  Naprawd. Przynajmniej nie wtedy. O ile dobrze pamitam, Pat wdrapa si tam pniej, ale podczas tej konkretnej wspinaczki przeladowa nas prawdziwy pech. Ostatni wieczr w bazie by wspaniay. Nic nie zapowiadao pniejszej poraki. piewy, przeklestwa, tace pod wieccym na okrgo socem. Chyba nigdy nikt z nas nie by tak szczliwy jak wtedy.
-  Co si potem stao?
-  Najpierw rozchorowa si Harry. Rano dosta gorczki. Zapa gryp. Powiedzia, e dobrze si czuje, a nikt z nas nie chcia si z nim kci. Wystarczyo mu si na pi godzin. Db i Hopp musiay sprowadzi go do bazy. Sam upad i zama sobie rk. Missy zrobio si niedobrze, wic nastpna grupka schodzca w d sprowadzia j do obozowiska. Potem nastpia gwatowna zmiana pogody, wic rozbilimy namioty i skuleni modlilimy si, eby burza niena jak najszybciej mina. Nie mina, byo coraz gorzej. Najpierw Ed si rozchorowa, potem ja. W nasze lady poszli nastpni, a w kocu

musielimy odwoa wypraw i wrci. Byo to smutne zakoczenie maomiasteczkowych wakacji.                              .
-  Kto przywiz was z powrotem do miasta?
-  Sucham?
-  Mielicie jakiego pilota?                                           ;
-  Och, pamitam, jak toczylimy si w samolocie, kady chory, wkurzony albo nadsany. Nie przypominam sobie, kto siedzia za sterami. Chyba jaki przyjaciel Jacoba. Z tego, co pamitam, potwornie wymiotowaem. W ktrym momencie nawet co o tym napisaem. Prbowaem zrelacjonowa nasz przygod na wesoo w artykule dla The Lunatic".
Dokoczy whisky.
-  Zawsze aowaem, e nie udao nam si zatkn flagi. Nate porzuci ten temat i odwrci si do Charlene.
-  Moesz sobie zrobi przerw?
-  Jasne. Jak Ros wrci.
-  Pi minut. W tej chwili nie masz wcale tak wielu ludzi. Wsuna notes do kieszeni.
-  Pi minut. Jeli nie bdziemy sprawnie dziaa, ludzie przenios si do Italian Place. Nie mog straci staych klientw.
Przesza z restauracji do pustego foyer. Syszc stukot jej obcasw, Nate pomyla o tangu i zastanawia si, co za prno kae kobietom na kilka godzin cakowicie zapomnie o wygodzie i biega w takich niewygodnych butach.
-  Patrick Galloway pojecha do Anchorage w poszukiwaniu pracy.
-  Ju to przerabialimy.
-  Sprbuj zaspokoi moj ciekawo. Jeli bdc tam, nagle nabra szalonej ochoty na wspinaczk, kogo mg zatrudni, eby go zawiz na Sun Glacier?
-  Skd ja to mam, do diaba, wiedzie? Nie wspomina o wyprawie w gry, pojecha szuka pracy.
-  ya z nim prawie przez czternacie lat, Charlene. Znaa go.
-  Jeli nie mg skorzysta z usug Jacoba, prawdopodobnie

wzi TwoToesa albo Stokeya. Natomiast jeli nie byo pod rk adnego z nich, mg zapaci komukolwiek. Albo wymieni co na lot. Nie mia zbyt wielu pienidzy. Daam mu na wyjazd zaledwie sto dolarw. Wiedziaam, e jeli bdzie mia wicej, i tak to zmarnotrawi.
-  Wiesz, gdzie mog znale ktrego z tych pilotw?
-  Spytaj Jacoba albo Meg. To ich wiatek, nie mj. Powiniene mi powiedzie, Nate, e zwieli go z gr. Powiniene zabra mnie ze sob, ebym moga go zobaczy.
-  Nie byo sensu, eby przez to przechodzia. Naprawd - powiedzia, nim zdya zaprotestowa.
Pchn jna krzeso i usiad obok niej.
-  Posuchaj mnie. Gdyby go zobaczya w takim stanie, nie pomogaby ani sobie, ani jemu.
-  Meg go widziaa.
-  I bya potem potwornie roztrzsiona. Widziaem to na wasne oczy. Chcesz zrobi co dla mnie i dla siebie? Chcesz znale rozwizanie tej zagadki? Powi odrobin czasu crce. Bd matk, Charlene. Pociesz j.
-  Ona nie potrzebuje mojego pocieszenia. Ona niczego ode mnie nie potrzebuje.
-  Moe nie, ale jeli jej to zaproponujesz, najprawdopodobniej pomoesz sobie samej. - Wsta. - Id si z ni zobaczy. Czy mam jej co od ciebie przekaza?
-  Powiedz jej, e przez kilka najbliszych dni przydaaby mi si pomoc, chyba e ma co waniejszego do roboty.
-  W porzdku.
Gdy dotar do domu Meg, byo ju cakiem ciemno. Zauway, e jest spokojniejsza, bardziej rozluniona i wypoczta. Sdzc po poduszkach i narzucie na kanapie, Meg w ktrym momencie ucia sobie drzemk przed kominkiem.
Uzna, e najlepszym wyjciem z sytuacji bdzie wrczenie jej wizanki chryzantem i stokrotek, ktre kupi po drodze w Sklepie na Rogu". Nie byy zbyt wiee, ale co kwiaty, to kwiaty.

-  Po co to?
-  Wiesz, doszedem do wniosku, e powinnimy si troch cofn i skorzysta z bardziej tradycyjnych metod. Wcignlimy si nawzajem do ka, wic ten etap mamy ju za sob. Teraz moglibymy si troch do siebie pozaleca.
-  Naprawd?
Powchaa kwiaty. Moe to starowieckie i oklepane, ale miaa sabo do kwiatw i mczyzn, ktrzy je daj.
-  W takim razie jaki bdzie nastpny krok? Podryw przy barze?
-  Raczej miaem na myli jak tradycyjn randk, powiedzmy kolacj, ale jeli chcesz, moesz poderwa mnie przy barze. To mi te odpowiada. Na razie chc, eby spakowaa kilka rzeczy i pojechaa ze mn na noc do Lodge.
-  Och, czy to znaczy, e podczas zalotw bdziemy mogli si kocha?
-  Jeli chcesz, moesz wzi dla siebie osobny pokj, ale wolabym kochanie si. Moesz zabra te kwiaty. I psy.
-  Dlaczego miaabym rezygnowa z wygody, jak zapewnia mi mj dom, eby pokocha si z tob w pokoju hotelowym? - Odwrcia kwiaty i spojrzaa znad nich na Nate'a. -Och, dla dreszczyku emocji w naszym zacofanym zwizku? To zbyt gupie, eby do mnie przemawiao, panie Burk. Proponuj, abymy zostali tutaj i udawali, e jestemy w jakim tanim pokoju hotelowym. Moemy nawet sprawdzi, czy na kablwce nie leci jakie porno.
-  wietny pomys, ale chciabym, eby pojechaa ze mn do Lunacy. Tej nocy, kiedy bralimy gorc kpiel, kto krci si po lesie za twoim domem.
-  O czym ty mwisz? Opowiedzia jej o ladach.
-  Dlaczego, do diaba, nie powiedziae mi tego, gdy byo jasno? Wtedy mogabym sama zobaczy.
Rzucia kwiaty na st i ruszya po kurtk.
-  Zaczekaj! Potem spado przynajmniej dziewi centymetrw niegu. Niczego nie zobaczysz. Zreszt Otto i Peter

dokadnie sprawdzili lady. Nie wspomniaem ci o tym wczeniej, poniewa miaa do wrae. Dziki temu troch odpocza i nawet zdya si zdrzemn. Spakuj wszystko, co bdzie ci potrzebne, Meg.
-  Nie dam si wykurzy ze swojego domu tylko dlatego, e kto kry dookoa po lesie. Nawet jeli uwierz w t paranoj i uznam, e kto mnie szpieguje albo ma wobec mnie jakie niecne plany, nie rusz si std. Mog...
-  Poradzi sobie sama. Wiem.
-  Mylisz, e nie umiem?
Odwrcia si na picie i wpada do kuchni. Kiedy Nate wszed tam za ni, wyjmowaa strzelb z szafki na mioty.
-  Meg!
-  Zamknij si.
Sprawdzia komor. Ku swojej rozpaczy zauway, e strzelba jest nabita.
-  Czy wiesz, ile wypadkw zdarza si tylko dlatego, e ludzie trzymaj w domu nabit bro?
-  Nie strzelam do nikogo przez przypadek. Wyjd.            Otworzya drzwi.                                                                 i Byo ciemno, zimno, ale to nic w porwnaniu z poirytowan kobiet majc w rku naadowan bro.
-  Moe weszaby do rodka i...
-  Tamta ga, godzina druga, dwa metry nad ziemi, dwanacie metrw od pnia.                                                       
-  Meg...
Przyoya strzelb do ramienia, wycelowaa, wypalia. Huk rozszed si echem. Ga eksplodowaa, upada na nieg. :
-  W porzdku, umiesz posugiwa si strzelb. Przyznaj ci zoty medal w strzelaniu. Wejd do rodka.
Znw wypalia, ga podskoczya na niegu jak krlik.
Para unosia si jej z ust, kiedy strzelia jeszcze raz i wyrwnaa to, co zostao.
Potem zebraa puste uski, wrcia do domu i schowaa strzelb.                                                                            

-  Duy plus za umiejtnoci strzeleckie - skomentowa Nate. - Chc ci jednak przypomnie, e odstrzelenie kawaka gazi to nie to samo, co celowanie do ywego czowieka.
-  Nie jestem jedn z twoich eleganckich damulek, jakich peno poniej czterdziestego smego rwnolenika. Zastrzeliam osia, bizona, karibu, niedwiedzia...
-  A czy kiedykolwiek zastrzelia czowieka? To nie to samo, Meg. Uwierz mi, to ogromna rnica. Wiem, e jeste bystra, silna i duo moesz, ale prosz ci, eby dzi na noc wrcia ze mn do miasta. Jeli tego nie zrobisz, zostan tutaj. Chocia, z drugiej strony, twojej matce przydaby si kto, kto zastpiby Ros. Charlene jest przepracowana i zaamana z powodu twojego ojca.
-  Charlene i ja...
-  Wiem, sam te nie mog dogada si ze swoj matk. Prawie si do mnie nie odzywa, a moja siostra trzyma si od nas obojga z daleka, poniewa zaley jej na spokojnym, normalnym yciu. Nie mam do niej o to pretensji.
-  Nie wiedziaam, e masz siostr.
-  Jest o dwa lata starsza ode mnie. Obecnie mieszka w Kentucky. Nie widziaem jej od... piciu lat. Burk'owie nie lubi wielkich spotka rodzinnych.                                 .
-  Nie przyjechaa do ciebie, gdy leae ranny?
-  Zadzwonia. Nie mielimy sobie zbyt wiele do powiedzenia. Kiedy Jack zosta zabity, a ja postrzelony, mama odwiedzia mnie w szpitalu. Mylaem, e moe z tego horroru wyniknie co dobrego. Miaem nadziej, e jako si dogadamy. Niestety, matka spytaa tylko, czy teraz zrezygnuj z pracy gliniarza, czy te za jaki czas bdzie musiaa odwiedzi mnie na cmentarzu. Powiedziaem jej, e zostaa mi tylko praca. Zacisna usta i wysza w milczeniu. Od tego czasu wymienilimy ze sob najwyej dziesi sw. Z powodu pracy straciem najlepszego przyjaciela, on i rodzin.
-  Nie, wcale nie.
Nie moga si powstrzyma, wic uja jego do i uniosa j do swojego policzka. Potara skr.                                  


-  Wiesz, e to nieprawda.
-  Zaley, jak si na to popatrzy. Nie zrezygnowaem. Jestem tutaj, poniewa praca to jedyna rzecz, ktra trzymaa mnie przy yciu. Moe to wanie ona uchronia mnie przed pjciem na dno, sam nie wiem. Wiem natomiast, e ty masz szans przynajmniej do pewnego stopnia pogodzi si z matk. Powinna z niej skorzysta.
-  Na pewno nie prosia mnie o pomoc.
-  Prosia. Ja tylko przekazuj jej sowa.
Meg odwrcia si, westchna i kopna szafk pod zlewem.
-  Pomog jej, ale nie sdz, bymy potem yy razem dugo i szczliwie, Nate.
-  Dugo i szczliwie" to zbyt odlega perspektywa, by si o ni martwi.
Podrzuci j do Lodge, a sam wrci na posterunek.
Troch czasu spdzi, sporzdzajc notatki z rozmw z Ottonem i Johnem, a potem zacz sprawdza nazwiska pilotw, ktrych poda mu Otto.
Na koncie Stokeya Loukesa nie znalaz adnych powaniejszych wykrocze, zaledwie kilka mandatw za zamanie przepisw drogowych. Obecnie mieszka w Fairbanks i pracowa dla Alaska Wild, biura podry, ktre na stronie internetowej zapewniao, e jest w stanie pokaza klientom prawdziw Alask, pomc w upolowaniu grubego zwierza, wyowieniu taaakiej ryby i uwiecznieniu najwspanialszych szczytw, wszystko w zalenoci od wybranego pakietu. Moliwe zniki dla grup.
Fielding w dziewidziesitym trzecim roku przeprowadzi si do Australii i cztery lata pniej zmar mierci naturaln.
Cakiem inaczej wygldaa sprawa Thomasa Kijinskiego, pseudonim Two-Toes. Nate znalaz kilka wyrokw za posiadanie rodkw halucynogennych, opium i innych zakazanych substancji, podejrzenie o dystrybucj, oskarenia o pijastwo i zakcanie porzdku publicznego, drobne kradziee. 


Twoo-Toes zosta wydalony z Kanady, dwukrotnie zawieszano mu licencj pilota.
smego marca tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku znaleziono jego ciao w koszu na mieci w porcie w Anchorage. Zgin od ran zadanych noem. Nie mia portfela ani zegarka. Wniosek - napad uliczny. Przestpcy albo przestpcw nigdy nie znaleziono.
Gdyby spojrze na to z innej strony - pomyla Nate, drukujc dane - mona by doj do wniosku, e kto w ten sposb usun po prostu niewygodnego wiadka. Pilot zabra w gry trzech mczyzn, przywiz z powrotem dwch. Dwa tygodnie pniej zosta znaleziony w pojemniku na mieci z ranami zadanymi noem.
Nad tym wszystkim trzeba si dobrze zastanowi.
Poniewa na posterunku panowaa cakowita cisza, Nate odkry swoj tablic. Zaparzy wie kaw i wyj puszk prasowanej szynki, by zrobi sobie co, co miao uchodzi za kanapk.
Potem usiad przy biurku, studiowa tablic, przeglda notatki, czyta zapiski Patricka Gallowaya.
I dugo myla.

Nie powiedzia Meg o zapiskach ojca. Gdy kobieta pod koniec dnia jest zmczona i poirytowana, gupot byoby dodawanie jej jeszcze jednego powodu do zmartwie.
Natomiast ze szczerym podziwem obserwowa, jak zakasaa rkawy i zabraa si do roboty w Lodge. Dodatkowe punkty przyzna jej za to, e nazajutrz wczesnym rankiem wstaa z ka i podaa klientom niadanie. Zwaszcza e napicie midzy ni a Charlene wyczuwali chyba wszyscy.
Gdy usiad przy stoliku, podesza z gotowym dzbankiem kawy.
- Cze. Mam na imi Meg. Dzi rano to ja bd pana

obsugiwa. Poniewa spodziewam si naprawd sutego napiwku, zaczekam, a pan zje, a dopiero potem rozwal ten dzbanek na gowie Charlene.
-  Doceniam twoje starania. Jak mylisz, kiedy Ros bdzie moga wrci?
-  Moe za jaki tydzie, dwa, ale nawet wtedy Charlene z pewnoci pozwoli jej na ustalenie wasnego harmonogramu, pki nie bdzie moga przej wszystkich swoich obowizkw.
-  Mona powiedzie, e to adnie z jej strony.
-  Och, Charlene zawsze jest mia dla Ros. - Meg rzucia w stron matki krtkie, szorstkie spojrzenie. - Wrcz j kocha. Tylko mnie nie jest w stanie tolerowa. Zjesz co, przystojniaczku?
-  Czy rozbijesz mi dzbanek na gowie, jeli ci powiem, e prawdopodobnie obie szukacie tego samego, tylko kada z was w inny sposb?                                                                  ;
-  Moliwe.                                                                  A
-  W takim razie poprosz o owsiank.
-  Jesz owsiank? - Zmarszczya seksownie garbaty nosek. - Bez przystawiania noa do garda?
-  A tobie trzeba go przystawia?
-  Taak, tygodniami.
Ze wzruszeniem ramion powdrowaa, by przyj zamwienia od innych klientw i dola im kawy.
Lubi patrze, jak Meg si porusza. Szybko, ale bez popiechu, seksownie, chocia bez specjalnego rzucania si w oczy. Miaa na sobie obowizkow na Alasce flanelow koszul, spod ktrej byo wida bia, ciep bielizn. Midzy piersiami Meg delikatnie koysa si srebrny wisiorek.
Pacna" twarz makijaem; wiedzia o tym, poniewa j obserwowa. Pacna" byo jak najbardziej odpowiednim okreleniem, bo zrobia to szybko, umiejtnie i bezmylnie; wystarczyo jej zaledwie kilka ruchw, eby pokry policzki cieniutk warstewk ru, pooy cienie na powiekach i musn tuszem dugie, ciemne rzsy.
340
Mczyzna, ktry cho raz zobaczy, co kobieta robi z tuszem, przepad z kretesem.
Gdy Charlene wysza z zaplecza z zamwionymi daniami, Meg znikna na tyach ze swoim notesem. Nawet nie kiwny sobie gowami, jedynie w pomieszczeniu na moment gwatownie obniya si temperatura.
Nate uda, e pije kaw, potem wyj notes, chcc si za nim ukry, mimo to Charlene ruszya w jego stron. Nawet mczyzna, ktry przepad z kretesem, ma do instynktu samozachowawczego, eby trzyma si z daleka od dwch warczcych na siebie kobiet.
-  Dola ci? Przyja od ciebie zamwienie? Nie wiem, dlaczego Meg nie moe by nieco milsza dla klientw.
-  Nie, dziki. Tak, przyja. Jest bardzo mia.
-  Moe dla ciebie, poniewa si z ni pieprzysz.
-  Charlene!
Nate usysza przytumiony chichot z boksu, w ktrym zazwyczaj siadywali Hans i Dexter.
-  Wielki Boe!
-  Przecie to aden sekret, prawda?
-  Ju nie - mrukn.
-  Spdzia noc w twoim pokoju, prawda?                        i Odstawi kaw.
-  Jeli to ci w jaki sposb przeszkadza, mog si do niej przeprowadzi.
-  Dlaczego to miaoby mi przeszkadza?                         i Automatycznie dolaa mu kawy, chocia podzikowa.      ;
-  Dlaczego cokolwiek miaoby mi przeszkadza?
Ku ogromnemu przeraeniu Nate'a oczy Charlene wypeniy si zami. Nim zdy wymyli, jak sobie z ni poradzi, wybiega z sali, rozlewajc po drodze kaw.
-  Ach, te kobiety - mrukn Bing, ktry siedzia w ssiednim boksie za plecami Nate'a. - Same kopoty.
Nate odwrci si. Bing wymiata z talerza jajka, kiebas i frytki. Na jego ustach bka si zoliwy umieszek, ale jeli Nate si nie myli, w oczach Binga wida byo wspczucie.


-  Bye kiedykolwiek onaty, Bing?
-  Raz. Nic z tego nie wyszo.
-  Nie rozumiem, dlaczego.
-  Zastanawiam si, czy nie zrobi tego ponownie. Moe podobnie jak Johnny Trivani zamwi sobie przez Internet jak Rosjank.
-  Naprawd si na to zdecydowa?
-  Jasne. Ostatnio syszaem, e wysa propozycj do dwch pa. Chc jednak najpierw przekona si na wasne oczy, jak to si sprawdzi w jego przypadku, potem pomyl.
-  Uhm.
Poniewa wdali si w co, co mogo uchodzi za rozmow, Nate postanowi wykorzysta sytuacj.
-  Chodzisz czasami po grach, Bing?
-  Kiedy troch si wspinaem, ale nie bardzo to lubi. Jeli mam troch wolnego czasu, wol wybra si na polowanie. Szuka pan jakiej rozrywki?
-  Moe. Dni robi si coraz dusze.
-  Jest pan za chudy. Od razu wida, e pochodzi pan z wielkiego miasta. Radz panu, niech si pan trzyma miasta, panie komendancie. Zajmie si robtkami na drutach albo jakim innym gwnem.
-  Zawsze interesoway mnie makramy. - Widzc obojtne spojrzenie Binga, Nate tylko si umiechn. - Jak to si stao, e nie masz samolotu, Bing? Facet taki jak ty, czowiek, ktry kocha niezaleno i zna si na maszynach, powinien lata. To chyba byoby cakiem naturalne.
-  Za duo roboty. Jeli mam pracowa, wol pracowa na ziemi. Poza tym trzeba by w poowie szalonym, eby zosta pilotem.
-  Tak syszaem. Kto wspomina mi nawet o cakiem szalonym pilocie. Mia zabawn ksywk. Six-Toes czy co w tym stylu.
-  Two-Toes. Z powodu odmroenia czy czego takiego straci trzy palce u nogi. Tak, to by prawdziwy wariat. Nie yje.
-  Rozbi si?
-  Nie. Wda si w jak bijatyk. Nie, nie... - Bing zmarszczy czoo. - Zosta zadgany noem. Gdzie w wielkim miecie. Trzeba umie y w takim tumie.
-  No prosz. Czy kiedykolwiek z nim leciae?
-  Raz. To szaleniec. Podrzuca nas na polowanie na karibu. Nie wiedziaem, e leci wyej ni pieprzony ksiyc, pki niemal nas nie zabi. Podbiem mu potem oko - pochwali si Bing z ogromnym zadowoleniem. - Tak, to by prawdziwy wariat.
Nate mia zamiar co odpowiedzie, ale w tym momencie Meg wyonia si z kuchni... Jednoczenie drzwi wejciowe otworzyy si z wielkim hukiem.
-  Panie komendancie!
Do rodka wpad Jesse, kilka krokw za nim szed David.
-  Jest pan tutaj.
-  Ty te. - Nate musn chopca palcem po nosie. - Witaj, Davidzie. Jak miewa si Ros? I dziecko?
-  Dobrze. Naprawd dobrze. Postanowilimy da jej odpocz i zje w Lodge mskie niadanie.
-  Moemy usi obok pana? - spyta Jesse. - Bo przecie wszyscy jestemy mczyznami.
-  Jasne.
-  I to najprzystojniejszymi w Lunacy. - Meg postawia przed Nate'em owsiank, talerz z tostami i miseczk z owocami. - Masz ju prawo jazdy, Jesse?
Rozemia si i usiad w boksie obok Nate'a.
-  Jeszcze nie. - Podskoczy. - Czy mog przelecie si twoim samolotem?
-  Jak nogami signiesz do pedaw. Napijesz si kawy, Davidzie?
-  Dziki. Jeste pewien, e moemy si dosi? - spyta Nate'a.
-  Jasne. Brakowao mi mojego staego towarzysza niada. Jak si czujesz jako starszy brat?
-  Sam nie wiem. Ona pacze. Gono. I pi. Duo pi. Ale

chwyta mnie za palec. Ssie mamusi cycuszki, eby dosta mleko.
-  Naprawd?
Nate nie by w stanie wymyli niczego innego.
-  Przynie ci szklank mleka? - spytaa Meg, nalewajc Davidowi kaw.
-  Ros wie, e j zastpujesz. - David wsypa cukier do swojej filianki. - Mam ci w jej imieniu gorco podzikowa. Wszyscy gorco dzikujemy.
-  Nie ma za co.
Gdy Charlene pojawia si na sali, Meg obejrzaa si przez rami.
-  Przynios mleko, a wy zastanwcie si, co zjecie na mskie niadanie.
Nate zostawi swj samochd do dyspozycji Meg i na piechot poszed na posterunek. wiato soneczne byo sabe, ale jednak byo. Gry spowijaa gruba warstwa chmur. Nate ju wiedzia, e takie wanie chmury zwykle przynosz nieg. Na szczcie mocny wiatr i chd nieco zelay. Dziki spacerowi rozrusza nieco minie i odetchn wieym powietrzem.
Mija dobrze znane twarze, prawie bezwiednie pozdrawia ludzi, ktrzy widywali si niemal kadego dnia.
Ze zdumieniem doszed do wniosku, e znalaz tu miejsce dla siebie, i wcale nie bya to kryjwka czy tymczasowe schronienie, ale miejsce, w ktrym powoli zaczyna dobrze si czu.
Nie mg sobie przypomnie, kiedy po raz ostatni myla o tym, by std wyjecha albo uciec do jakiego innego miasta, poszuka innej pracy. Mino wiele dni, odkd po raz ostatni na si podnis si rankiem z ka albo siedzia godzinami w ciemnoci, bojc si zasn, bojc si snw i tego, co mog ze sob przynie.
Owszem, zdarzao mu si jeszcze, e spory ciar przygniata mu plecy, gow, ramiona i wntrznoci, ale nie by on ju tak przytaczajcy jak niegdy.
344
Ponownie zerkn na gry. Zdawa sobie spraw, jak wiele zawdzicza Patrickowi Gallowayowi. To gwnie dziki niemu udao mu si wyrwa z ciemnoci, dlatego nie mg i nie chcia zrezygnowa z odkrycia prawdy.
Przy krawniku zatrzyma si samochd Hopp. Pani burmistrz opucia szyb.
-  Jad zobaczy si z Ros i malestwem.
-  Pozdrw ich ode mnie.
-  Powiniene osobicie ich odwiedzi. Tymczasem mam dla ciebie kilka spraw. Pojutrze federalni maj zamiar wywoa lawin, w zwizku z tym droga z Lunacy do Anchorage bdzie zablokowana.
-  Powiedz to jeszcze raz.
-  Federalni od czasu do czasu celowo wywouj lawin, eby oczyci nieco gry. Tym razem chc to zrobi pojutrze koo dziesitej. Peach wanie dostaa zawiadomienie i przekazaa mi informacj na ten temat. Dobrze by byo, gdyby wyda specjalny komunikat.
-  Zajm si tym.
-  No i jest jeszcze ten cholerny, ogromny o, ktry snuje si w pobliu boiska szkolnego. Kiedy dwjka dzieciakw postanowia go przepdzi, zaatakowa znajdujce si w pobliu samochody, a potem wrci pod szko. Dzieci s w tej chwili zamknite w budynku, ale o jest naprawd wkurzony. Z czego si miejesz? - spytaa. - Widziae kiedykolwiek wkurzonego osia?
-  Nie, psze pani, ale przypuszczalnie zobacz.
-  Jeli nie uda ci si go przepdzi z miasta, bdziesz musia go zastrzeli. - Kiwna gow, widzc, e umiech znikn z jego twarzy. - Zwierz moe kogo zrani.
-  Zajm si tym.
Przyspieszy kroku. Nie mia zamiaru strzela do gupiego osia, zwaszcza na terenie szkoy. Moe dziki temu ju do koca ycia bdzie uchodzi za przybysza z zewntrz, ale tego nie zrobi. I ju.
Kiedy wszed na posterunek, jego ludzie toczyli ostr walk

z Edem Woolcottem. Twarz Ottona poczerwieniaa ze zoci, a jego nos i nos Eda niemal si stykay.
Lawina, wkurzony o, wkurzony zastpca, wkurzony bankier. Dobry pocztek dnia.
-  Do jasnej cholery, najwyszy czas - warkn Ed na widok Nate'a. - Chciabym zamieni z panem swko, panie komendancie. W paskim biurze.
-  Bdzie pan musia zaczeka. Peach, przeka lokalnej radiostacji informacje na temat spodziewanej lawiny. Chc, aby przez cay dzie powtarzano t wiadomo co p godziny. Zrb kilka plakatw i porozlepiaj je po miecie. Peterze, chc, eby pojecha i osobicie poinformowa wszystkich, ktrzy mieszkaj na poudnie od Wolverine Cut, co ich czeka. Musz wiedzie, e bd odcici, pki drogi nie zostan oczyszczone.
-  Tak jest, sir.
-  Panie komendancie...
-  Chwileczk - powiedzia do Eda. - Otto, po boisku szkolnym plcze si podenerwowany o. Ju zniszczy jakie samochody. - Mwic to, podszed do szafki z broni. - Chc, eby wybra si tam razem ze mn. Moe uda nam si go przepdzi.
Otworzy szafk i wybra bro, modlc si w gbi duszy, eby nie musia z niej korzysta.
-  Czekam od dziesiciu minut - poskary si Ed. - Pascy zastpcy z pewnoci poradz sobie bez pana z dzik zwierzyn.
-  Moe pan tu zaczeka albo przyjd do banku, gdy tylko zrobi porzdek.
-  Jako zastpca burmistrza...
-  Jest pan prawdziwym wrzodem na dupie - dokoczy Nate. - Otto, bdzie nam potrzebny twj samochd. Mj zosta przy Lodge. Idziemy.
-  Wyglda jak wyrzucony na brzeg pstrg, ktry chwyta powietrze - skomentowa Otto, kiedy znaleli si na zewntrz. - Bdzie chcia urwa ci za to gow, Nate, bez dwch zda. Ed nie lubi, gdy kto go lekceway.

-  Mam waniejsze sprawy do zaatwienia. Pani burmistrz kazaa mi przepdzi osia, wic musz go przepdzi. -Wsiad do samochodu Ottona. - Nie bdziemy do niego strzela.
-  Po co w takim razie zabrae bro?
-  eby sprbowa go przestraszy.
Szkoa skadaa si z trzech maych, niskich, dugich budyneczkw. Na lewo od nich rosa pena uroku kpka drzew, po przeciwnej stronie znajdowao si mae, kwadratowe boisko. Nate wiedzia, e jeli tylko pozwala na to pogoda, modsze dzieci dwa razy w cigu dnia wypuszczane s na zewntrz na co w rodzaju przerwy.
Poniewa wikszo uczniw urodzia si na Alasce, przerwy odwoywano tylko przy naprawd fatalnych warunkach.
Uczniowie szkoy redniej czsto przed lekcjami i po nich przesiadywali wrd drzew. Moe palili papierosy albo si wygupiali.
Przed szko sta maszt. O tej porze dnia powinny wisie na nim dwie flagi: Stanw Zjednoczonych i Alaski, obie jednak byy wcignite zaledwie do poowy i nawet nie powieway z powodu braku wiatru.
-  Dzieciaki musiay osia zauway, wcigajc flag -mrukn Nate. - Wtedy postanowiy go przepdzi.
-  Tymczasem jedynie go zdenerwoway.
Nate zerkn na dwa samochody z wgnieceniami na malekim parkingu.
-  Na to wyglda.
Dostrzeg rwnie osia. Sta na skraju zagajnika i pociera rogami o kor. Wida byo rwnie cienk smuk krwi. Poniewa nikt nie zgasza, e s ranni, Nate zaoy, e obraenia odnis tylko o.
-  W tej chwili raczej nie stwarza adnych problemw.
-  Moim zdaniem skaleczy si, atakujc samochody, wic na pewno nie jest w najlepszym nastroju. Jeli zechce tu zosta, moe stanowi powane zagroenie, zwaszcza gdyby jakie niezbyt mdre dziecko wymkno si nauczycielom i 


postanowio przepdzi zwierz albo pobiego do domu po bro,
eby je zastrzeli.
-  Cholera. Podjedmy tak blisko, jak si da. Moe wtedy si ruszy.
-  Raczej zaatakuje.
-  Nie mam zamiaru strzela do osia, ktry drapie si o drzewo, Otto.
-  Kto inny to zrobi, zwaszcza jeli zwierz bdzie si trzymao blisko miasta. Miso osia jest bardzo smaczne.
-  To nie bd ja, i cholera, nie dopuszcz, eby co takiego si stao w granicach miasta.
Kiedy zaczli si zblia, o odwrci si, a jego ciemne oczy bardziej wyglday na ze ni tpe.
-  Do licha, niech to wszyscy diabli, pieprzony o! Nacinij klakson.
o wcale nie by powolny. Skd wzio si przekonanie, e to takie flegmatyczne zwierz? Ruszy galopem w ich stron. Najwyraniej warkot silnika i klakson bardziej go rozdraniy, ni przestraszyy. Wci klnc na czym wiat stoi, Nate wysun si przez okno, wycelowa w niebo i wypali. o nadal zblia si w ich stron, a Otto, dodajc swoje przeklestwa do wizanki Nate'a, skrci, eby unikn kolizji.
Nate naadowa bro i ponownie wypali w powietrze.
-  Zastrzel tego sukinsyna - warkn Otto, tak gwatownie skrcajc, e niewiele brakowao, a Nate wypadby przez okno.
-  Nie zrobi tego.
Nate ponownie zaadowa bro i strzeli w nieg, jakie trzydzieci centymetrw przed osiem.
Tym razem to zwierz skrcio i swoim pozbawionym wdziku kusem ruszyo w stron drzew.
Nate strzeli jeszcze dwa razy, nie chcc, eby o gdzie si zatrzyma.
Potem opad na siedzenie i odetchn. Zza ich plecw dotary wycia, wiwaty i miech. Po chwili dzieci wybiegy ze szkoy.

-  Jeste szalony. - Otto zdj rkawiczk i przeczesa palcami wosy. - Musisz by szalony. Wiem, e w Baltimore strzelae do czowieka i wyprawie drania do pieka. Nie moge wpakowa kilku kulek w osia?
Nate wzi gboki wdech i odsun od siebie wspomnienie ciemnego zauka.
-  o by nieuzbrojony. Jedziemy, Otto. Pora rozprawi si z zastpc burmistrza. Ty po powrocie napiszesz raport.
Zastpca burmistrza wcale nie mia zamiaru czeka. W rzeczywistoci, jak zameldowaa Peach, najpierw wygosi krtk tyrad, dlaczego powanym bdem byo zatrudnienie leniwego, bufoniastego przybysza z zewntrz, po czym jak bomba wypad z posterunku.
Nate podszed do tego spokojnie. Odda strzelb zastpcy, zabra krtkofalwk i wyruszy piechot do banku.
Przypuszcza, e gdzie w dalekim, szerokim wiecie jest zimniej ni w lutym w Lunacy. Mia nadziej, e, na Boga, nigdy si tam nie znajdzie.
Niebo si przejanio, w zwizku z tym resztki ciepa uniosy si w gr i przepady. Na szczcie pojawio si soce, wic by moe koo poudnia temperatura wzronie do cudownych minus dwudziestu piciu stopni. Soce otacza tczowy piercie, kolorowa aureola czerwieni, bkitw i zota. Jak mwi Peter, nazywano to psim socem.
Ludzie snuli si po ulicach, wykorzystujc adny poranek, by pozaatwia swoje sprawy. Niektrzy pozdrawiali go gono, inni machali rkami.
Zobaczy, jak Johnny Trivani, ewentualny przyszy pan mody, rozmawia na chodniku z Bess Mackie. Db mya okna sklepowe od zewntrz, jakby by pikny wiosenny dzie.
Machniciem rki pozdrowi Mitcha Daubera, ktry siedzia przy oknie radiostacji KLUN, puszczajc nagrania i obserwujc ycie miasteczka. Nate przypuszcza, e nim dzie dobiegnie koca, Mitch wygosi jaki filozoficzny komentarz na temat przygody z osiem.

Mamy luty. Nate uwiadomi to sobie, gdy sta na rogu Lunatic i Denali. Jakim cudem upyna ju tak znaczna cz lutego, e lada chwila zacznie si marzec. Wkrtce minie szedziesit dni, a wraz z nimi ostatnia moliwo odwrotu. Tymczasem Nate wci tu by.
Nie tylko by. Zaczyna si zadomawia.
Pogrony w zadumie, przeszed na drug stron ulicy i otworzy drzwi banku.
Przy okienku dwaj klienci zaatwiali swoje sprawy, nastpny odbiera korespondencj z poczty. Sdzc po sposobie, w jaki wszyscy obecni spojrzeli na swojego komendanta, atwo byo si domyli, e wchodzc tutaj, Ed wci by wcieky.
W cakowitej ciszy Nate pokona wahadowe drzwi, ktre oddzielay cz dla klientw od biur. Nie byo tu marmurw ani bankomatw, ale na pododze lea adny dywan, na cianie wisiao kilka obrazw, jednym sowem panowaa atmosfera typowa dla tego rodzaju instytucji.
Nate podszed do drzwi z byszczc mosin tabliczk Eda Woolcotta i zapuka.
Ed osobicie mu otworzy, po czym zesztywnia.
-  Bdzie pan musia zaczeka. Rozmawiam przez telefon.
-  Nie ma sprawy.
Kiedy drzwi zamkny si Nate'owi tu przed nosem, spokojnie wsun rce do kieszeni i zacz oglda obrazy.
Zauway, e jeden z nich - totem w zasypanym niegiem lesie - podpisany by przez Ernesta Nottiego. Czyby jaki krewny Petera? - zastanawia si. Wci jeszcze nie wszystko wiedzia o mieszkacach Lunacy.
Rozejrza si wok siebie. Kasjerek od klientw nie oddzielao szko ochronne, w pomieszczeniu byy jednak zainstalowane kamery. Nate sprawdzi wszystko, zanim otworzy swj rachunek.
Klienci i urzdniczki wrcili do przerwanych rozmw. Do Nate'a zaczy dociera urywki zda. Wieczr filmowy, zbliajca si sprzeda wypiekw w ramach zbirki pienidzy na szkolny zesp muzyczny, pogoda, Iditarod. Normalne

maomiasteczkowe rozmowy, ktrych nie usyszaby w adnym oddziale banku w Baltimore.
Ed kaza mu czeka dziesi minut. Kiedy w kocu otworzy drzwi, by nieco spity, a na kamiennej twarzy wida byo delikatne rumiece.
-  Chc pana poinformowa, e zoyem oficjaln skarg na rce pani burmistrz.
-  W porzdku.
-  Nie podoba mi si paskie podejcie, panie komendancie.
-  Przyjem do wiadomoci, panie Woolcott. Jeli to wszystko, co ma mi pan do powiedzenia, musz wraca na posterunek.
-  Nie wszystko. Chc wiedzie, co pan zrobi w sprawie kradziey mojej wasnoci.
-  Zajmuje si tym Otto.
-  Kto zagrabi i zniszczy moje mienie. Skradziono mi drogi sprzt rybacki. Uwaam, e mam prawo liczy na pomoc komendanta policji.
-  Ma pan prawo. Raport zosta napisany, a wyznaczony oficer bada spraw. Kradzie nie zostanie zlekcewaona ani przeze mnie, ani przez moich ludzi. Mamy szczegowy opis skradzionego sprztu i jeli zodziej bdzie tak gupi, by z niego skorzysta, mwi o nim albo sprbowa go sprzeda na terenie, ktry podlega mojej wadzy, zaaresztujemy go i odzyskamy pask wasno.
Pod wpywem zoci oczy Eda zamieniy si w szparki.
-  Moe gdybym by kobiet, bardziej zainteresowaby si pan moj spraw?
-  Prawd mwic, nie sdz, by nawet jako kobieta by pan w moim typie, panie Woolcott - skwitowa jego sowa Nate. - Jest pan zdenerwowany i zy. Ma pan do tego prawo. Kto pana okrad. Niczego nie zmieni fakt, e mogy to zrobi jakie gupie maolaty. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby odzyska pask wasno. Jeli to pomoe, przepraszam, e wczeniej byem wobec pana nieco szorstki. Nie chciaem, eby dzieciom stao si co zego. Uznaem, e ich 

bezpieczestwo jest najwaniejsze. Do tej szkoy chodz rwnie paskie pociechy, prawda? Zakadam, e ich bezpieczestwo jest waniejsze ni najwiesze informacje na temat paskich skradzionych rzeczy.
Rumieniec znikn. Sdzc po dugim westchnieniu, kryzys min.
-  Niezalenie od wszystkiego by pan niegrzeczny.
-  Byem. Mylaem o czym innym. Prawd mwic, prowadz sporo spraw. Morderstwo Patricka Gallowaya, samobjstwo Maxa. - Potrzsn gow, jakby by tym wszystkim przytoczony. - Przyjmujc t prac, zakadaem, e bd mia do czynienia... no c... w najgorszym razie z kradzie, jaka si panu przytrafia.
-  Tak, to tragiczne. - Ed usiad i askawym gestem wskaza Nate'owi krzeso. - Cholernie tragiczne i szokujce. Max by moim przyjacielem, i to dobrym.
Potar kark doni.
-  Wydawao mi si, e go znam, tymczasem nie wiedziaem, nie miaem pojcia, e myli o samobjstwie. Zostawieniu ony i dzieciakw. - Unis do gry rce na znak swego rodzaju milczcych przeprosin. - Sdz, e jestem bardziej podenerwowany, ni chciabym si przyzna, e gdzie od rodka mier Maxa mnie potwornie gryzie. Jestem panu winien przeprosiny.
-  Nie ma takiej potrzeby.
-  Pozwoliem, eby ta kradzie przesonia mi wszystko. Odruch obronny. atwiej zoci si z byle powodu ni myle o Maksie. Prbowaem pomc Carrie w przygotowaniach do pogrzebu i uporzdkowaniu spraw finansowych. mier pociga za sob mnstwo roboty papierkowej. Trudno, naprawd trudno sobie z tym wszystkim poradzi.
-  Nie ma nic trudniejszego ni pochowanie przyjaciela. Dugo go pan zna?
-  Bardzo dugo. Stare, dobre czasy. Nasze dzieci razem rosy. A tu jeszcze Pat...
-  Jego te pan zna?

Ed umiechn si.
-  Tak, nim oeniem si z Arlene. Albo, jak ona by powiedziaa, nim ona mnie ugaskaa. Nie zawsze byem porzdnym, oddanym rodzinie czowiekiem tak jak teraz. Pat kojarzy mi si z wielk przygod. Te stare, dobre czasy. Na swj sposb.
Rozejrza si po obszernym biurze, jakby naleao do kogo innego i nie mg sobie przypomnie, jakim cudem si tu znalaz.
-  To wydaje si niemoliwe. I jedno, i drugie.
-  Wszyscy byli zaszokowani, gdy dowiedzieli si o Galowayu.
-  Mylaem, e wyjecha... wszyscy tak sdzili... i wcale mnie to nie zaskoczyo. Naprawd. By niespokojny, lekkomylny. Moe wanie dlatego taki pocigajcy.
-  Chodzi pan z nim w gry?
-  Boe! - Ed opar si o krzeso. - Jak ja kiedy kochaem wspinaczk... Ten dreszczyk emocji i wszelkie niedogodnoci. Wci j kocham, ale rzadko mam na to czas. Ucz syna.
-  Syszaem, e Galloway by w tym dobry.
-  Bardzo. Chocia zbyt lekkomylny. Tak sdziem, nawet gdy miaem trzydzieci lat.
-  Jak pan przypuszcza, kto mg si z nim wspina tamtej zimy?
-  Nie wiem, chocia zastanawiam si nad tym, odkd usyszaem hiobow wie. Przypuszczam, e mg zabra kogo na zimow wspinaczk albo pj tam z jak wiksz grup. Mg to zrobi pod wpywem impulsu, eby dosta nieco pienidzy, ale i dla dreszczyku emocji. Potem jeden z nich zabi Pata, Bg raczy wiedzie, dlaczego. - Potrzsn gow. - Czy to nie policja stanowa prowadzi dochodzenie w tej sprawie?
-  Owszem. Ja po prostu jestem ciekawy, dlatego pytam nieoficjalnie.
-  Wtpi, by kiedykolwiek odkryli, kto to zrobi lub dlaczego. Szesnacie lat. Boe, jak wszystko si zmienia - mrukn.

A czowiek ledwo to dostrzega. Uwierzy pan, e na pocztku jednoosobowo zajmowaem si bankiem i w nim mieszkaem? Trzymaem pienidze w tym sejfie. Wskaza czarny sejf w pododze.
-  Nie wiedziaem o tym.
-  Wyldowaem tu, gdy miaem dwadziecia siedem lat. Chciaem znale dla siebie miejsce w dzikiej guszy, a potem ucywilizowa j i dostosowa do swoich potrzeb. - Tym razem na jego twarzy pojawi si umiech. - Chyba mi si udao. Wie pan, moimi pierwszymi klientami byli Hoppowie i sdzia Royce. Wykazali wwczas sporo odwagi, lokujc swoje oszczdnoci w moich rkach. Nigdy tego nie zapomniaem. Chocia, z drugiej strony, mielimy pewn wizj i zgodnie z ni stworzylimy to miasto.
-  To dobre miasto.
-  Tak, dobre, a ja jestem dumny, e braem udzia w jego tworzeniu. By tu stary Hidel i jego Lodge. Po jakim czasie on te sta si klientem mojego banku. Potem pojawili si inni ludzie. Peach ze swoim trzecim mem... nie, to by jej drugi m. Przez jaki czas mieszkali za miastem, przyjedali tu na zakupy i od czasu do czasu na jakie spotkanie towarzyskie. Kiedy on zmar, Peach sprowadzia si do miasta na dobre Otto, Bing, Db i Harry. Trzeba mie si, charakter i sporo wyobrani, eby tu y.
-  Tak.
-  No c... - westchn. - Pat mia niez wyobrani i nie brakowao mu charakteru. Nic nie wiem o sile. Chocia trzeba przyzna, e by bardzo rozrywkowy. Mam nadziej, e wszystko si uspokoi. Jak pan sdzi, czy kiedykolwiek si dowiemy, co tak naprawd wydarzyo si tam, w grach?
-  Jest bardzo maa szansa, sdz jednak, e Coben powici tej sprawie tyle czasu i wysiku, ile bdzie trzeba. Poszuka pilota i kadego, kto mg widzie Gallowaya tu przed jego ostatni wypraw w gry. Moe bdzie chcia porozmawia te i z panem. Spyta, jaki pilot najczciej zawozi Pata w gry.
-  Przewanie Jacob. Tylko gdyby to Jacob zawiz go

w gry, z pewnoci zameldowaby, e Pat nie wrci, Wzruszy ramionami. - Naley wic przypuszcza, e musia to by kto inny. Niech pomyl...
Wzi srebrny dugopis i bezwiednie stuka nim o suszark na swoim biurku.
-  Kiedy wybieralimy si w gry z Jacobem, czasami zawozi nas... Jak on si nazywa...? Weteran z Wietnamu; Lakes... Loukes. Tak. No i by jeszcze ten wariat. Mwili na niego Two-Toes. Jak pan sdzi, czy powinienem zadzwoni do Cobena i powiedzie mu o wszystkim?
-  Z pewnoci nie zaszkodzi. Musz ju wraca. - Nate wsta i wycign rk. - Mam nadziej, e spr midzy nami zosta zaegnany, panie Woolcott.
-  Mw mi Ed. Tak, tak. Cholerny wider. Znacznie go przepaciem, std podwjna zo. Jest ubezpieczony, tak samo jak wdki, ale w kocu chodzi o zasady.                          
-  Rozumiem. Posuchaj, moe pojad do twojej chaty na lodzie i troch si w niej rozejrz?                                       ,:
Na twarzy Eda pojawio si zadowolenie.                        
-  Bybym wdziczny. Zmieniem zamek. Zaraz dam ci kluczyki.                                                                           

Uporawszy si z osiem i zastpc burmistrza, Nate poszed odwiedzi Ros. Wydawa nad dzieckiem odpowiednie dwiki, tak przynajmniej sdzi. Maa wygldaa jak czar-nogowy w owinity w rowy kocyk.
Potem wpad na posterunek i powiedzia Peach, e jedzie nad jezioro ponownie sprawdzi chat Eda. Dziaajc pod wpywem impulsu, zatrzyma si przy wybiegu dla psw przy Lodge i zabra ze sob Rocka i Bulla, eby przy okazji mogy si nieco wyhasa.
To bya mia wyprawa. W radiu, na ulubionej stacji Ottona, puszczano piosenki country, wic Nate szybko przeczy kana na rock, dziki czemu w drodze nad jezioro towarzyszyy mu ywsze rytmy.
Chata Eda staa na nierwnym kawaku lodu z dala od


innych domkw. Wedug szacunkw Nate'a miaa rozmiary dwch sporych budynkw gospodarczych i zostaa wykonana z czego, co przypominao odpadki z drewna cedrowego. Bya
o wiele porzdniejsza, ni mona si byo spodziewa, miaa zniszczone srebrnawe ciany i spadzisty dach.
Co wicej, znajdowaa si w sporej odlegoci od pozostaych chat.
Nate z rozbawieniem uzna, e wyglda jak rezydencja albo domek wiejski.
Psy biegay po lodzie jak para dzieciakw podczas ferii, tymczasem komendant z duym trudem, lizgajc si i potykajc, szed w stron chaty.
Wok panowaa zdumiewajca cisza - jak w kociele -jedynie lekki wiatr cicho poszeptywa w przysypanych niegiem drzewach. Soce wiecio na lodowatobkitnym niebie, a zamarznite jezioro byszczao jak lustro.
Poczucie ciszy i odosobnienia byo tak silne, e usyszawszy nad gow dziwny, dugi krzyk, Nate drgn niespokojnie
1 sign po bro.
Zocistobrzowy, wspaniay orze kry wysoko na niebie. Psy bawiy si beztrosko, potem zaczy ry w zaspie na brzegu jeziora.
Nate zda sobie spraw, e z tego miejsca wida samolot Meg. Czerwon plam na skraju zamarznitej wody. Gdy si troch postara, dostrzega i inne drobne znaki cywilizacji. O tam, dym z komina, przebysk domu zza gstych drzew, wasny oddech.
Rozemia si. Moe powinien zastanowi si nad owieniem ryb w przerblu? Z pewnoci co musi tumaczy dziwny pd do zanurzania yki w dziurze w lodzie i czekania w ciszy na kawaku zamarznitej wody.
Gdy zbliy si do chaty, zauway obelg wymalowan niezdarnie na drzwiach jaskrawotym sprayem: PIEPRZONY KUTAS!
Nastpna oznaka cywilizacji - pomyla Nate, wyjmujc z kieszeni klucze.

Ed zamontowa dwie nowe kdki. Kada miaa gruby, byszczcy acuch.
Nate otworzy drzwi i wszed do rodka.
Wyranie zwolennicy graffiti nie poprzestali na ozdobieniu cian na zewntrz. Tutaj te byo mnstwo wulgaryzmw. Nate w kocu zrozumia zdenerwowanie Eda. On sam take byby niele wkurzony, gdyby znalaz takie kwiatki w swoim sanktuarium.
Dostrzeg stojak, w ktrym niegdy byy wdki, i nastpne lady wandalizmu.
Pozostay sprzt wdkarski, piecyk i krzesa pozostay nietknite, ale szafka, w ktrej prawdopodobnie znajdowaa si whisky - wedug raportu Ottona glenfiddich - i jakie zapasy ywnoci, bya otwarta i pusta.
Znalazszy metalowe nakadki na buty, Nate doszed do wniosku, e powinien sobie co takiego kupi. W chacie by te zestaw pierwszej pomocy, zapasowe rkawiczki, czapka, stara, zniszczona kurtka i kilka ciepych kocw.
Na cianie, tu nad tym napisem DUPEK, wisiay rakiety niene. Nate nie umia powiedzie, czy byy ostatnio uywane.
Dostrzeg te opa do pieca i kilka niebezpiecznie wygldajcych noy. Kolorowe czasopisma, przenone radio. Zapasowe baterie.
Wszystko, czego naleaoby si spodziewa w chacie do owienia ryb na lodzie, na Alasce.
Po wyjciu Nate przez chwil kry w najbliszej okolicy. Spojrza w stron samolotu Meg, potem na miejsce, gdzie zaczyna si las.
Prbowa sobie wyobrazi, jak Ed Woolcott - pompatyczny, ale twardy - skrada si w lesie z rakietami nienymi na nogach.


Przez znaczn cz tygodnia gwnym tematem rozmw by o. W zalenoci od rda komendanta albo ganiono, albo chwalono za sposb przepdzenia zwierzcia.
Nate uzna, e o by swego rodzaju bogosawiestwem. Dziki niemu ludzie przynajmniej na chwil przestali myle o morderstwie i mierci.
Bardzo zaleao mu na rozmowie z Carrie, dlatego obmyla strategi na wypadek, gdyby prbowaa zamkn mu drzwi przed nosem. Jego zamiary zmienio zawiadomienie, e ciao zostao poddane kremacji i jest ju do dyspozycji rodziny. Meg miaa zamiar lecie z Carrie do Anchorage po prochy.
-  Wybieram si z tob - oznajmi.
-  Niech pan posucha, panie komendancie, to bdzie dla Carrie wystarczajco cikie przeycie. Swoj obecnoci jedynie bdziesz przypomina jej wszystkie przykre okolicznoci.
-  Nie mam zamiaru niczego jej przypomina. Wanie do niej id. Spotkamy si na rzece.
-  Nate! - Skoczya wciga buty. - Moe uwaasz, e z takiego czy innego powodu kto powinien reprezentowa tam komend policji, ale nawet jeli tak, lepiej wylij Ottona albo Petera. Niezalenie od tego, czy to sprawiedliwe, czy nie, jeste ostatni osob, z ktr Carrie chciaaby mie dzisiaj do czynienia.
-  Spotkamy si na rzece.
Zbliajc si do drzwi pokoju, ktry obecnie razem zajmowali, nagle dozna olnienia. Odwrci si z umiechem na ustach.
-  Rock i Buli. Jestem tpy, ale w kocu pokapowaem. Wszystko przez osia. Rocky i Bullwinkle.
-  Rzeczywicie jeste tpy albo miae trudne dziecistwo.
-  Nie. Po prostu mylaem, e to imiona jakich macho, sam nie wiem, na przykad bokserw. The Rock, Raging Buli, czy co w tym stylu.

Umiechna si. Jak to moliwe, e umia j oczarowa nawet wtedy, gdy bya na niego za?
-  The Rock to zapanik, nie bokser.
-  I tak blisko. Zobaczymy si za godzin.
Wczeniej poinformowa ju swoich ludzi - ktrzy podzielali pesymizm Meg - e tego ranka leci do Anchorage, pojecha wic prosto do Carrie.
Drzwi si otworzyy, nim pokona poow drogi od ulicy. ona Maxa staa w czarnym swetrze i spodniach, blokujc wejcie.
-  Proponuj, eby odwrci si o sto osiemdziesit stopni i powdrowa z powrotem do swojego samochodu. Nie musz z tob rozmawia ani wpuszcza ci do domu.
-  Pi minut, Carrie. Nie chc sta pod zamknitymi drzwiami i wykrzykiwa tego wszystkiego, co mam ci do powiedzenia. Sdz, e tobie te by si to nie podobao. Lepiej wic bdzie, jeli wpucisz mnie do domu na pi minut, zwaszcza e za godzin lec wraz z tob samolotem do Anchorage.
-  Nie chc, eby ze mn lecia.
-  Wiem o tym. Jeli po wysuchaniu mnie nie zmienisz zdania, wyl Petera.
Przez chwil byo wida, e Carrie toczy wewntrzn walk. Potem odwrcia si i wesza do rodka, zostawiajc otwarte drzwi. Rce tak mocno zaciskaa na klatce piersiowej, e a pobielay jej kostki palcw.
-  Czy w domu s dzieci?
-  Nie, wysaam je do szkoy. Lepiej dla nich, jeli robi to, co zawsze, i s wrd swoich przyjaci. Potrzebuj odrobiny normalnoci. Jak moge tak po prostu tu przyj? - Odwrcia si. - Jak moesz przychodzi i nka mnie w dniu, w ktrym mam sprowadzi prochy ma? Nie masz serca ani odrobiny wyrozumiaoci!
-  Jestem tu urzdowo, a to, co chc ci powiedzie, jest poufne.
-  Urzdowo? - Niemal pluna tym sowem. - Czego

chcesz? Mj m nie yje. Nie yje i nie moe si broni przed twoimi potwornymi kamstwami. Nie pozwol, eby powtarza je w tym domu. To dom Maxa i nie pozwol ci tu le o nim mwi.
-  Widz, e go kochaa. Czy kochaa go wystarczajco mocno, eby mi przyrzec, i nikomu nie powtrzysz tego, co ci powiem? Nikomu. Naprawd nikomu, Carrie.
-  Jak miesz pyta mnie, czy kochaam...
-  Tak czy nie. Musz mie twoje sowo.
-  Nie interesuje mnie powtarzanie kamstw. Powiedz, co masz mi do powiedzenia, i wyjd. Obiecuj, e w ogle zapomn o twojej wizycie.
To musiao mu wystarczy.
-  Jestem przekonany, e Max by w grach z Patrickiem Gallowayem w czasie, kiedy Pat zmar.
-  Id do diaba!
-  Ale mam cakowit pewno, e razem z nimi by kto trzeci.
Wargi jej zadray.
-  Co masz na myli, mwic kto trzeci"?
-  W gry poszy trzy osoby, wrciy dwie. W moim przekonaniu to trzeci uczestnik wyprawy jest odpowiedzialny za mier Galiowaya. I to on zamordowa twojego ma albo zmusi go do popenienia samobjstwa.
Patrzya na Nate'a zaokrglonymi oczami, a jednoczenie szukaa rk oparcia krzesa. Gdy je znalaza, bezwadnie opada na jego siedzenie.
-  Nie rozumiem.
-  Nie mog poda ci wszystkich szczegw, ale potrzebna mi twoja wsppraca... twoja pomoc - poprawi si - by udowodni to, w co wierz. Bya tam trzecia osoba, Carrie. Kto to by?
-  Nie wiem. Boe, nie wiem. M... mwiam ci, e kto zabi Maxa. Mwiam ci, e mj m wcale nie popeni samobjstwa. Powiedziaam to sierantowi Cobenowi. Wci mu to powtarzam.
-  Wiem. Wierz ci.
-  Wierzysz mi. - zy popyny jej z oczu, potoczyy si po policzkach. - Wierzysz mi.
-  Tak. Niemniej ekspert medycyny sdowej uzna mier Maxa za samobjstwo. Coben moe mie wtpliwoci, przeczucia, nawet pewn ilo poszlak, ale nie ma takich moliwoci jak my. On nie ma szans na to, eby i drog, ktr ja obecnie podam. Bdziemy musieli cofn si w czasie. Chciabym, eby sprbowaa przypomnie sobie szczegy, odczucia, rozmowy. To nie bdzie atwe. Co wicej, bdziesz musiaa zachowa wszystko tylko dla siebie. Prosz ci jednak, sprbuj zaryzykowa.
Otara zy.
-  Nie rozumiem.
-  Jeli oboje susznie przypuszczamy, e kto zabi Maxa z powodu tego, co wydarzyo si w grach, morderca moe ci obserwowa. Moe si wrcz zastanawia, co wiesz, co pamitasz, co Max mg ci powiedzie.
-  Mylisz, e moe mi grozi jakie niebezpieczestwo?
-  Powiedzmy raczej, e chc, aby bya bardzo ostrona. eby nie rozmawiaa na ten temat z nikim, nawet z dziemi. Nawet z najlepsz przyjacik ani ksidzem. Z nikim. Chciabym te, eby pozwolia mi przeszuka osobiste rzeczy Maxa, jego papiery. Wszystko - tu i w redakcji. Zaley mi rwnie, eby nikt o tym nie wiedzia. Sprbuj cofn si pamici do tamtych czasw. Co wtedy robia? Co robi Max? Z kim spdza czas? Jak si zachowywa? Zapisz wszystko.
Na jej twarzy wyranie wida byo walk nadziei ze smutkiem.
-  Masz zamiar odkry, kto go tak skrzywdzi? Kto nas tak skrzywdzi?
-  Mam zamiar zrobi wszystko, co bd mg. Otara policzki.
-  Mwiam o tobie okropne rzeczy. Mwiam to kademu... kademu, kto chcia mnie sucha.
-  Cz z nich pewnie bya prawdziwa.


-  Nie. - Przycisna palce do oczu. - Jestem taka zdezorientowana. Taka obolaa. Mam obolae serce i gow. Prosiam Meg, eby zawioza mnie do Anchorage i potem przywioza nas z powrotem, bo chciaam udowodni, e nie wierz... e niczego si nie wstydz, ale gdzie w gbi duszy byo mi wstyd. - Opucia rce, nie otworzya jednak oczu. - Przecie, jeli tam by, musia wiedzie...
-  Dowiemy si wszystkiego. Moe odpowiedzi na niektre pytania bardzo trudno bdzie nam znale, Carrie, ale to lepsze ni poprzestanie na samych pytaniach.
-  Chciaabym, eby mia racj. - Wstaa. - Musz si troch doprowadzi do porzdku. - Ruszya w stron drzwi, potem zatrzymaa si i obejrzaa przez rami. - Podoba mi si historia z osiem koo szkoy. Max byby ni zachwycony. Z przyjemnoci napisaby co w rodzaju: o zawalidroga przepdzony z boiska szkolnego". Takie historie zawsze serdecznie go bawiy. Taki ju by. Nie sdzisz, e mczyzna, ktry znajdowa przyjemno w podobnych gupstwach, nie mgby w taki sposb zabi Pata Gallowaya?
-  Niemal od samego pocztku naszej znajomoci chciaam wyj za niego za m. Uwielbiaam, gdy bez koca mwi o zaoeniu lokalnej gazety, o tym, jakie to wane, eby odnotowywa zarwno wielkie, jak i drobne wydarzenia.
Carrie, ktra siedziaa obok Meg, wyjrzaa przez okno. Nate zauway, e ona Maxa przeczesuje wzrokiem gry.
-  Przyjechaam do Lunacy, eby uczy, a zostaam, poniewa mi si tu spodobao. Wcale nie byam dobr nauczycielk, naprawd, natomiast koniecznie chciaam w tym miasteczku zosta. Odpowiadao mi, e jest tu znacznie wicej mczyzn ni kobiet i e Lunacy daje mi wicej szans. Szukaam dla siebie mczyzny.
Zerkna z ukosa na Meg.
-  Kto nie szuka?
Carrie rozemiaa si cicho, ale by to lekko zachrypnity dwik.

-  Chciaam wyj za m i mie dzieci. Wystarczyo mi jedno spojrzenie na Maxa, by uzna, e ten mczyzna spenia wszystkie moje oczekiwania. By bystry, ale nie za bardzo, adny, ale nie a tak przystojny, ebym musiaa si martwi o inne kobiety. By nieokieznany - troch bardziej, ni chcia - ale liczyam na to, e przy odrobinie wysiku z czasem si ustatkuje.
Urwaa, a jej niespokojny oddech zdradza, e prbuje pokona zy.
-  Czy kobiety naprawd robi listy podanych cech? No wiesz, tak jak list zakupw: po pierwsze zorganizowany, po drugie solidne fundamenty, ale trzeba jeszcze nad nim popracowa? - spyta Nate.
Carrie rozemiaa si przez zy, po czym przycisna rk do ust.
-  Tak. Przynajmniej ja zaczam j robi, gdy coraz bliej mi byo do trzydziestki. Nie zakochaam si w nim od razu, to znaczy nie by to jaki gwatowny wybuch namitnoci. Mimo to wziam go do ka i okazao si, e jest w nim cakiem niezy. Nastpny plus na mojej licie.
Nastpia chwila ciszy, potem Nate odchrzkn.
-  Och, a czy mog by mniejsze i wiksze plusy?
-  Niech si pan nie martwi, panie Burk, pan te ma na tej licie duy plus - wtrcia Meg.
Co chwila zerkaa na niego ze sporym uznaniem i podziwem. Wyranie robi wszystko, co mg, eby uatwi wdowie wypraw po,prochy ma. Spojrzaa na Carrie.
-  Zawsze dobrze wygldalicie razem. Jak dobry, zgrany duet.
-  Bo bylimy dobrym, zgranym duetem. Co prawda nie zakochaam si w nim od pierwszego wejrzenia, ale powiem wam, kiedy poczuam, e go kocham - naprawd, absolutnie i bez odwoania. Kiedy po raz pierwszy wzi na rce nasz creczk. Gdybycie widzieli wyraz jego twarzy, kiedy unis j w gr, sposb, w jaki potem zerkn na mnie. Byo tam wszystko: szok i zdumienie, dreszczyk emocji i przeraenie,


wszystko malowao si na jego obliczu. Nie bya to zatem wielka eksplozja, ale ciepe, spokojne i prawdziwe uczucie. On nie zabi twojego ojca, Meg. Znowu wyjrzaa za okno.
-  Mczyzna, ktry trzyma niemowl tak jak on, nie mgby nikogo zabi. Wiem, e masz prawo myle inaczej, chc rwnie, eby wiedziaa, jak bardzo sobie ceni twoj uprzejmo i fakt, e chciaa mnie dzisiaj zabra.
-  Obie straciymy kogo, kogo kochaymy. Niczego bymy nie dowiody, bijc si po twarzach.
Nate doszed do wniosku, e kobiety s mocniejsze i bardziej przystosowane, ni przypuszczaj mczyni. cznie z nim samym.
Gdy tylko wyldowali, zapa Cobena, i chocia to mogo wyglda na bezduszno, zostawi Meg i Carrie wszystkie formalnoci zwizane z odebraniem prochw.                        Thomas Kijinski, pseudonim Two-Toes. Najprawdopodobniej to on podrzuci ich na lodowiec. Mg to te zrobi Loukes, ktry teraz pracuje w Fairbanks, albo ktry z pilotw, z ktrych Galloway od czasu do czasu korzysta. - Nate pooy na biurku Cobena przygotowan przez siebie list. -Ale mnie najbardziej pasuje tu Kijinski. Zwaszcza e rozsta si z tym wiatem kilka tygodni po Gallowayu.
-  Zosta zadgany noem. Sprawa bya wwczas starannie badana, ale uznano, e to napad. - Coben nabra powietrza. -Kijinski zadawa si z niegrzecznymi chopcami. Ostro gra, by te podejrzewany o rozprowadzanie narkotykw. Mia okoo dziesiciu gbokich ran, z ktrych kada moga spowodowa mier. Inspektor, ktry zajmowa si t spraw, by przekonany, e kto osobicie odebra dug, chocia niczego nie udao si udowodni.
-  I kupuje pan tak wersj? Taki zbieg okolicznoci?
-  Niczego nie kupuj. Faktem jest, e Kijinski le si prowadzi i marnie skoczy. Jeli przez przypadek to on zawiz Gallowaya w gry, niczego nam ju nie powie.

-  Czy w takim razie mog prosi, eby da mi pan kopi jego kartoteki?
Coben ponownie powoli zaczerpn powietrza.
-  Mam pras na karku, panie Burk.
-  Taak, widziaem kilka artykuw. Wydaem w zwizku z tym oficjalne owiadczenie.
-  A widzia pan to gwno?
Wycign z szuflady egzemplarz jakiego brukowca i rzuci go na biurko. Na tytuowej stronie mona byo przeczyta:
CZOWIEK LODU WYDOBYTY Z LODOWEGO GROBU
Pod krzykliwym nagwkiem znajdowao si zdjcie, ktre kto zrobi Galiowayowi jeszcze w pieczarze, a potem ostro podkolorowa.
-  Waciwie naleao si tego spodziewa - zauway Nate.
-  Zdjcie musia zrobi ktry z ratownikw. Potem je po prostu zamieni na gotwk, zarobi kilka dolcw, sprzedajc fotk do brukowcw. Mj zwierzchnik wisi mi na karku. Nie chc, eby pan robi to samo.
-  Tam, w grach, by trzeci mczyzna.
-  Taak, z zapiskw Gallowaya wynika, e rzeczywicie by tam kto trzeci. Oczywicie, nie moemy udowodni, e nasz Czowiek Lodu zmar zaraz po ostatnim wpisie. Szesnacie lat po mierci nikt nie jest w stanie tak precyzyjnie okreli, kiedy ona nastpia. Mg zgin wtedy albo miesic pniej. Nawet p roku pniej.
-  Wie pan, jak wyglda prawda.
-  Co ja wiem? - Coben unis jedn rk. - Czego mog dowie? - Potem drug. - Ekspert medycyny sdowej orzek, e byo to samobjstwo, i moim zwierzchnikom ta wersja bardzo si podoba. Cholerna szkoda, e Hawbaker w swoim licie nie poda nazwisk.
-  Niech mi pan da t kartotek, a ja odnajd panu nazwiska. Czuje pan dokadnie to samo, co ja, panie Coben. Jeli chce pan zamkn t spraw, eby nie byo smrodu, moe pan


to spokojnie zrobi. Tymczasem ja musz wybra si na pogrzeb i spojrze w oczy kobiecie, ktra powinna pozna prawd, gdy tylko wtedy bdzie moga z ni y. Mog wzi kilkudniowy urlop i poszuka informacji tu, w Anchorage, albo moe mi pan da te materiay i pozwoli, ebym wrci z nimi do Lunacy.
-  Gdybym chcia zamkn spraw, nie dawabym panu zapiskw Gallowaya. - Niemal wyranie byo wida frustracj Cobena. - Moi zwierzchnicy niecierpliwie czekaj na odpowied i chc jak najszybciej ukrci sprawie eb. Przewaa opinia, e Hawbaker zabi Gallowaya i trzeciego czowieka, ktry wedug zapiskw by ranny. Jeli tak si na to spojrzy, wtedy wszystko gra. Dlaczego zabjca Gallowaya miaby oszczdza rannego czowieka, potencjalnego wiadka? Hawbaker zaatwi ich obu. Potem zacz go drczy strach, e prawda wyjdzie na jaw, doczyy si wyrzuty sumienia, wic skoczy sam ze sob.
-  Jakie to adne.                                                             -i Coben zacisn wargi.                                                      
-  Niektrzy lubi adne opowiastki. Dam panu t teczk panie Burk, ale prosz prowadzi swoje dochodzenie cicho. Jak najciszej. Jeli prasa, mj zwierzchnik albo ktokolwiek inny zwietrzy pismo nosem, zorientuje si, e pan wszy tu i wdzie, a ja panu pomagam, niele oberw po uszach.
-  Ma pan na to moje sowo.
Meg bya tak przytoczona smutkiem Carrie, e bez szemrania przez nastpny wieczr obsugiwaa klientw w Lodge. Gdyby jednak moga wybiera, wolaaby zapakowa psy do samolotu i polecie w teren. Gdziekolwiek. Gdzie, gdzie mogaby spdzi kilka dni w cakowitym spokoju, z dala od wszelkich naciskw.
Wchodzc do przegrzanej kuchni w Lodge, uznaa, e w ten sposb odzywaj si w niej geny Gallowaya. Zwiewaj std, zostaw wszystko, nie przejmuj si nikim ani niczym. ycie jest zbyt krtkie, eby zawraca sobie gow takimi bzdurami.

Jak si okazao, byo w niej te co innego - Chryste, Meg miaa nadziej, e to nie po Charlene. To co kazao jej zosta i wszystko dokadnie sprawdzi.
Przekazaa zamwienie Wielkiemu Mik'owi. Dwa zrazy, wegetariaskie danie specjalne i oso-niespodzianka.
Zabraa gotowe dania, ktre poprzednio zamwia, i z tak atwoci zapaa rwnowag, e a si skrzywia. Nie miaa nic przeciwko kelnerkom, Boe bro, ale wolaaby nie by w tym taka dobra. To zajcie nigdy jej nie pocigao i nie robiaby tego, nawet gdyby nie udao jej si zosta pilotem.
Boe, potrzebowaa powietrza, odrobiny ciszy. Swoich psw. Muzyki. Seksu.
Jeli nie, lada chwila wybuchnie.
Pracowaa jeszcze przez dwie godziny, wrd brzku naczy, skarg, plotek, gupich kawaw. Czua, jak napicie w jej wntrzu wzrasta, jak coraz rozpaczliwiej szuka ujcia. Kiedy tum klientw nieco zmala, zapaa Charlene w drzwiach kuchennych.
-  Mam dosy na dzisiejszy wieczr. Robi sobie wolne.
-  Musisz...
-  Sprbuj zatrudni kogo innego. Myl, e nie bdziesz miaa z tym problemw.
Ruszya w stron schodw. Chciaa wzi prysznic, spakowa si i, na Boga, wrci do domu. Tym razem to Charlene j zapaa.
-  Za godzin znw bdzie tu tum. Ludzie przyjd na drinka i...
-  Guzik mnie to obchodzi.
Najchtniej zamknaby matce drzwi przed nosem, ale Charlene zdya ju wej do rodka i osobicie gono je zatrzasn.
-  Zawsze guzik ci obchodzio. Guzik mnie obchodzi, e ciebie guzik to obchodzi, ale masz wobec mnie dug wdzicznoci.
Zapomnij o prysznicu, po prostu spakuj si - pomylaa Meg.

-  Wystaw mi rachunek.
-  Potrzebuj pomocy, Megan. Dlaczego nigdy nie moesz po prostu mi pomc i nie wkurza si jak suka.
-  Odziedziczyam to po tobie. Nie moja wina.
Jednym szarpniciem otworzya szaf, wycigna to, co do niej naleao, i rzucia wszystko na ko.
-  Rozkrciam tu niezy interes. Skorzystaa na nim.       i
-  Gwno mnie obchodz twoje pienidze.
-  Nie mwi o pienidzach.                                           Charlene chwycia z ka ubrania Meg i wyrzucia je
w powietrze.
-  Mwi o tym miejscu, o tym hotelu. To co, co si liczy Nigdy ci to nie obchodzio. Nie moga si doczeka, kiedy bdziesz moga std uciec, wyrwa si spod moich skrzyde, ale hotel naprawd si liczy. Pisano o nim w gazetach, w magazynach, w przewodnikach turystycznych. Pracuj u mnie ludzie, ktrzy dziki wynagrodzeniu maj co woy do garnka i na grzbiet swoich dzieci. Mam klientw, ktrzy, do jasnej cholery, przychodz co wieczr, poniewa ten lokal co dla nich znaczy!
-  To twj hotel - przyznaa Meg. - Nie mj.
-  On te podobnie mwi. - Wcieka kopna par dinsw na pododze. - Przypominasz go, mwisz jak on.
-  To te nie moja wina.
-  Nic nigdy nie byo jego win. Podczas gry w pokera tym razem po prostu przeladowa mnie pech. Jakie tysic dolarw. Przypuszczam, e w tym tygodniu nie bdzie pienidzy. Potrzebuj troch przestrzeni, Charley. Wiesz, jak to jest. Wrc za dwa dni. Co si znajdzie. Przesta mnie drczy". Tymczasem kto musia zapaci rachunki, prawda? - spytaa Charlene. - Kto musia kupi lekarstwa, gdy bya chora, albo wyoy gotwk na twoje buty. Pat mg mi przynosi wszystkie kwiaty, ktre udao mu si latem zerwa na ce, albo napisa adn piosenk czy wiersz, tyle e za nie nikt nie postawiby jedzenia na stole.
-  Sama zapewniam sobie jedzenie. Kupuj buty. - Mimo

to Meg nieco si uspokoia. - Nie twierdz, e nie pracowaa. Rzeczywicie duo zdziaaa, ale to twoje ycie. Masz, czego chciaa.
-  Chciaam jego. Niech to wszyscy diabli. Najbardziej zaleao mi na nim.
-  Mnie te, czyli obie duo straciymy. Nic nie moemy na to poradzi.
Wrc po swoje rzeczy pniej - pomylaa Meg. Teraz po prostu koniecznie musiaa std wyj. Podesza do drzwi i zawahaa si.
-  Dzwoniam do Bostonu, rozmawiaam z jego matk. Nie... nie ma nic przeciwko temu, eby zabraa ciao i pochowaa je tutaj.
-  Dzwonia do niej?
-  Taak. Wszystko zaatwione. Otworzya drzwi.
-  Meg. Megan, prosz. Zaczekaj chwileczk.
Charlene usiada na skraju ka. Wok niej na pododze leay porozrzucane ubrania.
-  Dzikuj.
Cholera! Niech to jasna cholera!
-  Ja tylko do niej zadzwoniam.
-  Jestem ci wdziczna.
Charlene zacisna rce na podoku i wbia w nie wzrok.
-  Naprawd jestem ci bardzo wdziczna. Byam wcieka, e pojechaa do Anchorage i e... e go widziaa. e mnie od tego w jaki sposb odsuna.
Meg zamkna drzwi i opara si o nie.
-  Wcale ci nie odsuwaam.
-  Nie byam dobr matk. Pocztkowo bardzo si staraam. Prbowaam. Niestety, zawsze miaam tyle do zrobienia. Nie przypuszczaam, e przy dziecku jest tak duo pracy.
-  Bya bardzo moda.
-  Chyba za moda. Pat bardzo chcia mie wicej dzieci. -Uniosa wzrok i wzruszya ramionami. - Po prostu niesamowicie ci kocha i chcia, eby miaa rodzestwo. Nie


dopuciam do tego. Po prostu nie chciaam ponownie przez to wszystko przechodzi: duy brzuch, zmczenie, bl. Zwaszcza e to pocigao za sob niesamowit ilo obowizkw. Tymczasem wiecznie brakowao pienidzy, a najbardziej wtedy, gdy byy potrzebne albo kiedy po prostu chciaoby si je mie. Pat namawia mnie na wicej dzieci, ja pragnam czego innego, a w kocu mona byo odnie wraenie, e niemal przez cay czas prbujemy nawzajem si zmienia. Byam te zazdrosna, poniewa mia na twoim punkcie bzika, a mnie traktowa jak kogo obcego. Jako tak byo, e zawsze to ja musiaam mwi nie".
-  Sdz, e kto musia to zrobi.
-  Nie wiem, czy nasz zwizek by przetrwa. Nawet gdyby Pat wrci. Bylimy ju na takim etapie, na ktrym kade z nas pragno czego innego. Wiedziaam jednak, e jeli si rozstaniemy, Pat zabierze ci ze sob.
Chcc koniecznie da rkom jakie zajcie, wygadzia narzut wok siebie.
-  Taak, na pewno by ci zabra - powtrzya. - A ja bym mu na to pozwolia. Powinna o tym wiedzie. Kocha ci bardziej ni ja.
Meg nie pamitaa, czy kiedykolwiek w yciu musiaa dokona czego trudniejszego, mimo to podesza do ka i usiada.
-  Wystarczajco, eby zdoby skd pienidze i kupi mi buty?
-  Moe nie, ale wystarczajco, eby zabra ci w gry pod namiot i razem z tob oglda gwiazdy. Wystarczajco, eby siedzie przy ognisku i opowiada ci rne historie.
-  Zawsze miaam nadziej, e jeli wrci, uda wam si jako uoy dalsze ycie.
Charlene uniosa gow i zamrugaa.                              
-  Naprawd?
-  Tak. Wierz, e znalelibycie sposb, aby wasz zwizek si utrzyma. W kocu bylicie razem bardzo dugo. Duej ni inni ludzie. Chc ci o co spyta.                             
-  To chyba odpowiednia chwila.                                     

-  Czy gdy po raz pierwszy go spotkaa, by to od razu gwatowny wybuch namitnoci? Mam na myli ten dzie, kiedy si w nim zakochaa.
-  O Boe, tak. Niemal sponam. Co wicej, to nigdy nie ustao. Czasami, kiedy byam za i zmczona, wydawao mi si, e wszystko mino, e uczucie osabo, umaro. Potem wystarczao, e Pat na mnie spojrza, i wszystko wracao do normy. Nigdy nie zdarzyo mi si co takiego z innym mczyzn. Czekam na to, ale nic z tego.
-  Moe nadszed ju czas, aby poszuka czego innego? Kto ostatnio opowiada mi o zaletach dobrego, spokojnego uczucia.
Wstaa i pozbieraa porozrzucane ubrania.
-  Dzi wieczorem nie jestem ju w stanie wrci na parter i pracowa jeszcze przez kilka godzin.
-  W porzdku.
-  Pomog ci przy niadaniu, ale musisz poszuka kogo, kto zastpi Ros. Chciaabym wrci do swojego domu, swojego ycia.
Charlene przytakna i wstaa.                                        
-  Zabierzesz ze sob seksownego glin?
-  To zaley od niego.
Pakujc si i porzdkujc pokj, Meg zastanawiaa si, czy nie zostawi Nate'owi karteczki, uznaa jednak, e to byoby zbyt niegrzeczne, niestosowne, nawet jak na ni.
Zreszt i tak nie miaa w Lunacy swojego samochodu, co nie oznacza, e nie mogaby poyczy" sobie od niego. Albo od kogo innego. I powiedzie o tym pniej.                       
W kocu przerzucia plecak przez rami i powdrowaa na posterunek, po drodze wstpujc do Italian Place.
Powiedzia, e bdzie pracowa do pna, poniewa musi co uporzdkowa. Samochd Nate'a by zamknity, Meg przez chwil gboko si zastanawiaa. Moga wygrzeba swj pczek kluczy i na pewno co by pasowao, ale nie byby wdziczny, zwaszcza jeli zostawi wczony alarm.

A jako przybysz z wielkiego miasta mg to zrobi.
Wniosa swoje rzeczy i du pizz na posterunek.
Jaka cisza - pomylaa. Jak ten czowiek moe pracowa bez muzyki? Rzucia torb na biurko Peach i wanie miaa zamiar zawoa, gdy Nate pojawi si w drzwiach.
Trzyma do na kolbie pistoletu. Na widok Meg puci bro i promiennie si umiechn.
-  Czuj jedzenie... i kobiet. Chyba odezwa si we mnie instynkt jaskiniowca.
-  Pizza z pepperoni. Doszam do wniosku, e dobrze ci zrobi co gorcego, cznie ze mn.
-  Zdecydowanie. Po co ten plecak?
Nie zauwaya, kiedy Nate zerkn w tamt stron.
-  Uciekam. Jedziesz ze mn?
-  Pokcia si z Charlene?
-  Tak, ale nie o to chodzi. Prawd mwic, mona uzna, e przynajmniej do pewnego stopnia udao si nam pogodzi. Po prostu musz si std wyrwa. Zbyt wielu ludzi przez zbyt dugi okres. To mnie denerwuje. Przyszo mi na myl, e dziki pizzie i odrobinie seksu w moim domu nikogo nie skrzywdz i nie bdziesz musia mnie aresztowa.
-  Niezy plan.
-  Miaam zamiar po cichutku znikn, ale tego nie zrobiam. Prosz o dodatkowe punkty za to, e postpiam tak, a nie inaczej.
-  Wynik zosta skorygowany. Moe wniesiesz to wszystko do mnie? Poszukam czego, na czym moglibymy zje.
-  Przyniosam jeszcze i to. - Meg signa do torby i wycigna butelk czerwonego wina. - Zwdziam j z baru w Lodge. Bdziemy musieli wypi ca, eby zniszczy dowd rzeczowy.                                                                   :
Przechodzc obok Nate'a, podaa mu butelk.
Kiedy usysza, e otwieraj si zewntrzne drzwi, pozamyka wszystkie pliki, wyczy komputer i zakry tablic kocem.
-  Masz jakie serwetki? - spytaa.

Nie postpi jak dentelmen, ale nie mg zostawi jej samej w swoim biurze.
-  Znajdziesz je w biurku Peach.
Wyj wojskowy n i wysun korkocig.
-  Nigdy wczeniej go nie uywaem. Cholernie duo roboty, ale, hej! - Gdy wrcia, wycign na si korek. - Udao si!
Rzucia na biurko serwetki. Przy okazji przyniosa dwa kubki, ktre stay przy ekspresie do kawy.
-  Co to?
Szturchna palcem rg koca.
-  Nie ruszaj. - Ku jej zaskoczeniu potrzsn gow. - Po prostu nie ruszaj. Zjedzmy co.
Usiedli przy winie i pizzie.
-  Dlaczego pracujesz do tak pna, i to sam? Prbowae zabi czas, pki dzi wieczorem nie przestan dorabia na boku?
-  Czciowo. Powiedz mi, o co pokcia si z Charlene.
-  Zmieniasz temat.
-  Tak.
-  O to, e ona jest taka wymagajca, ja niewdziczna, i tak dalej, i tak dalej. Potem jakim cudem doszymy do mojego ojca i... innych spraw, a wtedy pewne rzeczy zaczy mie dla mnie sens. W kocu musiaam przyzna, e wcale nie by atwy we wspyciu, e nie miaa w nim oparcia i na swj dziwny, czasem wkurzajcy sposb robia wszystko, co moga. e obie kochaymy go bardziej, ni kochamy si nawzajem.
Chocia czua ucisk w odku, dolaa sobie wina i z pen rozwag wzia drugi kawaek pizzy.
-  Pod tym kocem jest wszystko, co dotyczy mojego ojca, prawda? Widziaam wystarczajco duo filmw o gliniarzach, panie Burk, eby wiedzie, i przyczepiacie do tablicy zdjcia, raporty i dokumenty zwizane ze spraw, nad ktr pracujecie.
-  Nie pracuj nad niczym, przynajmniej oficjalnie. Tak, to

rzeczywicie dotyczy twojego ojca, ale nie chc, eby zagldaa pod koc.
-  Mwiam ci ju, e nie lubi nikogo sucha.
-  A ja prbuj ci wanie powiedzie, e pewnymi rzeczami nie lubi si dzieli. I nigdy nie bd si nimi dzieli.
W milczeniu bacznie przygldaa si pizzie.
-  Czy to wanie takie stwierdzenie pchno twoj on w ramiona innego mczyzny?
-  Nie - powiedzia spokojnie. - Ona w ogle nie interesowaa si moj prac.
Meg zamkna na chwil oczy, potem otworzya je i popatrzya na Nate'a.
-  To by chwyt poniej pasa. Czasami stosuj chwyty poniej pasa. - Odoya pizz. - Dzi wieczorem nie bardzo lubi sam siebie. To dlatego musiaam wyj, uciec, wrci do osoby, ktr jestem, kiedy si lubi.
-  Ale wczeniej przysza tutaj, eby przynie mi pizz i wino.
-  Wida masz na mnie jaki haczyk. Nie wiem, czy tak bdzie zawsze, ale na razie to dziaa.
-  Kocham ci, Megan.
-  O Jezu, nie mw tego wanie teraz!                            Poderwaa si na rwne nogi i zacza kry po biurze
Nate'a, rwc wosy z gowy.
-  Kiedy jestem taka wkurzona i zachowuj si jak suka. Czy lubisz obrywa po twarzy od kobiet, Ignatiousie? Szukasz kogo, kto ponownie zamaby ci serce?
-  To by dla mnie gwatowny wybuch namitnoci - cign spokojnie. - Jak sdz, potrzebny by wielki wybuch, eby co do mnie dotaro, poniewa przez ostatni rok zbyt chtnie pograem si w smutku. Teraz moje uczucie ponie raczej niewielkim, spokojnym ogniem. atwiej y przy spokojnym ogniu ni w niepokoju. Chocia od czasu do czasu wybucha to na nowo. Przeszywa mnie jak kula.
Zatrzymaa si i usiada, czujc, e jej zacinity odek zaczyna wywraca fikoki.

-  Niech Bg ma ci w swojej pieczy.
-  Taak, doszedem ju do tego. Co nie zmienia faktu, e naprawd ci kocham i e jest to zupenie inne uczucie ni w przypadku Rachel. Wtedy wszystko zaplanowaem, by to miy, spokojny, rozsdny, normalny krok, podjty w cakiem normalnej sytuacji.
-  Ale we mnie nie szukasz rozsdnej i normalnej kobiety?
-  To byaby strata czasu.
-  Nie rb mi tego. Masz na tyku wytatuowany dom i ognisko domowe.
-  Nie. Jeli dobrze pamitam, to ty masz na tyku tatua, ktry, nawiasem mwic, uwaam za niesamowicie seksowny. Moe, jeli kiedy dojdziesz do wniosku, e jeste we mnie zakochana, bdziemy mogli obmyli, co dalej, a na razie...
-  Jeli kiedy dojd do takiego wniosku.
-  Taak, jeli. Jestem cierpliwy, Meg, i nieustpliwy na swj sposb. Zaczynam odzyskiwa swoje dawne umiejtnoci. Od jakiego czasu byy mocno przytpione, ale powoli wracaj. Bdziesz musiaa si z tym pogodzi.
-  Ciekawe. Troch bardziej przeraajce, ni si spodziewaam, ale ciekawe.
-  A poniewa ci kocham i cakowicie ci ufam, co ci poka.
Otworzy teczk, ktra leaa na biurku. Wyj skopiowane zapiski Patricka Gallowaya i poda je Meg.
Zauway, e od razu rozpoznaa pismo - zesztywniaa, zamara w bezruchu, cicho, niemal bezgonie zaczerpna powietrza. Raz na niego zerkna, potem cakowicie skupia si na kartkach.
Czytajc je, nie odezwaa si ani sowem. Nie pakaa, nie wpada w zo, jak by moe zrobiaby inna kobieta. Natomiast spokojnie wzia do rki wino i powoli je sczya, dokadnie czytajc tekst.
-  Skd to masz?
-  To kopia kartek z notesu, ktry znaleziono w jego kurtce. Cobenmije da.
375
-  Kiedy?
-  Kilka dni temu. Poczua ucisk w brzuchu.
-  I nie powiedziae mi o nich. Nie pokazae.
-  Nie.                                                                         :
-  Poniewa?
-  Chciaem wczeniej sam oceni ich warto, czekaem te, a troch si uspokoisz.
-  Czy to jedna z twoich powracajcych umiejtnoci, panie komendancie? Podejmowanie jednostronnych decyzji?
-  Raczej  sprawa mojej odpowiedzialnoci zawodowej i osobistych odczu. Nie moesz rozmawia o tym z nikim innym, pki ci nie pozwol.
-  Pokazae mi notatki wanie teraz, bo ocenie ju ich warto, a ja si uspokoiam, tak?
-  Co w tym rodzaju. Zamkna oczy.
-  Troszczysz si, prawda? Zawodowo i osobicie. Najwaniejsza jest dla ciebie troska.
Nie odezwa si ani sowem. Otworzya oczy.
-  Nie bd obrzuca ci stekiem wyzwisk, skoro zrobie to, co uznae za suszne. Zreszt prawdopodobnie byo suszne.
Wiedzc, e dalej nie pjdzie jej tak atwo, odstawia wino.
-  Co sdzi Coben?
-  W tym momencie waniejsze jest, co sdz jego zwierzchnicy. Stworzyli teori, e Max najpierw zabi Gallowaya, a potem trzeciego uczestnika wyprawy. Kiedy odkryto ciao twojego ojca, strach przed wpadk i wyrzuty sumienia doprowadziy go do samobjstwa.
-  Tak wanie napisz i zamkn spraw, czy jak to tam mwi gliniarze.
-  Myl, e tak.
-  Biedna Carrie. - Wychylia si do przodu i pooya kartki na biurku. - Biedny Max. Z pewnoci to nie on zabi Patricka Gallowaya.
-  Nie on - zapewni Nate, zamykajc teczk.


Ludzie tumnie przyszli na ratusz, by wzi udzia w pogrzebie Maxa Hawbakera. Byo to jedyne miejsce wystarczajco due, eby zmieci tak cib.. Nate by zdziwiony, jak wielu ludzi pojawio si... w ubraniach roboczych, eleganckich strojach, alaskich smokingach czy futerkowych butach. Przyszli, poniewa Max by jednym z nich, a jego ona i dzieci nadal naleeli do maej spoecznoci. Zdaniem Nate'a przyszli niezalenie od tego, czy uwaali Hawbakera za maomiasteczkowego bohatera, czy morderc.
Wielu wierzyo w to ostatnie. Nate widzia to w ich oczach i sysza w urywkach rozmw. Nie wtrca si.
Maxa egnano ciepo i z poczuciem humoru... nazwisko Patricka Gallowaya we wszystkich oficjalnych wypowiedziach ominito szerokim ukiem.
Kiedy byo ju po wszystkim, cz uczestnikw wrcia do pracy, inni poszli do domu Carrie na co, co Nate zawsze uwaa za powtrk pogrzebu.
Nate wrci do pracy.
Charlene zapaa Meg podczas wyadowywania zakupw z samolotu. Chwycia j za rami i odcigna od Jacoba.
-  Musz go zobaczy.
-  Kogo?
-  Wiesz, kogo. Chc, eby zawioza mnie samolotem do Anchorage, do domu pogrzebowego, w ktrym maj zamiar trzyma jego ciao a do wiosny. Mam prawo.
Meg bacznie przyjrzaa si twarzy Charlene.
-  Nie mog. Dzisiaj jest ju za pno na lot do Anchorage, a na potem mam pozapisywanych klientw. Wkrtce zaczyna si Iditarod. Ludzie lubi lata wzdu trasy i robi zdjcia.
-  Mam prawo...                                                            
-  Skd ci si to nagle wzio?
-  Fakt, e nie mielimy lubu, wcale nie oznacza, e nie

byam jego on. Jego prawdziw on, tak samo jak Carrie bya on Maxa.
-  O cholera! - Meg obrcia si. wok wasnej osi. -Wiesz, uznaam, e okazaa ogromn klas, idc na pogrzeb, patrzc Carrie prosto w oczy i skadajc jej kondolencje. Tymczasem wyglda na to, e jeste wcieka, poniewa to na niej skupia si caa uwaga miasteczka.
-  Nie o to chodzi. - A przynajmniej nie tylko o to, przyznaa Charlene w gbi duszy. - Chc go zobaczy. Musz go zobaczy. Jeli ty mnie tam nie zawieziesz, zadzwoni do Palanta z Talkeetny i zapac mu, eby zabra mnie do Anchorage.
-  Mylisz o tym od pogrzebu Maxa, prawda? Bez przerwy o tym mylisz i nakrcasz si. O co chodzi, Charlene?
-  Ty go widziaa.
-  Punkt dla mnie.
-  Skd mam wiedzie, czy on naprawd nie yje? Skd mam wiedzie, e to on, jeli nie mog osobicie tego sprawdzi? Tak jak Carrie widziaa Maxa.
-  Nie mog ci zabra.
-  Chcesz, ebym leciaa z kim obcym?
Meg spojrzaa na rzek. Poziom wody wyranie si podnis. W poruszajcym si lodzie pojawiy si szczeliny i szpary, a woda, ktra spod spodu prbowaa wydosta si na powierzchni, pokrywaa si cieniutk warstewk lodu. Niebezpieczna sprawa, poniewa wiey ld wyglda tak samo jak reszta, a mg si zaama i wcign czowieka na dno.
Czsto to, co uwaa si za bezpieczne, moe stanowi mierteln puapk.
Wszdzie byy rcznie napisane znaki ostrzegawcze -dzieo Nate'a. Wyranie wiedzia wszystko na temat cienkiego lodu i zagroenia, jakie kryje si za tym, co wyglda na bezpieczne i normalne.
-  Wystarczy ci zdjcie? Fotografia?
-  Nie rozumiem. Odwrcia si.

-  Wystarczy, jeli przynios ci jego zdjcie?
-  Jeli moesz pojecha do Anchorage i zrobi mu zdjcie, dlaczego...
-  Nie musz. Nate ma zdjcia. Mog przynie ci jedno z nich.
-  Teraz?
-  Nie, nie teraz.
Jednym szarpniciem zsuna z gowy kapuz i przeczesaa palcami wosy.
-  Na pewno by mu si to nie spodobao. Zdjcie stanowi dowd rzeczowy czy co w tym stylu. Przynios ci je dzi wieczorem. Przyjrzysz mu si, zaspokoisz swoj ciekawo, a potem odnios je z powrotem.
Meg stana przed posterunkiem, przerzucia klucze i znalaza oznaczony napisem Komenda policji". Zostawia Nate'a w ku. Miaa nadziej, e bdzie spa do jej powrotu. Nie chciaa mu wyjania pewnej drobnej niedorzecznoci.
Po wejciu do rodka wyja latark wielkoci owka. W gbi duszy bardzo chciaa rozejrze si dookoa, by nacieszy si faktem, e jest tam, gdzie nie powinna. Z drugiej jednak strony bardziej zaleao jej na spenieniu pewnej obietnicy i powrocie do ka.
Posza prosto do biura Nate'a. Tu zaryzykowaa, zapalia lamp i podesza do tablicy z korka.
Ostronie zdja koc. Wypad z jej bezwadnych rk; chwiejc si, wykonaa krok do tyu.
Widywaa wczeniej mier i nigdy nie uwaaa jej za adn, ale na widok czarno-biaych zdj Maxa Hawbakera zabrako jej powietrza w pucach.
Lepiej o tym nie myle, przynajmniej na razie. Lepiej wzi zdjcie ojca... o ile czystsza" wydawaa si jego mier.... i zanie je Charlene.
Wsuna zdjcie pod kurtk, wyczya wiato i wrcia drog, ktr przysza.
Charlene czekaa w swoim pokoju. Otworzya drzwi w 

koralowoczerwonym szlafroku. Wok niej unosi si zapach whisky, dymu papierosowego i perfum.
-  Lepiej, eby bya sama-powiedziaa Meg.
-  Jestem. Odesaam go. Gdzieje masz? Przyniosa?
-  Przyjrzyj si, a potem zabior zdjcie z powrotem i nie chc wicej o tym sysze.
-  Poka mi go. Pozwl mi go zobaczy. Meg wyja zdjcie i pokazaa matce.
-  Och! Och!
Charlene cofna si, niemal tak samo jak Meg, gdy zobaczya zawarto tablicy z korka.
-  Boe! Nie!
Gwatownym ruchem wycigna rk, chcc powstrzyma Meg przed schowaniem zdjcia.
-  Musz...
Zrobia krok do przodu, ale pod wpywem ostrzegawczego spojrzenia Meg zacisna rce za plecami.
-  On... on wyglda dokadnie tak samo jak wtedy. Jak to moliwe? On naprawd wyglda tak samo. Mino tyle lat, a on ani troch si nie zmieni.
-  Nie mia szansy si zestarze.
-  To bya szybka mier, prawda? Bardzo szybka.
-  Tak.
-  Gdy odjeda, mia na sobie wanie t kurtk. Mia j na sobie, gdy go po raz ostatni widziaam. - Odwrcia si, splota rce na brzuchu. - Id ju. - Zadraa, potem przycisna rce do ust. - Meg... - zacza, odwracajc si gwatownie.
Niestety, Meg ju nie byo.
Charlene w samotnoci wesza do azienki, wczya wiato i bacznie si sobie przyjrzaa.
Wyglda tak samo - pomylaa ponownie. Tak modo.
Tymczasem ona nie bya ju wcale moda. Nigdy nie bdzie.

Zacz si marzec, ale dusze dni na Alasce nie skaniay Nate'a do mylenia o zbliajcej si wionie, niezalenie od tego, jak bliski by jej pierwszy dzie.
Gdy Nate obecnie budzi si - najczciej po lewej stronie ka Meg - byo ju jasno. Wdrujc przez miasteczko, widzia wicej ludzkich twarzy, a mniej nasunitych na oczy kapturw.
Na gaziach obsypanych niegiem drzew wisiay plastikowe jajka, na biaych trawnikach kucay plastikowe krliczki, to jednak rwnie nie skaniao go do zastanawiania si, czy naprawd nadchodzi wiosna.
Skoni go do tego dopiero pkajcy ld.
Z bezgranicznym zdumieniem patrzy na drobne rysy na lodowej wstce rzeki. Przypominay zwariowane zamki byskawiczne. W przeciwiestwie do wczeniejszego wylewu obecne szczeliny nie wypeniay si wod i nie zamarzay. To tak bardzo zafrapowao Nate'a, e przez dwadziecia minut sta i patrzy, dopiero potem wrci do biura.
-  Ld zaczyna pka - powiedzia do Ottona.
-  Tak? Troch wczenie na roztopy, ale ostatnio mamy ocieplenie.
Nate doszed do wniosku, e moe gdyby mieszka w Lunacy jakie... hmmm... sto lat, pewnie te uznaby za ocieplenie kilka dni z temperatur oscylujc w pobliu zera.
-  Trzeba porozmieszcza znaki. Nie chc, eby banda dzieciakw, grajc w hokeja, wpada pod ld.
-  Dzieci s za mdre, eby...
-  Chc rozmieci znaki podobne do tych, ktre postawilimy podczas wylewu, ale powinno ich by znacznie wicej. Sprawd w Sklepie na Rogu", czy maj jakie tabliczki. Dobrze by byo, gdyby napis wykonaa Peach albo Peter. Co w rodzaju: Nie jedzi na ywach. Cienki ld".
-  On nie tyle jest cienki, ile...
-  Otto, id i po prostu zaatw mi sze tablic.
Otto burkn niezadowolony, ale wykona rozkaz. Nate zauway, e Peach zaciska mocno wargi, prbujc ukry umiech.

-  O co chodzi?
-  O nic. Naprawd o nic. Uwaam, e to dobry pomys. Dziki temu wida, e troszczymy si o obywateli i pilnujemy porzdku. Myl jednak, e wystarczyoby napisa Ostronie, roztopy".
-  Napisz to, co uwaasz za stosowne. Po prostu napisz. -Ruszy w stron tylnych drzwi, eby sprawdzi, z czego moe zrobi supki. - Byle nie robi tego Otto.
Kiedy praca nad znakami ostrzegawczymi bya w toku, Nate napisa i wydrukowa na komputerze ulotki, po czym zacz rozkleja je po miecie.
Przyczepi je na poczcie, w banku, w szkole i ruszy w stron Lodge.
Gdy tam by, nagle pojawi si Bing. Stan za plecami Nate'a, przeczyta ulotk i... prychn.
Nate w milczeniu spojrza na wasne sowa.
UWAGA, ROZTOPY!
NIE JEDZI PO RZECE NA YWACH!
NIE CHODZI, NIE PODEJMOWA INNYCH DZIAA!
KOMENDA POLICJI W LUNACY
-  Co le napisaem, Bing?
-  Nie. Po prostu zastanawiam si, kto paskim zdaniem jest tak gupi, eby jedzi po rzece na ywach w czasie roztopw.
-  Ci sami ludzie, ktrzy po przeczytaniu kilku komiksw z Supermanem skacz z dachu, eby sprawdzi, czy potrafi lata. Jak dugo trwaj roztopy?
-  Rnie. Zima zacza si w tym roku do wczenie, wiosna wyranie idzie w jej lady. Zobaczymy. Rzeka odmarza co roku, jezioro rwnie. Nic nowego.
-  Wystarczy, e jaki dzieciak przyjdzie si tu powygupia, wpadnie pod ld i bdziemy mieli nastpny pogrzeb.
Bing z zamyleniem zacisn usta, patrzc za oddalajcym si komendantem.
Nate wci trzyma w rce ulotki, gdy dostrzeg ruch za

szyb The Lunatic". Gdy podszed bliej, okazao si, e drzwi s zamknite. Zapuka. Carrie przez minut bacznie przygldaa mu si przez szyb, potem otworzya.
-  Carrie, chciabym jeden z tych plakatw przyklei w twoim oknie.
Wzia kartk, przeczytaa j, potem podesza do biurka i wyja z szuflady tam.
-  Przyklej go.
-  Bd wdziczny. - Rozejrza si. - Jeste sama?
-  Tak.
Od pogrzebu rozmawia z ni dwukrotnie. Za kadym razem jej odpowiedzi byy nieuporzdkowane i wymijajce. Prbowa da jej czas, ale mijay dni.
-  Czy przypomniaa sobie co nowego sprzed szesnastu lat?
-  Prbowaam w domu si nad tym zastanowi, zapisa wszystko, jak mwie. - Pomachaa plakatem, obrcia go literami na zewntrz. - Nic mi z tego nie wychodzio. Nie potrafiam si te zmusi u swoich rodzicw, kiedy zawiozam do nich dzieci na dwa tygodnie. Nie wiem, dlaczego. Po prostu nie mogam zebra myli, skleci dwch zda. Dlatego przyszam tutaj. Mylaam, e moe...
-  To dobrze.
-  Nie byam pewna, czy powinnam tu przychodzi. Wiedziaam, e Hopp i kilka innych kobiet... troch tu posprztao.... kiedy pozwolono im wej, ale nie byam pewna, czy powinnam tu przychodzi.
-  To w takiej sytuacji trudne.
Nate nagle znw znalaz si w ciemnym zauku, z ogromnym trudem wrci do Lunacy. Czu jedynie rozpacz.
-  Musiaam tu wrci. Gazeta... nie ukazuje si ju od tak dawna. Max powici jej mnstwo energii, tyle dla niego znaczya...
Odwrcia si i starajc si kontrolowa oddech, rozejrzaa si po pomieszczeniu.
-  To miejsce wcale nie wyglda na redakcj. Nie wyglda

nawet na redakcj lokalnej gazety. Max i ja bylimy w Anchorage, Fairbanks, nawet Juneau, widzielimy pokoje redakcji informacyjnej z prawdziwego zdarzenia. Na ich widok byszczay mu oczy. Tak, to miejsce w niczym nie przypomina redakcji, ale Max by z niego taki dumny.
-  Nie zgadzam si z tob. Myl, e to normalne pomieszczenia redakcyjne.
Z trudem umiechna si, energicznie kiwna gow.
-  Mam zamiar nadal wydawa gazet. Dzisiaj podjam tak wanie decyzj. Tu przed twoim przyjciem. Mylaam, e zrezygnuj, e po prostu nie bd moga tego robi bez niego, ale gdy tu dzi weszam, wiedziaam, e musz kontynuowa jego dzieo. Mam zamiar zoy numer, sprawdzi, czy Profesor bdzie mia czas, eby mi pomc. Chc go te spyta, czy nie zna jakich dzieciakw, ktre zgodziyby si dla mnie popracowa, zdoby odrobin dziennikarskiego dowiadczenia.
-  Wspaniale, Carrie. Ciesz si, e to sysz.
-  Napisz co dla ciebie, Nate, obiecuj. Cofn si pamici do tamtych dni i zapisz wszystko, co sobie przypomn. Wiem, e chciae przejrze jego papiery i nie tylko. Jeszcze nie byam na tyach.
Nie musiaa oglda si za siebie, by Nate wiedzia, e Carrie ma na myli pokj, w ktrym zosta znaleziony Max.
-  Jeli chcesz, moesz tam wej.
Nate wiedzia, e policja stanowa starannie przeszukaa cae pomieszczenie. Sam te chcia do niego zajrze, ale innym razem. Teraz wszyscy ludzie, ktrzy przechodz ulic, z pewnoci widz, e komendant policji jest w rodku, i zaczynaj si zastanawia, co on tam robi.
-  Przyjd kiedy indziej. Czy Max mia w domu jaki gabinet?
-  Malutki. Nie przeszukiwaam jego rzeczy. Wci odkadam to na pniej.
-  Czy ktokolwiek jest teraz u ciebie w domu?
-  Nie. Dzieci poszy do szkoy.

-  Czy nie masz nic przeciwko temu, ebym tam poszed i troch si rozejrza? Jeli bd chcia co zabra, zostawi pokwitowanie.
-  Id. - Signa do torebki, wyja pczek kluczy i odpia jeden z nich. - To klucz od tylnych drzwi. Moesz go zatrzyma tak dugo, jak bdziesz chcia.
Nie chcia parkowa przed domem Hawbakerw. Zbyt duo ludzi mogo go zauway.
Zatrzyma si nieco dalej, przy zakolu rzeki. Poniewa nie dostrzeg adnych pkni na lodzie, zastanawia si, czy nie pospieszy si zbytnio z dziaaniem. Cofn si, wdrujc przez las. Tu jest zimniej - pomyla - o wiele zimniej, soce nie przewieca przez konary drzew. Dostrzeg lady pozostawione przez rakiety niene i narty. Doszed do wniosku, e wdrowaa tdy wycieczka uczniw szkoy redniej. Byy te lady zwierzt. Nate mia nadziej, e nie bdzie musia stawi czoa osiowi, ktrego przepdzi z miasta.
Zbyt mao czyta i sysza na temat tych zwierzt, eby wiedzie, jak dugo zachowuj wszelkie urazy.
nieg by tu gbszy, ni Nate si spodziewa, w zwizku z tym aowa, e nie zaoy rakiet nienych. Nie mia innej rady - musia i po ladach pozostawionych przez innych ludzi.
Dostrzeg trop - prawdopodobnie lisa - a kiedy si zatrzyma, by zapa dech, zauway stado saren. Spaceroway spokojnie niecae pi metrw na pnoc od niego. Przypuszczalnie Nate sta pod wiatr, bo nawet nie spojrzay w jego stron. Zatrzyma si wic i obserwowa je, pki nie powdroway dalej i nie znikny mu z pola widzenia.
Wdrujc na tyy domu Carrie, min co, co przypuszczalnie byo komrk na normalne narzdzia albo narzdzia ogrodnicze, a potem niewielki budyneczek na palach - najprawdopodobniej spiarni. Kto odrzuci nieg na tyach domu, przy drzwiach lea pod brezentem stos drewna na opa.
Nate skorzysta z klucza i wszed do rodka przez 

pomieszczenie, ktre stanowio swego rodzaju poczenie przebieralni i pralni. Poniewa jego buty byy mokre i pokryte grub warstw niegu, zdj je i zostawi razem z kurtk.
Kuchnia bya czysta, niemal lnia. Doszed do wniosku, e moe tak wanie postpuj kobiety, przynajmniej niektre, gdy s pogrone w smutku. Chwytaj za miot i rodki czystoci. Szmatk do polerowania i odkurzacz. Trudno byo znale drobin pyu. adnego baaganu, ktry wiadczyby, e kto tu mieszka i yje.
Moe o to wanie chodzio. Widocznie Carrie nie bya jeszcze gotowa, by wrci do normalnego ycia.
Powdrowa na pitro. Pokoje dzieci pozna po plakatach na cianach i nieporzdku na pododze. W kocu dotar do sypialni pana domu. Stao tam starannie zasane ko, a na oparciu krzesa wisiaa patchworkowa narzuta.
Czyby Carrie sypiaa teraz wanie tutaj, nie chcc, nie mogc pooy si do ka, ktre dzielia z mem?
Za sypialni Maxa znajdowa si jego gabinet. W pomieszczeniu panowa baagan, wszdzie wida byo kurz i tradycyjne mieci. Jedno ze spoje na krzele przy biurku zostao sklejone tam - tak mg je naprawi kady. Samo biurko byo podrapane i zniszczone, wyranie zostao od kogo odkupione. Niemniej stojcy na nim komputer sprawia wraenie nowego i zadbanego.
Typowy kalendarz biurowy w caoci powicony by jednemu tematowi - wdkarstwu. Kartka na kady dzie opatrzona bya ilustracj i jak sentencj dotyczc pasji Maxa. Na widocznej kartce sta mczyzna rodem z komiksw, trzyma w rce potk i twierdzi, e gdy j wyowi, bya naprawd o wiele, wiele wiksza.
Na kartce widniaa data 19 stycznia. Max nie wrci tego dnia do domu, nie oderwa kartki i nie odsoni kawau na nastpny dzie.
Na kartce nie zapisa adnej wiadomoci, adnej notatki, na przykad: Spotkanie o pnocy z... i tu nazwisko mordercy.
Nate pochyli si i przejrza zawarto kosza na mieci pod

biurkiem. Znalaz kilka innych kartek z kalendarza. Na niektrych byy zapiski:
IDITAROD - ZDJCIA PSW
KAPIE Z KRANU W AZIENCE. CARRIE JEST WKURZONA. NAPRAWI!
Na kartce z dnia poprzedzajcego mier Maxa byo tylko jedno sowo: PAT.
Nate wyj j i pooy na biurku.
Znalaz kilka kopert, ktre wiadczyy o tym, e Max krtko przed mierci regulowa rachunki. Byo te kilka opakowa po cukierkach.
Przeszuka szuflady biurka i znalaz ksieczk czekow. Po opaceniu rachunkw byo na niej dwiecie pidziesit dolarw i sze centw. Wycigi podaway wysoko rachunkw oszczdnociowych. Po jednym rachunku dla kadego z dzieci i wsplny jego i ony. On i Carrie mieli zgromadzone sze tysicy dziesi dolarw.
Byy te koperty, naklejki z adresem zwrotnym, gumki aptekarskie, spinacze, pudeko zszywek. Nic, co mogoby dziwi.
W najniszej szufladzie Nate znalaz cztery rozdziay rkopisu ze stron tytuow:
NAGE OCHODZENIE
Powie Napisa: Max T. Hawbaker
Pooy rkopis na biurku i nadal przeszukiwa szuflad, pki nie dotar do dna. Do swojej stertki doda pudeeczko dyskietek i wycinki artykuw prasowych.
Potem usiad, by sprawdzi swoje umiejtnoci komputerowe.
Nie byo adnego hasa, ktre zabezpieczaoby zawarto plikw, co oznaczao, e Max nie mia nic do ukrycia. Przegldajc dokumenty, Nate odnalaz arkusz kalkulacyjny, do ktrego Max precyzyjnie wpisywa dug hipoteczny i terminy spat. Typowy domator - pomyla Nate - czowiek, ktry w odpowiedzialny sposb gospodaruje pienidzmi.

W finansach nigdzie nie byo ani ladu po jakich wikszych sumach, niczego, co mogoby dziwi. Jeli Max Hawbaker szantaowa swojego morderc, nie wpisywa dodatkowych dochodw do comiesicznych rozlicze.
Nate znalaz na twardym dysku dalszy cig powieci i pocztki dwch nastpnych. Po przejrzeniu zawartoci dyskietek zorientowa si, e Max sumiennie robi zapasowe kopie. Byo te kilka stron internetowych - gwnie dotyczcych owienia ryb.
Hawbaker zachowa kilka e-maili - od innych wdkarzy, a take odpowiedzi paru osb na temat psw zaprzgowych. Nate przypuszcza, e Max gromadzi materiay do artykuu na temat Iditarodu.
Szuka w pokoju jeszcze przez nastpn godzin, ale nic nie wyskoczyo i nie krzykno: Uwaga, wskazwka!
Zebrawszy to, co go interesowao, znis wszystko do przebieralni, tam skonfiskowa puste pudeko i wrzuci do niego swj up.
Wrci do kuchni. Na kalendarzu kuchennym zobaczy zdjcia ptakw. Wyranie nikt nawet nie pomyla ani nie zada sobie trudu, eby przewrci kartk na luty, nie wspominajc ju o marcu.
W ponad poowie kwadracikw znajdoway si jakie zapiski. Spotkanie komitetu rodzicielskiego, trening hokejowy, wizyta u dentysty. Normalne w kadej rodzinie. Nate zauway, e Max wybiera si do dentysty. Wizyta bya zaplanowana na dwa dni po jego mierci.
Unis kartki, zerkn na luty i marzec. Tu te byo sporo zapiskw, a przy drugim weekendzie marca widnia duy napis: WYPRAWA NA RYBY.
Nate opuci kartki. Codzienno.
Najdziwniejsza bya jednak pojedyncza kartka z kalendarza na pitrze z imieniem PAT.                                             ,
W przebieralni wisiay cztery pary rakiet nienych.
Przygldajc si im, Nate zaoy buty i kurtk, po czym zabra pudeko i wyruszy w drog powrotn.

Wdrowa przez las, przy kadym kroku zapadajc si w niegu. Nagle cisz zakci wystrza z broni palnej. Instynktownie odrzuci pudeko i sign pod kurtk po bro. Gdy j wyjmowa, echo nioso po lesie huk. W zasigu wzroku Nate'a pojawi si spory jele z ogromnymi rogami. Przebieg w pobliu i popdzi dalej.
Z walcym sercem Nate ruszy w stron, z ktrej przybiego zwierz. Po pokonaniu mniej wicej dwudziestu metrw dostrzeg wrd drzew mczyzn z dug strzelb.
Obaj stali przez chwil w guchej ciszy, nie wypuszczajc broni z rki. Potem mczyzna unis lew rk i zsun do tyu kaptur.
-  Wyczu pana - powiedzia Jacob. - Przestraszy si i uciek, nim zdyem wypali. Dlatego spudowaem.
-  Spudowa pan - powtrzy Nate.
-  Miaem nadziej, e zanios Ros troch dziczyzny. David ostatnio nie mia kiedy wybra si na polowanie. - Powoli, rozmylnie przenis wzrok na praw do Nate'a. - Poluje pan, panie komendancie?
-  Nie, ale gdy sysz strza i biegn sprawdzi, kto robi tyle haasu, nie lubi by nieuzbrojony.
Jacob teatralnym gestem zabezpieczy bro.
-  Znalaz pan sprawc haasu, a ja wracam do domu bez misa.
-  Przepraszam.
-  Widocznie by to dzie szczliwy dla jelenia, nie dla mnie. Wie pan, jak std wrci?
-  Poradz sobie.
-  To dobrze.
Jacob skin gow, odwrci si, po czym poruszajc si na rakietach nienych z ogromn atwoci i gracj, znikn wrd drzew.
Wracajc, Nate nie schowa broni, nie woy jej rwnie do kabury, nawet gdy zabra pudo. Zrobi to dopiero wtedy, gdy wrci do auta.
Pojecha do domu Meg i woy pudo na dno szafy. 

Bdzie musia zajrze do niego w jakiej wolnej chwili. Poniewa mia spodnie mokre do kolan, przebra si, a potem poszed z psami nad jezioro, eby poszuka ladw roztopw przed powrotem do miasta.
-  Znaki porozstawiane - zameldowa Otto.
-  Widz.
-  Dwie osoby zwrciy nam uwag, ebymy si zajli waniejszymi sprawami.
-  Czy to kto, z kim powinienem porozmawia?
-  Nie.
-  Dzwonio do ciebie dwch dziennikarzy. - Peach stukaa w rowe kartki, na ktrych zapisywaa sprawy podczas nieobecnoci Nate'a. - Badaj spraw Pata Gallowaya i Maxa.
-  Bd musieli najpierw mnie zapa. Peter wci na patrolu?
-  Wysalimy go po lunch. Dzi jego kolej. - Otto podrapa si po brodzie. - Zamwiem dla ciebie co z kuchni woskiej.
-  wietnie, dziki. Czy to moliwe, eby czowiek polowa trzy, cztery kilometry od swojego domu, jeli wok niego ma ogromne tereny owieckie?
-  To zaley,
-  Od czego?
-  Na co poluje.
-  Taak. Przypuszczam, e to rzeczywicie moe by wane.
Poniewa utrzymywaa si temperatura nieco powyej zera, pknicia na lodzie wyduyy si i poszerzyy. Stojc na brzegu, Nate dostrzeg midzy lnic biel pierwszy, zimny bysk bkitnej wody. Zafascynowany patrzy, jak szczelina si powiksza. Nagle usysza co, co przypominao ogie artyleryjski. Albo miadc pi Boga.
Ld wybrzuszy si, powoli ustpowa coraz wikszej iloci bkitu, a potem zamieni si w pynce spokojnie biae wyspy.                                                                                  ,

-  Kiedy czowiek po raz pierwszy obserwuje, jak rozpada si ld, traktuje to niemal jak jaki obrzd religijny - skomentowaa Hopp, stajc za jego plecami.
-  Po raz pierwszy obserwowaem, jak co si rozpada, kiedy rzucia mnie Pixie Newburry, ale tamto przeycie miao w sobie wicej z traumy ni obrzdu religijnego.
Hopp staa w milczeniu, podczas gdy ld trzeszcza i hucza.
-  Pixie?
-  Taak. Miaa due oczy w ksztacie migdaw, wic wszyscy mwili na ni Pixie. Rzucia mnie dla chopaka, ktrego ojciec kupi wanie aglwk. To bya pierwsza fala morza zamanych serc w moim yciu.
-  Moim zdaniem musiaa by bardzo pytka. Lepiej dla ciebie, e to si tak skoczyo.
-  Majc dwanacie lat, mylaem cakiem inaczej. Nie przypuszczaem, e zerwanie nastpi tak szybko.
-  Kiedy natura przystpuje do dziaania, nic nie jest w stanie jej powstrzyma. Moesz by jednak pewien, e nim zima odejdzie na dobre, sprbuje jeszcze kilka razy wrci. Okres pkania lodw jest w naszych okolicach okazj do witowania. Dzi wieczorem organizujemy w Lodge nieoficjalne przyjcie z okazji roztopw. Jeli chcesz, moesz przyj.
-  W porzdku.
-  Podobno czciej sypiasz w domu Meg ni w Lodge. -Umiechna si, gdy tylko na ni zerkn. - Mwi si o tym tu i wdzie.
-  Czy to, gdzie sypiam, stanowi jaki problem, jeli chodzi o sprawy subowe?
-  Nie, naprawd nie. - Osonia domi papierosa i podpalia go za pomoc srebrnej zapalniczki Zippo. - Osobicie uwaam, e Meg Galloway to nie Pixie Newburry. Tu i wdzie mwi si rwnie, e u Meg wieczorami dugo pal si wiata.
-  Moe oboje cierpimy na bezsenno.
Nate przypomnia sobie, e Hopp peni funkcj burmistrza,

a w zapiskach Gallowaya nie byo mowy o kobiecie, ktra wdrowaaby z nimi na szczyt.
-  Siedz troch nad spraw Gallowaya.
-  Rozumiem. - Patrzya na rzek, na walk bkitnej wody z bia kr. - Wikszo ludzi w wolnym czasie wyjeda na ryby, czyta dobre ksiki albo oglda telewizj.
-  Gliniarze to nie wikszo ludzi.
-  Moesz robi, co zechcesz, Ignatiousie. Wiem, e Charlene ma zamiar sprowadzi zwoki Pata, gdy tylko bdzie to moliwe, i pochowa go w Lunacy. Chce zorganizowa mu normalny pogrzeb. Do czerwca ziemia powinna roztaja, chyba e w tym roku bd dugie mrozy.
Wydmuchna dym i westchna.
-  Gdzie w gbi duszy chciaabym, eby tak si stao. By zmarli zostali pochowani, a ywi mogli dalej prowadzi spokojny ywot. Wiem, e to trudne dla Carrie, ale fakt, e badasz t spraw, nie przywrci ycia jej mowi.
-  Nie wierz, e zabi Gallowaya. Nie wierz rwnie, e popeni samobjstwo.
Z kamienn twarz wpatrywaa si w niespokojn rzek.
-  Nie to chciaam usysze. Niech Bg ma w swej pieczy Carrie, ale nie to chciaam usysze.
-  Nikt nie chce sysze, e by moe jego najbliszy ssiad jest dwukrotnym morderc.
Tym razem mocno zadraa i woya papierosa do ust. Przez chwil zacigaa si gboko i wydmuchiwaa kby dymu.
-  Znam swoich najbliszych ssiadw, znam te tych, ktrzy mieszkaj dwa, a nawet pi kilometrw dalej. Znam ich twarze, nazwiska i przyzwyczajenia. Nie znam mordercy, Ignatiousie.
-  Znaa Maxa.
-  O Boe!
-  Chodzia w gry z Gallowayem. Niespokojnie spojrzaa mu w oczy.
-  Czy to przesuchanie?

-  Nie. Tylko komentarz.
Ciko oddychaa przy akompaniamencie trzeszczcego lodu.
-  Tak, chodziam. Razem z mem. Lubiam zwizane z tym wyzwanie i dreszczyk emocji. Oczywicie, gdy byam modsza. Pod koniec ycia Bo ograniczalimy si do dugich wdrwek i sypiania pod namiotem, jeli tylko pozwolia na to pogoda. Pki  y - powiedziaa.
-  Komu najbardziej ufa, gdy by w grach. Komu mg tam zaufa Galloway?
-  Sobie. To pierwsza zasada alpinizmu. Najlepiej ufa przede wszystkim sobie samemu.
-  W tamtych czasach twj m by burmistrzem Lunacy.
-  Wtedy by to tytu bardziej honorowy ni oficjalny.
-  Ale zna ludzi. Zwraca na wszystko uwag. Id o zakad, e ty rwnie.
-  Do czego zmierzasz?
-  Chciabym, eby si przez chwil zastanowia, wrcia pamici do lutego tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku i sprbowaa sobie przypomnie, kogo nie byo wtedy w Lunacy oprcz Gallowaya. Kto wyjecha na tydzie lub duej.
Rzucia niedopaek na nieg - przez chwil cicho skwiercza. Potem zakopaa go nog.
-  Za bardzo wierzysz w moj pami, Ignatiousie, ale pomyl.
-  Dobrze. Jeli sobie co przypomnisz, przyjd do mnie. Tylko do mnie, Hopp.
-  Wiosna si zblia - powiedziaa Hopp. - A wiosna potrafi da si tu niele we znaki.
Oddalia si, zostawiajc go nad rzek. Sta, nie zwaajc na zimne podmuchy wiatru i patrzc, jak rzeka budzi si do ycia.


Podczas roztopw pka nie tylko ld na rzece. Na ulicach zamarznitych podczas drugiej zimy pojawiy si szczeliny o rozmiarach kanionw i dziury tak due, e byy w stanie pochon pikapa.
Nate nie dziwi si, e naprawa i utrzymanie drg naleay do Binga. Nie mg jednak zrozumie, dlaczego nikt zbytnio nie przejmuje si faktem, i prace drogowe posuwaj si do przodu w tempie powolnego limaka.
Mia jednak inne powody do zmartwie.
Jak si okazao, ludzie rwnie odtajali. Ci, ktrzy w ciemnoci i nieubaganym chodzie zachowywali zdrowy rozsdek, z nadejciem wiosny wyranie o nim zapomnieli.
Przez cele posterunku przewijay si osoby, ktre naduyway alkoholu, zakcay porzdek publiczny, wywoyway burdy domowe albo popeniay zwyczajne gupstwa.
Tu po nastaniu witu Nate podszed do okna, zwabiony rykiem klaksonw i gwizdami. W nocy spad niewielki nieg, na ulicach i chodnikach leaa cieniutka warstewka biaego puchu, ktry byszcza w promieniach wschodzcego soca.
Wci jeszcze mrugay te i pomaraczowe wiateka barierek ustawionych wok gbokiej na szedziesit centymetrw dziury, ktr Nate nazwa Kraterem z Lunacy. Wok migoccych lampek jaki mczyzna taczy co, co wygldao na gig. Ju samo to naleao uzna za do egzotyczne powitanie wschodzcego soca, ale dodatkowego smaczku caemu wydarzeniu dodawa fakt, e czowiek w by kompletnie nagi.
Wok niego zebra si spory tum. Kto klaska. Moe podaje rytm? - pomyla Nate. Pozostali wykrzykiwali sowa zachty albo szyderstwa.
Nate z westchnieniem wytar do sucha ogolon w poowie twarz, woy koszul, buty i zszed na parter.

W jadalni byo pusto, kilka oprnionych do poowy talerzy dobitnie wiadczyo, e niadanie przegrao rywalizacj z nagim facetem, ktry taczy na Lunatic Street.
Nate zdj z koka marynark i trzymajc j w rce, wyszed na ulic w samej koszuli.
Sycha byo gwizdy i przytupywanie. Temperatura o wschodzie soca, wedug szacunkw Nate'a, nie dotara jeszcze do zera. Kiedy przebi si przez tum, natychmiast rozpozna tancerza. By nim Tobias Simpsky, sprzedawca, ktry pracowa na p etatu w Sklepie na Rogu", na p etatu jako zmywacz naczy w Lodge i dodatkowo dorabia jako disc jockey w lokalnej rozgoni radiowej.
Zamieni gig na westernowy taniec wojenny Indian.
-  Dzie dobry, panie komendancie.
Ros trzymaa za rczk Jesse'ego, a do piersi przytulaa jego siostrzyczk.
-  Miy poranek - powiedziaa z umiechem na ustach.
-  Tak. Czy to jaki szczeglny dzie? Moe jakie pogaskie wito, o ktrym nic mi nie wiadomo?
-  Nie. Zwyczajna roda.
-  W porzdku. Wysun si przed gapiw.
-  Hej, Toby? Zapomniae dzisiaj o czapce?
Nie przerywajc taca, Toby odgarn do tyu dugie, brzowe wosy i wyrzuci rce na bok.
-  Ubranie symbolizuje jedynie wyparcie si przez czowieka natury, jest zgod na wszelkie ograniczenia i utrat niewinnoci. Dzisiaj cz si z natur. Dzisiaj odzyskuj niewinno. Jestem mczyzn!
-  Czy aby na pewno?! - zawoa kto, na co tum zareagowa salw miechu.
-  Moe porozmawialibymy na ten temat?
Nate uj Toby'ego za rk i zarzuci mu wok bioder swoj marynark.
-  Czowiek jest dzieckiem, a dziecko przychodzi na wiat nago.

-  Syszaem co na ten temat. Koniec przedstawienia! -zawoa Nate.
Prowadzc Toby'ego ulic, prbowa poprawi marynark. We wszystkich miejscach, w ktrych mczyzna mia odsonit skr, pojawia si gsia skrka wielkoci grejpfrutw.
-  Zreszt i tak niewiele jest tu do zobaczenia - mrukn Nate pod nosem.
-  Pij tylko wod - zapewni go Toby. - Jem tylko to, co zbior wasnymi rkami.
-  Rozumiem. Nie chcesz kawy ani pczkw.
-  Jeli nie bdziemy taczy, ciemno powrci, a wraz z ni lodowata zima. nieg. - Rozejrza si dookoa lekko obkanym wzrokiem. - Jest wszdzie. Wszdzie.
-  Wiem.
Nate wprowadzi go na posterunek, a potem prosto do celi. Dochodzc do wniosku, e w Lunacy osob najblisz psychoanalitykowi jest Ken, skontaktowa si z nim i zamwi wizyt.
W ssiedniej celi Pijany Mik gono chrapa, odsypiajc popijaw, po ktrej poprzedniej nocy wszed do domu ssiada zamiast do swojego.
Midzy jedenast a drug Nate mia sze wezwa, cznie z Pijanym Mikiem. Poprzecinane opony w ciarwce Hawleya, przenone radio wczone na peny regulator i pozostawione na progu domu Sarrie Parker, wybita szyba w oknie, te graffiti na nowym skuterze nienym "finia Bowera i fordzie bronco Charlene.
Wyranie sama myl o wionie pobudzaa mieszkacw miasteczka do dziaania.
Marzc o kawie i niezjedzonym niadaniu, Nate zastanawia si, co mogo skoni mczyzn do taczenia nago na onieonej ulicy. Nagle na posterunek wszed Bing i gono trzasn drzwiami. By ogromny jak czog wyglda tak, jakby lada chwila mia zamiar kogo zabi.
-  Znalazem to w swoich rzeczach.

Rzuci na lad. dwie wdki, potem doda do nich wider, ktry wyglda jak poskrcany miecz.
-  Nie jestem zodziejem, wic lepiej bdzie, jeli dojdzie pan do tego, kto tak bardzo chcia, ebym wyszed na zodzieja.
-  Czy to rzeczy Eda Woolcotta?
-  Maj wygrawerowane jego nazwisko. Trzeba by cholernym palantem, eby przyczepia plakietki ze swoim nazwiskiem do wdek, ktre si niele przepacio. Mwi wprost, nie pozwol, eby Ed oskary mnie o kradzie. Jeli to zrobi, zmusz go, eby odszczeka swoje sowa.
-  Gdzie to znalaze?
Bing zacisn donie w pici.
-  Jeli uzna pan, e ja to zabraem, te bdzie pan musia odszczeka swoje sowa.
-  Nie powiedziaem, e je zabrae, pytaem tylko, gdzie je znalaze.
-  W swojej chacie na lodzie. Wybraem si do niej wczoraj wieczorem. Uznaem, e pora przygotowa j do sezonu. Tam to wszystko znalazem. Dugo zastanawiaem si, co z tym fantem zrobi, w kocu postanowiem przynie te rzeczy do pana. - Wskaza palcem na Nate'a. - Teraz niech pan zrobi, co do pana naley.
-  Kiedy po raz ostatni bye w swojej chacie, nie liczc wczorajszego wieczoru?
-  Ostatnio mam duo roboty. Moe wpadem tam jakie dwa tygodnie temu? Gdyby byy, od razu bym je zauway, tak jak zauwayem je wczoraj. Nie uywam wielkopaskiego sprztu.
-  Moe wejdziesz, Bing, do mojego biura i na chwil usidziesz?
Bing ponownie zacisn ogromne apska w pici i odsoni zby.
-  A po co?
-  eby spisa oficjalne owiadczenie. Chc, eby odpowiedzia mi na kilka pyta, na przykad: czy ten kto co 

ruszy, czy pojawio si co nowego albo znikn jaki twj sprzt, czy twoja chata bya zamknita i kto mgby prbowa wrobi ci w takie gwno? Bing spojrza wilkiem.
-  Uwierzy pan w to, co powiem?
-  Tak.
Bing wysun do przodu zaronit brod.
-  W takim razie w porzdku, ale musimy zrobi to szybko. Naprawd mam mas roboty.
-  Nie zajmie nam to duo czasu. A tak przy okazji, moe naprawiby ten krater na Lunatic, nim pochonie picioosobow rodzin?
Poniewa Bing by raczej do maomwny, zeznanie zostao spisane w dziesi minut.
-  Czy ciebie i Eda czy co, o czym powinienem wiedzie?
-  Trzymam pienidze w jego banku, wyjmuj je, gdy jest taka potrzeba.
-  Czy spotykacie si towarzysko?                                   W odpowiedzi Bing tylko prychn.                                
-  Nie bywam zapraszany na kolacje do jego domu, a nawet gdyby tak byo, nie poszedbym.                                   
-  Dlaczego? Czyby jego ona bya kiepsk kuchark?    
-  Lubi zadziera nosa... oboje lubi zadziera nosa... jakby byli lepsi od nas wszystkich. On jest strasznym dupkiem; ale to samo mona powiedzie o ponad poowie ludzi.
Wzruszy masywnymi ramionami. Wygldao to troch tak, jakby gra si przecigaa.                                            !
-  Chocia osobicie nie mam nic przeciw niemu.
-  Czy potrafisz powiedzie, kto oprcz niego mgby mie co przeciw tobie? Kogo tak wkurzye, eby prbowa przysporzy ci kopotw?
-  Robi, co do mnie naley, i licz na to, e ludzie bd postpowa tak samo. Jeli kto ma z tym problemy, zmusz go, eby...
-  Odszczeka swoje sowa - dokoczy Nate. - Dopilnuj,

eby Ed dosta z powrotem swoj wasno. Jestem wdziczny, e przyniose to na posterunek.
Bing siedzia przez chwil w milczeniu i bbni palcami po masywnych udach.
-  Nie uznaj kradziey.
-  Ja rwnie.
-  Nie rozumiem, dlaczego zamyka pan faceta, ktry strzeli sobie kilka gbszych albo stuk kogo, kto zaszed mu za skr, ale kradzie to cakiem inna sprawa.
Nate wierzy Bingowi. W jego kartotece odnotowano akty przemocy, ale nie byo adnej kradziey.
-  Do czego zmierzasz?
-  Kto skrad z mojego samochodu n myliwski i zapasowe rkawiczki.
Nate wywoa na ekran nastpny formularz.
-  Podaj mi opis.
-  To by cholernie dobry n - sykn przez zby, widzc e Nate czeka. - Mia dwunastocentymetrowe ostrze i drewnian rkoje z niewielkim schowkiem. Typowy n myliwski.
-  A rkawiczki? - podpytywa Nate, wystukujc odpowied Binga na klawiaturze.
-  Zwyke rkawice robocze. Z bydlcej skry, z kouszkiem w rodku. Czarne.
-  Kiedy zauwaye, e ich nie ma?
-  W ubiegym tygodniu.
-  A zgaszasz mi o tym dopiero dzisiaj, poniewa...? Bing przez minut milcza, potem ponownie wzruszy potnymi ramionami.
-  Moe nie jest pan wcale takim cakowitym dupkiem.
-  Jestem wzruszony. Pozwl, e otr zy. Zamykasz swojego pikapa?
-  Nie. Dotychczas nikt nie by tak gupi, eby grzeba w moich rzeczach.
-  Zawsze musi by pierwszy raz - powiedzia Nate.
Po wyjciu Binga Nate czeka na pojawienie si lekarza, ktry mia oceni stan psychiczny Toby'ego. W pewnym 

momencie bacznie przyjrza si raportom, ktre leay na jego biurku. Zebra si cakiem niezy stosik - pomyla. Moe nie tak wielki, do jakiego przywyk, pracujc w Baltimore, ale jednak. Do tego naley jeszcze doda drobn kradzie i akt wandalizmu, ktre wanie zgosi Bing.
Wystarczajco duo, eby komendant policji mia zajcie przynajmniej przez dwa tygodnie.
Moe to wcale nie by przypadek? Moe wszechwiat nie prbowa przypomnie mu w ten sposb, e ju nie pracuje w wydziale zabjstw?
Moe komu puszczaj nerwy?
Nate wezwa Eda na komisariat. Twarz bankiera rozjania si na widok wdek i widra.
-  Zakadam, e to twoje.
-  Oczywicie. Ju mylaem, e si nie znajd, e jakim cudem wylduj w lombardzie w Anchorage. Dobra robota, panie komendancie. Aresztowae kogo?
-  Nie. Bing wczoraj wieczorem znalaz to wszystko wrd swojego sprztu w chacie na lodzie. Dzi zaraz z rana mi to przynis.
-  Ale...
-  Powiedz, dlaczego Bing miaby wama si do twojej chaty, zbezczeci j, zabra twj sprzt, a dzisiaj przynie na posterunek?
-  Nie wiem. - Ed musn palcami odzyskane wdki. -Nie, myl, e to nie byoby zbyt mdre, ale pozostaje faktem, e on je mia.
-  Jedynym faktem jest to, e je znalaz i zwrci. Czy chcesz go za to ukara?
Ed westchn i przez chwil sta nieruchomo, a na jego twarzy wida byo wewntrzn walk.
-  No c... naprawd nie wiem, dlaczego Bing miaby mi sam wszystko zwrci, gdyby dokona kradziey. Odzyskaem swoje rzeczy i to jest dla mnie najwaniejsze. Pozosta jeszcze akt wandalizmu i kradzie p litra whisky.

-  Na razie nie zamykam sprawy.
-  To dobrze. To dobrze. - Kiwniciem gowy wskaza na okno i na bkitn rzek, po ktrej pyna biaa kra. - Przeye pierwsz zim.
-  Chyba tak.
-  Niektrzy sdz, e nie bdziesz chcia jej przeywa po raz drugi. Sam si czasem zastanawiam, czy po wyganiciu kontraktu nie bdziesz chcia wrci tam, skd przyjechae.
-  Prawdopodobnie wszystko bdzie zaleao od tego, czy rada miejska zaproponuje mi przeduenie umowy.
-  Nie syszaem adnych skarg, a przynajmniej niczego, co miaoby jakie wiksze znaczenie. - Wzi wdki i wider. - Bd musia zawie je do chaty.
-  Chc, eby pokwitowa ich odbir. - Nate podsun mu formularz. - Zaatwmy wszystko jak naley.
-  Och, oczywicie. - Postawi parafk w odpowiednim miejscu. - Dzikuj, panie komendancie. Ciesz si, e odzyskaem swoj wasno.
Komendant zauway, e Ed zerkn na tablic osonit kocem. Poprzednio zrobi to ju dwukrotnie, niemniej o nic nie spyta ani nie wygosi adnego komentarza.
Nate wsta, zamkn za nim drzwi, a potem podszed do tablicy i odkry j. Na licie nazwisk zaznaczy owkiem lini, ktra czya Binga z Edem. Obok dopisa znak zapytania.
Po poudniu chmury zasnuy niebo, a Nate dostrzeg na ich tle samolot Meg. Wraca wanie z patrolu, poniewa kto zgosi, e przy strumieniu w Rancor Woods le czyje zwoki. Jak si okazao, bya to para starych butw, ktre wystaway ze niegu. Buty dostrzegli przez lornetk turyci, ktrzy przyjechali podglda ptaki.
Ach, ci turyci - pomyla Nate, rzucajc na ty samochodu buty prawdopodobnie pozostawione przez innych turystw.
Potem usysza dobrze znany warkot samolotu i zobaczy, jak Meg wyania si z chmur.
Nim dotar do wskiego pomostu na rzece, zdya ju

wyldowa. Pywaki pod jej samolotem byy nastpn oznak wiosny. Szed po koyszcym si. pomocie, patrzc, jak Meg i Jacob wyadowuj zaopatrzenie.
-  Cze, przystojniaczku. - Postawia pudo na pomocie. -Widziaam ci przy Rancor Woods. Serce mocniej zabio mi w piersi, prawda, Jacobie?
Cicho zachichota, po czym zabra due pudo i powdrowa z nim do swojego samochodu.
-  Kupiam ci prezent.
-  Taak? Poka.
Signa do nastpnego puda, pogrzebaa w nim i wyja paczuszk prezerwatyw.
-  Doszam do wniosku, e moesz si wstydzi poprosi o takie rzeczy w Sklepie na Rogu".
-  Ale nie powinienem si wstydzi, e dajesz mi je w prezencie na pomocie w centrum miasta.
Wyrwa jej pakiecik z rki i wsun do kieszeni kurtki.
-  Mam dla ciebie trzy pudeeczka, ale pozostae dwa na razie bd trzyma w bezpiecznym miejscu.
Pucia do niego perskie oko i pochylia si, by podnie pudo.
-  Zanios je.
-  Tylko uwaaj. Jest tam zabytkowy komplet do herbaty. Babcia Joanny ofiarowaa go jej na trzydzieste urodziny. -Podniosa nastpne pudo i ruszya za Nate'em. - Dlaczego snujesz si w pobliu rzeki. Szukasz rozwizych kobiet?
-  Jedn ju znalazem, nie sdzisz?
Wybuchna miechem i lekko szturchna go okciem.
-  Pniej sprawdzimy, czy dziki tobie mog sta si jeszcze bardziej rozwiza.
-  Dzi mamy wieczr filmowy.
-  Wieczr filmowy jest w sobot.
-  Nie, przesunli go, pamitasz? Pokrywa si z wiosennym wieczorkiem w szkole redniej.
-  Tak, masz racj. Mam w tych pudach kilka sukienek na t okazj. Co puszczaj?

 Dwa filmy. Zawrt gowy i Okno na podwrze.
-  Przynios popcorn.
Zaadowaa pudo do samochodu i bacznie przygldaa si Nate'owi, ktry wkada swoje.
-  Wyglda pan na zmczonego, panie komendancie.
-  Odnosz wraenie, e ludzie dostali wiosennej gorczki. Mam sporo roboty. Tak duo, e pewnym sprawom nie mog powici tyle czasu, ile bym chcia.
-  Chyba nie mwisz o moim nagim ciele, prawda? - Obejrzaa si za siebie, na samolot, z ktrego Jacob wyadowywa ostatnie puda. - Bo ciao mojego ojca jest martwe od szesnastu lat. Czas to sprawa wzgldna.
-  Chc zamkn dochodzenie. Ze wzgldu na ciebie. Ze wzgldu na niego. I na siebie.
Owina wok palca kosmyk jego wosw. Pozwoli, eby go podstrzyga. Uznaa, e wykaza spor odwag. Albo jest beznadziejnie zakochany.
-  Co ci zaproponuj. Zrbmy sobie po prostu wolny, naprawd wolny wieczr. Obejrzyjmy filmy, zjedzmy popcorn i zabawmy si.
-  Mam wicej pyta ni odpowiedzi. Kilka z nich bd musia zada rwnie i tobie. Mog ci si nie spodoba.
-  Tym bardziej zrbmy sobie wolny wieczr. Na razie musimy z Jacobem dostarczy ludziom zamwiony towar. Zobaczymy si pniej.
Wskoczya do pikapu i gdy Jacob ruszy z miejsca, pomachaa Nate'owi. Potem obserwowaa go w bocznym lusterku, pki nie skrcili.
-  Sprawia wraenie zmartwionego - skomentowa Jacob.
-  Naley do ludzi, ktrzy zawsze si o co martwi. Czy dlatego tak mi si podoba?
-  Lubi ci osania. Nikt nigdy wczeniej tego nie robi. -Umiechn si, gdy odwrcia si w jego stron. - Ja ci uczyem, wysuchiwaem, troszczyem si o ciebie, ale nigdy ci nie osaniaem.
-  Nie potrzebuj ani nie chc, eby kto mnie osania.

-  Nie, ale wiadomo tego, e on to robi, bardzo ci do niego przyciga.
-  Moe. Moe. - Bdzie musiaa pniej si nad tym zastanowi. - Niemniej wkrtce dojdzie do ostrej kolizji naszych pragnie. Co wtedy?
-  To zaley, czyje pragnienia przetrwaj ow kolizj. Z cichym miechem wyprostowaa nogi.
-  Na pewno nie jego.
Miaa nadziej, e zdy pojecha do domu, wymy si, przebra i przygotowa wszystko na nocny maraton seksu. Wanie dziki takiemu podejciu do sprawy ich zwizek wci wyglda interesujco, nie pociga za sob adnych komplikacji i nie wymaga mylenia. Meg wierzya, e odrobina prostoty i bezmylnoci jeszcze przez jaki czas nie zaszkodz Nate'owi.                                                                          ;
Nate zdecydowanie za duo myla i to byo zaraliwe.
Niestety, po dostarczeniu towarw i pobraniu opat nie zostaa jej ju ani odrobina czasu. Skoczyo si na tym, e wpada do Lodge, gdzie przy okazji wysuchaa piosenek musicalowych w wykonaniu Wielkiego Mik'a.
Mio byo sucha Wielkiego Mik'a, ktry czsto piewa przy pracy. Meg zapoznaa si te z najwieszymi plotkami, gdy Ros wchodzia i wychodzia z kuchni, potem troch pocmokaa nad zdjciami Willow i najnowszymi fotkami creczki Wielkiego Mike'a.
Przyszo jej na myl, e siedzc w ciepej kuchni, suchajc pogaduszek i muzyki, czuje si jak w domu. Dodatkow atrakcj bya moliwo zwdzenia kawaka wspaniaego jabecznika Mik'a.
-  Umw si z nim na randk do kina - powiedzia Mik midzy jedn a drug piosenk. - To bdzie romantyczne.
Meg ukrya si za piecem i zajadaa placek.                      ;
-  Moe to zrobi, ale wtedy zje mi cay popcorn.             
-  Widz w twoich oczach gwiazdki i serduszka.    ,          
-  Uhm - wydusia z penymi ustami.

-  Jasne. U niego te.
Zacmoka, jakby kogo caowa. To dziwny dwik - pomylaa Meg ze miechem - zwaszcza gdy wydaje go potny, ysy, czarnoskry mczyzna.
-  Ja te je miaem, gdy po raz pierwszy zobaczyem swoj Juli. Wci je mam.
-  Dlatego jeste tutaj i pieczesz wspaniay jabecznik dla bandy ponurakw.
-  Lubi piec.
Naoy na talerz pieczon ryb, czerwone ziemniaczki i zielony groszek.
-  Dla Julii i mojej maej ksiniczki Annie gotw jestem zrobi dosownie wszystko. Dobrze jest tu mieszka i pracowa, bo jeli czowiek kocha, to kade miejsce na ziemi jest dla niego dobre.
Zamieni melodie musicalowe na piosenki Beatlesw. Zapiewa Ali You Need Is Love. Meg koczya ciasto. Ros wesza do kuchni zabra zamwione dania.
Dobrze jest tu mieszka i pracowa - rozmylaa Meg, wsypujc popcorn do papierowej torby i potrzsajc ni, eby rozprowadzi maso i sl. Musiaa jeszcze tylko wymyli, co zrobi z mioci.
Gdy sza na ratusz, wyczua w powietrzu wilgo. Zanosio si na deszcz.
Nate si spni, co j zdziwio. Wpad, gdy ju gaszono wiata.
-  Przepraszam. Miaem wezwanie. Jeozwierz. Powiem ci pniej.
Prbowa zainteresowa si filmem, dostosowa si do oglnie panujcej atmosfery, ale jego myli kryy gdzie indziej. Tego ranka na swojej tablicy poczy Eda z Bingiem. Wspln nici by skradziony sprzt wdkarski. Co, co bardziej wygldao na gupi art albo szczeniack przygod. Midzy poszczeglnymi osobami byo znacznie wicej rnorodnych powiza.
Wszyscy oni siedzieli wok niego w ciemnoci i


podziwiali Jimmy'ego Stewarta w roli gliniarza, ktry przeszed zaamanie.
Znam to z wasnego dowiadczenia - pomyla Nate. Stewart te bdzie stacza si. w d. Bdzie cierpia i coraz bardziej popada w obsesj.
Mia dziewczyn, straci dziewczyn, znalaz dziewczyn, straci dziewczyn. Nieustanna spirala blu i przyjemnoci.
Dziewczyna stanowia klucz.
Czy Meg rwnie nim jest? Jedyne dziecko Patricka Gallowaya, ywy symbol. Jeli nie jest kluczem, to moe przynajmniej nastpnym ogniwem?
-  Jak dugo masz zamiar buja w obokach, zanim wyldujesz?
-  Sucham?
-  Wyglda na to, e czsto to robisz.
Meg przekrzywia gow. W tym momencie Nate zda sobie spraw, e wczono wiata i zacza si przerwa midzy filmami.
-  Przepraszam. Wyczyem si.
-  Zauwayam. Nie zjade nawet poowy swojej czci popcornu. - Zamkna torebk i postawia j na siedzeniu. -Chod, zaczerpnijmy nieco powietrza przed drugim filmem.
Jak wikszo kinomanw utknli w otwartych drzwiach. Gdzie w trakcie przeobraania si Kim Novak z ciemnych chmur lun deszcz. Deszcz, ktry Meg czua wysoko w grze.
-  Bdzie powd - powiedziaa.
Marszczc czoo, prbowaa wypatrzy co przez grub warstw dymu wydmuchiwanego przez odwane i przemoczone duszyczki, ktre stay na zewntrz i osaniay domi papierosy przed deszczem.
-  A jeli temperatura jeszcze troch spadnie, na drogach zrobi si gooled.
-  Jeli chcesz jecha do domu, zawioz ci. Bd musia jednak wrci i przypilnowa tu wszystkiego.
-  Nie, zostan na drugi film, potem zobacz, jak bdzie. Zreszt rwnie dobrze deszcz moe zamieni si w nieg.

-  Pozwl, e sprawdz kilka rzeczy. Spotkamy si na sali.
-  Cay glina, zawsze czujny i gotowy. Zobaczywszy jego min, wywrcia oczami.
-  Wcale si nie skar, panie Burk. Jezu! Nie mam zamiaru jcze i dsa si, nawet jeli bd musiaa obejrze film bez twojego towarzystwa. Zreszt w razie potrzeby mog te sama wrci do domu. Jestem rwnie w stanie sama poradzi sobie z ostatni, najbardziej rozrywkow czci wieczoru, jeli nie bdziesz mg suy mi pomoc. Kupiam wanie wiee baterie. Natomiast wkurza mnie, jak patrzc na mnie, widzisz j.
Mia zamiar powiedzie, e to nieprawda, ale ju si oddalia. Poza tym i tak byoby to kamstwo. Odruch warunkowy -pomyla, prbujc zrzuci ciar z barkw.
Wci go dwigajc, dostrzeg w tumie Profesora, Petera, Hopp i Binga.
Ca przerw i kawaek filmu powici na ukadanie planw na wypadek powodzi.
Kiedy doczy do Meg, Grace Kelly prbowaa wanie przekona Jimmy'ego Stewarta, eby wicej uwagi powica jej ni ludziom z mieszkania, ktre widzia przez okno wychodzce na podwrze.
Nate uj Meg za rk i splt palce.
-  Utknem na dobre - mrukn jej do ucha. - Przepraszam.
-  Nie tumacz si. - Odwrcia gow i musna wargami jego usta. - Moe jednak teraz obejrzaby film?
Prbowa. Kiedy Raymond Burr przyapa Grace Kelly na tym, e myszkuje po jego mieszkaniu, za ich plecami otworzyy si drzwi.
Na sal wpad Otto, wpuszczajc strumie wiata. Rozlego si buczenie i krzyki, eby zamkn te cholerne drzwi. Otto by mokry, ale zdecydowanym krokiem skierowa si prosto do Nate'a, ktry ju wsta i powoli przesuwa si midzy rzdami w stron swojego zastpcy.
-  Prosz wyj na zewntrz, panie komendancie.

Po raz drugi tego dnia Nate wyszed w koszuli. Tym razem na chodniku leaa cienka warstewka deszczu ze niegiem. Poczu na skrze lodowaty podmuch wiatru.
Natychmiast dostrzeg zwoki. Wcign powietrze w puca, przeskoczy kau i podszed do krawnika.
Pocztkowo myla, e to Buli albo Rock, dlatego serce stano mu w gardle, ale pies, ktry lea w kauy krwi , by starszy od ulubiecw Meg i mia w sierci wicej siwych wosw.
Kto najpierw podern psu gardo, a potem wbi mu n w klatk piersiow.
Nate sysza, e kto krzykn za jego plecami.
-  Ka im wej z powrotem do rodka, Otto - rozkaza. -Sprbuj zapanowa nad sytuacj.
-  Znam tego psa, Nate. To Yukon, stary pies Lary i Joego. Nieszkodliwy. Prawie bezzbny.
-  Wprowad ludzi z powrotem na ratusz. Przynie co, czym mona by byo okry zwierz, albo zle to zadanie Peterowi.
Chwil po znikniciu Ottona z ratusza wybieg Peter.
-  Jacob da mi swj paszcz nieprzemakalny. Boe, panie komendancie, to Yukon. Pies Stevena. To straszne. To niesprawiedliwe.
-  Rozpoznajesz n? Spjrz na rkoje, Peterze.
-  Nie wiem. Jest na nim duo krwi, sam... nie wiem. Nate wiedzia. Przeczucie mwio mu, e jest to n myliwski. Zaginiony n myliwski Binga.                               '.
-  Musimy zabra psa do przychodni. Chc, eby pomg mi zaadowa zwierz na pak mojego samochodu, ale wczeniej przynie mi aparat, ebymy mogli uwieczni scen.
-  On nie yje.
-  Nie yje. Gdy zrobimy zdjcia, Ken bdzie musia go zbada. Kiedy zaadujemy Yukona do samochodu, powiesz Joemu i Larze, e zabraem ich psa i jestem z nim w przychodni. A teraz id po aparat.

Kiedy Nate unis gow, ktem oka dostrzeg jaki ruch. Meg staa na chodniku i trzymaa w rce jego kurtk.
-  Zostawie j na sali.
-  Id std.
-  Ju widziaam, w jaki sposb kto potraktowa biednego psa. Biedny, stary Yukon. Lara bdzie zrozpaczona.
-  Wracaj na ratusz.
-  Jad do domu. Jad do domu, do swoich psw. Chwyci j za rk.
-  Wracaj na ratusz, a kiedy skoczy si film, czekaj na mnie w Lodge.
-  To nie jest godzina policyjna, panie Burk. Mog i tam, gdzie chc.
-  Rb, co ci ka. Chc dokadnie wiedzie, gdzie przebywasz, i mie pewno, e nie jeste sama w odlegoci omiu kilometrw od miasta. Na drogach jest gooled, warunki jazdy s bardzo niebezpieczne, grozi nam powd, a komu moe nie wystarczy, e podci biednemu psu gardo od ucha do ucha. Wic zabierz tyek z powrotem na ratusz i zaczekaj, pki nie pozwol ci stamtd wyj.
-  Nie zostawi swoich psw...
-  Przywioz twoje psy. Id na ratusz, Meg. Id, bo jak nie, to zamkn ci w celi.
Odczeka pi dugich sekund, podczas ktrych sycha byo, jak deszcz ze niegiem topnieje na chodniku. Odwrcia si na picie i jak burza wbiega na ratusz.
Czeka w strugach deszczu obok martwego psa, pki Peter nie przybieg z powrotem.
Wzi od niego aparat, pstrykn kilka zdj i wetkn je do kieszeni kurtki.
-  Pom mi zaadowa psa, Peterze. Potem zrobisz to, co ci ka. Chc, eby Otto odprowadzi Meg do Lodge i zatrzyma j tam, pki nie odwoam rozkazu. Zrozumiano?!
Peter przytakn. Jego jabko Adama niespokojnie podskoczyo, mimo to posusznie przytakn.

-  Ach, panie komendancie, Ken jest w ratuszu. Podczas seansu siedziaem tu za nim. Mam go cign?
-  Tak. Taak, przylij go tu. Moe jecha ze mn.
Nate odgarn z czoa mokre wosy. Spowijaa go delikatna mgieka.
-  Licz, e wykonasz moje rozkazy, Peterze. Chc, eby porozsya ludzi do domw. Co do jednego. Porad im, eby poszli najkrtsz drog, i zapewnij ich, e wszystkim si zajmiemy.
-  Bd chcieli wiedzie, co... co si stao.
-  Jeszcze nie wiemy, co si stao, nie sdzisz? - Spojrza na psa. - Postaraj si, eby zachowali spokj. Doskonale umiesz radzi sobie z ludmi. Id tam i porozmawiaj ze swoimi krajanami. I jeszcze jedno, Peterze, zwr uwag, kto tam jest. Chc, ebycie obaj z Ottonem zrobili dokadn list osb, ktre s w ratuszu.
A wtedy bd wiedzia - pomyla Nate - kogo tam nie ma.
Zaadowali psa do samochodu. Gdy Peter szybkim krokiem wrci na ratusz, Nate kucn przy prawej tylnej oponie swojego samochodu. Za ni, tu pod osi, leaa para zakrwawionych rkawiczek.
Otworzy drzwi, wyj torebk na dowody. Posugujc si kajdankami, unis rkawiczki i woy je do woreczka.
Na pewno nale do Binga. Tak samo jak n.
Kto uy noa i rkawiczek, ktrych zniknicie Bing zgosi zaledwie kilka godzin temu.

-  mier nastpia szybko. - Ken sta nad psem i przeciera doni twarz.
-  Z powodu rany na szyi, prawda? - podpowiada Nate.
-  Taak. Taak. Jezu, co za sukinsyn mg zrobi co takiego psu? Mwie... mwie, e z rany w klatce piersiowej nie popyno duo krwi. On ju nie y, gdy ten kto wbija mu

tam n. Podcito mu gardo w taki sposb, w jaki robi si to podczas polowania - po prostu przecina si dzikiej zwierzynie y szyjn.
-  eby odpyna krew.
-  Taak. Boe!
-  Deszcz zmy wikszo krwi, chocia nie wszystko. Poza tym, gdy znalelimy go, by jeszcze ciepy. Nie yje mniej wicej od godziny, nie sdzisz?
-  To nie moja dziaka, Nate. - Ken potrzsn gow, zdj okulary i wyczyci je koszul. - Twoje domysy s tak samo dobre, a moe nawet lepsze ni moje. Przypuszczam jednak, e rzeczywicie musiao si to sta jak godzin temu.
-  Mniej wicej godzin temu bya przerwa. Midzy filmami psa tu nie byo. Poza tym lea w zbyt duej kauy krwi, eby mg zosta zamordowany gdzie indziej i tylko podrzucony pod ratusz. Znasz tego psa?
-  Jasne. To stary Yukon. - Oczy znw zasnuy mu si zami. Szybko je otar. - Jasne.
-  Czy wyrzdzi komu jak krzywd? Szczeka na kogo? Ugryz?
-  Yukon? Mia tylko kilka zbw i z trudem przeuwa wasne jedzenie. To bardzo przyjacielski psiak. Nieszkodliwy. Moe dlatego tak trudno mi si z tym pogodzi. - Ken odwrci si na chwil, eby zapanowa nad sob. - Max... no c, Max by okropny. Tylko, na lito bosk, to by czowiek. Tymczasem ten pies... to stary i sodki kundel. Co wicej, cakiem bezbronny.
-  Jeli chcesz, usid na chwil.
Nate nadal sta i spoglda z gry na psa. Na sier poplamion krwi i ociekajc deszczem.
-  Przepraszam, Nate. Pewnie uwaasz, e lekarz lepiej powinien sobie radzi w takiej sytuacji. - Gboko odetchn. -Czego ode mnie oczekujesz?
-  Lada chwila pojawi si Joe i Lara. Chc, eby ich tu nie dopuci, pki nie skocz.
-  Co masz zamiar zrobi?

- To, co do mnie naley. Po prostu trzymaj ich za drzwiami, pki nie skocz.
Zrobi nastpne zdjcia. Nie by koronerem, ale mia do czynienia z wystarczajc liczb zwok, by wiadkiem wystarczajcej liczby autopsji, eby mie pewno, i miertelny cios zosta zadany nieco od tyu i znad gowy. Z lewa na prawo. Kto usiad na psie okrakiem, unis mu gow i podern gardo.
Potrzeba byo na to kilku minut pod oson deszczu, w czasie kiedy w pobliskim budynku dwiecie, moe nawet wicej osb ogldao Jimmy'ego Stewarta.
Istniao pewne ryzyko - pomyla, pokrywajc rczk noa proszkiem do wykrywania ladw - ale zostao starannie wykalkulowane. Na zimno.
Na nou nie byo nic oprcz krwi. Nate zapakowa go, potem wyj plastikow torb. Wrzuci do niej n i zdjcia, po czym poszed, eby porozmawia z Bingiem.
Deszcz zamieni si w drobny, wilgotny nieg, kiedy Nate go odnalaz. Wielkolud pracowa w swoim ogromnym warsztacie przy drewnianym domu. Przy wczonym radiu, ktre co chwila podawao najwiesz prognoz pogody, grzeba pod mask swojego samochodu.
W warsztacie byo jeszcze kilka innych pojazdw i co, co wygldao jak niewielki silnik na podkadkach. Jedna z szuflad ogromnej, zardzewiaej, czerwonej skrzyni na narzdzia bya otwarta. Nad dug lad wisiay nastpne narzdzia, a midzy nimi kalendarz ze skpo odzianymi blondynkami o ogromnych piersiach.
Na drewnianym stole w odlegym kcie staa potna maszyna do szycia. Co tu, do diaba, robi maszyna do szycia? Nad ni wisiaa gowa osia.
W warsztacie unosi si zapach piwa wymieszanego z dymem papierosw i smarem.                                                 
Bing spojrza wilkiem na Nate'a. Przymruy jedno oko, by uchroni je przed dymem, ktry unosi si z papierosa tkwicego w jego ustach.

-  Jeli jutro spadnie jeszcze troch deszczu, rzeka wystpi z brzegw i pocauje Lunatic Street. Bdziemy potrzebowali workw z piaskiem. Wrzuciem je do ciarwki.
Worki z piaskiem - pomyla Nate, zerkajc na maszyn do szycia. Nie bardzo mg sobie wyobrazi, jak Bing szyje worki, przypuszcza jednak, e na wiecie nie brakuje wikszych dziww.                                                                   ,
-  Wczenie wyszede z wieczoru filmowego.
-  Wystarczyo mi to, co widziaem. Mam fur roboty, nie wyrobi si do rana. O co panu chodzi?
Nate zrobi krok do przodu i wyj n w woreczku.
-  Twj?
Bing wyj papierosa z ust i spojrza z ukosa. Musiaby by lepy, a nie tylko olepiony przez odrobin dymu, by nie zauway, e na uchwycie i ostrzu noa jest krew.
-  Wyglda na to, e tak.
Wyrzuci papierosa i wdepta go w zatuszczony beton.
-  Taak, to mj n. Chyba po drodze kto go uywa. Gdzie go pan znalaz?
-  W klatce piersiowej Yukona, psa Joego i Lary.
Bing cofn si o krok, wykonujc gwatowny ruch, jaki zazwyczaj robi czowiek po otrzymaniu potnego ciosu.
-  O czym pan, do diaba, mwi?
-  Kto podern twoim noem Yukonowi gardo, a potem wbi mu go w pier, ot tak, na wszelki wypadek, ebym na pewno go znalaz. O ktrej wyszede z filmu, Bing?
-  Kto zabi Yukona? Kto zabi starego Yukona? -W oczach Binga pojawi si bysk rozpaczy. - Uwaa pan, e to ja zabiem Yukona?! - Zacisn palce na kluczu. - Czy to wanie prbuje mi pan powiedzie?
-  Jeli mnie uderzysz, bd musia ci aresztowa. Lepiej oszczd sobie upokorzenia, poniewa zrobi to bez chwili wahania. Od klucz, i to natychmiast.
Na twarzy Binga pojawia si wcieko, cay dra.
-  Jeste bardzo porywczy, prawda, Bing? - spyta Nate. -Dlatego w twojej kartotece jest kilka napadw, dlatego te

kilka nocy spdzie za kratkami. Ta sama porywczo kae ci teraz zdzieli mnie kluczem po gowie. Zrb to. Sprbuj.
Bing rzuci klucz w przeciwlegy rg warsztatu. Sapa jak silnik parowy, a jego twarz nabraa koloru cegy.
-  Niech pan si ode mnie odpieprzy. Jasne, e daem kilku osobom po mordzie, temu i owemu rozwaliem eb, ale do jasnej cholery, nie zabijam psw. A jeli mi pan powie, e to robi, wcale nie potrzebuj klucza, eby rozoy pana na opatki.
-  Tylko pytaem, o ktrej wyszede z filmu.
-  Podczas przerwy wyszedem na papierosa. Widzia mnie pan. Powiedzia pan nawet, e pora zacz przygotowania na wypadek powodzi. Wic wrciem do siebie. Zaadowaem cholerne worki z piaskiem.
Kciukiem wskaza pak ciarwki. Leao na niej przynajmniej sto workw z piaskiem.
-  Potem doszedem do wniosku, e skoro ju tu jestem, wyreguluj silnik. Robiem to do teraz. Kto poszed do domu Joego i zabi psa, ale ja si do tego nie przyznaj. Lubiem Yukona.
Nate wyj zapakowane w woreczek rkawiczki.
-  Czy to twoje?
Bing spojrza na nie i przetar usta wierzchem doni. Z jego twarzy znikna czerwie, jej miejsce zaja biel.
-  Co si tu, do diaba, dzieje?!
-  Czy to ma oznacza tak"?
-  Taak, s moje, nie przecz. Mwiem panu, e kto zabra mi zapasowe rkawiczki i n myliwski. Zameldowaem o tym.
-  Tak, dzi rano. Kto cyniczny mgby si zastanawia, czy w ten sposb nie zaatwiae sobie alibi.
-  Dlaczego, do diaba, miabym zabija psa?! Cholera, gupiego, starego psa.
Bing przetar twarz, potem wyj papierosa z paczki, ktra tkwia w kieszeni na piersi. Wyranie trzsy mu si rce.
-  Nie masz psa, Bing, prawda?
-  To wcale nie znaczy, e nienawidz psw. Chryste,

miaem psa. Zdech dwa lata temu. Na raka. - Bing odchrzkn i zacign si gboko papierosem. - By chory na raka.
-  Jeli kto zabija psa, warto zada sobie pytanie, czy mia co przeciwko samemu zwierzciu, czy moe jego wacicielom.
-  Nie miaem nic przeciwko Yukonowi. Nie mam te nic do Joego i Lary ani ich syna. Prosz ich spyta. Prosz ich spyta, czy co do siebie mamy. Natomiast zdecydowanie kto ma co do mnie.
-  Domylasz si, kto to taki?
Bing niespokojnie wzruszy ramionami.
-  Wiem tylko, e nie zabiem tego psa.
-  Nie wyjedaj z miasta, Bing. Gdyby z jakiego powodu gdzie si wybiera, zawiadom mnie.
-  Nie mam zamiaru siedzie na tyku i czeka, a kto kiwnie na mnie palcem.
-  Po prostu nie wyjedaj - powtrzy Nate na odchodnym.
Meg, czekajc na Nate'a, siedziaa nad piwem i prbowaa opanowa zo. Nie lubia czeka, i Nate na pewno to usyszy, gdy tylko wrci. Wyda jej kilka rozkazw, jakby bya idiotk albo rekrutem, a on generaem.
Nie lubia rozkazw i o tym Nate rwnie si dowie.
Gdy wrci, niele oberwie po uszach.
Gdzie on, do diaba, jest?!
Potwornie baa si o psy, niezalenie od tego, jak zdecydowanie wmawiaa sobie, e nic im si nie stanie, e Nate dotrzyma sowa i je przywiezie. Powinien pozwoli, by zrobia to sama, zamiast nakada na ni kretyski areszt domowy.
Nie chciaa siedzie bezradnie na tyku, martwi si, nie chciaa sczy piwa ani dla zabicia czasu gra w pokera z Ottonem, Chudym Jimem i Profesorem.
Wygraa dwadziecia dwa dolary i kilka centw, ale gwno j to obchodzio.
Gdzie on, do diaba, jest?
Poza tym za kogo on si uwaa? Jakim prawem mwi jej,
415
co ma robi, i grozi, e j zamknie? Zrobiby to - pomylaa, dobierajc semk trefl, dziki czemu miaa teraz w rce obiecujcego fula.
Kiedy sta w strugach deszczu obok psa, obok biednego, martwego Yukona, nie by sodkim, smutnookim Nate'em. By kim innym. Kim, kim przypuszczalnie by w Baltimore, nim cikie przeycie zwalio go z ng. Zadao cios prosto w serce.
Guzik j to obchodzio. Naprawd.
-  Stawiam dwa dolary - powiedziaa do Jima. - Podbijam stawk.
Rzucia pienidze na kupk.
Charlene daa Jimowi godzin wytchnienia i sama staa za barem. Co prawda nie ma wielu klientw - pomylaa Meg, gdy Profesor zoy karty, a Otto podbi stawk o nastpne dwa dolary. Oprcz nich w ssiednim boksie siedziaa czwrka przybyszw z zewntrz. Alpinistw, ktrzy czekali na odpowiedni pogod. Nastpny boks zajmowali dwaj starzy pierdziele, Hans i Dex, spdzajc deszczowy wieczr przy piwie i warcabach.
Wiedziaa, e czekaj na plotki, ktre lada chwila mog napyn.
Jeli poziom rzeki si podniesie, w Lodge pojawi si wicej goci. Ludzie bd wpada na kilka minut, eby si wysuszy i ogrza, wypi kaw, nim znw wyjd, by ukada worki z piaskiem. Kiedy zrobi swoje, znw si tu pojawi, mokrzy, zmczeni i godni, ale jeszcze niegotowi na samotny powrt do domu ani przerwanie wizi, jak stwarza wsplna walka z natur.
Bd chcieli napi si kawy i czego mocniejszego, zje co ciepego. Charlene dopilnuje, by to dostali, bdzie pracowa, pki nie wyjdzie ostatni go. Meg widziaa to ju wczeniej.
Dorzucia dwa dolary.                                                      
-  Dwie pary - oznajmi Otto. - Dwa krle i dwie pitki.
-  Twoi krlowie bd musieli pokoni si moim

krlowym - oznajmia, wykadajc dwie damy. - Wyranie dobrze si poczuy w asycie trzech semek.
-  Niech to diabli!
Otto patrzy, jak Meg zgarnia kupk banknotw i monet. Unis hardo gow i odsun krzeso. W tym momencie pojawi si Nate.
-  Co panu poda, panie komendancie?
Meg obejrzaa si. Siedziaa twarz do wejcia, chcc go zaatakowa, gdy tylko si pojawi, tymczasem on wszed tylnymi drzwiami.
-  Chtnie napibym si kawy, Charlene.
-  Jest dobra i gorca. - Nalaa kawy do duego kubka. -Mog ci zrobi co do jedzenia. Te bdzie dobre i gorce.
-  Nie, dziki.
-  Gdzie s moje psy? - spytaa Meg.
-  W zagrodzie. Otto, id do Hopp i innych ludzi, ktrzy czekaj na zewntrz. By moe rzeka wytrzyma, niemniej trzeba mie j na oku. Na razie pada tylko delikatny nieg. Prognoza pogody przewiduje, e obecny front przesunie si na zachd, wic s pewne szans na przejanienie.
Wypi poow kawy i wycign przed siebie kubek z prob o wicej.
-  Wylao tylko na Lak Shore. Peter i ja porozstawialimy znaki ostrzegawcze tutaj i na wschodnim skraju Rancor Woods.
-  Te dwa miejsca zawsze stanowi problem, wystarczy, e zbyt duo osb wysika si na skraju drogi - zaartowa Otto. -Skoro front przesuwa si na zachd, miastu nic nie grozi.
-  Bdziemy pilnowa - powtrzy Nate i skierowa si w stron schodw.
-  Chwileczk, panie komendancie. - Meg stana w drzwiach z psami po bokach. - Mam panu co do powiedzenia.
-  Chc wzi prysznic. Moesz mwi, gdy bd si my. Jeli nie, zaczekaj chwil.
Prychna, kiedy z kubkiem kawy w rce zacz wchodzi na pitro.
-  Niech mnie diabli, jeli mam zamiar czeka.

Posza cikim krokiem za nim, z psami u nogi.
-  Za kogo ty si uwaasz?
-  Za komendanta policji, ktrym, o ile dobrze mi si wydaje, wci jeszcze jestem.
-  Gwno mnie obchodzi, moesz by nawet komendantem caego wszechwiata, i tak nie masz prawa warcze na mnie, rozkazywa i grozi.
-  Rzeczywicie, nie wytrzymaem, ale, do jasnej cholery, nie musiabym tego robi, gdyby po prostu mnie posuchaa.
-  Posuchaa?
Wesza za nim do pokoju.
-  Nie mam obowizku ci sucha. Nie jeste moim szefem ani ojcem. Fakt, e z tob sypiam, wcale nie oznacza, e mam ci sucha.
Jednym szarpniciem zdj z siebie mokr kurtk i poklepa odznak na koszuli.
-  To prawda, ale powinna mnie sucha z tego powodu. Idc do azienki, zdj koszul.
Wci jest kim innym - pomylaa. Kim, kto ukrywa si za smutnymi oczami i tylko czeka, eby si utorowa sobie drog na zewntrz. Ten kto by twardy i zimny. Niebezpieczny.
Usyszaa, e Nate puci prysznic. Oba psy stay nieruchomo z uniesionymi gowami i bacznie jej si przyglday.
-  Lee! - mrukna.
Wesza do azienki. Nate siedzia na opuszczonej klapie muszli klozetowej i zdejmowa mokre buty.
-  Nasae na mnie Ottona i kazae mi czeka prawie trzy godziny. Przez trzy godziny nie wiedziaam, co jest grane.
Spojrza na ni martwym wzrokiem.
-  Miaem duo pracy i znacznie waniejsze rzeczy do zrobienia ni przekazywanie ci najnowszych wieci. Chcesz je usysze? - Odstawi buty, wsta i zacz zdejmowa spodnie. - Wcz radio.
-  Nie mw do mnie, jakbym bya wkurzajcym, zrzdliwym babsztylem.
Wszed pod prysznic i zasun za sob zason.

-  W takim razie przesta si zachowywa jak wkurzajcy, zrzdliwy babsztyl.
Boe, potrzebowa gorca. Nate opar si rkami o pytki, wysun gow i pozwoli, by gorca woda spywaa mu po ciele. Moe po godzinie lub dwch takiego prysznicu ciepo zdoa dotrze do jego zmczonych, przemarznitych koci. Fiolka lub dwie aspiryny, a moe wszystko przestanie go bole. Trzy albo cztery dni snu powinny pokona zmczenie spowodowane przez lodowat wod, budowanie zapr, patrzenie, jak dorosy mczyzna i kobieta pacz nad swoim zaszlachtowanym psem.
Gdzie w gbi duszy tskni za cisz, za cisz i ciemnoci, w ktrej mgby si ukry i w ktrej tak naprawd nic by si nie liczyo. Gdzie w gbi duszy obawia si, e znajdzie drog powrotn w to miejsce i e znajdzie j zbyt atwo.
Nie zmieni pozycji, nawet gdy usysza, e zasona si odsuwa - nadal sta z wycignitymi rkami, pochylon gow i zamknitymi oczami.
-  Nie k si ze mn w tej chwili, Meg, bo przegrasz.
-  Co panu powiem, panie Burk. Nie lubi, gdy kto odsuwa mnie na bok jak gupi przeszkod. Nie lubi, gdy kto mnie ignoruje. Rozkazuje mi. Nie jestem pewna, czy podobae mi si dzi wieczorem pod ratuszem. Nie poznawaam twojej twarzy, twoich oczu. To mnie wkurza...
Obja go i przywara do niego nagim ciaem. Gwatownie si wyprostowa.
-  To mnie podnieca.
-  Nie rb tego. - Zacisn palce na jej nadgarstkach, odsun j, obrci si i przytrzyma na odlego ramienia. - Po prostu tego nie rb.
Z penym rozmysem spojrzaa w d, potem umiechna si i uniosa gow.
-  Dostrzegam pewn reakcj.
-  Nie chc ci skrzywdzi, a w obecnym stanie mgbym to zrobi.
-  Nie boj si ciebie. Nagle odechciao mi si walki. Mam


ochot na co innego. Daj mi to. - Czubkami palcw musna jego klatk piersiow i zsuna rk w d. - Potem dokoczymy nasz ktni.
-  Nie jestem w przyjacielskim nastroju.
-  Ja te, Nate. Czasami czowiek potrzebuje czego innego. Po prostu marz o tym, eby znale si gdzie indziej i na chwil zapomnie o caym wiecie. Zapomnie o zoci, strachu i blu. Pom mi o nich zapomnie - mrukna.
cisna jego biodra.
Wiedzia, e lepiej by byo, gdyby j odepchn, mimo to przycign j gwatownie do siebie, tak e ciepe, mokre ciaa zetkny si, po czym odszuka jej usta.
Obja go mocno i zacisna palce na jego plecach. Wbia paznokcie w jego ciao. Promieniowao od niej ciepo, ktre szybko dotaro do jego koci, rozgrzao je, wypdzajc stamtd zmczenie i zo.
Gaskaa rkami jego mokr skr, opucia gow, zachcajc go, by nacieszy si jej szyj, jej ramionami, kadym kawakiem mikkiego, ciepego ciaa.
Dwik, ktry wydaa tu przy jego wargach, by niezwykle erotyczny.
-  Jeli chcesz, mog ci wymy. - Wzia do rki mydo. - Lubi czu pod rk mskie plecy. Zwaszcza gdy s wilgotne i liskie.                                                                   
Jej gos przypomina gos syreny. Nate pozwoli jej robi to, na co miaa ochot, i sdzi, e to ona jest pani sytuacji. Kiedy pchn j plecami na cian, w jej rozmarzonych, sennych oczach pojawio si zaskoczenie.
Kiedy zacza si umiecha, przywar wargami do jej ust..
Miaam racj - pomylaa jak przez mg. Sta si kim innym, kim, kto bezwzgldnie przejmowa wadz. Kto pozbawia wyboru, kto by w stanie zmusi j do ulegoci.
Caujc j, wyj mydo z jej rki. Musn nim jej piersi, a poczua bl w brodawkach. Niespokojnie westchna.
Mrowienie w dole brzucha mwio, e jest gotowa. e pragnie. e poda. Musna wargami jego szyj i mrukna:

-  Dobrze by z tob, bardzo dobrze. Chc poczu ci w swoim wntrzu. Teraz.
-  Najpierw bdziesz krzycze.
Rozemiaa si i ugryza go - wcale nie tak delikatnie.
-  Nie, nie bd.
-  Bdziesz.
Unis jej rce nad gow i jedn rk chwyci nadgarstki.
-  Bdziesz.
Wsun mydo midzy jej nogi i zacz pociera, obserwujc, jak ciao Meg dry, spragnione orgazmu.
-  Nate.
-  Ostrzegaem ci.
Poczua co w rodzaju paniki, paniki, ktra szybko ustpia miejsca rozkoszy, gdy wsun w ni palce. Poruszya si niespokojnie, pragnc si wyswobodzi, pragnc wicej. Pragnc jego. On jednak poprowadzi j dalej, tam gdzie nie moga ju duej wytrzyma, tam gdzie nie moga tego znie. Z trudem odetchna i wydobya z siebie gos. Byo to wp-obkane baganie, kiedy woda spywaa po jej drcym ciele, a para przesaniaa jej oczy.
Kiedy wybuchna, rozrywajc cieniuchn granic midzy zdrowym rozsdkiem a szalestwem, stumi jej krzyk pocaunkiem.
-  Powiedz moje imi.
Musia je usysze, musia mie pewno, e Meg wie, z kim si kocha.
-  Powiedz moje imi - rozkaza, unoszc jej biodra i zanurzajc si w niej.
-  Nate.
-  Jeszcze raz. Powiedz to jeszcze raz. - Oddech powodowa bl w gardle. - Spjrz na mnie i powiedz moje imi.
-  Nate.
cisna palce w jego wosach, wbia paznokcie w jego plecy. Uniosa gow i spojrzaa mu w oczy. Zobaczya jego. Zobaczya siebie.
-  Nate.

Wzi j. Bra j, bra j, pki nie osign szczytu, pki ona nie staa si mikka jak wosk, pki nie opucia gowy na jego rami.
Musia oprze rk o cian, eby zapa oddech i nieco oprzytomnie. Na olep poszuka kurka, eby zakrci prysznic.
-  Musz usi - powiedziaa z trudem. - Naprawd musz usi.
-  Zaczekaj chwileczk.
Poniewa nie by pewien, czy Meg zaczeka, obj j i niemal przerzuci sobie przez rami, po czym wycign j i siebie spod prysznicu.
Chwyci dwa rczniki, chocia przypuszcza, e przy arze, ktry wytworzyli, woda powinna z nich wyparowa w cigu minuty.
Kiedy wszed z ni do sypialni, psy wstay.
-  Lepiej powiedz im, e nic ci nie jest.
-  Co takiego?
-  Chodzi o psy, Meg. Uspokj je, zanim dojd do wniosku, e stukem ci do nieprzytomnoci.
-  Rock, Buli, lee! - Niemal bezwadnie osuna mu si z rk, kiedy pooy j na ku. - Huczy mi w gowie.
-  Lepiej sprbuj si wytrze.
Pooy jeden z rcznikw na jej brzuchu. Nawet nie prbowaa si osuszy, jedynie leaa, rozkoszujc si odczuwanym rozlunieniem.
-  Kiedy wszede, wygldae na zmczonego. Zmczonego i zego, pokrytego cieniuchn warstewk lodu. To samo dostrzegam w twoim spojrzeniu przed ratuszem. Kilkakrotnie widziaam to ju wczeniej, ale trwao zaledwie uamek sekundy. Bya to twarz gliniarza.
Milcza, jedynie wycign z szafy par spodni od dresu, a jej rzuci flanelow koszul.
-  To jedna z tych rzeczy, ktre mnie podniecaj. Dziwne.
-  Droga do twojego domu jest bardzo niebezpieczna. Bdziesz musiaa tu zosta.


Odczekaa chwil, poniewa jeszcze nie bardzo moga myle.
-  Olae mnie. Poprzednio. Poprzednio, gdy bylimy na zewntrz.
Wci miaa przed oczami Yukona, jego podernite gardo, n tkwicy po rkoje w klatce piersiowej.
-  Olae mnie i wydawae mi rozkazy. Nie lubi tego. Bez sowa podnis rcznik i zacz wyciera wosy.
-  Nie masz zamiaru przeprosi?
-  Nie.
Usiada, eby zaoy poyczon koszul.
-  Znaam tego psa od szczeniaka.
Poniewa lada chwila gos mg jej si zaama, zacisna usta. Zapanowaa nad sob.
-  Miaam prawo by zdenerwowana.
-  Nie przecz.
Podszed do okna. nieg bardziej przypomina teraz delikatn mgiek. Moe prognoza pogody si sprawdzi?
-  Miaam prawo martwi si o swoje psy, Nate. Prawo, eby zaj si nimi osobicie.
-  I tak, i nie. - Odszed od okna, ale nie zasun kotar. -Oczywicie, miaa prawo si martwi, ale nie byo o co.
-  Nic im si nie stao, ale mogo si sta.
-  Nie. Ten, kto to zrobi, skrzywdzi pojedynczego starego psa. Twoje s mode i silne, maj dwa komplety zdrowych zbw. Praktycznie s zronite jednym bokiem.
-  Nie rozumiem...
-  Pomyl chocia przez dwie sekundy, zamiast od razu reagowa. - Z wyranym zniecierpliwieniem odrzuci rcznik na bok. - Powiedzmy, e kto chciaby je skrzywdzi. Powiedzmy, e kto... kto, kogo znaj i dopuszczaj blisko siebie... sprbowaby zrani jednego z nich. I nawet by mu si to udao. Wtedy drugi rzuciby si na niego i rozerwa go na strzpy. Wie o tym kady, kto je zna na tyle, by do nich podej.
Podcigna kolana do klatki piersiowej, przycisna do nich twarz i wybuchna paczem. Nie unoszc gowy,

machna rk, eby go powstrzyma, kiedy usyszaa, e idzie w jej stron.
-  Nie. Nie rb tego. Daj mi chwil. Nie mog wymaza z pamici obrazu, ktry zobaczyam. atwiej mi byo si na ciebie wcieka, a potem zamieni wcieko w seks. Dostawaam szau, siedzc tu, czekajc i nie wiedzc, co si dzieje. Gdzie w gbi duszy baam si o ciebie. Baam si, e co ci si stanie. I to mnie wkurzyo.
Uniosa gow. Przez zy dostrzega, e znw si zamkn.
-  Chc ci powiedzie co jeszcze.
-  Wal.
-  Tylko musz... musz si zastanowi, jak dobra sowa, eby gupio nie zabrzmiao. - Przetara policzki rkami. -Mimo e byam wcieka, przeraona i koniecznie chciaam skopa ci tyek za jedno i drugie... podziwiaam ci za to, co robisz. Jak to robisz. Kim jeste, kiedy to robisz. Podziwiam si, jaka jest do tego potrzebna.
Usiad. Nie obok niej, nie na ku, ale na krzele, eby zachowa midzy nimi dystans.
-  Nikt, na kim mi zaleao... nikt, poza wsppracownikami, nigdy nie powiedzia mi czego takiego.
-  W takim razie powiedziaabym, e zaleao ci na nieodpowiednich ludziach.
Wstaa i posza do azienki, eby wytrze nos. Kiedy wrcia, opara si o framug i obserwowaa Nate'a przez ca dugo pokoju.
-  Pojechae i przywioze moje psy. Pojechae po nie, chocia tyle si tu dziao. Moge kogo posa albo po prostu ola ca spraw. Kto wytumaczyby si, mwic, e droga jest zalana, ale ty tego nie zrobie. Mam przyjaci, ktrzy zrobiliby dla mnie to samo, a ja zrobiabym to dla nich, ale aden mczyzna, z ktrym byam, aden facet, z ktrym sypiaam, nie zadaby sobie tyle trudu.
Na jego ustach pojawi si niewyrany umiech.
-  W takim razie powiedziabym, e sypiaa z nieodpowiednimi facetami.

-  Chyba tak.
Podesza i podniosa koszul, ktr Nate zrzuci z siebie zaraz po wejciu. Ostronie odpia odznak i podaa mu j.
-  A tak swoj drog, jest ci z ni do twarzy. Stajesz si bardziej seksowny.
Chwyci j za rk, nim zdya si cofn, i wsta, nie puszczajc jej ani na chwil.
-  Niesamowicie ci pragn. Bardziej ni kiedykolwiek kogokolwiek innego, i moe bardziej, niby chciaa.
-  Przekonamy si.
-  Nie podziwiaaby mnie kilka lat temu. Sze miesicy temu. Poza tym powinna wiedzie, e wci zdarzaj, si dni, kiedy ciko mi wsta z ka.
-  Dlaczego w takim razie wstajesz? Otworzy drug rk i spojrza na odznak.
-  Chyba ze wzgldu na ni. To aden heroizm.
-  Och, jeste w bdzie.
W tym momencie poczua, e co chwyta j za serce.                    
-  Heroizm to robienie czego wicej, ni si chce albo ni           wydaje si moliwe. Czasami po prostu jest to gwniana robota, ktrej nikt inny by nie wykona.                                                
Podesza bliej i uja jego twarz w donie.                                   
-  Nie chodzi tylko o skakanie z samolotu na lodowiec trzy            tysice metrw nad poziomem morza, bo nie ma nikogo innego, kto mgby to zrobi. Chodzi rwnie o wstanie z ka          rano, kiedy czowiek nie ma na to ani ochoty, ani siy.                         
W jego oczach pojawiy si emocje. Opar brod na czubku jej gowy.
-  Tak ci kocham, Meg.                                                              Pocaowa jej wosy i wyprostowa si.                                         
-  Musz i. Chc przed snem sprawdzi, jak wyglda rzeka.                                                                                             
-  Czy cywil i dwa psy mog pj z tob?
-  Taak.                                                                                      Przeczesa palcami jej wilgotne wosy.
-  Tylko najpierw musisz wysuszy wosy.

-  Powiesz mi wszystko, co wiesz na temat Yukona?
-  Powiem ci wszystko, co mog.

Wczesnym rankiem, nie zwaajc na lekk mawk, Nate wrci na miejsce przestpstwa. Pies lea dziesi krokw od drzwi. W miejscu, gdzie mg go zobaczy kady, kto przyszedby na ratusz albo z niego wychodzi. Kady, kto by tdy przejeda albo przechodzi.
Nie tylko tu lea. Rwnie tutaj zosta zaszlachtowany.
Nate wszed do rodka i powdrowa do pomieszczenia, w ktrym poprzedniego dnia zebrali si ludzie. Zarzdzi, eby wszystko zostawiono na swoim miejscu: skadane krzesa, olbrzymi ekran. Prbowa sobie przypomnie, jak tu wygldao poprzedniego wieczoru.
Troch si spni, przyszed tu przed zgaszeniem wiate. Zlustrowa tum, czciowo z przyzwyczajenia, czciowo w poszukiwaniu Meg.
Ros i David siedzieli w ostatnim rzdzie. Po raz pierwszy od urodzenia dziecka Ros spdzaa wieczr poza domem. Ona i David trzymali si za rce. Nate przypomnia sobie, e widzia ich oboje podczas przerwy: Ros rozmawiaa przez telefon, prawdopodobnie wypytywaa matk, ktra zostaa w domu z dziemi, jak spisuje si maa.
Bing siedzia z tyu. Nate stara si nie zwraca uwagi na piersiwk, ktr wielkolud trzyma midzy kolanami. Byli te Db i Harry. Profesor. Maa grupka uczniw szkoy redniej, caa rodzina Riggw, ktrzy mieszkali w drewnianej chacie pod Rancor Woods.
Przypuszczalnie na projekcj filmw przysza poowa mieszkacw miasta - co oznaczao, e drugiej poowy tu nie byo. Niektrzy wyszli podczas przerwy. Kady z tych, ktrzy zostali, mg niepostrzeenie wyj, a potem wrci.

Pod oson ciemnoci, kiedy uwaga wszystkich skupiona bya na ekranie.
Gdy Nate wrci do foyer, usysza, e kto otwiera drzwi wejciowe. Po chwili Hopp zsuna kaptur.
-  Zauwayam na zewntrz twj samochd. Nie wiem, co o tym myle, Ignatiousie. Niczego nie rozumiem.
Uniosa rce, potem je opucia.
-  Wybieram si do Lary. Co mam jej powiedzie? To czyste szalestwo. Zoliwo i szalestwo.
-  Moim zdaniem zoliwo.
-  Ale nie szalestwo? Kto zarn pod ratuszem bezbronnego psa. Uwaasz, e to nie jest szalestwo?
-  Zaley, dlaczego to zrobi. Zacisna wargi.
-  Nie potrafi znale adnego wyjanienia. Kilka osb twierdzi, e pojawi si u nas jaki dziwny kult i e wanie dzieciaki ze szkoy redniej przeprowadziy co w rodzaju eksperymentu. Nie wierz w to.
-  To nie by rytualny mord.
-  Inni podejrzewaj, e dokona tego jaki pomyleniec, ktry zatrzyma si nieopodal miasta. Pewnej otuchy dodaje mi przekonanie, e czego tak okropnego nie mg zrobi nikt z nas, ale nie wiem, czy czuj si lepiej, sdzc, e w okolicy krci si wariat, ktry postanowi w taki niecodzienny sposb wyprawi psa na tamten wiat.
Bacznie przyjrzaa si jego twarzy.
-  Nie zgadzasz si ze mn.
-  Nie.
-  Powiesz mi, co o tym sdzisz?
-  Sdz, e jeli kto zabija miejscowego psa i jeli robi to w rodku miasta, przed budynkiem, w ktrym siedzi przynajmniej poowa mieszkacw tego miasta, musi mie w tym jaki cel.
-  To znaczy?
-  Pracuj nad tym.

Przejecha wzdu rzeki, a dopiero potem skierowa si na posterunek. By szary, ponury dzie, po rzece suny ogromne tafle biaej kry.
Samolot Meg znikn. Widomy znak, e nie moe jej zamkn w jakim bezpiecznym miejscu. Bing wraz z dwoma pomocnikami ata dziury w drodze. Na widok przejedajcego Nate'a jedynie zerkn w jego stron.
Na posterunku Peach namawiaa Joego i Lar na kaw. Peter sta obok. Wyglda jak dorosy mczyzna, ktry bardzo stara si powstrzyma zy.
Na widok Nate'a Lara poderwaa si na rwne nogi. Miaa opuchnite i zaczerwienione oczy.
-  Chc wiedzie, co robisz w sprawie Yukona. W jaki sposb prbujesz znale drania, ktry z takim okruciestwem zabi mojego psa?
-  Zaczekaj chwileczk, Laro.
-  Nie mw do mnie: Zaczekaj chwileczk, Laro" - warkna, odwracajc si do ma. - Chc to wiedzie.
-  Moe wejdziecie do mojego biura? Peach, przez kilka minut nie wpuszczaj do mnie nikogo, chyba e zdarzyoby si jakie naprawd powane nieszczcie.
-  W porzdku, panie komendancie. Laro - powiedziaa, ciskajc rk kobiety. - Bardzo, bardzo serdecznie ci wspczuj.
Lara jedynie lekko skina gow, po czym wysuna brod i jak okrt pod penymi aglami powdrowaa prosto do biura Nate'a.
-  Chc, eby odpowiedzia na moje pytania.
-  Usid, Laro.
-  Nie chc...
-  Chc, eby usiada.
Powiedzia to niemal szeptem, ale jego gos zabrzmia tak wadczo, e bez protestu opada na krzeso.
-  Mieszkacy miasta gosowali za utworzeniem komendy policji. Postanowilimy ci tu sprowadzi, zgodzilimy si paci specjalny podatek na twoje wynagrodzenie. Chc, 

eby mi powiedzia, co w tej sprawie robisz. Dlaczego nie jeste gdzie w terenie i nie szukasz tego sukinsyna.
-  Robi, wszystko, co mog., Laro - powiedzia rwnie spokojnym tonem, co poprzednio, nie dopuszczajc jej do gosu. - Nie myl, e traktuj te. spraw lekko. e ktokolwiek z nas j lekceway. Szukam sprawcy i bd go szuka a do skutku.
-  Masz n. N, ktry... - Gos jej si zaama, broda jej zadraa, mimo to wcigna powietrze w puca i wyprostowaa plecy. - Wystarczy, jeli znajdziesz waciciela tego noa.
-  Wczoraj rano przyjem zgoszenie o kradziey tego wanie noa i nie tylko. Rozmawiaem z jego wacicielem, mam rwnie zamiar zebra zeznania od ludzi, ktrzy byli na ratuszu. Mog zacz od was.
-  Mylisz, e jedno z nas zabio Yukona?
-  Nie. Usid, Laro - powiedzia, kiedy poderwaa si ze stoka. - Oboje bylicie na wieczorze filmowym. Ustalmy zatem, co widzielicie i co syszelicie.
Usiada, tym razem powoli.
-  Zostawilimy go przed domem. - zy napyny jej do oczu. - By tak stary, e nie trzyma moczu, dlatego zostawilimy go na podwrku. Tylko na kilka godzin, poza tym mia bud. Gdybymy go tam nie zostawili...
-  Nie wiem, czy to by co zmienio. Kto, kto to zrobi, rwnie dobrze mg si wama do waszego domu i wycign Yukona. O ile wiem, bardzo dobrze opiekowalicie si nim przez blisko czternacie lat. Nie moecie mie do siebie pretensji. O ktrej wyszlicie z domu?
Lara pochylia gow, wbia wzrok w rce. Z oczu popyny jej zy.
-  Tu po szstej - powiedzia Joe i zacz gaska on po plecach.
-  Poszlicie prosto na ratusz?
-  Taak. Bylimy tam chyba koo wp do sidmej. Wczenie, ale lubimy siedzie w pierwszych rzdach. Rzucilimy

kurtki na krzesa. W czwartym rzdzie, po... po lewej stronie. I przez chwil rozmawialimy z innymi.
Nate wypyta ich o wszystko. Z kim rozmawiali, kto siedzia obok nich.
-  Czy kto skary si na waszego psa?
-  Nie. - Joe westchn. - No c, moe kilka razy, gdy Yukon by jeszcze szczeniakiem. Czsto szczeka, nawet wtedy, gdy poruszy si li. Pewnego razu uciek nam i pogryz buty Tima Trippa, ale to byo dawno temu, a Tim i tak mia zamiar wyrzuci te botki, poniewa byy stare i chyba wiksze od Yukona. Kiedy przesta by szczeniakiem, znacznie si uspokoi.
-  A co moecie powiedzie o sobie? Czy mielicie ostatnio z kim jak scysj? Ktni?
-  Owszem, posprzeczaem si z Chudym Jimem z powodu Iditarodu. Doszo nawet do ostrej wymiany zda, ale takie rzeczy si zdarzaj.. Niemal kady ma swoj opini na temat tego wycigu, obstawia swoich faworytw.
-  Jeli o mnie chodzi, ostatnio musiaam wzywa do szkoy Ginn Mann, poniewa jej syn dwukrotnie poszed na wagary. - Lara zmia w palcach chusteczk higieniczn. - Nie bya z tego powodu zbyt szczliwa.                                      
-  Ile lat ma jej syn?
-  Osiem. - Lara gwatownie zamrugaa powiekami. -
o  Boe, Joshua nie mg zrobi czego takiego Yukonowi, Nate. To dobry chopiec, tylko nie bardzo lubi chodzi do szkoy. Nie zabiby psa dlatego, e by na mnie zy. A Ginna
1 Don to dobrzy ludzie. Na pewno nie...
-  W porzdku. Jeli przyjdzie wam na myl kto jeszcze, dajcie mi zna.
-  Chc... chc przeprosi za to, e wczeniej tak na ciebie napadam.
-  Nie przejmuj si tym, Laro.
-  Nie, byam niesprawiedliwa. Byam niesprawiedliwa, tymczasem ty... uratowae ycie mojemu synowi.
-  To nieprawda.                                                             

-  Pomoge go uratowa, a to dla mnie to samo. Nie powinnam przychodzi tu w takim stanie. Joe prbowa mnie powstrzyma, ale go nie suchaam. Kochaam tego cholernego psa.
Po ich wyjciu Nate odkry tablic. Kiedy przypina zdjcia, ktre zrobi poprzedniego wieczoru, wszed Peter.
-  Wszystko w porzdku, panie komendancie?
-  Taak.
-  Mylaem, e poradz sobie z pani Wise. Nie udao mi si. Przyjaniem si ze Stevenem, obaj... dorastalimy razem z Yukonem. Mj ojciec ma psy zaprzgowe. S naprawd wspaniae, ale zwierz domowe to zupenie co innego. Nawet gdy Steven wyjecha na studia, czasami wpadaem, eby pobawi si z psem. Chyba dlatego wczoraj wieczorem byo mi tak ciko.
-  Moge mi powiedzie.
-  Po prostu... byem wkurzony. Ach, panie komendancie. Czy teraz tablica bdzie ju odsonita? To znaczy: czy mamy poprzyczepia do niej kopie protokow i inne rzeczy zwizane ze spraw?
-  Nie.
-  Ale... przyczepi pan tu Yukona.
-  Tak.
-  Myli pan, e to, co przydarzyo si Yukonowi, ma zwizek z tamtymi sprawami? Czuj si jak gupiec, ale czego tu nie rozumiem.
-  Bo chyba tylko gupiec moe uwaa, e wszystkie te sprawy co czy.
Peter podszed bliej.
-  Dlaczego wic pan tak myli?
-  Na razie nie wiem, dlaczego kto postanowi zabi psa. - Nate obszed biurko, otworzy szuflad i wyj z niej torebki, w ktrych byy zapakowane n oraz rkawiczki. -Te rzeczy nale do Binga. Wczoraj rano zgosi, e kto mu je skrad.

-  Bing? - Oczy Petera zrobiy si okrge. - Bing?
-  atwo wpada w zo. By wczeniej notowany, ale ma na koncie gwnie napaci. Gwatowne zachowanie.
-  Taak, ale... na Boga...
-  Moemy do tego podej na kilka sposobw. Bing w ktrym momencie pokci si z Joem. Albo Joe i Lara w jaki sposb wkurzyli Binga, wic chcia da im nauczk. Postanowi zabi ich psa. Zgosi kradzie noa i rkawiczek, nastpnie wczoraj wieczorem, wiedzc, e Wise'owie s na ratuszu, podczas przerwy zabra psa, przyprowadzi pod ratusz, zabi i zostawi n oraz rkawiczki, uwaajc, e jest czysty, poniewa wczeniej zameldowa mi o ich znikniciu. Potem wrci do domu i zaj si prac w warsztacie.
-  Jeli by wcieky na pana albo pani Wise, dlaczego po prostu nie zdzieli pana Wise'a po twarzy?
-  Dobre pytanie. Mona na to spojrze rwnie pod innym ktem, na przykad zaoy, e kto chcia przysporzy Bingowi nieco kopotw. Bing czsto wkurza ludzi, wic na pewno nie brak mu wrogw.
Nate opar si biodrem o biurko i nie odrywa wzroku od tablicy.
-  Ten kto ukrad mu n i rkawiczki. Uy ich, zabijajc psa, i zostawi w widocznym miejscu, ebym je znalaz. Albo...
Przysun si do lady i wbi wzrok w dzbanek z kaw.
-  Moemy zada sobie pytanie, co moe wiza ze sob morderstwo Gallowaya, mier Maxa i mier psa.
-  No wanie. Nie widz midzy tymi wydarzeniami adnego zwizku.
-  Morderca zostawi nam jedn wan wskazwk. Zakodowan albo bardzo wyran, zaley, jak si na to spojrzy. Pies ma podernite gardo. W ten sposb morderca zada mu mier, ale nie odrzuci noa. Bez popiechu obrci psa i wbi mu n w pier. Dlaczego zada sobie tyle trudu?
-  Poniewa to czowiek chory, zoliwy i...
-  Zapomnij o tym, Peterze, i popatrz na tablic. Spjrz na Gallowaya. Spjrz na psa.
432
Nate widzia, e Peter prowadzi wewntrzn walk. Zmusza si, by popatrze na makabryczne zdjcia. Gdy chopak w kocu zrozumia, zacz gwatownie oddycha.
-  Cios w pier. Obaj maj w klatce piersiowej takie lub inne ostrze.
-  To moe by przypadek, ale moliwe te, e kto prbuje nam co powiedzie. Teraz zrbmy nastpny krok. Co wie Gallowaya, Maxa i Wise'w?
-  Nie wiem. Steven i jego rodzice przenieli si tutaj, gdy miaem jakie dwanacie lat, tak przynajmniej mi si wydaje, czyli jaki czas po znikniciu Gallowaya. Znali natomiast pana Hawbakera. Pan Wise czsto zamieszcza w The Luna-tic" ogoszenie o swoich usugach komputerowych. Pani Wise i pani Hawbaker razem prowadziy niektre kursy. Midzy innymi kurs szycia koder, na ktry chodzia Peach.
-  czy ich co jeszcze. Z tego, co wiemy, nie znali Patricka Gallowaya, ale przez szesnacie lat wszyscy byli przekonani, e Galloway po prostu odszed. Teraz wiedz, e byo inaczej. Dlaczego?
-  Poniewa znaleziono go, gdy... Steven... Steven by wrd chopcw, ktrzy go znaleli.
-  Komu morderstwo uchodzio na sucho przez szesnacie lat, a potem jaki gupi student i jego niezbyt mdrzy koledzy spieprzyli ca spraw. - Nate nasuchiwa, jak kawa kapie do dzbanka. - To wkurzajce, prawda? Gdyby si tam nie wybrali... o tej porze roku, w to wanie miejsce... jest due prawdopodobiestwo, e wszystko zostaoby po staremu. Nastpna lawina, naturalna albo spuszczona przez stanowych w celu oczyszczenia gr, i jaskinia znw zostaaby zasypana. Na lata. Przy odrobinie szczcia moe nawet na zawsze.
Opar biodro o biurko i czeka na kaw.
-  To oznaczao, e trzeba byo ponownie popeni morderstwo. Zabi Maxa albo zmusi go, eby popeni samobjstwo. To by mordercy te uszo na sucho. Wszyscy by uwierzyli. Tak, tyle e teraz w Lunacy s gliniarze. Nie stanowi,

ale tutejsi, ktrzy przez cay czas krc si pod samym nosem. Co z tym fantem zrobi?
-  Nie... nie wiem.
-  Najlepiej odwrci ich uwag. Popeni akt wandalizmu, co ukra. Zmusi ich, eby zajli si drobiazgami, na wypadek gdyby prbowali myle o waniejszych sprawach. Jednym pocigniciem noa ten kto odwdziczy si gupiemu studentowi i da gliniarzom inny powd do zmartwienia. Chwyci dwie sroki za ogon, tyle e nie zdoa si powstrzyma, popuci wodze fantazji i szturchn gliniarzy okciem w ebra. Dlatego odtworzy swoje pierwsze morderstwo, wbijajc n w pier psa.
Nate wsta i nala kaw dla siebie i Petera.
-  Musiaby by bardzo arogancki i pewny siebie, eby uy wasnego noa i rkawiczek. To moliwe w przypadku Binga Karlovskiego. Moliwe te, e ten kto jest tak sprytny i tak zadufany w sobie, e postanowi zostawi i jedno, i drugie, eby skierowa podejrzenia na kogo innego. Dlaczego w takim razie wanie na Binga? Co ich obu wie?
-  Sowo daj, nie wiem. Prbuj uporzdkowa to wszystko w gowie. Moe w tym przypadku jedno z drugim wcale nie musi si wiza. Bing ma wredny charakter. Wkurza ludzi. Moliwe te, e najatwiej byo ukra n wanie jemu.
-  Nie. Czuj, e w tym wszystkim chodzi o co wicej. Musimy si dowiedzie, gdzie by Bing szesnacie lat temu... a dokadnie, gdzie by w lutym tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku.
-  W jaki sposb? Nate sczy kaw.
-  Na pocztek mam zamiar dowiedzie si tego bezporednio od niego. Chc mie rwnie zeznania wszystkich, ktrzy byli wczoraj na wieczorze filmowym, i wszystkich, ktrzy nie byli. To chwil potrwa. Powiedz Peach, eby przygotowaa list, na ktrej podzieli mieszkacw miasta i okolic na trzy grupy. Kady z nas zajmie si jedn z nich.

-  Powiem jej to od razu.
-  Peterze? - Nate zatrzyma go w drzwiach. - Czy to nie ty miae siedzie wczoraj na dyurze na posterunku?
-  Miaem, ale Otto powiedzia, e nie ma ochoty na filmy, wic zamienilimy si dyurami. Czy to co zego?
-  Nie. - Nate upi nastpny yk kawy. - Dobrze. Id i powiedz Peach, eby zacza przygotowywa list.
Nate podszed do tablicy i narysowa lini czc Joego i Lar z Maxem i Bingiem.
-  Nate? - Peach zajrzaa do gabinetu. - Wci mam pilnowa, eby nikt ci nie przeszkadza?
-  Nie, a o co chodzi?
-  Miaam zgoszenie, e kto strzela z broni palnej. Kto inny widzia niedwiedzia. Ci sami ludzie, ktrzy par butw uznali za czyje zwoki. I jednym, i drugim zaj si Otto, poniewa i tak by na patrolu. Jak si okazao, strzay pady, ale nie z broni palnej, tylko z rury wydechowej starej jak wiat ciarwki Dexa Trilby'ego.
-  A niedwied okaza si wiewirk stojc na kodzie?
-  Nie, niedwied by prawdziwy. Gupi turyci porozstawiali wok lenej chaty karmniki dla ptakw, eby przycign skrzydlate bractwo. Niedwied nie zdoa si oprze wieej karmie dla ptakw. Otto go przepdzi i kaza zlikwidowa karmniki. Jest troch wkurzony, e ju dwukrotnie musia dzisiaj jecha w teren, wic jeli co jeszcze si wydarzy, moe przeka spraw tobie albo Peterowi.
-  Dobrze.
-  Jeszcze jedno. Przysza Carrie Hawbaker i chce si z tob widzie. Prosi rwnie, ebym daa jej materiay do kroniki policyjnej.
-  To dobrze. Wyglda na to, e wkrtce ukae si nastpny numer The Lunatic".
-  Chyba tak. Mwi, e chce zamieci oficjalny komunikat na temat tego, co wydarzyo si wczoraj wieczorem. Czy mam go napisa?
-  Nie. - Zarzuci koc na tablic. - Przylij j do mnie.

Wygldaa lepiej ni wtedy, gdy widzia j ostatnim razem. Bya spokojniejsza i nie miaa tak podkronych oczu.
-  Dziki, e zgodzie si powici mi kilka minut.
-  Jak si miewasz? - spyta, zamykajc drzwi.
-  Coraz lepiej. Pomaga mi to, e mam gazet i dzieci, ktre mnie potrzebuj.
Usiada na krzele, ktre jej podsun, i pooya na kolanach pcienn torebk.
-  Nie przyszam tu tylko po materiay do kroniki policyjnej. Nawet nie z powodu biednego, starego Yukona.
-  Rozumiem.
-  Prosie, ebym sobie przypomniaa, co si dziao po znikniciu Pata. ebym zapisaa wszystkie szczegy. Czciowo to zrobiam. - Otworzya torebk i wyja plik kartek. - Mylaam, e wszystko sobie przypomn, e wspomnienia oyj i zalej mnie jak rzeka. Nic z tego nie wyszo.
Nate zauway, e Carrie trzyma w rce typowy maszynopis.
-  Chyba jednak sporo sobie przypomniaa.
-  Zapisaam tu dosownie wszystko, co przyszo mi do gowy. W tym duo rzeczy, ktre nie maj znaczenia. To dziao si dawno temu, a ja obecnie musz przyzna, e nie przywizywaam wtedy zbyt wielkiej wagi do zniknicia Pata. W tym czasie wci jeszcze uczyam i zastanawiaam si, jak przetrwam nastpn zim... swoj drug zim na Alasce. Miaam trzydzieci jeden lat i nie udao mi si osign najwaniejszego celu, jakim byo wyjcie za m przed trzydziestk.
Na jej ustach pojawi si niewyrany umiech.                  
-  By to jeden z powodw, dla ktrych w ogle przyjechaam na Alask. Tutaj stosunek midzy liczb mczyzn a kobiet wyranie przemawia na moj korzy. Pamitam, e byam mocno zdesperowana i troch ualaam si nad sob. Byam te za na Maxa, poniewa dotychczas nie poprosi mnie o rk. Prawdopodobnie tylko dlatego pamitam - co zreszt tu zapisaam - e tamtej zimy nie byo go przez dwa

tygodnie. Wydaje mi si, e nie byo go wanie w lutym, ale nie jestem tego do koca pewna. W zimie mona odnie wraenie, e dni przymarzaj jeden do drugiego, zwaszcza jeli czowiek jest sam.
-  Powiedzia ci, dokd si wybiera?
-  To akurat do dokadnie pamitam, poniewa si z nim o to pokciam. Oznajmi, e wybiera si do Anchorage, a potem do Homeru. Mia zamiar spdzi kilka tygodni na poudniowym wschodzie, przeprowadzi wywiady z tamtejszymi pilotami i poprosi ktrego z nich, eby pokaza mu z lotu ptaka tamte okolice. Dla gazety i z myl o ksice, ktr wanie pisa.
-  Czy duo wtedy podrowa?
-  Tak. To te mu wypomniaam. Powiedzia, e nie bdzie go cztery, moe pi tygodni. Byam o to za, zwaszcza e midzy nami wci wszystko wisiao jeszcze na wosku. Potem wrci wczeniej, ni zapowiada, ale nawet nie przyszed si ze mn zobaczy. Od ludzi dowiedziaam si, e caymi dniami przesiaduje w redakcji. Niemal tam mieszka. Byam jednak zbyt wcieka, eby do niego pj.
-  Jak dugo go nie widziaa?
-  Dobr chwil. Naprawd byam na niego bardzo, bardzo za. W kocu moja wcieko urosa ju do takich rozmiarw, e nie pozostao mi nic innego, jak si z nim zobaczy. Z tego, co pamitam, by to koniec marca albo nawet pocztek kwietnia. W mojej klasie wisiay ju ozdoby wielkanocne. Tego roku Wielkanoc przypadaa w pierwsz niedziel kwietnia. Sprawdziam. Przypomniaam sobie, e siedziaam wrd rysunkw z pisankami i krliczkami i wciekaam si na Maxa.
Przerzucia palcami przyniesione kartki.
-  Ten dzie akurat doskonale pamitam. Max siedzia zamknity w redakcji. Musiaam dobija si do drzwi. Okropnie wyglda. By wychudzony, nieogolony, rozczochrany. mierdzia. Jego biurko byo zawalone papierami.
Lekko westchna.

-  Nie pamitam, jaka bya wtedy pogoda, Nate, jak wygldao miasto, ale dokadnie sobie przypominam, jak wyglda Max. I jak wygldao jego biuro. Wszdzie byy kubki po kawie, brudne naczynia, przesypujce si kosze na mieci, papierki na pododze. Przepenione popielniczki. Max niegdy pali.
Urwaa na chwil.
-  Napisaam to wszystko - dodaa po krtkiej przerwie, ponownie muskajc kartki palcami. - Pracowa nad swoj powieci, tak przynajmniej zaoyam, i wyglda jak czowiek obkany. Niech mnie diabli, jeli wiem, dlaczego to wydao mi si wwczas takie pocigajce, mimo to wyjaniam mu, po co przyszam. Oznajmiam, e z nim zrywam. e jest w ogromnym bdzie, jeli uwaa, e moe mnie tak traktowa, i tak dalej, i tak dalej. Jednym sowem, wrzeszczaam i rzucaam gromy. Max przez cay czas nie odezwa si ani sowem. Kiedy w kocu zabrako mi pary, pad przede mn na kolana.                                                                             ,
Urwaa na chwil i zacisna wargi.                                 
-  Dokadnie tam, gdzie siedzia, pord caego tego baaganu. Baga, ebym daa mu jeszcze jedn szans. Mwi, e bardzo mu na tym zaley, e bardzo tego potrzebuje. Potem poprosi mnie o rk. Wzilimy lub w czerwcu. Zaleao mi, eby wzi lub wanie w czerwcu, a poniewa ju i tak przekroczyam granic, jak byy trzydzieste urodziny, mae opnienie nie miao adnego znaczenia.
-  Czy opowiada o tym okresie, kiedy go nie byo?         
-  Nie. A ja nie pytaam. Wydawao mi si, e to nie ma adnego znaczenia. Powiedzia tylko, e pozna samotno, prawdziw samotno, i nigdy wicej nie chce jej ju dowiadczy.
Nate przypomnia sobie linie, ktre czyy ludzi na jego tablicy.                                                                            
-  Czy kiedykolwiek przyjani si z Bingiem? Albo bardzo ostro si z nim pokci?
-  Z Bingiem? Nie, nie byli kumplami. Max stara si


z nim nie zadziera, zwaszcza e ja kiedy chodziam z Bingiem.
-  Z Bingiem?
-  Chodziam" to prawdopodobnie spory eufemizm. Bing nie by zainteresowany chodzeniem na kolacje ani na tace, jeli dobrze mnie rozumiesz.
-  A czy kiedykolwiek...
-  Nie. - Rozemiaa si, potem nagle urwaa, wyranie zaszokowana swoim zachowaniem. - Nie miaam si... naprawd, nie miaam si od... To okropne - mia si z czego takiego.
-  Myl o tobie i Bingu wydaje mi si zabawna. Jak przyj fakt, e go odrzucia?
-  Och, chyba nie uzna tego za zbyt wielki cios. - Machna rk. - Byam pod rk, to wszystko. Nowa babeczka w bardzo niewielkim gronie. Faceci tacy jak Bing zawsze prbuj odci nowe owieczki od stada i sprawdzi, czy przy okazji uda im si wskoczy do ka i zje kilka darmowych posikw. Czego nie mona bra mu za ze, poniewa w miejscach podobnych do Lunacy tego typu postpowanie jest raczej czym cakiem normalnym. Nie on jeden sprawdza, co uda mu si osign. Podczas pierwszej spdzonej tu zimy spotykaam si rwnie z kilkoma innymi panami. Nawet kilkakrotnie zjadam kolacj z Profesorem, chocia od pocztku byo jasne jak soce, e jest po uszy zadurzony w Charlene.
-  By w niej zadurzony przed znikniciem Gallowaya?
-  Przed, w czasie, po. John zawsze si w niej kocha. Niemniej kilkakrotnie zjedlimy razem kolacj. Profesor by cudownym dentelmenem, prawd mwic, moe zbyt cudownym, jak na mj gust. Mimo to nie szukaam kogo takiego jak Bing.
-  Poniewa?
-  Jest taki duy, prymitywny i grubiaski. Chodziam na randki z Johnem, bo by przystojny i inteligentny. Spotkaam si te raz z Edem, bo... waciwie... czemu nie? Nawet z Ottonem, ktry by wanie po rozwodzie. Na Alasce kobieta ma

mnstwo moliwoci, nawet jeli nie jest zbyt adna i przekroczya ju trzydziestk, pod warunkiem oczywicie, e nie jest zbyt wybredna. Ja wybraam Maxa. Umiechna si z rozmarzeniem.
-  Teraz te bym go wybraa. - Potem wrcia mylami do chwili obecnej. - Chciaabym mc powiedzie ci co wicej. Patrzc z perspektywy czasu, dochodz do wniosku, e Max by wtedy targany jakim wewntrznym konfliktem, ale zawsze tak wyglda, gdy pracowa nad ktr ze swoich ksiek. Wszystko wracao do normy, gdy odkada je na bok na kilka miesicy lub duej. Wystarczao jednak, eby wyj z szuflady ktr z nich i zacz nad ni pracowa, wtedy odgradza si od caego wiata. Byam szczliwsza, gdy zapomina o pisaniu.
-  Czy ktokolwiek prbowa ci poderwa ju po lubie z Maxem?
-  Nie. Pamitam tylko, jak Bing powiedzia mi przy Maksie, e wybraam miernot, dupka czy co w tym stylu.          >
-  I?                                                                            ;
-  I nic. Max obrci to w art i postawi Bingowi drinka; Mj m nie lubi adnych konfrontacji, Nate. Unika ich jak ognia. Myl zreszt, e midzy innymi dlatego tak niewiele zdziaa w gazecie w Anchorage. Sam dobrze wiesz, co zrobi, kiedy unikae go zaraz po przyjedzie do Lunacy. Poszed do Hopp. Zawsze tak postpowa. Nie mg i bezporednio do ciebie, poniewa nie umia walczy. Nigdy tego nie potrafi.
-  Czy Max by kinomanem?
-  Tak jak wszyscy w Lunacy. To jedyna forma wsplnej rozrywki. Poza tym lubi pisa recenzje filmw, ktre ogldalimy. A skoro ju mowa o wieczorze filmowym, naprawd chciaabym opublikowa oficjalne owiadczenie na temat wydarze wczorajszego wieczoru.
-  Peach da ci krtki raport do kroniki.

-  Przypuszczam, e w tej konkretnej sprawie wszyscy bd chcieli wiedzie co wicej. Otto go znalaz, prawda? - zacza, sigajc po notes.                                                     

-  Tak, ale daj nam kilka dni, Carrie. Wtedy bd mg poda ci jak bardziej spjn wersj.
-  Czy masz zamiar wkrtce kogo aresztowa? Na ustach Nate' a pojawi si umiech.
-  Widz, e byskawicznie wrcia do roli dziennikarki. Nie, po prostu mam notatki, zeznania i raport, tylko teraz musz to wszystko uporzdkowa.
Wstaa.
-  Ciesz si, e nie byo tam moich dzieci. Niemal na si wypychaam je z domu. Chciaam, eby gdzie wyszy i zajy si czym cakiem zwyczajnym. Wolay jednak wybra si z przyjacimi na pizz. Zgosz si do ciebie jutro.
-  Jestem ciekaw - powiedzia Nate, odprowadzajc j do drzwi - czy Max lubi Gwiezdne wojny.
Spojrzaa na niego.
-  Skd przyszo ci to do gowy?
-  To tylko jeszcze jedna kropka, ktr prbuj poczy z caoci.
-  Nie. Jako nie lubi tego filmu, co zreszt zawsze bardzo mnie dziwio, poniewa z reguy uwielbia wielkie epopeje z ogromn liczb efektw specjalnych. Jednak Gwiezdnych wojen zdecydowanie nie chcia oglda. Jakie sze, moe siedem lat temu w Lunacy odbywa si maraton filmowy z Gwiezdnymi wojnami. Chyba gdzie przy okazji dwudziestej rocznicy powstania tego filmu. Max nie chcia i, chocia dzieciom bardzo na tym zaleao. O ile sobie dobrze przypominam, musiaam zabra je sama, a potem napisa recenzj do gazety. Kiedy dokrcono nastpne epizody filmu, zabraam dzieci do kina w Anchorage. Max rwnie wtedy zosta w domu. A ty, w jak rol teraz wpade?
-  W rol gliniarza. - Delikatnie szturchn j w stron drzwi. - To nic wanego. Pogadaj z Peach na temat materiaw do kroniki policyjnej.

Nate dokadnie wymierzy czas, dziki czemu dotar do Lodge, gdy Bing i jego ludzie jedli lunch. Wszed do rodka, gdy Ros podawaa Bingowi piwo. Oczy obu panw spotkay si nad szklanic. Nate podszed i od niechcenia kiwn gow dwm mczyznom, ktrzy siedzieli z Bingiem w boksie.
-  Hej, chopcy, nie moglibycie poszuka sobie innego stolika? Chciabym porozmawia z Bingiem na osobnoci.
Nie spodobao im si to, ale zabrali swoje kubki z kaw i powdrowali do nastpnego boksu.
-  Lada chwila podadz mi lunch - warkn Bing. - Mam prawo zje w ciszy i spokoju, tymczasem widok paskiej twarzy psuje mi apetyt.
-  Widz, e zalalicie t dziur. Dziki, Ros - powiedzia Nate, gdy jak zwykle przyniosa mu kaw.
-  Zje pan lunch, panie komendancie?
-  Nie. Nie teraz. Rzeka jako trzyma si w brzegach -wrci do rozmowy z Bingiem. - Moe nie bd nam potrzebne worki z piaskiem.
-  Moe tak, moe nie.
-  Gdzie bye w lutym tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku?
-  Skd ja mam, do diaba, wiedzie?
-  Los Angeles Dodgers wygrali wtedy trzy razy z rzdu, druyna Redskins zdobya Super Bowl, Cher dostaa Oscara -wyliczy Nate.
-  Gwniane sprawy mieszkacw terenw pooonych poniej czterdziestego smego rwnolenika.
-  Susan Butcher wygraa swj trzeci Iditarod. Cholerny wyczyn jak na dziewczyn z Bostonu. Skoczya wycig w jedenacie dni i niecae dwanacie godzin. Moe to odwiey twoj pami?
-  Tak, pamitam, e przegraem przez ni dwiecie dolcw. Cholerna baba!
-  No wic co robie kilka tygodni przed utrat dwch stw?

-  Trudno zapomnie, e przegrao si tyle szmalu z powodu kobiety, nikt natomiast nie pamita, ile razy drapa si w tyek albo sika.
-  Wyjedae gdzie?
-  Jedziem tu i tam, w zalenoci od potrzeby. Tak samo jak obecnie.
-  Moe bye w Anchorage i widziae si z Gallowayem?
-  Byem w Anchorage wicej razy, ni potrafi pan splun. Kilkaset kilometrw nie ma tu adnego znaczenia. Mogem go tam spotka raz lub dwa. Widywaem tam wielu ludzi, ktrych znam. Ja zaatwiaem swoje sprawy, oni swoje.
 Jeli nadal w tej sprawie bdziesz zgrywa takiego twardziela, drogo za to zapacisz.
Bing wyranie si zdenerwowa.
-  Lepiej, eby mi pan nie grozi.
-  Lepiej, eby nie utrudnia mi pracy. - Nate odchyli si do tyu. - Jeszcze nie tak dawno temu uwaae, e to ty powiniene nosi t odznak.
-  Bybym lepszy ni cheechako, ktry dopuci do tego, eby jaki palant zabi mu partnera.
By to cios prosto w serce, mimo to Nate pi kaw i przez cay czas patrzy Bingowi prosto w oczy.
-  Widz, e odrobie prac domow, tyle e to ja nosz odznak, nie ty. Mam prawo oskary ci i zamkn za to, co zrobie staremu Yukonowi.
-  Nie dotknem tego psa.
-  Na twoim miejscu postarabym si przypomnie sobie, gdzie bye, gdy Patrick Galioway wyjecha z miasta.
-  Dlaczego wci dosiada pan martwego konika, panie Burk? Czy dziki temu czuje si pan wany? Max zabi Gallowaya i wszyscy o tym wiedz.
-  W takim razie nie powinno ci przeszkadza, e sprawdzam, gdzie wtedy bye, nie sdzisz?
i          Ros postawia na stoliku ogromny kotlet, gr ziemniakw i morze sosu misnego.
-  Czy co jeszcze ci przynie, Bing?

Obok talerza postawia miseczk z groszkiem i cebulkami.
Nate widzia, e Bing toczy wewntrzn walk, potem prbuje si opanowa. W kocu odpowiedzia spokojnym, wrcz uprzejmym gosem:
-  Nie, dziki, Ros.
-  Smacznego! Panie komendancie, prosz zawoa, jeli si pan na co zdecyduje.
-  Koniec przesuchania - oznajmi Bing i wzi na widelec ogromny kawa zrazu.                                                   
-  Moe w takim razie przy lunchu utniemy sobie mi pogawdk? Co sdzisz o Gwiezdnych wojnach?                      
-  Hm?
-  No wiesz, to takie filmy. Luk Skywalker, Darth Vader.
-  Pieprzony idiota... - mrukn Bing, unoszc do ust ziemniaki z sosem. - Na lito bosk, Gwiezdnych wojen mu si zachciao! Niech mi pan pozwoli spokojnie zje.
-  Wspaniaa opowie, charakterystyczni bohaterowie chocia w rzeczywistoci chodzi o przeznaczenie... i zdrad. 
-  Taak, wiem, ludzie zabijali si przy kasach. - Bing machn widelcem, a potem znw sign nim na talerz. - Banda gupkw lata bez sensu statkami kosmicznymi i wymachuje wietlnymi szpadami.
-  Mieczami. wietlnymi mieczami. Z grubsza chodzi o to, e trzeba troch czasu i powicenia, trzeba ponie pewne straty, ale... - Nate wsta - ...ale w ostatecznym rozrachunku dobrzy chopcy wygrywaj. Do zobaczenia.

W ostatniej klasie na lekcje literatury chodzio jedenastu uczniw. Z tego dziewiciu nie spao. John pozwoli piochom uci sobie pnopopoudniow drzemk, podczas gdy jedna z lepszych uczennic kaleczya tekst poety, czytajc sowa lady Makbet w jednej ze scen dramatu.
John zastanawia si nad wieloma sprawami, niewiele uwagi powicajc dyskusji na temat Makbeta.
Podobne tematy omawia od dwudziestu piciu lat, od chwili kiedy po raz pierwszy zdenerwowany stan przed klas pen uczniw.
Wtedy by zaledwie o kilka lat starszy od tych dzieciakw, ktre uczy. I moe bardziej niewinny i zapalony ni wikszo ich.
Chcia pisa wspaniae, godne podziwu, alegoryczne powieci na temat puapek, w jakie wpdza si wspczesny czowiek. Nie mia jednak zamiaru godowa na poddaszu, dlatego uczy.
Przez cay czas pisa, uwaa jednak, e jego powieci nie s tak wspaniae i godne podziwu, jak by chcia. Kilka z nich udao mu si opublikowa. W zwizku z tym, nawet gdyby nie uczy, z pewnoci nie godowaby na poddaszu, cho by moe nie jadaby najlepiej.
Czu, e wymagania - i, Boe dopom, radoci - zwizane z nauczaniem przytaczaj modego intelektualist, ktry chcia pisa wspaniae powieci. Wykona zatem skok, odwany i gupi skok na gbok wod, to znaczy uciek na Alask. Myla, e tam zdobdzie dowiadczenie, bdzie prowadzi proste ycie, bdzie studiowa zagroenia wspczesnego ycia z prymitywnego miejsca, w izolacji, ktra bya dla niego pewnym symbolem. Bdzie pisa powieci o ludzkiej odwadze i nieustpliwoci, ludzkich szalestwach i triumfach.
Z gow pen marze przyjecha do Lunacy.
Nie ukoczy wtedy jeszcze trzydziestu lat, wic skd mia wiedzie, czym jest prawdziwa obsesja? Jak inteligentny, aosny mody intelektualista mg przewidzie, e jedno miejsce, jedna kobieta zdoaj przyku go acuchem? e dobrowolnie da si zaku w kajdany i bdzie w nich tkwi, nawet jeli owe pta bd pozostaway w sprzecznoci z jego pragnieniami i potrzebami?
Zakocha si w chwili, kiedy tylko zobaczy Charlene. Stanowia jego mio i obsesj, zreszt obecnie nie by ju wcale

pewien, czy midzy jednym a drugim jest jaka rnica. Charlene bya lekkomylna i seksowna, pikna jak zocista wierzba, jej gos przypomina gos syreny. Oczarowaa go i kompletnie zniewolia.
Naleaa do innego mczyzny, bya matk dziecka innego mczyzny, ale to niczego nie zmieniao. Mio Johna -jeli naprawd bya to mio - w niczym nie przypominaa niewinnego, romantycznego uczucia mnego rycerza do damy, bya raczej czystym podaniem, nag dz.
Wmawia sobie, e Charlene rzuci Gallowaya. W kocu Pat by egoist i wcale nie dba o swoj kobiet. Nawet gdyby Johna nie zalepiaa mio, od razu by to zauway. Byby tak samo oburzony.
Dlatego zosta w Lunacy i czeka. Zmieni kurs swojego ycia i cigle czeka.
Pomimo tylu planw i nadziei wci czeka.
Jego uczniowie byli coraz modsi, mijay lata. Nigdy potem nie udao mu si ju wrci do tego, co rzuci, co zmarnowa.
Tymczasem nadal jedyna rzecz, ktrej naprawd pragn, nie naleaa do niego.
Zerkn na zegarek. Mija nastpny dzie. Nagle ktem oka dostrzeg jaki ruch: to Nate wsun gow w otwarte drzwi do klasy.
-  Wasze wypracowania na temat Makbeta bd zbiera w przyszy pitek - oznajmi John przy akompaniamencie jkw. - Kevinie, jeli Mariann napisze za ciebie, bd o tym wiedzia. Ci z was, ktrzy pracuj nad rocznikiem, jutro o wp do czwartej proszeni s o przyjcie na zebranie. W razie koniecznoci zapewnijcie sobie transport do domu. Jestecie wolni.
W klasie rozleg si stukot, szuranie ng i rozmowy -odgosy, na ktre John ju tak dawno si uodporni, e w ogle ich nie sysza.
-  Co takiego ma w sobie szkoa rednia - zacz Nate - e na sam myl o niej dorosemu mczynie poc si rce?

-  Fakt, e kiedy przetrwalimy to pieko, wcale nie oznacza, e nie moemy z powrotem wpa w czarn dziur.
-  Chyba tak.
-  Id o zakad, e niele sobie radzie - powiedzia John, pakujc papiery do zniszczonej aktwki. - Jeste przystojny, masz odpowiednie podejcie do ludzi. Sdz, e bye przyzwoitym uczniem i cakiem niele radzie sobie z dziewcztami. Bye sportowcem, prawda? Co trenowae?
-  Biegi. - Nate wykrzywi usta. - Zawsze lubiem biega. A ty?
-  Byem klasycznym kujonem. Tym, ktry jakim cudem zawsze zdoa wsypa ca klas.
-  To ty? Nienawidziem ci.
Nate wsun kciuki do kieszeni spodni, podszed i zerkn na tablic.
-  Makbet, co? Nie miaem nic przeciwko Szekspirowi, pod warunkiem, e czyta go kto inny. Oczywicie na gos, tak ebym sysza. Ten facet zabi dla kobiety, tak?
-  Nie, z powodu ambicji kobiety.
-  Nie uszo mu to na sucho.
-  Przypaci to wasnym honorem, strat kobiety, ktr kocha do szalestwa, wasnym yciem.
-  Normalka.
John przytakn i zmarszczy czoo.
-  Przyszede porozmawia ze mn o Szekspirze, Nate?
-  Nie. Prowadz dochodzenie w sprawie wczorajszego wypadku. Chc ci zada kilka pyta.
-  Na temat Yukona? Byem w ratuszu, gdy to si stao.
-  O ktrej przyszede?
-  Par minut przed sidm. - Przez chwil patrzy, jak kilku uczniw ze miechem biegnie korytarzem. - Prawd mwic, mam zamiar dla uczniw jedenastej i dwunastej klasy poprowadzi nadprogramowe zajcia na temat gbszego znaczenia opowieci Hitchcocka. Zgosio si kilka osb, co naley im uzna za duy plus. Zapisao si dwunastu moich uczniw.

-  Czy wychodzie midzy sidm a dziesit?
-  Wyszedem na przerw, wypaliem papierosa, wypiem troch ponczu, ktry sprzedawa komitet rodzicielski ze szkoy podstawowej. Poncz by smaczniejszy, gdy go nieco wzmocniem.
-  Gdzie siedziae?
-  Z tyu sali, po przeciwnej stronie ni moi uczniowie. Nie chciaem ich krpowa ani odpowiada na ich pytania. Podczas filmw robiem notatki.
-  Po ciemku?
-  Tak. Zapisaem kilka kluczowych punktw, ktre moim zdaniem warto bdzie poruszy w pniejszej dyskusji. Bardzo chciabym ci pomc, ale nie wiem, jak.
Podszed do okna i opuci rolety.
-  Gdy dowiedzielimy si od Ottona, co si stao, wrciem do Lodge. Byem zdenerwowany. Jak wszyscy. Charlene, Chudy Jim i Wielki Mik robili, co do nich naleao.     ?
-  Kto jeszcze by w Lodge?                                         :;.
-  Mitch Dauber i Cliff Treat, Pijany Mik. Kilku turystw. Mwic to, sprawdzi klas, pozbiera porozrzucane owki, kulki papieru, klamr do wosw.
-  Zamwiem drinka. Wkrtce potem przyszli Otto i Meg a kiedy troch si uspokoio, zaczlimy gra w pokera. Wci jeszcze gralimy, gdy przyszede.
Nate przytakn i odoy notes.
John wrzuci papiery do kosza na mieci, reszt woy do puda po butach na swoim biurku.
-  Nie znam nikogo, kto byby w stanie zrobi co takiego. Zwaszcza Yukonowi.
-  Wszyscy inni mwi to samo.
Nate rozejrza si po klasie. Wyczu, e pachnie tu kred, gum do ucia, byszczykiem do warg i elem do wosw.
-  Czy kiedykolwiek bierzesz urlop w trakcie roku szkolnego? Czy robisz sobie przerw i ruszasz prosto przed siebie?
-  Kiedy wrcz byem z tego znany. Tumaczyem, e robi sobie przerw dla zdrowia psychicznego". Czemu pytasz?

-  Ciekaw jestem, czy w lutym tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku nie zrobie sobie przerwy dla zdrowia psychicznego".
John spojrza chodno zza okularw.
-  Trudno byoby to powiedzie.
-  Sprbuj.
-  Czy powinienem porozmawia z adwokatem, panie komendancie?
-  To zaley tylko od ciebie. Po prostu prbuj si zorientowa, gdzie kto by i co robi w czasie, gdy zamordowano Patricka Gallowaya.
-  Czy tym nie powinna si zajmowa policja stanowa? I czy tylko mi si wydaje, czy naprawd doszli ju do jakich wnioskw?
-  Lubi sam wszystko sprawdza. To chyba aden sekret, e od bardzo dawna... powiedzmy, masz sabo do Charlene.
-  aden. - John zdj okulary i zacz je powoli, starannie czyci chusteczk, ktr wyj z kieszeni marynarki. - Taak, aden sekret.
-  Czy miae do niej sabo, gdy bya z Gallowayem?     '
-  Tak, darzyem j naprawd silnym uczuciem. Niewiele wskraem, bo niecay rok po znikniciu Gallowaya wysza za m za kogo innego.
-  Po mierci Gallowaya - poprawi Nate.
-  Tak. - Z powrotem wsadzi okulary na nos. - Po mierci Gallowaya.                                                                      
-  Prosie j o rk?                                                     
-  Odmwia. Odmawiaa za kadym razem, kiedy jej to proponowaem.
-  Ale sypiaa z tob.
-  Wkraczamy na bardzo osobisty teren.
-  Sypiaa z tob - cign Nate - jednak wysza za m za kogo innego. Sypiaa z tob, gdy bya on innego mczyzny. Co wicej, sypiaa nie tylko z tob.
-  To prywatna sprawa. Na tyle, na ile to moliwe w takiej dziurze jak Lunacy. Nie chc rozmawia z tob na ten temat.


-  Mio to pewna odmiana ambicji, prawda? - Nate postuka palcem w egzemplarz Makbeta, ktry wci lea na biurku Johna. - Czasami mczyni dla niej zabijaj.
-  Zabijaj. I w poowie przypadkw nie potrzebuj adnych usprawiedliwie.
-  W tej sprawie nie bd si z tob kci. Czasami uchodzi im to na sucho. Czciej ponosz kar. Bybym wdziczny, gdyby cofn si pamici, sprbowa sobie przypomnie, gdzie bye w lutym tamtego roku, i potem mi o tym powiedzia.
Idc w stron drzwi, Nate obejrza si za siebie.               .
-  Interesuje mnie jeszcze jedno: czy kiedykolwiek czytae ktr z ksiek Maxa Hawbakera?
-  Nie. Ukrywa te ksiki. - Chocia gos Johna by spokojny, z jego oczu wci wyzieraa zo. - By bardzo skryty. Jak wielu pocztkujcych pisarzy. Czasami odnosiem wraenie, e Max wicej mwi o pisaniu ksiek, ni naprawd pisze.
-  Okazuje si, e zacz, nawet kilka. Mam kopie. Wszystkie w pewnym sensie obracaj si wok jednej sprawy. Wok jednego tematu, jak by pewnie powiedzia.
-  To rwnie do typowe u wieo upieczonych autorw. Nawet bardziej dowiadczeni czsto prbuj ukaza jeden temat na kilka rnych sposobw.
-  Wydaje si, e najbardziej interesowao go, jak mona przetrwa w skrajnych warunkach... i wrd innych ludzi. Przetrwa albo zgin. Niezalenie od tego, ilu bohaterw pojawia si na pocztku, zawsze koczy si na trzech mczyznach. Ksika, w ktrej posun si najdalej, opowiada o zimowej wspinaczce na gr.
Nate zabrzcza drobnymi w kieszeni. John milcza.
-  Max napisa tylko kilka rozdziaw, ale zrobi notatki do reszty, naszkicowa sytuacj, napisa lune sceny, ktre mia zamiar potem wczy. Trzej mczyni wspinaj si na gr. Wraca z niej tylko dwch. - Nate urwa na chwil. - Pisarze

czsto w swoich powieciach wykorzystuj elementy autobiograficzne, prawda?                                                             
-  Czasami - powiedzia John spokojnie. - Przewanie wasne przeycia wykorzystuje si w pierwszej powieci.       
-  Ciekawe, prawda? Byoby jeszcze ciekawsze, gdyby udao mi si odkry, kto by trzecim mczyzn. No c, bd w pobliu. Daj mi zna, jeli sobie przypomnisz, co wtedy robie.
John trwa w cakowitym bezruchu, pki kroki Nate'a nie ucichy na korytarzu. Potem powoli usiad za biurkiem. Zauway, e trzs mu si rce.
Nate zakci nieoficjalne spotkanie na ratuszu. Zrobi to celowo, dlatego wcale nie by zaskoczony, e rozmowa urwaa si w chwili, kiedy pojawi si w drzwiach.                       :
-  Przepraszam, e przerywam.
Przyjrza si tak dobrze ju znanym twarzom poszczeglnych czonkw rady miejskiej. Na kilku obliczach dostrzeg zaenowanie.
-  Jeli chcecie, mog zaczeka, a skoczycie.
-  Waciwie skoczylimy - owiadczya Hopp.
-  Nie sdz.                                                                 ' Ed rozstawi szeroko nogi i zoy rce na piersiach.         i
-  Dotychczas nie rozwizalimy problemu, dlatego uwaam, e powinnimy kontynuowa zebranie, a pan, panie komendancie, powinien zaczeka za drzwiami, a skoczymy] Przykro mi bardzo.
-  Ed - Db wychylia si do przodu - rozprawialimy ju na ten temat chyba ze sto razy. Dajmy temu spokj.
-  Stawiam wniosek, ebymy kontynuowali.
-  Och, moesz go sobie stawia choby na wasnej dupie, Ed. - Joe Wise wsta.
-  Joe - Hopp dgna go palcem - co prawda to nieoficjalne spotkanie, mimo to nie powinnimy uywa niecenzuralnych sw. Skoro Ignatious ju tu jest, a jego nazwisko

wypyno podczas spotkania, pozwlmy mu si wczy do dyskusji.
-  Zgadzam si. - Ken wsta i przycign nastpne krzeso do krgu, ktry tworzyli. - Siadaj, Nate. Posuchajcie - powiedzia, zanim ktokolwiek zdy zaprotestowa. - W kocu to nasz komendant policji. Powinien mie prawo gosu.
-  Faktem jest, Ignatiousie, e rozmawialimy na temat ostatnich wydarze. I o tym, jak sobie radzisz w obecnej sytuacji.
-  W porzdku. Rozumiem, e nie wszyscy s zadowoleni z tego, co i jak robi.
-  No c, prawd mwic... - Harry podrapa si po gowie. - Niektrzy mieszkacy miasta twierdz, e odkd zacze u nas pracowa, mamy wicej problemw ni poprzednio. Wyglda, e tak jest w rzeczywistoci, chocia moim zdaniem to nie twoja wina.
-  By moe popenilimy bd. - Ed zacisn szczk. -Powiem ci to prosto w oczy. By moe bdem byo zatrudnienie ciebie czy kogokolwiek innego spoza miasta.
-  Przypomnijcie sobie, dlaczego tak bardzo zaleao nam, eby nowy komendant by kim z zewntrz - zwrci uwag Walter Notti. - Komendant Burk robi i robi to, co do niego naley.
-  Moe, Walterze, moe, ale... - Ed unis rce. - Trudno wykluczy, e pewne mniej podatne na przepisy prawa osoby traktuj to jako swego rodzaju wyzwanie. Jak to si mwi, wykazuj wzmoon aktywno. Tutejsi ludzie nie lubi, gdy si im mwi, co maj robi.
-  Przecie wszyscy chcielimy mie wasn policj - przypomniaa Hopp.
-  Wiem o tym, Hopp. Sam te za tym gosowaem, tu, w tej sali. Nie twierdz, e mona wini Nate'a za to, w jaki sposb pracuje. Mwi po prostu, e to by bd. Nasz bd.
-  Odkd Nate tu jest, znacznie rzadziej zszywam braci Mackie - wtrci Ken. - Mam mniej pacjentw, ktrzy trafiaj do mnie po bijatykach albo domowych ktniach. W ubiegym

roku Pijany Mik dwukrotnie mia odmroenia, gdy dwukrotnie kto znalaz go nieprzytomnego na poboczu drogi. W tym roku nadal bierze udzia w popijawach, ale potem odsypia je bezpiecznie w celi.
-  Sdz, e nie moemy wini naszego oddziau policji za to, Ed, e kto skrad ci sprzt albo wymalowa graffiti na twojej chacie. - Db rozoya rce. - Nie moemy mie pretensji do strw prawa o to, e jaki idiota poprzecina opony Hawleyowi, e w szkole wybito okna, czy co tam jeszcze. Powinnimy zgasza zastrzeenia do rodzicw, e le wychowuj swoje dzieci.
-  To nie dzieciak zabi mojego psa. - Joe przepraszajco spojrza na Nate'a. - Zgadzam si z tym, co powiedziaa Db, zgadzam si rwnie z Walterem i Kenem, ale to nie dzieciak zabi Yukona.
-  Nie dzieciak - zgodzi si z nim Nate.
-  Nie sdz, eby zatrudnienie ci, Nate, byo bdem -cigna Db. - Uwaam jednak, e wszyscy ponosimy odpowiedzialno za miasto i mamy prawo wiedzie, co robisz. W jaki sposb prbujesz znale czowieka, ktry robi takie rzeczy i ktry zabi Yukona.
-  Rzeczywicie macie do tego prawo. Niektre z wymienionych tu przypadkw rzeczywicie mogy by dzieem dzieci. Zreszt tak wanie byo, jeli chodzi o powybijane okna, a poniewa jeden ze sprawcw zostawi na miejscu swj scyzoryk, nie byo problemw ze zidentyfikowaniem uczestnikw caej awantury. Wczoraj rozmawiaem z nimi i ich rodzicami. Szkody bd usunite, a obaj chopcy zostali zawieszeni na trzy dni. Sdz, e w tym czasie nie bdzie im wcale do miechu.
-  Nie aresztowae ich? - spyta ze zoci Ed.
-  Maj dziewi i dziesi lat, Ed. Nie sdz, aby zamknicie ich w celi byo odpowiednim rozwizaniem. Wielu z nas - powiedzia, przypominajc sobie grzeszki z modoci Eda - w gupi i nierozwany sposb wchodzi w modoci w konflikt z prawem.

-  Skoro to zrobili, mogli te zrobi inne rzeczy - zasugerowaa Db.
-  Nie. Nauczyciel zostawi ich w szkole, wtedy z nudw wybili szyby w dwch oknach. Z pewnoci nie pokonali dugiej drogi do chaty Eda ani nie wykradli si w nocy z domu i nie przeszli trzy i p kilometra, eby poci Hawleyowi opony, a potem pomalowa sprayem jego ciarwk. Chcecie co ode mnie usysze? Wasze problemy wcale nie zaczy si w chwili, kiedy przyszedem tu pracowa. Wasze problemy zaczy si szesnacie lat temu, gdy kto zabi Patricka Gallowaya.
-  To wanie nas wszystkich niepokoi - powiedzia Harry, zerkajc na pozostaych zebranych. - Nawet tych, ktrzy go nie znali. Nie rozumiem jednak, co jego mier ma wsplnego z tym, o czym w tej chwili rozmawiamy.
-  Myl, e ma. I tak wanie do tego podchodz.
-  Nie rozumiem ci - przyznaa Db.
-  Kto, kto zabi Gallowaya, nadal tu mieszka. Ten, kto zabi Gallowaya - cign Nate, nie zwaajc, e wszyscy jednoczenie zaczli co mwi - zabi rwnie Maxa Hawbakera.                                                                               
-  Max popeni samobjstwo - przypomnia Ed. - Popeni samobjstwo, poniewa zabi Pata.
-  Komu bardzo zaley na tym, ebymy uwierzyli w tak wanie wersj wydarze. Mnie ona nie przekonuje.
-  To czyste szalestwo, Nate. - Harry machn rkami w powietrzu. - Po prostu gupie gadanie.
-  Gupsze ni mwienie o tym, e Max zabi Pata? - Db potara palcami szyj. - Gupsze ni mwienie, e Max popeni samobjstwo? Nie wiem.
-  Cisza! - Hopp wyrzucia w powietrze obie rce. -Uciszcie si, do diaba. Ignatiousie - nabraa powietrza w puca - mwisz, e kto, kogo znamy, popeni dwa morderstwa.
-  Trzy. - Nate twardo przyjrza si twarzom zebranych. -Zabi dwch mczyzn i psa. Mj wydzia prowadzi

dochodzenie i bdzie je prowadzi dopty, dopki go nie zidentyfikujemy i nie aresztujemy.
-  Policja stanowa... - zacz Joe.
-  Niezalenie od wnioskw i opinii wadz stanowych mj wydzia bdzie prowadzi dochodzenie. Zoyem przysig, e bd ochrania to miasto i suy jego mieszkacom. I bd. Dla dobra mojego dochodzenia chc, eby kady z was poda, gdzie by i co robi wczoraj, midzy sidm a dziesit wieczorem.
-  Kady z nas?! - rykn Ed. - Masz zamiar nas przesuchiwa?
-  Tak. Co wicej, bd chcia rwnie wiedzie, gdzie kady z was by i co robi w lutym tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku.
-  Ty... ty... - zagrzmia Ed, potem urwa, chwyci brzeg swojego krzesa i wysun si wraz z nim do przodu. - Masz zamiar przesuchiwa nas jak podejrzanych? Tego ju za wiele! Nie mam zamiaru poddawa si takim procedurom i nie zgadzam si, eby przesuchiwa czonkw mojej rodziny czy ssiadw. Przekraczasz swoje uprawnienia.
-  Nie sdz, moecie jednak przegosowa zerwanie mojego kontraktu i zapaci mi. Mimo to nadal bd prowadzi dochodzenie. Znajd osob odpowiedzialn za te zbrodnie. To wanie robi. - Wsta. - Szukam osoby odpowiedzialnej za te zbrodnie. Teraz moecie kontynuowa spotkanie, moecie gosowa i prowadzi dyskusje. Moecie odebra mi odznak. Obiecuj wam jednak, e znajd morderc. I jest to jedyna osoba, ktra powinna si mnie ba.
Wyszed. Zza drzwi sysza podniesione gosy. Hopp zapaa go, gdy by ju na chodniku.
-  Ignatiousie, zaczekaj chwileczk. Zaczekaj! - warkna, gdy si nie zatrzyma. - Cholera jasna!
Stan i zabrzcza kluczami w kieszeni. Spojrzaa na niego wilkiem i pucia jego kurtk.
-  Trzeba przyzna, e doskonale wiesz, co zrobi, eby oywi spotkanie rady miejskiej.

-  Zostaem zwolniony?
-  Jeszcze nie, ale nie sdz, eby zyska na popularnoci. - Szarpna swj dugi paszcz. - Moge zrobi to troch taktowniej.
-  Morderstwo jest jedn z tych rzeczy, ktre cakowicie nie pozwalaj mi myle o takcie. Poza tym nie zapominaj, e wszedem na spotkanie, na ktrym zakwestionowano mj profesjonalizm.
-  Zgoda, masz racj, moe rzeczywicie nie wyszo to najlepiej.
-  Jeli ty albo kto inny mielicie jakiekolwiek zastrzeenia do mojej pracy, powinnicie przyj z tym do mnie.
-  Masz racj. - Ucisna nasad nosa. - Wszyscy jestemy zdenerwowani i mamy tego dosy. Tymczasem podrzucie nam now bomb. Nikomu nie podobaa si myl, e Max zrobi to, co przynajmniej z pozoru zrobi, ale atwiej byo przyj to do wiadomoci ni zgodzi si z twoj sugesti.
-  To nie jest sugestia, lecz prawda. Dowiem si, czego chc si dowiedzie, niezalenie od tego, ile czasu zajm mi poszukiwania ani komu przy okazji nadepn na odcisk.
Wyja z kieszeni paszcza papierosy i zapalniczk.
-  Widz.
-  Gdzie bya szesnacie lat temu, Hopp?
-  Ja? - Zrobia okrge oczy. - Na lito bosk, Ignatiousie, naprawd mylisz, e wdrapaam si na No Name z Patem i wbiam mu czekan w pier? By dwa razy wikszy ode mnie.
-  Ale nie od twojego ma. Jeste tward kobiet, Hopp. Zrobia bardzo duo, eby zrealizowa w Lunacy wizj swojego ma. Moga te duo zrobi, eby chroni jego imi.
-  Jak moesz mwi co takiego? Jak moesz mwi co takiego o czowieku, ktrego nawet nie znae?
-  Gallowaya te nie znaem. Ty tak.
Z wciekoci cofna si o krok, potem odwrcia si na picie, wbiega na ratusz i gono trzasna drzwiami.

Nate zdawa sobie spraw, e ludzie szemrz i gadaj, dlatego stara si by widoczny. Zjad kolacj w Lodge. Sdzc po spojrzeniach rzucanych w jego stron, doszed do wniosku e jego sowa wypowiedziane podczas spotkania rozeszy si po Lunacy w tempie byskawicy.
To dobrze. Nadszed czas, eby wywoa nieco amieszania.
Charlene osobicie przyniosa mu ososia, potem usiada po przeciwnej stronie stolika.
-  Przez ciebie ludzie zaczynaj si powanie martwi.     !,
-  Tak?
-  Ja te. - Wzia jego kaw, upia yk i zmarszczya nos. -Nie rozumiem, jak mona pi kaw bez cukru.
Podsun jej talerzyk z torebkami cukru.
-  Obsu si, jeli masz ochot.
-  Daj.
Rozdara dwie torebki, wsypaa cukier i zamieszaa go. i Miaa na sobie byszczc, szar spdniczk uszyt z materiau, ktry atwo przylega do ciaa i dokadnie ukazuje kobiece ksztaty. Odczesaa do tyu wosy, eby odsoni wiszce w uszach srebrne kolczyki. Zastukaa yeczk o brzeg kubka i sprbowaa.
-  Tak ju lepiej. - Potem obja kubek obiema domi i wychylia si w stron Nate'a. - Kiedy po raz pierwszy dowiedziaam si o Pacie, byam troch roztrzsiona. Uwierzyabym ci nawet wtedy, gdyby powiedzia, e to Chudy Jim wbi Patowi czekan w pier... chocia pojawi si tu dopiero pi albo sze lat po jego znikniciu. Potem nieco si uspokoiam.
-  Ciesz si - powiedzia Nate, nie przerywajc jedzenia.
-  Moe pomoga mi wiadomo, e mog go tu sprowadzi i pochowa. Lubi ci, Nate, chocia wyranie nie przypadam ci do gustu. Lubi ci wystarczajco, by ci powiedzie, e w ten sposb nikomu nie wywiadczasz przysugi.
Nate rozsmarowa maso na buce.
-  W jaki sposb, Charlene?

-  Wiesz dobrze, o czym mwi: o tych gadkach, e midzy nami jest morderca. Duo si mwi na ten temat, by moe w kocu ludzie zaczn nawet w to wierzy. Wtedy ucierpi nasze interesy. Turyci nie przyjad do Lunacy, jeli bd si obawiali, e kto moe ich tu zamordowa w rodku nocy.
-  Cissy?! - zawoa, nie odrywajc wzroku od Charlene. -Czy mog poprosi o nastpny kubek kawy? Czy wszystko wanie do tego si sprowadza, Charlene? Do pienidzy? Do zestawienia zyskw i strat?
-  Musimy jako zarabia na ycie. Bez tego...
Urwaa, gdy Cissy postawia na stole drugi kubek i napenia go kaw.
-  Poda ci co jeszcze, Nate?
-  Nie, dziki.
-  W lecie robimy tu cakiem niezy interes. Musimy, jeli nie chcemy przez ca zim y na garnuszku pastwa, a zimy s tu bardzo, bardzo dugie. Musz by rozsdna, Nate. Pat odszed. Max go zabi. Nie pozwol, eby to zmienio mj stosunek do Carrie. Kusio mnie, ale nie mog sobie na to pozwoli. Max pewnie szuka tematu do swojej powieci, artykuu albo jakiego innego gwna, a Pat uzna, e moe przy okazji przey przygod i zarobi kilka dolarw. Ta gra potrafi doprowadzi czowieka do szalestwa. Tak wanie si stao.
Kiedy nic nie powiedzia, dotkna doni jego rki.
-  Mylaam o tamtym okresie, jak mnie poprosie. Przypomniaam sobie, e w tysic dziewiset osiemdziesitym smym roku Max dugo nie pojawia si w Lodge. Miesic... moe duej. Hotel by wwczas jedynym miejscem w caej okolicy, gdzie mona byo dosta gorcy posiek, a Max nalea do staych klientw. Obsugiwaam go niemal co wieczr, ale dugo nie przychodzi.
Bezwiednie signa do talerza Nate'a i odamaa sobie kawaek jego buki.
-  Kilka razy skada zamwienie telefonicznie - cigna,

skubic pieczywo. - Nigdy nie dostarczalimy da na podany adres i do dzi tego nie robimy, ale Karl mia dobre serce. Osobicie zawozi jedzenie do redakcji. Powiedzia mi potem, e Max wyglda na chorego i z lekka stuknitego. Nie zwracaam wwczas na to uwagi. Mylaam o Pacie i staraam si powiza koniec z kocem. Prosie mnie, ebym cofna si pamici wstecz. Cofnam si i przypomniaam sobie wanie to.
-  W porzdku.
-  Nie suchasz mnie.
-  Syszaem kade twoje sowo. - Popatrzy jej w oczy. -Kto oprcz niego rzadziej bywa wtedy w Lodge?
Westchna z wyranym zniecierpliwieniem.
-  Nie wiem, Nate. Zastanawiaam si tylko nad Maxem, dlatego e on nie yje. Wtedy nagle sobie przypomniaam, e Carrie i ja obie wyszymy tego lata za m. Kilka miesicy po znikniciu Pata. To wanie skonio mnie do refleksji.
-  W porzdku. W takim razie teraz pomyl o ludziach, ktrzy wci yj.
-  Myl o tobie. - Wybuchna miechem i machna rk. - Och, nie musisz od razu si usztywnia. Kobieta ma prawo myle o przystojnym mczynie.
-  Nie, jeli jest zakochany w jej crce.
-  Zakochany? - Zabbnia palcami po stoliku. - Chyba bardzo lubisz pakowa si we wszelkiego rodzaju kopoty. Powiedziae czonkom rady miejskiej takie rzeczy, e teraz krzywo na ciebie patrz. Wkurzye Eda i Hopp, a teraz mwisz mi, e kochasz Meg. Odkd zorientowaa si, po co s faceci, nie zwizaa si z adnym na duej ni miesic.
-  To znaczy, e na razie rekord naley do mnie.
-  Rozerwie ci serce na kawaki, przeuje je, a potem wypluje ci w twarz.
-  Moje serce, moja twarz. Dlaczego to ci tak martwi, Charlene?
-  Mam wiksze potrzeby ni ona. Wiksze, silniejsze. -Kiedy poruszya gow, bysny kolczyki w jej uszach. -

Meg nie potrzebuje nikogo ani niczego. Nigdy nie potrzebowaa. Dawno temu daa mi wyranie do zrozumienia, e mnie te nie potrzebuje. Wkrtce i tobie powie to wprost.
-  Moe si te okaza, e dam jej szczcie. Czy nie to wanie tak bardzo ci martwi? Myl, e Meg mogaby w kocu by szczliwa?
Gwatownie wysun rk i chwyci Charlene za nadgarstek, nie czekajc, a matka Meg chlunie mu kaw w twarz. 
-  Zastanw si, nim popenisz jakie gupstwo - szepn. - Jeli urzdzisz mi scen, ty wyjdziesz na idiotk, nie ja.
Wyskoczya jak szalona z boksu, potykajc si, pokonaa ca dugo sali i wbiega na schody.
Po raz drugi tego dnia Nate usysza gone trzaniecie drzwi.
Koczy kolacj przy echu tego odgosu.
Jadc do domu Meg, mia nadziej, e nim dotrze na miejsce, krew ostygnie mu w yach, a on sam zdoa si nieco otrzsn. Od kilku dni byo szaro i pochmurnie, teraz na niebie pojawiy si byszczce gwiazdy. Roek ksiyca wdrowa nad czubkami drzew, a tu nad ziemi snua si delikatna mgieka. Nate spojrza na nagie drzewa. Na ziemi wci leaa gruba warstwa niegu, ale na gaziach ju go nie byo.
Cz drogi wci bya zalana, wic musia objecha barierk, a potem pokona odcinek gbokiej na trzydzieci centymetrw wody.
W pewnym momencie usysza samotne, natarczywe wycie wilka. Moe zwierz wanie wyruszao na polowanie. Albo w poszukiwaniu towarzyszki. Kiedy wilk zabija, zabija w okrelonym celu. Nie robi tego z chciwoci ani dla zabawy..
Kiedy spkuje, robi to, by da ycie.
Wycie ucicho. Nate jecha dalej w ciemnoci i ciszy.
Zobaczy dym, ktry unosi si z komina w domu Meg, usysza muzyk. Tym razem by to Lenny Kravitz.
Zatrzyma si za samochodem Meg, potem siedzia przez chwil w cakowitym bezruchu. Nagle zda sobie spraw, e

pragn tego bardziej, ni powinien. Przyjazdu do domu. Odpoczynku, otrznicia si po trudnym dniu. Powrotu do domu, w ktrym jest muzyka, wiato i kobieta.
Konkretna kobieta.
Dom i ognisko domowe" - powiedziaa Meg. No c, zdoaa go rozszyfrowa. Tak wic jeli rzeczywicie koniec kocw Meg przeuje kawaki jego serca i wypluje mu je w twarz, bdzie mg wini tylko siebie.
Gdy wchodzi po schodach, otworzya drzwi. Psy wyskoczyy z domu i zaczy skaka wok niego jak szalone.
-  Cze! Zastanawiaam si, czy trafisz dzi wieczorem do moich drzwi. - Uniosa gow. - Wyglda pan na nieco zdenerwowanego, panie komendancie. Co pan robi?
-  Zjednywaem sobie przyjaci, popychaem ludzi do dziaania.
-  No c, wejd, przystojniaczku, napij si czego mocniejszego i opowiedz mi o tym.
-  Chtnie.

wiato
Czy to tak mao Cieszy si socem, By radosnym na wiosn, Kocha, myle, dziaa; Przyjanie kultywowa Inie myle o wrogach?...
MATTHEW ARNOLD
...niepalmy wiec w dzie.
WILLIAM SZEKSPIR (prze. Jzef Paszkowski)


-  Prosz si poczstowa, panie komendancie.
Ledwo Nate zdy stan w drzwiach, Peach podaa mu sodk bueczk i kubek kawy.
-  Jeli nadal bdziesz pieka takie pysznoci, wkrtce nie zmieszcz si na krzele przy biurku.
-  eby podtuczy twj drobny, liczniutki tyeczek, nie wystarcz sodkie bueczki. Poza tym to apwka. Chciaabym jutro przeduy sobie przerw na lunch o dodatkow godzin... Nale do komitetu, ktry przygotowuje obchody zwizane z Pierwszym Maja. Podczas jutrzejszego spotkania mamy opracowa plan parady.
-  Parady?
-  Z okazji Pierwszego Maja, Nate. Moesz sprawdzi w swoim kalendarzu. Zostao ju niewiele czasu.
Maj - pomyla. Tego ranka przez chwil bawi si na podwrku z psami Meg. W niegu po kostki.
-  Pierwszego Maja?
-  Nawet gdyby rozptao si pieko albo przysza dua woda, parada i tak si odbdzie. Maszeruje w niej orkiestra szkolna. Rdzenni mieszkacy Alaski zakadaj indiaskie stroje i graj na indiaskich instrumentach. Defiluj wszystkie druyny sportowe i uczennice szkki baletowej Doiy Manners. Wicej ludzi idzie w pochodzie, ni go oglda, ale w kocu mamy jeszcze turystw i osoby, ktre przyjedaj z zewntrz.

Poprawia sztuczne onkile we flakonie.
-  To dobra pora na przyjazd tutaj, a w ostatnich latach dodatkowo dawalimy ogoszenia w prasie. W tym roku bdzie ich jeszcze wicej, poza tym prbujemy zwrci uwag mediw i kogo tylko si da. Charlene umiecia wszystkie informacje na stronie internetowej Lodge i ju zaczyna robi rezerwacje. Hopp stara si, eby napisano o nas w kolorowych czasopismach na stronach powiconych wydarzeniom kulturalnym.
-  Nie artujesz? To a takie ciekawe wydarzenie?
-  Prawd mwic, ono rzeczywicie jest bardzo ciekawe. Trwa przez cay dzie. Wieczorem palimy ognisko i gra muzyka. Gdy jest kiepska pogoda, przenosimy si do Lodge.
-  Rozumiem, palicie ognisko w Lodge. artobliwie uszczypna go w rami.
-  Wtedy jest tylko muzyka.
-  We tyle wolnego, ile potrzebujesz.
Wielka parada - pomyla Nate. Rezerwacje w Lodge, dodatkowe posiki, mnstwo klientw w Sklepie na Rogu", prezentacja prac miejscowych artystw i rzemielnikw. Wicej pienidzy, wicej kont w banku, ruch na stacji benzynowej. Wyduony sezon turystyczny.
Mona go znacznie skrci, zbyt naganiajc spraw morderstwa.
Nate unis gow, gdy na posterunku pojawi si Otto.
-  Wydawao mi si, e masz dzisiaj wolny dzie.
-  Taak.
Nate dostrzeg co dziwnego w oczach zastpcy, ale nie zwraca na to zbytniej uwagi.
-  Wpade na sodkie bueczki?
-  Nie. - Otto wyj brzow kopert. - Napisaem, gdzie byem i co robiem w lutym tysic dziewiset dziewidziesitego smego roku, w nocy, kiedy zabity zosta Max, i wieczr, kiedy kto podern gardo Yukonowi. Uznaem, e lepiej bdzie, jeli sam ci to dam, zanim mnie poprosisz.
-  Wejdziesz do mojego biura?

-  Wcale nie musze.. To dla mnie aden problem. - Wyd policzki. - No, moe niewielki, ale wol sam to zrobi ni czeka, a poprosisz. Nie mam stuprocentowego alibi na adn z tych sytuacji, ale wszystko napisaem.
Nate odstawi bueczki i wzi do rki kopert.
-  Dzikuj, Otto.
-  Wybieram si na ryby. Wyszed, po drodze mijajc Petera.
-  Niech to diabli! - mrukn Nate.
-  Wpakowae si w niez kaba. - Peach pogaskaa go po ramieniu. - Musisz zrobi, co konieczne, nawet jeli przy okazji zranisz kilka osb i wyprowadzisz kogo z rwnowagi.
-  Masz racj.
-  Hmmm - Peter spojrza najpierw na jedno, potem na drugie z nich. - Czy Otto jest o co zy?
-  Mam nadziej, e nie.
Peter mia zamiar kontynuowa temat, ale Peach szybko potrzsna gow.
-  Spniem si dzisiaj, poniewa rano wpad do nas mj wujek. Powiedzia, e na pomoc od miasta, przy Hopeless Creek jaki facet nielegalnie zaj stary domek myliwski. Najzwyczajniej pod socem po prostu si do niego wprowadzi. Nikt si tym specjalnie nie przejmuje, ale wujek podejrzewa, e ten czowiek wama si do jego komrki z narzdziami, a ciocia jest niemal w stu procentach pewna, e znika jej jedzenie ze spiarni.
Peter wzi do rki bueczk i ugryz j.
-  Wujek - cign dalej - nim nas dzisiaj rano odwiedzi, podjecha tam osobicie sprawdzi, co jest grane. Facet wyszed ze strzelb i kaza mu si wynosi ze swojej posiadoci. Poniewa wujek nie by sam, bo odprowadza do szkoy moj kuzynk Mary, nie wdawa si w adne dyskusje.
-  W porzdku. Porozmawiamy z tym czowiekiem.
Nate odstawi nietknit kaw i pooy kopert Ottona na ladzie. Potem podszed do szafki z broni, wyj dwie strzelby i rewolwer.

-  Na wypadek, gdyby rozmowa nie poskutkowaa - wyjani Peterowi.
Soce byo jasne i ciepe. A nie chciao si wierzy, e zaledwie kilka tygodni temu o tej samej porze panoway jeszcze egipskie ciemnoci. Zimna, bkitna rzeka wia si wzdu drogi, ostro kontrastujc z biaym niegiem, ktry lea na jej brzegach. Gry odcinay si na tle nieba jak monumentalna szklana rzeba.
Nate dostrzeg ora, ktry przysiad na supie milowym, niczym zocisty stranik lasu widniejcego w tle.
-  Od jak dawna domek myliwski j est pusty?
-  Odkd sigam pamici, nikt nigdy oficjalnie tam nie mieszka. Chata jest zaniedbana i stoi zbyt blisko strumienia, dlatego kadej wiosny jest podtapiana. By moe od czasu do czasu nocuj w niej turyci, korzystaj z niej te dzieciaki z Lunacy... no wie pan, do czego. Komin wci stoi, wic mona pali w piecu. Chocia kopci jak diabli.
-  To znaczy, e korzystae z tego domku... no wiesz, do czego.
Chocia Nate si umiechn, na policzkach Petera pojawiy si rumiece.
-  Moe raz lub dwa. Podobno dawno, dawno temu wybudowao go dwch cheechakos. Mieli zamiar w nim mieszka i szuka zota w strumieniu. Chyba liczyli na to, e przeyj dziki zapomodze, a po roku przejd na zasiek. Nie znaem ich. Jeden zamarz, drugi podobno zwariowa. Powiadaj, e zjad kawaek zmarego kumpla.
-  Smakowita opowiastka.
-  A moe to tylko chrzanienie, ale rzeczywicie dodaje smaczku, kiedy zabiera si tam dziewczyn.
-  Taak, to naprawd romantyczne.
-  Niech pan tu skrci - pokaza Peter. - Dojazd moe by do trudny.
Po trzech metrach podskakiwania i trzsienia si na wskiej, zasypanej niegiem droynie Nate uzna, e Peter jest mistrzem niedopowiedze.
468
Drzewa rosy tu gsto i wyranie byy spragnione soca, dlatego jechao si jak w tunelu penym sadystycznych lodowych demonw.
Nate cofn jzyk w stron garda, eby nie przyci go sobie na jakim wyboju, i kurczowo trzyma kierownic.
Nie nazwaby tego polank. Na zamarznitym brzegu niewielkiego strumienia staa walca si chata z drewnianych bali, przykryta strzech z gazek wierzby i krzeww zimo-zielonych. Kulia si w cieniu. Jedno okno miaa zasonite okiennic, drugie zaklejone na krzy tam. Pochylona weranda wspieraa si na kilku cegach.
Przed domkiem myliwskim sta brudny lexus z napdem na cztery koa, z tablicami rejestracyjnymi z Kalifornii.
-  Skontaktuj si z Peach, Peterze, i ka jej sprawdzi te numery.
Kiedy Peter korzysta z krtkofalwki, Nate si zastanawia. Z pochylonego komina unosi si dym. Na supku przy drzwiach wisia jaki martwy ssak.
Nate odpi bro, ale zostawi jaw kaburze, po czym wysiad z samochodu.
-  Ani kroku bliej! Drzwi chaty si otworzyy.
Z pmroku wyoni si mczyzna ze strzelb.
-  Jestem komendantem policji w Lunacy, nazywam si Burk. Prosz opuci bro.
-  Guzik mnie obchodzi, kim pan jest i czego pan chce. Znam wszystkie wasze sztuczki, przeklci kosmici. Nie nabierzecie mnie.
Kosmici - pomyla Nate. wietnie.
-  Wszyscy przybysze z kosmosu w tym sektorze zostali pokonani. Na razie jest pan bezpieczny, chciabym jednak, eby opuci pan bro.
-  To pan tak twierdzi. - Mimo to mczyzna zrobi nastpny krok. - Skd mam wiedzie, e nie jest pan jednym z nich?
Nate prbowa oceni mczyzn. By po trzydziestce,

mia ponad sto siedemdziesit centymetrw wzrostu i way okoo siedemdziesiciu kilogramw. Brzowe wosy. Obkane oczy o trudnym do okrelenia kolorze.
-  Mam legitymacj, ostemplowan i potwierdzon. Jeli opuci pan bro, bd mg podej i pokaza j panu.
-  Jak legitymacj?
Mczyzna sprawia wraenie zdezorientowanego, ale obniy bro o dwa, moe trzy centymetry.
-  Tajnej Armii Obrocw Ziemi. - Nate prbowa powanie kiwn gow. - W obecnych czasach nigdy za duo ostronoci.
-  Wie pan, e oni maj bkitn krew? Zraniem dwch kosmitw, gdy ostatnim razem mnie chwycili.
-  Dwch? - Nate zmarszczy czoo, jakby by pod wraeniem, jednoczenie z radoci patrzy, jak strzelba znw obnia si o dwa centymetry. - W takim razie musimy wysucha paskiego sprawozdania. Zabierzemy pana do kwatery
i spiszemy paskie zeznania.
-  Nie moemy pozwoli, by wygrali.
-  Nie pozwolimy.
Lufa strzelby skierowaa si w d. Nate zrobi krok do przodu.
To, co si stao potem, wydarzyo si za szybko. Takie rzeczy zawsze rozgrywaj si za szybko. Nate usysza, e Peter otwiera drzwi samochodu i woa go po imieniu. Obserwowa twarz mczyzny, jego oczy - widzia, co si w nich pojawio. Panika, wcieko, przeraenie. Wszystko naraz.
Szpetnie zakl i krzykn do Petera:
-  Padnij!
Jednoczenie wyj bro z kabury.
W powietrzu rozleg si huk, ptaki zerway si z drzew. Przy drugim wystrzale Nate wskoczy pod auto.
Mia zamiar przeturla si na drug stron, kiedy zauway krew na niegu.
-  O Boe! Jezu Chryste! Peter!                                        | Nate poczu, e przytacza go ow. Przez chwil dra pod

jego ciarem. Przypomnia sobie zapach zauka: deszcz, psujce si mieci. Krew.
Sysza wasny, przyspieszony oddech, czu, e ogarnia go panika, ku wasnej rozpaczy nie mg przekn kluchy w drapicym gardle. Dwigajc to wszystko ze sob, czoga si po niegu.
Peter lea przy otwartych drzwiach samochodu z szeroko otwartymi, byszczcymi oczami.
-  Chyba... chyba oberwaem.
-  Trzymaj si.
Nate zacisn palce na ramieniu Petera nad miejscem, gdzie przez nadszarpnit kurtk sczya si krew. Poczu ciep struk, serce w piersi tuko si jak mot. Jednym okiem zerkajc w stron domku myliwskiego, wyj bandan.
Nawet jeli przez gow przemykay mu sowa jakich modlitw, nie rozpoznawa ich.
-  Nie jest wcale tak le, prawda?
Peter obliza wargi i pochyli gow, eby popatrze na ran. Nagle zblad jak ptno.
-  O kurcz!
-  Posuchaj mnie, Peterze! Posuchaj!
Nate zwiza mocno bandan nad ran i poklepa Petera po policzku, eby nie zemdla.
-  Nie ruszaj si. Nic ci nie bdzie.
Nie wykrwawi si. Nie umrze w moich ramionach. Nie bdzie powtrki sprzed roku. Bagam, Boe!
Wyj bro Petera z kabury i woy j chopcu do rki.
-  Trzymasz?
-  Jestem... jestem praworczny. Ten dra postrzeli mnie w praw rk.
-  Zawsze moesz uy lewej. Jeli tu przyjdzie, nie wahaj si. Posuchaj mnie, Peterze. Jeli on tu przyjdzie, strzelaj. Celuj w korpus. I strzelaj, pki napastnik nie upadnie.
-  Panie komendancie...
-  Po prostu zrb, co ci ka.
Nate z trudem przeturla si na tyy samochodu, otworzy

drzwi i wszed do rodka. Po chwili wyczoga si stamtd z obiema strzelbami. Sysza, jak mczyzna wrzeszczy we wntrzu domku. Od czasu do czasu rozlega si pojedynczy wystrza.
Nate przeturla si do Petera i pooy mu na kolanach jedn ze strzelb.
-  Nie mdlej. Syszysz mnie? Musisz zachowa przytomno!
-  Tak jest, sir.
Nie mia po co dzwoni po wsparcie. To nie Baltimore, musi liczy na siebie.
Przykucn ze strzelb w jednej rce, ze subowym rewolwerem w drugiej, przeskoczy przez zamarznity strumie i wpad midzy drzewa. Tu nad nim rozprysna si kora. Jedna z drzazg wisna mu koo ucha, przy okazji ranic go pod lewym okiem.
Dziki Bogu, uwaga strzelajcego skupia si na nim, nie na Peterze.
Pod oson drzew Nate posuwa si naprzd w gbokim niegu.
Jego partner zosta postrzelony! Jego partner lea koo samochodu!
Z trudem oddycha, biegnc po kolana w niegu i zataczajc krg, by dosta si na tyy domku myliwskiego.
Schowa si za pniem i prbowa oceni sytuacj. Zauway, e chata nie ma tylnych drzwi, jedynie drugie okno z boku. Widzia w szybie cie strzelajcego, wiedzia, e mczyzna czeka, obserwuje kady ruch na zewntrz.
Nate naadowa jedn rk strzelb i wypali.
Szyba rozleciaa si na kawaki, potem rozleg si krzyk i odgos wystrzaw - odpowied na jego strza. Nate zawrci i po wasnych ladach ruszy w stron przednich drzwi chatki.
Krzyki i strzay dochodziy zza jego plecw, kiedy pokonywa strumie, przechodzi przez lodowat wod i ogromnymi susami zbliy si do wejcia.
472
Wpad na walc si werand i kopn drzwi.
Obie lufy byy wycelowane w mczyzn. Gdzie w gbi duszy Nate chcia, bardzo chcia wpakowa w niego wszystkie kule. Zabi go, zabi tak jak tego drania z Baltimore. Drania, ktry zastrzeli jego partnera i zburzy cae jego ycie.
-  Czerwona.
Mczyzna stojcy w potwornie zamieconym domku nie odrywa wzroku od twarzy Nate'a.
-  Paska krew jest czerwona.
Opuci strzelb, opad na brudn podog i wybuchn paczem.
Nazywa si Robert Joseph Spinnaker i by doradc finansowym z Los Angeles. Ostatnio leczy si w szpitalu psychiatrycznym. Twierdzi, e w cigu minionych osiemnastu miesicy wielokrotnie by porywany przez przybyszw z kosmosu, uwaa, e jego ona jest klonem, a podczas subowego spotkania zaatakowa dwch swoich klientw.
Od trzech miesicy znajdowa si na licie zaginionych.
Teraz spa w celi. By spokojny, bo zobaczy kolor krwi Nate'a i Petera.
Nate zamkn go i natychmiast pobieg do przychodni, a potem niespokojnie kry po poczekalni, tam i z powrotem, tam i z powrotem.
Sto razy odtworzy w mylach cae wydarzenie i za kadym razem dostrzega, e mg zrobi co innego, co, dziki czemu Peter nie odnisby ran.
Kiedy Ken wyszed z gabinetu, Nate siedzia na krzele i trzyma si za gow.
Natychmiast si poderwa.
-  Bardzo le?
-  Rany postrzaowe nigdy nie s mie, ale, do jasnej cholery, mogo by znacznie, znacznie gorzej. Dobrze by byo, gdyby Peter przez jaki czas nosi temblak. Mia szczcie, e to may kaliber. Jest troch saby i oszoomiony. Zatrzymam go na kilka godzin na obserwacji, ale nic mu nie bdzie.

-  To dobrze. - Nate poczu, e uginaj si pod nim kolana. Usiad. - To bardzo dobrze.
-  Wejd. Opatrz ci rany na twarzy.
-  To tylko drobne zadrapania.
-  Ta pod okiem wyglda na do gbok. Chod, nie k si z lekarzem.
-  Mog go zobaczy?
-  Teraz jest u niego Nita. Zobaczysz si z nim, jak zao ci opatrunek.
Ken wprowadzi Nate'a do gabinetu i kaza mu usi na kozetce.
-  Wiesz - powiedzia, przemywajc mu rany - byoby gupio, gdyby mia do siebie pretensje.
-  Peter jest zielony jak szczypiorek na wiosn, tymczasem zabraem go ze sob, chocia sytuacja bya bardzo niepewna.
-  To znaczy, e nie masz zbyt duego szacunku dla niego ani dla pracy, ktr wykonuje.
Nate sykn, poniewa poczu pieczenie pod okiem.
-  To jeszcze dziecko.
-  Nie. Mczyzna. Dobry mczyzna. Tymczasem twoje sowa pomniejszaj rang tego, co si dzisiaj wydarzyo i co... zrobi.
-  Wsta i ruszy do drzwi za mn. Ledwo trzyma si na nogach, a jednak przyszed, eby da mi wsparcie.
Nate popatrzy w oczy Kenowi, ktry wanie mocowa mu opatrunek.
-  By ranny, mimo to wszed do chaty, eby mi pomc. Wic moe to ja si nie spisaem?
-  wietnie si spisae. Wiem to z relacji Petera. W jego mniemaniu jeste bohaterem. Jeli chcesz mu si odwdziczy, nie rozczaruj go. Gotowe. - Ken si cofn. - Bdziesz y.
Gdy Nate wyszed, w poczekalni czekaa ju Hopp, a wraz z ni rodzice Petera oraz Ros. Wszyscy zaczli mwi jednoczenie.

-  Odpoczywa. Dobrze si czuje - zapewni ich Ken. Nate si nie zatrzyma.
-  Ignatiousie! - Hopp pobiega za nim. - Chc wiedzie, co si stao.
-  Wracam na posterunek.
-  W takim razie id z tob, po drodze mi opowiesz. Chc to usysze bezporednio z twoich ust, a nie ze sprzecznych relacji, ktre kr po miasteczku.
Zwile jej to opowiedzia.
-  Mgby zwolni? Masz nogi dusze ni ja cae ciao. Jak to si stao, e masz rany na twarzy?
-  Odpryski z drzewa. Fruwajcy kawaek kory, to wszystko.
-  Kory, ktra fruwaa, poniewa ten czowiek do ciebie strzela, tak? Na lito bosk!
-  Prawdopodobnie dziki zadrapaniom na mojej twarzy Spinnaker i ja wci yjemy. Na szczcie okazao si, e mam czerwon krew.
Peter te - pomyla. Tego dnia straci duo czerwonej krwi.
-  Przyjedzie po niego policja stanowa?
-  Peach prbuje si z nimi skontaktowa.
-  Dobrze. - Zaczerpna powietrza. - Uciek trzy miesice temu, poza tym jest szalony. Bg jeden raczy wiedzie, od jak dawna nielegalnie mieszka w domku myliwskim. To on mg zabi biednego Yukona. Naprawd trudno to wykluczy.
Nate sign do kieszeni po okulary przeciwsoneczne i woy je na nos.
-  Mg, ale tego nie zrobi.
-  Ten czowiek jest szalony, a zabicie psa byo czystym szalestwem. Mg pomyle, e Yukon jest kosmit w psim przebraniu. To ma sens, Ignatiousie.
-  Tylko wtedy, jeli uwierzysz, e szaleniec wkrad si do miasta, wycign z podwrka starego psa, przycign go przed ratusz, podci mu gardo... a wczeniej skrad n myliwski. Moim zdaniem to zbyt skomplikowane, Hopp.

Chwycia go za rami i zatrzymaa.
-  Moe chcesz wierzy, e byo inaczej. Moe dziki przekonaniu, e byo inaczej, masz w co wbi zby. Zaj si czym wicej ni przerywaniem bijatyk albo pilnowaniem, eby Pijany Mik nie odmrozi sobie swojego aosnego tyka. Czy kiedykolwiek przyszo ci na myl, e czysz wszystkie trzy wydarzenia i szukasz midzy nami mordercy, poniewa chcesz, eby tak wanie byo?
-  Nie chc, eby tak wanie byo. Naprawd tak jest.
-  Cholerny uparciuch... - Zacisna zby i odwrcia si, chcc opanowa zo. - Sytuacja si nie uspokoi, jeli bez przerwy bdziesz miesza ludziom w gowach.
-  Sytuacja si nie uspokoi, pki sprawa nie zostanie rozwizana. Musz napisa raport.
Nate spdzi noc na posterunku, z ca powag starajc si sucha opowieci Spinnakera na temat jego kontaktw z przybyszami z kosmosu. Nie mogc zamkn ust winiowi, zrobi jedyn rzecz, ktra nieco uspokajaa Spinnakera - siedzia przed cel i robi notatki.
Z prawdziw radoci nastpnego ranka powita policj stanow, ktra przyjechaa po winia.
By zaskoczony, widzc Cobena.
-  Moe powinien pan, sierancie, zastanowi si nad wynajciem tu jakiego pokoju.
-  Uznaem, e dziki temu uda mi si swobodnie pogada z panem w naszej sprawie. Wejdmy na chwil do paskiego biura.
-  Jasne. Mam dla pana papiery zwizane ze Spinnakerem. Nate wszed do biura i wzi papiery.
-  Atak z broni w rku na oficera policji, i tak dalej. Psychiatrzy na pewno zadaj zagodzenia wyroku, ale to nie zmienia faktu, e mj zastpca zosta postrzelony.
-  Jak on si czuje?
-  Dobrze. Jest mody, silny. Dosta w najbardziej uminion cz ramienia.
476
-  Zawsze, kiedy uda si przey co takiego, mona mwi o duym szczciu.
-  Te tak sdz.
Coben podszed do tablicy.
-  Wci pan bada t spraw?
-  Tak. Robi to nadal.
-  Jakie postpy?
-  Zaley, jak na to spojrze.
Coben zacisn usta i odchyli si na pitach.
-  Martwy pies? Wie pan to z tamtymi wypadkami?
-  Kady musi mie jakie hobby.
-  Prosz posucha. Nie jestem do koca zadowolony z wyniku tej sprawy, ale mam zwizane rce. Zreszt duo zaley od tego, pod jakim ktem si na to spojrzy. Moemy zaoy, e w grach, w czasie kiedy zamordowany zosta Galloway, by jaki trzeci, niezidentyfikowany mczyzna. Co nie oznacza, e to on zabi Gallowaya ani e o tym wiedzia. Nie oznacza rwnie, e wci yje, poniewa logika podpowiada, e ten, kto zabi Gallowaya, powinien rwnie pozby si niewygodnego wiadka.
-  To niemoliwe, jeli by nim Hawbaker.
-  Nawet jeli tak - cign Coben - to, do jasnej cholery, wcale nie oznacza, e niezidentyfikowany trzeci mczyzna ma cokolwiek wsplnego ze mierci Hawbakera... albo mierci psa. Prbowaem po cichutku dowiedzie si, kim mg by trzeci mczyzna, ale mi si nie udao.
-  Pilot, ktry ich zawiz, zosta zamordowany w niewyjanionych okolicznociach.
-  Nie ma na to dowodu. Przyjrzaem si tej sprawie. W czasie midzy mierci Gallowaya a wasn Kijinski spaci cz starych dugw i zacign nowe. Dlatego to nie ma znaczenia, daj panu sowo. Poza tym nikt nie moe potwierdzi, e wanie on ich zabra.
-  Poniewa wszyscy oprcz jednego nie yj.
-  Nie ma adnych zapiskw, adnych dokumentw lotw. Nic. adna z osb, ktre znay Kijinskiego i chciay si do

tego przyzna, nie pamita, czy odbywa taki lot. Rzeczywicie mg by pilotem, ale nawet jeli tak, mona zaoy, e Hawbaker pozby si i jego.
-  Moe to nawet logiczne wyjanienie, tyle e Max Hawbaker nie zabi trzech mczyzn. Co wicej, nie wsta z grobu, eby podern gardo psu.
-  Nie ma znaczenia, co mwi paskie przeczucia. Potrzebuj czego konkretnego.
-  Prosz da mi czas - poprosi Nate.
Dwa dni pniej Meg wesza na posterunek, machna rk do Peach i skierowaa si prosto do biura Nate'a. Nie zwalniajc kroku, jedynie zerkna na tablic.
-  W porzdku, przystojniaczku. Zabieram ci na wagary.
-  Sucham?
-  Nawet bardzo gorliwi, pracowici i oddani gliniarze od czasu do czasu robi sobie wolne. Wanie przysza kolej na ciebie.
-  Peter jest uziemiony. Mamy o jednego pracownika mniej.
-  A ty siedzisz za biurkiem i rozmylasz nad caym wydarzeniem oraz wszystkim innym. Powinien pan odwiey pa, panie Burk. Jeli co si wydarzy, wrcimy.
-  Skd?
-  To niespodzianka. Peach! - zawoaa, ruszajc w stron wyjcia. - Twj szef bierze sobie wolny dzie. Jak to si mwi? Dzie na zaatwienie spraw osobistych.
-  Przydaoby mu si.
-  Zastpisz go, Otto, prawda?
-  Meg...-zaczNate.
-  Peach, kiedy po raz ostatni pan komendant mia wolny dzie?
-  Z tego, co pamitam, trzy tygodnie temu, moe wicej.
-  Czas na odwieenie pay, panie komendancie. - Meg zdja jego kurtk z haczyka. - Mamy na to wspaniay dzie.
Zabra jedn z krtkofalwek.
-  Godzin.

Meg umiechna si.
-  Na pocztek dobre i to.
Kiedy zauway przy pomocie jej samolot, zamar w bezruchu.
-  Nie mwia, e w celu odwieenia pay mamy gdzie lecie.
-  To najlepszy sposb. Gwarantowany.
-  Czy nie moglibymy si po prostu przejecha, pokocha na tylnym siedzeniu samochodu? Moim zdaniem to bardzo dobry pomys.                                                                   :
-  Zaufaj mi.
Zdecydowanie trzymaa go za rk, drug musna zadrapanie pod okiem.
-  Jak si goi?
-  Skoro ju o tym wspomniaa, prawdopodobnie nie powinienem lata z tak ran.
Uja domi jego twarz, nachylia si i pocaowaa go.
-  Chod ze mn, Nate. Chc si z tob czym podzieli.   
-  No c, skoro stawiasz spraw w taki sposb... Wsiad do samolotu i zapi pasy.
-  Wiesz, nigdy nie startowaem z wody. To znaczy z wody... w stanie pynnym. Wci jest jeszcze troch lodu. Nie byoby dobrze wjecha na ld?
-  Mczyzna, ktry stawia czoo uzbrojonemu pacjentowi szpitala psychiatrycznego, nie powinien ba si latania.
Pocaowaa palce, stukna nimi w zdjcie Buddy'ego Hol-ly'ego i zacza lizga si po wodzie.
-  Troch przypomina to jazd na nartach wodnych, chocia nie do koca - wyduka Nate.
Wstrzyma oddech, gdy Meg nabraa prdkoci i powoli uniosa stalowego ptaka w przestworza.
-  Wydawao mi si, e miaa by dzisiaj zajta - powiedzia, gdy uzna, e moe bezpiecznie oddycha.
-  Oddaam swoje zlecenie Palantowi. Pniej podrzuci zaopatrzenie. Jest tam sporo rzeczy zamwionych na parad, cznie z pudem penym rodkw na komary.

-  Ty i Palant zajmujecie si rozprowadzaniem rodkw na owady?
Zerkna w jego stron.
-  To mutanty, przystojniaczku. Przeye pierwsz zim na Alasce. Teraz zobaczymy, jak sobie poradzisz w lecie. Z komarami ogromnymi jak B-pidziesit dwa. Na pewno nie wyjdziesz z domu na dwa kroki bez rodka przeciw komarom.
-  Moe rzeczywicie bd stosowa rodki przeciw komarom, ale z ca pewnoci nie mam zamiaru je eskimoskich lodw. Jesse mwi, e robi si je z tuszczu fok.
-  Oleju - ucilia ze miechem. - Z oleju z fok albo sada osia. I wcale nie s takie ze, jeli wymiesza si to wszystko z jakimi jagodami i cukrem.
-  Wierz ci na sowo, poniewa nie jadam sada osia. Nawet nie wiem, co to, do diaba, jest.
Ponownie si umiechna, bo dostrzega, e wyranie si rozluni i z radoci spoglda w d.
-  adnie tu, prawda? Wida rzek, ld, a w dali miasteczko.
-  Wyglda na takie spokojne.
-  Ale to miasteczko wcale nie jest spokojne. Dzikie tereny ogldane z powietrza te pozornie wygldaj na spokojne. Spokojne i ciche. Surowe pikno. Nie ma tam jednak ani ciszy, ani spokoju. Natura jest w stanie zabi czowieka w cigu minuty i ma na to o wiele bardziej wymylne sposoby ni ten wariat ze strzelb. Co jednak nie umniejsza jej pikna. Nie mogabym mieszka nigdzie indziej. Nie mogabym by nigdzie indziej.
Przeleciaa nad rzek i jeziorem. Nate widzia stopniowy pochd wiosny. Tam, gdzie soce zdoao roztopi nieg, pojawiy si pierwsze plamy zieleni. Ze stromego klifu spada wodospad, a w gbokim cieniu poyskiwa ld.
Pod nimi niewielkie stadko osi wdrowao powoli przez zanieon rwnin. Powyej niebo przypominao bkitn wstg.

-  Jacob w lutym tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku przebywa w okolicach Lunacy. - Meg zerkna na Nate'a. - Chc wyjani t spraw i mie to z gowy. Kiedy ojciec odszed, Jacob czsto mnie odwiedza. Nie wiem, czy Pat go o to prosi, czy po prostu Jacob uwaa to za co naturalnego. Czasami zdarzao si, e nie widziaam go kilka dni, ale nie duej ni tydzie, czyli za krtko, eby mg pj wtedy w gry z moim ojcem. Chciaam, eby koniecznie o tym wiedzia, na wypadek gdyby chcia poprosi go o pomoc.
-  Mino tyle lat.
-  Taak, a ja byam wtedy dzieckiem, ale to akurat dobrze pamitam. Kiedy cofnam si pamici wstecz, dokadnie sobie wszystko przypomniaam.  Czciej  widywaam wtedy jego ni Charlene... mam na myli pierwsze tygodnie po znikniciu ojca. Zabra mnie na owienie ryb w przerblu i na polowanie, a kiedy bya burza niena, przez kilka dni przebywaam u niego, w jego domu. Mwi ci to, poniewa moesz mu zaufa, naprawd.
-  W porzdku.
-  A teraz spjrz na prawo.
Spojrza. Lecieli na granicy wiata, nad skrawkiem bkitnej wody, ktra bya niebezpiecznie blisko. Nim Nate zdy zaprotestowa, zobaczy, jak gigantyczny odam biaobkit-nego wiata odrywa si i osuwa midzy fale.
-  Mj Boe!
-  To jest aktywny lodowiec przybrzeny, a zjawisko, ktre wanie podziwiasz, to odrywanie si lodu od lodowca -wyjania, gdy nastpne kaway lodu osuway si do wody. -Poniewa natura powtarza pewien cykl, myl, e raczej naleaoby to uzna za narodziny, nie za mier.
-  Pikne. - Nate niemal przyklei nos do szyby. - Zdumiewajce. Jezu, niektre z tych blokw s tak due jak dom.
Rozemia si, gdy nastpna brya lodu oderwaa si od caoci. Prawie nie odczuwa turbulencji, w ktre wpad samolot.

-  Ludzie dobrze mi pac, eby mc to zobaczy. Gdy ich tu przywo, wikszo czasu spdzaj z oczami przyklejonymi do wziernikw kamer wideo. Moim zdaniem postpuj bez sensu. Jeli chc zobaczy co takiego na filmie, mog rwnie dobrze go sobie wypoyczy.
To nie tylko widowisko - pomyla Nate - lecz rwnie wspaniay spektakl. Take zamknity cykl: dziki, nieuchronny, w jaki sposb mityczny. Widoki: niesymetryczne bryy bkitnego lodu osuwajce si do wody. Dwiki: skrzypienie, oskot, wystrzay, fontanny wody w zderzeniu z bryami, biae, lnice zbocze wzdu spienionego fiordu.
-  Musz tu zosta.
Zawrcia, eby mg przyjrze si widowisku z innej strony.
-  Tu, w powietrzu?
-  Nie.
Odwrci gow i umiechn si do niej w sposb, ktry rzadko widziaa. Spokojny, zrelaksowany.
-  Tutaj. Ja te nie mgbym y nigdzie indziej. Ciesz si, e ju to wiem.
-  Jest jeszcze co innego, co powiniene wiedzie. Chyba si w tobie zakochaam.
Wybuchna miechem, gdy samolot zadra pod wpywem mocnego prdu powietrza, potem wzniosa si w przestworza, nie zwracajc uwagi na fruwajce wok kawaki lodu.
27
Charlene zawsze bardzo lubia wiosn na Alasce. Odpowiadao jej, e dni staway si coraz dusze i dusze, a w kocu nie pozostawao waciwie nic, oprcz wiata.
Zostawia prac papierkow na biurku, stana przy oknie i patrzya na ulic. Panowa na niej spory ruch. Ludzie

chodzili, jedzili, spacerowali. Byli to mieszkacy miasteczka i turyci, ludzie z okolic, ktrzy przyjechali na zakupy albo w celach towarzyskich. Czternacie z dwudziestu pokojw w Lodge byo zajtych, a w przyszym tygodniu przez trzy dni nie bdzie ani jednego wolnego ka. Potem jasny, niemal dwudziestoczterogodzinny dzie przycignie ludzi jak muchy do miodu.
Rokrocznie przez znaczn cz kwietnia Charlene ciko harowaa, tak samo byo w maju i potem a do pierwszych mrozw.
Lubia pracowa, lubia, gdy w jej hotelu i restauracji byo toczno, nie przeszkadza jej haas i baagan powodowany przez goci. Odpowiaday jej pienidze, ktre wydawali.
Rozkrcia niezy interes, prawda? Znalaza to, czego szukaa... albo przynajmniej wikszo tego, czego szukaa. Spojrzaa na rzek. Obecnie pyway po niej odzie, ktre przelizgiway si midzy topniejcymi wysepkami lodu.
Charlene spojrzaa za rzek, na gry. Wci byy biao-bkitne, chocia u ich podna powoli, bardzo powoli zaczynaa si pojawia ziele. Wierzchoki tworzyy biay, byszczcy i wiecznie zamarznity obcy wiat.
Nigdy nie chodzia po grach. I nigdy nie bdzie.
Wspinaczka wcale jej nie pocigaa, ale inne rzeczy tak. Na przykad Pat. Kiedy pojawi si w jej yciu, poczua nage wezwanie, gone, jakby jednoczenie odezwao si tysic trb. Nie miaa wtedy jeszcze siedemnastu lat i wci bya dziewic. Tkwia wrd pl rwninnej Ayowy, czekajc, a kto j stamtd zabierze.
Obecnie zdawaa sobie spraw, e bya wwczas typow dziewczyn z farmy na rodkowym zachodzie i rozpaczliwie szukaa szansy na ucieczk. Wykradaa si z domu w chodne wiosenne noce, eby uciec do niego, eby tarza si z nim nago na delikatnej, zielonej trawie, wolna i beztroska jak szczeni. Tak rozpaczliwie si wtedy zakochaa. Zapona szalon mioci, ktr by moe odczuwa si tylko wwczas, gdy ma si siedemnacie lat.

Ucieka z nim, opucia dom, rodzin,, przyjaci, wyrwaa si ze wiata, ktry tak dobrze znaa, i wesza do innego - do wiata, ktry ogranicza si do tylnego siodeka harleya.
Och, znw mie siedemnacie lat - westchna - i tyle odwagi co wtedy!
yli. Jak oni yli! Jechali tam, gdzie chcieli, robili to, na co mieli ochot. Pokonywali tereny rolnicze i pustynie, odwiedzali wielkie miasta i mae miasteczka.
Jak si okazao, wszystkie drogi, ktre wwczas pokonywali, prowadziy tutaj.
Potem wszystko si zmienio. Charlene nie bya pewna, kiedy waciwie nastpia zmiana. Czy wtedy, gdy uwiadomia sobie, e jest w ciy? Byli tacy podnieceni, tak gupio podnieceni, e bd mieli dziecko. Wszystko si zmienio, kiedy dotarli na Alask, a ona zorientowaa si, e jest w ciy. Kiedy powiedziaa Patowi, e chce tu zosta.
Jasne, Charley, nie ma sprawy. Moemy zatrzyma si tu na jaki czas".
Jaki czas" zamieni si w rok, potem dwa lata, dziesi, i Boe, mj Boe, nic ju nie byo takie samo, poniewa to ona si zmienia. Naciskaa, poszturchiwaa swojego cudownego, beztroskiego chopca, strofowaa go i namawiaa, eby sta si czowiekiem, jakim nigdy nie chcia by. Odpowiedzialnym, ustatkowanym mczyzn. Kim zwyczajnym.
Charlene doskonale wiedziaa, e Pat zosta bardziej ze wzgldu na Meg, ze wzgldu na crk, ktra bya kropka w kropk podobna do niego, a nie z powodu kobiety, ktra daa mu dziecko. Zosta, ale nigdy si nie ustatkowa.
Miaa do niego o to al. Miaa te al do Meg. Czy mogo by inaczej? Zdecydowanie nie. W kocu to ona pracowaa, prawda? To ona pilnowaa, eby caa trjka miaa jedzenie na stole i dach nad gow.
Charlene wiedziaa, e Pat zadawa si z dziwkami, ilekro znika, eby poszuka pracy, eby oderwa si od rodziny, eby wdrapa si na jak cholern gr.
Mczyni jej pragnli. Umiaa sprawi, e kady z nich

jej poda, tymczasem jedyny, na ktrym jej naprawd zaleao, chadza na dziwki.
Czy jego gry nie byy nastpnymi dziwkami? Zimnymi, biaymi dziwkami, ktre kusiy go i odcigay od niej? Pki nie zosta we wntrzu jednej z nich i tym samym nie opuci Charlene na zawsze.
Udao jej si przetrwa. Udao jej si nie tylko przetrwa. Znalaza to, czego szukaa. Przynajmniej wikszo tego, czego szukaa.
Teraz ma pienidze. Ma dom. Ma mczyzn: mode, jdrne ciaa, ktre rozgrzewaj j nocami.
Dlaczego w takim razie jest nieszczliwa?
Nie lubia zbyt dugich rozwaa, badania wasnego wntrza i martwienia si tym, co tam znalaza. Lubia y. Lubia ruch i cige zmiany. Czowiek nie musi myle, kiedy taczy.
Odwrcia si, lekko poirytowana pukaniem do drzwi.
-  Prosz.
Na widok Johna rozpogodzia si i przywoaa na usta kusicielski umiech.
-  Cze, przystojniaczku. Po zajciach? Czyby byo ju tak pno?
Poprawia wosy i spojrzaa na biurko.
-  A ja ni na jawie i trac czas. Chyba musz zej na parter i sprawdzi, co Wielki Mik pitrasi dzisiaj na kolacj.
-  Chc z tob porozmawia, Charlene.
-  Jasne, skarbie. Dla ciebie zawsze znajd czas. Zaparz herbat i usidziemy na chwil.
-  Nie rb tego.
-  Dziecinko, wygldasz tak powanie, jakby si czym martwi.
Podesza do niego i pogaskaa go po policzkach.
-  Oczywicie, wiesz, e kocham, gdy jeste taki powany. To bardzo seksowne.
-  Nie rb tego - powtrzy, odsuwajc jej rce od swojej twarzy.
-  Stao si co zego? - Zacisna palce na jego doni. -

Och, Boe, czy kto... lub co... znw nie yje? Chybabym tego nie zniosa!
-  Nie. Nie o to chodzi. - Puci jej rk i cofn si o krok. -Chciaem ci powiedzie, e po zakoczeniu roku szkolnego wyjedam z Lunacy.
-  Na wakacje? Wybierasz si w podr, gdy na Alasce jest najpikniej?
-  Nie wyjedam na wakacje. Wyjedam na stae.
-  O czym ty mwisz? Na stae? Na zawsze? To jaka bzdura, Johnie.
Z jej twarzy znikn kokieteryjny umiech, poczua ostre, bolesne dgnicie w brzuchu.
-  Dokd si wybierasz? Co masz zamiar robi?
-  Jest tyle miejsc, ktrych nie widziaem, tyle rzeczy, ktrych nie robiem. Chc je zobaczy. Chc je zrobi.
Czujc, e serce zamiera jej w piersi, spojrzaa w twarz czowieka, na ktrego zawsze moga liczy. Ci, ktrzy co dla ciebie znacz, odchodz- szepn jaki wewntrzny gos.
-  Daj spokj, Johnie, przecie tu mieszkasz. Tu pracujesz.
-  Bd mieszka i pracowa gdzie indziej.
-  Nie moesz... dlaczego? Dlaczego to robisz?
-  Powinienem zrobi to wiele lat temu, ale przez cay czas mi w tym przeszkadzaa. Pora pody wasn ciek. W ubiegym tygodniu Nate odwiedzi mnie w szkole. Powiedzia co, co skonio mnie do zastanowienia, do obejrzenia si wstecz... Tak, mino ju zbyt wiele lat...
Chciaa wpa w zo, zacz krzycze, porozbija co, eby w ten sposb uwolni wasne emocje, ale odczuwaa jedynie tpy al.
-  Co Nate ma z tym wsplnego?
-  On sprowokowa zmian. Mona by powiedzie, e jest kamieniem, ktry zmienia bieg strumyka. Wyobra sobie, Charlene, e dryfujesz, pyniesz jak woda w strumieniu, i nie dostrzegasz zbyt wyranie, co dzieje si dookoa.
Dotkn jej wosw, potem opuci rk.
-  Potem nagle do strumienia wpada kamie i zmienia
dotychczasowy ksztat koryta. Zmienia wszystko. Moe tylko w niewielkim stopniu, a moe znacznie. Wtedy nic ju nie wyglda tak jak dotychczas.
-  Nigdy nie rozumiem, kiedy opowiadasz takie historie. -Wyda wargi, odwrcia si i kopna biurko, po czym umiechna si na widok wasnego gupiego gestu. - Woda, kamie, strumie. Co to ma wsplnego z faktem, e przychodzisz do mnie i zaczynasz mwi o wyjedzie? Odchodzisz. Czy kiedykolwiek zastanawiae si nad tym, co ja czuj?
-  Zbyt czsto, by wyszo mi to na dobre. Pokochaem ci od pierwszego wejrzenia. Wiedziaa o tym.
-  Ale ju mnie nie kochasz?
-  Kocham. Wtedy, teraz, zawsze. Kochaem ci, gdy bya z innym mczyzn. Gdy on odszed, pomylaem: Teraz przyjdzie do mnie". Przysza. Przynajmniej do mojego ka. Oddaa mi swoje ciao, ale wysza za m za innego. Chocia wiedziaa, e ci kocham, wysza za kogo innego.
-  Nie mogam postpi inaczej. Musiaam podchodzi praktycznie do caej sprawy.
Tym razem naprawd czym rzucia. Los pad na krysztaowego abdzia, ale zniszczenie bibelotu nie dao jej satysfakcji.
-  Musiaam zabezpieczy si na przyszo.
-  Bybym dla ciebie dobry. Bybym dobry dla Meg, ale ty podja inn decyzj. Wybraa to. - Rozoy rce, jakby chcia obj cay hotel. - Zasuya sobie na to. Ciko na niego pracowaa. Rozkrcia wspaniay interes. Kiedy Karl y, wci do mnie przychodzia. Pozwoliem ci. Przychodzia do mnie i do innych.
-  Karlowi wcale nie chodzio o seks albo prawie wcale. Potrzebna mu bya partnerka, kto, kto zajmie si nim i jego interesem. Zrobiam, co do mnie naleao - zapewnia rozgorczkowana. - Zawarlimy tak umow.
-  Troszczya si o Karla i jego interes, a kiedy umar, nadal zajmowaa si hotelem. Nie pamitam ju, ile razy prosiem ci o rk, Charlene, i ile razy odrzucaa moje

owiadczyny. Ile razy widziaem, jak idziesz do ka z kim innym albo przychodzisz do mnie, poniewa nie masz pod rk nikogo modszego. Koniec z tym.
-  Odchodzisz, poniewa nie chc wyj za ciebie za m?
-  Kilka dni temu przespaa si z facetem z grupy myliwych. Takim wysokim, ciemnowosym...
Uniosa gwatownie gow.
-  No to co?
-  Jak mia na imi?
Otworzywszy usta, nagle zdaa sobie spraw, e ma pustk w gowie. Nie przypomina sobie twarzy, a tym bardziej imienia, prawie nie pamita pocaunkw w ciemnoci.
-  Kto by si tam przejmowa - warkna. - Chodzio mi tylko o seks.
-  Nie dowiesz si, kim jeste, zabawiajc si z bezimiennymi facetami o poow modszymi od siebie, ale jeli nadal masz zamiar szuka, nie mog ci przed tym powstrzyma. To byo dla mnie jasne od samego pocztku. Nie musz jednak na zawsze pozostawa w odwodzie.
-  W takim razie id sobie. - Wzia z biurka plik papierw i wyrzucia je w powietrze. - Guzik mnie to obchodzi.
-  Wiem. Gdyby ci obchodzio, gdyby naprawd ci obchodzio, nie odszedbym.
Opuci pokj i zamkn za sob drzwi.
Nate nie mg si nacieszy wiatem. Wci byo mu go za mao. Niezalenie od tego, jak dugo trwa dzie, zawsze chcia wicej. Czu, jak promienie soneczne przenikaj jego ciao i koci, napeniaj go energi.
Od wielu dni nie mia koszmarw sennych.
Budzi si w wietle dnia, przez cay dzie pracowa i chodzi w promieniach soca. Myla w jasnoci i jad w jasnoci, kpa si w niej.
Kadego dnia, patrzc, jak soce chowa si za wierzchokami gr, wiedzia, e za kilka godzin wstanie.
Wci jednak zdarzay si noce, kiedy wykrada si z

ka Meg i wychodzi w towarzystwie psw, eby przyjrze si zorzy poncej na nocnym niebie.
Wci czu ran, ktra wyranie pulsowaa pod bliznami w gbi jego ciaa, ale teraz ju wiedzia, e rana si goi. Mia nadziej, na Boga, e tak jest. Do pewnego stopnia zaakceptowa to, co straci, i otwiera si na wszystko, co mg mie.
Po raz pierwszy od opuszczenia Baltimore zadzwoni do ony Jacka, Beth.
-  Chciaem si dowiedzie, jak ci leci. Tobie i dzieciakom.
-  Jako sobie radzimy. Prawd mwic, cakiem niele. Min rok od...
Wiedzia o tym. Pamita, e wanie min rok.
-  Dzisiaj jest mi troch ciko. Poszlimy rano na jego grb, zanielimy mu kwiaty. Zawsze najtrudniejsze jest wszystko, co zdarza si pierwszy raz. Pierwsze wakacje, pierwsze urodziny, pierwsza rocznica. Potem czowiek jako przez to przechodzi i z czasem jest mu coraz atwiej. Mylaam... miaam nadziej, e dzisiaj zadzwonisz. Ciesz si, e ci sysz.
-  Nie byem pewien, czy bdziesz chciaa ze mn rozmawia.
-  Tsknimy za tob, Nate. Ja i dzieci. Martwi si o ciebie.
-  U mnie te wszystko w porzdku. Znacznie lepiej.
-  Powiedz mi, jak tam jest. Czy okropnie zimno i spokojnie?
-  Prawd mwic, dzisiaj jest okoo zera. A jeli chodzi o spokj... - zerkn na tablic. - Taak. Taak, jest stosunkowo spokojnie. Troch wezbraa rzeka. Nie tak bardzo jak na poudniowym wschodzie, ale i tak mielimy troch dodatkowej roboty. Na Alasce jest naprawd piknie.
Odwrci si do okna.
-  Tutejsze widoki nie przypominaj niczego, co czowiek moe sobie wyobrazi. Trzeba to osobicie zobaczy, a nawet wtedy trudno uwierzy wasnym oczom.
-  Sprawiasz wraenie zadowolonego. Ciesz si, e tak ci si tam podoba.

-  Mylaem, e nie wytrzymam, chyba jednak bardzo mi na tym zaleao. Nie zastanawiaem si nad tym, pki si tu nie znalazem. Tutaj odzyskaem ch ycia, chocia nie przypuszczaem, e tak si stanie.
-  A teraz?
-  Wierz w to. Wiesz, Beth, spotkaem kogo.
-  Och?
W jej gosie sycha byo miech. Zamkn oczy, eby lepiej to usysze.
-  Jest cudowna?
-  Wyjtkowa, pod wieloma wzgldami. Myl, e polubiaby j. Z nikim nie da si jej porwna. Jest alaskim pilotem.
-  Alaskim pilotem? To znaczy, e naley do tych ludzi, ktrzy jak szalecy lataj malekimi samolocikami tam i z powrotem?
-  No wanie. Jest pikna. No c... prawd mwic, jest i nie jest. Jest zabawna i twarda jak stal, prawdopodobnie niele stuknita, ale to mi odpowiada. Ma na imi Meg. Megan Galloway... i kocham j.
-  Och, Nate. Tak si ciesz.
-  Nie pacz - powiedzia, kiedy usysza, e zaama jej si gos.
-  Nie, to mie. Jack na pewno znalazby tysic sposobw, eby w tej chwili z ciebie zadrwi, ale w gbi duszy te bardzo by si cieszy.
-  Tak czy inaczej bardzo chciaem ci o tym powiedzie. Chciaem z tob pogada i zaproponowa ci, eby kiedy przyjechaa tu z dzieciakami. To wspaniae miejsce na letnie wakacje. W czerwcu bdzie tu jasno do pnocy, a stali mieszkacy tych okolic twierdz, e nawet w nocy panuje raczej pmrok ni ciemno. I jest cieplej, ni mona by sdzi, tak przynajmniej mnie zapewniaj. Chciabym, eby to zobaczya, eby poznaa Meg. Chtnie spotkabym si z tob i dzieciakami.
-  Na pewno przyjedziemy na lub.

Wybuchn niespokojnym miechem.                             ;
-  Na razie nie zmierzam w tym kierunku.
-  Znam ci, Nate. Na tym si skoczy.
Kiedy odoy suchawk, na jego ustach bka si umiech. Bya to ostatnia rzecz, jakiej si spodziewa. Zostawi tablic odsonit na znak, e teraz jawnie prowadzi dochodzenie, i wyszed z biura.
Wci bolao go serce, ilekro widzia Petera z rk na temblaku. Mody zastpca siedzia przy biurku i jedn rk naciska klawisze.
Wykonywa robot papierkow, przy ktrej gliniarz -a przecie ten dzieciak nim by - moe umrze z nudw.
Nate podszed do niego.
-  Chciaby si ruszy?
Peter unis gow; jeden palec zdrowej rki zawisn nad klawiatur.
-  Sucham, sir?
-  Chcesz odklei si na chwil od biurka? Twarz Petera rozjaniaa.
-  Jasne, sir!
-  Chodmy na spacer. - Zabra krtkofalwk. - Peach, zastpca Notti i ja idziemy na pieszy patrol.
-  Hm, Otto ju jest na ulicy - przypomnia mu Peter.
-  Daj spokj. Wszyscy wiemy, e przestpstwo szerzy si wanie na ulicach. Peach, teraz ty przejmujesz ster.
-  Tak jest, kapitanie! - powiedziaa z chytrym umieszkiem na ustach. - Uwaajcie na siebie, chopcy.
Nate zdj z haczyka lekk kurtk.
-  Poda ci twoj? - spyta Petera.
-  Nie. Tylko przybysz z terenw pooonych poniej czterdziestego smego rwnolenika potrzebuje przy takiej pogodzie kurtki.
-  Tak? To dobrze.
Nate z pen rozwag zawiesi z powrotem swoj kurtk na haczyku.
Na zewntrz byo rzeko, ale pochmurno. Zanosio si na

deszcz. Nate uzna, e prawdopodobnie jeszcze przed powrotem bdzie aowa, i zostawi kurtk.
Ruszy jednak chodnikiem, czujc podmuch wilgotnego wiatru na twarzy.
-  Jak rka?
-  Cakiem niele. Uwaam, e ten temblak nie jest mi ju do niczego potrzebny, ale przy Peach i mojej matce nie mam szans.
-  Kobiety troch wiruj, gdy mczyzna da si postrzeli.
-  Nie musi mi pan o tym mwi. Czowiek prbuje zachowa stoicki spokj, a one wci do sprawy wracaj.
-  Nie rozmawiaem z tob zbyt wiele na temat caego zajcia. Pocztkowo wmawiaem sobie, e popeniem bd, zabierajc ci ze sob na t akcj.
-  Przestraszyem go, wysiadajc z samochodu. Sprowokowaem strzay.
-  Wiewirka, ktra potrcia od, te by go przestraszya, Peterze. Jak ju powiedziaem, pocztkowo uwaaem, e popeniem bd. W rzeczywistoci nie popeniem adnego bdu. Jeste dobrym gliniarzem. Dowiode tego. Zostae postrzelony. Bye ranny i niele oszoomiony, mimo to dae mi wsparcie.
-  Panowa pan nad sytuacj. Nie potrzebowa pan wsparcia.
-  Ale mogem go potrzebowa. W tym rzecz. Kiedy czowiek znajduje si z partnerem w niepewnej sytuacji, musi mu... bezwarunkowo ufa.
Tak jak ufalimy sobie z Jackiem - pomyla. Dziki temu pokonywali drzwi, wbiegali w zauki, niezalenie od tego, co czekao na nich w ciemnoci.
-  Chc, eby wiedzia, i ci ufam.
-  My... mylaem, e usadzi mnie pan przy biurku, poniewa bdzie pan chcia mnie zwolni.
-  Posadziem ci przy biurku, bo jeste ranny. A skoro o tym mowa, Peterze. Wkrtce otrzymasz pochwa za swoj postaw podczas tej akcji.

Peter zatrzyma si.
-  Pochwa?
-  Zasuye sobie na ni. Zostanie to ogoszone w przyszym tygodniu na spotkaniu w ratuszu.
 Nie wiem, co powiedzie.
-  Zachowa stoicki spokj.
Na skrzyowaniu przeszli na drug stron ulicy i skrcili w przecznic.
-  Mam ci co jeszcze do powiedzenia, ale to sprawa draliwa. Dotyczy dochodzenia, ktre prowadzi nasza komenda. W sprawie morderstw.
Zauway, e Peter ucieka spojrzeniem w bok.
-  Niezalenie od decyzji policji stanowej, my traktujemy to jako morderstwa. Mam kilka zezna od konkretnych osb, gdzie byy w interesujcym nas czasie. Jednak wikszoci tych owiadcze nie da si zweryfikowa, przynajmniej nie do koca. cznie z owiadczeniem Ottona.
-  Och, ale, panie komendancie... Otto...
-  Jest jednym z nas. Wiem. Nie mog jednak skreli go z listy podejrzanych tylko dlatego, e jest gliniarzem. W tym miecie albo na jego obrzeach mieszka wielu ludzi, ktrzy mogli popeni wszystkie trzy przestpstwa. Inn spraw jest motyw. Motyw dwch ostatnich morderstw w jaki sposb nawizuje do Gallowaya. A co byo powodem jego mierci? Czy byo to morderstwo popenione w napadzie szau, dla jakich korzyci, czy ewentualnie miao co zatuszowa? Czy morderca dziaa pod wpywem narkotykw? Moe w gr wchodziy wszystkie wymienione przeze mnie czynniki? Gal-loway o nich wiedzia.
Nate omit wzrokiem ulice i chodniki. Czasami czowiek wie, co czeka w ciemnoci.
-  Zna wystarczajco dobrze Maxa i swojego morderc, eby pj z nimi w gry. Byo ich trzech. Zna ich tak dobrze, e bdc wysoko w grach i zmagajc si z trudnymi warunkami, zabawia si z nimi, o ile tak to mona nazwa, w odgrywanie pewnych rl.

-  Nie rozumiem, o czym pan mwi.
-  Galloway  prowadzi  zapiski.   Mia je  przy  sobie... gdy morderca zostawi go w pieczarze. Coben przekaza mi kopie.
-  Skoro prowadzi zapiski, w takim razie...
-  Ani razu nie poda imion i nazwisk swoich wsptowarzyszy. Wybrali si, do pewnego stopnia, dla draki. Mona przypuszcza, e gdyby nie zosta zabity wtedy, zginby podczas jakiej nastpnej wspinaczki, chyba eby si zmieni. Palili trawk, dodawali sobie animuszu amfetamin. Bawili si w Gwiezdne wojny. Galloway odgrywa rol Luk'a, Max by Hanem Solo, a na morderc Gallowaya, o ironio, mwili Darth. Darth Vader. Gra staa si ich lodow planet.
-  Klawo! Podobay mi si te filmy - doda Peter, po czym lekko si przygarbi. - Jako dziecko zbieraem figurki bohaterw filmu i inne zabawki.
-  Ja te, ale oni nie byli dziemi. Byli dorosymi mczyznami, co wicej, gdzie w trakcie zabawy sytuacja wymkna si im spod kontroli. Galloway opisa, jak Ha -jestem wicie przekonany, e to Max - zrani si w kostk. Zostawili go w namiocie z czci zaopatrzenia i sami poszli dalej.
-  To by znaczyo, e nie Max zabi.
-  Zaley, jak si na to spojrzy. Mona uzna, e Max postanowi pj za nimi, dogoni ich w lodowej pieczarze i dosta szau. Mona rwnie zaoy, e to Max odgrywa rol Yadera i zabi obu swoich kolegw. Nie jestem zwolennikiem tej teorii, ale bardzo odpowiada ona stanowym.
-  e pan Hawbaker zabi obu kolegw? Potem sam zszed na d? Nie widz tego.                                                  .  ..
-  Dlaczego?
-  No c, wiem, e gdy to wszystko si wydarzyo, byem jeszcze dzieckiem, ale pan Hawbaker nigdy nie cieszy si reputacj... no wie pan, odwanego i... hm... samodzielnego. A trzeba by bardzo odwanym i samodzielnym czowiekiem, eby zej w zimie samotnie z gry.
-  Zgadzam si. Galloway napisa, e w pewnym

momenci Darth zacz wykazywa pewne oznaki... nazwijmy to... szalestwa: wpada w zo, nadmiernie ryzykowa, rzuca oskarenia. Powodem by nadmiar narkotykw, ale te, z tego, co czytaem, zmczenie, choroba wysokociowa, nadmierne pobudzenie, ktre czasami zdarza si alpinistom wysoko w grach.
Nate patrzy, jak Db wychodzi ze Sklepu na Rogu" i wyprowadza Cecila na spacer. Pies mia jasnozielony sweterek.
-  Galloway martwi si stanem umysu Dartha - cign Nate, machnwszy rk Db. - Zastanawia si rwnie, jak sprowadzi obu panw z powrotem na d. Ostatniego wpisu dokona ju w lodowej pieczarze. Nigdy stamtd nie wyszed wic jego obawy okazay si suszne, a jednak nie byy a tak powane, by podj jakie kroki we wasnej obronie. Na jego ciele nie byo adnych ladw, ktre wiadczyyby o tym, e si broni. Jego czekan wci tkwi za paskiem. Zna swojego zabjc, tak samo jak Max zna swojego. Tak samo jak Yukon zna czowieka, ktry podern mu gardo.
Przerwa na chwil.
-  My te go znamy, Peterze. - Machn na powitanie sdziemu Royce'owi, ktry szed w stron rozgoni radiowej z cygarem w zbach. - Tylko jeszcze nie wiemy, kto to taki.   ,
-  Co zrobimy?
-  Bdziemy pracowa nad tym, co wiemy. Bdziemy siga coraz gbiej, eby dowiedzie si jeszcze wicej. Otto nic nie wie o zapiskach. Przynajmniej na razie.
-  Dobrze.
-  Tobie jest ciej ni mnie. Znasz tych ludzi od urodzenia, albo prawie.
Kiwn gow Harry'emu, ktry sta po drugiej stronie ulicy, przed Sklepem na Rogu", pali papierosa i rozmawia z Jimem Makiem. Naprzeciwko nich szed Ed, energicznym krokiem kierujc si w stron banku. Zatrzyma si, eby zamieni kilka sw z kioskark, ktra zamiataa chodnik przed swoj budk.
Wielki Mik wyszed z Lodge i biegiem ruszy w stron

Italian Place, eby jak co dzie pogawdzi z Jonnym Tryianim. Creczka Mike'a miaa si w gos, jadc na ojcu na barana.
-  Tylko popatrz. Zwyczajni ludzie, ale jeden z nich, z tych, co znajduj si tu na ulicy albo w ktrym budynku, domu czy chacie za miastem, jest morderc. Jeli bdzie musia, zabije ponownie.
Kadego wieczoru Nate jecha do Meg. Nie zawsze bya w domu, poniewa z nastaniem wiosny dostawaa coraz wicej zlece, ale mieli niepisan umow, e Nate bdzie przyjeda i zostawa na noc. Zajmowa si psami, robi, co byo do zrobienia.
Stopniowo przenosi do niej swoje rzeczy. Nastpna niepisana umowa. Nadal trzyma pokj w Lodge, ale bardziej peni on funkcj magazynu na grub, zimow odzie.
Mgby si przeprowadzi do Meg, ale wtedy przekroczyliby pewn granic. Byoby to oficjalne stwierdzenie: Od dzi mieszkamy razem".
Gdy tylko pokona zakrt i dostrzeg dym z komina, jego nastrj poprawi si jeszcze bardziej. Na jeziorze nie byo jednak samolotu, a na podjedzie sta samochd Jacoba.
Psy wyskoczyy spomidzy drzew, eby przywita si z Nate'em. Rock trzyma w pysku jedn z gigantycznych koci, ktre oba husky tak lubiy przeuwa. Ta wygldaa na wie. Nate zostawi oba psy, ktre udaway, e ostro o ni walcz, i wszed do rodka.
W poowie drogi do kuchni wyczu krew. Instynktownie pooy do na kolbie rewolweru.
-  Przyniosem miso - owiadczy Jacob, nie odwracajc si od roboty.
Na ladzie leao kilka zakrwawionych kawakw. Nate opuci rk.
-  Meg ostatnio nie ma czasu, eby polowa, tymczasem obudziy si ju niedwiedzie. To dobre miso na gulasz i kotlety.

Kotlety z niedwiedziego misa - pomyla Nate. Co za wiat!
-  Na pewno si ucieszy.
-  Dzielimy si tym, co mamy. - Jacob spokojnie zawija poszczeglne kawaki niedwiedziego misa w gruby, biay papier. - Powiedziaa ci, e spdzaem z ni wikszo czasu, kiedy kto pozbawi j ojca.
-  Kto pozbawi j ojca? Ciekawy sposb postawienia sprawy.
-  Kto odebra mu ycie, prawda?
Jacob dokoczy zawijanie misa, potem wyj czarny mazak i napisa na paczuszkach dat. By to gest tak typowy dla gospody domowych, e Nate a zamruga powiekami.
-  Powiedziaa ci to, ale nie ufasz jej pamici ani sercu.
-  Ufam jej.
-  Bya dzieckiem. - Jacob umy rce nad zlewem. - Moga si myli, chocia rwnie dobrze moe mnie osania, poniewa mnie kocha.
-  Moe.
Jacob wytar rce i zabra paczuszki z misem. Kiedy si odwrci, Nate zauway na jego szyi amulet. Ciemnoniebieski kamie na wyblakej dinsowej koszuli.
-  Udao mi si pogada z pewnymi ludmi. - Poszed do przebieralni, gdzie Meg trzymaa ma zamraark. - Ludmi, ktrzy nie chc rozmawia z policj. Ludmi, ktrzy znali Pata i Two-Toesa. - Zacz wkada miso do zamraarki. -Od ludzi, ktrzy chcieli rozmawia ze mn, ale nie chcieli rozmawia z policj, dowiedziaem si, e Pat podczas pobytu w Anchorage mia pienidze. Wicej pienidzy ni zwykle.
Zamkn zamraark i wrci do kuchni.
-  Teraz napij si whisky.
-  Skd mia te pienidze?
-  Kilka dni pracowa w fabryce konserw, potem, jak mi powiedziano, wzi zaliczk i za te pienidze zacz gra w pokera.
Jacob nala whisky na trzy palce. Unis drugi kieliszek i spojrza pytajco na Nate'a.

-  Nie, dziki.
-  Wierz, e tak byo, poniewa lubi gra. Co prawda czsto przegrywa, ale uwaa to za... swego rodzaju zapat za mile spdzony czas. Wyglda na to, e tym razem nie przegra. Gra przez dwie noce i wiksz cz jednego dnia. Ci, ktrzy ze mn rozmawiali, mwi, e duo wygra. Niektrzy wspominaj o dziesiciu tysicach, inni o dwudziestu, s tacy, ktrzy utrzymuj, e wygra jeszcze wicej. By moe suma ta ronie podczas opowiadania jak ryba w relacji wdkarza. Wszyscy jednak zgodnie twierdz, e Pat gra, wygra i mia sporo pienidzy.
-  Co z nimi zrobi?
-  Tego nikt nie wie albo nikt si nie przyznaje. S jednak tacy, ktrzy widzieli, jak pi z innymi mczyznami. To cakiem normalne, wic nikt nie potrafi powiedzie, kim byli owi mczyni. Poza tym dlaczego mieliby pamita takie rzeczy po tylu latach?
-  Bya te i dziwka. Jacob wykrzywi usta.
-  Zawsze bya.
-  Kate. Nie udao mi si jej znale.
-  Kurwiasta Kate. Zmara mniej wicej pi lat temu. Na atak serca - doda Jacob. - Bya potnie zbudowan kobiet, palia dwie, moe trzy paczki cameli dziennie. Jej mier nikogo nie zaskoczya.
Nastpny lepy zauek - pomyla Nate.
-  Czy ci ludzie, ktrzy rozmawiali z tob, ale nie chcieli rozmawia z gliniarzami, powiedzieli ci co jeszcze?
-  Niektrzy twierdz, e to Twotoes zawiz Pata i dwch albo trzech innych mczyzn w gry. Twierdz natomiast, e na pewno nie byo ich wicej. Niektrzy utrzymuj, e bya to wyprawa na Denali, inni - e na No Name, jeszcze inni - e panowie wybierali si na Deborah. Szczegy nie s jasne, pozostao jedynie wspomnienie o pienidzach, pilocie, wspinaczce i dwch albo trzech kompanach.
Jacob sczy whisky.

-  Chyba e kami i byem jednym z tych, ktrzy poszli z nim w gry.
-  Moge - przyzna Nate. - Chocia na co takiego sta by byo tylko czowieka z jajami. Musz jednak przyzna, e mczyzna, ktry zabi niedwiedzia, na pewno ma jaja.        
Jacob umiechn si delikatnie.
-  Mczyzna, ktry zabi niedwiedzia, dobrze je.
-  Wierz ci. Chyba e kami.
Tym razem Jacob wybuchn miechem i wychyli reszt whisky.
-  Moliwe, ale poniewa jestemy w kuchni Meg, a ona kocha nas obu, moemy udawa, e wierzymy sobie nawzajem. Jest teraz promienniejsza. Zawsze bya inteligentna, ale teraz jest inteligentniejsza, a przy okazji rozjania cienie w twojej duszy. Potrafi zatroszczy si o siebie, mimo to...
Zanis kieliszek do zlewu, opuka go, odstawi na suszark, potem odwrci si.
-  ...zatroszcz si o ni, komendancie. Albo na ciebie zapoluj.
-  Zrozumiaem - powiedzia Nate, gdy Jacob wyszed.

Nate si nie spieszy. Zachowywa si, jakby mia mnstwo czasu. Poniewa codziennie rano zatrzymywa si przy Lodge, eby zobaczy si z Jesse'em, bez trudu znalaz okazj, by porozmawia z Charlene na osobnoci.                      
Ros, wykorzystujc przedpoudniowy spokj w restauracji, siedziaa w boksie i uzupeniaa pojemniki z przyprawami.
-  Nie wstawaj - powiedzia, kiedy si poderwaa. - Gdzie jest dzisiaj mj kumpel?
-  Przyjechali kuzyni z Nome, wic Jesse ma na kilka dni towarzystwo. Pochwali si im swoim wujkiem, zastpc -

powiedziaa z umiechem - ale przede wszystkim chce przywie ich wszystkich do miasteczka, eby poznali jego dobrego przyjaciela, komendanta Nate'a.
-  Naprawd? - Nate umiechn si od ucha do ucha. -Powiedz mu, eby ich tu przywiz, wtedy zorganizujemy im wycieczk po posterunku.
Mia zamiar zadzwoni do Meg i poprosi, eby podczas robienia zakupw poszukaa dla malcw plastikowych odznak.
-  Nie masz nic przeciwko temu?
-  Sprawi mi ogromn frajd.
Pochyli si, by zajrze do Willow w nosideku.
-  Jest bardzo adna.
Teraz mg ju to powiedzie z penym przekonaniem. Jej policzki zrobiy si pulchne i gadziutkie. Ciemne oczta nie odryway si od jego twarzy, jakby wiedziaa rzeczy, o ktrych on nie mia nawet pojcia.
Wystawi palec. Willow natychmiast chwycia go i potrzsna.
-  Czy Charlene jest w swoim biurze?
-  Nie, w magazynku za kuchni. Przeprowadza inwentaryzacj.
-  Mog wej?
-  Bdzie ci potrzebna kamizelka kuloodporna - ostrzega Ros, wlewajc ketchup do czerwonej plastikowej buteleczki. - Od kilku dni bardzo atwo wpada w zo.
-  Zaryzykuj.
-  Nate, Peter powiedzia nam o pochwale. Jest taki dumny. My te jestemy dumni. Dzikuj.                                  
-  Ja niczego nie zrobiem. To on wietnie si spisa. Poniewa oczy Ros napeniy si zami, Nate szybko powdrowa w stron kuchni.
Wielki Mik sta przy kontuarze i robi co, co wygldao na tak ilo saaty, ktra wystarczyaby dla armii krlikw,. Mia radio wczone na lokaln radiostacj. Z odbiornika pyny gbokie, namitne dwiki wiolonczeli YoYoMa. 

-  Specjalnoci zakadu jest dzisiaj krab florencki a la Mik! - zawoa. - Bycza saata dla zwikszenia apetytu.
-  Mniam.
-  Idziesz do niej? - spyta Mik, gdy Nate skierowa si w stron magazynu. - Lepiej we miecz i tarcz.
-  Syszaem, e jest grona.
Nate otworzy drzwi, a poniewa w przypadku Charlene nigdy z niczym nie byo pewnoci, ze wzgldu na bezpieczestwo zostawi je otwarte.
Byo to przestronne, chodne pomieszczenie z metalowymi pkami, na ktrych staa suszona i puszkowana ywno. W kilku duych lodwkach umieszczono produkty, ktre atwo si psuj, midzy lodwki kto wcisn zamraark.
Charlene staa wrd zgromadzonych dbr i energicznie zapisywaa co w notesie.
-  Teraz ju wiem, gdzie przyj w razie wojny atomowej. Zerkna na niego, tym razem bez normalnego cienia kokieterii.
-  Jestem zajta.
-  Widz, ale chc zada ci pytanie.
-  Nic nie robisz, tylko zadajesz pytania - mrukna, potem podniosa gos do krzyku: - Chciaabym wiedzie, dlaczego zostay nam ju tylko dwie puszki czerwonej fasolki!
Wielki Mik w odpowiedzi goniej nastawi radio.
-  Charlene, prosz o kilka minut, potem znikn ci z oczu.
-  wietnie, wietnie, naprawd wietnie! - Rzucia notesem w pk tak mocno, e drewno zaskrzypiao. - Jak widzisz, prbuj pracowa, tymczasem wszyscy mi w tym przeszkadzaj.
-  Przykro mi, e co ci trapi, chocia nie mam pojcia, co. Postaram si zaatwi spraw tak szybko, jak to tylko bdzie moliwe. Czy syszaa, e midzy wyjazdem z Lunacy a wypraw w gry Galloway wygra w pokera fur pienidzy?
Prychna szyderczo.
-  Marzenia citej gowy. - Potem przymruya oczy. -Co to znaczy fura pienidzy"?

-  Kilka tysicy. Dowiedziaem si z pewnych rde, e gra przez dwie noce i wygra.
-  Jeli kto gdzie gra, moliwe, e Pat si przysiad. Rzadko wygrywa, a nawet gdy mu si udawao, przy duym szczciu byy to dwie, trzy stwki. Tylko raz wygra wicej. W Portlandzie. Zgarn wtedy trzy tysice. Wydalimy to na elegancki pokj w hotelu, wystawn kolacj, kilka butelek szampana do pokoju. Kupi mi te elegancki strj: sukienk, buty i par maych, szafirowych kolczykw.
Oczy Charlene zasnuy si mg. Po chwili potrzsna gow, wzruszya ramionami i otara zy.
-  Gupota. Musiaam sprzeda kolczyki, eby zapaci za napraw motocykla i jedzenie. Tyle z tego miaam.                 ,,
-  Jeli naprawd wygra pienidze, co mg z nimi zrobi?
-  Przehula je.
Przyoya czoo do jednego ze supkw, na ktrych wspieray si pki. Wygldaa na bardzo zmczon, zagubion i smutn. Nate zaryzykowa i pogaska j po plecach.
-  Nie, nie wtedy. Wiedzia, e rozpaczliwie brakuje nam pienidzy. Jeeli co wpado mu w rce, by moe zagra, eby zdoby wicej, ale na pewno spor cz zatrzyma, e by przywie fors do domu i zamkn mi buzi.
-  Czy mg zoy je na koncie w jakim banku w Anchorage?                                                                                  
-  Niestety, nie mielimy konta w banku w Anchorage. Raczej wetknby pienidze do plecaka, przynis je do domu i odda mi do zagospodarowania. Nie przywizywa zbytniej wagi do pienidzy. Wielu ludzi nie przywizuje do nich zbyt wielkiej wagi.
Uniosa gow.
-  Twierdzisz, e mia jakie pienidze?                          
-  Twierdz, e istnieje taka moliwo.
-  Nie przysa ich do domu. Nie przysa ani centa.
-  Co zrobi, jeli mia pienidze i wybiera si na wspinaczk?
-  Jeeli zatrzyma pokj w hotelu, mg je wetkn do

szuflady. Jeli nie mia pokoju, zabra je ze sob. Policja stanowa nie wspomniaa ani sowem o pienidzach.
-  Poniewa nie mia ich przy sobie.
Niczego nie mia - pomyla Nate. Ani portfela, ani dowodu osobistego, adnej gotwki. adnego plecaka. Tylko zapaki i zapiski, ktre tkwiy w zamknitej na zamek kieszeni kurtki.
Na chodniku Nate wyj notes. Zapisa PIENIDZE, i otoczy je kkiem.
Jest powiedzenie: Podaj ladem kobiety" - pomyla, ale kady gliniarz dobrze wie, e jeli przy okazji morderstwa pojawiaj si jakie pienidze, zawsze, naprawd zawsze trzeba pody ladem pienidzy.
Zastanawia si, w jaki sposb si dowiedzie, czy szesnacie lat temu ktry z mieszkacw Lunacy niespodziewanie odczu spory przypyw gotwki.
Oczywicie, Galloway mg mie pokj w jakim hotelu i zostawi w nim pienidze. Wtedy po prostu szczcie umiechno si do sprztaczki, wacicielki albo nastpnego gocia.
Mg rwnie zabra je ze sob w plecaku. Morderca nie otworzy go, jedynie wrzuci w pierwsz lepsz rozpadlin.
Chocia, z drugiej strony, dlaczego morderca miaby zabiera plecak, gdyby nie mia ku temu powodu? Myla, e tam s zapiski, tymczasem... o kurcz, tylko spjrzcie, co my tutaj mamy! Mg potem po drodze gdzie go wyrzuci, mylc, e nawet jeli kto odnajdzie ciao, nikt nie zdoa go zidentyfikowa.
Poniewa jednak w gr wchodziy pienidze, Nate nie mia ani cienia wtpliwoci, e morderca o nich wiedzia i po prostu je zabra. Tylko kto to taki?...
-  Jeszcze troch, a ludzie zaczn si zastanawia, na co pac podatki, skoro ich komendant policji chodzi po ulicy i ni na jawie.
Otrzsn si i spojrza na Hopp.
-  Jeste wszdzie?

-  Kiedy tylko si da. Id na kaw, przy ktrej musz si powanie zastanowi. Opracowa plan dziaania.                  
Na jej twarzy wida byo wyran irytacj.
-  O co chodzi?
-  John Malmont wanie zoy rezygnacj. Po zakoczeniu roku szkolnego chce std wyjecha.                               
-  Rzuca uczenie?                                                        
-  Rzuca Lunacy. Nie moemy go straci.
Wyja zapalniczk, ale jedynie j otwieraa i zamykaa, otwieraa i zamykaa. Po miecie kryy pogoski, e od jakiego czasu nosi antynikotynowy plaster.
-  Jest wspaniaym nauczycielem, pomaga Carrie w The Lunatic", organizuje szkolne przedstawienia teatralne, kieruje komitetem, ktry opracowuje rocznik, ciga do nas turystw, zamieszczajc ciekawe artykuy w kolorowych czasopismach. Musz usi i zastanowi si, jak go zatrzyma.
-  Czy wyjani, czemu postanowi wyjecha? Tak nagle?
-  Powiedzia tylko, e nadesza pora na zmiany. Niedawno wsplnie planowalimy cykl spotka letniego klubu ksiki pod przewodnictwem Johna, a w chwil potem oznajmi, e si pakuje. A to sukinsyn!
Poruszya ramionami, chcc je rozluni.
-  Zamwi sobie kaw i szarlotk. - Zapalia zapalniczk. - To na pewno pomoe moim szarym komrkom. Nie wypuszcz go std bez walki.
Interesujce - pomyla Nate. Nasz Profesor wybra ciekawy moment na wyjazd.
Burk musi odej. Teraz to jest najwaniejsze. Ten gupek grzebie w sprawach, w ktre nie powinien wtyka nosa.
No c, jest przynajmniej kilka sposobw na to, eby przepdzi z miasta dupkowatego cheechako, nawet jeli s tacy, ktrzy uwaaj, e komendant nie jest ju todziobem, poniewa przetrwa na Alasce pierwsz zim.
Nie, niektrzy na zawsze pozostan cheechakos, niezalenie od tego, jak dugo uda im si tu przetrwa.

Galloway by jednym z nich. Kiedy przyszo co do czego, okazao si, e jest pozbawiony jaj, mikki i podstpny. Przede wszystkim podstpny.
Ten czowiek by dupkiem. Koniec, kropka. Dlaczego ludzie tak bardzo przejmuj si faktem, e Galloway nie yje?
Zrobiem to, co musiaem zrobi - wmawia sobie, dwigajc przez las cikie plastikowe torby. - Teraz te robi to, co konieczne.
Z Burkiem trzeba si rozprawi. To nastpny pozbawiony jaj, mikki i podstpny dupek. Och, moja ona zostawia mnie i odesza z innym facetem. Buuu. Och, zabito mi partnera. Buuu, buuu. Musz uciec tam, gdzie nikt mnie nie zna, ebym mg spokojnie porozczula si nad sob.
To mu jednak nie wystarcza. Musi zgrywa bohatera. Bra to, co do niego nie naley. Nigdy nie bdzie naleao.
Taak, trzeba si z nim rozprawi, wtedy moe ycie wrci do normy.
Porozwiesza plastikowe torby na drzewach w pobliu domu, nie zwaajc na psy, ktre szczekay i mciy ogonami jak szalone.
- Nie tym razem, pieseczki - powiedzia gono, wieszajc nastpn torb na tylnych drzwiach, tu pod okapem, w miejscu, ktrego nie wida od wejcia. - Nie tym razem.
Poklepa psy po grzbietach, ale bardziej byy zainteresowane obwchiwaniem i oblizywaniem jego rk.
Lubi oba psiaki. Lubi te Yukona, ale tamten pies by stary, w poowie lepy, chory i do tego jeszcze niemal cakiem guchy. Zabicie go byo aktem miosierdzia, a odnioso oczekiwany efekt.
Wrci do lasu, zatrzyma si na skraju i obejrza przez rami. Tam gdzie stopnia nieg, gdzie wiecio soce i deszcz wypuka resztki biaego puchu, wida byo czarn ziemi. Pojawio si nawet kilka zielonych gazek.
Wiosna - pomyla. Kiedy ziemia rozmarznie, Pat Galloway po raz ostatni wrci do domu.
505
Mia zamiar sta nad grobem z pochylon z szacunkiem gow.
Zaczynao zmierzcha, gdy Nate dotar do domu. Odczeka na poboczu drogi, a Meg nadejdzie znad jeziora przez zielon k, na ktrej widniay niewielkie pozostaoci niegu.
Niosa pudo z zakupami. Miaa na sobie jasnoczerwon koszul, dziki czemu przypominaa Nate'owi tropikalnego ptaka.
-  Chcesz si zamieni?
Widzc w rkach Nate'a pudeko z pizz, tylko prychna.
-  Nie. Wol to, zwaszcza e mam tu twoje odznaki-zabawki. Lubi, gdy mczyzna przynosi kolacj. Skd wiedziae, e wrc na kolacj? A moe miae zamiar zje to wszystko sam?
-  Usyszaem twj samolot. Dokoczyem to, co wanie robiem, podjechaem do Italian Place i kupiem pizz. Doszedem do wniosku, e jeszcze bdziesz rozwozi towar. Wida dobrze wyliczyem czas.
-  Prawie idealnie. Jestem godna jak wilk. - Wniosa zakupy do domu i skierowaa kroki prosto do kuchni. - Poza tym kupiam butelk podobno wyjtkowo dobrego wina.
Wyja cabernet.
-  Napijesz si?
-  Jasne. Za chwilk. - Odstawi pizz, pooy rce na ramionach Meg i pocaowa j. - Cze!
-  Cze, przystojniaczku.
Z umiechem na ustach chwycia go za wosy, przycigna do siebie i namitnie pocaowaa.
-  Cze, pieseczki! - Kucna i przez moment witaa si z psami. - Tskniycie za mn?
-  Wszyscy tsknilimy za tob. Wczoraj wieczorem pocieszalimy si koci niedwiedzia. Jacob dostarczy j wraz z kawakami misa. Woy je do zamraarki.
-  To dobrze.

Wzia do rki plastikow torebk, wytrzsna jej zawarto i rzucia Nate'owi.
Byy to srebrne, przypinane gwiazdy szeryfa.
-  wietnie.
-  Prosie o siedem, ale wziam dwanacie. Moesz trzyma je pod rk na wypadek, gdyby chcia zrobi swoimi zastpcami wicej dzieciakw.
-  Dziki. Ile ci jestem winien?
-  To ty prowadzisz rachunki. Jako si policzymy. Otwrz butelk, dobrze?
Wsuna rk do pudeka z pizz i oderwaa kawaek.
-  Nie jadam lunchu - wyznaa z pen buzi. - Musiaam ldowa, bo miaam jakie drobne problemy z silnikiem. Straciam dwie godziny.
-  Problemy z silnikiem?
-  Nic powanego. Ju wszystko naprawione, ale chtnie skorzystam z pizzy, wina, gorcego prysznicu i mczyzny, ktry wie, gdzie mona mnie podrapa.
-  Sdz, e jako sobie poradz.
-  Widz, e przez cay czas umiechasz si pgbkiem.
o co chodzi?
-  O rne rzeczy. Usid i zjedz, chyba e wolisz sta
i opycha si pizz.
-  Wol sta - wzia nastpny duy kawaek - i opycha si pizz.
-  W porzdku. Czy to wino powinno pooddycha albo co w tym stylu?
-  Nie, poniewa mam zamiar popija nim pizz. Daj mi. Nala jej do kieliszka, sobie do drugiego. Potem wyj kawaek pizzy, opar si o lad i zacz je.
-  Pamitasz tamten dzie, kiedy Peter oberwa od tego wariata?
-  Trudno zapomnie. Kiedy jak szczeniaczek krok w krok chodzi za mn i Ros. Dobrze si czuje, prawda?
-  Tak. Musz ci jednak wyzna, e kiedy zobaczyem czerwone lady na niegu, kiedy dobiegem do Petera, kiedy

ujrzaem na swoich rkach jego krew, mj mzg czciowo przesta funkcjonowa. Nie, raczej cofn si. Do Jacka. Znw znalazem si w ciemnym zauku. Czuem tamte zapachy, syszaem tamte odgosy. W jaki sposb znw chciaem pogry si w czarnej dziurze. Odej.
-  Z tego, co syszaam, byo cakiem inaczej.
-  Mwi ci, co dziao si w moim wntrzu.
Zaleao mu na tym, eby wiedziaa, jaki by, jaki jest i jaki ma nadziej by.
-  Wydawao mi si, e to trwao wieki. Bez koca klczaem na niegu przy krwawicym Peterze. Na szczcie on si nie wykrwawi, a ja nie pogryem si w dziurze.
-  Nie, nie pogrye si. Odcigne uwag strzelajcego od Petera.
-  Nie o to chodzi.
-  Przystojniaczku - zrobia krok do przodu, lekko go pocaowaa, po czym cofna si i znw opara biodro o kontuar. - Jeste wspaniaym gliniarzem.
-  Panowaem nad sytuacj. Zrobiem, co do mnie naleao, i nikt nie zgin. Mogem go zabi. Mam na myli Spinnakera.
Zauway, e zrozumiaa i jedynie lekko przekrzywia gow.
-  Mogem to zrobi i przez chwil naprawd si nad tym zastanawiaem. Nikt nie mgby mi niczego zarzuci. Postrzeli mojego zastpc, strzela do mnie. By uzbrojony i grony. Chocia w zauku z Jackiem byo troch inaczej. Wtedy mj partner lea na ziemi... umiera - poprawi si -ja te upadem, a ten sukinsyn si zblia.
Spojrza w d na swoje wino. Meg suchaa i czekaa. Odstawi kieliszek na lad.
-  Tam nie miaem wyboru, tutaj tak. I bardzo chciaem wysa go do pieka. Powinna o tym wiedzie. Powinna wiedzie, e w tamtym momencie byem gotw to zrobi.
-  Mylisz, e bardzo bym si przeja, gdyby to zrobi? Ten czowiek prbowa zabi mojego przyjaciela, prbowa

zabi ciebie. Nic by mnie to nie obchodzio, Nate. Myl, e powiniene wiedzie, i tak podchodz do sprawy.
-  To byoby...
-  Bdem - dokoczya. - Dla ciebie. Dla czowieka, ktrym jeste, dla gliniarza, jakim jeste. Wic ciesz si, e tego nie zrobie. Twoje rozgraniczenie dobra i za jest znacznie wyraniejsze ni moje. Tak ju jest.
-  Min rok od mierci Jacka.
W jej oczach pojawio si wspczucie.
-  O kurcz, wci ciko to przeywasz, prawda?
-  Nie. Nie. Kilka dni temu zadzwoniem nawet do Beth. ony Jacka. Zadzwoniem do niej i bardzo si z tego ciesz. Rozmawiajc z ni, zdaem sobie spraw, e ju wicej nie pogr si w czarnej dziurze. Nie wiem dokadnie, kiedy si z niej wydostaem, i czasami wci jeszcze czuj, e grunt osuwa mi si lekko pod nogami, ale ju tam nie wpadn.
-  Nigdy tam nie bye. - Dolaa sobie wina. - Znam ludzi, ktrzy tam si znaleli albo prawdopodobnie si znajd. Takich, ktrzy w pogodny dzie pakuj si samolotem w zbocze gry albo id w las, eby tam umrze. Znam ich. Stanowi cz wiata, z ktrym si stykam, gdy std wyjedam. S to wypaleni piloci albo przybysze, ktrzy przyjedaj tutaj, bo nie mog ju duej znie wspczesnego wiata. Kobiety tak wymaltretowane z powodu zncania si nad nimi albo samotnoci, e po prostu kad si na ulicy i czekaj, kiedy nastpny mczyzna zakopie je na mier. Bye smutny, Nate, i troch zagubiony, ale nigdy nie naleae do nich. Masz zbyt wielkie serce, eby by jednym z nich.
Przez chwil nic nie mwi, potem pogaska j po wosach.
-  Rozjania moje cienie.
-  Co takiego?
Na jego usta wrci pumiech.
-  Wyjd za mnie za m, Meg.
Przez chwil patrzya na niego krystalicznie niebieskimi oczami. Potem z rozmachem wrzucia zjedzony do poowy kawaek pizzy do pudeka.

-  Wiedziaam!
Wyrzucia rce do gry, odwrcia si na picie i zacza kry po kuchni z tak zoci, e psy podbiegy do niej i zaczy j obwchiwa.
-  Po prostu wiedziaam, e mi to zrobisz. Zaoferuj facetowi odrobin dobrego seksu, kilka ciepych posikw, zmiknij do tego stopnia, by mu powiedzie, e go kochasz, a on -bc! - zaraz zaczyna myle o maestwie. Nie mwiam ci? Nie mwiam? - Odwrcia si i dgna go palcem. - Masz wytatuowane na tyku dom i ognisko domowe.
-  Taak, bezbdnie mnie rozszyfrowaa.
-  Nie drwij sobie ze mnie.
-  Minut temu miaem na twarzy pumieszek, ktry uznaa za liczniutki.
-  Zmieniam zdanie. Po co chcesz si eni?
-  Kocham ci. Ty kochasz mnie.
-  No to co?
Wci wymachiwaa rkami, ale tym razem psy uznay, e to jaka nowa zabawa i zaczy na ni skaka.
-  Czemu chcesz wszystko spieprzy?
-  Wiem, e to szalestwo, ale nie rozumiem, co si z tob dzieje. Czyby bya tchrzem?
Zaczerpna powietrza, a w jej oczach zapony zimne ognie.
-  Nie baw si ze mn w taki sposb.
-  Boisz si maestwa? - Opar si o lad, wzi do rki kieliszek i upi yk wina. - Odwany alaski pilot trzsie si jak galareta na myl o sowie na m". Ciekawe.
-  Wcale nie trzs si jak galareta, palancie.
-  Wyjd za mnie za m, Meg.
-  Nie wyjd. Nic z tego.
-  Kocham ci.
-  Ty draniu!
-  Chc spdzi z tob reszt ycia.
-  Niech ci jasna cholera!
-  Chc mie z tob dzieci.                                             

-  Och! - Chwycia si za wosy i mocno je pocigna, jednoczenie z jej krtani wydoby si trudny do okrelenia dwik. - Nie licz na to.
-  Widzisz? - Bacznie przyjrza si nastpnemu kawakowi pizzy. - Jeste tchrzem.
Zacisna praw rk w pi i uniosa j w powietrze.
-  Niech pan nie myli, e nie mog powali pana na deski, panie Burk.
-  Ju to zrobia, w chwili kiedy po raz pierwszy ci zobaczyem.
-  O kurcz! - Opucia rk. - Wydaje ci si, e jeste sprytny, wydaje ci si, e jeste bystry, ale tak naprawd jeste gupi i tyle. Ju raz bye onaty i pozwolie, eby kobieta skopaa ci tyek. Czyby prosi si o wicej?
-  Ona nie bya tob. Ja nie byem sob.
-  Co to ma, do diaba, znaczy?!
-  Pierwsza cz jest prosta. Nie ma na wiecie nikogo takiego jak ty. Natomiast ja obecnie nie jestem tym samym czowiekiem, ktrym byem przy niej. Pewni ludzie... jak by to powiedzie... zmieniaj pewnych ludzi. Przy tobie, Meg, jestem lepszym czowiekiem. Dziki tobie chc by lepszym czowiekiem.
-  O Boe, nie mw takich rzeczy. - Czua, e szczypi j oczy. zy, ktre pyny prosto z serca, byy gorce i nie do powstrzymania. - Jeste takim czowiekiem, jakim zawsze bye. Moe przez jaki czas przeywae trudny okres, ale kady wpada w rozpacz, kiedy kto mu dooy i odrzuci na bok jak zabawk. Ja nie jestem lepsza, Nate. Jestem samolubna, przekorna i... chciaam powiedzie, e nie licz si z nikim ani niczym, ale nie bardzo rozumiem, dlaczego jeli czowiek yje po swojemu, wszyscy mwi, e nie liczy si z nikim ani niczym. Jeli chc, umiem by zoliwa, nie przejmuj si zasadami, chyba e sama je stworzyam, i tkwi tutaj, w tym miejscu, poniewa jestem lekko stuknita.
-  Wiem. Nie zmieniaj si.
-  Ju w sylwestra wiedziaam, e bd z tob problemy.

Kiedy pod wpywem impulsu wycignam ci na ulic, eby pokaza zorz polarn.
-  Miaa na sobie czerwon sukienk.
-  Mylisz, e zmikn, poniewa pamitasz, co miaam na sobie?                                                                                  
-  Kochasz mnie.
-  Taak - ciko westchna i otara wierzchem doni mokr twarz. - Taak, to prawda. Co za cholerne gwno!              
-  Wyjd za mnie za m, Meg.
-  Masz zamiar powtarza to bez koca?                          
-  Pki mi nie odpowiesz.
-  A jeli odmwi?                                                      
-  Wtedy zaczekam, sprbuj troch ci zmikczy i za jaki czas spytam znw. Nie lubi si poddawa, wic z tym skoczyem.
-  Nigdy si nie poddawae, po prostu przez jaki czas pozostawae w stanie hibernacji.
Ponownie si umiechn.                                              
-  Nawet nie wiesz, jaka jeste pikna, gdy tak stoisz. Mgbym patrze na ciebie ca wieczno.
-  Jezu, Nate.
Poczua, e boli j serce, i to tak dosownie, i musiaa potrze doni klatk piersiow. Sodki, cudowny bl wywoa u niej panik.
-  Zabijesz mnie.
-  Wyjd za mnie za m, Meg.
-  O rany!
Westchna. Potem wybuchna miechem, poniewa w kocu gr wzia rado.
-  Co tam, do diaba, sprbuj.
Skoczya na niego. Byby si przewrci, na szczcie opiera si o lad. Obja go nogami w pasie, przywara wargami do ust.
-  Bd okropn on. - Zasypaa pocaunkami jego twarz i szyj. - Bez przerwy bd ci wkurza i doprowadza do szau. Bd stosowa chwyty poniej pasa i bd wkurzona,

jeli wygrasz, chocia zapewniam ci, e to akurat bdzie si zdarzao bardzo rzadko. - Odchylia si do tyu i uja domi jego twarz. - Ale nie bd ci okamywa. Nie bd ci zdradza. I nigdy ci nie zawiod w naprawd wanych sprawach.
-  To mi wystarczy.
Opar policzek o jej i wcign w puca zapach Meg.
-  Jako sobie poradz. Nie mam piercionka.
-  Musisz naprawi ten bd. I to jak najszybciej. Co wicej, nie wolno ci szczdzi na ten cel.
-  W porzdku.
Ze miechem odchylia si do tyu, tak e musia zmieni nieco pozycj, eby j utrzyma.
-  To czyste szalestwo. - Zarzucia mu rce na szyj. -Myl, e powinnimy teraz pj na pitro i pouprawia szalony, zarczynowy seks.
-  Od pocztku na to liczyem.
Wynis j z kuchni. Kiedy skubna zbami jego szyj, niespokojnie sapn.
-  Czy musimy i na pitro? Co powiedziaaby na schody? Albo podog tutaj? Potem moglibymy... Niech to wszyscy diabli!
Psy z gonym ujadaniem rzuciy si do drzwi, a w chwil pniej Nate dostrzeg za oknem przednie wiata samochodu.
-  Pozamykaj drzwi - mrukna Meg z rozmarzeniem, wci zajta jego szyj. - Wycz wszystkie wiata. Ukryjemy si. Bdziemy nadzy w swojej kryjwce.
-  Za pno. Moemy za to zapamita, w ktrym miejscu przerwalimy, a potem wrci do niego, kiedy pozbdziemy si gocia... niezalenie od tego, kto to taki i czy bdziemy musieli w tym celu popeni morderstwo, czy nie.
-  Umowa stoi. - Zeskoczya. - Lee! - rozkazaa psom, ktre usiady przy drzwiach.
Meg natychmiast rozpoznaa mczyzn, ktry wysiad z samochodu.
-  To przyjaciel - powiedziaa psom, potem uniosa rk w gecie powitania. - Witaj, Stevenie.

-  Cze, Meg. - Pochyli si, by pogaska psy. - Cze, pieseczki. Co sycha? Widziaem si z Peterem. Powiedzia mi, e pan komendant jest u ciebie. Chciaem z nim chwilk porozmawia, jeli nie masz nic przeciwko temu.
-  Jasne. Wejd. Jazda, pieseczki, pora na spacer.
-  Cze, Stevenie, jak si miewasz?
-  Witam, panie komendancie. - Ucisn rk Nate'a. -O wiele lepiej ni wtedy, gdy widzia mnie pan po raz ostatni. Chciaem jeszcze raz osobicie podzikowa za to, co pan dla mnie zrobi. Dla nas. Tobie, Meg, rwnie.
-  Syszaem, e udao ci si zachowa wszystkie palce.
-  Dziesi u rk i dziesi u ng. No, moe dziewi i p. Naprawd miaem cholerne szczcie. Zreszt wszyscy trzej moemy powiedzie to samo. Przepraszam, e nachodz pana w domu... to znaczy, kiedy nie jest pan na subie.
-  Nie ma sprawy.
-  Usid - zaprosia Meg. - Napijesz si wina? Piwa?
-  On jest nieletni - przypomnia Nate w chwili, kiedy Steven wanie mia zamiar przyj propozycj. - Poza tym prowadzi.
-  Ach, ci gliniarze! - burkna Meg. - Zawsze musz wszystko zepsu.
-  Moe col albo co innego?
-  Jasne.
Steven siedzia i bbni palcami po kolanie.
-  Przyjechaem do domu na dwa dni na ferie wiosenne. Chciaem wpa wczeniej, ale miaem pewne zalegoci. Opuciem sporo zaj i wykadw.
-  Nadrobie wszystko?
-  Taak. Przesiedziaem kilka dugich nocy, ale ju jestem na bieco. Chciaem odwiedzi Lunacy, gdy dowiedziaem si o Yukonie.
Gos mu zadra, palce zagbiy si w kolanach.
-  Przykro mi.
-  Dokadnie pamitam, kiedy pojawi si w naszym domu. By maym szczeniaczkiem, przypomina puszyst kulk.

To straszne. Najciej przeywa jego mier moja mama. Traktowaa go jak jeszcze jedno dziecko.
-  Nie wiem, co bym zrobia, gdyby kto skrzywdzi moje psy - wyznaa Meg, wracajc do pokoju.
Podaa Nate'owi kieliszek wina, potem spod pachy wyja puszk coli dla Stevena.
-  Wiem, e robi pan wszystko, co moliwe. Kto powiedzia mi, e mielicie tu jakiego szaleca... Jezu, postrzeli Petera. - Potrzsn gow i otworzy puszk. - Ludzie mwi, e to on mg tak zaatwi Yukona, ale...
-  Ty si z tym nie zgadzasz - domyli si Nate.
-  Yukon by przyjacielski, ale nigdzie nie wybraby si z nieznajomym. Nie sdz, eby poszed z kim, kogo nie zna, a przynajmniej nie poszedby z nim bez walki. By stary i prawie lepy, ale nie opuciby podwrka z kim obcym.
Upi spory yk.
-  Tak czy inaczej nie dlatego tu przyszedem. Mam co dla pana.
Unis biodra i przez chwil grzeba w przedniej kieszeni dinsw. Wyj may srebrny kolczyk w ksztacie krzya maltaskiego.
-  To byo w pieczarze - wyjani. Nate wzi kolczyk.
-  Znalaze go w pieczarze? Przy Gallowayu?
-  Prawd mwic, znalaz go Scott. Zapomniaem o tej byskotce, jak wszyscy. Scott zauway j jakie trzydzieci centymetrw od... - zerkn na Meg. - Od ciaa. Przepraszam.
-  W porzdku.
-  Odku kolczyk z lodu. Nie wiem, dlaczego, moe eby mie co do roboty. Woy do plecaka. Kiedy cignito nas z gr, bylimy w beznadziejnym stanie, wyldowalimy w szpitalu, no i w ogle, nie ma si zatem co dziwi, e po prostu zapomnielimy. Teraz Scott znalaz kolczyk w swoich rzeczach, przypomnia sobie o wszystkim i da mi go, poniewa jechaem do domu. Uznalimy, e ta ozdbka prawdopodobnie naleaa do twojego ojca, Meg, wic powinnimy ci j


odda. Potem doszedem do wniosku, e chyba raczej naleaoby przekaza to gliniarzom, wic postanowiem zgosi si z tym do pana komendanta.
-  Pokazywae kolczyk Cobenowi? - spyta Nate.
-  Nie. Scott przypomnia sobie o tym kolczyku tu przed moim wyjazdem do domu, a mnie si ju wtedy bardzo spieszyo. Uznaem, e mog da go panu.
-  W porzdku. Dziki, e mi go przywioze.
-  Nie wiem, czy ten krzyyk nalea do taty - powiedziaa Meg, gdy zostali sami. - Mg. Tata nosi kolczyk. Mia ich kilka, chocia nie pamitam zbyt dokadnie. Kilka maych wkrtek, jakie zote kko. To mogo by jego. Mg sobie kupi w Anchorage, kiedy tam by. Chocia ten kolczyk mg te...
-  Nalee do mordercy - dokoczy Nate, przygldajc si uwanie wisiorkowi trzymanemu w rce.
-  Masz zamiar da go Cobenowi?
-  Zastanowi si.
-  Od to, dobrze? Odmy to na dzisiejszy wieczr. Nie chc by smutna.
Nate wsun kolczyk do kieszeni na piersi i zapi j na guzik.
-  W porzdku?
-  W porzdku. - Opara gow na jego ramieniu i pooya do na kieszeni. - Sprbuj jutro pokaza go Charlene. Moe ona co sobie przypomni. Na razie... - zarzucia mu rce na szyj i ponownie si uniosa. - Na czym to stanlimy?
-  Wydaje mi si, e dokadnie na tym.
-  W porzdku. Popatrz! Za twoimi plecami jest adna, wygodna kanapa. Ile czasu potrzebujesz, eby rozebra mnie do naga?
-  Sprawdmy.
Opad na plecy, w ostatniej chwili pocigajc j za sob. Wybuchna miechem. Wci obejmowaa go nogami w 

pasi i prbowaa wycign mu koszul ze spodni. Gdy jej si to udao, wbia mu paznokcie w plecy.
-  Oczekuj, e dzi wieczorem zaczn bi wielkie dzwony, poniewa jestem dziewic zarczynow.
-  Czeka mnie cika praca, nim dostan si do tych wielkich dzwonw.
Rozpi jej bluzk i caowa rozpicie od gry a do dinsw.
-  Ale po drodze chciabym poruszy wszystkie mae.
-  Podziwiam ambitnych mczyzn.
Czua jzyk Nate'a na swoim ciele, czua jego zby, kiedy zsuwa z niej dinsy.
Zgodzia si wyj za tego mczyzn za m. A trudno to sobie wyobrazi. Za Ignatiousa Burk'a o duych, smutnych oczach i mocnych rkach. Za mczyzn penego cierpliwoci, pragnie i odwagi. Penego honoru.
Przeczesaa palcami jego wosy. Nie zasuya na niego, ale dziki temu wszystko, co si dziao, wydawao si jeszcze cudowniejsze.
Potem zacz skuba zbami wewntrzn cz jej ud. Zadraa i przestaa myle.
Obsypywa j pocaunkami od dou do gry, od gry do dou, z przodu i z tyu, majc wiadomo, e teraz Meg naley ju do niego. Obieca j kocha, chroni i wspiera. Mio do niej przypominaa wewntrzne soce.
Znw odnalaz jej wargi, wpi si w nie, wyczu jej ar i namitno.
Nagle jak zza gstej mgy dotaro do niego szczekanie psw, przeraajca kakofonia przebia si przez podniecenie. Kiedy unis gow, eby lepiej wsucha si w ten dwik, Meg ju wstawaa.
-  Co si dzieje z moimi psami.
Nim Nate podnis si z kanapy, Meg wybiega z pokoju.
-  Meg! Zaczekaj. Do jasnej cholery, zaczekaj! Usysza dwik, ktry dobieg z zewntrz i ktrego z pewnoci nie wyda pies.


Nim j zapa, miaa ju w rce strzelb i otwieraa drzwi. Gwatownym ruchem zamkn je Meg przed nosem.
-  Co ty, do diaba, robisz?
-  Ratuj swoje psy. Lada chwila co im si stanie. Odsu si! Wiem, co robi.
Zbyt przeraona, eby sili si na uprzejmo, dgna go kolb w brzuch. Bya wcieka, a jednoczenie zaskoczona, e, zamiast zgi si wp, prbowa odsun j do tyu.
-  Daj mi t bro.
-  Masz swoj. To moje psy.
Przez optacze szczekanie przebi si potny ryk.
-  On zabije moje psy!
-  Nie!
Nate nie wiedzia, o kim Meg mwi, ale sdzc po dwiku, byo to zwierz znacznie wiksze od psw. Nate wczy wiata na zewntrz, potem wzi kabur z broni, ktr wczeniej pooy na ladzie, i wyj z niej rewolwer.
-  Zosta tutaj.
Po fakcie zastanawia si, dlaczego liczy na to, e Meg go ' posucha, e posucha gosu rozsdku i zostanie w bezpiecznym miejscu. W rzeczywistoci, kiedy otworzy drzwi i przyj odpowiedni pozycj z rewolwerem gotowym do strzau, Meg zanurkowaa mu pod ramieniem, wyskoczya na zewntrz i gwatownie odwrcia si w stron, z ktrej dochodziy odgosy szalonej walki.
Nate jednoczenie poczu strach i niesamowity szacunek. Niedwied by ogromny, wyglda jak czarny kolos na tle resztek niegu. Ostre i miertelnie niebezpieczne ky bysny w wietle, kiedy zwierz otworzyo paszcz i rykno gronie na psy.
Skakay na niego i odskakiway, warczay, szczekay. Nate dostrzeg na ziemi krew, poczu ostry zapach: odr dzikiego zwierzcia.
-  Rock! Buli! Do nogi!                                                  
Za pno - pomyla Nate, kiedy Meg woaa psy. Posuny si za daleko, eby posucha nawet jej. Ju wybray midzy walk a chci ucieczki, odezwaa si w nich dza krwi.
Niedwied opad na cztery apy, wygi grzbiet, a dwik, ktry wyda, w niczym nie przypomina warczenia, jakie mona usysze w produkcjach Hollywoodu. By to brutalny i przeraajcy ryk.
Zwierz zamachno si ap, odsonio pazury i pacno psa, ktry z przeraliwym skowytem przefrun kawaek w powietrzu i wpad w nieg. Potem niedwied unis si na tylne nogi. By wyszy od czowieka i potny jak db. Na jego kach wida byo krew, w oczach szalestwo.
Nate wystrzeli raz, kiedy niedwied si unis, wystrzeli po raz drugi, kiedy zwierz opad na cztery apy i ruszy przed siebie. Potem odezwaa si strzelba Meg: raz i drugi, przeplatajc si ze strzaami Nate'a. Zwierz krzykno, przynajmniej w uszach Nate'a brzmiao to jak krzyk, krew zabarwia jego futro.
Niedwied upad niecay metr od miejsca, w ktrym stali. Nate poczu, jak ziemia zadraa pod jego stopami.
Meg wsuna strzelb do rki Nate'a i pobiega do psw, ktre kutykay w jej stron.
-  Ju wszystko dobrze, ju dobrze. Pozwlcie, e zobacz. Troch was podrapa. Gupie, gupie psy. Przecie woaam: do nogi".
Nate przez chwil nie rusza si z miejsca i sprawdza, czy niedwied naprawd nie yje, tymczasem Rock obwchiwa zwierz i prbowa wsadzi nos w kau krwi.
Potem Nate podszed do klczcej Meg. Miaa na sobie tylko figi i rozpit bluzk.
-  Wejd do domu, Meg.
-  Nie jest wcale tak le - pocieszaa Bulla. - Zaraz si tob zajm. Kto zwabi niedwiedzia, porozwiesza wok domu wiee miso, widzisz?
Gestem rki wskazaa na zjedzone w poowie ochapy na tyach domu.

-  Porozwiesza wiee miso wok domu i prawdopodobnie na skraju lasu. Zwabi niedwiedzia. Dra. Bo tylko dra mg zrobi co takiego.
-  Wejd do domu, Meg. Zmarzniesz. - Podcign j do pozycji stojcej. Wyczu, e dry. - Zabierz to. Ja wezm psa.
Meg zabraa bro i gwizdna na Rocka. Po wejciu do domu pooya bro na ladzie, po czym pobiega po koc i apteczk.
-  Po go na tym! - zawoaa, kiedy Nate wnis psa. - Sprbuj go uspokoi. Bdzie go bolao.                                '
Zrobi, co kazaa, przytrzyma Bullowi eb i nie odzywa si ani sowem, gdy Meg przemywaa rany.
-  Rany nie s zbyt gbokie, chocia prawdopodobnie zostan po nich blizny. lady po stoczonej walce. Rock, siedzie piesku! - warkna, kiedy drugi z psw prbowa wsun si jej pod pach i obwcha towarzysza. - Musz mu zrobi kilka zastrzykw.                                                                   
Wyja strzykawk, spokojnie j przygotowaa, wystrzykna malek fontann.
-  Trzymaj go, eby si nie ruszy.                                  
-  Moemy zawie go do Kena.
-  Nie jest tak le. Ken nie zrobiby wicej ni ja. Dam mu ten zastrzyk, eby go troch oszoomi i pozszywa najgbsze rany. Potem dostanie antybiotyk, owiniemy go kocem i pozwolimy mu pospa.
Odgarna wosy z czoa i wbia psu ig. Buli skomla i wywraca oczami, zerkajc aonie na Nate'a.
-  Uspokj si, brachu, zaraz poczujesz si lepiej. Gaska psa, tymczasem Meg zacza go zszywa.
-  Trzymasz to wszystko w domu?
-  Kiedy si tu mieszka, nigdy nie wiadomo, co moe czowieka spotka. Mona zaci si w nog, na przykad przy rbaniu drewna, moe zabrakn prdu, drogi mog by zablokowane, co wtedy zrobi?
Ze zmarszczonym czoem szya rany, jej gos brzmia spokojnie i rzeczowo.                                                              

-  Nie mog liczy na to, e do kadego skaleczenia uda mi si cign lekarza. No, dziecinko, ju prawie skoczyam. Teraz postaramy si, eby byo ci ciepo i wygodnie. Posmaruj mu to maci, dziki ktrej rana szybciej si zagoi, a on nie bdzie jej szarpa, poniewa ta mieszanina ma paskudny smak. Zabandauj go, a jutro zawioz do lekarza, eby wszystko sprawdzi, ale nie jest tak le.
Kiedy Buli spa pod kocem, a Rock zwin si obok niego w kbek i te zasn, Meg chwycia do rki wino i napia si prosto z butelki. Dopiero teraz rce zaczy jej dre.
-  Jezu Chryste!
Nate wzi od niej butelk i ostronie odstawi na bok. Potem chwyci Meg za okcie i przecign kawaek po pododze.                                                                            
-  Nigdy, przenigdy nie rb czego takiego!
-  Hej!                                                                         
-  Spjrz na mnie! Posuchaj mnie!
Waciwie nie miaa wyboru, poniewa jego gos hucza ze wszystkich stron, a pena wciekoci twarz Nate'a przesonia cay wiat.
-  Nigdy wicej nie ryzykuj w taki sposb.
-  Musiaam...
-  Wcale nie. Byem tutaj. Nie musiaa wybiega z domu prawie naga i walczy z grizzly.
-  To nie by grizzly! - krzykna. - To by zwyczajny czarny niedwied, niedwied amerykaski.
Puci j.
-  Niech ci cholera jasna, Meg!
-  Potrafi sama zatroszczy si o siebie i to, co do mnie naley.
Odwrci si do niej z tak zoci, e a cofna si o krok. W tym momencie wcale nie miaa do czynienia z cierpliwym kochankiem ani zimnookim gliniarzem. Musiaa stawi czoo wciekemu, wzburzonemu do granic moliwoci mczynie.
-  Teraz naleysz do mnie i przyzwyczaj si do tego.

-  Nie miaam zamiaru sta z zaoonymi rkami i udawa bezradnej, gdy...
-  Bezradnej? Kto chce, eby udawaa bezradn?! Istnieje cholerna rnica midzy udawaniem bezradnej a wybieganiem z domu w samej bielinie, kiedy nie zna si sytuacji. Zwaszcza e po drodze prbowaa odepchn mnie na bok, dgajc kolb w brzuch.
-  Nie dgnam ci... naprawd to zrobiam?
Co dziwne, to wanie jego potworna zo przywoaa j do rzeczywistoci i zmusia do zastanowienia.                       
-  Przepraszam, bardzo przepraszam. To by bd.
Ukrya twarz w doniach i zrobia kilka gbokich wdechw, pki nie pozbya si strachu, zoci, pki troch si nie uspokoia.
-  Przypuszczam, e popeniam ich wicej, ale po prostu reagowaam...
Wycigna rk na znak pokoju, potem wzia swoje wino. Popijaa je powoli, eby zwily bolce gardo.
-  Traktuj swoje psy jak partnerw. Sam dobrze wiesz, e czowiek si nie waha, gdy partner jest w opaach. Wiedziaam dobrze, co si dzieje. Nie miaam czasu na wyjanienia. Nie miaam czasu, eby ci powiedzie... ile daje mi wiadomo, e jeste tu obok mnie. Nawet jeli moje zachowanie na to nie wskazywao, wiedziaam, e tam jeste, i to bardzo mi pomogo.
Gos jej si zaama, wic przycisna palce wolnej rki do oczu i czekaa, a si uspokoi.
-  Jeli chcesz si troch powcieka, masz do tego pene prawo, ale zanim skoczysz na mnie krzycze, pozwl mi si, ubra.
-  Chyba skoczyem.
Podszed do niej, przycign j do siebie i przywar do niej z caych si.                                                                
-  Spjrz, caa dr. - Wtulia si w niego. - Nie draabym, gdyby ci tu nie byo i gdybym nie moga si do ciebie przytuli.

-  Ubierz si.
Obejmujc j, zaprowadzi do salonu, potem podszed do kominka, eby dorzuci drew.
-  Chce, si o ciebie troszczy - szepn. - Wcale nie chc ci we wszystkim wyrcza.
-  Wiem. Lubi sama troszczy si o siebie, ale sprbuj pozwoli, eby czasem w czym mi pomg.
-  W porzdku. A teraz powiedz mi co o tych przyntach.
-  Niedwiedzie lubi je. Tote wanie na biwaku trzeba zakopywa w ziemi albo szczelnie pakowa resztki i odpadki z jedzenia, a wszystkie zapasy trzyma w szczelnych pojemnikach i wiesza je na drzewie z dala od obozowiska. Dlatego buduje si spiarnie na palach, a drabiny, po ktrych si tam wchodzi, kadorazowo trzeba ka na ziemi.
Woya spodnie i przeczesaa palcami wosy.
-  Niedwiedzie maj doskonay wch, bez trudu wyczuwaj jedzenie, potrafi pokona spore odlegoci w poszukiwaniu przekski i umiej wchodzi po drabinie. Byby zdziwiony, ile zwierzt potrafi wdrapywa si po drabinie. Niedwiedzie czasami wchodz nawet do miasta, na zaludniony teren, byle dosta si do pojemnikw na mieci, karmnikw i tym podobnych rzeczy. Zdarza si, e pojedynczy osobnik wchodzi do domu, by sprawdzi, czy w rodku nie znajdzie czego do jedzenia. Przewanie mona takiego gocia przestraszy. Czasami si to nie udaje.
Zapia bluzk i podesza bliej do kominka.
-  Tam, na podwrku, byo miso. Id o zakad, e znajdziemy strzpy plastikowej torby, w ktrej ono wisiao. Kto je tam umieci, majc nadziej, e zwabi niedwiedzia w poblie domu. O tej porze roku mona by pewnym, e taka przynta zadziaa. Niedwiedzie budz si z zimowego snu i s godne.
-  Kto podoy przynt, majc nadziej, e wpadniesz w puapk?
-  Nie, nie ja. Ty. - To sprawio, e poczua ucisk w odku. - Zastanw si nad tym. Przynty musiay zosta

rozoone dzi w cigu dnia, przed naszym powrotem. Gdyby kto prbowa to zrobi, gdy bylimy w domu, usyszelibymy szczekanie psw. Powiedzmy, e samotnie spdzaby tu noc, jak kilka poprzednich. Co by zrobi, gdyby usysza taki haas, jaki niedawno wzniecay psy?
-  Wyszedbym na zewntrz zobaczy, co si dzieje, ale na pewno wyszedbym z broni w rku.
-  To znaczy z pistoletem - ucilia, kiwajc gow. -Moe udaoby ci si zastrzeli niedwiedzia z pistoletu albo przestraszy go... pod warunkiem, e miaby duo szczcia i wystarczyo ci nabojw, nim wyrwaby ci bro z rki i j zjad. Bardziej prawdopodobne, e tylko by go rozzoci. Przypomnij sobie misia, ktry jeszcze przed chwil zajada smaczny ksek i walczy z dwoma wciekymi husky. Pokonaby moje psy, Nate. Istnieje spore prawdopodobiestwo, e troch by go poksay, nim zdyby je rozerwa na kawaki. Gdyby jednak sta na zewntrz ze swoj dziewiciomilimetrwk, byby w stanie rozerwa na kawaki i ciebie. Tak, to bardzo prawdopodobne. Ranny niedwied, zy niedwied w pogoni za czowiekiem jest w stanie nawet wyway drzwi. I kto na to wanie liczy.
-  Jeli tak, to znaczy, e musiaem kogo bardzo zdenerwowa.
-  To cakiem normalne w yciu gliniarzy, nie sdzisz? -Pooya mu rk na kolanie, kiedy usiad obok niej. - Niezalenie od tego, kto to by, chcia, eby zgin albo odnis powane obraenia. Co wicej, ten dra nie mia nic przeciwko powiceniu przy okazji moich psw.
-  Albo ciebie, gdyby wszystko rozegrao si inaczej.
-  Albo mnie. No c, ten typek mnie wkurzy. - Poklepaa go po kolanie, wstaa i zacza kry niespokojnie po pokoju. - mier mojego ojca bardzo boli, ale on odszed dawno temu i mog si z tym pogodzi. Wystarczyoby mi wytropienie i wsadzenie do celi drania, ktry to zrobi. Nikt jednak nie ma prawa tak traktowa moich psw!
Odwrcia si i zobaczya, e Nate lekko si umiechn.   
-  Ani faceta, za ktrego mam zamiar wyj za m, zwaszcza e nie zdy jeszcze kupi mi przyzwoitego piercionka. Wci jeste na mnie zy?
-  Nie za bardzo, ale zawsze bd mia przed oczami, jak stoisz na zewntrz w czerwonych figach, rozpitej czerwonej bluzce i celujesz do niedwiedzia. Tyle e po jakim czasie ten obrazek bdzie bardziej erotyczny ni przeraajcy.
-  Naprawd ci kocham. To jest najgorsze. No dobrze. -Przetara twarz domi. - Nie moemy zostawi padliny na zewntrz. cignie wszelkich nieproszonych goci, a psy bd szczeka do rana. Zadzwoni do Jacoba, poprosz, eby mi przy tym pomg, a przy okazji sprawdzi, czy uda mu si znale jakie lady pozostawione przez czowieka, ktry porozwiesza przynt.
Ujrzawszy twarz Nate'a, cofna si.
-  Widz, e twj mzg ciko pracuje. Jacob by tu wczoraj z misem niedwiedzia. On tego nie zrobi, Nate. Podam ci kilka konkretnych powodw, dlaczego, pominwszy fakt, e to dobry czowiek i mnie kocha. Po pierwsze, nie naraaby moich psw. Za bardzo je lubi i szanuje. Po drugie, wiedzia, e wracam dzisiaj na noc do domu. Skontaktowaam si z nim, gdy udao mi si naprawi silnik. Po trzecie, gdyby chcia ci zabi, po prostu wbiby ci n w serce i zagrzeba gdzie, gdzie nikt nigdy by ci nie znalaz. Jasne i proste. A ten kto? To czowiek podstpny, tchrzliwy i chyba mocno zdesperowany.
-  Zgadzam si z tob. Zadzwo do Jacoba.
Nastpnego ranka Nate bacznie przyglda si w biurze najwieszym dowodom. Skrawkom biaego plastiku, takiego, w jaki pakuje si zakupy w Sklepie na Rogu", kawakom misa w woreczkach na dowody.
I srebrnemu kolczykowi.
Gdzie on go wczeniej widzia? Taki kolczyk? Co koatao mu si w gowie, jaki palec stuka i puka, prbujc obudzi mzg.

Pojedynczy srebrny kolczyk. Obecnie mczyni nosz je czciej ni dawniej. Moda zmienia si i ewoluuje, teraz nawet garnitur nie mie zadziera nosa przy kolczyku.
Szesnacie lat temu wcale nie by to nakaz mody, a normalny mczyzna rzadko ozdabia uszy. Jeli ju, to raczej jaki hipis albo muzyk, artysta, wczga czy buntownik. Zwaszcza e to wcale nie bya dyskretna wkrtka ani mae zabawne keczko, nie, to by wisiorek w ksztacie krzya.
Co w rodzaju oficjalnego owiadczenia.
Kolczyk nie nalea do Gallowaya. Nate sprawdzi zdjcia, Galloway zmar z kkiem w uchu. Z tego, co Nate zauway po uyciu lupy, ojciec Meg mia przekute tylko jedno ucho.
Dla pewnoci sprawdzi to jeszcze u eksperta medycyny sdowej.
Kolczyk nalea zatem do mordercy.
Cz, ktr zakada si od spodu - jak to si, do diaba, nazywa? - gdzie zgina. Nate wyobraa sobie, jak bezimienny mczyzna cofa si, unosi czekan, opuszcza go i zabija swojego wsptowarzysza, nie zwracajc uwagi, e w tym czasie maleki kolczyk jakim cudem wypada mu z ucha.
Czy sta potem przez chwil i obserwowa szok na twarzy Gallowaya, ktry bezwadnie osun si po lodowej cianie? Czy patrzy i sprawdza? Czy sam by rwnie zaszokowany, czy raczej zadowolony? Czy odczuwa dreszczyk emocji, czy te przeraenie? Chocia to waciwie nie miao znaczenia -myla Nate. Robota zostaa wykonana.
Teraz tylko trzeba byo zabra plecak i sprawdzi jego zawarto. Pozostawienie zapasw lub pienidzy nie miao sensu, zwaszcza jeli rzeczywicie byy tam pienidze. Trzeba by praktycznym. Wane jest tylko to, by jako przey.
Ile czasu mino, nim zauway, e zgubi kolczyk? Widocznie byo ju za pno, eby wrci i go poszuka, poza tym to zbytni drobiazg, by si nim przejmowa.
Chocia, z drugiej strony, oskarenie... i wyrok niemal zawsze opieraj si na drobiazgach.
- Nate?

Nie wypuszczajc z rki kolczyka, nacisn guzik interkomu.
-  Taak?
-  Jacob chce si z tob widzie - oznajmia Peach.
-  Wpu go.
Kiedy Jacob wszed i zamkn za sob drzwi, Nate nie wsta, jedynie rozpar si w krzele.
-  Spodziewaem si, e przyjdziesz dzi rano.
-  Chc powiedzie ci co, czego nie chciaem mwi wczoraj wieczorem przy Meg.
Jacob mia na sobie koszul z kolej skry i wyblake dinsy. Cienki sznurek koralikw na szyi podtrzymywa brzowy, wypolerowany kamie. Srebrne wosy zaczesa do tyu i zwiza w dugi koski ogon. W odsonitych uszach nie mia adnej biuterii.
-  Usid - zachci Nate - i powiedz, co masz mi do powiedzenia.
-  Postoj i powiem, co mam ci do powiedzenia. Albo skorzystasz z mojej pomocy, eby zakoczy t spraw, albo sam zrobi to, co konieczne, ale pora pooy kres tej zabawie.
Zrobi krok do przodu i po raz pierwszy od chwili, kiedy si poznali, Nate dostrzeg na twarzy Jacoba niemaskowan zo.
-  Ona jest moim dzieckiem. Bya nim duej ni dzieckiem Pata. To moja crka. Chc, eby to wiedzia, niezalenie od tego, co o mnie sdzisz i co ci moe czasami u mnie dziwi. Tak czy inaczej odkryj, kto wczoraj cign na ni takie niebezpieczestwo.
Nate wraz z krzesem odchyli si do tyu, potem ponownie postawi je na czterech nogach.
-  Da ci odznak?
Zauway, e Jacob zacisn rce w pici, potem powoli, bardzo powoli rozluni palce. Dopiero wtedy udao mu si ukry zo pod nieprzeniknion mask stoickiego spokoju.
-  Nie. Chybaby mi si to nie podobao. Jest dla mnie za cika.

-  W porzdku, w takim razie zachowamy nasz... wspprac w tajemnicy. Czy to ci bardziej odpowiada?
-  Tak.
-  Wracajc do ludzi, z ktrymi rozmawiae i ktrzy powiedzieli ci o pienidzach. Czy moliwe, eby wie o twoich rozmowach dotara do Lunacy?
-  Bardzo moliwe. Ludzie lubi duo gada, zwaszcza biali.
-  Jeli tak, czy mona byo wysnu wniosek, e ze wzgldu na swoje powizania z Gallowayem i Meg to wanie ty przekazae mi te informacje?
Jacob wzruszy ramionami.                                            
-  Dlaczego w takim razie kto nie prbowa zamkn ci ust, nim do mnie dotare?
Jacob umiechn si od ucha do ucha.                             
-  Bardzo dugo chodz ju po tym wiecie i trudno byoby mnie zabi. W przeciwiestwie do ciebie. Wczorajsze wydarzenie byo bezsensowne i gupie. Dlaczego ten kto nie strzeli ci w eb, gdy bye sam nad jeziorem? Nie przywiza ci kamienia do szyi i nie utopi? Ja bym tak postpi.
-  Doceniam to. Widocznie ten kto nie lubi dziaa otwarcie. Nie dziaa otwarcie nawet w przypadku Gallowaya - powiedzia Nate, gdy Jacob zerkn na tablic. - Da si ponie emocjom, chciwoci albo chcia wykorzysta szans. Moe zreszt powodoway nim wszystkie te trzy pobudki jednoczenie. Nie dziaa zgodnie z jakim planem.                        
-  Zgoda. - Jacob przytakn po chwili zastanowienia, - S atwiejsze sposoby zamordowania czowieka ni wspinaczka.
-  Zada czekanem jeden cios - cign Nate. - Tylko jeden. Jak si okazao, by zbyt... delikatny, eby wycign narzdzie zbrodni i pozby si zwok. To byoby zbyt otwarte, wymagaoby zbyt wielkiego wysiku. Tak samo postpi w przypadku Maxa. Upozorowa samobjstwo. Mg uwaa e Max by odpowiedzialny za wszystko w takim samym stopniu jak on... Pies? Zwyky pies, przykrywka, prba

odwrcenia uwagi... i ukryty policzek wymierzony Stevenowi Wise'owi. Taak, ten czowiek nie odwayby si stan ze mn twarz w twarz.
Pooy kolczyk na biurku.
-  Poznajesz to? Jacob zmarszczy czoo.
-  wiecideko, jaki symbol. Nie miejscowy. My mamy swoje.
-  Myl, e morderca zgubi go szesnacie lat temu i dawno o nim zapomnia. Przypomni sobie, gdy znw go zobaczy. Widziaem gdzie ten kolczyk. Tylko nie pamitam, gdzie. -Nate unis krzyyk i zacz go powoli obraca. - Nie pamitam, gdzie.
Przez cay czas nosi kolczyk przy sobie. Moe nie byo to zgodne z przyjt procedur, ale mia go w kieszeni, kiedy zaatwia rne sprawy w miasteczku.
Nikomu nie wspomnia o wypadku przy domu Meg i prosi, by ona i Jacob rwnie zachowali w tej sprawie cakowit dyskrecj. Potraktowa to jak zabaw z morderc.
Wiosenne dni staway si coraz dusze, ziele zaczynaa bra gr nad biel, tymczasem Nate wykonywa swoje obowizki, rozmawia z ludmi, wysuchiwa ich problemw i skarg.
Przy okazji przyglda si uszom mczyzn.
-  One si zamykaj - powiedziaa pewnego wieczoru Meg.
-  Co takiego?
-  Dziury w uszach... albo wszdzie tam, gdzie postanowisz przeku sobie ciao.
Delikatnie musna palcami jego penis.
-  Mam pomys.
Nie zdoa ukry dreszczu rozkoszy. Rozemiaa si. Nikczemnie.
-  Syszaam, e kolczyki w pewnym miejscu mog urozmaici... stosunek.

-  Nawet o tym nie myl. Co to znaczy zamykaj si"?
-  Zarastaj. Jeeli dugo z nich nie korzystasz, przestajesz cokolwiek nosi, wtedy po prostu si zamykaj.
-  O cholera! Jeste pewna?
-  Kiedy w tym uchu miaam cztery dziurki. - Pocigna lew maowin. - Dziaajc pod wpywem impulsu, zrobiam sobie trzeci i czwart dziurk.
-  Sama? Zrobia to sama?
-  Jasne. To proste.
Pooya si na nim, a poniewa bya naga, cakowicie zapomnia, o czym rozmawiali. Na si skupi myli.
-  Przez kilka tygodni nosiam cztery kolczyki, potem jednak uznaam, e to zbyt wielki kopot, wic przestaam uywa dodatkowych otworw. Zarosy. - Wczya wiato i pochylia gow. - Widzisz?
-  Moga mi to powiedzie wczeniej, zanim sprawdziem uszy wszystkich facetw z miasteczka i zapisaem, kto ma je przekute.
Rozmasowaa jego ucho.
-  liczniutko wygldaby z kolczykiem.
-  Nie.
-  Mogabym przeku ci ucho.                                       i
-  Absolutnie si nie zgadzam. Ani ucho, ani nic innego.    
-  Psujesz mi ca zabaw.
-  Taak, to cay ja. Musz od nowa zastanowi si nad t spraw, poniewa, jak si okazuje, caa moja lista jest do niczego.
Meg uniosa si, usiada na nim okrakiem i wpucia go w siebie.
-  Pomylisz o tym pniej.
Gdy wpad do Lodge, zauway, e Hopp i Ed jedz jak saatk. Zatrzyma si przy ich boksie.
-  Mog wam przerwa?
-  Jasne, siadaj. - Hopp zrobia mu miejsce. - Omawiamy trudne sprawy. A mnie rozbolaa gowa, a Edowi skoczyo

cinienie. Prbujemy wymyli, jak uoy budet, eby udao si wybudowa bibliotek. Moe wystarczyoby przeznaczy na ten cel cz nowej poczty. Jak sdzisz?
-  Podoba mi si ten pomys.
-  Co do tego oboje si zgadzamy. - Ed wytar usta serwetk. - Musimy jednak nieco elastyczniej potraktowa budet, eby wysupa na ten cel jakie pienidze. - Puci do Hopp perskie oko. - Wiem, e nie to chciaa usysze.
-  Moemy wcign w to ludzi, namwi ich, eby sfinansowali zakup materiaw, pomogli zrobi to i owo. Moemy poprosi ich te o pienidze na ksiki albo o same ksiki. Ludzie chtnie podejmuj takie akcje, jeli konkretny pomys trafi im do przekonania.
-  Moecie na mnie liczy - zapewni Nate. - Jeli bdzie trzeba i kiedy bdzie trzeba. Tymczasem ja sam te mam trudne pytanie. Do ciebie, Edzie. Pytanie do bankiera, kwestia sprzed lat, wic moe bdziesz musia sign pamici wstecz.
Nie ma dziury w uchu - odnotowa Nate, kiedy Ed kiwn gow.
-  Jeli chodzi o finanse, mam bardzo dobr pami. Pytaj.
-  Chodzi o Gallowaya.
-  Pata? - obniy gos i rozejrza si dookoa. - Moe nie powinnimy tu rozmawia na ten temat ze wzgldu na Char-lene?
-  To nie potrwa dugo. Kto powiedzia mi, e podczas pobytu w Anchorage Pat wygra w pokera cakiem niez sumk.
-  Pat uwielbia gra w pokera - przyznaa Hopp.
-  Tak. Sam graem z nim kilka razy. Chocia zazwyczaj niewiele wygrywa - doda Ed. - Jako nie mog sobie wyobrazi, by nagle mu si powiodo.
-  Kto zapewnia mnie, e tym razem naprawd dopisao mu szczcie. W zwizku z tym zastanawiaem si, czy przed wyjciem w gry przysa jakie pienidze na swj rachunek w Lunacy.

-  Z tego, co pamitam, nie. Wtedy bylimy o wiele mniejszym bankiem ni teraz, jak ju ci mwiem. - Ed w zamyleniu przymruy oczy. - Dopiero po znikniciu Pata wybudowalimy prawdziwy skarbiec i teraz mamy dwie kasjerki na p etatu. Mimo to wci osobicie nadzoruj niemal kad transakcj. - Potar brod i opar si o krzeso. - Pat nie przejmowa si finansami. Nie nalea do ludzi, ktrzy przychodz do banku, eby wpaci albo wypaci pienidze.
-  A gdy wyjeda z miasta w poszukiwaniu pracy? Czy przysya wtedy jakie pienidze?
-  Czasami owszem, przysya. Przypominam sobie, jak podczas nieobecnoci Pata Charlene przez ponad dwa miesice przychodzia raz, nawet dwa razy w tygodniu, eby sprawdzi, czy na jej konto nie wpyny jakie pienidze. Jeli mia jak wiksz sumk, w co, szczerze mwic, wtpi, mg umieci j w banku w Anchorage albo rwnie dobrze wsadzi do pudeka po butach.
-  Zgadzam si z Edem - powiedziaa Hopp. - Pat nigdy nie myla o pienidzach.
-  Ludzie o takiej przeszoci jak on zazwyczaj tak wanie postpuj. - Ed wzruszy ramionami. - Pora - powiedzia, mrugajc do Hopp - ebymy wrcili do naszej rozmowy, jeli naprawd zaley nam na miejskiej bibliotece.
-  W takim razie zostawiam was samych. - Nate wysun si z boksu. - Dziki, e powicilicie mi czas.
-  Powinien si zaj waniejszymi sprawami. Ed potrzsn gow i odstawi kaw.
-  Prawdopodobnie uwaa, e ta jest wystarczajco wana.
-  Jeli chcemy mie bibliotek, Hopp, musimy dobrze zorganizowa uroczystoci z okazji Pierwszego Maja.
-  Zgadzam si z tob. Na razie Nate robi to po cichu. Widocznie musi wszystko dokadnie sprawdzi, zanim uwierzy, e to Max zabi Pata. Uparty Ignatious - dodaa. - Tak teraz o nim myl. Po prostu nie popuci. To dobra cecha u komendanta policji.

Jacob mia racj: niektrzy ludzie nie chc rozmawia z gliniarzami. Nawet w obecnoci Jacoba Nate nie by w stanie wycisn z nich nic wicej.
Chocia nie bya to cakiem stracona wyprawa.
Nie poszed do Cobena. Wiedzia, e powinien. Powinien odda sierantowi kolczyk, ale tego nie zrobi.
Potrzebowa jeszcze troch czasu, eby poskada wszystkie elementy.
Rozluni si, gdy samolot usiad na wodzie.
-  Dziki, e ze mn poleciae. Mam przywiza samolot? Wysiadasz?
-  Umiesz?
-  W tym momencie to tylko dka ze skrzydami. Umiem przywiza dk do palika.
Jacob kiwniciem gowy wskaza na Meg, ktra wysza im na spotkanie.
-  Masz inne sprawy.
-  Owszem, mam. W takim razie do zobaczenia. Wyskakujc na kiwajcy si pomost, Nate modli si, eby
nie zrobi z siebie pomiewiska i nie wpa do wody. Udao mu si wyldowa bezpiecznie w tej samej chwili, kiedy dotara do niego Meg.
-  Dokd on si wybiera?! - zawoaa, kiedy samolot Jacoba zacz si lizga po jeziorze.
-  Powiedzia, e ma inne sprawy do zaatwienia. - Nate wycign rk do Meg. - Wczeniej wrcia.
-  Nie, to ty wrcie pno. Jest prawie sma. Spojrza na niebo wci jasne jak w samo poudnie.
-  Jeszcze si do tego nie przyzwyczaiem. Kobieto, gdzie moja kolacja?
-  Cha, cha, cha. Jeli chcesz, moesz usmay na grillu kilka stekw z osia.
-  Steki z osia, moje ulubione danie.
-  Dowiedziae si czego nowego w Anchorage?
-  Nie, przynajmniej jeli chodzi o dochodzenie. A jak tobie min dzie?
533
-  Prawd mwic, sama te wpadam na chwil do Ancho-rage, a skoro ju tam byam, przez przypadek natknam si na sklep, w ktrym dziwnym trafem sprzedaj lubne suknie.
-  Naprawd?
-  Przesta si umiecha. Nadal nie chc adnej wielkiej uroczystoci, wystarczy mi przyjcie tu, w domu, doszam jednak do wniosku, e chc mie sukni, ktra zwalaaby z ng. Kreacj, przy ktrej oczy wyjd ci na wierzch.
-  Znalaza tak?
-  Dowiesz si w odpowiednim czasie. - Pierwsza wesza na werand, potem pocaowaa go z gonym mlaniciem. -Lubi, gdy stek z osia jest dobrze wysmaony, a bueczka lekko podrumieniona.
-  Masz to jak w banku, ale nim zasidziemy do kolacji, musz ci wyzna, e ja te dzisiaj zrobiem drobne zakupy z myl o lubie.
-  Taak?
-  Taak. - Wyj z kieszeni pudeeczko z piercionkiem. -Zgadnij, co to takiego.
-  To moje! Daj mi!
Otworzy wieczko i z prawdziw przyjemnoci patrzy, jak oczy Meg wychodz na wierzch na widok piknie szlifowanego solitera osadzonego w platynowej obrczce.
-  Jasna cholera!
Wyrwaa mu pudeeczko, uniosa je nad gow i zeskoczya z werandy. Potem zacza taczy po podwrku, wydajc skrzekliwe dwiki, ktre potraktowa jako aprobat.
-  Czy to znaczy, e ci si podoba?
-  Byszczy! - Krcc si, wrcia do niego. - No, panie komendancie, to jest prawdziwy piercionek. Jest bombowy, Nate, naprawd bombowy. Gupi i ekstrawagancki, ale wanie dlatego idealny. Naprawd idealny.
Uniosa go i opucia w otwart do Nate'a.
-  No dobrze, za mi go. Pospiesz si.
-  Przepraszam, ale czy nie powinnimy tego zrobi w jakich bardziej romantycznych okolicznociach?                     

-  Myl, e jestemy ju na takim etapie, z ktrego nie ma odwrotu. - Poruszya palcami. - No, za mi go!
-  Dobrze, e nie przegrzaem sobie szarych komrek, usiujc wymyli co poetyckiego na t okazj.
Wsun piercionek na palec Meg. Kamie byszcza jak szalony.
-  Nie zgub go.
-  Ciekawa jestem, kiedy cakiem zgupiej.
-  Sucham?
-  Po prostu coraz bardziej si w tobie zakochuj. Powiadaj, e mio odbiera rozum, dlatego zastanawiam si, kiedy zgupiej do reszty.
Uja jego twarz w donie w sposb, ktry zawsze powodowa u niego przyspieszone bicie serca.
-  Nie wiem, czy jestem dla ciebie idealna, Nate, ale do jasnej cholery, ty z ca pewnoci jeste idealny dla mnie.
Uj jej rk z piercionkiem i pocaowa j.
-  Myl, e jeli zgupiejemy, to zrobimy to razem. Chod, zrbmy te steki.

-  Co to jest?
Meg spojrzaa na pczek kluczy w rce Nate'a i z penym rozmysem zmarszczya czoo.
-  Wyglda na klucze.
-  Po co ci tyle kluczy?
-  Poniewa jest tak duo zamkw? Czy to kwiz? Dzwoni kluczami, podczas gdy Meg promiennie i niewinnie si do niego umiechaa.
-  Meg, sama bardzo czsto nie zamykasz swoich drzwi. Po co ci te wszystkie klucze?
-  No c... Czasami zdarza si, e czowiek chce gdzie wej, a tu, hej!... zamknite. Wtedy potrzebny mu klucz.

-  A to miejsce, ktre jest, hej!... zamknite, nie jest domem tego czowieka. Czy mam racj?
-  Do pewnego stopnia tak, ale aden czowiek nie jest wysp, wszyscy yjemy wrd ludzi, i tak dalej, i tak dalej. Ze wszystkich stron otacza nas wszechwiat ze.
-  A to s klucze ze, tak?
-  Oczywicie. Oddaj mi je.
-  Nic z tego. - Zacisn na nich palce. - Widzisz, nawet zakadajc, e rzeczywicie ze wszystkich stron otacza nas wszechwiat ze, za nic w wiecie nie chciabym aresztowa ony za bezprawne wtargnicie na czyj teren.
-  Jeszcze nie jestem twoj on, brachu. Masz nakaz rewizji?
-  Leay na wierzchu. Nie potrzebuj adnego nakazu.
-  Gestapo!
-  Przestpczyni!
Woln rk chwyci j za brod i pocaowa. Otwierajc tylne drzwi samochodu, zawoa psy.
-  Wsiadajcie. Czeka was przejadka.
Od ostatniej przygody nie zostawiaa psw samych. Jedziy z ni, zostaway u Jacoba, a gdy oboje byli zajci, przebyway w Lodge.
Nate pomg wskoczy wci wracajcemu do zdrowia Bullowi.
-  Lataj nisko i powoli - powiedzia do Meg.
-  Taak, taak.
Z rkami w kieszeniach ruszya w stron samolotu, potem zawrcia i podesza do niego.
-  Mog zdoby nastpne klucze, wiesz? Mam swoje sposoby.
-  Na pewno - mrukn Nate.
Odczeka, jak to mia w zwyczaju, a wystartowaa. Lubi patrze, jak samolot Meg unosi si z powierzchni wody, czeka, kiedy w ciszy rozlegnie si ryk silnikw. W tym czasie myla o niej i o nowym yciu, ktre powoli zaczynali wsplnie budowa.

Meg ju pracowaa nad czym, co, jak si okazao, po stajaniu niegu miao by dwiema rabatkami po obu stronach werandy. Wspomniaa co o orlikach i innych kwiatach, o moczu wilka rozpryskanym dookoa, eby uchroni grzdk przed osiem.
Twierdzia, e w lecie ostrki osign niemal trzy metry wysokoci.
A trudno w to uwierzy - pomyla Nate. A trudno uwierzy, e Meg Galloway, alaski pilot, kobieta, ktra zabia niedwiedzia, naogowa wamywaczka, zajmuje si ogrodem. Twierdzia, e jej dalie s tak due jak kopaki.
Nate chcia je zobaczy. Chcia siedzie z Meg na werandzie w dug letni noc, obserwowa soce przesuwajce si powoli po niebie i patrze na kwiaty przed domem.
Doszed do wniosku, e to takie zwyczajne. Ich ycie moe si skada z tysicy zwyczajnych chwil, a mimo to wcale nie bdzie nudne.
Samolot Meg coraz bardziej wzbija si w niebo, wyglda jak may, czerwony ptak na bezkresnym bkicie. Nate umiechn si, poczu przyspieszone bicie serca, kiedy w pozdrowieniu pochylia skrzyda, najpierw prawe, potem lewe.
Kiedy znw zapanowaa cisza, wsiad do samochodu, w ktrym byy ju psy, i zacz myle o innych rzeczach.
Moe gupot byo upieranie si przy kolczyku, maym kawaku srebra, i niepotwierdzonej informacji, e Galloway wygra spore pienidze.
Nate gdzie ju widzia ten kolczyk, wiedzia, e wczeniej czy pniej przypomni sobie, gdzie. Pienidze z pewnoci stanowiy dla mordercy dodatkowy atut.
Jadc do miasta, snu dalsze rozwaania. Galloway mia spor gotwk i pikn kobiet. To wystarczajce motywy, eby popeni morderstwo. W miejscu takim jak to kobiety stanowi rzadki towar.
Komitet organizujcy parad ju zacz rozwiesza chorgiewki na Pierwszy Maja. Nie byy czerwone, biae i niebieskie, jak to jest zazwyczaj podczas maomiasteczkowych

pochodw. Chocia, z drugiej strony, dlaczego w Lunacy miaoby by tak jak zazwyczaj? Zamiast tego flagi i chorgiewki przypominay bkitno-zielono-te tcze.
Nate zobaczy ora, ktry przysiad na sznurze z ozdobami, jakby wyraa swoj aprobat.
Wzdu gwnej ulicy ludzie ozdabiali zielonymi gazkami domy i sklepy. Na zewntrz wisiay doniczki i kosze z kwitncymi stokrotkami i specjaln odmian ozdobnej kapusty woskiej. Jak powiedziano Nate'owi, obie roliny s odporne na chd. Werandy i okiennice zostay pomalowane wie farb. Miejsce skuterw nienych zajy motocykle i normalne skutery.
Dzieci zaczy jedzi do szkoy na rowerach i teraz ju czciej mona je byo zobaczy w adidasach ni wysokich botkach z krliczego futra.
Tylko nieruchome gry, ktre wznosiy si nad zieleniejc dolin i sigay nieba, uparcie trzymay si zimy, chocia soce wiecio ju czternacie godzin na dob.
Nate zaparkowa i zaprowadzi psy na wybieg. Biegy z podkulonymi ogonami, smutno na niego zerkajc.
-  Wiem, wiem, co was boli. - Przykucn i wsun palce przez ogrodzenie, eby mogy go poliza. - Jak zapi tego drania, wasza pani przestanie si o was martwi. Wtedy bdziecie mogy zosta w domu i pohasa po podwrku.
Skomlay, kiedy si oddala, drczony wyrzutami sumienia. Min foyer i wszed do biura Charlene.
-  Zatrudniam na lato trzech studentw. - Poklepaa komputer. - Mam tyle rezerwacji, e z pewnoci bd mi potrzebni.
-  To dobrze.
-  Miejscowi przewodnicy te zazwyczaj angauj jakich modych ludzi. W lipcu bdzie tu mnstwo studentw.
Kiedy to mwia, w jej oczach pojawi si bysk, ale bardziej wygldao to na bunt ni oczekiwanie.                          
-  A wic nie bdzie brakowao nam pracy. Charlene... 

Zamkn drzwi. - Chc ci o co zapyta... Moje pytanie na pewno ci si nie spodoba.
-  Czy to byoby w stanie ci powstrzyma? Nie da si zrobi tego delikatnie.
-  Powiedz mi, kto pierwszy spdzi noc w twoim ku po znikniciu Gallowaya?
-  Nie odpowiadam na takie pytania, Nate. Gdyby kiedykolwiek si ze mn przespa, wiedziaby o tym.
-  Nie chodzi o plotki, Charlene, i to nie jest adna gra. Czy chcesz si dowiedzie, kto zabi Pata Gallowaya?
-  Oczywicie. Czy wiesz, jak trudno zaplanowa jego pogrzeb, majc wiadomo, e on wci ley w kostnicy i trudno powiedzie, kiedy dokadnie uda si go cign do domu? Codziennie pytam Binga, jak sdzi, kiedy ziemia bdzie wystarczajco mikka, eby udao si wykopa d. Wykopa grb dla mojego Pata.
Wyja z pudeeczka dwie chusteczki higieniczne i wytara w nie nos.
-  Kiedy moja mama pochowaa tat - powiedzia Nate -przez miesic snua si po domu jak duch. Moe nawet duej. Zrobia wszystko, co musiaa, tak jak ty, ale nie mona byo do niej podej. Nie mona byo jej dotkn. Bya nieobecna. Potem ju nigdy nie udao mi si do niej dotrze.
Charlene opanowaa zy i odoya chusteczki.
-  To takie smutne.
-  Ty tego nie zrobia. Nie staa si duchem, dlatego prosz ci o pomoc. Kto si do ciebie zaleca, Charlene?
-  atwiej powiedzie, kto tego nie robi. Byam moda i niele wygldaam. Powiniene mnie wtedy zobaczy.
Co w niej drgno. Wycign rk, by to pochwyci. Wtedy wybuchna.
-  Byam sama! Nie wiedziaam, e on nie yje. Gdybym wiedziaa, nie spieszyabym si tak bardzo... Byam nieszczliwa, byam wcieka, a mczyni krcili si koo mnie jak rj os, dlaczego zatem nie miaam wybra ktrego z nich? Wybra wielu z nich?

-  Nikt ci o to nie wini.
-  Najpierw przespaam si z Johnem. - Wyprostowaa si i wrzucia chusteczki higieniczne do kosza. - Wiedziaam, e si we mnie kocha, poza tym zawsze by taki sodki. Troskliwy - wyznaa z prawdziwym alem. - Wic sama do niego poszam. Nie tylko do niego. Szam jak burza. amaam serca i rozbijaam maestwa. Nic mnie to nie obchodzio.
Uspokoia si i po raz pierwszy sprawiaa wraenie cichej, niemal zamylonej.
-  Nikt nie zabi Pata z mojego powodu, a nawet jeli naprawd to zrobi, niepotrzebnie si wysila. Poniewa aden z nich nigdy nic dla mnie nie znaczy. Nigdy nie daam im wicej, ni od nich dostaam. Pat nie zgin z mojego powodu. Gdyby tak byo, sowo daj, nie wiem, czy umiaabym si z tym pogodzi.
-  Nie zgin przez ciebie. - Podszed i delikatnie rozmasowa jej plecy. -Naprawd.
Uniosa rk i pooya j na jego doni.
-  Czekaam, kiedy wrci. Chciaam, aby zobaczy, e za nim nie pacz, i znw mnie zapragn. Kln si na Boga, Nate, chyba czekaam na niego, pki nie przyszede tu z Meg. Czekaam na niego, pki go nie znaleziono.
-  Wrciby do ciebie.
Kiedy przeczco potrzsna gow, cisn mocniej jej rami.
-  Gdy czowiek robi to, co ja, musi dobrze pozna ofiar. Musi pozna j lepiej, rozumie lepiej, o wiele lepiej ni ludzie, ktrzy znali j za ycia. Na pewno by wrci.
-  To najmilsza rzecz, jak ktokolwiek mi powiedzia -wyznaa po chwili. - Zwaszcza e powiedzia to kto, kto nie prbuje wskoczy do mojego ka.
Poklepa j po plecach, potem wyj kolczyk z kieszeni.
-  Poznajesz t byskotk?
-  Hmm. - Ponownie wytara nos, a potem osuszya palcami rzsy. - Do adny, ale chyba mski. Nie lubi takich rzeczy. Wol ozdoby, ktre bardziej rzucaj si w oczy.

-  Czy mg nalee do Pata?
-  Do Pata? Nie, Pat nie nosi takich kolczykw. Nie uznawa adnych krzyykw. adnych symboli religijnych.
-  Czy kiedykolwiek wczeniej to widziaa?                    
-  Nie sdz, a nawet jeli tak, nie zapamitaabym. To? nieciekawa ozdoba.                                                            
Zacz pokazywa kolczyk wszystkim po kolei i obserwowa reakcje. Poniewa Bing wanie jad w Lodge niadanie, Nate podszed do jego stolika i podsun mu pod nos wiszcy midzy palcami krzyyk.
-  Zgubie to?
Bing jedynie zerkn na kolczyk, po czym spojrza ze zoci na Nate'a.
-  Kiedy po raz ostatni powiedziaem panu, e co mi zgino, miaem tylko kup nieprzyjemnoci.
-  Lubi, gdy przedmioty wracaj do swojego prawowitego waciciela.
-  Nie jest mj.
-  Moe wiesz, czyj?
-  Nie przygldam si uszom innych ludzi. Nie mam rwnie zamiaru ani chwili duej patrze na pask twarz.
-  Te si ciesz, e ci widz, Bing.
Schowa kolczyk. Jak zauway Nate, Bing skrci brod o jakie dwa, moe trzy centymetry. Przypuszczalnie w taki wanie sposb przygotowa si na lato.
-  Przypomnij sobie luty tysic dziewiset osiemdziesitego smego roku. Nie mog znale nikogo, kto miaby absolutn pewno, e przez cay tamten miesic bye w Lunacy. Kilku osobom wydaje si natomiast, e gdzie wtedy wyjedae.
-  Ludzie powinni tak jak ja pilnowa swojego nosa.
-  Max te w tym czasie wyjecha, a jak syszaem, troch wtedy wzdychae do Carrie.
-  Nie bardziej ni do kadej innej kobiety.
-  Wydaje si, e miae wwczas szans, by co zdziaa.

Sprawiasz na mnie wraenie faceta, ktry nie lubi przepuszcza okazji.
-  Nie bya zainteresowana, wic po co miaem traci czas? Cholera jasna! atwiej poszuka jakiej niezej kobitki i zapaci jej za godzinny numerek. Moe tamtej zimy rzeczywicie byem w Anchorage. Urzdowaa tam prostytutka o imieniu Kate. Czasami korzystaem z jej usug. Galloway te. Jego sprawa.
-  Kurwiasta Kate?
-  Taak. Nie yje. Cholerna szkoda. - Wzruszy ramionami, nie przerywajc jedzenia. - Podobno midzy jednym klientem a drugim pada na zawa serca. Tak przynajmniej mwi. - Wychyli si do przodu. - Nie zabiem tego psa.
-  Tak przynajmniej mwisz. Odnosz wraenie, e jego mier bardziej ci poruszya ni mier obu panw.
-  Zazwyczaj panowie lepiej potrafi si zatroszczy o siebie ni stary, lepy pies. Moe rzeczywicie byem w wielkim miecie tamtej zimy. Moe nawet w wahadowych drzwiach Kate natknem si na Gallowaya. Guzik mnie to obchodzi.
-  Rozmawiae z nim?
-  Inne rzeczy chodziy mi wtedy po gowie. Jemu te. Gra wanie w pokera.
Nate unis brwi, udajc, e jest lekko zaskoczony i zainteresowany.
-  Tak? Nagle okazuje si, e pamitasz cakiem sporo szczegw.
-  Bez przerwy musz patrze na pask twarz, no nie? Psuje mi pan apetyt, wic zaczem si zastanawia.
-  Grae wtedy w pokera?
-  Pojechaem odwiedzi kurewk, nie gra w pokera.
-  Czy wspomnia, e wybiera si na No Name?
-  Na lito bosk, wanie podciga spodnie, a ja nie mogem si doczeka, kiedy spuszcz swoje. aden z nas nie myla wtedy o pogaduszkach. Powiedzia, e ma dobr pass, jedynie na chwil wsta od stolika, eby wpa do Kate, i wanie

wraca do gry. Kate wspomniaa, e w tym lokalu a roi si od panw z Lunacy, ale to jej odpowiadao. Interes dobrze szed. Potem oboje zajlimy si czym innym.
-  Czy po zaatwieniu swoich spraw widziae jeszcze Gallowaya?
-  Nie przypominam sobie. - Bing skuba jedzenie. - Moe przyszed wtedy jeszcze do baru, moe nie. Wyjechaem do Ike'a Transky'ego, trapera, ktry mieszka w pobliu Skwenty, posiedziaem u niego kilka dni i troch popolowaem, troch poowiem w przerblu. Potem wrciem do Lunacy.
-  Czy Transky moe to potwierdzi?                               ; Bing spojrza twardo na Nate'a.
-  Nikt nie musi potwierdza moich sw. Zreszt Ike i tak nie yje. Umar w dziewidziesitym szstym roku.
Co za zbieg okolicznoci - pomyla Nate, wychodzc. Dwoje ludzi, ktrzy mogli stanowi alibi Binga, rozstao si z tym wiatem. Mona te spojrze na to wszystko z innej strony.
Kto zostawi obok martwego psa ukradzione rkawiczki i ukradziony n. Rzeczy nalece do czowieka, ktry widzia si z Gallowayem i nawet z nim rozmawia.
Nate bez trudu wyobrazi sobie, jak Galloway wraca do stolika albo zatrzymuje si na drinka z przyjacimi.
Zgadnijcie, na kogo nadziaem si w drzwiach Kurwiastej Kate?" Jaki ten wiat jest may - pomyla Nate. Dobry, stary wiat. Jeli Bing powiedzia prawd, morderca moe si martwi, e podczas rozmowy Galloway wspomnia co o innych mieszkacach Lunacy, grajcych w pokera i korzystajcych z usug tej samej prostytutki.
Nate postanowi w drodze na posterunek zatrzyma si w kilku miejscach i pokaza paru osobom dowd rzeczowy.
Po poudniu pokaza kolczyk swojemu zastpcy.
Otto wzruszy ramionami.
-  Nie mam pojcia, co to takiego.
Ostatnio panowa midzy nimi chd, stosunki stay si

sztywne i formalne. Nate aowa, e nie jest tak jak dawniej, niestety nic nie mg na to poradzi.
-  Zawsze mylaem, e krzy maltaski to symbol bardziej wojskowy ni religijny.
Otto nawet nie mrugn powiek.                                    ;
-  Marines nie nosz kolczykw.
-  Taak.
Tak samo jak wczeniej Nate woy kolczyk z powrotem do kieszeni i zapi j.
-  Syszaem, e pokazujesz ten drobiazg kademu, kto nawinie ci si pod rk. Ludzie zastanawiaj si, dlaczego komendant policji powica tyle czasu zgubionemu kolczykowi.
-  Staram si by poyteczny - powiedzia Nate beztrosko.
-  Panie komendancie - wtrcia si Peach. - Ginny Mann z Rancor dzwoni, e w jej garau urzduje niedwied. M wyjecha na polowanie - dodaa Peach, - Ginny zostaa w domu sama z dwuletnim dzieckiem.
Kiedy skrcili w wyboist droyn ponad dwa kilometry od miasta, Otto zerkn na Nate'a.                                        i
-  Mam nadziej, e nie kaesz mi szarowa autem na biedne zwierz, a sam nie bdziesz strzela z okna samochodu tu nad gow gupiego misia.
-  Zobaczymy, co bdzie. Co, do diaba, niedwied moe robi w garau?                                                                 :
-  Na pewno nie naprawia ganika.                                   Kiedy Nate prychn, na twarzy Ottona pojawi si umiech.
Spowania, kiedy przypomnia sobie, jak ostatnio wygldaj ich relacje.
-  Najprawdopodobniej kto zapomnia zamkn drzwi. Moe maj tam puszk z karm dla psw albo ptakw. Albo gupi mi wszed sprawdzi, czy nie ma czego ciekawego.
Gdy podjechali pod dwukondygnacyjny drewniany domek, Nate zauway, e rzeczywicie drzwi garau s otwarte. Nie widzia, czy to niedwied zrobi taki baagan, czy po prostu Mannowie rzucaj  rzeczy, gdzie popadnie.
544
Ginny pojawia si. w drzwiach wejciowych. Rude wosy spia na czubku gowy, a jej luny, zbyt obszerny podkoszulek i rce byy poplamione farb.
-  Do dugo kry dookoa. Od dwudziestu minut rozrabia w garau. Mylaam, e sobie pjdzie, ale boj si, e moe prbowa wyway drzwi i dosta si do domu.
-  Nie wychod, Ginny! - rozkaza Nate.
-  Widziaa go?
-  Widziaam go przed domem, kiedy si zblia. - Za jei plecami sycha byo pacz dziecka i szalecze ujadanie psa. -Trzymaam psa w domu i byam na pitrze w swoim studiu gdy Roger zacz szczeka. Obudzi dziecko. Chyba zwariuj od tego haasu. To niedwied brunatny. Duy, ale nie wyglda na dorosego.
-  Niedwiedzie s z natury bardzo ciekawskie - wyjani Otto, gdy sprawdzili strzelby i zaczli zblia si do garau. -Jeli jest mody, prawdopodobnie tylko myszkuje i ucieknie gdy nas zobaczy.
Nate zauway, e na tyach domu Mannowie wyznaczyli lin kawaek ziemi na ogrdek. Wyranie niedwied przeszed po nim, a potem przez jaki czas przeglda zawarto plastikowej skrzynki ze starymi gazetami i katalogami wysykowymi.
Nate przeszuka wzrokiem najblisz okolic. Machn rk, zauwaywszy brzowy ksztat midzy drzewami.
-  Tam jest.
-  Sprbujmy go troch przestraszy, eby uciek i nie wraca.
Otto dwukrotnie wypali w powietrze. Nate z pewnym rozbawieniem patrzy, jak zwierz powoli podnosi tusty zad i zaczyna biec.
Nagle zda sobie spraw, e przyglda si temu niecodziennemu widowisku u boku czowieka, ktry znajduje si na jego licie podejrzanych.
-  atwo nam poszo.
-  Nie zawsze tak jest.

-  To prawda. Kilka dni temu Meg i ja musielimy zastrzeli podobn besti.
-  Czy to wanie niedwied okaleczy jej psa? Syszaem, e ma lady po pazurach.
-  Taaak. Nas te rozszarpaby na kawaki, gdybymy go wczeniej nie zaatwili. Kto porozwiesza wok domu przynt.
Oczy Ottona zamieniy si w szparki.
-  O czym, ty, do diaba, mwisz?!
-  O tym, e kto porozwiesza wok domu Meg plastikowe torby ze wieym misem.                                            :
Otto zacisn usta, potem gwatownie si odwrci i przeszed kilka krokw. Nate pooy do na kolbie swojej broni.
-  Pytasz, czy to byem ja? - Otto wrci i stan nos w nos z Nate'em. - Chcesz wiedzie, czy postpibym tak tchrzliwie? Tak nikczemnie? Czy mgbym tak zaaranowa sytuacj, eby niedwied rozerwa dwie osoby na kawaki? Do tego jedn z nich miaaby by kobieta?                                 
Dwukrotnie dgn Nate'a palcem w klatk piersiow.
-  Pogodziem si z faktem, e umiecie mnie na licie podejrzanych o zabjstwo Gallowaya, przeyem to, e podejrzewasz mnie rwnie o zabicie Maxa. Wkurzyo mnie, e zaliczasz mnie do osb, ktre mogy zabi Yukona, ale przeknem uraz. Niech mnie diabli, jeli przekn i to. Byem onierzem piechoty morskiej. Wiem, jak w razie potrzeby zabi czowieka. Wiem, jak zrobi to szybko, co wicej, znam kilka miejsc, gdzie mgbym wrzuci ciao tak, eby nikt go nigdy nie znalaz.
-  Tak przypuszczaem. Std moje pytanie, Otto. Poniewa znasz ludzi, moe zdoasz mi podpowiedzie, kto mg upa a tak nisko?
Otto dra. Nate wiedzia, e jego zastpca wci jest wcieky. Trzyma w rce strzelb, lecz pomimo potwornej zoci jej lufa bya skierowana w d.
-  Nie wiem, ale ten czowiek nie zasuguje na to, eby y.


-  Kolczyk, ktry ci pokazaem, naley do niego.
W oczach Ottona pojawio si zaciekawienie, ktre wzio gr nad zoci.
-  Znalaze go u Meg?
-  Nie, w pieczarze Gallowaya. Dlatego musimy si zastanowi, kogo Galioway lubi, kto w jego przekonaniu mg poradzi sobie z zimow wspinaczk? Kto zyska co na jego mierci? Kto to nosi? - doda, klepic si po kieszeni. - Kto uwaa si wtedy za twardziela i mg wyjecha z miasta na dwa tygodnie, nie wywoujc adnych komentarzy wrd mieszkacw?
-  Dopuszczasz mnie z powrotem do ledztwa?
-  Taak. Id i powiedz Ginny, e niedwied sobie poszed.
Trudno powiedzie, ktra z pa bya bardziej zaskoczona, kiedy Meg przyjechaa zabra psy: ona czy Charlene, ktra zostaa przyapana na tym, e karmia resztkami ze stou pupilw swojej crki.
-  Nie rozumiem, dlaczego to wszystko miaoby si zmarnowa. Twoje psy nie cierpi zamknicia.
-  Musz je zamyka, pki Buli nie wyzdrowieje.
-  Co mu si stao?
-  Niedwied go dopad.
-  Wielki Boe! Ma szczcie, e skoczyo si na kilku zadrapaniach.
Charlene kucna i zacza rozczula si nad Bullem.
-  Biedna dziecinka.
-  Zawsze zapominam, e lubisz psy. Nigdy nie trzymaa adnego zwierzcia.                                                           ,
-  Miaam wystarczajc ilo roboty.
Kiedy Charlene obejrzaa si przez rami, piercionek Meg bysn w promieniach sonecznych.
-  Syszaam ju o tym.
Chwycia rk crki i wstajc, podcigna klejnot niemal podnos.

-  Joanna z kliniki go widziaa, powiedziaa o tym Ros, a Ros mnie. Wolaabym dowiedzie si o tym od ciebie. Naprawd Nate spad ci z nieba.
 Taak, miaam duo szczcia.
-  Taaak, miaa duo szczcia.
Charlene pucia rk Meg i zacza si oddala. Nagle zatrzymaa si.
-  On te mia duo szczcia.
Meg przez chwil nie odezwaa si ani sowem.
-  Czekam na cios midzy oczy.
-  Nie bdzie adnego ciosu midzy oczy. adnie wygldacie razem, lepiej, gdy jestecie razem ni osobno. Jeli koniecznie masz zamiar wyj za kogo za m, to polub mczyzn, przy ktrym dobrze si prezentujesz.
-  Czy nie waniejsze, ebym bya przy nim szczliwa?
-  To wanie miaam na myli.
-  To dobrze. To bardzo dobrze - powtrzya Meg.
-  Hmmm. Moe urzdz ci przyjcie? Przyjcie zarczynowe.
Meg wsadzia rce do kieszeni dinsowej kurtki.
-  Nie mamy zamiaru dugo czeka, za jaki miesic chcemy wzi lub, wic chyba niepotrzebne nam bdzie przyjcie zarczynowe.
-  No c, niewane.
-  Charlene! - powiedziaa Meg, nim Charlene zdya si oddali. - Moe pomogaby mi zorganizowa wesele.
Obserwowaa, jak przez twarz Charlene przemyka rado i zaskoczenie.
-  Nie chc sysze o adnej wielkiej imprezie, zaley mi na skromnym przyjciu w domu. Przyjciu na spor liczb osb. Jeste dobra w organizowaniu takich uroczystoci.
-  Chtnie ci pomog. Nawet jeli nie chcesz hucznej imprezy, powinno by dobre jedzenie i duo alkoholu. Co wicej, powinno by adnie. Kwiaty, rne ozdoby. Moemy si nad tym zastanowi.
-  Zgoda.

-  Teraz... teraz mam co do zaatwienia. Moe pogadaybymy jutro?
-  Moe by jutro. Posuchaj, a moe, skoro psy ju jady, mogabym zostawi je jeszcze na chwil i zrobi zakupy?
-  W takim razie do zobaczenia jutro.
Charlene oddalia si szybko, nie czekajc, a Meg zmieni zdanie. Posza prosto do pokoju Johna i zapukaa do drzwi.
-  Otwarte.
Siedzia przy swoim maym biurku, ale kiedy Charlene wesza, wsta.
-  Witaj, Charlene. Przepraszam. Porzdkuj papiery. Musz to zrobi.
-  Nie wyjedaj. - Opara si o drzwi. - Prosz, nie wyjedaj.
-  Nie mog zosta. Musz wyjecha. Zoyem wypowiedzenie. Pomagam Hopp znale kogo, kto by mnie zastpi.
-  Nikt ci nie zastpi, Johnie, niezalenie od tego, co sdzisz... na temat innych mczyzn. Byam dla ciebie niedobra. Wiedziaam, e mnie kochasz, ale nie przywizywaam do tego zbyt wielkiej wagi. Cieszya mnie wiadomo, e jest kto, na kogo w razie potrzeby zawsze mog liczy, jednak nie umiaam tego odpowiednio doceni.
-  Wiem. A za dobrze o tym wiem, Charlene. W kocu zdobyem si na to, eby spojrze prawdzie w oczy.
-  Prosz, wysuchaj mnie. - Spojrzaa na niego bagalnym wzrokiem i skrzyowaa rce na piersiach. - Boj si, dlatego musz to powiedzie, nim zabraknie mi odwagi. Podobao mi si, e mczyni mnie pragn, e patrz na mnie podliwym wzrokiem. Lubiam bra ich do ka, zwaszcza modych. Dziki temu przynajmniej w ciemnoci mogam wierzy, e jeszcze nie mam czterdziestki.
Dotkna swojej twarzy.
-  Wkurza mnie to, e si starzej, Johnie, e kadego dnia odkrywam na twarzy nowe zmarszczki. Dopty, dopki mczyni mnie pragn, mog udawa, e tych zmarszczek nie ma. Od dawna jestem przeraona i za. Zmczyo mnie to.

Zrobia krok do przodu.
-  Prosz, nie wyjedaj, Johnie. Nie opuszczaj mnie. Jeste od czasw Pata jedynym czowiekiem, przy ktrym mog odpocz, zazna odrobiny spokoju. Nie wiem, czy ci kocham, ale bardzo bym chciaa. Jeli zostaniesz, sprbuj ci pokocha.
-  Nie jestem Karlem Hidelem, Charlene. I ju duej nie bd milcza. Nie chc szuka pocieszenia w ksikach, w czasie kiedy ty bdziesz si zabawia z innymi mczyznami.
-  Nie bdzie nikogo innego. Jeli zostaniesz i dasz mi szans, przyrzekam, e nie bdzie innych mczyzn. Nie wiem, czy ci kocham - powtrzya - ale na myl o yciu bez ciebie boli mnie serce.
-  Po raz pierwszy od ponad szesnastu lat przysza do mojego pokoju, eby ze mn porozmawia. Powiedzie mi co wanego. Dugo na to czekaem.
-  Powiedz, e nie za dugo.
-  Nie wiem. Chyba adne z nas tego nie wie. Wic przypuszczalnie bdziemy musieli to sprawdzi.
Nate przypi odznak do koszuli w kolorze khaki z plakietk komendy policji w Lunacy na rkawie. Czcigodna pani burmistrz poinformowaa go, e podczas obchodw Pierwszego Maja powinien mie na sobie bardziej oficjalny strj.
Kiedy przypi bro, Meg tylko mrukna:
-  Gliniarze s tacy seksowni. Moe wrciby do ka?
-  Musz by wczeniej. Prawd mwic, ju tam powinienem by. Wliczajc uczestnikw parady, w miecie bdzie dzisiaj okoo dwch tysicy ludzi. Hopp i Charlene prowadziy szeroko zakrojon kampani reklamow.
-  Kto nie uwielbia parad? W porzdku, skoro ju jeste taki oficjalny, daj mi dziesi minut, to dostarcz ci do miasta samolotem.
-  Duej potrwa sprawdzenie wszystkich urzdze i wzbicie si w powietrze ni dojazd samochodem. Poza tym nie bdziesz gotowa za dziesi minut.

-  Bd, jeli zejdziesz na parter i zaparzysz kaw. Kiedy z westchnieniem zerka na zegarek, Meg wbiegaa
ju do azienki.
Gdy wrci z dwoma kubkami kawy, wkadaa czerwon spdnic i biay podkoszulek.
-  Moesz uzna, e jestem zdziwiony.
-  Umiem gospodarowa czasem, spryciarzu. Dziki temu po drodze bdziemy mogli porozmawia o lubie. Zdoaam wybi Charlene z gowy pomys, eby wypoyczy pergol i pokry j rowymi rami.
-  Co to jest pergola?
-  Zabij mnie, ale na pewno nie bdziemy jej mieli. Charlene jest za, poniewa twierdzi, e to jest nie tylko romantyczne, ale te stanowi najwaniejszy akcent na wszystkich zdjciach lubnych.
-  Ciesz si, e stosunki midzy wami tak dobrze si ukadaj.
-  To nie potrwa dugo, ale na razie przynajmniej do pewnego stopnia uatwia mi ycie.
Wypia kaw.
-  Dwie minutki na makija - powiedziaa, z powrotem wbiegajc do azienki.
-  Ona i Wielki Mik obmylaj, jak ma wyglda ogromny weselny tort. Zostawiam jej t decyzj. Lubi torty. Natomiast nie zgadzamy si co do kwiatw; nie chc uton w rowych rach. Zgodziymy si za to w kilku innych sprawach. Mamy zamiar zatrudni zawodowego fotografa. Zwyke fotki s wspaniae, ale w kocu to nie lada okazja, wic potrzebny bdzie profesjonalista. No i Charlene uwaa, e powiniene kupi sobie nowy garnitur.
-  Mam garnitur.
-  Powiedziaa, e musisz kupi nowy, popielaty. Stalowy, nie jasnoszary. A moe wanie jasnopopielaty, a nie stalowy? Nie wiem. Jeli o to chodzi, panie Burk, rzucam pana na poarcie lwom. K si z ni.

-  Mog kupi sobie garnitur - wymamrota. - Mog kupi popielaty garnitur. Czy musz sam wybiera bielizn?
-  Spytaj Charlene. Gotowe. Chod. Nie jeste jeszcze gotowy? Przez ciebie parada zacznie si pniej, ni planowano.
Wybuchna miechem i zbiega po schodach, udajc, e przed nim ucieka.
Byli w drzwiach, kiedy Nate si zatrzyma, poniewa w kocu fragment ukadanki wskoczy na swoje miejsce, a on przypomnia sobie to, czego od tak dawna szuka w pamici.
-  Fotki. Cholera jasna!
-  O co chodzi?
Meg przeczesaa palcami wosy, patrzc, jak Nate z powrotem wdruje na pitro.
-  Chcesz wzi aparat fotograficzny? Ach, ci mczyni! Jezu! Potem narzekaj, e to oni musz zawsze czeka na kobiety.
Pobiega za nim, potem ze zdumieniem patrzya, jak Nate wyjmuje z szafy jej albumy i pudeka ze zdjciami, po czym wszystko wyrzuca na ko.
-  Co ty robisz?
-  On tu jest! Przypomniaem sobie. Jestem tego pewien.
-  Kto tu jest? Co robisz z moimi zdjciami?
-  On tu jest! Letni piknik! Nie, nie... zdjcie przy ognisku. Albo... niech to wszyscy diabli!
-  Zaczekaj chwil! Skd wiesz, e s tu zdjcia z letniego pikniku albo ogniska?
-  Myszkowaem w twoich rzeczach. Ochrzanisz mnie pniej, dobrze?
-  Masz to jak w banku.
-  Chodzi mi o kolczyk, Meg. Widziaem go, gdy przegldaem twoje zdjcia. Wiem, e go widziaem.
Odsuna go na bok i chwycia gruby plik zdj.
-  Kto go mia? Kogo widziae?
Sprawdzaa fotografie i wyrzucaa je w powietrze, tak e fruway jak papierowe samolociki.
-  To byo zdjcie grupowe - mrukn, starajc si 

dokadniej sobie wszystko przypomnie. - Z przyjcia? wit?... Z Boego Narodzenia.
Chwyci album, po ktry wycigna rk, i otworzy na ostatnich stronach.
-  Jest.
-  Sylwester. Pozwolili mi zosta duej na nogach. Sama zrobiam to zdjcie.
Drc rk zsuwaa plastik i wyjmowaa fotk. W rogu wida byo kawaek choinki, kolorowe wiateka i rozmazane baki. Maa Meg podesza blisko, dziki czemu wida byo twarze, prawie same twarze, chocia przypominaa sobie, e ojciec trzyma na kolanach gitar.
mia si, mocno przytula do siebie Charlene, przyciska policzek do jej twarzy. Max pochyla si nad nimi zza kanapy, ale Meg obcia mu czubek gowy.
Po drugiej stronie ojca siedzia mczyzna. Wida byo jego lekko odwrcon gow. Wyranie umiecha si do kogo w gbi pokoju.
Z ucha zwisa mu krzyyk maltaski.

-  To aden dowd, Meg, przynajmniej nie na sto procent.
-  Niech mi pan nie wciska gliniarskiego kitu, panie Burk. Nate prowadzi, Meg siedziaa z rkami mocno przycinitymi do brzucha, jakby co j bolao.
-  To nie jest kit. To tylko poszlaka. Dobra poszlaka, ale jednak poszlaka.
Mzg Nate'a przez cay czas ciko pracowa, Nate przyglda si caej sprawie pod kadym moliwym ktem.
-  Przede mn ten kolczyk miay w rku przynajmniej dwie osoby. Bynajmniej nie byli to eksperci medycyny sdowej. To czsty wzr. Prawdopodobnie w tamtych czasach byy tysice takich kolczykw. Mg go zgubi, da komu, poyczy.


Fakt, e mia go na zdjciu zrobionym ponad szesnacie lat temu, wcale nie dowodzi, e by w grach. Nawet kiepski obroca bez trudu dowidby przed sdem, e kolczyk o niczym nie wiadczy.
-  On zabi mojego ojca.
Ed dugo ywi uraz, jak powiedziaa Hopp po wypadku z Hawleyem.
Nate przypomnia sobie linie, ktrymi poczy poszczeglnych ludzi. Galiowaya z Maxem, Gallowaya z Bingiem, Gallowaya ze Stevenem Wise'em.
Teraz mona byo doda ich wicej. Powiza Woolcot-ta z Maxem - Ed jako troskliwy stary przyjaciel pomaga wdowie przy organizowaniu pogrzebu. Woolcotta z Bingiem - celowe zamieszanie wok mczyzny, ktry mg co wiedzie, mg sobie przypomnie przelotn rozmow sprzed szesnastu lat.
Poprzecinane opony Hawleya i pomalowany sprayem samochd - zemsta, ktra miaa wszelkie znamiona szczeniackiego aktu wandalizmu.
Pienidze. Ed Woolcott by bankierem. Gdzie lepiej ukry nagy przypyw gotwki, jeli nie we wasnym banku?
-  Ten dra, Woolcott, zabi mojego ojca.
-  Tak. Wiem o tym. Ty wiesz o tym. On o tym wie, ale skazanie go to zupenie inna sprawa.
-  Pracujesz nad tym od stycznia. Szede krok po kroku, odkrywae kawaek po kawaku, chocia stanowi zasadniczo zamknli spraw. Przez cay czas bacznie ci si przygldaam.
-  Pozwl mi dokoczy.
-  Jak mylisz? Co mam zamiar zrobi?
Przymruya oczy. Wysza z domu bez okularw przeciwsonecznych, bez niczego, popychana jedynie chci dziaania.
-  Podej do niego i przystawi mu rewolwer do skroni? Poniewa sysza w jej gosie potworny smutek zmieszany
z wyran zoci, cisn jej do.
-  To nie przekraczaoby twoich moliwoci.

-  Rzeczywicie.
Z ogromnym trudem odwrcia do i oddaa ucisk, chocia znacznie atwiej byoby uwolni rk. Samodzielnie radzi sobie z gwatownymi emocjami.
-  Ale chc zobaczy jego twarz, Nate. Chc widzie jego twarz, gdy bdziesz go aresztowa.
Przy gwnej ulicy toczyli si ludzie, ktrzy zajmowali dogodne miejsca. Na krawnikach i trotuarach stay przewanie ju pozajmowane skadane krzeseka, napoje chodzce i plastikowe kubki.
Wok panowa spory haas. Sycha byo krzyki i miechy, ktre przebijay si przez muzyk z KLUN-u.
Z samochodw sprzedawano lody, hot dogi i inne przekski tak typowe dla wszelkich parad i pochodw. Tczowe chorgiewki powieway na wietrze.
Dwa tysice osb, jak ocenia Nate, a dua cz ich to dzieci. Gdyby by normalny dzie, mgby wej do banku i spokojnie porozmawia z Edem w jego biurze.
Pod adnym wzgldem nie by to jednak normalny dzie.
Nate zaparkowa samochd przed posterunkiem i pocign Meg za sob.
-  Gdzie Otto i Peter? - spyta Peach.
-  Wrd ludzi, tam gdzie powinni by.
Z wyran irytacj wygadzia na obfitych biodrach jaskrawot spdniczk.
-  Mylelimy, e pojawisz si nieco wczeniej...
-  Wezwij ich obu.
-  Nate, na boisku szkolnym ju ustawiaj si setki ludzi. Musimy...
-  Wezwij ich obu! - warkn.
Nie zatrzymujc si, wprowadzi Meg do biura.
-  Chc, eby tu zostaa.
-  Nie. To gupota i ogromny bd z twojej strony, a dla mnie powana obraza.
-  On ma licencj na bro.
-  Ja te. Daj mi rewolwer.	
					

-  Meg, ten czowiek ju trzykrotnie popeni morderstwo. Zrobi wszystko, eby si broni.
-  Nie jestem przedmiotem, ktry mgby ukry w bezpiecznym miejscu.
-  Nie mam zamiaru...
-  Tak, to wanie chcesz zrobi. Tak kae ci instynkt, ale postaraj si go pokona. Nie prosz ci, eby nie przynosi swojej pracy do domu, nie skar si, gdy koliduje ona z moim yciem. Nie prosz, eby by tym, kim nie jeste. Nie wymagaj wic tego ode mnie. Daj mi bro. Obiecuj, e jej nie uyj, jeli nie bd musiaa. Nie chc, eby zgin. Zaley mi na tym, eby y. I gni w wizieniu. Chc, eby by zdrowy, bo wtedy bdzie mg gni bardzo, bardzo dugo.
-  Chc wiedzie, o co chodzi. - Peach stana w drzwiach, zacisna pici i wzia si pod boki.
-  Wezwaam obu panw, ale teraz nikt nie pilnuje na ulicach porzdku. Grupka chopcw ze szkoy redniej ju wcigna na maszt zafarbowany stanik, jeden z koni kopn turyst, ktry prawdopodobnie sprowokowa biedne zwierz, a pozbawieni mzgw bracia Mackie cignli skd beczuk budweisera i ju s zalani w pestk.
Bya tak sfrustrowana, e wyrzucaa z siebie sowa jak karabin maszynowy.
-  Skradli spor ilo balonikw i teraz jak para kretynw maszeruj z nimi po ulicy tam i z powrotem. Do Lunacy przyjechao wielu dziennikarzy, Nate, zwrcone s na nas oczy mediw, tymczasem to nie jest obraz miasta, na ktrego utrwaleniu by nam zaleao.
-  Gdzie jest EdWoolcott?
-  Razem z Hopp w szkole. Maj jecha tym cholernym powozem. A o co chodzi?
-  Zadzwo do sieranta Cobena, do Anchorage. Powiedz mu, e mam zamiar aresztowa podejrzanego o zabicie Patricka Gallowaya.

-  Nie chc go przestraszy - powiedzia Nate swoim zastpcom. - Wolabym unikn uycia siy i paniki wrd tumw, ktre tu dzisiaj mamy. Najwaniejsze jest bezpieczestwo normalnych ludzi.
-  We trzech powinno nam to pj stosunkowo atwo i szybko.
-  Prawdopodobnie tak - przyzna Nate. - Ale nie mam zamiaru dopuci do tego, by zagroone zostao bezpieczestwo turystw czy uczestnikw parady tylko dlatego, eby aresztowanie podejrzanego poszo nam atwo i szybko, Otto. Ed nigdzie si nie wybiera. Na razie nie ma powodu, aby podejmowa jakkolwiek prb ucieczki. Wic mamy szans spokojnie go uj. Podczas parady przynajmniej jeden z nas musi przez cay czas mie go na oku.
Odwrci si do tablicy z korka.
-  Peach narysowaa plan parady. Podejrzany bdzie tu za orkiestr szkoy redniej. Wyjad ze szkoy, dotr do centrum miasteczka i przejad wzdu Lunacy Street. Zatrzymaj si tutaj, przy Buffalo Inlet, zawrc i skieruj si w drog powrotn do szkoy. Tam nie bdzie ju tumw, dziki czemu bdziemy mogli zrobi to po cichutku i bez naraania przechodniw.
-  Jeden z nas moe wrci na boisko szkolne w czasie, kiedy oni bd na przeciwlegym kracu miasteczka - zaproponowa Peter. -i trzeba oczyci teren z cywilw.
-  To wanie zamierzam zrobi. Zatrzymamy go po cichu, na samym kocu trasy pochodu. Przyprowadzimy go tutaj i damy zna Cobenowi, e podejrzany zosta aresztowany.
-  Chcesz go przekaza stanowym? - spyta Otto ze zoci. - Ot tak, po prostu, we go, kole? Chocia to ty wykonae ca robot?
-  To sprawa Cobena.
-  Chrzanienie. Stanowi j zamknli. Nie bd chcieli do niej wraca i brudzi sobie rczek.
-  To nie do koca prawda - oznajmi Nate. - Ale niezalenie od wszystkiego tak zrobimy. Tak musimy zrobi.

Nie potrzebowa ju cikiej policyjnej pracy ani pochwa. Po prostu chcia doprowadzi spraw do koca. Przej od ciemnoci do wiata. Od mierci do sprawiedliwoci.
-  Najwaniejsze jest bezpieczestwo przechodniw i aresztowanie podejrzanego. Reszta naley do Cobena.
-  To ty jeste tu szefem. Bd musia si zadowoli patrzeniem, jak Ed sra w gacie, czujc na rkach kajdanki. Ten dra zabi biednego, starego psa.
Otto zerkn na Meg i lekko si zarumieni.
-  I innych - doda. - Pata i Maxa. Pies by ostatni, to wszystko.
-  Nie ma sprawy. - Meg umiechna si do niego ponuro. - W ogle nie ma sprawy, ale pod warunkiem, e za wszystko odpowiednio zapaci.
-  Taak.
Otto odchrzkn i wbi wzrok w map przyczepion do korkowej tablicy.
-  Kiedy bd wracali bocznymi ulicami, stracimy go z oczu - zauway.
-  Nie. Wszystko ju przemylaem. Dwch cywilw zgosio si na ochotnika.
Nate zerkn na Jacoba i Binga, ktrzy stanli w drzwiach.
-  Powiedzia pan, e ma pan dla nas jak robot. - Bing podrapa si po brzuchu. - Ile za to dostaniemy?
Meg zaczekaa, a Nate rozda krtkofalwki i rozele mczyzn na wyznaczone stanowiska.
-  Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie?
-  U mojego boku.
-  W porzdku.
Obcigna bluzk, eby ukry trzydziestksemk.
-  Mog pyta, dlaczego zgodnie z planem nie przelatujesz samolotem nad miasteczkiem.
-  Zepsu mi si silnik - wytumaczya, ruszajc w stron drzwi. - Bardzo mi przykro.
Tum by barwny, gony i wesoy, wok unosiy si

zapachy smaonego misa i waty cukrowej. Dzieci biegay wok ozdobionego kwiatami i wstkami supka, ktry ustawiono na t okazj przed samym ratuszem. Nate widzia, e drzwi Lodge s otwarte, a Charlene z werw obsuguje tych, ktrzy mieli ochot na bardziej konkretny lunch, ni to, co mona byo dosta na ulicy.
Lunacy Street zastawiono barierkami, eby zatrzyma ruch uliczny. Na jednym z potkw siedziaa para nastolatkw, a za ich plecami ich koledzy grali w pik. Z przeciwlegego rogu ekipa telewizyjna z Anchorage filmowaa tum.
Turyci krcili filmy wideo, przygldali si rozkadanym stoom albo penetrowali przenone budki, gdzie sprzedawano biuteri i wyroby miejscowych rzemielnikw. Skrzane torebki ozdobione paciorkami, indiaskie apacze snw, ozdobne indiaskie maski, eskimoskie namioty ze skr reniferw albo fok, rcznie plecione koszyki z trawy - wszystko to leao na skadanych stolikach albo deskach ustawionych na kozach.
Chocia byo ciepo i sonecznie, chtnie kupowano czapki i szaliki z qiviutu, weny arktycznego wou pimowego.
W Italian Place sprzedawano kawaki pizzy na wynos. W Sklepie na Rogu" byy specjalne, jednorazowe aparaty fotograficzne i preparaty przeciwko komarom. Przed drzwiami ustawiono stojak z widokwkami. Sprzedawano po trzy sztuki za dwa dolary.
-  Co za przedsibiorcza miecina! - skomentowaa Meg, gdy przejedali obok.
-  To prawda.
-  A po dzisiejszym dniu bdzie znacznie bezpieczniejsza. Dziki tobie. Otto mia racj. To dziki panu, panie komendancie.
-  Do usug, madame. Pogaskaa go po rce.
-  Powiedziae to jak Gary Cooper, ale masz oczy Clinta Eastwooda z okresu Brudnego Harry'ego.
-  Tylko nie... Ufam ci.


-  Moesz.
W tej chwili wcieko zastpi lodowaty spokj. Gdyby jednak nastpi wylew, gdyby zo przerwaa tam, Meg umiaaby ju sobie z ni poradzi.
-  Chc przy tym by, ale tym razem... moemy powiedzie, e do ciebie naley unieszkodliwienie niedwiedzia.
-  W porzdku.
-  Pikny dzie na parad - dodaa po chwili milczenia. -Chocia powietrze jest takie spokojne. Jakby na co czekao. - Podjechali pod szko. - Chyba na to.
Czonkowie orkiestr dtych mieli na sobie bkitne mundurki z mosinymi guzikami, a wypolerowane instrumenty byszczay w promieniach soca. Waltornie buczay, gdy dzieci wiczyy fragmenty melodii. Doroli wykrzykiwali ostatnie rozkazy.
Odezway si bbny.
Druyna hokejowa ju si ustawiaa, sycha byo stukot kijkw, gdy chopcy zajmowali miejsca w kolumnie. Otwierali parad, a ich sztandar mia jecha na odkrytym samochodzie Binga. Mikrofony i goniki sprawdzano, puszczajc zesp Queen i We Ar the Champions.
-  Nareszcie jeste.
Hopp podbiega do Nate'a. Tym razem miaa na sobie cukierkoworowy kostium.                                                   
-  Mylaam, Ignatiousie, e bdziemy musieli zacz ten cyrk bez ciebie.
-  Zaatwiaem w miecie pewne sprawy. Mamy nieze tumy.
-  I ekip NBC. Chc wszystko nakrci.
Z podniecenia jej policzki stay si niemal tak samo rowe jak kostium.
-  Meg, czy nie powinna by tam? - wskazaa palcem na niebo.
-  Silnik odmwi mi posuszestwa, Hopp. Bardzo mi przykro.
-  Och! Trudno. Nie wiesz, czy Doug Clooney wypyn

ju dk na rzek? Szukam Peach albo Db... Powinny pilnowa stadka... Dzieci z nudw same nie wiedz, co jeszcze maj wymyli.
-  Jestem pewna, e Doug wypyn, a Db pojawi si lada chwila i uspokoi towarzystwo.
-  Och. Dobry Boe, zaczynajmy. Edzie! Przesta si muska. Nie wiem, czemu daam si namwi na jazd powozem. Nie mam pojcia, dlaczego nie moglimy wzi kabrioletu. To bardziej dystyngowany rodek lokomocji.
-  Ale nie tak widowiskowy.
Ed przyczy si do nich z promiennym umiechem na ustach. Mia na sobie granatowy, trzyczciowy garnitur i byszczcy krawat w drobne prki.
-  Uwaam, e komendant policji powinien jecha powozem razem z nami.
-  Moe nastpnym razem - powiedzia Nate spokojnie.    
-  Nie pogratulowaem wam zarczyn.
Wycigajc rk, bacznie przyglda si Nate'owi.            :
Nate zastanawia si, czy go nie aresztowa wanie teraz. Mg powali go na ziemi i zaoy mu kajdanki.
Midzy nimi przebiego troje dzieci ze szkoy podstawowej, gonic si z plastikowymi pistoletami. Dziewczynka z werbelkiem podbiega, eby podnie zgubiony batonik, ktry upad tu koo ng Nate'a.
-  Przepraszam, najmocniej przepraszam, panie komendancie. Cakiem o tym zapomniaem.
-  Nie szkodzi. Dziki, Edzie.
Wycign rk, eby ponownie j ucisn, i po raz drugi pomyla: moe teraz?
W tym momencie podbieg Jesse i obj rczkami kolana Nate'a.
-  Bior udzia w paradzie! - zawoa malec. - Bd adnie ubrany i pomaszeruj rodkiem ulicy. Czy bdzie pan na mnie patrzy, panie komendancie?
-  Na pewno.
-  Wspaniale wygldasz - skomentowaa Hopp.

Kucna obok Jesse'ego, gdy chopczyk z ufnoci wsun rczk w do Nate'a.
Nie tutaj - pomyla Nate. Nie teraz. Nie chc, eby dzisiaj kto odnis jakie obraenia.
-  Mam nadziej, e przyjdziesz na nasz lub - powiedzia do Eda.
-  Nie przepuszcz takiej okazji. Nie moga zadowoli si jakim miejscowym chopcem, Meg?
-  Przetrwa zim. Teraz jest ju miejscowy.
-  Pewnie tak.
-  Jesse, lepiej wracaj do swojej grupy.
Hopp daa malcowi lekkiego klapsa. Odbiegajc, krzykn jeszcze:
-  Patrzcie na mnie!
-  Pom mi wsi do tego piekielnego wehikuu, Edzie. Pora rusza.
-  Bdziemy w pobliu - powiedzia Nate, gdy usadowili si w powozie. - Wyglda na to, e tu wszystko jest pod kontrol. Chc jeszcze sprawdzi, jak spisuj si bracia Mackie.
-  Ukradli balony. - Hopp wywrcia oczami. - Syszaam
o tym.
Nate wzi Meg za rk i odcign j na bok.
-  Czy on wie? - spytaa.
-  Martwi si. Jest tu za duo ludzi, Meg. Za duo dzieci, i
-  Wiem.
Ucisna mu rk. Orkiestra zastukaa obcasami.
-  Wkrtce bdzie po wszystkim. Przejcie z jednego kraca miasta na drugi, a potem powrt nie zajmuj duo czasu.
Nate wiedzia, e kada minuta bdzie cigna si w nieskoczono. Przy takim tumie, krzykach i wiwatach, przy oguszajcej muzyce. Zdawa sobie jednak spraw, e wszystko potrwa najwyej godzin, nie wicej, potem bdzie mg go aresztowa i nikomu nic si nie stanie. Tym razem wcale nie musi wbiega w zauek, nie musi wpada w ciemno.
Szed rwnym, spokojnym krokiem, mijajc grupki ludzi
1 powoli kierujc si w stron centrum miasteczka.

Trzy doboszki taczyy, machajc i podrzucajc paeczkami. Za kadym razem otrzymyway gromkie brawa. Jedna z nich umiechna si promiennie do Nate'a.
Dyrygent poprawi wysoki kapelusz, a chwil pniej zesp zacz gra We Will Rock You.
Nate zauway w pierwszym sektorze Petera. Odwrci gow i przycisn wargi do ucha Meg.
-  Podejdmy do faceta z balonikami. Kupi ci balonik. Niech nas wyprzedz, wtedy nieco duej bdziemy mieli ich na oku.
-  Czerwony.                                                                
-  Oczywicie.
Zbliamy si do przeciwlegego kraca miasta - pomyla. Druyna hokejowa ju skoczya swj wystp i zawraca do miasta, eby obejrze przyjaci, wtopi si w tum. Orkiestra wrci do szkoy, eby zdj mundurki.
Potem si rozejd. Wikszo ludzi std zniknie, a Peter przegoni tych, ktrzy bd si ociga.
Nate zatrzyma si przy klownie z pomaraczow strzech na gowie i balonikami w garci.
-  Jezu, Harry, to ty?
-  To by pomys Db.
-  Wygldasz naprawd liczniutko.                                ,-Nate lekko si odchyli, eby widzie tum.
-  Moja dziewczyna marzy o czerwonym baloniku.
Wycign portfel i jednym uchem sucha, jak Meg i Harry zastanawiaj si nad ksztatem balonika. Nate widzia, jak Peter przechodzi kawaek chodnikiem, jak mija go orkiestra, wypeniajc powietrze gonymi dwikami instrumentw dtych. Potem usysza stukot koskich kopyt.                          :
Dzieci z piskiem podbiegy, gdy Hopp i Ed rzucili gar cukierkw. Nate poda Harry'emu pienidze i nadal obserwowa spektakl.
Nagle dostrzeg Cobena. Jasne wosy sieranta bysny w promieniach soca. Ed natychmiast zauway gliniarza z Anchorage.

-  Niech to jasna cholera! Niech to wszyscy diabli! Nie mg zaczeka?!
Ed wyranie spanikowa. Widzc to, Nate zacz torowa sobie drog przez tum, ktry sta na chodniku. Wiedzia, e nie zdoa dotrze na czas. Usysza okrzyki i wiwaty, wszystko zlewao si w jeden szum. Ludzie klaskali, gdy Ed wyskoczy z powozu, mimo e sign pod marynark i wycign stamtd rewolwer.
Jakby czekajc na wielkie widowisko, tumy zaczy si przed nim rozstpowa, kiedy przebiega na drug stron ulicy. Potem rozlegy si piski i krzyki, gdy wywraca gapiw na ziemi i depta po nich.
Torujc sobie drog przez ulic, Nate usysza strzay.
-  Padnij! Wszyscy na ziemi!
Przebieg przez ulic, przeskakujc przez zaszokowanych przechodniw. Nagle dostrzeg Eda na pustym chodniku za samochodami. Bankier trzyma rewolwer przy skroni jakiej kobiety.
-  Cofnij si! - krzykn. - Rzu bro i cofnij si! Zabij j. Wiesz, e to zrobi.
-  Wiem.
Nate sysza za swoimi plecami krzyki i cichnc muzyk. Orkiestra oddalaa si, nie majc pojcia, co si dzieje za ich plecami. W tym miejscu przy chodniku stay auta i pikapy. Drzwi wejciowe do okolicznych domw z pewnoci nie byy pozamykane.
Musia zrobi wszystko, eby uwaga Eda przez cay czas bya skupiona na nim, nim spanikowany umys przeraonego uciekiniera kae mu wcign zakadniczk do ktrego z pobliskich domw.
-  Dokd si wybierasz, Edzie?
-  Nie martw si o to. Martw si o ni. - Szarpn kobiet, a jej obcasy zastukay na bruku. - Wpakuj jej kulk w eb.
-  TakjakMaxowi.
-  Zrobiem to, co musiaem. Tutaj jest to jedyny sposb na przetrwanie.

-  Moe.
Na twarzy Eda pojawi si pot. Malekie kropelki byszczay w promieniach soca.
-  Ale tym razem si nie wywiniesz. Zastrzel ci bez chwili zastanowienia. Wiesz o tym.
-  Jeli nie rzucisz broni, bdziesz odpowiedzialny za jej mier. - Ed odcign paczc kobiet o nastpny metr. -Tak jak jeste odpowiedzialny za mier swojego partnera. Jeste miczakiem, Burk. Nie potrafiby y z t wiadomoci.
-  Mnie by to nie przeszkadzao. - Meg stana obok Nate'a i wycelowaa prosto midzy oczy Eda. - Znasz mnie, ty draniu. Zastrzel ci jak chorego konia i nawet nie mrugn powiek.
-  Meg - ostrzeg Nate. - Cofnij si!
-  Mog wczeniej zabi j lub jedno z was, jeli bdzie taka potrzeba.
-  J moe tak - zgodzia si Meg. - Tyle e ona guzik dla mnie znaczy. No, zastrzel j. Nim upadnie na ziemi, bdziesz martwy.
-  Cofnij si, Meg! - Nate podnis gos i odwrci wzrok od Eda. - Zrb, co ci mwi, i to natychmiast.
Sysza ludzkie gosy i tupot ng. Wiedzia, e tum posuwa si do przodu z ciekawoci, fascynacj i przeraeniem biorcymi gr nad zwyczajnym strachem.
-  Rzu bro i pu j - rozkaza Nate. - Zrb to teraz, a bdziesz mia szans.
Nate zauway, e Coben usiuje zaj Eda od tyu. Zda sobie spraw, e mimo wszystko kto zginie.
Potem rozptao si pieko.
Ed odwrci si i strzeli. Coben przeturla si przez jezdni w poszukiwaniu jakiej osony. Z rany na ramieniu popyna mu struka krwi. Rewolwer sieranta upad na chodnik.
Druga kula trafia w cian tu za plecami Nate'a. Rozleg si krzyk z tysica garde.

To wszystko prawie w ogle nie docierao do Nate'a. By opanowany i zimny jak ld.
Odsun Meg do tyu, pchn j, tak e przewrcia si na ziemi. Zakla na niego, on tymczasem zrobi krok do przodu i spokojnie wycelowa z rewolweru.                                     
-  Jedyn osob, ktra dzisiaj zginie - powiedzia ze stoickim spokojem - bdziesz, Edzie, ty.
-  Co robisz?! - krzykn Ed, widzc, e Nate idzie prosto na niego. - Co ty, do diaba, robisz?!
-  To moja robota. Moje miasto. Od bro albo zabij ci jak chorego konia.
-  Id do diaba!                                                             Ed gwatownym ruchem pchn paczc kobiet na Nate i da nura pod samochd.
Nate, nie zwracajc uwagi na to, e kobieta osuwa si na chodnik jak szmaciana lalka, przeturla si pod nastpnym autem i wyskoczy spod niego na ulic.
Przykucn i zerkn, co robi Meg. Pocieszaa kobiet, ktrej ycie pono nic dla niej nie znaczyo.                              i
-  Zabij tego drania - warkna.
Potem zacza si czoga w stron rannego Cobena. Ed wystrzeli. Kula rozbia przedni szyb samochodu.
-  Do tego dobrego! - krzykn Nate. - Rzu bro albo sam ci j odbior!
-  Jeste zerem! - W gosie Eda wicej byo paniki ni wciekoci. - Nawet nie jeste std.
Popyny zy. Ed wyskoczy z ukrycia i zacz strzela jak szalony. Szko pryskao na boki jak miertelnie niebezpieczne gwiazdy, metal brzcza i dzwoni.
Nate wsta i wyszed na ulic z broni gotow do strzau. Poczu, e co uksio go w rami niczym dua, wcieka pszczoa.
-  Rzu bro, ty gupi sukinsynu!
Ed z krzykiem odwrci si i wycelowa.
Nate strzeli.
Ed chwyci si za udo i upad na ziemi. Policjant szed do

przodu spokojnym krokiem, pki nie dotar do rewolweru, ktry Ed wypuci, upadajc.
-  Jeste aresztowany, ty dupku. Ty tchrzu - powiedzia spokojnie.
Odwrci Eda na brzuch, jednym szarpniciem wykrci mu rce do tyu i zaoy kajdanki. Potem, kucajc, powiedzia spokojnie, patrzc w pene blu, mrugajce oczy Eda:
-  Strzelae do oficera policji.
Bez odrobiny zainteresowania zerkn na struk krwi tu powyej okcia.
-  Do dwch. Jeste skoczony.
-  Trzeba cign Kena? - spytaa Hopp spokojnie. Kiedy Nate obejrza si przez rami, zauway, e pani
burmistrz podchodzi do niego, miadc eleganckimi butami odpryski szka. Dostrzeg rwnie, e dr jej rce i ramiona.
-  Nie zaszkodzioby.
Wskaza brod na ludzi, ktrzy zaczli wysuwa si zza aut i innych oson.
-  Trzeba kaza im si cofn.
-  To paska robota, panie komendancie. Umiechna si niepewnie, potem z lodowat twarz
spojrzaa z gry na Eda.
-  Ekipa telewizyjna sfilmowaa zajcie. Przyda si taki dowd przed sdem. Jedno bdziemy musieli postawi jasno w wywiadach, ktre z pewnoci czekaj nas po caym tym cholernym baaganie. Teraz ten czowiek jest dla nas kim obcym. Nie jest jednym z nas.
Z pen premedytacj odsuna si od Eda i wycigna rk do Nate'a, jakby chciaa pomc mu wsta.
-  Za to ty naleysz do nas. Nie mam co do tego najmniejszych wtpliwoci, Ignatiousie, i Bogu niech bd za to dziki.
Kiedy uj jej do, poczu, e pani burmistrz dry.
-  Czy kto odnis jakie obraenia?
-  Tylko sice i zadrapania. - W jej oczach pojawiy si zy. Zapanowaa nad nimi. - Zatroszczye si o nas.

-  To dobrze.
Kiwn gow, gdy zobaczy, jak Otto i Peter przeciskaj si przez tum.
Potem podnis gow i ujrza Meg. Kucna w jakich drzwiach i patrzya mu prosto w oczy. Miaa na rkach krew, ale okazao si, e poplamia si ni, z ogromn wpraw zakadajc Cobenowi opatrunek na zranione rami.
Bezwiednie przetara rk policzek, likwidujc smuk krwi. Potem umiechna si i przesaa Nate'owi causa.
Na szczcie podczas caej akcji nikt nie zgin, chocia wielu gapiw odnioso rany, na og nie byy to jednak zbyt powane obraenia: poamane koci, wstrzsy mzgu, rany i siniaki spowodowane przez upadki i panik.
Straty materialne nie byy due: powybijane okna i szyby samochodw, porozbijane latarnie. Jim Mackie z prawdziw dum owiadczy reporterowi NBC, e ma zamiar zostawi dziury po kulach w swoim pikapie.
Uznano, e by to icie diabelski punkt kulminacyjny pierwszomajowej parady w Lunacy.
Sporo na ten temat mwiono.
Relacje telewizyjne byy znacznie obszerniejsze ni wielko spowodowanych szkd. W krajowych mediach przez kilka tygodni omawiano niespodziewane i do dziwne aresztowanie Edwarda Woolcotta, domniemanego mordercy Patricka Gallowaya, Czowieka Lodu z No Name.
Nate nie oglda tych relacji. Ograniczy si do przeczytania reportau w The Lunatic".
Wraz z kocem maja zainteresowanie ca spraw opado.
-  To by dugi dzie - powiedziaa Meg, gdy wysza na werand i usiada obok Nate'a.
-  Lubi dugie dni.
Wrczya mu piwo i spojrzaa na niebo. Dochodzia dziesita wieczorem, a wci byo cakiem jasno.
Jej ogrd by ju w peni rozkwitu. Dalie, zgodnie z

oczekiwaniami, prezentoway si wspaniale, a ciemnoniebieskie ostrki miay ptora metra wysokoci.
Bd jeszcze wysze - pomylaa. Maj cae lato, mnstwo jasnych, dugich dni.
Poprzedniego dnia w kocu pochowaa ojca. Na pogrzeb przyszli wszyscy mieszkacy Lunacy, co do jednego. Pojawiy si te i media, ale dla Meg liczyli si tylko miejscowi ludzie.
Charlene bya wyjtkowo spokojna. Nawet nie pozowaa przed kamerami. Staa wsparta na ramieniu Profesora i zachowywaa godno, jakiej Meg nigdy wczeniej u matki nie widziaa.
Moe midzy nimi jako si uoy. Moe nie. W yciu trudno cokolwiek przewidzie.
Meg jedno wiedziaa na pewno. W przysz sobot, w dugi, jasny letni wieczr, majc przed sob jezioro i gry, polubi czowieka, ktrego kocha.
-  Powiedz mi wszystko - poprosia. - Powiedz mi, czego si dzisiaj dowiedziae od Cobena.
Nate wiedzia, e Meg o to spyta. Wiedzia, e bardzo dokadnie bd omawiali t spraw, i to nie tylko z powodu jej ojca. Take dlatego, e dla Meg liczyo si to, kim by i co robi jej przyszy m.
-  Ed zmieni adwokata. Ma teraz jednego z najlepszych obrocw z gbi kraju. Twierdzi, e twojego ojca zabi w obronie wasnej. Mwi, e Galloway zwariowa, a on w obawie o swoje ycie po prostu spanikowa. Jest bankierem i ma dokumenty bankowe. Twierdzi, e w marcu tamtego roku wygra dwanacie tysicy, ktre niespodziewanie pojawiy si na jego koncie, ale wiadkowie mwi inaczej, w zwizku z tym taka wersja nie przejdzie. Utrzymuje rwnie, e z ca reszt nie ma nic wsplnego. Absolutnie nic. Myl, e te nie przejdzie.
Na skraju lasu pojawi si obok komarw. Brzczay jak pia acuchowa. Nate cieszy si, e przed wyjciem na zewntrz skorzysta z pynu przeciwko tym owadom.

Odwrci si i pocaowa Meg w policzek.                       
-  Na pewno chcesz tego sucha?
-  Mw dalej.
-  Jego ona kompletnie si zaamaa i spucia nieco z tonu, wic Ed nie ma alibi na czas mierci Maxa i Yukona. Dodaj do tego t farb, ktr znaleziono w jego szopie z narzdziami, i owiadczenie Harry'ego, e Ed kupowa u niego wiee miso dokadnie w tym dniu, kiedy mielimy mie spotkanie z niedwiedziem. Jeli poczysz to wszystko ze sob, otrzymasz cakiem gst sie.                                      r
-  Nie bez znaczenia jest te fakt, e przystawi rewolwer do gowy turystki, postrzeli gliniarza stanowego i naszego komendanta policji. - Ucisna jego biceps. - A wszystko to - dorzucia - zostao uwiecznione przez kamerzyst NBC.  Przecigna si jak kotka. - Niech yje telewizja! Nasz odwany, przystojny bohater strzeli draniowi w nog, chocia sam by ranny...
-  To powierzchowna rana.
-  ...I zaatwi morderc niczym Cooper w filmie W samo poudnie. Nie jestem Grace Kelly, ale robi mi si gorco na sam myl o tym wydarzeniu.
-  Ale, psze pani. - Zabi ogromnego jak wrbel komara, ktrego wyranie nie powstrzyma pyn przeciwko komarom. - To drobnostka.
-  Ja sama te cakiem niele wypadam, chocia wysae mnie na ten cholerny chodnik.
-  Teraz wygldasz jeszcze lepiej. Adwokaci bd prbowali tumaczy jego postpowanie... zmniejszon poczytalnoci, chwilowym zamroczeniem, ale...
-  To nie przejdzie - dokoczya Meg.
-  Coben go posadzi... albo zrobi to prokurator. Teraz ju mu nie popuszcz.
-  Gdyby Coben ci posucha, posadziby go bez caego tego cyrku.
-  Moe.
-  Nie mgby go zabi.

Nate upi yczek piwa i wsucha si w krzyk ora.
-  Chciaa mie go ywego. Celowaem tak, eby speni twoj prob.
-  Rzeczywicie j spenie.
-  Ty te by go nie zabia.
Meg wycigna nogi, spojrzaa z gry na swoje zniszczone buty ogrodowe. Moe przydayby si jej nowe?
-  Nie bd tego taki pewien, Nate.
-  Ed nie jest jedyn osob, ktra wie, jak sprawi, eby kto pokn haczyk. Ty te niele wywioda go w pole. Sprowokowaa go, eby odwrci rewolwer od niej i zacz strzela do ktrego z nas.
-  Zauwaye jej oczy?
-  Nie, patrzyem w jego.
-  Ja tak. Widziaam wczeniej takie przeraenie. U krlika, ktremu apka uwiza w potrzasku.
Przerwaa, eby pogaska psy.
-  Jeli powiesz mi, e Ed na dugo pjdzie do paki, niezalenie od tego, ilu zatrudni najdroszych adwokatw z terenw poniej czterdziestego smego rwnolenika, uwierz ci.
-  Pjdzie do paki na bardzo, bardzo dugo.
-  W takim razie dobrze. Sprawa zamknita. Masz ochot na spacer nad jezioro?
Pooy jej rk na swoim biodrze.
-  Chyba tak.
-  A zechcesz potem pooy si na brzegu i kocha si ze mn, pki nie bdziemy zbyt sabi, eby si ruszy?
-  Chyba tak.
-  Komary prawdopodobnie zjedz nas ywcem.
-  Czasem warto zaryzykowa.
Nate ryzykowa - pomylaa. Wstaa i wycigna do niego rk.
-  Wiesz, ju wkrtce, uprawiajc seks, bdziemy robili to cakiem legalnie. Czy wtedy przestanie to by dla nas takie podniecajce?
-  Ani troch. - Ponownie spojrza na niebo. - Lubi dugie

dni, ale te nie mam ju nic przeciwko dugim nocom, poniewa mam teraz wasne rdo wiata. - Obj j ramieniem i mocno przytuli. - Ciebie.
Spojrza na soce, ktre niechtnie chylio si ku zachodowi i poyskiwao na powierzchni zimnej, gbokiej wody. I odbijajce si w letnim bkicie surowe, biae gry, w ktrych panowaa wieczna zima.
KONIEC

Spis treci
Ciemno..............       7
Cie................219
wiato...............463